piątek, 28 lutego 2014

Od Zuko cd historii Mako

-Daj mu już spokój, ty się nie musiałeś tak wydzierać - warknęłam po czym sprawiłam że bicz zamienił się w zwykłą wode która wylądowała ma głowie Maka basior warknął patrząc się na mnie ze złością
Zaśmiałam się cicho widząc wkurzoną minę przemoczonego do suchej nitki basiora. Już miał coś powiedzieć kiedy do na polanę zaczęli się schodzić rodzice wilczków. Pod koniec zostałam tylko ja, moje rodzeństwo i Mako.
-To ja już będę się zbierał.. - powiedział Mako
-Zawariowałeś!? - wykrzyknęłam - jest ciemno..a do tego jesteś daleko od Klanu Everything, poczekamy tu z tobą aż ktoś po ciebie przyjdzie, ok?
-Ale nikt po mnie nie przyjdzie, bo moja mama nie wie gdzie jestem w tej chwili, poza tym to nie wasza sprawa - wzruszył ramionami
Westchnęłam, czemu wszystkie basiory były takie nieugięte, proponowało im się pomoc to nie mogli już co najwyżej podziękować? Odwróciłam się w stronę mojego rodzeństwa i oznajmiłam im że odprowadzę Maka kawałek a potem sama wrócę. Oczywiście zaczęli na mnie wrzeszczeć że lepiej by już było gdyby on sam poszedł ponieważ jestem od niego mniejsza i w ogóle.. Prychnęłam po czym powiedziała spokojnie że zaraz przyjdę i żeby ruszyli w stronę domu. Sehan chwilę się zastanawiał ale po chwili przytaknął i wraz z Yuno i Ivenrosse ruszył w kierunku Klanu Wody.
-Ale jesteś uparta - powiedział Mako - naprawdę nie trzeba..poradzę sobie
- Chyba nie myślisz że cię pod sam Klan Everything podprowadzę, maksymalnie przejdę z tobą 2 kilometry, nie więcej
-To już prędzej możesz stać i się stąd nie ruszać - prychnął
Zaśmiałam się i ruszyłam przed siebie, po chwili basior zrównał ze mną krok, gadaliśmy o różnych rzeczach. Okazało się że Mako wcale nie jest takim idiotą za jakiego go miałam, był fajny i to nawet bardzo. Nawet się nie zorientowaliśmy kiedy było już całkiem ciemno.
-Wydaje mi się że powinniśmy być już dawno w samym Klanie Everything - powiedział
-Skąd wiesz?
-Bo idąc na tamtą polanę szedłem o wiele krócej, poza tym nie kojarzę tych terenów, nic a nic.
Obejrzałam się wokoło, ledwo widziałam Mako, tak było ciemno. Nagle usłyszeliśmy za sobą jakiś ryk. Poczułam jak jeża mi się wszystkie włosy na karku, odwróciłam się gwałtownie za siebie i dostrzegłam żółte, wielkie i wrogie ślepia wgapione w nas. Po chwili zwierze ryknęło jeszcze raz, jego kark dziwnie się wygiął po czym zwierze odbiło się od ziemi i wylądowało przed nami. Było to podobne do niedźwiedzia..lub wielkiego kota..a może wszystko na raz? Gdy zwierzę krzyknęło po raz kolejny opluwając nas śliną krzyknęliśmy i rzuciliśmy się do ucieczki, Mako był ode mnie szybszy więc biegłam za nim.
-Zuko! Pośpiesz się! Zaraz cię..
Nie zdążył dokończyć ponieważ zwierze uderzyło mnie łapą z potężnymi pazurami w plecy. Krzyknęłam i stoczyłam się z górki wpadając w jakąś dziurę co chwilę zahaczając o kolce. Wylądowałam na plecach, czułam że mam je całe poorane i że leje się z nich krew. Wszystko nagle ucichło, jęknęłam z bólu. Sprubowałam wstać gdy nagle coś przemknęło obok mojego łba, straciłam równowagę i upadłam. To było to zwierze, próbowało mnie wyciągnąć z tej dziury. Wycofałam się jak najgłębiej w dziurę, ale to nic nie dawało, łapa zwierza przedzierała się przez kolce. Jakby w ogóle nie zważała na ból. Mako pewnie już myślał że nie żyję, zresztą zaraz i tak to się stanie. Spojrzałam w bok szukając jakiegoś drugiego wyjścia kiedy to końcówka pazura drasnęła mój policzek. Niemozliwe..przecież przed chwilą miałam jeszcze 30 cm luzu od tej potwornej łapy! Krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam po czym zacisnęłam oczy czekając na swój koniec.

(Mako? XDD)

czwartek, 27 lutego 2014

Od Arren'a CD historii Loren

Spojrzałem ze zdziwieniem na waderę. Patrzyłem jej przez kilka sekund w oczy lecz potem opuściłem wzrok.
- Za szybko? - Posmutniała.
- Posłuchaj. Nie powiedziałem "nie".... Daj mi to jeszcze przemyśleć. Spotkajmy się tutaj o 22:00. Ok?
- No dobra... - Powiedziała smętnie i odeszła.
Zrobiło mi się jej żal. Przez kilka godzin chodziłem po klanie i myślałem. Gdy było za dziesięć 22:00 podjąłem decyzję. Udałem się do altanki. Po kilku minutach przyszła Loren. Usiadła obok mnie. Widać że była smutna. Nie patrzyła na mnie. Ująłem ją za podbródek.
- Teraz nie będziesz na mnie patrzeć? - Uśmiechnąłem się.
Pocałowałem ją.
- T - t - to znaczy że....? - Zapytała.
Pokiwałem głową a ta dosłownie się na mnie rzuciła.

Loren? ;P

środa, 26 lutego 2014

Od Loren

Dołączyłam do Klanu Everything i poznałam boskiego basiora,Był nim Arren. Był boski. *_*. Dziś rano wstałam i wybiegłam z jaskini na polanę. Zauważyłam Arren'a, podeszłam do niego.
- Cześć - powiedziałam
- O cześć, ty jesteś Loren, tak?
- Tak - uśmiechnęłam się i zatrzepotałam swoimi rzęsami - Co teraz robisz?
- A wybierałem się na małą wyprawę, może zechcesz ze mną iść?
- Z wielką chęcią - powiedziałam
Basior ruszył pierwszy, a ja szłam za nim. Był najprzystojniejszym basiorem jakiego widziałam. Udaliśmy się do wilczej altanki. Tam z basiorem rozmawiałam przez cały czas.
- Arren, chcę abyś wiedział, że jestem w tobie zakochana i chciałabym być z tobą - powiedziałam i spojrzałam się na nigo

Arren dokończ

Zmiana pory roku na wiosnę!

Zmiana pory roku na wiosnę!

Nowa członkini KE - Loren



LOREN

wtorek, 25 lutego 2014

Od Mako CD historii Zuko

Miałem zadać Zuko jakieś pytanie, ale nie wiedziałem jakie.
- Boisz się ognia? - spytałem
I tak nie miałem pomysłu na jakieś inne pytanie.
- No ... sama nie wiem - powiedziała i spojrzała się na mnie - Chyba nie
Później każdy każdemu zadawał pytania. Następnie udaliśmy się nad jezioro. Szczeniaki z Klanu Wody popisywały się umjętnościami, zauważyłem że z Klanu Everything kilka szczeniaków również podbiegło do reszty. Ja również wszedłem do wody i wywołałem błękitny ogień na mojej łapie, położyłem go na wodzie, tak, że nie mógł zgaść, ani nikogo oparzyć. "Wskoczył" na liść lili wodnej. Wpatrywałem się w to jawisko, gdy nagle byłem pod wodą. Wyskoczyłem z wody na płycizne i spojrzałem się zezłoszczony na resztę.
- Nie umiesz pływać? - spytał Sehan i się zaśmiał
- Nie spodziewałem się, że wyląduje pod wodą! - krzyknąłem i zezłoszczony skierowałem w niego ogień, a ten ochronił się wodą, którą cisnął we mnie
Odskoczyłem.
- Ej przestańcie! - krzyknął Leon
- On zaczął! - spojrzałem się na Leon'a, przy czym dostałem czymś w rodzaju wodnego bicza, ale tylko mnie to odepchnęło

Zuko

niedziela, 23 lutego 2014

Od Desota " Podróż u kresu" cz. 1

Stałem na skale, stąd miałem doskonały widok na cały Klan Wody. Krajobraz rozciągający się wokoło, zapierał dech w piersi. Przymknąłem oczy i wiatr unosząc wokół mnie wyschnięte liście unoszące się wraz z płatkami śniegu zatoczyły krąg wokół mojej szyi po czym odpłynęły po niebie w dal. Byłem już stary, a dopiero pamiętam jak wesoło skakałem po łące wraz z moim rodzeństwem, gdy jeszcze żył mój ojciec David. Ale czas szybko płynął, jak woda w rzekach których było pełno w Klanie Wody. Spojrzałem jeszcze ostatni raz na ten piękny zapierający dech w piersiach widok po czym zszedłem ze skały, kierując się w stronę łąki obecnie znajdował się prawie cały Klan. Wilki radośnie rozmawiały i prowadziły rozmowy na różne tematy. Ja nie miałem z kim rozmawiać ostatnio Glimmer czuła się okropnie, ledwo żyła i miała problemy z chodzeniem. Taka prawda, oboje się starzeliśmy, na każdego przyjdzie pora, nawet na nas. Kilka wilków spojrzało na mnie kiwając łbami, co było dla mnie oznaką szacunku. Kiwałem łbem w odpowiedzi dumnie krocząc przez łąkę, codziennie dawałem po sobie poznać że jestem silnym wilkiem zdolnym zabić młodego, silnego basiora. W rzeczywistości z dnia na dzień byłem coraz słabszy. Co sprawiało że budziłem coraz większy szacunek w Klanie Wody. Byłem znany jako najstarszy dotąd Alfa Klanu Wody. W sumie to nic takiego w nim nie robiłem prucz przynuesienia od czasu, do czasu skór zwierzęcych niektórym wilkom w zimie lub zaopatrywaniem spiżarni na zimę. Zrobiłem obchód po całym Klanie Wody po czym wróciłem na skałkę z ktorej rozpocząłem swój obchód. Dzisiejszy dzień patrolu przypadał mi. Właściwie działo się to często ponieważ odkąd tak zwana rodzina Alf, jest uznawana za zwykłych członków. Coraz częściej ten przywilej pada na Emerytowane Alfy, Bety bądź Gammy. Z tym że z Emerytów tylko ja pełnię służbę ponieważ Glimmer nie jest w stanie. Westchnąłem po czym zacząłem się rozglądać, wszystko wydawało się być spokojne. Cały czas to jakiś szczeniak radośnie biegał po skałkach co było niebezpieczne ale pozatym nic innego się nie działo. Gdy wreszcie zrobiło się ciemno i rodzice lrzyszli lo swoje dzieci mogłem wrócić do domu. Po drodze spotykałem nieliczne wilki wracające z łowów i zdarzyło się nawet widzieć jednego wilka goniącego po łące ze swoim towarzyszem. Nagle zza rogu wybiegł jakiś wilk, nie kojarzyłem go gdyż nie był w naszym Klanie. Zresztą miał na sobie kaptur. Warknąłem i gdy przebiegał koło mnie skoczyłem na niego przewracając go. Wilk uderzył o ziemię a z łba zleciał mu kaptur. Gdy zobaczyłem kim był ten wilk, zamarłem. Nie..to przecież niemożliwe, jak? Nie..to musi być po prostu głupi sen. Wilk wpatrywał się we mnie swoimi żółtymi ślepiami. Tym wilkiem, był mój ojciec.

CDN

Od Zuko cd historii Mako

Gdy wraz z wszystkimi szczeniakami z Klanu Wody pojawiliśmy się na polance gdzie były wszystkie szczeniaki, z wszystkich Klanów, dało się dostrzec że jeden szczeniak z ciekawym spojrzeniem przygląda się wszystkim. O co mu mogło chodzić? Gdy spojrzał na mnie uśmiechnęłam się lekko ale niechętnie, nie lubiałam gdy ktoś wpatrywał się we mnie. Zaczęłam rozmawiać z Yuno, wprawdzie za nią nie przepadałam ale od czasu do czasu z własną siostrą mogłam pogadać. Jednak po chwili naszą rozmowę przerwał ów basiorek stojąc nad nami.
-Skąd jesteście?
-Z Klanu Wody - odpowiedziałam ja, ponieważ moja siostra była płochliwa - A ty?
-Z Klanu Everything, moją mamą jest Alfa - wypiął dumnie pierś - a wy, jakiej jesteście ''rangi''
-Alfa Klanu Wody to nasz wujek - wtrącił się mój brat - więc jeśli nie chcesz oberwać od niego to lepiej je nie podrywaj
Kilka wilczków zaczęło się śmiać, natomiast ja przewróciłam oczyma i warknęłam na brata rzucając się na niego. Zdezorientowany runął na ziemię, zaczęłam warczeć na niego pokazując kto tu rządzi. Wszystkie wadery podbiegły do mnie śmiejąc się z Sehana. Natomiast basiory podeszły do niego mówiąc ''zrobiła to nie fair''. Uśmiechnęłam się do basiora do którego jeden wilk zwrócił się Mako. Mako? Ciekawe imię. Gdy wszyscy się uspokoili usiedzliśmy w kółku i zaczęliśmy rozmawiać. Kilka wilków wpadło na pomysł w grę ''Pytanie lub wyzwanie'' zgodziliśmy się. Pierwsza zaczęła Yuko, wypadło na to że ma zapytać mnie więc się zaśmiałam.
-A więc Zuko, jaki kolor wolisz, żółty czy niebieski
-Zdecydowanie niebieski - odpowiedziałam
Graliśmy tak jeszcze dłuzszy czas, dużo było przy tym radochy. Aż tu nagle wypadło na to że ten basior o imieniu Mako ma mi zadać pytanie. Zaciekawiło mnie o co on też może mnie spytać.

