środa, 31 grudnia 2014

Od Kiyoteru C.D. Izaline

- Nie ma sprawy, zawsze cię obronię... - powiedziałem. - Też dziękuję
- Za co? - spytała.
- Przecież gdyby nie ty, to bym nie żył - uśmiechnąłem się delikatnie.
Chwilę wszyscy porozmawialiśmy, po czym wyszliśmy wszyscy z jaskini. Zdążyło tu napadać bardzo dużo śniegu, na drzewach nie było liści, a w niektórych miejscach pojawiał się także lód, nie wspominając o jeziorze. Po godzinie rozmów Uru dokądś poszła.

<Izaline? Sorki za długość>

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Od Kilan cd historii Ronin'a

Ciągle zadziwiał mnie ten wilk. Z chwili na chwilę coraz bardziej. Był jednocześnie opiekuńczy, miły i ciekawy. Może i prawie nic nie pamiętam, ale wydaje mi się, że jeszcze nigdy kogoś takiego nie spotkałam. Niby było dosyć dziwnie musieć siedzieć tyle czasu w jego jaskini, ale z nim nie może być nudno. Uśmiechnęłam się na tą myśl, a Ronin spojrzał na mnie trochę zdziwionym wzrokiem.
- Rzeczywiście, pięknie.. - odpowiedziałam zamyślonym głosem
Basior usiadł naprzeciw mnie i spojrzał mi w oczy. Uśmiechnęłam się lekko i delikatnie przekrzywiłam głowę, na co odpowiedział cichym śmiechem.
- Na pewno nic nie pamiętasz? - zapytał niepewnym głosem, tak jakby powiedział to wbrew swojej woli
- Prawie. Pamiętam swoje imię i co jakiś czas mam takie krótkie wizje. Nie mam całkowitej pewności, ale to są chyba urywki z mojej przeszłości. Co prawda są strasznie dziwne, ale nie wiem czym innym mogą być.. - wyznałam dosyć niechętnie, ale gdy zauważyłam jego zawstydzenie wesoło się uśmiechnęłam
- Jakie wizje? - kontynuował rozmowę z zaciekawieniem w oczach
- Skoro chcesz wiedzieć… Pierwszą, i jak na razie jedyną, wizję miałam wtedy jak zemdlałam na śniegu. To było coś na miarę bardzo realistycznego snu. Obudziłam się na lodowym pustkowiu gdzie nie było nic oprócz małego błysku światła w oddali. Nie wiele myśląc udałam się w tamtą stronę, a po drodze spotkałam straszną ilość martwych zwierząt i kości, a w tym wilków. Kiedy zbliżałam się do światła zaczęłam słyszeć jakieś dziwne odgłosy.. Coś jakby krzyki mordowanych wilków. Z każdym krokiem te pomruki nasilały się, a gdy zaczęłam dostrzegać zarysy wielkiego budynku od którego tak połyskiwało światło wrzaski zaczęły mnie ogłuszać. Po chwili byłam już pod budowlą, którą był przewspaniały pałac. Cały połyskiwał jakby zbudowano go z lodu lub szkła. Myślałam, że jest opuszczony, gdy nagle po jego drugiej stronie usłyszałam jakieś ciche rozmowy. Zaciekawiłam się tym, a gdy obeszłam zamek wokół zauważyłam dość sporą gromadę wilków (z czego wszyscy mieli wręcz krystalicznie białą sierść), która stała przed wielkimi schodami i wrotami pałacu tak jakby na coś czekali. - przerwałam na chwilę zastanawiając się, a basior cały czas uważnie mi się przyglądał. Po krótkiej chwili kontynuowałam - Chodziłam między nimi i próbowałam się dopytać gdzie jestem, ale nikt nie odpowiadał. Nawet gdy weszłam na wysokie schody nie zwrócili na mnie uwagi. Zupełnie tak jakby mnie nie widzieli. Wtem wszyscy umilkli, a kryształowe drzwi uchyliły się. Ze środka wyszła idealnie biała para wilków, która najprawdopodobniej była głównymi alfa. Wydawali mi się niezwykle znajomi. Wadera trzymała na łapach małego szczeniaka, a ja korzystając z okazji podeszłam do niej i przyjrzałam się małej. Wyglądała jak mniejsza wersja mnie. Znienacka potężny basior wyszedł na skraj schodów i głośno donośnym tonem oznajmił: „- Nazywa się Kilan. Nowa alfa naszego stada.” Wtedy zakręciło mi się w głowie, tak jak wcześniej gdy wyszłam z jaskini i upadłam na posadzkę czując przeszywający mnie zimny dreszcz… - skończyłam opowieść, a z moich oczu pokapały łzy
Basior niemalże od razu to zauważył i już chciał mnie pocieszyć, gdy odeszłam od niego i usiadłam w wejściu jaskini patrząc w białą dal.
- Boję się… - wyznałam cicho przez łzy
- Kilan ale czego? - zapytał spoglądając w moje zapłakane oczy
- A co jeżeli nie mam żywiołu ziemi tylko na przykład lodu? Nie chciałabym stąd odchodzić.. Nie mam nawet dokąd pójść - rozpłakałam się na dobre nie mogę powstrzymać łez
Sama już nie wiedziałam co zrobić. To wszystko było takie dziwne i zagmatwane. Skoro to mogli być moi rodzice to jakim cudem nie mam całkiem białej sierści i czemu ich nie pamiętam? Z każdym pytaniem, które sobie zadawałam do moich oczu napływało coraz więcej łez. Basior cały czas milczał, a gdy na niego spojrzałam przez łzy podszedł do mnie bliżej i ciepło się uśmiechnął. Wystraszona opuściłam głowę patrząc na moje wychudzone łapy.
- Nie martw się, będzie dobrze. Ja o to zadbam - obiecał mi ciepłym głosem i delikatnie podniósł mój pyszczek, tak żebym mogła na niego spojrzeć
- Przepraszam.. - powiedziałam i zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć wtuliłam się w jego ciepłe futro
Chciałam chociaż przez chwilę poczuć czyjeś ciepło obok siebie i nie czuć już tych wszystkich okropnych uczuć. Byłam niemalże pewna, że basior będzie na mnie wkurzony i zły (a raczej, że już jest), gdy się od niego odsunę, ale nie panowałam nad sobą i nie mogłam nic zrobić. Potrzebowałam czyjejś bliskości w tej chwili oraz kogoś kto będzie moim dobrym przyjacielem. Miałam szczerą nadzieje, że Ronin zgodzi się nim zostać chociażby na te kilka tygodni.
(Ronin dokończysz?)

niedziela, 28 grudnia 2014

Od Izaline CD Kiyoteru

Przyjrzałam się basiorowi, niech nie kłamie, że wszystko jest z nim w porządku. Przecież widzę, że krwawi. Poza tym miał problemy z tym, żeby wstać. Zacisnęłam lekko szczęki, powstrzymując się przed tym, żeby ostatkami sił nie rzucić się w pogoń za tym basiorem. Nachyliłam się nad basiorem po czym pomogłam mu wstać.
-Idziemy do Uru, ona nam pomoże - powiedziałam stanowczo, nie chciałam żeby to brzmiało jak jakiś rozkaz ale zależało mi na Kiyoteru i nie chciałam, żeby on cierpiał z powodu tych ran
-Nie przesadzaj Izaline... - basior miał coś jeszcze powiedzieć ale posłałam mu poirytowane spojrzenie więc tylko westchnął
Przedzierając się przez śnieg, którego o dziwo zdążyło dosyć sporo napadać w tak krótkim czasie, po kilku minutach dotarliśmy do jaskini Uru. Do nikogo innego nie mogliśmy się zwrócić, bo nie było tutaj w sumie nikogo prócz niej... Wadera kiedy tylko nas zauważyła, podbiegła do nas z lekkim przejęciem do pysku. Ponieważ Kiyo wyglądał zdecydowanie gorzej, wpierw zajęła się nim. Imponowało mi to, jak wadera dosyć dobrze znała się na medycynie. Ja praktycznie nie miałam o tym zielonego pojęcia, no może coś tam wiedziałam, ale mniej od niej.
-Co wyście w ogóle robili, że tak wyglądacie - prychnęła z niedowierzaniem kręcąc łebkiem
-Jakiś obcy wilk, miał chyba w stosunku do nas jakieś problemy - Kiyoteru westchnął - był dziwny, moje moce prawie na niego nie działały…
-Kiyoteru - podeszłam do nich z lekkim uśmiechem na pysku - Dzięki, że mnie obroniłeś.

(Kiyoteru?)

Odchodzą


Sombre
Sombra


Sojusz ^^

Od dzisiaj mamy sojusz z całkiem przyjaźnie wyglądającą sforą. Sojusz obejmuje wszystkie Klany i serdecznie zachęcamy do dołączenia na bloga ^^

 
Gwiazdy Północy

Od Ronin`a CD Kilan

Uśmiechnąłem się lekko do wadery, naprawdę się przeraziłem kiedy ją znalazłem taką na zewnątrz. Ja, wilk dosyć spory przyzwyczajony do takich klimatów miałem problemy, żeby nie zamarznąć. A co dopiero taka drobna waderka. W dodatku ten tajemniczy wilk, doskonale wiem o co jej chodziło. Z Descartes sam miałem przypadłość się z nimi spotkać, tak samo jak spotkał je mój brat Hitachi. To już powoli staje się denerwujące. Już nawet nieważne co ja sobie myślę na ten temat, każdy wilk w moim Klanie nie może się teraz czuć bezpiecznie. Wszyscy w pewnym momencie możemy zginąć, zacisnąłem mocniej szczęki pazury wbijając dosyć mocno w ziemię. Musiałem teraz wyglądać, jakbym miał zaraz wpaść w furię. Wadera lekko zaniepokojona tym moim stanem, dotknęła mojego ramienia. Otrząsnąłem się i teraz już normalnie spojrzałem na waderę, tymi swoimi zwykłymi oczyma.
-Przepraszam Cię, lekko mnie poniosło - przyznałem - Dokąd nie poczujesz się dobrze i nie będziesz w pełni sił, czyli przez jakieś dwa tygodnie nie pozwalam Ci wychodzić z jaskini samej. To nie to, że Cię więżę czy coś... ale te wilki są niebezpieczne. A w jaskiniach jesteś bezpieczna, naprawdę.
Kilan jakby przez chwilę się zastanawiała, najprawdopodobniej czy nie oszalałem, jednak po chwili przytaknęła. Ulżyło mi trochę, naprawdę zależało mi na tym, żeby każdy podopieczny mojego Klanu był bezpieczny. A jako Alfa, bezpieczeństwo to muszę im zapewnić ja. Krycie wadery przed innymi to też moje zadanie, mam na myśli brak jej żywiołu. Ciekawiło mnie to, że wadera nie wie o tym jakie ma, no cóż, miała podejrzenia. I prawdopodobnie były one trafne, ale jakoś nie potrafiłem wyczuć nic. A miałem nosa do takich spraw, oczywiście w kwestii żywiołów.
-Właściwie, to co chcesz teraz robić? - zapytałem po chwili ponieważ zrobiło się dosyć cicho - może opowiesz mi coś o sobie?
-Przecież nic nie pamiętam... - powiedziała cicho
Faktycznie, ale ze mnie idiota. Zarumieniłem się lekko a wadera widząc moje zakłopotanie, zaśmiała się cichutko. Spojrzałem na nią zdziwiony, czemu jest taka wesoła? Przecież powiedziałem coś niestosownego i teraz było mi przez to głupio. Jak mogłem jej na każdym kroku wręcz przypominać o tym, że wadera straciła pamięć. Nie chciałem, żeby przeze mnie, było jej smutno.
-To może ty powiesz coś o sobie? - Kilan spojrzała na mnie wyczekując mojej odpowiedzi
Ja o sobie? To nic interesującego, ale to i tak lepsze niż siedzenie w kompletnej ciszy. Uśmiechnąłem się do niej, po chwili zastanawiając się od czego by tu zacząć.
-Mam brata i siostrę, jesteśmy z jednego miotu, jednak ja jestem najstarszy. Podejrzewam, że mój brat jest taki niedorozwinięty, ponieważ kisił się najdłużej - zachichotałem wyobrażając sobie minę Hitachi`ego jakby to usłyszał, próbowałbym mnie zabić - wychowałem się tutaj, bez matki... Ale mam tatę, więc jakoś nie rozpaczam.
-A mamą co? Jeśli mogę spytać?
-Zniknęła - powiedziałem prosto z mostu, bez jakichkolwiek wykrętów - Pewnie prowadzi sobie nowe, lepsze życie. Nie mam jej tego z złe, była młoda kiedy nas urodziła, to zrozumiałe.
-Ale jednak okropne - wadera się obruszyła
Uśmiechnąłem się do niej i po chwili spojrzałem na zimowy krajobraz za jaskinią. Kiedy w oddali zobaczyłem dzika który szukał pożywienia, pokazałem go waderze. Zwierzę wyglądało niesamowicie na tym zimowym krajobrazie, nie chciałem go zabijać, dopiero co jadłem, chciałem mu się tylko przyjrzeć.
-Pięknie to wygląda... nie wiem jak ty, ale ja uwielbiam zimę. Szczególnie dlatego, że mogę się ogrzać ciepłem otaczających mnie wilków. Każdy z was jest częścią mojej rodziny, ty również - uśmiechnąłem się

(Kilan?)

czwartek, 25 grudnia 2014

Od Sombry CD Thunder`a

" Zabijesz go, zabijesz go dla mnie..."

Obudziłam się wycieńczona i odwodniona. Nic nie pamiętam, jakby ktoś wymazał mi gumką pamięć. Jedna, wielka, czarna dziura.
Nagle ktoś do mnie przyszedł. Ktoś? Ktoś.. Basior...
" Zabiłjałaś, zabiłaś, będziesz zabijała..."
- Sombra, dobrze się czujesz?
Drgnęłam. W głowie kłębiło mi się tyle myśli, tyle pytań bez odpowiedzi...
Popatrzyłam na basiora. Przegryzłam dolną wargę...
- Wybacz, ale nie pamiętam cię.
Uśmiech znikł z jego twarzy.
- To był żart, prawda?
Patrzyłam. Patrzyłam na jego oczy... Takie znajome, takie... Takie kochane?
- Nie. - odrzekłam, żałując swoich słow.
- Może się gdzieś uderzyłaś?
- Nie sądzę.

"Zabijesz, zabijesz go dla mnie... "

(Thunder? ;p)

środa, 24 grudnia 2014

Wesołych Świąt - Prezentów szał!

Kto z nas nie czekał okrągłego roku, aby wreszcie nastały wyczekiwane Święta ☆✱
Chociaż dla wielu z nas ten rok był ciężki, każdy z nas kroczył dalej, po wielu nierównościach jakimi jest życie. Może moje życzenia nie będą najwspanialsze, i nasłuchacie się ich dzisiaj co nie miara (•ω•)
Życzę wam dużo zdrówka, żebyście nadal byli uśmiechnięci. Samych wspaniałych wspomnień i przyjaciół. Przepysznych potraw na wigilijnym stole w gronie rodziny. Oraz prezentów i czego tam sobie jeszcze wymarzycie haha
Dzielę się z wami wirtualnym opłatkiem ♡

~Rei która nie umie składać życzeń.
Chcę dostać auto, będę nim naqurfiać po chodnikach :')

Święta!

