niedziela, 13 sierpnia 2017

Nieobecność

Od 14 do 22 sierpnia mnie nie będzie. Opowiadania i formularze wysłane do mnie trafią na bloga z opóźnieniem, wybaczcie.

~Len

Admin na 102!

  Ponieważ większość osób nie wiedziało co się w ogóle dzieje z blogiem, w tym jeden admin i moderatorka (możecie mi zrobić kazanie moje pyśki). Po prostu w tym poście chciałabym was przeprosić za moją nieobecność, którą nie zapisałam nawet nigdzie w kolumnie bocznej, jedynie na chacie co dość szybko zaginęło w odmętach spamu. Nie było mnie dość długo, nie tylko z powodu wyjazdów (co było główną przyczyną) ale również z powodu zwyczajnej niechęci do pisania, ale to nieistotne. Nie ukrywam, że nieco jestem zawiedziona tym, że ta część administracji która wiedziała o moim zniknięciu nie zajęła się blogiem no ale trudno, sprawę wyjaśniliśmy (chyba) między sobą i proszę, żeby ten temat nie był poruszany tutaj w komentarzach. Naprawdę zrozumiem, jeśli większość osób zawiodło się tym, jak sprawuję się w roli administratora i przez to opuszczą nasze grono... ale postaram się to ogarnąć. Nie ukrywam, że od września będzie mi ciężko z powodu tego, że uczę się poza swoim miejscem zamieszkania oraz przygotowuję się do egzaminu który najpewniej mnie wykończy do finalnego stycznia :') Dlatego w najbliższym czasie najlepiej byłoby wprowadzić nowe osoby jako moderatorów, lub (co bardziej mi się podoba) dać każdemu kto chce autora na blogu. Chyba wszystkim nam będzie łatwiej, kiedy każdy będzie mógł na bieżąco dodawać swoje posty. Będzie to również bezpieczne, ponieważ jedynie administracja ma możliwość zmieniania czyichś postów, nikt nieupoważniony wam nic nie pogmatwa, więc spokojnie. Dajcie znać co o tym sądzicie, bo widzę, że takie rozwiązanie robi się coraz bardziej popularne na wielu blogach. I przede wszystkim jeszcze raz przepraszam. Zróbcie w komentarzach paradę hejtu na temat tego, jakim jestem super adminem XD ♥
P.S JA NA TE OPOWIADANIA ODPISZĘ, POSTARAM SIĘ DZISIAJ. 
P.S 2 WSZYSTKIE WIADOMOŚCI NA HOWRSE MI PRZEPADŁY, WIĘC JEŚLI COŚ MACIE... WYŚLIJCIE JESZCZE RAZ BARDZO PROSZĘ D:
~Miłego Dnia, Rei :3 

piątek, 11 sierpnia 2017

Brak aktywności


Moi drodzy....jak pewnie zauważyliście aktywność na WK upadła.... i to mocno. Martwi mnie to bardzo, bo nowi członkowie myślą, że blog nie żyje, a raz na jakiś czas ktoś pojawia się na chwile na chacie i nic..... zero nowych postów, zero nowych członków...po prostu wielkie zero.
Nie mam również kontaktu z adminami, dlatego, jeżeli ktoś wysłał im opowiadanie, a nie zostało wstawione możecie je wysłać do mnie ( niestety nie mam uprawnień do wstawiania nowych członków... tylko opowiadania)
Chcę uratować ten blog przed kolejnym upadkiem, pomożecie mi w tym?
~Beta klanu wody (Neon) 


EDIT: Można już do mnie wysyłać formularze ;w; (KoniaraHadara)
(z góry przepraszam za samowolkę, ale nie mogę patrzeć jak ten blog ponownie upada na moich oczach) 