(Mako? xd)

Od Zefira cd historii Demanii

Byłem bardzo zaskoczony, że Demanii mnie znalazła. Wiedziałem, jednak że teraz jesteśmy w dużych tarapatach. Strażnicy cały czas chodzili w tę i we tę po korytarzach. Miałem nadzieje, że nie usłyszeli nas. Spojrzałem na waderę. Była cała poturbowana, posiniaczona i poraniona. Moja biedna… miałem nadzieję, że już niedługo uda się jej wyzdrowieć. Nie wiedziałem co najpierw powiedzieć.
- Jak się tutaj dostałaś, przecież Desoto… - powiedziałem, lecz wadera mi przerwała
- Nicklase pomógł mi uciec, a Szere pomógł ciebie znaleźć - powiedziała powoli przestając płakać
Otarłem jej oczy z łez i delikatnie ją przytuliłem.
- Musimy się stąd jak najszybciej wydostać. W każdym momencie mogą nas znaleźć strażnicy - powiedział Szere i zbliżył się do nas
- To się pospieszmy… mam już serdecznie dość tej wody - powiedziałem wyjmując łapę z pod wody
Wadera tylko cicho się zaśmiała, a smok zaczął się rozglądać po korytarzach.
- Jak na razie jest czysto. Idziemy - oznajmił smok, a my dołączyliśmy do niego
Musieliśmy iść gdyż smok nie uniósłby nas obojgu. Powoli kroczyliśmy na przód, a Szere cały czas się bacznie rozglądał. Wadera po chwili zaczęła mocno utykać od ran, więc gad zabrał ją na swój grzbiet. Staraliśmy się iść jak najciszej się dało choć brodząc w tej wodzie było to trudne zadanie. Kiedy byliśmy już prawie przy wyjściu do lochów wszedł jakiś wilk. Udało nam się schować za jedną ze ścian, ale gdy ten już prawie przeszedł obok nas wadera odetchnęła z ulgą. Wilk to usłyszał i od razu się cofnął. Zaczął warczeć i w tym samym momencie zauważyli nas inni strażnicy. Kilka wilków zbiegło w góry i zablokowało wyjście. Zaczęliśmy szybko uciekać przez jedyny nie zablokowany korytarz. Smok z waderą na plecach wyprzedził mnie i wręcz leciał nad ziemią. Jakimś dziwnym trafem w tamtej części lochów nie było już wody tylko bruk okryty mchem. Starałem się ich nie zgubić gdy nagle grunt pod moimi łapami się rozpadł, a ja spadłem na piętro niżej. Usłyszałem głośny krzyk Demanii, jednak smok ją uciszył, po czym zauważyłem jak sprawnie przeskoczył nad szczeliną, w którą wpadłem i przeleciał nad wilkami. Miałem nadzieje, że uda im się uciec. Po chwili usłyszałem ciche powarkiwanie z jednego końca korytarza. Był to jeden ze strażników. Zacząłem biec w przeciwną stronę. Po dłuższej chwili uciekania woda znowu zalewała korytarze, lecz tym razem była o wiele głębsza. Zacząłem szybko płynąć przed siebie, gdyż moje skrzydło zostało złamane podczas upadku. Myślałem, a raczej wiedziałem, że strażnik na pewno mnie dogoni, ponieważ woda to nie jest mój żywioł. Po jakimś czasie takiego płynięcia natknąłem się na ścianę. Rozglądałem się zdezorientowany w poszukiwaniu jakiegokolwiek wyjścia, jednak na daremno. Kiedy odwróciłem się w stronę, z której przypłynąłem zauważyłem tamtego wilka. Zanurkowałem w mętnej wodzie z nadzieją, że pod wodą będzie jakieś przejście. Chwile machałem łapami w wodzie w tę i we w tę, kiedy nagle zauważyłem jakąś dziurę w ścianie, a raczej wyczułem ją łapami. Szybko tam wpłynąłem, ale kiedy już byłem po drugiej stronie ściana się zawaliła blokując drogę wilkowi, ale także mi wyjście. Powoli zacząłem wypływać na powierzchnie, gdyż tlen w moich płucach już się kończył. Kiedy wziąłem już oddech powietrza miałem gdzieś w sobie nadzieje, że będzie to świeże powietrze, lecz zawiodłem się, gdyż powietrze tam było jeszcze bardziej duszne niż w korytarzach lochów. Powoli wychyliłem łeb nad wodę. Moim oczom ukazał się widok gwiazd i księżyca. Po chwili zauważyłem, że widziałem tylko dzięki szklanej kopule, która górowała nad jakimś lasem. Kiedy zacząłem się rozglądać wokół siebie zobaczyłem coś w stylu jakiegoś przejścia na drugim końcu pomieszczenia gdzie wody już nie było. Podpłynąłem tam ostrożnie. To miejsce nie wydawało mi się na całkiem opuszczone. Udało mi się wyjść z wody, gdy poczułem jakiś dziwny zapach. Sam nie potrafię go opisać. Przypominał on trochę zapach studzienki w tamtym ukrytym mieście. Na końcu korytarza świeciła żółto-zielona łuna i to właśnie stamtąd pochodził ten dziwny zapach. Możliwe, że to ciekawość lub sama wiedza, że nie ma z tamtego pomieszczenia innego wyjścia skusiła mnie do ruszenia przez tunel. W pewnej chwili usłyszałem jakiś cichy hałas, który jak się okazał był krokami jakiegoś człowieka. To był staruszek z pomarszczoną twarzą i z białymi źrenicami. Wyglądało na to, że to tylko jakiś ślepy starzec z siwymi włosami i w białym, aptekarskim fartuchu. Po chwili ten człowiek ziewną i przeszedł do innego pomieszczenia. Usłyszałem zgrzyt starego łóżka i chrapanie. Postanowiłem wyjść z tunelu i rozejrzeć się. Wszędzie było pełno półek z książkami. Zacząłem je przeglądać. Po chwili w moje łapy trafiło kilka nawet dobrych rękopisów. Nieopodal leżała jakaś pusta torba, więc korzystając z okazji wziąłem ją i schowałem do niej kilka książek, które z pewnością przydadzą się Demanii i innym wilkom. Kiedy już zabrałem ze sobą wszystkie interesujące mnie pisma udałem się sprawdzić co to za dziwne światło, a raczej łuna cały czas się wydobywała z sąsiedniego pomieszczenia. Zbliżyłem się tam i powoli wsunąłem łeb przez drzwi. Na środku sali stała jakaś szklana kolumna, która świeciła lekko na zielono. Zaciekawiony zbliżyłem się do tego otwierając przy okazji drzwi na oścież. W tej szklanej kolumnie coś pływało. Przyciski przy tej kolumnie, a raczej inkubatorze świeciły się jaskrawo żółtym kolorem. Tym czymś co pływało w wodzie okazał się wilk. Zacząłem mu się z zaciekawieniem przyglądać. Była to wadera o szarym kolorze futra. Jej ogon, łapy i pysk były jaskrawo zielone. Wszędzie miała rurki, które chyba pełniły funkcje zewnętrznych żył, lecz zamiast krwi przez nie płynęło to samo co znajdowało się w tym zbiorniku. Na jej szyi znajdował się naszyjnik z małą probówką, w której także znajdowała się ta sama substancja. Jej pysk wydawał się być zdeformowany, więc mu przyglądałem się dłuższą chwilę. Nagle wadera otworzyła jaskrawo zielone oczy, a ja odskoczyłem przerażony. Nie spodziewałem się, że ten wilk żyje i byłem wręcz pewien, że jest kompletnie martwa. Zaczęła przyglądać mi się z zaciekawieniem. Było to dla mnie dość dziwne, więc starałem się unikać jej wzroku. Chciałem wyjść z tamtego pomieszczenia i oddalić się od tego dziwnego miejsca. Jednak kiedy byłem już przy drzwiach usłyszałem jakiś odgłos, który powodował wilk. Odwróciłem się w jej stronę i zobaczyłem, że wadera jest wściekła i próbuje wydostać się ze zbiornika. Nie miałem zielonego pojęcia co ją tak mogło wkurzyć. Po chwili wybiła w szkle dziurę wielkości pazura przez którą zaczęła wypływać dziwna substancja. Wilk, jednak nie zaprzestał i po dłuższej chwili szamotania się w zbiorniku udało mu się wybić dziurę na tyle dużą, że mógł się przez nią przecisnąć. Dziwna substancja, która emanowała jaskrawo zielonym kolorem szybko zbliżała się do moich łap. Na moje nieszczęście staruszek usłyszał ten cały hałas rozbijanego szkła, więc już po chwili poderwał się z łóżka i zaczął zmierzać w moim kierunku. Długim susem skoczyłem w stronę jedynych nie zakluczonych drzwi. Na szczęście to właśnie one prowadziły na zewnątrz. Rozejrzałem się wokół siebie i zobaczyłem tereny, które znałem dość dobrze. To były obrzeża Klanu Mysterious Thoughts. Wziąłem głęboki oddech. Głęboki oddech zimnego i świeżego powietrza, którego tak bardzo mi brakowało. Wszędzie leżał biały puch i wiał lekki, lecz lodowaty wiatr. Właśnie wstawało słońce. Był to bardzo piękny widok. Cóż dużo się zmieniło podczas mojego pobytu w lochach. Długo, jednak nie mogłem przyglądać się pięknu tego zimowego krajobrazu, gdyż po chwili ta (najprawdopodobniej) radioaktywna wadera wyskoczyła z pomieszczenia i już szykowała się do ataku. Ledwo ją zauważyłem i już zacząłem uciekać. Moje skrzydło jednak nadal było złamane, więc musiałem biec. Wadera była niezwykle szybka, lecz po dłuższym dystansie zauważyłem, że w rurkach, które wystawały z jej skóry kończyła się ta substancja. Z dala cały czas było można dosłyszeć głos staruszka, który wołał waderę jakąś dziwną nazwą. Zgadywałem, że była to liczba i skrót od nazwy tego eksperymentu. Nagle wilk padł na ziemie martwy. Z jej rurek, a zarazem także żył ulotniła się cała substancja. To zmutowane stworzenie zaczęło się prawie natychmiast od śmierci roztapiać… rozpływać… sam nie wiem jak to dokładnie nazwać. Jej ciało zaczęło wtapiać się w śnieg, a ten z kolei przejął neonowo-zielony kolor. Postanowiłem jak najszybciej oddalić się od tamtego miejsca. Dopiero, kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi znalazłem się przy morzu, które dzieliło mnie od terenów Klanu Wody. Niestety gruby lód pokrywał tylko wybrzeże, a większość morza była nadal w stanie ciekłym. Nie mogłem latać, więc jedynym rozwiązaniem, aby dostać się do Demanii było przepłynięcie tej lodowatej wody. To płynięcie trwało naprawdę bardzo długo. W połowie dystansu byłem już prawie, że zamarznięty na kość, a moje łapy już powoli odmawiały posłuszeństwa. Nie dość, że byłem już wystarczająco wymęczony po tej całej akcji w lochach to teraz to płynięcie. Jedyne co trzymało mnie wtedy przy życiu była myśl, że gdzieś tam znajdę moją ukochaną zgubę. Kiedy było już około 4 w nocy udało mi się dobić do plaży, która znajdowała się najbliżej jaskini wadery. Wymęczony i zamarznięty wyszedłem na ląd, po czym powlokłem łapami w stronę jaskini wadery. O świcie byłem już pod jej jaskinią. Po drodze jak zawsze musiałem parę razy przystawać, aby uniknąć spotkania z jakimś innym wilkiem. Powoli wejrzałem do jaskini. Moim oczom ukazała się moja droga Demanii. Już bez siniaków i z tylko kilkoma małymi zadrapaniami. Tak bardzo się cieszyłem, że jest cała i zdrowa. Z jej oczu płynęły co jakiś czas pojedyncze łzy, a obok niej siedział Szere i pocieszał ją. Miałem nadzieje, że nie przejmie się ona za bardzo moimi ranami i złamanym skrzydłem. Powolnym krokiem i z uśmiechem na pysku wszedłem do jej jaskini i ukłoniłem im się nisko.
(Demanii? Przepraszałam, że musiałaś tak długo czekać)

Od Layli do Dragona


Leżałam sobie w jaskini i przyszedł Dragon.
- Czeeeeśććć.. - Powiedziałam.
- Co się stało?
- Żle się czuję.
Wstałam i miałam pół przymknięte oczy.
- Nie wyglądasz najlepiej.
- Odpocznij sobie a ja coś upoluje -Uśmiechnął się basior.
- Dobrze.
Padnełam na ziemię ciężko oddychając - Wszystko mnie boli.
Po 10 min Dragon przyszedł.
- Proszę. Przyniosłem tobie 2 zające.
- Dziękuje.
- A ty...? Nic dla siebie ni upolowałeś? - Spytałam.
- Nie jestem głodny.
Zaczęłam jeść.
Dragon?