Moi kochani! 
Wszyscy czekaliśmy na święta, prawda? ^^
Jak tam, gotują się pierogi z grzybami? :D W tym poście chciałam Wam życzyć oczywiście wesołych świąt. =3 Pysznych uszek w barszczu, odpoczynku od szkoły, mnóstwo prezentów pod choinką, długiego kolędowania, wspaniałych chwil spędzonych z rodziną. ^^ Życzę wam uśmiechu na twarzy, radości  i samych miłych wrażeń. Niech spadnie w końcu śnieg!   Życzę Wam również mnóstwo weny na nadchodzący 2015, bo wszyscy wiemy, że nie zawsze nam się chce pisać te opowiadania. xD Mimo wszystko uwielbiam Was wszystkich i każdego z osobna i mam nadzieję, że wspaniale spędzicie te święta. :)) Wiem, że nie wchodzicie na czat bo zapewne nie każdy ma teraz wolną chwilkę, więc mam nadzieję, że każdy przeczyta chociaż ten post. =3 Pozdrowionka! ^^
Ps. Życzenia sylwestrowe w innym poście =D
~Szczerbuś ^^

Od Ronina CD Descartes

Och, ta wadera dzisiaj mnie zadziwiała niemal pod każdym możliwym względem. Rozumiem także, że dzisiaj to ona zamierza być Alfą a ja jej podwładnym? Wolałbym gdyby starała się mnie poderwać w nieco inny sposób, ale nie będę marudził. Chciała poznać mojego ojca, super ale czy on będzie chciał poznać Descartes. Pewnie tak, znając jego wspaniałomyślność, taa… W sumie to ja też bym chciał poznać rodziców Descartes, ale wolę nie pytać o to jak na razie. Znając jej wybuchowość, zaraz bym dostał po pysku. Descartes szła szybkim krokiem w stronę Centrum watahy. Nie musiałem jej prowadzić, sama znała drogę, zabawna jest. Niby starała się być taka no… basiorowata? A jednak w głębi duszy była kruchą i słodką waderką, może jeszcze w sobie tego nie dostrzega, ale pomogę jej odkryć w sobie tę stronę. Tak wiem, rozmyślam o niej, jakbym się w niej zakochał. Ale czy to prawda? Raczej nie. Nigdy nikogo tak naprawdę nie kochałem i wątpię, żebym mógł pokochać. Nie potrafię być dobrym Alfą, a jako członek rodziny sprawuję się jeszcze gorzej. Dlatego poniekąd boję się iść do swojego ojca, nigdy nam się za dobrze nie rozmawiało. Jako szczeniak, zawsze miałem do niego pretensje. Poczynając od najprostszych spraw, kłótni z moim bratem Hitachim i siostrą Miru jak i za odejście matki. Nie wiem jak do końca to było. Ale skoro zaraz po urodzeniu go, zostawiła nas z nim, coś musiało być na rzeczy. W prawdzie nie czuję potrzeby posiadania matki w tym wieku, ale niegdyś mi jej brakowało. Tak samo jak ojca. Ciekawe czy Descartes ma oodobnych rodziców. Uciekła, więc orawdopodobnie tak, jednak może to ona popełniła błąd przez który uciekła.
-Ronin odezwij się wreszcie, gdzie teraz mamy iść?  - spojrzała rozglądając się bo bielusieńkim placu
Westchnąłem, wypuszczając z pyska białą mgiełkę, po czym ruszyłem przed siebie. Koniec, teraz to ja prowadzę. Wadera nie stawiała oporu, więc najwyraźniej również stwierdziła, że tak będzie najlepiej. Po kilku minutach, trafiliśmy do jaskini której wejście częściowo było porośnięte o dziwo, zielonymi krzakami. Dzięki temu w środku było przynajmniej ciepło. W ścianach tu i ówdzie były jakieś kamienie szlachetne. Ponieważ wadera przypatrywała im się rozmarzonym wzrokiem, podeszłem do sciany i urwałem spory kawałek, fioletowego ametysta. Zanim Descartes cokolwiek powiedziała, zdąrzyłem jej go wcisnąć do łapy. Spojrzałem na nią ostrzegawczyn spojrzeniem, dając jej do zrozumienia żeby siedziała cicho. Przytaknęła wpatrując się w połyskujący kamień. Jednak w momencie kiedy rosliny na zewnątrz zaszeleściły, zacisnęła łapę w piąstkę, kryjąc ametyst.
-Nie spodziewałem się Ciebie tutaj Ronin, a szczególnie z kimś…
Wilk o żółtych oczach wpatrywał się we mnie przeniklwie. Jego teraźniejszy wygląd go postarzał. Dawniej a właściwie przed katastrofą, jego oczy były bardziej ogniste, tak samo jak jego czarno-pomarańczowe futro. Wilk Ognia. Nadal to po nim zostawało. Wyminął mnie po czym uśmiechnął się lekko do Descartes.
-Widziałem Cię tu kiedyś, jednak nie mieliśmy tej przyjemności się poznać. Dhiren.

(Descartes))

wtorek, 23 grudnia 2014

Od Kiyoteru C.D. Izaline

Ten wilk był już denerwujący. Nic nie mówił, zjawia się znikąd i jeszcze ma czelność ranić Izaline! Zacząłem wrogo warczeć patrząc na wilka, który ją okrążał i kątem oka zerkał na mnie. Nie zwracałem już nawet uwagi na spadający śnieg. Po chwili znowu do niej podszedł i chciał ją złapać. Już nie wytrzymałem, rzuciłem się na tego wilka nie myśląc o niczym innym, tylko o tym, aby ją uratować od tego wilka. On tylko się szyderczo uśmiechnął, po czym mnie odepchnął, przy czym mnie mocno zadrapał, a następnie zbliżył się do Izaline i ją próbował zranić. Zwiększyłem nagle wiatr do takiej prędkości, aby jego skrzydła pociągnęły go gdzieś daleko. Ten nadal stał w miejscu i nic. W końcu spróbowałem go oślepić.
- Izaline, zasłoń oczy! - krzyknąłem, po czym skierowałem mocną wiązkę światła w stronę oczu tamtego wilka. Oczywiście światło trafiło nie tylko na jego oczy, ale było widać, że wilk się cofa, ale po kilku sekundach się zatrzymał i podszedł do mnie. Przestałem świecić w niego światłem, bo zauważyłem, że to jest bez sensu. Poszedł w moją stronę, po czym się na mnie rzucił. Po około minucie szarpaniny rzucił mną o jakieś drzewo i odleciał z miną, która miała powiedzieć: "Jeszcze się spotkamy". Próbowałem wstać, ale nie mogłem. Na moim ciele było mnóstwo zranień. Izaline podbiegła do mnie i zapytała:
- Nic ci nie jest?
- Nie, nic... A tobie?

<Izaline? Również brak pomysłu, to chyba zaraźliwe>

Od Hitachi'ego CD Livrey

O co jej chodzi? W sumie to nie jest jej sprawa, i nie musi się w to mieszać. Coś poważnego, też mi coś… Nie raz nie dwa bywało może nawet gorzej i radziłem sobie sam. Zawsze tak było, starałem się być samowystarczalny. Nie potrzebna mi była czyjaś fałszywa troska. Ponieważ nie zatrzymałem się, wadera wzięła sobie do wiadomośco to, że średnio mnie obchodzi mój stan zdrowia. Było to prawdą i tak nikt by za mną nie tęsknił.
-Hitachi… ja sądzę, że powinieneś do niego iść, strasznie dyszysz.
-Bo biegnę - burknąłem
-Ale bardziej ode mnie, poddusiłeś się, nie wolno Ci się przemęczać…
Prychnąłem po czym zatrzmałem się tak gwałtownie, że waderka aż wpadła na mnie. Posłałem jej chłodne spojrzenie a ta aż się skuliła. Przyglądając jej się krytycznyn wzrokiem, obszedłem ją w około. Po chwili zatrzymałem się i lekko trąciłem ją łapą tak, że zachwiała się lekko.
-Nikt nie każe Ci iść za mną, oraz nie potrzebuję twojej udawanej troski, jesteś żałosna - powiedziałem po czym odbiegłem zostawiając Livrey samą.
Może nie było to zbyt miłe i nie do końca chciałem to powiedzieć, ale nie lubiłem kiedy ktoś na siłę był do mnie miły. Byłem już dosyć daleko za terenami Klanu Ziemi, kiedy wreszcie przestałem biec. Jaki to Klan? Ognia albo Everything?  Szczerze to nie wiedziałem i chyba nie chciałem wiedzieć. Chociaż możliwe, że Everything bo było tutaj tak samo zimno jak w Klanie Ziemi.
-Hitachi!  - usłyszałem czyjś głos a następnie jakiś… pocisk? Wleciał we mnie
Z krzykiem wpadłem z zaspę a kiedy lekko podniosłem głowę, ujrzałem zawstydzoną Livrey. Co ona tutaj do cholery robi!?

(Livrey?)

Od Valerii CD Saion'a

Wróciłam już do swojej jaskini. Nie minęła chwila aż zasnęłam. Wszystko byłoby dobrze, że spałam jedynie dwie godziny, a nie czułam się wypoczęta. Jednak sen szybko nie nadchodził. Wstałam i zaczęłam byle co robić by mieć jakieś zajęcie. Czytanie książek, sztuczki magiczne i takie inne rzeczy. Minęły już z cztery godziny. Teraz to czułam się normalnie jak wrak. Oczy same mi się kleiły, ale muszę już przez cały dzień być na nogach bo już tak cały czas będę wstawać. Wylazłam przed jaskinię, świtało. Przetorowałam sobie drogę ze śniegu używając magii. Dziś również miałam się spotkać z Saion'em ale zaraz tu zasnę gdzieś w tym śniegu. Szłąm tak dalej, gdy tego zobaczyłam. Uśmiechnął się na mój widok, podszedł do mnie. Ja już miałam się z nim przywitać, gdy upadłam na twarz w śnieg tuż przed jego łapami. Zasnęłam. Jego pierwsza reakcja to szok zdziwienie. Jednak po chwili zaczął lekko szturchać mnie łapą czy żyje. Żyję, ale śpię. Jednak zostaje obudzona i wpatruje się w niego zaspana.
- Co się stało? Zemdlałaś?
- Przysnęłam - ziewnęłam - Zarwałam całą noc no i proszę - uśmiechnęłam się

Saion?

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Od Wenus

Cały świat był przysypany śniegiem. Wyszłam na dwór by pojeździć na łyżwach. Jezioro miało chyba z metr lodu. Zabawa była świetna. Potem poszłam na spacer. Uwielbiałam zimę i aż pękałam ze śmiechu widząc naburmuszone wilki. Nagle las stał się gęsty. Za sobą słyszałam kroki. Gdy się odwróciłam nikogo nie było.
- Jest tam kto- zawołałam przestraszona. Las wyglądał przerażająco. Nagle znowu szelest i szum liści. Cała zbladłam,, Kto to może być". Gwałtownie zrobiłam krok w tył i wpadłam w krzaki. Gdy się obudziłam obok mnie leżała jakaś postać.
- Kim jesteś- zapytałam.
Odpowiedz ktosiu ?

niedziela, 21 grudnia 2014

Od Izaline CD Kiyoteru

Przez chwilę wpatrywałam się jeszcze w basiora ze zdziwieniem, jednak po chwili się uśmiechnęłam. Kiedy ponownie spojrzałam w stronę źródełka, one po prostu zniknęło. No cóż, moja wspaniała ''umiejętność'' sama sobie zniknie za jakieś dwa lub trzy dni... Od niechcenia ruszyliśmy z basiorem dalej, zwykły spacerek zamienił się w patrolowanie terenów. Kilka razy na niebie można było dostrzec latającą sylwetkę Uru, ale po jakiejś godzinie nic już nie było. Kiedy zaczęło już zmierzchać a temperatura znacznie spadła, postanowiliśmy wracać. W momencie kiedy coś zimnego dotknęło mojego nosa, wzdrygnęłam się odskakując lekko do tyłu.
-Co jest? -Kiyoteru zatrzymał się a ja z szerokim uśmiechem na twarzy wpatrywałam się w spadający śnieg
Cieszyłam się jak szczeniak, było tak każdego roku kiedy tylko widziałam jak te odłamki chmur spadają na ziemię.
-Faktycznie... to już zaraz będzie zima - zaśmiałam się
-No w sumie to tak.
-Lubisz zimę?
-Czy ja wiem, pora roku jak każda inna, w sumie to nie zastanawiałam się nad tym nigdy - wilk wzruszył ramionami
Uśmiechnęłam się po czym ruszyłam dalej. Od małego uwielbiałam tą porę roku, tak jak zresztą każdą inną ale to zawsze z zimy czerpałam największą radość. Myślałam, że dojdę do jaskini z świetnym humorem, ale tak się nie stało. Do moich nozdrzy dostał się nieprzyjemny, drażniący zapach.
-Czujesz to? - zapytałam basiora
Teraz cicho się już poruszając, podkradłam się w stronę krzaków, żeby zza nich wyjrzeć. To co zobaczyłam, nie przeraziło mnie czy coś w tym stylu, tylko zdziwiło. Kilka metrów dalej stał wilk o ogromnych skrzydłach, po których tańczyły iskierki ognia, zresztą tak jak i po jego długich, czarnych włosach. Wilk po chwili otworzył oczy. Spojrzał w moją stronę kątem, a jego czerwone oczy wręcz przygniatały mnie do ziemi. A co w ogóle chodzi? Od tego wilka emanowała jakaś dziwna aura, chciałam go zaatakować, ale jakoś czułam, że nie mogłam. Nagle poczułam jak coś wpycha się w krzak, odwróciłam się troszkę wystraszona, ale z ulgą zauważyłam, że to Kiyoteru. Wilk stojący przed nami, odwrócił się w naszym kierunku cicho powarkując. Dosyć tego, on nie jest u siebie! Wyskoczyłam z krzaków a obok mnie zaczął szaleć wiatr. Już miałam walnąć wilka powietrznym biczem, kiedy ten machnął skrzydłami. Poczułam jak wibracje roznoszą się po moim ciele a po chwili upadam na ziemię. Po moim futrze krążą cienkie, złote nicie. Uniosłam lekko łeb do góry i ze zdenerwowaniem warknęłam. Spróbowałam zajrzeć do jego umysłu, ale coś mnie odepchnęło. Krzyknęłam łapiąc się za łeb, czemu on mnie tak bolał? Wilk z kamiennym wyrazem twarzy podszedł do mnie, po czym dotknął łapą mojego barku, lekko wbijając pazury w moją skórę.
-Nie dotykaj mnie! - krzyknęłam
Źrenice wilka się zmniejszyły, kiedy odleciał kilka metrów do tyłu. Walnął o drzewo które złamało się na pół, ale jemu nic nie było. Podmuch wiatru o takiej sile powinien go zmiażdżyć... ten wilk naprawdę zaczyna mnie już denerwować i to tak poważnie. Nagle wilk jak gdyby nigdy nic, wstał sobie i zaczął mnie okrążać, kątem przyglądając się Kiyoteru.

