czwartek, 10 sierpnia 2017

Od Diala

Stawiam kolejne łapy na mokrym jeszcze śniegu, który przylepia się do moich łap, przez co moja podroż jest utrudniona. Jest mi coraz ciężej, a śnieżyca postanawia nie ustawać. Idę pod wiatr czując, jak każdy płatek śniegu wchodzi pod moje futro, mrożąc mnie żywcem. Jednak idę dalej, byle by się nie zatrzymać, a gorzej, żeby nie zawrócić. Muszę iść przed siebie. Po chwili widzę światło. Ale nie światło takie, które widzą umierający. To bardziej... pociąg! Za nim dźwięk lokomotywy przedrze się wpierw przez śnieg, a następnie moje uszy, zeskakuję z torów, na jakich stałem. Gdy maszyna przejeżdża obok mnie, tracę równowagę przez wicher stworzony przez nią. Pędziła jak oszalała, a ja trafiłem na śliski śnieg. Nie mam kiedy wbić pazurów w lód, gdyż za nim się obejrzę, zaczynam się toczyć, niczym mała biała kulka śniegu z górki. Świat wiruję. Nie mogę się zatrzymać, aż w końcu na mojej drodze stoi drzewo. A dalej las. Nie mam szans się zatrzymać, więc czekam na zderzenie.
A w rzeczywistości gdy otwieram oczy, wybudzam się ze snu, gdzie na samym końcu miałem bolesne zderzenie z drzewem, którego oczywiście nie czułam. Gdy wracam do normalnego świata, zdaje sobie sprawę, że zrobiłem sobie drzemkę w południe pod cieniem drzewa.
Podniosłem głowę i się rozejrzałem. Zero żywej duszy, jakby wszyscy się stąd ulotnili. Po za jedną czarną postacią. Niestety nie mogłem jej rozróżnić, bo mój wzrok nie przystosował się do światła słonecznego i odmówił posłuszeństwa. Dlatego też chciałem po prostu podejść bliżej tego kogoś, niestety gdy wstałem i zrobiłem pierwszy krok, poślizgnąłem się na liściach i na błocie. Najpierw wywróciłem się do przodu, potem do tyłu próbując złapać równowagę, ale zamiast tego spadłem na brzuch i zacząłem jechać tyłem na dół. Po paru sekundach uderzyłem w kogoś, a następnie oboje wylądowaliśmy w wodzie.
Piękne pierwsze spotkanie.
Jak najszybciej wyszedłem z wody, która mi nie służyła, a następnie wzrokiem zacząłem szukać mej ofiary. Kiedy ją wychwyciłem, pomogłem wilczycy.
- Przepraszam cię panienko. To było nie zamierzone – wytłumaczyłem się.