Od Avon-Quest 4

Udałam się na spacer przez las na wzgórze.Był wieczór.Usiadłam i oparłam o skałę.Wpatrywałam się w niebo.Były piękne.Westchnęłam. Zobaczyłam spadającą gwiazdę.Wpatrywałam się w nią puki nie zniknęła.Nagle usłyszałam szept.
-Avon...
Głos był taki...nietypowy.Zamarłam,Ale mimo to czułam dziwny spokój.
-Tak?
-Odwróć się.
Spełniłam groźbę.Z nieba w czymś jak fioletowym dymie zstąpił...wilczy bóg.Oparłam się plecami o skałę bardziej zdziwiona niż przerażona.
-Galaxy...
-Tak.
Powiedział.
-Mam dla ciebie zadanie.
-Jakie?
-W nasze strony zbliżają się ludzie i myśliwi.Mogą znaleźć tu wszystkich.Będą chcieli zabić.Musisz odciągnąć ich jak najdalej z stąd.Zmylić.Jeśli wykonasz zadanie dostaniesz nagrodę.Zrobisz to dla klanu?
-Oczywiście. Zgadzam się.
-Wiedziałem że mogę na ciebie liczyć.
Odwrócił się i znowu z tą dziwną mgłą wbiegł na kilka niewidzialnych stopni i rozpłyną się w powietrzu.Zerwałam się i pobiegłam szukać tych ludzi.To nie było łatwe zasapałam się biegając poza terenami watahy.Szłam powoli bo usłyszałam trzeszczenie i coś jak uciszanie się nawzajem.Zobaczyłam pięcioro ludzi.Dwoje miało strzelby,a jeden pistolet. Faceci stali z przodu po bokach, dziewczyny w środku i z tyłu jakiś chłopak się kręcił.Jak ja mam ich odciągnąć?Zamyślił.am się.Zaszłam ich od tyłu.
-A mówiłeś że tu jest tyle wilków że polowanie się uda i co lipa.
-Nie.Muszą tu być.Są tu. wiem to.Przestań marudzić.Płoszysz zwierzynę.
Szczeknęłam.Usłyszeli i odwrócili się gwałtownie.
-Wiedziałem...Kici kici futszaku...
Zaczęłam powoli biec.Pojękiwałam,szczekałam,powarkiwałam,Strzelałam gałęziami.Usłyszałam strzał.Pudło.Chłopak zalką i zaczął za mną biec.Z całą resztą bandy.Oddali kilka strzałów.Dostałam w ramię.Wrzasnęłam.
-Hah,dostał.Bierzemy go!
Próbowałam biec szybciej.Rana się zagoiła,a kula upadła na trawę. Gonili mnie tak parę kilometrów.Nie chcieli zrezygnować.Wiedziałam że muszę ich przestraszyć żeby uciekli gdzie pieprz rośnie.Zaczęłam tworzyć iluzje.Wilki,kruki duchy ,cienie itp.
-Gdzie on jest?
-co to za głosy?Patrz.
Przerażona wpatrywała się w iluzje.



-Zabijemy go.
Unieśli broń i strzelali w niego,ale jemu nic się nie stało.Podchodził coraz bliżej ich.Warczał.Na ramieniu iluzji usiadł sztuczny kruk o krwisto czerwonych oczach.Dziewczyny wrzasnęły i zaczęły uciekać.Faceci za nimi.Wsiedli do samochodu.Kruk skoczył im na maskę a z oczy kapały mu czerwone łzy.



-Łaaaaaaa
Wcisnęli pedał gazu i pognali aż się kurzyło.Uśmiechnęłam się zadowolona z siebie.Już tu nie wrócą i nikt nie uwierzy co widzieli.
Wróciłam na tereny mojej watahy.Przede mną znowu pojawił się Galaxy.
-Wykonałam zadanie.
-Oto twoja nagroda.......

Od Carlosa-c.d Still Loving

Nie mogłem się nie uśmiechnąć.
-Nie jesteśmy parą...jeszcze-dodałem ciszej.-Ale dzięki.
Szczeniak zrobił zaciekawioną minę.
-A będziecie?
Zerknąłem na Still Loving.Czy będziemy razem?Była ładna.Nie, nie ładna piękna.
-Być może.
<Still Loving?>

sobota, 22 lutego 2014

Od Arashi cd historii Carstaira

Zaczeliśmy się rzucać śnieżkami. Było naprawde super. Bawiłam się jak nigdy.
W pewnym momęcie gdy chciałam rzucić śnieżką w Carstaira potknęłam się i upadłam na niego. Zaczeliśmy się  wygłupiać na śniegu. Gdy już przestaliśmy, leżeliśmy jak dwie małpki na plecach śmiejąc się jak dałny (xD)
-Wiesz zimno mi się zrobiło chyba już pójdę do domu..-powiedział basior wstając.
-A .. może wspólna herbatka u mnie ?-zaproponowałam otrzepując futerko ze śniegu.
-...hmm..
-No zgudź się ..
-No okey-uśmiehnął się a ja odwzajemniłam uśniech. Gdy dotarliśmy do mojej jaskini, Carstair usiadł w fotelu, a ja zaparzyłam herbate.
-Prosze-podałam mu herate i zaczeliśmy rozmawiać..Rozamwialiśmy o wszystkim i o niczym.
Wkońcu zrobiło się późno więc Carstair poszedł do swojej jaskini. Połozyłam sie spać. Następnego dnia obudził mnie śpiew ptaków... ten klany był... szalony xd..
Wyszłam z jaskini i poszłam coś upolować. Po drodze spotkałam Carstaira.

(Carstair?)

Od Mako

Wybiegłem z jaskini, usłyszałem wołanie mamy za sobą.
- Będę później, idę zwiedzać! - krzyknąłem i dalej biegłem
Skakałem po skałach i co jakiś czas strzelałem ogniem. Widać ten żywioł będzie w naszej rodzinie dziedziczny, chodź słyszałem, że pra pra pra babcia miała żywioł wody. No trudno. Widziałem grupkę szczeniaków siedzącą na trawie, o czymś gadały. Wziąłem rozbieg i skoczyłem nad nimi, machnąłem łapą i tuż za nią pojawił się płomień ognia. Skoczyłem na łapy i się odwróciłem. Szóstka szczeniaków stała i patrzyła się na mnie ze zderwowaniem.
- Oszalałeś?! - krzyknął eee mój kuzyn czy ktoś tam z rodziny, wiem tylko tyle, że jego ojcem był Sombre, czyli brat mojego pra pra dziadka
- Wyluzuj! - zawołałem i się uśmiechnąłem
Po chwili zgromadziło się na polanie więcej szczeniaków z różnych klanów. Widać chciały zwiedzać tereny i aż tu przyszły. Wszystkich razem nas było szesnaścioro. Czułem się, że tylko ja mam żywioł ognia, no bo z Klanu Wody wszystkie szczeniaki na pewno miały żywioł wody, a reszta z mojego klanu nie fascynowała się ogniem. Westchnąłem i usiadłem na kamieniu.

Jeden z 15 szczeniaków dokończ ...

Od Lucyfera - Cd historii Dhirena

Wilki zatopiły swoje pyski w soczystym, a zarazem świeżym mięsie. Można powiedzieć, iż było najwyższej jakości. Pożywienie z łatwością się gryzło, a kawałki łatwo połykało. Jedynym minusem było to, że kości wgryzały się w ich zęby.
Po skończonym posiłku, każdy z nich wytarł swój pysk łapą bądź ogonem. Plamy na ich futrze były dowodem, że zjedli naprawdę wyśmienity posiłek. To była prawda, bo tak właśnie było. Kości, które było dość spore zostały na swoim miejscu. Również zostały małe kawały mięsa, ale ich nie dało się jeść, bo były oblepione zamarzniętą trawą.
    - Może się przejdziemy, albo pójdziemy się położyć? - Zaproponował Basior.
    - Z miłą chęcią, ale ja wybieram opcję drugą – odpowiedziałem, wydając z siebie cichy chichot.
    - No dobrze, ale najpierw znajdźmy wolną jaskinię, abyśmy mogli się położyć – oznajmił Wilk.
Zgodziłem się z nim. Ruszyliśmy szukając po różnych częściach naszego terytorium dobrej jaskini. Trudno było znaleźć jakąkolwiek, ponieważ prawie wszystkie były zajęte. Wystarczyło tylko poszukać, a jaskinia sama się znajdzie.
Chodziliśmy już prawie godzinę, a ja byłem bardziej zmęczony. Nigdzie nie było, w końcu poszliśmy do jaskimi Dhiren'a aby tam wpaść w głęboki sen. Gdy dotarliśmy, ja już szukałem jakiegoś posłania, znalazłem je na najwyższym piętrze. Ułożyłem się tam, a przyjaciel obok mnie.
Usnęliśmy, od czasu naszego obiadu mogliśmy po raz pierwszy odpocząć, to było jak mały cud – cud spania. Zamknąłem blade powieki, próbując znaleźć właściwą formę do spania. Gdy ją już znalazłem, pozwoliłem sobie wejść do krainy snu.
Był ogród pełen róż, a nawet kwiatów z całego świata. Każda roślina miała swoje miejsce, odpowiednie wedle ich warunkom. Drzewa oblepiały szkarłatne kamienie, które świeciły na różne kolory. Ptaki nie miały głów, a tylko ogon, skrzydła i ciało. Pozostała część zwierząt wyglądała tak samo, tylko nie mieli skrzydeł. To był naprawdę dziwny widok, do tego wszystkiego dołożone gadające rośliny i drzewa. Chmury? Były koloru różowego, białego, niebieskiego i czerwonego. Niebo o dziwo przybrało barwę zieloną, kolejne dziwne zjawisko. Poruszałem się w tym świecie, a w nim był również Dhiren.
    - Ty też to widzisz? - Z ust basiora wydobyło się pytanie.
    - T-Tak – wyjąkałem, zupełnie nie wiedząc co powiedzieć.
Stuknęliśmy się z wilkiem, sprawdzając czy to naprawdę jest sen. Okazało się, że to wszystko dzieje się naprawdę. Przenieśliśmy się do innego wymiaru, gdzie istniały niestworzone rzeczy, które nigdy nie widzieliśmy.

Za nami rozległ się potworny hum powiązany z głośnymi piskami. Za nami stąły dwa widma, które widocznie chciały nas zabić. Strzelały do nas czymś dziwnym, co było koloru pomarańczowego. Obaj ruszyliśmy do ucieczki, trafiając na pole ogromnej gry do szachów.
<Dhiren?>

piątek, 21 lutego 2014

Od Carstaira cd historii Arashi

Wadera przez dłuższy czas była jakby nieobecna, dobrze ją rozumiem. Sam tak miałem gdy byłem niesamowicie zaspany. Jednak kolorowe liście przywróciły ją do życia. Wadera zaczęła je z uwagą oglądać i obwąchiwać, uśmiechnąłem się widząc ją zadowoloną. Polubiłem ją, poza tym lubiłem innym sprawiać radość.
-Arashi?
-Co? - zapytała wadera z szerokim uśmiechu na pyszczku
-Masz ochotę coś przegryźć? Tak się składa że wczoraj znalazłem dziwną polankę na której rosną poziomki
-O tej porze roku? Przecież mamy zimę - wadera zdziwiła się
-Wiesz, mieszkamy w końcu w Klanie Ziemi. Tutaj wszystko związane z przyrodą jest możliwe - zaśmiałem się
Wadera wzruszyła ramionami, fakt nasz klan był dość dziwny, na przykład kolorowe listki w zimie. Czasami się tak zdarzało, chociaż śniegu i tak było pełno. Zaprowadziłem waderę w stronę nowo odkrytej mi polanki. Gdy tylko ją ujrzeliśmy wszystko wyglądało tak magicznie, pełno kwiatów, roślin oraz poziomek których było mnóstwo. Jak oszalały rzuciłem się na krzaki i zacząłem wyjadać przyszne owoce. Arashi zrobiła to samo. Po chwili byliśmy objedzeni po uszy poziomkami.
-Ale pyszne - powiedziałem - zjadłbym jeszcze
-Zjadłeś prawie całą łąkę - zaśmiała się
-To mało
-Może jak dla ciebie - dalej się śmiała
Uśmiechnąłem się, gdy wadera tak leżała opalając się w słoncu ja wziąłem snieżkę i rzuciłem nią w waderę trafiając w brzuch. Wadera pisnęła po czym spojrzała na mnie oburzona.
-No chodź, trzeba spalić te kalorie - zaśmiałem się

(Arashi?)

WK

Ostatnio WK przechodzi trudny okres, a mianowicie, nikt nic nie pisze. Nie wchodzi i tym podobne. Bardzo bym prosiła żeby osoby które jeszcze tutaj wchodzą potraktował bloga poważniej i zaczęły znowu aktywnie w nim uczestniczyć. Byłoby mi bardzo miło z tego powodu, oraz chcę żeby było tak jak dawniej. Aby nie było kłótni i tym podobnych. Od teraz będę częściej upominała za brak pisania opowiadań za co z góry ostrzegam.
~ Założycielka Blogu, Reita.

czwartek, 20 lutego 2014

Od Tauriel CD historii Nicklasea

- Gdzie go znalazłeś? - zapytałam otrzepując się ze śniegu.
- Zgadnij... - odparł basior.
- Mniejsza z tym, musimy zdążyć zanim się ściemni. - mówiłam rozglądając się.