(Kiyoteru? Nie wiedziałam co tu napisać, sorki xD)

sobota, 20 grudnia 2014

Od Terry CD Twil'a

Szepnęłam mu do ucha.
- Nigdy Cię nie opuszczę, o to się nie musisz martwić - odparłam z uśmiechem.
- Kocham Cię - szepnął.
- Ja Ciebie też - odparłam.
- A nie przeszkadza Ci że mam...tą chorobę ? - zapytałam przełykając ślinę.
Popatrzyłam na niego, chyba mu nie przeszkadza to.
Prawdziwa miłość nie zna granic.
Basior popatrzył na mnie z uśmiechem.
Twil ?

czwartek, 18 grudnia 2014

Od Juliette CD Kanban'a

Nie chciałam umierać, ale też już nie miałam po co żyć. Ale miałam dla kogo żyć, chciałam być przy kimś kogo znałam od zawsze praktycznie, kogoś kto jako jedyny mnie rozumiał, a tym wilkiem był Kanban.
- Kanban! - krzyknęłam, pomimo iż był koło mnie - Ja ...
~ ~ ~ ~ ~
Ciemność. Spadam z swojego legowiska na skale i ląduje na dole. Lekko poobijana wstaję i rozglądam się wokół. Środek nocy ... chwila skąd ja się tu wzięłam? Ktoś mnie tu przyniósł do jaskini? Czy to był sen? Nie to niemożliwe, wszystko było takie prawdziwe. Wybiegłam na dwór, padał śnieg, a ten co już był na ziemi sięgał mi do brzucha. Trudno będzie się teraz poruszać. Jednak musiałam wszystko sprawdzić, to naprawdę nie mógł być sen. Torowałam sobie przejście. Udawałam się do jaskini Alfy. Lekko zerkając do niej zauważyłam tuż przed kominkiem Valerie, która siedziała z nosem w książkach na dywanie. Jak na razie wszystko z tego wcześniejszego przed moim wybudzeniem się zgadza, jest ktoś taki. Teraz chciałam odnaleźć Kanbana. Zapewne był w swojej jaskini, gdy do tej już miałam wejść zauważyłam  jedno wielkie zło wcielone, Akumę. Spojrzałam na niego zdenerwowana, a ten jak gdyby nic minął mnie. Wlazłam wreszcie do tej jaskini, wcześniej otrzepałam się, żeby nie zrobić bałaganu. Próbowałam wywołać jakiś znak, ale nie umiałam. Chyba to dobrze, wreszcie odczepiła się ode mnie ta boginka. Jednak Kanbana nie zastałam w jaskini, a o tej porze to nawet ja powinnam spać, ale nie mogłam. Kilka godzin siedziałam tak w kącie, gdy ten się zjawił. Podbiegłam do niego, gdy ten przeszedł przeze mnie. Nie ... to musi teraz być sen! To niemożliwe! To, że przeszedł przeze mnie oznaczało by, że jestem duchem. Umarłam?

Kanban? Wyczekane opo

środa, 17 grudnia 2014

Nowy wygląd! :3

Tak więc, postanowiłam zmienić dezajn naszego bloga ^^ Jest czerwono, przytulnie, a przede wszystkim świątecznie. Mam nadzieję, że się Wam podoba :))))

Pozdrowionka! 
Szczerbuś :>

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Od Twil'a CD Terry

Przedłużyliśmy pocałunek,aż zabrakło nam tchu.
- Wiesz że to nie będzie takie łatwe,prawda?
Szepnąłem jej prosto do ucha.
-Hm...?
Pocałowałem ją znowu.
- Zawsze gdy coś nie było idealne...niszczył em to nawet o tym nie wiedząc... potrafisz obiecać mi że nigdy mnie nie opuścisz?
- Nigdy cię nie opuszczę.- zapewniła.
- Nie ważne co się stanie,nie ważne co zrobię?
Zapytałem z lękiem w ,którego nie było widać ani słychać. Czy nie to właśnie oznacza miłość? Że jest się blisko osoby którą się kocha mimo wszystko.
Terra?

niedziela, 14 grudnia 2014

Od Darkness'a do Descartes

Spacerowałem po lesie szukając czegoś na obiad. Jak zwykle miałem pecha. Zawsze, kiedy byłem przejedzony wszędzie biegały zwierzęta, ale wystarczyło, że trochę zgłodniałem, a od razu cały las pustoszał. Bez przerwy nasłuchiwałem, ale nic mi to nie przynosiło. Nagle usłyszałem jakieś szumy. Coś pędziło. Prosto na mnie. Bez zastanowienia zacząłem biec. Gnałem wprost przed siebie wsłuchując się przy tym w hałas. To nie było jedne stworzenie. To brzmiało jakby przeogromne stado. Uciekałem dopóki nie usłyszałem donośnych wyć wilków zaraz za mną i dopiero wtedy odwróciłem się. To były wilki, a raczej całe klany. Pędziły niczym jeden wielki tabun przez Klan Ognia w stronę Klanu Mysterious Thoughts. Najwidoczniej uciekali przed czymś. Zatrzymałem się na jakimś większym głazie. To było jednocześnie niesamowite i dziwne uczucie. Dziesiątki wilków biegły wyjąc i krzycząc jeden przez drugiego pod moimi łapami. W tym niewyobrażalnym chaosie usłyszałem jedno, przerażające słowo. Mgła. Zielona mgła. Wspiąłem się na koronę najbliższego drzewa i ujrzałem jak mgła szybko pochłania klany jeden po drugim. Z odległych krain słyszałem krzyki. Nie wszyscy byli w stanie uciec. Po chwili błyskawicznego namysłu ruszyłem szukać jakiejś kryjówki. Zajmowało mi to mnóstwo czasu. Ciężko było znaleźć cokolwiek do ukrycia się, a co dopiero miejsce odpowiednie do tego. Nagle usłyszałem za sobą trzeszczenie drzew i krzewów. To była mgła i zbliżała się z bardzo niebezpieczną prędkością. Bezmyślnie schowałem się w jakiejś pobliskiej głębokiej jamie, ale sięgała ona tylko na około 1,5 metra pod ziemią. Było pewne, że mgła mnie dopadnie. Jednym plusem tej sytuacji było chyba to, że poza głodem nic mi nie dolegało. Żadnych ran ani chorób, które mogłyby znacząco zmniejszyć moje szanse na przeżycie. Wziąłem ostatni wdech i zamknąłem oczy z nadzieją, że jeszcze je otworze.
~
Powoli zaczynałem się wybudzać jak po kilkuletniej śpiączce, moje łapy zaczynały się poruszać, a serce przyspieszało z każdą sekundą aż uzyskało swoją normalną prędkość. Niespiesznie otworzyłem oczy i wziąłem słabo oddech, a raczej zacząłem krztusić się jak to zawsze po takim przeżyciu. Dopiero po chwili dotarto do mnie co się stało.
Przeżyłem.
Kiedy wreszcie wygramoliłem się z jamy zobaczyłem coś dziwnego. Wszystko wyglądało tak samo. Drzewa były tylko nieznacznie połamane, ale to raczej wina uciekających stworzeń. Przez dłuższy czas rozglądałem się zdezorientowany. Co się tu stało? Może to był tylko sen? - te pytania chodziły mi po głowie przez chwilę. Dochodziłem już do siebie, gdy nagle dopadł mnie ostry ból brzucha i suchość w gardle. Czym prędzej ruszyłem w stronę najbliższej wody. Nie obchodziło mnie nawet czy jest zatruta, chciało mi się tylko pić i zawładnęło to moim umysłem na dłuższy moment. Kiedy już zaspokoiłem pragnienie spojrzałem na swoje odbicie w uspokajającej się wodzie. Pierwsza myśl była bardzo prosta.
Co się do jasnej stało?!
Wyglądałem… po prostu dziwnie. Nie miałem już białych plam, ani czerwonych śladów. Co prawda moje oczy nadal miały krwistą poświatę, a moje futro w większości utrzymało czarną tonację. Czy to przez tą dziwną mgłę? Najwidoczniej miała dużo silniejsze działanie niż mi się wydawało. Moje pazury zrobiły się długie i także biła od nich czerwień. Dopiero po chwili dotarła do mnie najgorsza, a zarazem najdziwniejsza rzecz.
Skrzydła. Z moich pleców wyrastały skrzydła.
Prawdziwe, silne i kruczoczarne. No cóż większość wilków na moim miejscu byłoby zapewne w niebo wzięte, ale nie ja. Nienawidziłem skrzydlatych wilków, no może poza jednym, moim starym przyjacielem. Ciekawiło mnie czy on także zmienił wygląd i po części ubarwienie. Jeżeli tak to na pewno wyglądałby śmieszniej ode mnie. Musiałem z nim pilnie porozmawiać, ale po drodze ból się nasilił i na szybko złapałem jakiegoś królika co kręcił mi się pod nogami. Sam już nie wiem czy to mu odbiło, że kręcił się koło czegoś takiego jak ja, czy mi, że go od razu nie złapałem. No cóż nie tracąc czasu ruszyłem dalej w stronę granicy klanu.
Kiedy dotarłem na miejsce zacząłem go uporczywie szukać. Niestety jak zwykle miałem pecha. Zrezygnowany, włócząc skrzydłami po ziemi udałem się do mojej jaskini. To wielkie coś na moich plecach niemiłosiernie mnie wkurzało. Po drodze nie spotkałem nikogo, a raczej niczego. Kompletna pustka.
~
Dni mijały mi jak sekundy. Pory roku zmieniały się równie szybko, a okolica z pustej stawała się jeszcze pustsza. Od zmiany wyglądu spotkałem co najwyżej kilka wilków, lecz nie rozmawiałem z nimi. Niby nic wielkiego się nie zmieniało w moim życiu, ale jednak coś było inne. Codziennie narastało we mnie pewne uczucie. Odczuwałem, że moje życie niedługo bardzo się zmieni i nie myliłem się.
~
Był środek zimy. Mroźnej, nieprzyjaznej i okutej lodem. Leniwie przetarłem oczy łapą i przeciągając się uniosłem na nogi. Na dworze ucichła śnieżyca, która trwała kilka dni. Nie pamiętałem, kiedy ostatnio widziałem taką zimę, a co dziwniejsze byłem przecież na terenie klanu ognia. Zaburczało mi w brzuchu i gdy już zabierałem się do jedzenia niedawno upolowanej zwierzyny usłyszałem jakieś kroki pod moją jaskinią. To był alfa. Wyciągnął mnie poza ogrzaną ogniem grotę i zaprowadził do swojej jaskini. Nie przypuszczałem, że kiedykolwiek znajdę się w takiej ogromnej jaskini. Najbardziej zastanawiało mnie jedno: Co przeskrobałem, że mnie wezwał? Ostatnio prawie w ogóle nie wychodziłem poza granicę wejścia mojej jaskini, więc nie za wiele mi przychodziło do głowy. Spokojnym głosem zaprosił mnie, żebym usiadł obok ogniska i posłuchał go. Opowiadał mi o klanie. O jego przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Było to dosyć dziwne. Czemu mi o tym mówi? Czy mam coś z tym wspólnego? Nie miałem pojęcia co dzieje się wokół mnie, ale przyjemnie słuchało tych historii. Co jakiś czas przerywał i pytał mnie o jakieś drobnostki. Tak jakby chciał się upewnić w poszczególnych rzeczach. Z czasem rozmowa przetoczyła się na tematy związane z alfami klanu ognia. Właśnie wtedy poznałem ich prawdziwą liczbę, niby już wcześniej znałem wszystkie imiona i charaktery, ale jak widać dopiero cyfra uświadomiła mi jak często tam zmieniają się ważne wilki. Podobno od zawsze w tamtym klanie działy się dziwne rzeczy, po których alfy opuszczały klan w niezwykłych (a raczej dziwnych) okolicznościach. Prawie zawsze wybierały kogoś na swoje miejsce przed odejściem co bardzo podkreślił alfa w swojej wypowiedzi. Do końca mojej wizyty mówił o odeszłych alfach. Kiedy po chyba dwu lub trzech godzinnych rozmowach odprowadził mnie do drzwi i poprosił o jeszcze jedną rzecz.
- Mam do ciebie małą prośbę. Jutro w południe zbierz wszystkie wilki w klanie pod moją jaskinią. Chciałbym im coś przekazać. Kiedy już wszyscy będzie stać pod grotą, ucisz wszystkich, a sam przyjdź po mnie. Będę na ciebie czekał obok ogniska.
Oczywiście zgodziłem się, była to jedna z najdziwniejszych obietnic których składałem. W ten sposób minęło mi pół dnia, które spędziłem z alfą. Po powrocie do już oziębionej jaskini westchnąłem zrezygnowany i szybko zabrałem się do jedzenia. Ogień wygasł chyba chwilę po moim wyjściu, bo woda, którą zawsze kładłem niedaleko mojego posłania zmieniła się w krystalicznie czysty lód. Gdy już byłem najedzony rozpaliłem ogień na nowo i położyłem się myśląc o rozmowie. Nie pamiętam nawet, kiedy zamknąłem oczy i zasnąłem.
Wyrwałem się ze snu coś koło szóstej rano. Poza jaskinią było ciemno jak nigdy. Księżyc całkowicie zniknął z pola widzenia. Westchnąłem i usiadłem przy wejściu. Czułem na sobie czyiś wzrok, ale nie specjalnie mnie to obchodziło. Przyglądałem się gęstwinie chmur sunącej przez czarne niebo, gdy nagle niedaleko mnie usłyszałem jakiś szelest. Powoli i spokojnie wstałam zbliżając się do miejsca skąd dobiegł hałas. W tym samym momencie usłyszałem czyiś oddech, a po chwili nagły zryw i bieg. Normalnie bym się nie ruszył z miejsca, ale coś kazało mi gonić tą osobę. Po krótkim namyśle skierowałem się w tamtą stronę i rozpocząłem gonitwę. Zbliżałem się do tajemniczej postaci dosyć szybko. Jak zwykle zapomniałem o moim nowym asortymencie i nawet nie spostrzegłem się, kiedy unosiłem się kilka centymetrów nad ziemią z rozłożonymi skrzydłami. Co prawda nie umiałem latać, ale taki machanie nimi co jakiś czas sprawiało, że osiągałem niezwykłe prędkości. Gdyby nie to, że byłem bardzo blisko stworzenia zapewne zgubił bym trop na zakręcie w gęstym i mrocznym lesie. Wilk, a jak się potem okazało wilczyca zatrzymała się na polanie obok lasu. Stojąc już stabilnie na łapach zbliżyłem się do niej, a gdy byłem w odległości około kilku metrów chmury na niebie rozstąpiły się i odsłoniły jasny jak słońce księżyc. Dopiero wtedy zauważyłem kogo tak zawzięcie goniłem… Descartes…
(Descartes dokończysz?)

sobota, 13 grudnia 2014

Nowy wilk w Klanie Ognia!