<Crashen lub Rigel? Możecie obie odpisać, nie mogłam się zdecydować>

wtorek, 8 sierpnia 2017

Od Rigel

Ciemność. Chłodna, przyjemna woda kołysała moje rozproszone we wszystkie strony, jasne futro. Przez półprzymknięte powieki widziałam jedynie drogę przed sobą, wyłożoną niesionymi przez fale, różnego rozmiaru muszelkami, kamieniami i morską roślinnością. Czasami coś musnęło mnie w łapy, zaczepiało się w ogon, jednak jak w głębokim transie nie zwracałam na to żadnej uwagi. Przecież byłam bezpieczna... prawda? Łapczywie zaczerpnęłam w płuca świeżego powietrza, gdy tylko powolnie wynurzyłam się na powierzchnię, a moje łapy zatopiły w suchym, ciepłym piasku. Od razu gorące promienie jasnego słońca sięgnęły mojego grzbietu, a miłe, leśne powietrze ponownie pobudziło do życia. Leniwie uchyliłam powieki, unosząc wzrok na teren przede mną. Plaża nie była duża, już kilka metrów od wody porastała trawa, a jeszcze kawałek dalej zaczynały się drzewa, rosnące coraz gęściej, aż w końcu tworzące bujny las. Drgnęłam niespokojnie, uświadamiając sobie, że zupełnie nie miałam pojęcia gdzie jestem i jak się tutaj znalazłam. Byłam wymęczona, a moje mięśnie wręcz błagały o odpoczynek. Na szczęście raczej nikogo nie było w pobliżu, więc może warto byłoby się rozejrzeć? Miałam ochotę trochę poleżeć na ciepłej plaży i dopiero udać się w teren, jednak głód zmusił mnie do natychmiastowych poszukiwań. Wkroczyłam w pas chłodnego cienia rzucanego przez drzewa, utrzymując czujność. Ziemia i całe otoczenie były bujnie porośnięte zieloną roślinnością, osłaniającą przed gorącym słońcem. Z podłoża bił przyjemny dla łap chłód. Do mych nozdrzy dotarł miły zapach mięsa, dobiegający z niedaleka. To mogła być oznaka czyjegoś bytu i rzeczywiście roznosiła się tutaj woń innych wilków, jednak byłam tak głodna, że musiałam sprawdzić, czy na pewno to czyjaś zdobycz. Przecież równie dobrze mogła być niedawno porzucona...
Niepewnie stanęłam u wejścia jakiejś jaskini, gdzie doprowadziła mnie upragniona woń. Próbowałam dopatrzyć się czyjegoś ruchu, jednak niczego nie dostrzegłam. Czym prędzej doskoczyłam do upolowanej łani i już miałam zatopić w jej ciele głodne zęby, jednak momentalnie drgnęłam, zatrzymując swe poczynania na dźwięk czyjegoś głosu za sobą.
- Co tu robisz? - aż podskoczyłam odwracając się szybko w stronę ciemnego wilka z neonowymi znaczeniami. Był ode mnie troszkę wyższy, stał u wejścia i mierzył mnie spojrzeniem zdziwionych oczu. Nigdy przedtem go nie widziałam, on zapewne mnie też.
- N-ii-c... - mruknęłam niepewnie. Na samą myśl, że to zapewne jego jaskinia, a ja tak po prostu sobie do niej weszłam, zaczęłam powoli osuwać się do tyłu. Nie byłam pewna jego dalszej reakcji, dlatego wolałam być gotowa na wszystko.

Neon?

poniedziałek, 10 lipca 2017

Od Amai c.d. Sansy

Dzisiaj musiałam wstać wcześnie rano - miałam sprawdzić, czy w klanie jest wszystko w porządku. Terenów było sporo, więc miałam nadzieję, że wszystko wszędzie będzie w porządku. 
Najpierw spróbowałam wznieść się w powietrze, jednak dzisiaj wiatr nie pozwalał na wzniesienie się. Próbowałam wiele razy, jednak nie było łatwo, udało się dopiero za piątym razem. Nawet teraz nie było za łatwo, co chwilę były turbulencje, wiatr co chwilę zmieniał kierunek, nie wspominając o porywach. Przy szybkim locie nie ma to może wielkiego znaczenia, ale wolne latanie nie było bezpieczne, przez co wolałam wylądować. Na szczęście byłam na polanie, dzięki czemu lądowanie było mniej ryzykowne. Już prawie stanęłam na ziemi, kiedy wiatr mnie uniósł do góry i straciłam równowagę. Tak wylądowałam na ziemi, tylko trochę w niekonwencjonalny sposób. Wtedy musiałam przejść przez cały klan, co zajęłoby mi troszkę dłużej. Jednak trzeba było to zrobić. 

***
Jednak skończyłam wcześniej niż się spodziewałam, nigdzie nie trzeba było nic robić. No, prawie... była jedna rzecz, która mnie niepokoiła już od tygodnia. Widziałam od zachodu coś podejrzanego, wyglądało to trochę jak łódki albo tratwy, które z każdym dniem były coraz bliżej. Mówiłam o tym już Sansie wczoraj, jednak rano jej nie było. Nawet sama o tym zapomniałam... Wtedy zaczęłam jej szukać. Na szczęście wiatr się uspokoił, więc mogłam bezpiecznie latać. Wzniosłam się w powietrze i zaczęłam lecieć szukając niej. Trwało to trochę, ale gdy w końcu ją znalazłam, wylądowałam w pobliżu i podeszłam do niej. 
- Sansa... - powiedziałam. 
- Och... ja zapomniałam. Tak mi głupio teraz - zaśmiała się trochę nerwowo. 
- Nie szkodzi, też zapomniałam - uśmiechnęłam się lekko do niej. - Muszę ci o czymś powiedzieć... Albo lepiej pokażę ci... Wybacz mi że przerywam twoje zajęcia, ale myślę, że to ważne...
Po tym obydwie wzniosłyśmy się w powietrze i zaprowadziłam waderę do miejsca, które mnie tak niepokoiło. Odległość tamtych łódek określałam na mniej więcej 30 kilometrów, co znaczyło, że najwcześniej jutro już tutaj będą. Wylądowałyśmy na plaży najbliżej tamtego miejsca.
- Sansa, co o tym myślisz...? - zapytałam, próbując ukryć swój niepokój.