Dotarliśmy na miejsce. Przed nami stało ogromne drzewo bez liści. Na opoko unosiła się pomarańczowa mgła, a na szczycie rośliny widać było złote jabłko.
- To tutaj? - zapytał Nicklase patrząc to na mnie, to na Fuka.
Pokiwałam lekko głową.
- A czy to jest niebezpieczne? - zapytał Fuko.
- Powinieneś wiedzieć. - odparłam. - Nie możemy tam teraz wejść. Jutro rano może coś zdziałamy. Ja będę stała na straży. Jeśli mam zginąć - to tylko ja.

< Nickalse? Nie miałam pomysłu >

od Alkiva cd Sheriss

- Teraz jeszcze tylko znaleźć drogę .. - mruknąłem i spojrzałem na niebo. Był poranek, na szczęście mieliśmy cały dzień na znalezienie tej cholernej drogi.
- Uda nam się - uśmiechnęła się wadera. Widziałem w jej oczach wielką nadzieję i to mnie bardzo pokrzepiło.
- Droga chyba nie jest daleka, przecież cały czas byliśmy na terenach watahy - powiedziałem z namysłem.
- Może tutaj - Sheriss wskazała na drogę prowadzącą do lasu.
Zwróciliśmy się z tę stronę.
Szliśmy długo. Cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się z nadzieją, że zaraz dojdziemy.
Instynkt mi jednak podpowiadał, że jesteśmy coraz bliżej jakiegoś miejsca, które głęboko zapadło w moim sercu.
Błądziliśmy cały dzień. Robiło się już ciemno.
Nagle z krzaków ku nam wyskoczył jakiś wilk. Wyglądał mi bardzo znajomo.
- Alkivo? - wykrzyknął. Szybko przypomniała mi się jego twarz.
To był Dante, to był mój Dante.
- Gdzie ty.. - zacząłem
- A gdzie ty? - objął mnie mocno - gdzie ty byłeś przez te 6 lat?!
- To skomplikowane. - odpowiedziałem cicho - co ty tu robisz?
- Mieszkam - odpowiedział - plemię przeniosło się o kilka kilometrów za wodospadem.
Kiwnąłem głową.
- To blisko? - spytałem
- Tak. 20 minut drogi - uśmiechnął się - a to kto? - wskazał na Sheriss
- Moja.. przyjaciółka - powiedziałem z uśmiechem
- Dante - podał jej łapę - a ty?
- Sheriss - uśmiechnęła się nieśmiało
- Zgubiliśmy się - rzekłem poirytowany - możemy przenocować kilka nocy?
- Jasne, chodźcie - powiedział z uśmiechem.
Dante zaprowadził nas do plemienia, do przytulnej jaskini na skraju skały.
- Tutaj będziecie spać - uśmiechnął się
- Dziękuję... - powiedziałem do niego, tak dużo dla nas zrobił
- A ja muszę iść. Spokojnej nocy i do jutra! - pomachał nam łapą na pożegnanie i poszedł.
Spojrzałem na lekko wystraszoną waderę.
Usiedliśmy na kamieniu i rozpaliliśmy ognisko.
- To był Dante, mój przyjaciel. Kiedy jeszcze mieszkałem w tym plemieniu... - zawiesiłem głos na wspomnienie mojego zmarłego właściciela

<Sheriss?>

Od Still Loving cd historii Carlosa


-Nic nie szkodzi.Miło mi-powiedziałam i podałam mu łapę.
-Może gdzieś się przejdziemy-spytał.
-Jasne-powiedziałam.Poszliśmy na polanę.Zobaczyłam tam grupke szczeniaków.
-Co tutaj robicie same?-spytał Carlos.
-Bawimy się-odpowiedział jeden ze szczeniaków.
-Dobrze.-powiedziałam.
-Bawcie się dalej-powiedział Carlos.
-Jesteście parą?Bo dobrze razem wyglądacie-spytała mała waderka.
(Carlos?)

Od Arashi cd historii Carstaira

-Jasne .. chętnie wkońcu we dwójke raźniej..-zaśmiałam się
Razem z basiorem poszliśmy upolować coś pysznego. Zobaczyłam smakowitego jelenia więc postanowiłam go gonić. Carstair zaczął za mną biec i po chwili rzucił się na jelenia. Wychamowałam i gdy stałam już przy zwierzu jeleń nie żył a basior stał i z uśmiechem patrzał na mnie.
-Swietnie polujesz ..-uśmiechnęłam się
-Dziękuje za to ty jestes bardzo szybka..
-dziękuje ale chodźmy już coś zjeść..-razem z carstair'em wziełam jelenia w pysk i poszliśmy usiąść pod drzewo. Tam zaczeliśmy jeść.
-mmm pyszne -jadłam mięso gdy kawałek mi wypadł z pyszczka. Zaśmiałam się i wytarłam łapą pysk.
Gdy już zjedliśmy "śniadanie" leżałam nażarta pod drzewem a obok leżał Carstair. Był naprawde sympatyczny. Naprawde fajnie mi się spędzało z nim czas. Ale niestety taki los że musiałam już wracać do domu. Pożegnałam się z basiorem i wróciłam do mojej jaskini. Położyłam się na łoże i zasnęłam .. Po dłuższym spaniu obudził mnie pukanie do jaskini. Wstałam i ocierając oczy zobaczyłam że to Carstair przyszedł .. Zaprosiłam go do środka i usiadłam na łożu.
-hej co cię tu sprowadza..?
-wiesz ide na spacer może chciała byś mi towarzyszyć..?
-Wiesz .. dopiero wstałam ..ale ....z chęcią ..-uśmiechnęłam się i poszliśmy się przejść.
Szliśmy lasem i podziwialiśmy piękne kolorowe liśćie .

(Carstair .?)

wtorek, 18 lutego 2014

od Look'a cd historii Shanti

Szliśmy przez lasek kilkanaście minut.
- Wracajmy - rzekłem - dzieci zostały same.
- Dzieci! – wykrzyknęła – rzeczywiście!
Obydwoje się roześmialiśmy i popędziliśmy szybko do jaskini. Ganialiśmy się po drodze jak szczeniaki.
Wpadliśmy do jaskini i wszystko było w jak największym porządku.
Maluchy bawiły się dywaniku obok kominka.
- Gdzie byliście – spytała Iv
- Na spacerku, kochanie – powiedziała Shanti i wzięła małą na ręce.
Usiadłem, wpatrując się w kominek.
Przez głowę przeleciały mi wszystkie wspomnienia.
Pierwsze spotkanie z Shanti, chwile z nią spędzone.
Pierwszy pocałunek, pierwsze kłótnie.
Dzieci. Łezka zakręciła mi się w oku. Shanti usiadła obok mnie i wtuliła się w moje ramiona. Przytuliłem ją mocno i razem patrzyliśmy się na szczeniaki.
Kominek roznosił ciepło po całej jaskini, było miło i przytulnie.
Łza spłynęła mi po policzku. Łza wzruszenia i szczęścia.
- Jestem taki szczęśliwy – szepnąłem i spojrzałem na Shanti – kocham cię.
Pocałowałem ją czule w usta.
I tak siedzieliśmy sobie przy kominku, w towarzystwie naszych maluchów, w atmosferze pełnej szczęścia i miłości.


KONIEC ^^

Od Carlosa-c.d Still Loving


-Kim jesteś?-warknąłem.Zdziwiło mnie trochę własne zachowanie.
-St......Still Loving cz...ło..członkini klanu Everyn...thing-powiedziała przestraszona.
Zamrugałem. Wadera przestraszyła się mnie?Nie chciałem żeby ktoś się mnie bał.No baz przesady,nie jestem taki.
-Przepraszam.Za to ze warknąłem.Jestem Carlos.
Uśmiechnąłem się lekko.
<Skill Loving>

Od Avon-c.d Delgada

Byłam w lesie na spacerze gdy podszedł do mnie wilk i zaczął ze mną rozmawiać.
-Ładne imię.
Uśmiechnęłam się do czarno szarego basiora.
-Dziękuję.
-Z jakiego klanu jesteś?
-Z Evething.A ty?
-Także.
Delgado był przystojny i w ogóle ładny."Podoba mi się" zauważyłam trochę zdziwiona.Cieszyłam się w duchu że nie czyta mi w myślach.
<Delgado?>

:(

Przez dłuższy czas mogę być nieobecna na czacie. Oczywiście będe pisała opowiadania ale... ;(

Vertek ;c

Od Nicklasea cd historii Kory

Spojrzałem na waderkę zwiniętą u moich łap, już miałem zanieść ją do jaskini gdy przede mną pojawił się jakiś dziwny wilk. Spojrzał na mnie wrogo po czym wbił wzrok w szczeniaka. Nie wiedziałem o co mu chodzi.
-Przepraszam, stało się coś? - zapytałem
Wilk warknął po czym skoczył w moją stronę, nie wiedziałem o co chodzi więc z łatwością dałem się unieszkodliwić. W tym momencie obudziłem Korę która zaczęła krzyczeć robiąc niesamowity hałas na cały Klan. Warknąłem i rzuciłem się na napastnika. Wczepiłem mu się kłami w kark, natomiast on mocno przejechał pazurami po moim brzuchu prawie go rozpruwając. Zaskomlałem. Najwidoczniej jego pazury miały jad bo wsyzstko zaczęło się rozmywać przed moimi oczami. Zdążyłem tylko wyszeptać imię szczeniaka i zemdlałem.

(Kora?)

poniedziałek, 17 lutego 2014

Wybiło 10 lat ...

Wilki takie jak ... Suzy i Daisy z KE, Desoto, Glimmer oraz Rosmin z KW, Louise z KP mają już 10 lat, niestety za niedługo odejdą, gdyż byly śmiertelnikami (nie można teraz szybko wybrać sobie od tak niesmiertelności). Oby miło spędziły ostatnie miesiące. Są to najstarse wilki zyjące w klanach, jeszcze nikt tyle nie dożył!

Od Sayny c.d Sadness'a

Spojrzałam na góry i zastanowiłam się
- Chyba wolę pozwiedzać. Mogę spać gdziekolwiek więc jaskinia może zaczekać - odkrzyknęłam
Basior spojrzał na mnie i po chwili wylądował
- No dobrze. Myślę, że piechotą będę mógł dokładniej pokazać Ci tutejsze tereny - stwierdził z uśmiechem
Basior pokazał mi wszystkie tereny gdy w końcu doszliśmy do ostatniego miejsca
- A to jest polana zakochanych - powiedział wskazując łapą na piękną łąkę przed nami
Poczułam się trochę zmieszana...

Sadness c: ? Tak, tak musiałam XD

Od Sadness'a c.d Sayny

Wybuchnąłem śmiechem.
- Z tymi ograniczeniami to żartowałem, ale i tak trzeba uważać jak się lata, każdy wilk w klanie powietrza ma skrzydła albo moc pozwalającą mu na latanie. - uśmiechnąłem się. - Chętnie Cię oprowadzę ! W drogę !
Rozprostowałem skrzydła i uniosłem się trochę.
- Po prostu leć za mną, okej ? Może najpierw pokażę Ci nasze jaskinie i jak do nich trafić, nie jest to proste ponieważ znajdują się górach bardzo podobnych do siebie.
Lecieliśmy przez kilka minut, kiedy na horyzoncie ukazała się nam góra wskazałem na nią łapą.
- Chcesz pozwiedzać czy wybrać sobie jaskinię ? - krzyknąłem do niej.

Sayna ? :* <Sorki, że tak krótko>

Od Sayny c.d Sadness'a

Super skończyłam z obolałą i usztywnioną łapą. Nieco kulejąc wyszłam z jaskini i podeszłam do basiora.
- Sama bym sobie poradziła, ale dzięki za troskę - mruknęłam patrząc na łapę
- Jako alfa troszczę się o każdego członka - odparł z uśmiechem
- Super, czyli jestem już w klanie - powiedziałam beznamiętnie i dodałam po chwili już z lekkim uśmiechem - Może pokażesz mi tutejsze tereny i przedstawisz wasze zasady ruchu na głównych trasach lotu i ograniczenia prędkości?