Hioshiru
Darkness
Zwykły Członek
Szpieg

Od Descartes CD Ronin`a

-Możesz gdzie indziej spać. - prychnęłam, odgarniając niesoforne kosmki włosów wpadające do oczu. Wychyliłam się przez otwór jaskini, a po chwili cały pyszczek miałam oblepiony śniegiem. Wsunęłam się z powrotem do w miarę utrzymującą ciepło jaskini i otrzepałam się z mokrego śniegu. Rozejrzałam się tępo po pomieszczeniu, próbując odnaleźć jakieś przyzwoite miejsce do regeneracji sił. Szkoda tylko że nie mieliśmy pożywienia. Byłam bardzo zmęczona i jakoś szczególnie nie zwracałam uwagi na to, że aktualnie leżę na środku jaskini przez którą wieją przeciągi. Po niedługiej chwili od ulokowania się w tym niewyszukanym miejscu, zamknęłam oczy i mimo przenikającego przez kości zimna zasnęłam.
O dziwo, wstałam dziwnie wypoczęta. Śnieg w dużej mierze przysypał wejście do groty, wsypując się do środka. Rozejrzałam się za Roninem, spał w kącie jaskini odwrócony do mnie tyłem. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem, widząc ten widok. Poranne słońce wpadało do jaskini, oślepiając blaskiem odbijającym się od kryształków wszechobecnego śniegu. W powietrzu wirowały drobinki mikroskopijnego lodu, a światło rozpraszało się przez gałęzie ogołoconych drzew. Ziewnęłam szeroko i wygięłam grzbiet, pozwalając aby zimowe słońce objęło moje ciało w całości. Panował przyjemny chłód, nie taki dokuczliwy jak w nocy, lecz również nie było ciepło. Było przyjemnie, choć za zimą szczególnie nie przepadam. Przypomniało mi się o moim wczorajszym narzekaniu o głodzie, więc wskoczyłam na śnieżną zaspę i próbowałam ją przeskoczyć. Sypki śnieg kleił mi się do poduszek łap i utrudniał wspinaczkę, ale po niedługim czasie znalazłam się na szczycie „lodowej góry”. Zeskoczyłam z zaspy i ślizgając się z niej na łapach, zjechałam w dół. Zastała mnie dziwna zmiana w tym krajobrazie. Drzewa jakby się pomniejszyły, a i teren uległ zmianie. Okazało się, że wczorajsza zamieć była tak mocna że zasypała drzewa do połowy. Ostrożnie położyłam łapę na warstwie śniegu, potem przeszłam na niego całym ciężarem a po chwili znalazłam się cała pod śniegiem. Nie było to dla mnie zaskoczeniem, spodziewałam się że biały puch mnie pochłonie więc w odpowiednim czasie wybiłam się i wyskoczyłam z dziury, na trochę twardszą powierzchnię. Mimo tego że śnieg był tutaj bardziej ubity, i tak zapadałam się pod niego co najmniej do szyi. To zapewne przez mój niski wzrost. Korony drzew były stosunkowo nisko, więc postanowiłam że bezpieczniej będzie wspinać się po nich. Podeszłam do jednego drzewa i napotkałam całkowicie oblodzoną korę. Wbiłam pazury w grubą pokrywę lodową, ale mimo tego nadal zsuwałam się z drzewa. Obchodząc drzewostan dookoła, w poszukiwaniu lepszego zaczepu odkryłam że druga strona drzewa jest również pokryta lodem, ale tylko po brzegach, gdzie lód był bardzo „postrzępiony”. Wydłużał się na długie sople, przyczepione poziomo do kory. Wyglądało na to, że wiatr wiał od południa, przez co nie zasypał całkowicie jaskini w której ja i Ronin nocowaliśmy. Cały krajobraz wydawał m się dziwnie nieprawdziwy. Nagle, wychwyciłam zapach jakiegoś zabłąkanego królika, nieopodal mnie. Wystarczyło kilka susów aby pochwycić zdobycz. Lecz po chwili, znalazłam jeszcze jeden zapach, tym razem czegoś dużego, jednocześnie kuszącego zapachem mięsa ale i odurzającego...zgnilizną? Tak, to był zapach gnicia. Po kilku sekundach pojawiło się więcej zapachów, które powoli się zbliżały. Trochę się tego przestraszyłam, więc doskoczyłam do królika i zatrzasnęłam na nim szczęki. Puch wokół nas po chwili skropliło kilka czerwonych kropel życiodajnego płynu. Odwróciłam się w stronę, z której przyszłam i zamarłam. Łapy mi zdrętwiały, nie tyle z zimna od śniegu ale z szoku. Przede mną, kilkanaście metrów przede mną biegło ogromne stado różnorodnych gatunków zwierząt. Niedźwiedzie nie rzucały się do gardzieli jeleniom, a lisy nie goniły za królikami. Niektóre zwierzęta miały częściowo zdeformowane, gnijące ciało. Aż dziw że te zwierzęta z taki ożywieniem biegły, powinny zapaść w hibernacje. Najwidoczniej coś je zbudziło...I wtedy to zobaczyłam. Tuż za nimi, zaledwie kilka małych metrów od ich kopyt rozpościerała się mgła. Nie zwykła, poranna ale okropnie zielona mgła, która rosła z każdą sekundą. Tak samo jak z każdą sekundą biegło na mnie ogromne stado zwierząt, jak i zbliżała się mordercza substancja. Byłam spanikowana. Panika to nie tyle co strach, ale okropny paraliż, czułam się wtedy tak jakby mi kto przykleił łapy do gruntu. Bezmyślnie wlepiłam wzrok w szaleńczo biegnącego prosto na mnie jelenia, a martwy królik wypadł mi z rozdziawionej szczęki. Dziesięć metrów. Sześć. Zrób coś, no dalej! Ruszaj się! Coś mi cały czas w głowie brzęczało, że muszę się ruszyć. Lecz kiedy oprzytomniałam, było już za późno. Jedne co zdążyłam zrobić to skulić się w sobie na tyle ile mogłam. Tutaj mój wzrost mi się przydał, byłam na tyle mała że mogłam wtulić się w zagłębienie w śniegu i uniknąć poważniejszych uderzeń. Ale i tak gwałtowniejsze kroki zwierząt dały o sobie znać, w postaci dziur od kończyn wokół mnie. Parę razy dostałam, czy to z kopyta jelenia czy to z pazura niedźwiedzia. Wpatrzona w niebo, które przysłaniały mi setki par odnóży, zauważyłam że zwierzęta zaczynają biec rzadziej. W tym samym czasie poczułam obezwładniającą, mdlącą woń okrutnej mgły i coś niezwykłego wypchało mnie na powierzchnie w absolutnie doskonałej chwili. Zielona mgła znajdowała się zaledwie kilkanaście centymetrów przede mną. Zebrałam w sobie całe siły i puściłam się biegiem za zwierzętami. W tej szaleńczej ucieczce przed rychłą śmiercią, przypomniałam sobie o czymś strasznym. Ronin. Mignął mi przed oczami obraz, jak gęsta mgła pochłania ciało...przyjaciela. Zagryzłam wargi, aż puściła mi się krew i zawróciłam w stronę jaskini. Mgła zdawała się nadchodzić takim półkolem, dlatego też nie było jej tak dużo przy jaskini. Zapomniałam o świeżym śniegu przy wejściu do niej i ponownie wpadłam do dziury. Z niedbałością się z niej wygramoliłam i wpadłam do jaskini,
-Ronin!! - krzyknęłam na tyle mocno na ile pozwalały mi płuca. Leżał sobie jak gdyby nic w koncie, tak jak go zostawiłam. -Ronin, proszę chodź! - podbiegłam do niego i szturchnęłam stanowczo za mocno w bark. Nie czułam zazwyczaj miękkiego futra i ciepła jego ciała, najwidoczniej temperatura robiła swoje. Wbiegłam ponownie na zaspę i ku mojemu przerażeniu zobaczyłam że mgła znajduję się kilka drzew dalej od jaskini. Do moich oczu zaczęły napływać łzy, nie tylko z powodu uczucia okropnej bezradności, ale też z powodu zabójczych oparów z mgły które piekły moje oczy. Jęknęłam i skoczyłam w głąb jaskini. Teraz w nosie poczułam okropne swędzenia, a gardło zaczęło mnie okropnie drapać.
-Ronin! Nie wygłupiaj się, proszę chodź ze mną, błagam! Nie rób mi tego, obudź się! - warknęłam zalewając się łzami, aż w końcu odwróciłam wilka w moją stronę. Wcześniej nic nie podejrzewałam...
Z jego oczodołów wypływała ciemnobrązowa, częściowo zastygnięta krew, a obok jego łap leżała para, smutnych, załzawionych oczu. Wilk był martwy.
„Martwy. Martwy. Martwy.” to słowo okrutnie wypisywało się na korze mózgowej, ogromnymi, wściekło-czerwonymi literami przysłaniając cały widok na rzeczywistość. Ale rzeczywistość była taka sama, przede mną leżał martwy wilk. Straciłam najlepszego przyjaciela, matkę i teraz niego... Zaczęłam okropnie kaszleć, a za każdym razem przy wykonywaniu tej okrutnej czynności, czułam jak od gardła odrywa mi się płachta skóry. Z mojego pyska zaczęła wylatywać krew, widziałam coraz gorzej. Spojrzałam błagalnie w stronę wyjścia, które było już zasnute gęstą jak zielone mleko mgłą...Było za późno. Morderczy gaz przedostał się do jaskini, wsiąkając w każdą komórkę, każdy kamień i pozbawiając oddechu każdej istoty. Zaczęłam się dusić. Krzyknęłam w agonii i doskoczyłam od zakrwawionego wilka, uderzając się tym samym o przeciwległą ścianę w tył głowy. Gaz już dostał się do mojego organizmu i nie pozwolił nabrać powietrza. Ciało zaczęło pokrywać się wypalonymi miejscami. Nie mogłam krzyczeć, brakowało mi powietrza, ani nie mogłam nic zrobić. Po chwili wpół przytomna runęłam na ziemię. Moim ciałem zaczęły wstrząsać okropne drgawki, a resztki tlenu już dawno opuściły mój układ oddechowy. Zmysły powoli przestawały funkcjonować. Nie widziałam już kompletnie nic, nie słyszałam okropnego syczenia wydawanego przez mgłę, ani nawet nie czułam bólu. Dziwne, było to nawet przyjemne uczucie...Zamknęłam oczu, rozluźniłam zacisk łap i zagłębiłam się w cudownym uczuciu lekkości...

Coś delikatnie musnęło moją sierść, budząc przy tym lekko każdą część ciała. Mimo tej przyjemnej pobudki, wyrwałam się z pozycji leżącej jak oparzona i rozejrzałam się po jaskini nieprzytomnym wzrokiem. Ronin leżał pod ścianą. Wzdrygnęłam się i nie wiedzieć czemu w kącikach oczu zebrały mi się łzy. Przełknęłam ciężko ślinę i ostrożnym krokiem podeszłam do wilka. Dotknęłam drżącą łapą jego grzbietu.
-Ronin? - zapytałam cicho. Jakoś nie zwróciłam uwagi na to, czy wilk oddycha, czy nie. Poruszył się lekko, a po chwili napotkałam spojrzenie dużych, modrych oczu. Uśmiechnęłam się lekko, a łza zaznaczyła swoją drogę na jasnym futrze. Szybko ją otarłam wierzchem łapy.
-Czy coś się stało? - zapytał zaspanym tonem.
-Nie, wszystko jest w porządku. Najlepszym porządku. - spojrzałam za siebie, w poszukiwaniu śladu po zielonej substancji. Na dworze było szarawo, za niedługo będzie świtać. Nic nie zostało po mgle. Położyłam uszy po sobie i położyłam się obok Ronina, nie na tyle blisko by móc uznać to za przejaw zauroczenia, czy coś. Po prostu, oparłam się o jego plecy i wpatrywałam w przestrzeń. Samiec podniósł się na jednej łapie.
-Na pewno wszystko w porządku? - zapytał, trochę poważniejszym tonem.
-Jasne. - uśmiechałam się przez łzy, które z niewiadomego mi powodu rozbijały się o suchą ziemię. Otarłam łapą pysk i cicho zachichotałam. Myślałam, że basior potraktuje mnie jak wariatkę.
Wpatrując się tak w jaśniejące powoli niebo, uświadomiłam sobie że to kolejny poranek poza rodzinnym klanem. Westchnęłam ciężko i z zachwytem patrzałam jak młode słońce przebijało się przez rozgałęzienia drzew. Ciekawe, czy matka za mną tęskni...Może powinnam ją odwiedzić? Nie, uciekłam, bez sensu jest wracać. Z rozmyślenia wyrwał mnie oddech, który poczułam na karku. Odwróciłam się gwałtownie, za mną stał Ronin.
Nie miałam zwyczaju uśmiechać się bez powodu, ale widok jego pyska wywołał ból w policzkach. Odruchowo, przytuliłam basiora ale szybko się otrząsnęłam, nie byłam typem samicy która lubi się obściskiwać...Chociaż, zależy z kim.
-Pokaż mi jakieś tereny. - rzuciłam, niemalże rozkazująco. - Zaprowadź mnie w jakieś klimatyczne miejsce. - spojrzałam na niego samymi oczyma. - Bez zwierzątek i słodkości. - basior przymknął oczy i i ze zgodą pokiwał głową. Chciałam jak najprędzej opuścić tą jaskinię. Szliśmy, znów w ciszy. Myślę, że spacer w zagłębieniu własnych myśli będzie już naszą tradycją. Jakoś nigdy nie zdarzyło się, że znalazł się jakiś temat do obgadania. W ogóle, mało rozmawialiśmy. Nie mieliśmy za bardzo o czym. Fakt był taki, że pewnego dnia powiedział mi coś o sobie, jednak to też było nie wiele. Czułam się jakoś zobowiązania, do zdradzenia kilku słów o mnie, jednak moje życie nie jest szczególnie ciekawe, a poza tym fakt że uciekłam, powinien mu na razie wystarczyć. Nasze kroki tłumił puchaty śnieg, który jednak zaczął powoli zanikać, z każdym krokiem, a z oddali było coraz wyraźniej słychać dziwny szum.
-Zbliżamy się. - odparł tajemniczo Ronin, na wyraz mojego zakłopotania. Dokąd się zbliżamy? Nie miałam pojęcia gdzie ten wilk mnie prowadził. Dla mnie to były nieznane tereny, trochę się obawiałam. Kiedy byliśmy w nieznacznej odległości od celu, szum było już słychać wyraźnie, a tam gdzie stałam nie było prawie w ogóle śniegu. Tylko kilka krzaków pokrytych cierniami, które przysłaniały nam widok. Zręcznie je ominęłam i zostałam przytłoczona przez dziwny widok. Przede mną, nie było nic. Tylko tafla nieskończenie wielkiej wody, a nad nią jakby zaraz niebo. Czy woda miała bezpośrednie dojście do nieba? Czy istoty morskie mogą kontaktować się z samymi bogami?
Do głowy przyszły mi miliony pytań, które od razu chciałam zadać basiorowi. Znajdowałam się na niewysokim klifie, pod którym woda z hukiem rozbijała się o skały. Kiedy haust wody wzleciał w powietrze, odepchany przez ostre kamienie, przestraszyłam się. Nigdy nie widziałam czegoś takiego. Mama mi kiedyś opowiadała, że to się nazywa „ocean”.
Samo słowo „ocean” brzmi już złowrogo, obco. Jakby ktoś płomień chciał nazwać kroplą wody. Niebo odbijało się od doskonale równej tafli wody, tworząc coś na rodzaj lustra. A niebo było idealnie błękitne.
-Po co mnie tu przyprowadziłeś? - zagadnęłam, bezmyślnie wpatrując się w kraniec świata.
-Przecież chciałaś żebym ci pokazał tereny...-zmieszał się basior.
-Tak, ale czemu to?
-Wydawało mi się, że ci się tutaj spodoba... - kiwnęłam tylko głową.
-Ale nic o mnie nie wiesz, nie wiesz jaki mam gust. - burknęłam złowrogo. Trudno jest mi dogodzić.
-To możesz mi o sobie coś opowiedzieć. - przysiadł obok mnie i wlepił swoje wielkie oczy w rozbryzgującą się wodę.
-Nie. Najpierw musimy stworzyć więzy. - Ronin przechylił łeb na lewo.
-Stworzyć więzy?
-Oczywiście. - spojrzałam na niego zadumanym wzrokiem. - Teraz jesteś dla mnie tylko zwykłym wilkiem, podobnym do stu tysięcy innych zwykłych wilków. Nie potrzebuję ciebie, ani ty nie potrzebujesz mnie. - wzruszyłam ramionami. - Jestem dla ciebie zwykłą samicą, podobną do stu tysięcy innych, ładniejszych samic. Lecz jeżeli stworzymy więzy, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. Nie obojętny, jak sto tysięcy innych samców. Wyjątkowy. - oczy mi zalśniły. - Tak samo ja będę dla ciebie jedyna na świecie. - Nie, to nie były zaloty. W życiu. On do mnie nie pasował, zupełnie.
-Powoli zaczynam rozumieć...-odparł zaciekawiony samiec.
-Jeślibyś stworzył więzy ze mną, moje życie nabrałoby blasku. Z daleka będę rozpoznawać twoje stąpania, czy na śniegu, na piasku, czy w błocie – będą inne od wielu. Spójrz. - podrzuciłam głowę do góry. - Widzisz te niebo? Nie potrzebuje nieba. Tak samo jak nie potrzebuje wody. Nie mam skrzydeł, by szybować między chmurami, ani nie jestem doskonałym pływakiem by podziwiać odległe zakamarki tajemniczych wód. Dla mnie niebo jest bezużyteczne. Lecz ty masz błękitne oczy, jeśli mnie poznasz, a ja ciebie to jak i niebo, jak i woda będzie mi przypominały o tobie. I będę kochać każde zmącenie równej tafli wody, będę kochać każdą chmurkę na błękitnym niebie. Rozumiesz?
Przyjaźń to coś więcej niż przebywanie ze sobą. - wstałam z ziemi, otrzepałam się z wilgotnego piasku zmieszanego z resztkami śniegu i szeroko ziewnęłam. Spojrzałam za siebie, potem na Ronina.
-Teraz zaprowadź mnie do centrum watahy. - kolejny raz rozkaz, nie prośba. - Mam ochotę poznać twojego ojca. - dziwiło mnie, że wilk wytrzymuje te wszystkie moje zachcianki.
(Ronin?)