<Sansa? Też coś z pomysłem u mnie nie bardzo>

niedziela, 9 lipca 2017

Od Crass c.d Rhaegara

Pustka. Dawno w niej nie byłam. Miejsce, gdzie działo się wszystko i nic za razem. Komnata pełna luster. Niektórych poobijanych, niektórych nowych niczym wzięte z fabryki. W sumie było ich 12. Pierwsze 5 było o moim starym życiu. Starym moim obliczu i starym świecie, które do dzisiaj nazywam piekłem. Podeszłam do jednego z nich.
- Dawaj, to tylko mały, nic nie znaczący szczeniak. - moja opiekunka, kiedy uczyła mnie zabijania bez litości. Za każdy zadawany ból, dostałam jedzenie, za brak okazywania bólu, dostawałam tortury i brak pożywienia, może dlatego jestem tak wychudzona. Ledwo wzięłam wdech, patrząc w dalszą przeszłość.
- Crass, zabij! Zabij go! - wadera mnie motywowała, kiedy zabijałam jednego z jej sługusów. Spojrzałam na swoje pazury. Ostre, długie i twarde. Osobiście mi je piłowała. Chciała, żebym zabijała wszystko, co mi stanie na drodze. W końcu ostatnie z luster. Kiedy pierwszy i ostatni raz posmakowałam wilczego mięsa. Rzuciło mną z przerażenia na te wspomnienie. Byłam maszyną, mająca za zadanie zabić. Miałam być marionetką.
- I wciąż nią jesteś. - za mną stanęłam ja. Cała we krwi, ranach z psychicznym uśmiechem. Jej czarny wzrok i krew, kapiąca po karku, plecach. Staliśmy naprzeciw siebie. Po jej stronie był popękana i zniszczona Pustka, a za mną było biało.
- Mylisz s--
- Dzisiaj zabiłaś ponad 17 potworów, bez litości i jakiegokolwiek pohamowania. Jej głos, szrostki, przerażający. Czułam jakby przez żyły leciała śmierć.
- To ty zabiłaś.
- Ja jestem Tobą.
- Nie prawda!
- Co nas różni? To Ciebie torturowali, ja jestem tylko efektem szkolenia. Zaprzestałaś terapię w kiepskim momencie.
- O czym ty... - przybliżyła do mnie lustro, kiedy prawie cała wataha próbowała mi pomóc z moim przerażającym wychowaniem. Każdy psycholog, lekarz i sam Alfa, dający mi miłość, której nie miałam...
- Miłość jest silniejsza nawet ode mnie. Przez to, że uciekłaś, ja mogę od nowa wrócić na twoje miejsce.
- Nie! Nie pozwolę ci na to!
- Jesteśmy tym samym, Crashen. Nie pojmujesz? To tylko kwestia czasu, kiedy oddasz się ponownie tym torturom - w tym momencie zaczęłam słyszeć moje wszystkie piski, kiedy byłam szczeniakiem. Położyłam uszy, próbując przestać słuchać tego bólu.
- PRZESTAŃ!
- W końcu się poddasz, a ja będę pierwszą osobą, która zabije wszystkie Alfy z tej watahy! - Pustka zaczęła pękać.