Sadness ?

od Sheriss cd Alkiva

Kiedy wilk rzucił się na Avi'ego pobiegłam aby się ukryć. Obserwowałam ich zaciętą walkę aż do momentu, kiedy wilk imieniem Nick posunął się za daleko. Walka wyglądała na bardzo groźną, jednak co mogłam zrobić ja? Chciałam pobiec po pomoc, jednak usłyszałam przerażający skowyt. Tak bardzo się przestraszyłam, że to Avi, jednak ten stał nad pół przytomnym napastnikiem. Pozostawił go na paswę losu, zaś ten się rozglądał. Chyba mnie szukał. Zeskoczyłam z wysokiego drzewa i miękko wylądowałam na ziemi.
- Avi, nic ci nie jest!
- No pewnie, że nic. A co takiemu basiorowi jak mi może się stać?
No to prawda. Nie potrzebnie się martwiłam.
- A ty jesteś cała? - spytał troskliwie
- nic mi nie jest. Kto to był? ten... Nick.- mówiąc to czułam małą odrazę. Właściwie się jeszcze nie znaliśmy a już go nie lubiłam.
- Nick? To Nicklese, alfa Klanu Wody.
"Kto takiemu idiocie dał władze" pomyślałam.
Ruszyliśmy już do domu.Zaczął padać śnieg, który przemienił się w straszną śnieżycę. Wiatr huczał nieprzyjemnie, zasypując drogę powrotną. Przez straszną zawieję ujrzałam w oddali jaskinie, która mogła się okazać jedynym schronieniem. Dobiegliśmy do niej i bezsilnie upadliśmy na twarde podłoże. Avi zajął się rozpaleniem ogniska, a ja patrzyłam przerażona na śnieżyce.
- Nigdy nie widziałam czegoś takiego...
- Przyzwyczaj się, na tych terenach to normalne.- powiedział spoglądając na tlący się ogień.
- Na jak długo nam starczy opał?- spytałam zaniepokojona.
- Na całą noc, rankiem musimy sobie jakoś poradzić. Śnieżyca prędko nie ustąpi...
- No to jesteśmy na siebie skazani.- powiedziałam.
Wilk spojrzał na mnie ignorująco i położył się przy ognisku.
- Idę przeszukać jaskinię, może znajdę coś ciekawego.
Nie czekając na odpowiedź ruszyłam w stronę ciemnej jaskini. Rozpaliłam małą, świetlistą kulę ognia i szłam wzdłuż długiego korytarza. na początku droga była nieprzyjemna, kilka wąskich alejek które praktycznie miały same zakręty. Droga się skończyła, jednak na końcu widziałam mały potoczek. Wzięłam trochę wody i zawróciłam.
Kiedy dotarłam z powrotem wejście do jaskini było już prawie całkowicie zasypane. Utknęliśmy tu na dobre. Avi jeszcze spał, ognisko wygasło. Rozpaliłam je raz jeszcze a butelke z wodą położyłam obok basiora. Przysiadłam by ogrzać łapy. Wkońcu zasnęłam i ja...

Obudziło mnie straszne zimno. Avi już nie spał, krążył w kółko zdenerwowany.
- O, wstałaś już.
- no tak..
- opał się skończył, mamy nie wiele wody, a jedzenia w ogóle. jesteśmy w wielkiej kropce, co teraz? Zdechniemy tu, ku*wa...
- Daj spokój, musi być jakieś wyjście...
- przeszukałaś jaskinie, ale nic nie znalazłaś.
- Może i nie, ale jest jeszcze inne wyjście...  musisz mi pomóc. Chodź!
pobiegliśmy w miejsce strumyka wody.
- Miałam rację, zobacz, wypływa z wysokiej półki skalnej, o tam- pokazałam łapą na początek strumienia.
- No dobra, wystarczy się tam TYLKO dostać. może mi powiesz co zamierzasz zrobić?
- Ja tam latać umiem, przy okazji pomogę i tobie.
Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech. W sercu poczułam gorący żar, a moje oczy zaświeciły się ogniem. pojawiły się płonące skrzydła.
Podałam wilkowi łapę i wzbiłam się wysoko. miękko wylądowałam na półce skalnej. Spojrzałam przed siebie. Z granicy skały wydobywało się światło i chłód powietrza. W skale był otwór, przez który mogliśmy wyjść.
- Jesteśmy uratowani!- krzyknęłam wesoło i pobiegłam do wyjścia. Basior spojrzał z niedowierzaniem jednak po chwili i on się uśmiechnął.
Bezpiecznie wyszliśmy z jaskini. Śnieżyca ustała, pozostawiając po sobie liczne szkody. Wciąż pozostało nam jeszcze dotrzeć do naszego klanu.

<Avi? >

niedziela, 16 lutego 2014

Od Sadness'a c.d Sayny

- WOW, to było mocne - powiedziałem masując się po łbie. Zakręciło mi się trochę w głowie. Pierwszy raz spojrzałem na "pirata drogowego". Była to urocza wadera, aż zdziwiłem się, że przywaliła we mnie z taką siłą. Wstałem, jednak ona miała chyba jakiś problem z wstaniem, bo kiedy spróbowała syknęła z bólu.
Podałem jej łapę i pomogłem jej wstać.
- Uważaj następny raz jak latasz, na terenach naszego klanu, jest ograniczenie prędkości, na głównych trasach lotu, za dużo wilków tutaj ma skrzydła by mogły latać sobie tak szybko jak chcą. - zażartowałem sobie. Spojrzała na mnie zdziwiona.
- Klanu ? To tutaj jest jakaś wataha ?
- Tak, Klan Powietrza.
- Em, no bo ja właśnie, szukam ... jakiejś, oczywiście mam żywioł powietrza. Czy zaprowadził byś mnie do alfy ? - uśmiechnęła się nieśmiało.
- Nie trzeba, już tutaj jest, i nie ma przeszkód, możesz dołączyć - wyszczerzyłem się. Wadera trochę spoważniała. Chciała poruszyć się z miejsca, jednak z jej łapą było coś nie tak.
- Chyba powinienem Cię zaprowadzić, do Skaili albo Inki. Mają medyczne wykształcenie. Dasz radę latać prawda ... ? Ach zapomniałem zapytać, jak masz na imię, ja nazywam się Sadness.
- Chyba to ja powinnam się przedstawić, nazywam się Sayna.
- W takim razie Sayano, lecimy. - powiedziałem i wzbiłem się w powietrze.
Zaprowadziłem waderę do medyczki i poczekałem chwilę aż zakończy się badanie.
W końcu Sayna wyszła z jaskini medyczki.

Sayna ?

Od Minki CD historii Amir'a

- Uspokój się. Jak będziesz tak dramatyzował gdy szczeniaki będą się rodzić to każe ci wyjść. xD
Powiedział że się uspokoi ale nie było tego po nim widać.
- Dobra ja idę się już położyć. - Wstałam.
Weszłam do sypialni i nakryłam się kołdrą.  Zasnęłam po paru minutach.

--- Około 2 tygodnie później ---

Leżałam na sofie i czytałam książkę.  Amir uparł się że zrobi obiad. Jakbym ja nie mogła już nic zrobić. Ale dobra rozumiem go. Denerwuje się.
- Czy naprawdę ty musisz robić obiad? - Zapytałam gdy poczułam dym.
- Tak. Ty musisz odpoczywać. - Odpowiedział kaszląc.
Przekręciłam oczami i wróciłam do czytania.

Amir xD dokończ

Od Still Loving cd historii Carlos'a

Szłam spokojnie przez las aż wreszcie znalazłam jezioro.Zobaczyłam tam basiora.Zaczęłam powoli do niego podchodzić.Pewnie mnie usłyszał bo od razu się obrucił.
-Kim jesteś?-warknął.
-St......Still Loving cz...ło..członkini klanu Everyn...thing-powiedziałam przestraszona.
(Carlos)

Od Delgada

Wstałem rano.Byłem smutno że moja ukochana Kiiyuko odeszła.Nie mogłem się po tym pozbierać.Zobaczyłem w oddali piękną waderę. Podszedłem do niej.
-Hej,jestem Delgado a ty?-zapytałem
-Avon.
-Piękne imię.

Od Carlos'a

Wyszedłem na świeże powietrze.Moje łapy zapodały się w płytkim śniegu,a oddech zamieniał się w obłoczki.Podszedłem do zamarzniętego jeziora.Była ma nim tylko cienka centymetrowa warstwa lodu.Przyłożyłem łapę i użyłem mocy by go roztopić.Potem napiłem się tej zimnej wody,poczułem że ktoś do mnie podchodzi. Odwróciłem się.
<Ktoś dokończy?>

Od Avon - CD. historii Ari

Tak naprawdę miałam nadzieje,że to jednak nasz ojciec,tylko miał tak jak by trochę inne głos.Może przyszedł by sprawdzić czy wszystko w porządku?Nie zdałam sobie sprawy że to ostatnie zdanie powiedziałam na głos.
-Być może...
Czyż bym słyszała w jej głosie powątpiewanie? Weszłam do jaskini a za mną Aria.Carlos leżał rozciągnięty w salonie.
-A ty jeszcze śpisz?Leniwy jesteś.Wiesz o tym?
Spojrzał na mnie jednym okiem.
-Wyjątkowo dzisiaj.
Przeciągną się.
-Wyjątkowo?Ciekawe.
-Och,serio mówię.
-Wiem,ty jesteś chodzące serio.Uśmiechną się lekko,ale nic nie powiedział.
<Aria?dokończysz?>

Od Niki- CD historii Netlavena

-Net! Gdzieś Ty był! - bardziej stwierdziłam, niż zapytałam
-Kto by pomyślał, że jeszcze się spotkamy...
Nie wirzyłam w to, co się stało! Zaledwie kilka dni temu o Nim myślałam, a teraz..!
-Kiedy dołączyłeś?- spytałam- skąd Ty się tu w ógle wziąłeś? A wtedy, jak..
-Nika!- powiedział z uśmiechem Net i zatkał mi łapą usta- powoli, mamy czas.
Odwzajemniłam uśmiech. Tak dawno go nei widziałam, tak dużo pytań chciałam mu zadać i z Nim prozmawiać.
-Najpierw Ty mi powiedź, co to właściwie za miejsce?
Chwilę się zawahałam. Od czego zacząć..?
 Później opowiadałam mu o klanie, wilkach, co jakis czas wtrącając coś o Alkivie.
-Kto to właściwie jest?- spytał jakiś przygaszony
-Samiec alfa tego klanu. Wspaniały basior, chyba...- zaczęłam
-Tak, tak... mam do Ciebie sprawę..

<Net>

od Netlaven'a do Niki

Odkąd dotarłem do KTM, wszyscy postrzegali mnie jako "tego nowego" a właściwie większość. 
Nie interesowało mnie to. Jeśli będą chcieli, poznają mnie lepiej. Jeśli nie- przeżyje. 
Spacerowałem po lesie, kiedy usłyszałem znajomy głos. Po chwili niedaleko mnie spacerowała kawowo - rudą waderę. Zamarłem.
-Nika... - szepnąłem, a kiedy się upewniłem, dodałem głośniej- Nika! To Ty!
Wadera odwróciła się i również zamarła. Podbiegłem do niej radośnie.
-Nika! Nawet nie wiesz, jak się cieszę!- powiedziałem i przytuliłem ją

<Nika>

Nowy basior w KMT!


Netlaven, wojownik

Od Suzy "Koniec"

Otworzyłam oczy. Byłam w szpitalu. Obok stał Sombre paru lekarz oraz Kiba, Tsume, Toboe i Nige. Zakaszlałam. Było mi bardzo słabo.
- Suzy ty... - Zaczął Sombre.
- Przynajmniej mogę umrzeć przy moim przyjacielu. - Szepnęłam. 
Zapadła przeszywająca cisza.  Zaczęłam kaszleć. Nie mogłam przestać. Wiedziałam że to mój koniec. Byłam starsza od Daisy, jej też zostało mało ale miała jeszcze czas.
- Dziękuje... Dziękuje za wszystko... - Szepnęłam.
Zamknęłam oczy, miałam już nigdy ich nie otworzyć.

Sombre? ;c

Od Arren'a CD historii Ari

Odciągnęli Arię a mnie przykuli do ściany. Szarpałem się. Gdyby nie on wcale bym się nie ruszał. Wszyscy myśleli że oszalałem. Podszedł do mnie mój ojciec.
- Chcesz zabić własną siostrę?! Jeszcze trochę a ona cię wygna!
- To nie moja wina! To on! Ja nie mam z tym nic wspólnego! - Warknąłem.
Teraz nie panowałem nad swoim ciałem. Zacząłem warczeć i się szarpać. Wyrwałem kajdany ze ściany i zacząłem biec. Nie wiedziałem gdzie niosą mnie moje łapy. Wtedy zrozumiałem że do jaskini mojej siostry. Chciałem go powstrzymać ale nie potrafiłem. Gdy wbiegłem do jaskini zobaczyłem Arię zwiniętą w ciasny kłębek. Trzęsła się. Z mojego ciała zaczął jakby "parować" czarny dym. Odzyskałem nad sobą kontrolę i podbiegłem do Ari.
- Co się dzieje?! - Zapytałem.
Nie byłem już wcale na nią zły. Demon zniknął. Przynajmniej na razie...
- N - n - nie wiem. - Wydukała.
Szybko wziąłem ją na plecy i zaniosłem do szpitala.

Aria? ;3

Od Vegas CD historii Sombre'a

Wypiłam herbatę i poszłam się położyć. Przykryłam się kołdrą i chciałam zasnąć.... Lecz nie umiałam. Byłam bardzo zmęczona ale coś nie dawało mi spokoju. Wtedy poczułam to... Silny ból brzucha. Nie wiedziałam co się dzieje. Przewracałam się tak z boku na bok chyba przez 2 godziny. W końcu ból zaczął powoli ustępować. Zasnęłam.

---- Następnego dnia ----

Otworzyłam oczy. Z kuchni wydobywał się piękny zapach. Wstałam i weszłam do kuchni. Sombre zrobił gofry c;.
- Jesteś słodki... - Uśmiechnęłam się.
- Dla ciebie wszystko. - Pocałował mnie.
Usiedliśmy do śniadania. Nie wiedziałam że on potrafi tak dobrze gotować xD.
- Też coś potrafię. - Powiedział.
- Jakbyś mi w myślach czytał. - Zaśmiałam się.
- Taki jestem...
Skończyliśmy śniadanie. Sombre włączył telewizor ;D Położyłam się obok niego na sofie. Leciały wiadomości. Jakiś debi*l w okularach gadał o pogodzie. Wtuliłam się w Sombrusia. Było genialnie dopóki nie pojawił się ból brzucha. Skrzywiłam się. Nie wiedziałam co się dzieje.
- Vegas coś się dzieje?
- Brzuch mnie strasznie boli. - Jęknęłam.
Zwijałam się z bólu.