czwartek, 11 grudnia 2014

Czas na samokrytyke...

Od czego tu zacząć bo nie wiem. Może od tego jak pozostawiłam KO i moje obowiązki?  Tak.  Przez moją inteligencje i nie pojętną logikę przestałam wchodzić na wk, pisać opowiadania i wiele innych rzeczy. Obiecywałam, że odpisze a o tak zapominałam albo - szczerze- nie chciało mi się. Lecz teraz postaram się to naprawić. Pewnie myślicie '' wooow obudziła się i przypomniała sobie, że wk istnieje'' otuż...  Pewnie tak :-:
Jak tylko pojade do babci na święta wszystko nadrobie. Opowiadania....  I jeszcze coś zrobie z KO.  Dziękuję temu kto dodawał wilki. Mam dług u kogoś...
Więc nie będę się jakoś...  Konkretnie upokarzać i błagać o wybaczsnie bo wiem, że to bez sensu. Ponieść konsekwencje musze...
Tak więc Przepraszam i do zobaczenia. Będę aktywna od - prawdopodobnie-  22 grudnia i wtedy zacznie się dla mnie maraton
~Renuśka z komórki....

Nieobecność

Witam wszystkich.
Informuję, że właścicielka wilków:
  • Nightfury
  • Uru
  • Navilatmisa
będzie nieobecna do dnia 31 grudnia roku 2014 z powodu braku czasu.

Od Terry do Twilighta

Uśmiechnęłam się.
Bardzo go kochałam, i zrobiłabym dla niego wszystko.
- Kocham Cię - szepnęłam i ponownie go pocałowałam.
Teraz wiem...wiem że można zn aleźć kogoś kto cię naprawdę kocha.
To on jest tym jedynym, i to jego kocham.
- Ja Ciebie też - odparł i zaczęliśmy się całować dość namiętnie.
Twilight ?

Od Twila CD Terry

Widząc tę łzę,zrozumiałem wreszcie że ją Michałem ,na swój własny sposób. Bo ona była warta miłości. Zasługiwała na nią. Ale to nie ważne co się mówi tylko co się robi prawda?
Uniosłem jej podbródek,popłynęła łeska,ale jej nie wytarła. Wpatrywałem się w jej oczy. Nachyliłem się...i nasze usta się zetknęły. Najpierw delikatnie,potem pewniej. Zarzuciła mi łapy na szyję. Przerwałem pocałunek.
- Kocham cię Terra. Kocham. Mówiłem ci że nie potrafię dobrze wyjaśniać? Myślałem że nie mogę nikogo pokochać. A tym bardziej ktoś mnie. Ale nie powiedziałem że nie jesteś moim wschodem słońca po ciemnej nocy. Jasną gwiazdą. Kocham cię Terra.I nigdy to się nie zmieni.
Terra ?

Od Terry CD Twilighta

- Nie...nie to nie. - odparł am z lekkim przygnębienie.
- Też ci ufam- odparł am próbując się uśmiechnąć.
- Ale nie musisz udawać... powiedz prawdę. - odparł am.
Podobał mi się.
Ale byłam przyzwyczajona do braku miłości,samotności...
- Proszę powiedz prawdę. - odparł am a z oka poleciała mi malutka leżą którą szybko wytarłam.
Twilight?

środa, 10 grudnia 2014

Od Ronin`a CD Descartes

Spojrzałem na waderę, która do połowy była zakryta białym śniegiem. Uśmiechnąłem się pod noskiem, coś o sobie? Raczej nigdy nie miałem nic ciekawego o sobie do opowiedzenia, co najwyżej były to już naprawdę bardzo żenujące sytuacje. Aż wstyd opowiadać, jednak korciło mnie, żeby jej powiedzieć. Na stówę mnie wyśmieje, ale czuję że mogę jej wszystko powiedzieć. Tak się chyba robi, gdy się jest przyjaciółmi.
-Czy ja wiem... w sumie to lubię żółty jak go nigdy nie lubiłem, to teraz lubię. To wszystko przez twoje oczy - zaśmiałem się cicho - uwielbiam ptaki drapieżne, te chwila kiedy sprawnie pokonują przestworza, jest chyba jednym z moich najpiękniejszych wspomnień... Nie mam matki, właściwie to nigdy jej nie poznałem. Uciekła, jednak nie mam jej tego za złe. Była dosyć młoda gdy mnie urodziła, ja pewnie również bałbym się odpowiedzialności, tak jak teraz boję się. Boję się być Alfą, ciągle się obawiam, że sobie z czymś nie poradzę...
-Wiesz, zawsze ja mogę Ci pomóc - wadera powiedziała dosyć cicho, wpatrując się we mnie swoimi wielkimi oczyma
Przytaknąłem z uśmiechem po czym wstałem, otrzepując się z kilku ton śniegu. Wadera zmarszczyła czoło, po czym kichnęła. Zaśmiałem się, ponieważ wyglądało to dosyć słodko. Oczywiście Des posłała mi groźne spojrzenie, wstała i wywróciła mnie na łopatki. Zdziwiony przekręciłem lekko swój łeb, kuląc uszy. Miało to wyglądać niewinnie i wadera chyba się na to nabrała, podejrzewam, że tak było ponieważ po chwili role się odwróciły. Wpatrując się na nią z góry, uśmiechnąłem się łobuzersko, jednak za chwilę się od niej odsunąłem. Spojrzałem się w szarawe niebo, zapowiada się zamieć, a szczególnie na północy Klanu. Tam chmury były prawie czarne.
-Myślę, że lepiej będzie wracać
-Mi się tam na razie jeszcze nie spieszy - Descartes uśmiechnęła się i ruszyła przed siebie
Co za wadera, wszędzie ją nosi. Nie mogłem zrobić nic innego, jak tylko ruszyć za nią. Właściwie to szliśmy bez celu i się do siebie nie odzywaliśmy. Ale to nie zmienia faktu, że czułem się przyjemnie w jej towarzystwie.
-Des, zaraz zacznie strasznie padać śnieg, może lepiej wracajmy, naprawdę
-Przestań marudzić, tu jest mnóstwo pustych jaskiń, najwyżej się tam schowamy
~
Biegnąc ramię w ramię z waderą tak żeby ją nie zgubić, biegliśmy teoretycznie na oślep. Śnieg padał tak intensywnie, że nie było nic widać dalej niż na 3 metry. Zabiję ją, no może nie dosłownie... ale ma przekichane. Mówiłem jej, żeby się nigdzie się nie włóczyć ale ta i tak swoje. W końcu udało nam się wpełznąć do jakiejś jaskini. Tutaj przynajmniej było sucho i co najważniejsze ciepło.
-Uduszę Cię - wadera spojrzała na mnie oskarżycielskim wzrokiem
-Mnie!? - krzyknąłem zdziwiony - ale przecież to ty...
-Nie znasz nawet swojego własnego Klanu, pół godziny szukaliśmy jakiejś jaskini - złapała się za łeb, upadając na ziemię
Wpatrywała się tak przez chwilę w sufit a mnie zatkało. Po chwili ona zaczęła się cicho śmiać a ja prychnąłem.
-Super, będę musiał z Tobą spędzić kolejną noc - jęknąłem

(Descartes? Sorka że nie tak długie jak planowałam xD i że tak długo odpisywałam hehehe)

Od Terry CD Dhiren`a

Śmialiśmy się niesamowicie.
Czułam ogromne uczucie do Dhirena, ale był jeszcze Twil.
Nie wiem, mimo że bardziej lubiłam Dhirena ale nie chciałam zranić Twila.
- O ty bałwanie ! - krzyknęłam śmiejąc się i rzuciłam w niego śnieżką.
Przewróciliśmy się na biały puch, i zaczeliśmy się w nim zakopywać po uszy.
- A wogóle jak tam u dzieciaków ? - zapytałam leżąc w śniegu.
- A dobrze, już dorosłe są - zaśmiał się pogodnie.
- Czas tak szybko leci, pamiętam jak się wzajemnie ratowaliśmy - uśmeichnęłam się i popatzryłam nan iebo.
Dhiren ?

Od Dhiren`a CD Terry

Dni tak sobie radośnie mijały, Terra do nas wróciła i teoretycznie wszystko było po staremu. Moje małe... a właściwie to już duże dzieciory, na wieść o powrocie Terry, cieszyły się niezmiernie. Teoretycznie to ona była im tak jakby matką, uwielbiała je i wiele czasu z nimi spędziła. Razem posiadaliśmy wiele radosnych wspomnień. Teraz Klan Ziemi był calutki pokryty białym puchem, nastała zimna. Moja ulubiona pora roku. Chociaż na chwilę Klan ten wyglądał tak jak wszystkie inne, przejadła się każdemu zieleń, zamieniła się w piękne białe królestwo. Niestety co za tym idzie, jest też zimno. Ale jeśli posiada się tak grube futro, jak mam na przykład ja, nie stanowi to żadnego problemu. Z samego ranka udałem się do jaskini Terry i przywitałem ją śnieżką. Wadera zszokowana zerwała się ze swojego posłania, z mnóstwem śniegu na pyszczku. Śmiejąc się w najlepsze, nawet nie zauważyłem tego, że wadera się zdążyła porządnie wybudzić. Wypchnęła mnie na zewnątrz, a ja wylądowałem chyba w najgłębszej zaspie w całym Klanie.
-To Cię może czegoś nauczy - prychnęła
-Raczej niczego - przewróciłem oczyma
Po chwili jednak wyskoczyłem z zaspy, rozrzucając mnóstwo śniegu w około. Śniegowe kulki przyczepiły mi się do łap, częściowo utrudniając mi chodzenie.
-Świetnie, teraz będę musiał sobie wygryzać futro - powiedziałem niezadowolony
Tym razem to Terra się śmiała, już pragnąłem jej przypomnieć, że ona też nie wyglądała lepiej. Trudno żeby tak nie było, skoro stała w śniegu aż po sam brzuch.

(Terra?)

Od Acora do Aine

Chodziłem po terenach swojego klanu.
Jak zwykle w zimę, wszyscy nosy w koce i chrapać.
Ja w przeciwieństwie jestem wilkiem który UWIELBIA ZIMĘ!
Przewróciłem się na biały, puchaty śnieg.
Zacząłem się śmiać jak opętany.
Nagle zobaczyłem waderę siedzącą w śniego nie opodal mnie.
Wstałem i podeszłem do wadery z promiennym uśmiechem.
- Cześć, Acor - podałem jej łapę by wstała.
Wadera miała piękne oczy i śliczne futro.
WOW ! Szok!
Aine ?

Nowy wilk w Klanie Ognia!

Właściciel wyglądu: Safiru - wyraziła zgodę 
Aithne (Aine)
 Zwykły Członek
 Tropiąca 

wtorek, 9 grudnia 2014

Od Twil'a CD Terry

Zamrugałem. Zaskoczony.
- Nie,nie... po prostu mnie zaskoczyłaś...nie to że mi się nie podobasz...bo podobasz. Budzisz we mnie...coś co było uśpione.. ale nie chcę Cię odrzucić. Nie chcę...
Byłem zaskoczony własnymi słowami,ale byłem pewny tego.
- Ufam Ci, zależy mi na tobie...ale czy ja...
Plątałem się,gubiąc we własnych myślach.
Terra?

Od Terry C.D. Twilighta

- Chcesz wiedzieć ? - zapytałam udając uśmiech.
- Jak mogę, to tak - odparł rozpromieniony.
- Ok - spuściłam głowę.
- Podobasz mi się - odparłam patzrąc na swoje łapy.
Basior popatrzył na mnie.
- Tak wiem, jestem przyzwyczajona do odrzucania. Spoko, możesz powiedzieć że ci się nie podobam - odparłam z lekkim przygnębieniem.
Twilight ?

Od Saion'a CD Valerii

Ja ją kochałem.
Z tego co wychodzi ona mnie też...chociaż trochę.
Nie wiem.
Poszłem nad jezioro.
Usiadłem w ciemnościach na skale i wpatrywałem się w księżyc.
Spuściłem głowę.
Nagle coś zaczęło szeleścić w liściach.
Valeria ?