****

Obudziłam się cała we łzach. Mój wzrok, czarny, wrócił do złotego koloru. Mrugnęłam oczami, przyzwyczajając się do światła.
- Dzień dobry - usłyszałam głos wadery. Gwałtownie się podniosłam, czując od razu ból w miejscach starych blizn - spokojnie, jesteś w Klanie Wody. Alfa Cię tutaj przyniósł.
- ... - położyłam się znowu. Ta patrzyła na mnie z zaciekawieniem.
- Mogę Cię o coś spytać.
- Tak.
- Skąd tamte blizny? Niektóre się pootwierały. - patrzyła na mnie, oczekując na odpowiedź. Wzięłam głęboki wdech.
- Wypadek, szkoda gadać - Skłamałam. Nie chciałam, by ktoś wiedział o mojej mrocznej przeszłości. Powoli się podniosłam.
- Jedzenie czeka już - wskazała mi łapą inne miejsce. Powoli zaczęłam kuleć w stronę tamtego pomieszczenia. Usiadłam, zaczynając jeść. Towarzyszył mi jakiś basior, siedzący daleko ode mnie. Po chwili usłyszałam kroki. Spojrzałam w tamtą stronę, zauważając Rhaegara. Natychmiast odwróciłam wzrok.
- Mógłbyś na chwilę nas zostawić samych? - spytał Alfa, patrząc na siedzącego w kącie basiora.
- Oczywiście - bez zaprzeczenia wyszedł z jaskini.
- Jak się czujesz? - skierował pytanie w moją stronę. Milczałam, nie patrząc na niego. W uszach słyszałam tylko psychiczny śmiech. Własny, psychiczny śmiech. Zamknęłam oczy.
- Crashen?
- Wszystko gra - odpowiedziałam cichym tonem. Skończyłam jeść i złapałam zębami za jeden z opatrunków.
- Zabraniam. - mimo jego rozkazu, pociągnęłam za niego i zerwałam. W tych mejscach, krew była zaschnięta, a moje futro było praktycznie ciemno krwiste. Połyskujące, fioletowe futro, zastąpiła krew i to wiele krwi, nie tylko mojej. Spojrzałam na basiora i go wyminęłam. Ten nadepnął na mój ogon. Zatrzymałam się. Podszedł tak, że mógł spojrzeć na mój pysk. Odwróciłam wzrok. Nie mogłam już patrzeć. Nie chce go skrzywdzić, nie chce nikogo zabijać... Ale chyba od tego nigdy nie ucieknę. Wysunęłam głowę do góry i poszłam do jednego z źródeł. Basior szedł za mną, jakby mnie asekurował. Spojrzałam na wodę i weszłam do niej. Od razu krew rozeszła się po tafli wodnej. Zanurzyłam się i zamknęłam oczy. Widziałam wszystko, co zrobiłam... Jak w łapie trzymałam jeszcze przez krótką chwilę bijące serce. Skrzepnięta krew szybko się rozpłynęła w wodzie, uwalniając kolory mojego futra. Wynurzyłam się, spoglądając na Alfę. Dopiero wtedy zobaczyłam, że jest ranny. Wynurzyłam się z wody, a futro, które aktualnie było mokre, odsłoniło moje blizny po wielokrotnym biciu. Wynurzając się, pociągnęłam za sobą strumień wodny. Sama się zmieniłam w wodę i zaczęłam go otaczać wodą. Ten jakby próbował się wydostać z mojego łańcucha, ale mu nie wyszło. Przycisnęłam lekko wodę do jego ciała, lecząc je. Wiem, że jestem osłabiona i nie powinnam tego robić, ale Alfa jest ważniejszy od Omegi. Zmieniłam się w fizyczną formę i opuściłam wodę.
- Tylko tyle mogłam zrobić w ramach tego, co zrobiłam... - opuściłam uszy i głowę - zrozumiem, jak będziesz się bać o swoich z klanu i będziesz mi kazać odejść. W końcu, kto by chciał mieć Maszynę w swoim klanie...