Sombre?
PS: Mój biały basiorek ;P Wiesz dlaczego xD

Od Sombre'a - CD. historii Vegas

Strasznie dużo przygód mieliśmy. Przypomniały mi się ten moment, gdy pytałem Vegas kto to był ta wadera. Odpowiedziała mi, że " jest mną ". I tak tego nie rozumiałem. Poczekałem, aż Vegas się obudzi i znów zacząłem temat.
- Nie wiem więcej ... - westchnęła - Sama tego dokońca nie roumiem
- A ja nic z tego nie rozumiem - powiedziałem i podałem jej herbatę
Napiła się jej kilka łyków i położyła na stole. Dzień dobiegał końca. Zmęczony usnąłem na kanapie.

Vegas, sorka, źe krótko, ale rozpisz sie żebym miała duzo weny xD

Dorastają!

Avon i Carlos dorastają!

 Szepty czyni moje sny przez Damykuna

sobota, 15 lutego 2014

Od Sayny do Sadness'a

Leciałam wysoko nad chmurami patrząc na zachodzące słońce
~ Ech, znowu koniec dnia. W tym tępię nigdy nie znajdę nowej watahy
Zanurkowałam w dół przebijając się przez chmury i nim zdążyłam wyhamować zderzyłam się z kimś i oboje głucho walnęliśmy o ziemie. Cała obolała usiadłam z trudem łapiąc gwałtowny oddech bo uderzenie wycisnęło ze mnie cały tlen jaki wcześniej miałam w płucach. Spojrzałam na wilka, a dokładniej basiora. Cały był w odcieniach brązu, posiadał zielone oczy i skrzydła na plecach, które na pierwszy rzut oka zdawały mi się zwykłymi piórami.
- Przepraszam. Moja wina - powiedziałam próbując wstać ale ból nie pozwolił mi na to
<Sadness?>

Nowa Wadera w Klanie Powietrza


http://fc04.deviantart.net/fs70/f/2013/065/c/2/seyna___commission_by_shadedreams-d5x4rs1.png  
Sayna
Hierarchia: Zwykły członek
Stanowisko: Atakująca
Klan: Powietrza
~
Płeć: Wadera
Wiek: 2 lata

Właściciel: nikes

Od Shanti cd historii Look`a

Kiedy wreszcie jakimś cudem odkleiłam się od Look`a spojrzałam na niego z czułością, kochałam go jak nikogo do tej pory. Spojrzałam na niebo, śnieg zaczął padać, było go wystarczająco dużo jak co roku w Klanie Wody ale padał nadal. Zaśmiałam się cicho łapiąc śnieg w łapy. Look przyglądał mi się z uśmiechem na twarzy, spojrzałam na niego uśmiechając się, a kiedy nie patrzył ulepiłam śnieżkę która wylądowała na środku jego twarzy. Spojrzał na mnie, tym razem ze zdziwieniem zaczęłam się głośno śmiać. Look zaśmiał się po czym zaczął mnie gonić, pisnęłam i zaczęłam uciekac, jednak on był szybszy i przewrócił mnie na śnieg, spojrzałam na niego z dołu, dosłownie ponieważ spadłam do dziury, prychnęłam po czym wyskoczyłam powalając Look`a
-Chcesz mnie tam uwięzić? I to w walentynki? - zapytałam z łobuzerskim usmieszkiem
-Jak że bym śmiał - powiedział pomagając mi wstać - chodź, jeszcze się przeziębisz
-Ja i przeziębienie? Nie żartuj sobie
-Wolę nie ryzykować - uśmiechnął się
-Ale ty dzisiaj jesteś dla mnie miły - zaśmiałam się
Look spojrzał na mnie lekko obrażonym wzrokiem ale po chwili się uśmiechnął i znowu mnie pocałował, wziął mnie za łapę i zaczęliśmy iść w kierunku lasku. Wszystko tam było teraz takie piękne. Zimna dodała urok całemu Klanowi.

(Look?)

Od Dhirena cd historii Lucyfera

Gdy Lucyfer, Alfa Klanu Ognia pomógł wybrać mi moją własną jaskinię powiedział że za godzinę wybiera się na polowanie i jeśli bym chciał to żebyśmy się spotkali pod jego jaskinią. Oczywiście dobrze już wiedziałem gdzie jest jego jaskinia. Postanowiłem że chętnie zapoluję chociaż z pewnością wychodziło mi to gorzej, na pewno był od dziecka trenowany na Alfę, ja nie byłem, tylko mój brat. W sumie to nie wiedziałem jak polować kiedy wygnano mnie z watahy, wszystkiego nauczyłem się sam. Nie przyznam się do tego ponieważ to bardzo wstydliwy temat. Westchnąłem spoglądając na pustą jaskinię, wreszcie miałem bezpieczne miejsce w którym nie musiałem się obawiać że ktoś mnie obserwuje planując mnie zabić gdy zasnę.  Jeszcze raz spojrzałem na jaskinię po czym wyszedłem, w prawdzie miałem jeszcze mnóstwo czasu ale wolałem tam dojśc spokojnym krokiem. Po drodze obserwowałem uważnie roślinność i rozmaitość zwierząt, od małych owadów po dziwne ptaki przypominające orły tylko że były czerwone, może to feniksy? Postanowiłem już się nad tym nie zastanawiać i ruszyłem dalej, myślałem już że się zgubiłem gdy wreszcie stanąłem przed jaskinią Lucyfera. Sam wilk już tam stał i gdy mnie zobaczył troszkę się zdziwił ale uśmiechnął się lekko do mnie.
-Już myślałem że nie przyjdziesz - powiedział swoim obojętnym tonem głosu, ten ton kojarzył mi się z taką maską która kryła jego emocję, ale nie będę się mieszał w jego sprawy.
-Dlaczego miałbym nie przyjść? Nie jestem takim wilkiem który wystawia kogoś do wiatru - uśmiechnąłem się - to co, idziemy? Ale ostrzegam, nie poluję za dobrze
Wilk tym razem zdziwił się, i to nawet bardzo. Na tak, kto to widział żeby wilk nie umiał za dobrze polować, ale nic nie powiedział tylko ruszył w stronę lasu dając mi do zrozumienia że mam iść za nim. Z początku niepewnym krokiem ruszyłem się, lecz jednak po chwili szedłem ramię w ramię z basiorem. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, kiedy basior skierował temat na polowanie chciałem siedzieć cicho ale wiedziałem że nie mogę. 
-Mogę zapytać jak to nie idzie ci dobrze z polowaniem?
- No..po prostu było to zawsze moją słabą stroną - skłamałem, miałem nadzieję że wilk się nie zorientował chociaż w to wątpiłem.
-Stój - zatrzymał mnie Lucyfer, nie wiedziałem o co mu chodzi jednak po chwili zza krzaków wyłonił się łeb potężnego jelenia.
Zamarłem, jeleń był ogromny, Lucyfer pochylił się i zaczął skradać się w stronę jelenia. Zacząłem robić to samo jednak ja, jak to ja. Musiałem nadepnąc na gałązkę, jeleń od razu nas dostrzegł i zaczął uciekać. Usłyszałem jak Lucyfer przeklnął pod nosem po czym puścił się biegiem. Zrobiłem to samo, kiedy byłem już blisko jelenia ten skręcił w drugą stronę tak szybko że sam nie zdążyłem skręcić ponieważ wpadłbym na wielki kamień. Teraz byłem nad  jeleniem, moja droga prowadziła mnie wprawdzie coraz wyżej natomiast jelenia wręcz przeciwnie, można było przynajmniej powiedzieć że Lucyfer pobiegł dobrą drogą i prawie doganiał jelenia. Jednak kiedy już miał skoczyć na jego zad kopyto jelenia kopnęło kamień który walnął w pysk Lucyfera. Usłyszałem skomlenie wilka, przymrużyłem oczy po czym zdecydowałem że teraz mój ruch. Zeskoczyłem ze ścieżki w dół, spadałem w stronę koron drzew, miękko wylądowałem na najwyższej gałęzi po czym zwinnie odbiłem się na następne drzewo. I tak cały czas zbliżając się do jelenia, gdy odbijałem się od gałęzi któryś już tam raz jedną łapą zachaczyłem o wystającą gałąź, mój skok stał się nierówny i zacząłem spadać w dół, walnąłem brzuchem o jakąś gałąź którą oczywiście musiałem tym sposobem urwać. Złapałem się pazurami gałęzi myśląc że to coś da gdy walnę o ziemię z prędkością światła. Zamknąłem oczy gdy poczułem że uderzyłem w coś dużego, chwilę potem walnąłem jeszcze raz tylko tym razem o ziemię. Przeturlałem się kilka metrów w bok i uderzyłem w pień drzewa. Spadła na mnie masa śniegu. Uchyliłem oko i dopiero wtedy zorientowałem się że spadłem na jelenia który złagodził mój upadek z wysokości, niestety biedak nie przeżył. Lucyfer dobiegł do jelenia z rozbawionym wzrokiem skierowanym w moją stronę.
-Ciekawa technika - zaśmiał się - skąd ją znasz?
-Sam ją wymyśliłem, nazywa się ''spadający meteor''
-Że spadający to rozumiem, ale meteor? - basior zapytał nadal chichocząc
Przewróciłem oczami i wskazałem mój płonący ogon, widocznie nie zauważył że płonie, zaczął się palić w momencie gdy zacząłem spadać z gałęzią, nie wiem czemu tak się dzieje i na jakiej zasadzie. Wsadziłem ogon w śnieg, wprawdzie ogon nie zgasł ale było to przyjemne uczucie.
-Dobra nieważne - Lucyfer machnął łapą - przynajmniej mamy jedzenie - uśmiechnął się

(Lucyfer?)

od Look'a cd Shanti

Shanti szczęśliwie urodziła nasze dzieci. Były komplikacje, ale wszystko dobrze się skończyło.
Teraz siedzieliśmy sobie w naszej jaskini, a na zewnątrz padał śnieg.
Szczeniaki śmiały się i bawiły. Byłem tak szczęśliwy, że jestem ojcem.
- Wychodzę - powiedziałem do Shanti z pewnym momencie - muszę coś zrobić.
- Pa kochanie - pocałowaliśmy się przelotnie
- Pa dzieciaki! - rzekłem do malców i wyszedłem szybko z jaskini.
Dzisiaj dzień zakochanych. Gdzie ja znajdę róże o tej porze roku?!
Przecież mogę… stworzyć.
Odszedłem kilka kroków w głąb lasu. Wyczarowałem bukiet pięknych róż i muchę na szyję.
Gdy ponownie wróciłem do jaskini, wadera akurat stała na zewnątrz.
- Look! – zawołała szczęśliwa, gdy zobaczyła kwiaty ^^
- Czy mogę zaprosić cię na mały, zimowy spacerek? – powiedziałem szarmanckim głosem. Uśmiechnęła się w odpowiedzi, kiwając głową.
Spacerowaliśmy sobie przez śliczną dróżkę. Z nieba padał śnieg, wszystko było zamarznięte. Zatrzymaliśmy się.
Stanąłem naprzeciw niej.
- Shanti… - wręczyłem jej bukiet pięknych kwiatów. Przyciągnąłem do siebie i czule pocałowałem.
- Kocham Cię – szepnąłem, a ona oddała mój pocałunek.


<Shanti?Tak bardzo Walentynowo ^^ > 

Od Vegas CD historii Sombre'a

Lekko się trzęsłam. Jak ta wadera mogła być mną?  Byłam sobą. Nikt inny nie mógł być TAKI SAM jak ja. Lekarze się mną zajęli jednak to mi nie pomogło. Może i opatrzyli razy ale... Ehh.... Do sali wszedł Sombre.
- Wiesz kto to był? - Zapytał.
- Powiedziała że jest mną.
- Nie rozumiem.
- Przecież wyglądała identycznie jak ja. Tylko kolory się nie zgadzały.
Widać było że Sombre miał coś powiedzieć ale ktoś mu przerwał.
- Jeżeli pani chce może pani iść do domu.
- Sama nie wiem... - Westchnęłam.
- Wszystko będzie dobrze. - Szepnął Sombre.
Pomogli mi wstać. W drodze d domu pomagał mi mój c; Sombre. W miejscu gdzie leżała wadera nie było nic. Zniknęła. To dobrze. Położyłam się na łożu i nakryłam kocem.
- Zrobić ci herbatę?
- Nie... Ale dziękuje. Położę się już spać.
- Nie będe hałasował. - Pocałował mnie i wyszedł.
Po chwili moje oczy zaczęły się powoli zamykać. Drzemałam.

Sombre? 