czwartek, 10 sierpnia 2017

Od Diala

Stawiam kolejne łapy na mokrym jeszcze śniegu, który przylepia się do moich łap, przez co moja podroż jest utrudniona. Jest mi coraz ciężej, a śnieżyca postanawia nie ustawać. Idę pod wiatr czując, jak każdy płatek śniegu wchodzi pod moje futro, mrożąc mnie żywcem. Jednak idę dalej, byle by się nie zatrzymać, a gorzej, żeby nie zawrócić. Muszę iść przed siebie. Po chwili widzę światło. Ale nie światło takie, które widzą umierający. To bardziej... pociąg! Za nim dźwięk lokomotywy przedrze się wpierw przez śnieg, a następnie moje uszy, zeskakuję z torów, na jakich stałem. Gdy maszyna przejeżdża obok mnie, tracę równowagę przez wicher stworzony przez nią. Pędziła jak oszalała, a ja trafiłem na śliski śnieg. Nie mam kiedy wbić pazurów w lód, gdyż za nim się obejrzę, zaczynam się toczyć, niczym mała biała kulka śniegu z górki. Świat wiruję. Nie mogę się zatrzymać, aż w końcu na mojej drodze stoi drzewo. A dalej las. Nie mam szans się zatrzymać, więc czekam na zderzenie.
A w rzeczywistości gdy otwieram oczy, wybudzam się ze snu, gdzie na samym końcu miałem bolesne zderzenie z drzewem, którego oczywiście nie czułam. Gdy wracam do normalnego świata, zdaje sobie sprawę, że zrobiłem sobie drzemkę w południe pod cieniem drzewa.
Podniosłem głowę i się rozejrzałem. Zero żywej duszy, jakby wszyscy się stąd ulotnili. Po za jedną czarną postacią. Niestety nie mogłem jej rozróżnić, bo mój wzrok nie przystosował się do światła słonecznego i odmówił posłuszeństwa. Dlatego też chciałem po prostu podejść bliżej tego kogoś, niestety gdy wstałem i zrobiłem pierwszy krok, poślizgnąłem się na liściach i na błocie. Najpierw wywróciłem się do przodu, potem do tyłu próbując złapać równowagę, ale zamiast tego spadłem na brzuch i zacząłem jechać tyłem na dół. Po paru sekundach uderzyłem w kogoś, a następnie oboje wylądowaliśmy w wodzie.
Piękne pierwsze spotkanie.
Jak najszybciej wyszedłem z wody, która mi nie służyła, a następnie wzrokiem zacząłem szukać mej ofiary. Kiedy ją wychwyciłem, pomogłem wilczycy.
- Przepraszam cię panienko. To było nie zamierzone – wytłumaczyłem się.

<Crashen lub Rigel? Możecie obie odpisać, nie mogłam się zdecydować>

wtorek, 8 sierpnia 2017

Od Rigel

Ciemność. Chłodna, przyjemna woda kołysała moje rozproszone we wszystkie strony, jasne futro. Przez półprzymknięte powieki widziałam jedynie drogę przed sobą, wyłożoną niesionymi przez fale, różnego rozmiaru muszelkami, kamieniami i morską roślinnością. Czasami coś musnęło mnie w łapy, zaczepiało się w ogon, jednak jak w głębokim transie nie zwracałam na to żadnej uwagi. Przecież byłam bezpieczna... prawda? Łapczywie zaczerpnęłam w płuca świeżego powietrza, gdy tylko powolnie wynurzyłam się na powierzchnię, a moje łapy zatopiły w suchym, ciepłym piasku. Od razu gorące promienie jasnego słońca sięgnęły mojego grzbietu, a miłe, leśne powietrze ponownie pobudziło do życia. Leniwie uchyliłam powieki, unosząc wzrok na teren przede mną. Plaża nie była duża, już kilka metrów od wody porastała trawa, a jeszcze kawałek dalej zaczynały się drzewa, rosnące coraz gęściej, aż w końcu tworzące bujny las. Drgnęłam niespokojnie, uświadamiając sobie, że zupełnie nie miałam pojęcia gdzie jestem i jak się tutaj znalazłam. Byłam wymęczona, a moje mięśnie wręcz błagały o odpoczynek. Na szczęście raczej nikogo nie było w pobliżu, więc może warto byłoby się rozejrzeć? Miałam ochotę trochę poleżeć na ciepłej plaży i dopiero udać się w teren, jednak głód zmusił mnie do natychmiastowych poszukiwań. Wkroczyłam w pas chłodnego cienia rzucanego przez drzewa, utrzymując czujność. Ziemia i całe otoczenie były bujnie porośnięte zieloną roślinnością, osłaniającą przed gorącym słońcem. Z podłoża bił przyjemny dla łap chłód. Do mych nozdrzy dotarł miły zapach mięsa, dobiegający z niedaleka. To mogła być oznaka czyjegoś bytu i rzeczywiście roznosiła się tutaj woń innych wilków, jednak byłam tak głodna, że musiałam sprawdzić, czy na pewno to czyjaś zdobycz. Przecież równie dobrze mogła być niedawno porzucona...
Niepewnie stanęłam u wejścia jakiejś jaskini, gdzie doprowadziła mnie upragniona woń. Próbowałam dopatrzyć się czyjegoś ruchu, jednak niczego nie dostrzegłam. Czym prędzej doskoczyłam do upolowanej łani i już miałam zatopić w jej ciele głodne zęby, jednak momentalnie drgnęłam, zatrzymując swe poczynania na dźwięk czyjegoś głosu za sobą.
- Co tu robisz? - aż podskoczyłam odwracając się szybko w stronę ciemnego wilka z neonowymi znaczeniami. Był ode mnie troszkę wyższy, stał u wejścia i mierzył mnie spojrzeniem zdziwionych oczu. Nigdy przedtem go nie widziałam, on zapewne mnie też.
- N-ii-c... - mruknęłam niepewnie. Na samą myśl, że to zapewne jego jaskinia, a ja tak po prostu sobie do niej weszłam, zaczęłam powoli osuwać się do tyłu. Nie byłam pewna jego dalszej reakcji, dlatego wolałam być gotowa na wszystko.