<Rhaegar? Pisałam to na telefonie, więc jak będą błędy, to przepraszam>

Od Diala

Obydwoje ruszyliśmy w tym samym momencie odbijając się tylnymi łapami od ziemi. Skoczył na mnie, ale ja zrobiłem szybki unik. Tym samym chciałem go uderzyć tylnymi łapami, jednak on odskoczył. Ruszyłem na niego biegiem, a gdy wylądowałem na nim, chwilę się zataczaliśmy po błocie, aż mnie nie ugryzł w szyję. Cicho zaskowytałem, po czym uderzyłem go pazurami po mordzie, tym samym zostawiając ślad na jego policzku. Puścił mnie, a ja go kopnąłem tylnymi łapami. Uderzył plecami o kamień, jednak się nie poddał. Skoczył na mnie, a ja przyjąłem jego atak. Otwarłem pysk i przejechałem kłami po jego twarzy, odgryzając tym samym część jego ucha. Usłyszałem cichy jęk bólu, a następnie sam go poczułem na przedniej łapie. Wgryzł mi się w nią, a ja byłem zmuszony drugą wydłubać mu oko, a następnie ugryźć go w szyję. Puścił mnie. Chwyciłem go za fraki i rzuciłem nim o drzewo. Usłyszałem chrupnięcie kości. Zacząłem biec za nim, jednak łapa mi w tym przeszkadzała. Wgryzł się głęboko, jeśli nie tknął kości. On sam zaś zaczął uciekać, chociaż z trudem. Przywalił głową o drzewo i teraz biegł, jakby był po alkoholu. Wiedziałem, że to nie był koniec, jednak zaprzestałam wszelkich prób, gdy jego twarz zamieniła się w pysk mojego demona... Zapominam o nim, a świat zamienia się w śnieżny krajobraz.
Stawiam kolejne łapy na mokrym jeszcze śniegu, który przylepia się do moich łap, przez co moja podroż jest utrudniona. Jest mi coraz ciężej, a śnieżyca postanawia nie ustawać. Idę pod wiatr czując, jak każdy płatek śniegu wchodzi pod moje futro, mrożąc mnie żywcem. Jednak idę dalej, byle by się nie zatrzymać, a gorzej, żeby nie zawrócić. Muszę iść przed siebie. Po chwili widzę światło. Ale nie światło takie, które widzą umierający. To bardziej... pociąg! Za nim dźwięk lokomotywy przedrze się wpierw przez śnieg, a następnie moje uszy, zeskakuję z torów, na jakich stałem. Gdy maszyna przejeżdża obok mnie, tracę równowagę przez wicher stworzony przez nią. Pędziła jak oszalała, a ja trafiłem na śliski śnieg. Nie mam kiedy wbić pazurów w lód, gdyż za nim się obejrzę, zaczynam się toczyć, niczym mała biała kulka śniegu z górki. Świat wiruję. Nie mogę się zatrzymać, aż w końcu na mojej drodze stoi drzewo. A dalej las. Nie mam szans się zatrzymać, więc czekam na zderzenie.
A w rzeczywistości gdy otwieram oczy, wybudzam się ze snu, gdzie na samym końcu miałem bolesne zderzenie z drzewem, którego oczywiście nie czułam. Gdy wracam do normalnego świata, zdaje sobie sprawę, że zrobiłem sobie drzemkę w południe pod cieniem drzewa.
Podniosłem głowę i się rozejrzałem. Zero żywej duszy, jakby wszyscy się stąd ulotnili. Po za jedną czarną postacią. Niestety nie mogłem jej rozróżnić, bo mój wzrok nie przystosował się do światła słonecznego i odmówił posłuszeństwa. Dlatego też chciałem po prostu podejść bliżej tego kogoś, niestety gdy wstałem i zrobiłem pierwszy krok, poślizgnąłem się na liściach i na błocie. Najpierw wywróciłem się do przodu, potem do tyłu próbując złapać równowagę, ale zamiast tego spadłem na brzuch i zacząłem jechać tyłem na dół. Po paru sekundach uderzyłem w kogoś, a następnie oboje wylądowaliśmy w wodzie.
Piękne pierwsze spotkanie.
Jak najszybciej wyszedłem z wody, która mi nie służyła, a następnie wzrokiem zacząłem szukać mej ofiary. Kiedy ją wychwyciłem, pomogłem wilczycy.
- Przepraszam cię panienko. To było nie zamierzone – wytłumaczyłem się.

<Rhiali?>

Nowy wilk w Klanie Everything - Dial!

Dial
Obrońca alf