Od Sombre'a - CD historii Vegas

Udałem się na polowanie. Trudno był teraz o dużą zwierzynę, ale mi sie udało i złapałem zabłąkaną sarnę. Była wycieńczona. Złapałem ją za kark i już po chwili była martwa. Zaniosłe do spiżarni, zdjęto skórę, a mięso wziąłem i wróciłem do jaskini. Wszedłem do jaskini, odłożyłem w kuchni mięso, gdy usłyszałem krzyki. To Vegas krzyczała. Wpadłem jak szalony do naszej sypialni, zauważyłem ją przygnięcioną do ściany i jakiegoś wilka. Stał i trzymał nóż w łapie. Krzyczał coś, ale w innym języku. Bez namysłu żuciłem się na czarną waderę, wyrwałem jej nóż. Upadła i walnęła o stolik. Straciła przytomność, a może była martwa? Na jej głowie pojawiła się krew.
- Nic ci nie jest? - spytałem Vegas
Była wystraszona, wtuliła się we mnie i zaczęła płakać. Wtedy zauważyłem ranę na jej boku i plecach. Wziąłem ją i pobiegłem z nią do szpitala.
- Sombre nic mi nie jest ... - mówiła
Ale te rany z krwią były straszne. Zauważyłem jakąś waderę, która była lekarką i szła z jakimiś lekarstwami. Położyłem Vegas na jednym z łóżek.
- Ona pilnie potrezbuje pomocy! - krzyknąłem
Layla podeszła do Vegas i jej się przypatrzyła. Po chwili kazała mi wyjść, chodź się zapierałem i tak musiałem. Czekałem na zewnątrz. Zauważyłem, że biorą ją gdzieś indziej.
- Może mi ktoś powiedzieć co jej jest?! - krzyknąłem
- Te rany można tylko dostać od silnego zaklęcia ... szamanki się nią teraz zajmują, jest przytomna i jak na razie jej stan jest stabilny
Westchnąłem lekko z ulgą, ale nadal się o nią martwiłem. Wreszcie mogłem się z nią zobaczyć.

Vegas dokończ

Od Vegas "Co się dzieje?!"

Otworzyłam powoli oczy po czym wtuliłam się w mojego Sombrusia ;3 Przez chwilę patrzyłam się na słońce wpadające do jaskini lecz potem znów zamknęłam oczy i zasnęłam. Gdy znów się obudziłam byłam przykryta kocem a obok mnie leżała karteczka.

"Wyszedłem na polowanie. Niedługo wrócę."

Uśmiechnęłam się pod nosem, lecz gdy podniosłam głowę zobaczyłam wpatrujące się we mnie oczy. Wil wyglądał tak samo jak ja. Tylko że miał czerwone oczy, czarne futro, szare znaki, naszyjnik z krwią i z jego pyska kapała krew...
- K - k - kim ty jesteś? - Zapytałam.
- Jestem tobą! - Krzyknęła i rzuciła się na mnie.

Sombre? ;>

piątek, 14 lutego 2014

Walentynki!


Misie moje!
Dzisiaj walentynki!
Wszystkim gołąbeczkom naszym na WK życzę dużo dzieci i radości.
A tak w realnym życiu, też dużo miłości, każdemu się należy ^^

 ~PikaPika :3



Od Niki- CD historii Alkivo

Schowaliśmy się w pobliskiej jaskini. Otrząsnęłam się ze śniegu. Alkivo chrząknął znacząco.
-Oj, sorry- powiedziałam widząc, że cały śnieg ze mnie spadł na Niego
Basior otrzepał sie i spojrzał na mnie przyjaźnie.
-Też wolę zostać w swoim kolorze- powiedział.
-Chyba trzeba będzie tu trochę zostać..- mruknęłam patrząc na zewnątrz- śnieżyca
Avi wyjrzał i zaraz kiwnął głową.
-Emanetiś du shar szhef- szepnęłam, a pod moimi łapami powstało niewielkie ognisko. Avi spojrzał na mnie zdziwiony, ale po chwili zrozumiał.
   Od jakiejś godziny czekaliśmy na zmianę pogody. Daremnie.
-Boje się o Klan...- mruknął Alkivo- Jeśli ktoś go zaatakuje... jest w sumie bez obrony
-Jest nas niewiele, ale za to nasze wilki to nie byle kto. Dadzą radę- powiedziałam i uśmiechnęłam się- nie martw się, to nic nie da. Śnieg to jednak śnieg, a takiej śnieżycy nic nie powstrzyma.
Alkivo wydawał się taki... odległy i zamyślony. Nie chciał rozmawiać. Postanowiłam, ze nie będę naciskać, jeśli bedzie chciał, sam powie. Ja również sie zamyśliłam. Myślałam o mojej starej watasze. O bracie, rodzinie.. o Netlavenie, chodź ten basior już dawno powinien zniknąć z mojej pamięci.
    Na dworze coś jakby spadło. Oboje jednocześnie unieśliśmy głowy. Alkivo warknął nerwowo.
-Wiesz, o co chodzi, prawda?- spytałam

<Alkivo >

Przepraszam

Pisząc wiadomośc że odchodzę nie wiedziałam że mama odwoła mi karę prawie że w tym momencie ;/ Wprawdzie chęci też się liczą a u mnie ich brak ale głównym powodem była kara na komputer (która była dosyć długa...
Dobra, nieważne po prostu zostaję i koniec.

Reita

od Alkiva cd Niki

Pobiegłem za waderą, ale mokra trawa utrudniała pościg.
Poślizgnąłem się na wilgotnych źdźbłach i upadłem jak długi.
Podbiegła do mnie Niki, śmiejąc się jak szalona.
- Jeszcze zobaczymy! - mruknąłem do niej z uśmieszkiem. Obkrążyłem ją dookoła i złapałem za łapę.
Pobiegła szybko za mną z uśmiechem.

*Kilka tygodni później - zima*

Na horyzoncie  kłębiły się szare chmury. Wiatr zawiał mocniej. Śnieżyca?
- Lepiej się zbierajmy - powiedziałem do wadery.
- Przecież dopiero co wyszliśmy! - zaśmiała się
Nie chcę wyjść na nudziarza, no przecież!
Pognaliśmy nad jeziorko i wskoczyliśmy do lodowatej wody.
Całe moje ciało przeszyło tysiące małych igiełek.
Obydwoje w tym samym momencie krzyknęliśmy z bólu i parsknęliśmy ze śmiechem.
- Ewakuacja! - powiedziałem i wyskoczyłem na brzeg.
W tym samym momencie z nieba zaczął padać śnieg. Biały puch sypał tak mocno, że po chwili byliśmy cali biali.
<Niki?>

od Alkiva cd historii Keti

Popatrzyłem się zdziwionym wzrokiem na waderę.
- Co to miało być? - podniosłem brwi pytająco
- Ona musi wiedzieć, że nie robimy tego dla zabawy, tylko aby przeżyć. - odparła z namysłem i przystąpiła do jedzenia.
Przemilczałem i również nachyliłem się do jedzenia. Po kilku minutach sarna była prawie cała skonsumowana.
- Zostawimy resztki, może ktoś się pożywi – powiedziała Ketia i odwróciła się w stronę lasu.
- Idziesz ze mną na spacer? – spytała z lekkim uśmiechem
- Czemu nie – odrzekłem, unosząc kąciki ust w odwzajemnieniu.
Chwilę szliśmy w ciszy, brnąc przez śnieg.
- Orientujesz się mniej więcej, gdzie jest co? – zagadnąłem
- Mniej więcej – zaśmiała się życzliwie – w końcu to mój nowy dom.
Pokiwałem głową.
- Twój brat to ?
- Tak. Poznałeś go? – odparła
- Nie, jeszcze nie miałem przyjemności.
Znowu chwila milczenia. Rozmowa się nie kleiła.


<Ketia? Weny brak ;-; >

czwartek, 13 lutego 2014

Od Alkiva cd Sherris

Te dwa całusy średnio mi leżały. Znaliśmy się zaledwie kilka dni.  Wpatrywałem się w jej roześmiany i szczęśliwy pyszczek i pomyślałem, że tego nie można stracić.
Cofnąłem czas.
Znowu staliśmy przed moją jaskinią. Uśmiechnąłem się nerwowo.
Żeby znowu tego nie zrobiła, drugi raz czasoprzestrzeni nie będę naginać.
Odsunąłem się lekko.
- To do jutra, mam nadzieję - rzekłem posyłając jeszcze jeden uśmiech.
- Do jutra - powiedziała cicho. Jednak bez roześmianego pyszczka.
Odwróciłem się i pośpiesznie i wszedłem do jaskini.
Czułem wyrzuty sumienia.
Wiem, że wadera nie pamiętała o całusie, ani nie zdawała sobie sprawy z tego, że cofnąłem czas. Ewentualnie odczuła lekkie deja vu
Jednak mnie męczyło to wspomnienie.
Sheriss wydawała się naprawdę przyjacielską waderą i zapowiadała się bardzo interesująca znajomość.
Nie mogłem pozwolić na zniszczenie tej szansy.
Opałem na łoże i zamknąłem oczy.

***
Brnęliśmy przez zaspy śnieżne i bryły lodu, prosto nad jezioro. Śmialiśmy się o gadaliśmy.
- Sheriss? - zwróciłem głowę w jej stronę
- Hym? - odparła uśmiechając się.
W tym momencie przed nami wyskoczył biały wilk.
- To znowu ty... - warknął
Poznałem go od razu.
- Znowu, coś nie tak? - spytałem z grymasem na twarzy.
Wadera cofnęła się za mnie.
- Ile razy ci mówiłem, żebyś nie wtrącał się w nasze tereny? - Nicklase poszedł bliżej
- Chyba znam granice własnego klanu. Owszem, nie jestem na terenie własnego klanu, ale wasz teren zaczyna się od linii drzew lasu zachodniego. To miejsce jest niczyje. - stwierdziłem
- Czyżby?! - krzyknął uniesiony i rzucił się na mnie z pazurami.
Przetoczyłem się w bok, ciągnąc za sobą basiora. Wtopił podzury w moje plecy. Jęknąłem przeraźliwie, próbując zrzucić z siebie basiora.
Przywalony ciałem Nick'a spojrzałem na puste miejsce, gdzie stała przed chwilą Sheriss.
Szybko zrobiłem małą kulę wody, która odetpchnęła Nick'a
Rozwścieńczony wstał.
- Tak pogrywasz?! Ja też tak potrafię! - zachowywał się całkiem jak nastolatek wprowadzony z równowagi.
- Dawaj misiu - zaśmiałem się krótko, ale nie szyderczo.
Nick wziął rozbieg i sformował falę. Szybko wytworzyłem ścianę dźwiękową i woda odbiła się od niej, uderzając basiora.
Uniósł w powietrze i spuscił na mnie wodną kulę. Znalazłem się w środku niej, turbowany i uderzany że wszystkich stron przez wodę.
Walczyłem ze strumieniami.
Nick miał całkowicie dobrą taktykę. Nie mogłem pozwolić mu na dłuższy triumf.
Rozdarłem wodną kulę i spadłem z wysokości kilku metrów na ziemię. Spadło na mnie miliony kropel z rozpadającej się kuli.
- Niezłe lądowanie - szydził Nick
Z zacięta miną wstałem.
Miałem dość tego kretyna. Wypuściłem strumień wody i zamroziłem go.
Słup lodu poleciał poziomo i mocno uderzył w basiora.
Wcale nie byłem zadowolony, możliwe, że podłużna bryła złamała mu kości.
Poszedłem do niego. Nie ruszał się, ale oddychał.
- Następnym razem nie prowokuj, bo czepiasz się wszystkiego. Wybacz, ale ja się tylko broniłem.
Spojrzałem na niego z politowaniem, odwróciłem i ruszyłem w przeciwna stronę. Szybko oddaliłem się od bluzgającego i wrzeszczącego Nick'a.
Tylko gdzie poszła Sheriss?
<Sher, gdzie jesteś?>

Od Sheriss cd historii Alkiva

Tej nocy nie pozwoliłam sobie zasnąć. Obserwowałam powolne płatki śniegu, które noszone przez wiatr lądowały miękko na ziemi. Światło księżyca sprawiało, że błyszczały jak gwiazdy. Przysiadłam na brzegu jaskini rozmyślając, a zimno wcale mi nie przeszkadzało. Wkońcu i ja usnęłam.

Rankiem obudziło mnie chłód. Wstałam otrzepując się z resztek śniegu, który mnie w nocy przysypał. Było już popołudnie. Zjadłam coś ma szybko, po czym pobiegłam do jaskini alfy. Właśnie nad czymś dumał.
- Dzień dobry!- podbiegłam do basiora z szerokim uśmiechem.
- Sherri! Jak miło cię widzieć.
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej
- Idziemy zapolować?
- Dobra, prowadź.
Pobiegliśmy do lasku i udało nam się wystropić całkiem sporą sarnę. Odcieliśmy jej drogę i zabiliśmy. Dla wilka nic nowego...
Sarna wystarczyła na obiad.
- Co dalej?- spytałam.
- Chodź nad jezioro, kiedy jest zamarznięte można się na nim dobrze bawić.
poślizgaliśmy się, jak szczeniaki, ale przyznam że bawiłam się świetnie.
Zabawę przerwało nam wycie obcego wilka.
- Dobra wracajmy, to pewnie z innej watahy... Może zrobić się niebezpiecznie.
Wróciliśmy ponownie o zachodzie słońca. Znowu zaczął padać zimny, kryształowy śnieg. Na koniec tego dnia ucałowałam Avi'ego u policzek.