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Od Twil'a CD Terry

Całej jej sójkę w bok.
-Heej, masz się nie smucić. Jaasne?A teraz mów o co chodzi?
Przewiercałem ją łagodnym wzrokiem,jak bym zaglądał jej do duszy. Speszyła się lekko. Uparcie wpatrywałem się w nią,nawet jak odwróciła wzrok.
- No mów. Proszę.
Zachęciłam ją delikatnie. Nie przyzwyczaiłem się do proszenia.
Terra?

Od Terry CD Twilight'a

-Fajnie - odparł am patrząc w niebo.
Gwiazdy były piękne.
Czułam coś do niego,podobał mi się.
Czułam się przy nim..jak ja.
- Kurde.. - odparł am i spuściłam głowę.
- Co? - odparł.
- Nie..nic.
Twilight?

Od Twil'a CD Terry

- Oczywiście. Teraz musisz po mojemu.
Zaśmiałem się.
Co ja czułem? Jakoś tak dziwnie. Lubiłem ją,pod obala mi się,ale nie w sposób ten taki...Ufałem jej. Tak po prostu. Nie pozwolił bym żeby coś jej się stało. Chyba tyle. Ale nie sądzę. Coś we mnie siedzi. Coś co było uśpione. Dawno temu. Wyciągał a mnie z mroku nocy,na światło. To nie udało się jeszcze nikomu,do tej pory,może się zmienić. Ciekawe.
Terra?

Od Valerii CD Saion'a

Spojrzałam się ze zdziwieniem na basiora. Ten opuścił głowę i wpatrywał się w swoje łapy.
- Co teraz do Ciebie czuję, tak? Jesteś dla mnie kimś bliskim, wilkiem któremu mogę zaufać, przy którym czuję się bezpieczna, więc to nie jest tylko takie lubienie - powiedziałam lekko się rumieniąc
W międzyczasie basior podniósł na mnie wzrok, a ja gwałtownie się obróciłam.
- Ja już muszę wracać - powiedziałam i się uśmiechnęłam - Cześć
- Cześć - powiedział
Oboje udaliśmy się do swoich klanów.

Saion? Tyle czekałeś a tu takie krótkie D: Wybacz

Od Terry C.D. Twilighta

- Ja też nie - odparłam smiejąc się dziwnie i wyciągając łuski z pyska.
 Zaczeliśmy się śmiać. Dokładnie jaki był powód ....żaden.
- Cio robimy ? - podbiegłam do niego i zrobiłam maślane oczka.
 Basior popatrzył się na mnie z uśmiechem.
- O chodź ! Już ciemno ! Pokaże ci coś ! - chwyciłam go za łapę i pobiegliśmy z uśmiechami na pyskach.
 W blasku księżycia usiadłam na skale wpatrując się w ciemne niebo pokryte blaskiem gwiazd.
- Fajnie ? - zapytałam i popatzryłam na basiora.
 Czułam coś w rodzaju....hmm. Miłości ? może nie taką ,, KOCHAM CIĘ I KURDE ŻYĆ NIE MOGE BEZ CIEBIE ! " ale raczej coś w stylu ,, Jesteś moją drugą połówką ".
Nie wiem co on czuje.
 Twilight ?

Od Livrey CD Hitachiego

Przedzierałam się przez śnieg, zdążyło go bardzo dużo napadać. Szłam tak wolno i zapadałam się w biały puch. Było mi naprawdę smutno. Szłam tak z puszczoną głową, gdy wlazłam na jakiegoś kamulca. Resztę drogi szłam z głową wysoko i rozglądałam się, by na nic nie wpaść. W pewnym momencie zauważyłam zarys wilka, który w każdej chwili był coraz bliżej i bliżej. Może mi się tylko wydawało? Zaczęłam iść trochę szybciej. Stanęłam nieruchoma wpatrując się w Hitachiego. On żył! Ale czy on teraz nie powinien być w szpitalu, przecież tam został wzięty?
- Hitachi? - spytałam, a ten przytaknął - Hitachi! - krzyknęłam i zaczęłam biec w jego stronę
Tuż przed nim skoczyłam w jego stronę, a ten tracąc równowagę upadł. Złapałam go mocno za szyję przytulając. Został uratowany!
- Udusisz mnie - powiedział, a ja go puściłam i spojrzałam mu się w oczy
- Przepraszam - powiedziałam i opuściłam łebek
- Przynajmniej Tobie nic nie jest - odetchnął i wstał [bo leżał] otrzepując się ze śniegu
Jednak na marne się otrzepywał, bo na nowo wylądował w śniegu. Znów go mocno przytuliłam. Tak się cieszyłam, że nic poważnego mu się nie stało
- Hitachi! - poznaje ten głos ... to był głos alfy, brata Hitachiego
Basior się na mnie spojrzał po czym dał znak skinięciem głowy, że mamy zmykać. Posłuchałam go i ruszyłam za nim.
- Czemu uciekasz przed bratem? - spytałam
- Nie uciekam tylko nie chcę wracać do szpitala - powiedział
- A jak to coś poważnego?! Lepiej wróć - poprosiłam go

Hitachi? Patrz jak się troszczę ;3

Od Twilight'a CD Terra

- Nie ma. I nie sprzeczaj się.
Szliśmy tak,aż doszliśmy do jeziora. Woda była mocno zamarznięta. Widać byli tylko jeden przerębel a przy nim kilka ryb.
- Jesteś głodna?
-Tak. Trochę.
Podszedłem do ryby,zapałem ją za ogon żeby nie dostać w pysk i rzuciłem waderze. Złapała w locie śmiejąc się i chichocząc.
-Smacznego.
Złapałem mniejszą rybkę i połknąłem w całości. Wytarłem zirytowany pysk.
- Nie cierpię gdy przykleja ją mi się łuski do pyska.
Terra? Pisz szybko.

Od Knox


Jeszcze kilka metrów. Kilka sekund do bramy. Do wolności... Słyszałam ich kroki za mną. Nawet w ich oddechach było słychać nienawiść do sprzeciwu. Nagłe przerażenie. Brama była zamknięta. Zanim zdążyłabym ją otworzyć, złapaliby mnie. Ale nie mogłam teraz się zatrzymać. Przyspieszyłam jeszcze bardziej i natarłam na bramę. Zamknęłam oczy. Jednak zamiast bólu nie poczułam nic. Otworzyłam oczy. Przede mną rozciągał się las. Spojrzałam za siebie. Za mną wznosiła się warownia i brama, na którą przed chwilą biegłam. Nie wiedziałam, jak stało się, że znalazłam się po drugiej stronie, ale byłam pewna że zyskam trochę czasu zanim zdołają otworzyć bramę. Jednak biegnę. Jakaś siła mówi mi, że kiedy się zatrzymam stanie się coś złego. Biegłam. Nie wiem ile. Wreszcie coś się stało.
Najpierw trzask. Potem ogień wokół mnie. Nic więcej. Ogień zacieśniał krąg, aż otoczył mnie zupełnie i zamknął w kuli. Chciałam się wydostać. Uderzałam w otaczające mnie ściany każdą częścią ciała po kolei, ale nic się nie działo. Brak najmniejszej nawet reakcji. Wreszcie kula pękła i odsłoniła mnie zupełnie. Nie wiedziałam, gdzie byłam. Wiedziałam tylko, że otaczała mnie grupka wilków. Z przerażeniem zerwałam się, przeskoczyłam dwójkę z nich i pobiegłam w las. To miejsce było mi nieznane, ale z każdej strony słychać było wilki. Wataha.
Ktoś dokończy?

Nowa wadera w Klanie Everything - Knox!


Knox
(Nox)

niedziela, 7 grudnia 2014

Od Terry do Twilighta

Czułam że ktoś mnie wspiera.
 Czułam że nie jestem sama.
 Wiedziałam że choroba to nic.
 To że mam raka, to nie oznacza że wiecie...
 Mniejsza, zawsze cieszyłam się życiem i nadal będę to robić.
- Dziękuje - powiedziałam z nieśmiałym uśmiechem patrząc w oczy basiora.
- Nie ma za co - uśmiechnął się.
- Oj jest jest - odparłam z uśmiechem i delikatnie położyłam mu głowę na ramię.
Twilight ?

Od Kilan cd historii Ronina

Czułam się zdziwiona i trochę onieśmielona jego zachowaniem. Przecież nie musiał mi tego przynosić, ale w sumie miał rację - byłam głodna i to bardzo. Nieśmiało przytaknęłam i zabrałam się za posiłek. Starałam się nie jeść łapczywie chociaż było to ciężkie z takim niedosytem. Dopiero wtedy zauważyłam, że widać mi żebra i inne kości. Z dworu do jaskini wdzierał się zimny i wilgotny deszcz. Kiedy już nic nie zostało z mojego posiłku domknęłam drzwi i szybko rozejrzałam się po przestronnej jaskini. Basior już kończył jedzenie, ale nadal był cały przemoczony i wyziębiony. Kątem oka zauważyłam ciepły koc leżący na skrzyni. Chwyciłam go i podeszłam do wilka. W tym samym momencie skończył i spojrzał na mnie z zaciekawieniem w oczach. Okryłam go delikatnie kocem tak aby mógł się trochę ogrzać.
- Dziękuje - wyszeptałam nieśmiało patrząc mu w oczy.
Odpowiedział mi ciepłym uśmiechem od czego nieznacznie się zaczerwieniłam. Dziwnie się przy nim czułam, ale to zapewne dlatego, że nigdy wcześniej nie doświadczyłam takiego uczucia. Nie znałam go prawie w ogóle, ale jakoś wiedziałam, że mogę mu zaufać. Rozmawialiśmy przez dłuższą chwilę siedząc przy ogniu. Nagle usłyszałam głośny huk na dworze, a jaskinię na ułamek sekundy ogarnęła białość rozbłysku. Wystraszyłam się i odruchowo wtuliłam się w basiora. Kiedy zrozumiałam co robię szybko odsunęłam się zarumieniona.
- Ja… ja przepraszam - wyszeptałam zniżając głowę, było mi wstyd i bałam się, że wygoni mnie za to
- Nic się nie stało - pocieszył mnie ciepłym głosem
Spokojnie podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Nie był zły, ani zdenerwowany. Uśmiechał się do mnie, a w jego oczach widziałam spokój i dobro. Mimowolnie także się uśmiechnęłam. Później rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, a ja zaczęłam ziewać ze zmęczenia. Starałam się to dyskretnie ukryć, aby nie pomyślał, że nudzi mnie rozmowa, ale niezbyt dobrze mi to wychodziło i za każdym razem jak ziewałam cicho śmiał się, a ja odpowiadałam tylko uśmiechem. Z czasem położyłam się przy ognisku, a basior obok mnie. To był bardzo wyczerpujący dzień, a kiedy tak basior do mówił powoli odpływałam w krainę snu. Nawet nie zdałam sobie sprawy kiedy położyłam pyszczek na łapach i zamknęłam oczy. Ostatnie co zapamiętałam było tym, że Ronin okrył mnie kocem. Miałam bardzo głęboki i długi sen, regenerowałam siły. Gdy podniosłam powieki było już jasno, a ptaki wesoło śpiewały. Całkowicie się wypogodziło, a wtem do jaskini wszedł wilk.
- O, obudziłaś się - powiedział i podszedł do mnie
Przeciągnęłam się i przetarłam zaspane oczy, żeby móc zobaczyć Ronina. Poza jaskinią na nowo ukazał się piękny jesienny krajobraz, a do środka przebijały się promienie słońca. Basior zaprosił mnie na spacer i wtedy wyjaśnił mi wszystkie sprawy dotyczące klanu. Jedyne co mnie zdziwiło to fakt, że nie chciał mnie zapoznać z alfą tylko od razu poszukać mi jaskini. Było to dla mnie dość nietypowe, ale nie chciałam być niewdzięczna i zgodziłam się. Wybrałam średnią jaskinię, ale za to bardzo ciepłą i przytulną. Jak się później okazało znajdowała się ona bardzo blisko mieszkania Ronina, bo było ono dosłownie za ścianą. Na zewnątrz była oddzielona od roślin małymi „murkami” z kamieni pokrytych mchem, a za nimi rozciągała się gęstwina drzew i krzewów. Tak zaczęła się moja przygoda w Klanie Ziemi…
~
W klanach nastała zima. Może nie była to moja ulubiona pora roku, ale poza zimnem nie widziałam w niej nic złego. Natomiast jej największą zaletą był śnieg. Uwielbiałam oglądać spadające płatki puchu. Każdego ranka wesoło wstawałam z legowiska, wtulałam się w grube futro i siadałam w wejściu jaskini. Potrafiłam długie godziny tak przesiadywać. Któregoś ranka obudziłam się nadzwyczaj wcześnie. Słońce jeszcze nie wstało, a okolice mojej jaskini pochłaniała mgła gęsta jak zupa. Usiadłam przy oknie i rozejrzałam się. Na dworze nie było widać nic poza szronem na szybach i mgławicą. Nagle głośno zaburczało mi w brzuchu. No w sumie nie potrafiłam nic upolować od kilku dni, a z każdym kolejnym wschodem słońca robiłam się coraz słabsza. Niepewnie narzuciłam na grzbiet ciepłe okrycie. I ruszyłam w białe mleko zawieszone nad okolicą. Było zimno do tego stopnia, że nawet śnieg pokrył się cienką warstewką lodu. Brodząc po kolana w zaspach szłam dzielnie przed siebie nasłuchując. Znalezienie jakiegokolwiek zwierzęcia w tej porze było cudem. Cisza była idealna, a jedyne co było słychać to świszczący wiatr, śnieg skrzypiący pod moimi łapami i bicie mojego samotnego serca. Dopiero w tamtej chwili dotarła do mnie pewna sprawa. Należałam tutaj już dłuższy czas, a nadal nie miałam nikogo bliskiego. Żadnego przyjaciela, no oczywiście oprócz Ronina, ale jakoś dawno go nie widziałam. Z mojego pyszczka zniknął serdeczny uśmiech, a pojawił się żal i smutek. Żal z braku kogoś kto mógłby ze mną porozmawiać i się pośmiać. Nagle usłyszałam głośny świst za moimi plecami, ale gdy się odwróciłam niczego tam nie było. Pomyślałam, że był to wiatr i wróciłam do tropienia jakiegoś zwierzęcia. Szukałam czegoś węchem, bo nie za wiele byłam w stanie zobaczyć. Dopiero po jakimś czasie zauważyłam, że mój nos już dawno odmarzł i przez to nic nie czuje. Stanęłam w miejscu i dalej nasłuchiwałam. Coś musiało być obok mnie. Po prostu to czułam. W pewnym momencie znowu usłyszałam świst, ale tym razem był on przede mną. Na chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami. Wystraszyłam się i upadłam w śnieg. Teraz już nie było świstów. Był tylko oddech. Ciężki oddech jakiegoś wilka.
- Kim jesteś? - zapytałam drżąc z zimna
Nie dostałam odpowiedzi ten ktoś tylko krążył wokół mnie i przyglądał się. Nie byłam w stanie nawet dostrzec czy jest do wadera czy basior, gdyż mgła była zbyt gęsta. Znienacka poczułam lodowaty dreszcz przeszywający całe moje ciało. Bałam się. Znowu ciemność. Nicość.
~
Obudziłam się na lodowym pustkowiu. Nie było tam ani drzew, ani krzewów, a nawet… życia. Po prostu śnieżna pustka. Wstałam i otrzepałam się ze śniegu. Mimo wszechobecnego lodu nie było mi zimno, wręcz przeciwnie, było mi przyjemnie ciepło. Rozejrzałam się uważnie i w oddali zauważyłam błysk. Coś odbijało słońce w moją stronę. Bez zastanowienia udałam się w tamtą stronę. Po drodze mijałam interesujące i przerażające rzeczy. Czaszki wilków, kości, krew. Im dłużej szłam przez to pustkowie tym głośniej słyszałam jakby krzyki i wrzaski zabijanych wilków. Zaczęłam przyspieszać z przerażenia, ale zanim się spostrzegłam biegłam najszybciej jak potrafiłam do celu, do światła. Po bardzo długiej wędrówce ujrzałam jakiś budynek, a raczej zamek. Przeogromny, błyszczący się pałac. Kiedy byłam już pod budowlą zaczęłam się rozglądać i nasłuchiwać. Słyszałam jakieś szepty, kroki i rozmowy. Czyżby tutaj była żywa dusza, a może nawet kilka? Okrążyłam do połowy zamek i zobaczyłam zbiorowisko wilków. Było ich tam ponad setkę. Przyglądałam się im uważnie, ale oni nawet nie zwracali na mnie uwagi. Z ciekawości weszłam na wysokie schody pałacu, lecz nadal zachowywali się tak samo. Jakby mnie nie widzieli. Znienacka wszyscy umilkli i zaczęli patrzeć na powoli otwierające się kryształowe drzwi budynku. Wyszła z nich jakaś para wilków, które najprawdopodobniej były alfami. Wadera trzymała w łapach jakiegoś małego szczeniaka. Nikt z nich mnie nie widział, więc podeszłam do nich i przyjrzałam się maleństwu. Było niesamowicie podobne do mnie, ale co ciekawsze te alfy wydawały mi się bardzo znajome. Nagle basior wyszedł naprzeciw tłumowi i głośno oznajmił.
- Nazywa się Kilan. Nowa alfa naszego stada.
W tym samym momencie zakręciło mi się w głowie tak jak wcześniej. Upadłam na ziemię i poczułam bolesny dreszcz w całym ciele. Przed oczami znowu miałam ciemność. Nicość.
~
Zaczynałam coś powoli odczuwać. Przyjemne ciepło jakby od ogniska, jakieś kroki i oddechy wilka. Gdy czułam się już trochę na siłach otworzyłam oczy. Byłam u Ronina w jaskini, a on sam kręcił się niedaleko mnie. Byłam przykryta grubym futrem i leżałam blisko ogniska.
- Ronin - wyszeptałam cicho z braku sił, ale on i tak to usłyszał
Od razu do mnie podbiegł i wyglądał jakby mu ulżyło.
- Dobrze, że nic Ci nie jest - stwierdził i usiadł obok mnie uśmiechając się
Odwzajemniłam uśmiech i już chciałam spróbować wstać, gdy on powstrzymał mnie łapą.
- Nie wstawaj, jesteś zbyt osłabiona. - powiedział i okrył mnie na nowo futrem, po czym westchnął i dopowiedział - Co robiłaś tak wcześnie rano poza jaskinią?
- Byłam strasznie głodna i chciałam coś upolować. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i chyba zemdlałam. Byłeś przy tym? - zapytałam zamyślona
- Nie, znalazłem się zmarzniętą i nieprzytomną w zaspie śniegu, musiałaś chyba długo tak leżeć, bo twoja sierść pokryła się szronem. - opowiedział z lekkim strachem w oczach
- Dziwne… Zanim zemdlałam, coś się kręciło obok mnie, a kiedy gorzej się poczułam to coś, a dokładniej wilk zaczął krążyć wokół mnie. - dopowiedziałam i spojrzałam na niego z nadzieją, że nie uzna mnie za wariatkę
- Jak wyglądał? - rzucił szybko lekko zdziwiony całą sytuacją
- Nie wiem, mgła była tak gęsta, że nie potrafiłam wypatrzeć nic poza zarysem wilka - odparłam cicho i spojrzałam na niego
- Nie martw się, coś się załatwi, a teraz lepiej o tym nie myśl - poradził kładąc się obok mnie, tak żebym nie musiała zadzierać głowy patrząc na niego
- Dziękuję - przybliżyłam się do niego i cicho szepnęłam mu na ucho z uśmiechem
(Ronin?)