Neon?

poniedziałek, 10 lipca 2017

Od Amai c.d. Sansy

Dzisiaj musiałam wstać wcześnie rano - miałam sprawdzić, czy w klanie jest wszystko w porządku. Terenów było sporo, więc miałam nadzieję, że wszystko wszędzie będzie w porządku. 
Najpierw spróbowałam wznieść się w powietrze, jednak dzisiaj wiatr nie pozwalał na wzniesienie się. Próbowałam wiele razy, jednak nie było łatwo, udało się dopiero za piątym razem. Nawet teraz nie było za łatwo, co chwilę były turbulencje, wiatr co chwilę zmieniał kierunek, nie wspominając o porywach. Przy szybkim locie nie ma to może wielkiego znaczenia, ale wolne latanie nie było bezpieczne, przez co wolałam wylądować. Na szczęście byłam na polanie, dzięki czemu lądowanie było mniej ryzykowne. Już prawie stanęłam na ziemi, kiedy wiatr mnie uniósł do góry i straciłam równowagę. Tak wylądowałam na ziemi, tylko trochę w niekonwencjonalny sposób. Wtedy musiałam przejść przez cały klan, co zajęłoby mi troszkę dłużej. Jednak trzeba było to zrobić. 

***
Jednak skończyłam wcześniej niż się spodziewałam, nigdzie nie trzeba było nic robić. No, prawie... była jedna rzecz, która mnie niepokoiła już od tygodnia. Widziałam od zachodu coś podejrzanego, wyglądało to trochę jak łódki albo tratwy, które z każdym dniem były coraz bliżej. Mówiłam o tym już Sansie wczoraj, jednak rano jej nie było. Nawet sama o tym zapomniałam... Wtedy zaczęłam jej szukać. Na szczęście wiatr się uspokoił, więc mogłam bezpiecznie latać. Wzniosłam się w powietrze i zaczęłam lecieć szukając niej. Trwało to trochę, ale gdy w końcu ją znalazłam, wylądowałam w pobliżu i podeszłam do niej. 
- Sansa... - powiedziałam. 
- Och... ja zapomniałam. Tak mi głupio teraz - zaśmiała się trochę nerwowo. 
- Nie szkodzi, też zapomniałam - uśmiechnęłam się lekko do niej. - Muszę ci o czymś powiedzieć... Albo lepiej pokażę ci... Wybacz mi że przerywam twoje zajęcia, ale myślę, że to ważne...
Po tym obydwie wzniosłyśmy się w powietrze i zaprowadziłam waderę do miejsca, które mnie tak niepokoiło. Odległość tamtych łódek określałam na mniej więcej 30 kilometrów, co znaczyło, że najwcześniej jutro już tutaj będą. Wylądowałyśmy na plaży najbliżej tamtego miejsca.
- Sansa, co o tym myślisz...? - zapytałam, próbując ukryć swój niepokój.

<Sansa? Też coś z pomysłem u mnie nie bardzo>