<Avi? Co ty na to? c: >

Od Alkiva cd Sheriss

Wróciliśmy w całkiem dobrym humorze. Odprowadziłem ją do jaskini i sam wróciłem do siebie.
Przysiadłem na moim posłaniu i wyjąłem spod kamiennej półki mały notes.
To chyba dzisiaj.
Zamknąłem oczy i ujrzałem obraz mojego przyjaciela. Przycisnąłem głowę do poduszki.
Wstałem i rozpaliłem ogień, jednocześnie wyglądając na zewnątrz. Noc była bezchmurna i piękna.
Uśmiechnąłem się sam do siebie, oparłem głowę na kupce siana i wyciągnąłem łapy do ognia. W mojej jaskini stopniowo robiło się zimno. Mroźne powietrze wnikało do jaskini mieszając się z ciepłym, co dało dość dziwny efekt.
Po jakimś czasie jednak księżyc przysłoniły chmury i zaczął padać śnieg.
Skrzyżowałem łapy i podłożyłem pod głowę.
Zasnąłem, sam nie wiedziałem kiedy.
<Sheriss, a co u ciebie?>

Od Ari. - CD historii Avon

Usłyszałam krzyk, obudziłam się. Avon krzyczała głośno "Carlos!". Miała łzy w oczach. Podeszłam do niej.
- Cii ... to tylko zły sen - powiedziałam i ją przytuliłam
Avon się we mnie wtuliła, przestała płakać. Carlos spał w salonie, widać wieczore jeszcze coś robił i tam zasnął.
- A gdzie Carlos? - spytała
- W salonie, nic mu nie jest - powiedziałam i pogłaskałam ją - Możesz zasnąć
- Ale ja nie chce ... nie mogę - powiedziała
Chwilę z nią tak posiedziałam, aż sama zasnęła. Położyłam ją w salonie obok Carlos'a. Słodko wyglądali jak spali ;3 Sama jednak wyszłam na zewnątrz. Udałam się na cmentarz. Stanęłam przed grobem rodzinnym, usiadłam. Westchnęłam kłęboko. Nie znałam żadnego mego przodka, ani babci oraz dziadka ani dalszej rodziny. Tylko mama i tata ... oraz brat, który wpada w szał i chciał mnie zabić. Co to za życie?! Nieliczne osoby mnie rozumiały, chciałam się stąd wyrwać. Udałam się do lasu. Schowany łuk w starym pniu wyjęłam oraz kołczan. Kołczan był na moich plecach, łuk jakoś się trzymał. Udałam się na tereny Klanu Powietrza, tam mogłam liczyć na jakieś duże zwierzę. Jednak była pustka ... w moim klanie również brakowało zwierzyny, mało udawało się upolować duże zwierzę, a zazwyczaj wilki, które coś upolowały brały to dla siebie. Nie udane polowanie ... zaczęłam wracać do swojej jaskini. Zostawiłam szczeniaką wiadomość, że zaraz wrócę. Gdy wróciłam - świtało - Avon stała w wejściu od jaskini i mnie wypatrywała. Gdy mnie zbaczyła podbiegła.
- Ktoś tu był ... - powiedziała - Mówił coś, ale cicho, szeptał
- A widziałaś kto to? - zapytałam i zaczełam się rozglądać
- Chyba to był basior, miał masywny i hrapliwy głos - spojrzała się na mnie -  Czy to mógłbyć mój tata?
- Nie wiem ... - westchnęłam

Avon dokończ

środa, 12 lutego 2014

Postarzanie!

Postarzenie wilków! Ja w każdym klanie postarzam wilki, żeby nie było zamieszania - te co dopiero doszły to nie ...

Od Avon - CD historii Ari


Wróciliśmy do jaskini. Bylam tak zmęczona ZE położyłam sie na łóżku i zasnęłam. Śnił mi sie Wielki las, OBOK Mnie Stal Carlos.Spojrzał na Mnie, rzucił po przodu i znikną. Zaczęłam go szukac wołałam go IW ogóle, ale go NIE było.Po Prostu znikną.Zajrzałem Za jeden z. krzaków ... Obudziłam sie i wciągnęłam haustem powietrze.
-Carlos!
<Aria.Zły Sen>

Od Lessy

- Jak tu żart Pięknie! - Powiedziałam do Saphiry. Wlasnie leciałysmy nad terenami naszego nowego Domu. Od tylu lat ... Znowu czuję sie Bezpieczna ... na razie. Smoczyca również zachwycona widokami odwzajemniła Mój usmiech.
- Chodz, moze osiądziemy na tamtej Polanie? - Przytaknęłam i ruszyłam ZA towarzyszką. Po wylądowaniu, postanowiłam Troche rozejrzeć sie po okolicy.
- Saph przejdę sie troche ok? Niedługo wracam. - Oznajmiłam i ruszyłam przed siebie. Zamknęłam Oczy i zaczęłam nucić SWOJĄ ulubiona piosenkę:


NIM SIE spostrzegłam uderzyłam w kogos upadając Przy Tym.
- P. .. przepraszam ... - Powiedziałam zawsydzona.

<Innym? ^ ^>

Zmiana pory roku!

Skończyła się jesień, przychodzi zima ... i za okanmi pada śnieg ;3

Od Lucyfera - Cd historii Emily

Był ranek, niedawno wstałem. W głowie miałem tylko plan ucieczki, jak wydostać się z wioski ludzi. Jak tutaj się znalazłem? Sam tego nie wiem. Pamiętam tylko wczorajsze polowanie, potem zasnąłem jak kamień, następnie znalazłem się przy ludziach. Szturchali mnie swoimi broniami zakończonymi różnymi strzałkami. Gdy otworzyłem oczy, zaczęli się głośno śmiać. Inni się przyglądali ze strachem inni zaś chcieli mnie od razu zabić. Byłem oszołomiony, nie wiedziałem co tutaj robię i gdzie jestem. Obserwując ich swoimi hipnotyzującymi oczyma skupiając ich na tym – w myślach miałem doskonały plan.
Mężczyźni nie spostrzegli, jak ich bronie okiełznał błękitny płomień przerzucający się na nich. Byli tak tym zajęci, że korzystając z wolnej chwili ruszyłem w stronę lasu. Kobiety, dzieci, starzy ludzie płakali wręcz przerażeni, bali się, że zrobię im krzywdę. Nie miałem takiego zamiaru, chciałem uciekać do swojej watahy.
Biegłem lasem, moje oczy przybrały krwistoczerwoną barwę, aby pomóc mi szukać drogi do domu. Czarne pióra latały pod wpływem wiatru. Stąpałem bardzo szybko po ziemi, sprytem omijając poszczególne korzenia, na których mógłbym się wywrócić. Tuż za mną biegły konie, a na nich istoty ludzkie. Ścigały mnie, aż do końca lasu. Do mojej watahy było jeszcze sporo drogi, a oni wręcz mi nie odpuszczali.
Wybiegłem z lasu, znalazłem się na pustkowiu. Był tylko śnieg i lód, a w okolicach wysokie góry. Całe szczęście, że po takim lodzie konie nie mogły się poruszać. Lecz gdy się obróciłem za mną biegł psi zaprzęg. Tysiąc myśli na minutę, byli uzbrojeni po same czubki głów. Ja mogłem tylko uciekać w góry, gdzie mogłem się bezpiecznie schować. Tym razem nie gnoili mnie ludzie z wioski, lecz okropni łowcy. Wtargnąłem na ich teren, więc teraz chcą mnie zabić. Przez mózg huczały wspomnienia związane z Emily, bałem się, że jej już nie zobaczę. Jestem Alfą Klanu Ognia, nie dam się zabić – dam z siebie wszystko. Lód wręcz wbijał mi się w pazury, umożliwiając dalszą ucieczkę. To był jeden plus, dzięki temu mogłem biec szybciej.
Minęło kilka minut, odkąd zaczęli mnie gonić łowcy. Dotarłem aż do gór, gdzie wokół nich było zmarznięte morze. Maszerowałem po kamieniach, uważając, aby nie spaść. Łowcy szli za mną trzymając w rękach różnorodne bronie. Jeden z nich wyciągnął łuk, kierując na mnie strzałę. Bezmyślnie biegłem przed siebie, skupiając się tylko na ucieczce. Poczułem ostry ból na mojej szyi, a na kamieniach znalazła się krew. Trafili mnie co sprawiło, że zacząłem coraz szybciej uciekać. Zatrzymałem się dopiero na czubku góry. Nie miałem dokąd uciekać, a łowcy byli już przede mną. Miałem ochotę skoczyć z tego urwiska, ale jedynie co mnie powstrzymywało, to uczucie które czułem do Emily. Nie mogłem dać się zabić, byłem przecież Alfą Klanu Ognia. Niedawno nią zostałem, a już daje się zabić. Jestem niemal, że beznadziejny, bezsilny i żałosny.
Jeden z ludzi wymierzył do mnie strzałą, z każdą minutą był bliższy do zabicia mnie. Nie mogłem stać spokojnie, po prostu nie mogłem. W myślach wymawiałem modlitwy w języku łacińskim, to sprawiło pojawienie się koło mnie pentagramów. Robiły za moją barierę, a jednocześnie za ogromną broń. W moich oczach okiełznał mrok, który ujawnił się. Teraz nie byłem sobą, lecz prawdziwym demonem. Usłyszałem przeraźliwe krzywki, lecz oni nie dawali za wygraną. Oni podchodzili do mnie bliżej, a ja do nich. Zamknąłem czarne oczy, a potem otwarłem. Na ich ciałach przysiadł błękitny płomień, który spalał ich żywcem i niszczył ich ciała. Wszyscy zginęli, a ja przeżyłem.
Od tamtego zdarzenia minęło kilka godzin, leżałem już w swojej jaskini załamany. Jedynie co robiłem, to ukrywanie swojej rany pod tonami bandaży.
    - Witaj Lucyferze! - Usłyszałem radosny głoś Emily.
    - E-Emily?! - zerwałem się jak oparzony, spoglądając na nią wielkimi ślepotami.
    - Przepraszam, musiałam Cię wystraszyć – wilczyca odpowiedziała.

Z jednej strony ucieszyłem się na jej widok, że w końcu mogłem ją zobaczyć, ale chciałem ukryć te wszystkie rany. Ale ona niestety to zauważyła, zaczęła się martwić i dopytywać co się stało.
<Emily?>

wtorek, 11 lutego 2014

Od Nicklasea cd historii Tauriel

Spojrzałem na tajemniczego basiora, widząc minę Tauriel można było wywnioskować że nie zamierza pozwolić mu na nocleg w swojej jaskini. Usmiechnąłem się łobuzersko widząc wlepione oczy basiora w Tauriel, ona tego nie dostrzegała ale basior cały czas ukradkiem patrzył się na nią. Zachichotałem pod nosem i pchnąłem łapą basiora.
-Będzie spał w Świątynnej że tak powiem...celi - powiedziałem ale widząc minę basiora zaśmiałem się - będziesz tam traktowany jak król, nie martw się. Dobranoc Tauriel, jutro z samego rana przyjdziemy po ciebie.
-Jasne... - powiedziała po czym zniknęła w swojej jaskini
Spojrzałem na wadera dając mu do zrozumienia że ma iśc za mną, zaprowadziłem go do jednego z pomieszczeń w Świątyni, chyba na serio pomyslał że będzie w celi bo gdy zobaczył piękne pomieszczenie zdziwił się.
-Tylko nie myśl żeby coś ukraść, mieszka tutaj smok który całodobowo pilnuje Świątyni...ja nie żartuję, za godzinę do ciebie przyjdzie więc się nie przeraź - powiedziałem śmiejąc się
Wyszedłem ze Swiątyni i udałem się do swojej jaskini.

<Nastepnego ranka>

Obudziła mnie Arianna mówiąc że jakiś wilk stoi przed naszą jaskinią, był to ten sam wilk z wczoraj. Powiedział że wyszedł wcześniej ponieważ ten idiotyczny smok go zbytnio denerwował. Zacząłem się cicho smiać jednak po chwili spowazniałem ponieważ wiedziałem że czeka nas odpowiedzialna misja. Udaliśmy się do Klanu Everything pod jaskinię Tauriel, zatrudniła już kogoś żeby zaglądał do rannej klaczy, spojrzała ostatni raz tęsknie na swoją jaskinię po czym pobiegliśmy przez las.

<Kilka dni później>

-Mówiłam ci że to zdrajca! - krzyknęła Tauriel
-Nie widziałaś że spadł z tej skały...jesteśmy jakieś 2 kilometry nad poziomem morza...w tym sniegu jest w cholerę, spadła lawina, nie pamiętasz? Pomógł ci po czym sam spadł!
-A ja ci mówię...on to zaplanował, mam takie przeczucie - warknęła - no może nie że nas zdradził ale mam przeczucie że on żyje!
Zastanowiłem się chwilę, w końcu i tak mieliśmy rozbić obóz, więc w czasie kiedy Tauriel będzie to robiła mogłem udać się poszukać zaginionego wilka. Przewróciłem oczami i pomogłem znaleźc Tauriel szczelinę w górze która jak się okazało była jaskinią.
-Zaraz przyjdę, idę go poszukać - burknąłem
Tauriel skinęła głową, dmuchnąłem w łapy żeby je rozgrzać po czym wyleciałem z jaskini. Pomysł z lataniem nie był dobry ponieważ wiatr natychmiast mnie zniósł i stoczyłem się z górki spadając w dół. Złapałem się łapami skały żeby nie spać z całej góry i nie roztrzaskać się 2 kilometry niżej. Podciągnąłem się resztkami sił i zacząłem wołać basiora po imieniu, może mnie usłyszy. Wołałem tak jeszcze chwilę, gdy już traciłem nadzieję usłyszalem ciche wycie, pod śniegiem! A dokładnie pod moimi łapami. Zacząłem kopać, myślałem że zaraz odpadną mi łapy kiedy natrafiłem na futro wilka, tak to z pewnością był nasz nieudolny przewodnik. Pomogłem mu wyjśc i otrzepałem go ze śniegu.
-Mamy niezłe opóźnienie przez ciebie idioto - warknąłem - chodź, ciekawe co robi Tauriel

(Tauriel? Przepraszam że tak długo ;c )