czwartek, 4 grudnia 2014

Od Acora C.D. Wenus

- Cześć - odparłem z uśmiechem.
- Hej - odparła trochę zmieszana.
- Chodź, usiądź - odparłem z pełnym uśmiechem.
Wdaera pokornie usiadła.
- Dzięki za to co zrobiłaś- odparłem.
- Eeee... - zarumieniła się.
- Co ? - zapytałem zdumiony.
Wenus ?

Od Acora C.D. Wenus

- Co się stało ? - zapytałem trzymając się za głowę.
- Upadłeś i straciłeś pamięć - odparł lekarz.
- A co to za wadera ? - zapytałem patzrąc w stronę jakiejś wadery.
- To Wenus, gdyby nie ona pewnie być leżał nadal na ziemi w kałuży krwi.
Nie znałem jej, albo przynajmniej nie pamiętałem.
Zerwałem się z łożka, i pobiegłem za waderą.
Zagrodziłem jej drogę.
- Kim jesteś ? - zapytałem.
- nie pamiętasz ? - zapytała.
- Niestety nie, ale chyba Wenus tak ? - zapytałem zmieszany.
- yhym - płakała.
- Wenus ?! - Nagle wróciła mi pamięć, podbiegłem do niej i przytuliłem ją.
- Przepraszam, jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Nie chce byś była smutna.
Wenus ?

środa, 3 grudnia 2014

Od Acora C.D. Wenus

- Nie wiem ....po prostu nie wiem - odparłem spuszczając głowę.
- Coś Cię trapi .... - ciągnęła dalej.
- Nic mnie nie trapi ! - krzyknąłem, warknąłem na wadere.
Ta stanęła jak wryta.
Nagle biegnąc popatzryłem się do tyłu i uderzyłem głową o kamień.
Nic nie pamiętałem.
Byłem nieprzytomny.
Ktoś nademną stał ale kto ?
Wenus ?

wtorek, 2 grudnia 2014

Od Wenus CD Acor`a

Dziękuje ci ale to nie moja zasługa tak po prostu miało być. Zostanę z tobą przez chwile a jutro wielka ceremonia- odpowiedziałam. Siedliśmy na skale i rozmawialiśmy dwie godziny.
- Już późno chodźmy spać- zaproponowałam.
- Wiesz ja chyba zostanę- powiedział.
- Dobra jak chcesz - podeszłam do basiora i dałam mu całusa.Wróciłam do pałacu. Dexter już spał więc poszłam w jego ślady.Rano obudził mnie Acor:
- Wstawaj za godzinę uroczystości-mówił budząc mnie.
- Już wstaje- zaczełam się gramolić.Po śniadaniu zaczęto ceremonie. Była bardzo piękna i wystawna. Po wszystkim poszliśmy na tę samą górę co wcześniej.
Acor?

Od Acora C.D. Wenus

- Napewno przyjde - popatrzyłem w ciemne niebo.
- Pa - odparła lekko mnie przytulając.
- Nie....nie odchodź - wstałem i pobiegłem za waderą.
- Ale co ? - zapytała zmieszana.
- Dziękuje. Gdyby nie ty nigdy bym nie poznał prawdy o mnie ani o moim ojcu. To dla ciebie - podałem jej czerwoną rózę i delikatnie ucałowałem jej dłoń.
Nie wiem, czułem coś do niej, ale nie byłem pewny czy to miłość.
MI się bardziej wydaje że to...hmm ,, Ufam Ci " albo ,,Bardzo cię lubię ".
Wenus ?

sobota, 29 listopada 2014

Od Twilight'a CD Terry

Zamrugałem kilkakrotnie zdumiony. Wadera był naprawdę smutna. Przytuliłem ją do siebie idąc dalej.
-Wszystko będzie dobrze Terra. Nie przeszkadza mi to.
Nadal ją przytulałem,oparła się o mnie. Wierzyła mi. 80% na przeżycie to bardzo dużo. Martwiłbym się jakby było odwrotnie. Spojrzała na mnie jakby chciała mi coś powiedzieć. Uśmiechnąłem się dodając otuchy i uspokajając.
Terra?Sorry że krótkie.

Od Terry CD Twilight'a

- Przynajmniej ty tak uważasz - odparłam z promiennym uśmiechem.
- Mam nadzieje że nie przeszkadza Ci moja choroba ? - zapytałam mając nadzieje że nie.
- Jaka....jaka choroba ? - zapytał z niedowierzeniem.
- Ja...ech - odparłam i spuściłam głowę.
- Mam....nieuleczalną chorobę - odparłam.
- Od 2 lat kuleje na jedną nogę, nie da się tego wyleczyć - odparłam.
- Są jeszcze inne dodatkowe przypuszczenia że mam także inne choroby....no ale trzeba się cieszyć życiem póki mam....czas - odparłam udając uśmiech.
- Od wielu lekarzy słyszałam że mam także coś podobnego do raka.
Ale na razie nic nie wiadomo.
Mam 80 % że dożyje starości i 20 % że moje życie skończy się za rok lub dwa - powiedziałam z trudem przełykając ślinę.
Twilight ?

piątek, 28 listopada 2014

Od Wenus CD Acor'a


Po kolacji poszliśmy spać. Z rana zaprowadziłam Acor'a do komnaty mojej mamy.
- Zbliż się Acor i powiedz mi jak nazywał się twój ojciec? - zapytała z uśmiechem.
Basior ostrożnie zbliżył się do wadery:
- Mój ojciec miał na imię Elnest - odpowiedział niepewnie.
- A więc to prawda twój ojciec rzeczywiście był Antykiem- Litka powiedziała tajemniczo.
- Co to znaczy?- zapytaliśmy jednogłośnie
- Antyk, według legendy był jedynym który przeżył Hierarchie Demonów. Za czasów starożytnych demony opętały cały świat. Wtedy dziesięciu antyków postawiło czoła bestią.Wygrali walkę lecz straty były ogromne.Potem antyki zostali podzieleni na dziesięć plemion w których byli uważani za bogów. Twój ojciec był alfą tego klanu przez parę miesięcy potem uciekł stąd bo zło chciało go zniszczyć. Według prawa ty jako jego syn powinieneś zasiąść na tronie jako prawowity następca ale oczywiście możesz zrezygnować.

Acor?

środa, 26 listopada 2014

Od Twil'a CD Terry

Wywróciłem oczami.
-  Uważam że nie jesteś psychiczna. Jesteś inna, nie lepsza nie gorsza,ale inna. Ja też jestem inny. Cieniem Nocy. Nie mam nikogo i nigdy nie szukałem.
Wzruszyłem ramionami.
- I wiedz że nie chcę żebyś się zmieniała. Jesteś jaka jesteś i to właśnie mi się podoba. Nie przestań sobą być. Nie jesteś z przezroczysta. To dobrze.
Uśmiechnąłem się swojsko.
Terra?

Od Acor'a CD Wenus

- Ide - odparłem cicho zmieszany obecnością bogów.
- Patrz ! - zawołała chwytając mnie za ramię.
Zobaczyłem małego tygrysa.
- Fajny - odparłem trochę ponuro.
Jakoś tak, nie wiem coś mi do gustu nie przypadł.
Czułem że z nim mogą być niemałe kłopoty.
Wenus ?

Od Terry CD Twilight'a

Poszłam obok niego.
- Ja też jestem sobą - odparłam.
- Właśnie dlatego możesz mnie uznać za jakąś wariatkę, wadere psychiczną czy coś takiego - odparłam z lekkim smutkiem.
- I się nie zmienie - odparłam trochę oschle.
Lubiłam siebie. Mimo że według wszystkich byłam nienormalna, mi to nie przeszkadzało.
- I nie musze cię znać nawet w połowie, by powiedzieć że jesteś zajebisty - popatrzyłam na basiora podnosząc lekko kąciki ust.
Nie wiedziałam co on o mnie myśli.
Ja go mimo wszystko lubiłam. Od wielu lekarzy słyszałam że mam także coś podobnego do raka.
Ale na razie nic nie wiadomo.
Mam 80 % że dożyje starości i 20 % że moje życie skończy się za rok lub dwa.
Twilight?

wtorek, 25 listopada 2014

Od Hitachi`ego CD Livrey

Zimno, czułem jedynie zimno. Ono wręcz paraliżowało moje ciało, każdy mój nerw był sparaliżowany. Kiedy otworzyłem oczy i wziąłem oddech, biała mgiełka uniosła się nade mną, przed sobą widziałem rozmazane kształty. Były to jakieś wilki, które krzątały się w około. Ale gdzie ja jestem? Czy tak wygląda miejsce, do którego trafiamy po śmierci? Zimne i nieprzyjazne? Zamrugałem kilka razy oczyma i wszystko stało się wyraźniejsze, te wilki to był mój brat, moja siostra i Descartes. Czyli jestem u medyka? Przecież ja się utopiłem, jak oni mnie zdążyli uratować?
-Hitachi? Wszystko w porządku?- usłyszałem miękki głos swojej siostry
Spojrzałem na nią zdziwiony, nie za bardzo rozumiałem tą zaistniałą sytuację. Livrey, czy z nią wszystko w porządku? Nic nie wiedziałem, jak miałem być spokojny lub jak miało być ze mną wszystko w porządku?
-Nic nie jest w porządku! - warknąłem i spróbowałem wstać, jednak szybko zostałem położony siłą na swojej pryczy
-Hitachi! Zachowuj się! - brat mnie skarcił
-Co z Livrey, chcę ją zobaczyć, idę do niej!
-Możesz być posłuszny!? - Ronin krzyknął a ja na niego warknąłem, to go trochę zdziwiło
-Nigdy nie byłem Ci posłuszny, nikomu z was... zawsze chodziłem własnymi ścieżkami - powiedziałem po czym wstałem
Minąłem ich po czym wyszedłem ze szpitala, na ten ziąb. Na śniegu widziałem ślady, czyli przynajmniej wiem skąd mnie przynieśli. Idąc wzdłuż nich, po środku swojej drogi napotkałem Livrey, zdziwiła się na mój widok.

(Livrey?)

Od Twilight'a CD Terry

Aż się zakrztusiłem i pokręciłem głową. Spojrzałem z niedowierzaniem.
-Nie jestem zajebisty.-utkwiłem oczy w słońcu.- Nie znasz mnie nawet w połowie. I nie jestem także kochasiem.
Prychnąłem prze ciągle,mrużąc oczy w jasnym blasku. Nie miałem rodziny,nie miałem przyjaciół, nie miałem nikogo.
- To kim jesteś?
Zapytała patrząc na mnie badawczym wzrokiem.
-Sobą. A tak na marginesie idziemy stąd.
Zeskoczyłem kilkoma skałami ze wzgórza.
Terra?

od Wenus C.D Acor'a - Nowy przyjaciel


Przeszliśmy przez most i skręciliśmy w szeroką ulice prowadzącą do wielkiej auli. Tam miała być moja mama:
- Myślałam że już cię nigdy nie zobaczę- usłyszałam za sobą głos. Była to moja mama. Nie widziałam jej bardzo długo. Była bardzo ładna. Miała piękny biały ogon i szarą sierść. Jej oczy były takie jak dawniej.Zielono-niebieskie.
- Cześć, mamo co u ciebie?- zapytałam nie chętnie. Dawno jej nie widziałam, nie wiem czy się zmieniła czy nie na pewno nadal mnie kocha:
- Przyprowadziłam Acor'a jak prosiłaś- trąciłam go w ramię.
- Świetnie, jutro niech przyjdzie do mojej jaskini. Chce z nim porozmawiać . Zaprowadź gościa do pałacu.- zaproponowała i odruchowo wskazała pałac wznoszący się nad wzgórzem.
- Będę mieszkał w pałacu- basior nie mógł uwierzyć. Był tak szczęśliwy że nie zauważył jak zostaje w tyle. Zaprowadziłam go do jego pokoju. Pałac był specjalnie wybudowany na tę uroczystość. Wieczorem przy kolacji mama przyniosła mi wspaniały prezent. W koszyku wygodnie leżał mały tygrysek:
- On urośnie- przestraszyłam się.
- Nie, ta rasa jest bardzo mała- uspokoiła mnie mama.
- Będziesz nazywał się Dexter jak ten książę- byłam zauroczona małym tygrysem.
- Acor, chodź tutaj-zawołałam.
Acor ?

poniedziałek, 24 listopada 2014

Od Kiyoteru C.D. Izaline


- Masz rację... - odpowiedziałem odsuwając się od źródełka. Rzeczywiście taka umiejętność bardziej szkodzi niż pomaga. Po chwili łapa, którą wcześniej miałem zranioną, zaczęła boleć. Ucieszyłem się trochę z tego powodu, ale tej wody wypić już nie zamierzam.
- Już jest ok - stwierdziłem.
- Zagoiło się? - zapytała.
- Nie, zaczęło boleć.
Na wszelki wypadek zrobiłem kolejną ranę w tej samej łapie. Bolało tak, jak powinno, czyli przez cały czas bez przerwy.
- Chociaż tyle... Ale po co zrobiłeś drugą ranę?
- Chciałem się upewnić, czy ta woda dalej na mnie działa. Przynajmniej wiem, że już przestała działać.
<Izaline? Braki pomysłów chyba są zaraźliwe :c >

niedziela, 23 listopada 2014

Od Terry CD Twilight'a

- Ty kurde kochasiu - zaśmiałam się lekko i szturchnęłam go w ramię.
Nie znałam tego języka co on nim gadał, ale że to było przekleństwo to to było pewne.
- Co chcesz robić ? I wcale nie mam pięknych oczu, jak każda przeciętna wadera - uśmiechnęłam się pogodnie.
Nigdy nie zwracałam uwagi na mój wyglą, nie byłam nigdy taka , modnisia ".
Ani żadne, och jaka ładna, ech jaka cudna !
XD.
- Ty jesteś zajebisty, to ci musze powiedzieć - odparłam z wielkim uśmiechem wpatrująć się w basiora.
Twilight ?

Od Twilight'a CD Terry

Gorąco ulokowało się na moich policzkach. Ja się rumienię?O.o
-Twoje oczy są piękne,dlatego się wpatruje. To co ładne przykuwa moją uwagę.
Spojrzałem na gwiazdy,żeby nie spojrzeć na nią. Mogło to się równać z kolejnym rumieńcem. Jednak po minucie mój wzrok niepowstrzymanie wrócił do niej. Za godzinę świt. Wstałem i podszedłem do niej.
-Choć pokażę ci coś.
Ruszyłem z nią lasem na wzgórza. Nim znaleźliśmy się na miejscu słońce zaczęło już wschodzić.
- Jest piękne tak samo jak ty.- powiedziałem nim się powstrzymałem.
Zakląłem po francusku. Szczerze nie tylko to chciałem jej powiedzieć. Ona była moim wschodem słońca. Czyli zależało mi na niej. Nie w sposób "Szaleje za to-bą!" ale " Nie pozwolę żeby coś ci się stało"  O wiele bliżej. Choć też nie do końca. Raczej "lubię cię. Zaczynam ci ufać." To tak.
<Terra?>

Od Terry CD Twilight'a


- Nie wiem - odparłam z uśmiechem patrząc w oczy basiora.
Był naprawde...fajny XD.
Popatzryłam w jego oczy i dla żartu odparłam.
- Mam jakieś...nie wiem brzydkie oczy że się tak wpatrujesz w nie ? - zapytałam z pogodnym uśmiechem.
Basior się zarumienił..
Był extra..przy nim czułam się jak...JA.
Twilight ?

Od Saion'a CD Valerii


- Będę... - odparłem udając uśmiech.
Dużo wader tak mówiło.
I żadna mnie nie chciała widzieć.
- Powiedz prawde... - odparłem przełykając ślinę.
- Teraz czy coś do mnie czujesz ? - zapytałem spuszczając głowę.
- Nie kiedyś, czy teraz coż....czujesz ? - zapytałem mając nadzieję.
Ale znałem odpowiedź.
Moje uczucia są bardzo delikatne, dlatego lekkie naruszenie może spowodować....klęskę.
Już tak było, i kiedy się pozbierałem stało się to poraz kolejny.
Valeria?

Od Acor'a CD Wenus


O kurde. Moja pierwsza myśl to ,, Czy oni chcą mnie ożenić z Wenus ?! ".
A druga to ,, A ne panikuj, może to tylko herbatka ? ".
W końcu wieczorem wybraliśmy się do rodzinnej watahy Wenus.
Tam powitał mnie wielki, mosiężny wilk.
- To ty jesteś Acor ? - zapytał niskim głosem.
- Tak ? - odparłem zmieszany.
- Wchodzcie - odparł i przepuścił nas.
Wenus ?

Od Wenus CD Acor'a


- Martwe się - odpowiedziałam pusto.
- Czego, przecież to twoja rodzina- ponownie spytał.
- No bo u nas jest taki zwyczaj że młode wadery w wieku 10 miesięcy są wydawane za mąż,a ponieważ jakby to powiedzieć nasze basiory nie są zbyt urodziwe dlatego młode samice chodzą po watahach i szukają sobie partnerów.
- I co z tego ?- zapytał .
- No wiesz w moim przypadku było tak że musiałam mieć partnera z rodzinnej watahy, a ja tak nie chciałam wiec uciekłam po miesiącu znalazłam nasz klan.Boję się że zaprosili mnie dlatego żeby znowu mnie z kimś swatać- zaśmiałam się. W głębi duszy byłam przerażona.
Zastanawiałam się po co miałam przyprowadzić Acor'a. Może ...... nie chyba to niemożliwe.
Acor ?

Od Valerii CD Saion'a

Uciekłam wtedy ... mogłam przynajmniej coś powiedzieć. Było mi tak głupio. Wyszłam z jaskini pomału. Musiałam mu powiedzieć to co ja do niego czuje, ale wiem że nie będzie zadowolony. Sporo czasu zajęło mi jego odszukanie, gdyż swoją obecność w danym miejscu zatajał.
- Saion? - spytałam cicho, a ten się odwrócił - Przepraszam ...
- Nie musisz przepraszać ...
- Nie skreślam Cię, ale nie jestem gotowa. Czy będziesz na mnie czekał?

Saion x)?

Nieobecność!

Do odwołania nieobecność Emily z Klanu Everything!
~
Do odwołania nieobecność Claren i Firefox z Klanu Everything!

sobota, 22 listopada 2014

Od Acor'a do Wenus

- Przejde się - odparłem zmieszany.
Po co jacyś bogowie, mieli by mnie wzywać do ich ,,watahy" ?
Nie wiem, ale chce się dowiedzieć.
Może dlatego że.....a nieważne.
Mniejsza z tą sprawą.
Poszliśmy razem z Wenus.
Czułem że ona się przy mnie dziwnie zachowuje.
- Czemu się tak dziwnie zachowujesz ?
Wenus ?

Od Wenus CD Acor'a


- Słuchaj, jutro wyruszam do rodzinnej watahy- poinformowałam Acor o mojej wędrówce do watahy rodziców.
- A poco tam idziesz, przecież to niebezpieczne- wilk zapytał nie dowierzając w to co usłyszał.
- Raz na tysiąc lat do tej watahy przybywają wilczy bogowie i zabierają jednego śmiertelnika za boga do siebie. Ponieważ jestem córką Jowisza to powinni zabrać mnie .
ale ja postanowiłam że zostanę tu i doczekam swoich dni. Dlatego biorą moją matkę bo jest jakby żoną Jowisza. Ja jako córka muszę przy tym być.
- Ok,to idź- powiedział trochę smutnym głosem. Wiedziałam o co chodzi:
- Chodź to coś ci pokarzę- zawołałam go i pobiegliśmy do mojej jaskini. W szufladzie było zaproszenie. Pokazałam je basiorowi:

ZAPRASZAM WENUS NA UROCZYSTOŚĆ MIANOWANIE JEJ MATKI NA BOGINIĘ I ŚLUB Z JOWISZEM. UROCZYSTOŚĆ ODBĘDZIE SIĘ W AULI O ZACHODZIE SŁOŃCA 12 DNIA MIESIĄCA. ZAPRASZAJĄ
MAMA I TATA

PS:
PRZYJDŹ Z ACOR. MUSIMY SIĘ MU PRZYJRZEĆ.
- Poco chcą mnie zobaczyć- zapytał zmartwiony.
- Ubzdurali sobie coś- sama nie wiedziałam co od niego chcą.
- Musze przejść przez klan Ziemi, przepłynąć tereny upadłego klanu Magic Dreams i iść w stronę zachodzącego słońca. Idziesz ze mną ?
Acor ?

Od Izaline CD Kiyoteru

Czemu jego rana się nie goiła od razu? Myślałam, że już nigdy nie przestanie się lać... ale kiedy w końcu przestała, nie było to spowodowane źródełkiem po prostu powstał skrzep. Może źródło na niego nie działało... przecież musiało działać. No chyba, że na każdego działa w zupełnie inny sposób. Nie wiem czemu się tym tak przejmowałam, może po prostu chciałam czymś zapełnić ten wolny czas? Zamyślona podeszłam do basiora i spojrzałam na jego łapę z bliska.
-A czujesz ból? - zapytałam się zdecydowanie
-Ból? - Basior zdziwił się
-Czy jak sobie zrobiłeś ranę, łapa Cię bolała? - Zapytałam jeszcze raz
Kiyoteru uniósł łeb wyżej, przypatrując się koroną drzew. Tak jakby próbował sobie przypomnieć to, co stało się przed chwilą.
-Chwilkę pobolało, ale prawie natychmiast ból zniknął, a co?
Możliwe, że to u niego właśnie w ten sposób działało, pobolą go chwilkę nawet najgroźniejsze rany, po czym przestaną i stanie się nieczuły na to wszystko. Ale nadal będzie krwawił, to niebezpieczne, z czasem mógłby nawet przestać czuć każdą swoją ranę i nawet nie wiedząc o tym, wykrwawiłby się na śmierć.
-Nie pij już tego nigdy więcej - spojrzałam mu w oczy wypowiadając to zdanie ze śmiertelną powagą
-Niby czemu?
-Nie wiem jak to działa, ale gdybyś tego wypił jeszcze więcej możliwe, że byłbyś już nieczuły na ból a to wcale nie jest fajna umiejętność...

(Kiyoteru? Brak pomysła sory ;c )

Od Greom`s CD Kid`a

Spojrzałam na mego opiekuna . Jego oczy lśniły. Nie mogłam się przyznać. Teraz oczy utkwiły mi w ziemi .
- No powiedz co ci wisi na języku. - Podniósł mi łebek. Usiadłam gapiąc się na jego twarz . Była... przyjazna ... mila .
- Kto .... kto jest moimi biologicznymi rodzicami... Spojrzałam na Kida . Ten tylko lekko odsunął mnie i zebrał papiery w kupę i położył na jakiejś półce .
- Chciałem ci to powiedzieć gdy byłabyś starsza . Powiedział lekko zamyślony .
- Obiecuje Ci ze powiem to gdy ukończysz 2 lata na twoje urodziny . Miałam już rok... a do urodzin niedługo .
< Kidziu?  >

czwartek, 20 listopada 2014

Taka sytuacja |:

Moi drodzy!
Zaistniała sytuacja zmusza mnie do napisania tego posta, a mianowicie dostałam tak zwany 'szlaban' na komputer, który zapewne będzie trwał do końca miesiąca. |: Nie wysyłajcie mi opowiadań ani wilków, bo z telefonu nie dodam. Ale zawsze jakby co możecie pisać do mnie na howrse lub fb. :))) (kto ma moje dane, ten ma :D)
Pozdrowionka dla Was ^^
Wiecie, że w Warszawie jest śnieg? :o
~Szczerbuś vel Misia

Od Livrey CD Hitachiego

Stałam tak patrząc się w otchłań, w której przed chwilą byłam.
- Hitachi! - krzyczałam - Niech ktoś pomoże!
Miałam wskakiwać na nowo do lodowatej wody, gdy zostałam złapana przez kogoś. Zostałam odłożona na lód i spojrzałam na wilka. Był to Alfa.
- Co się stało? - spytał
- Hitachi ... - powiedziałam, a jakby Alfa wiedział dalej co się stało i wskoczył do wody
Stałam tak bezczynnie na lodzie. Nic nie mogłam zrobić. Wreszcie oboje wypłynęli. Hitachi się nie ruszał.
- Szybko idź po kogoś jeszcze - nakazał Alfa, a ja ruszyłam prędko w poszukiwaniu jakiegoś wilka
Szybko kogoś znalazłam i przyprowadziłam na miejsce. Patrzyłam się jak się cała trójka oddala, znaczy dosłownie dwójka bo Hitachi był przez nich niesiony. Z mojej winy mógł ktoś umrzeć. Stałam tak zdenerwowana na siebie, łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
- Jak ja nie-nienawidzę zimy! - krzyknęłam i udałam się po śladach
Kolejna smutna rzecz wydarzyła się w moim życiu. Kolejny raz z mojej przyczyny. Ślady zaprowadziły mnie do szpitalika.

Hitachi?

Od Saion'a C.D. Valerii

- Wiedziałem ! - krzyknąłem i w smutku upadłem na ziemię.
Kochałem ją, a ona jak każda uciekła.
Jestem taki zły ?
Wbiłem pazury w ziemię, i rozpaczałem.
Ale potrafiłem się pozbierać.
Wstałem.
- Nic nowego - odparłem, znowu zmieniłem się w oschłego, wredote.
- Najwidoczniej nie zasługuje - odparłem sucho i zacząłem iść obojętnym krokiem powstrzymując rozpacz.
Val ?

Od Acor'a C.D. Wenus

- No może - odparłem uśmiechając się.
Wskoczyłem do wody, i natychmiast złapałem rybę.
Szybko się wynurzyłem.
- Nie lubisz wody ? - zapytała dziwiona.
- Nie za bardzo, mój żywioł to ogień - odparłem z skwaszoną miną.
Zamiast coś zjeść, siedzieliśmy do południa na kamieniach.
Wadera wyglądała jakby zaraz miała mi coś powiedzieć.
Wenus ?