sobota, 31 maja 2014

od Nirrith'a cd Seber

Pierwszy raz w życiu widziałem wilka...przepraszam, wilczycę która posiadała dar światłości. Powtarzały się już w moim życiu burze, sztormy, woda, mrok, śmierć ale światło nie. To zjawisko było wspaniałe. Jak uszy zatańczyły delikatnie i wokół nich zaczął się pojawiać skrzący pył, który potem otoczył całą waderę. Zwieńczeniem niesamowitego pokazu były świetliki, jakby zagnieżdżone w jej ogonie. Ich światło paliło me oczy jak ogień, przez to z rozdrażnieniem przysłoniłem ślepia łapą.
-Wystarczy - potwierdziłem jej pytanie (...)
Siedzieliśmy w milczeniu dość długo, ja wpatrując się w blask świetlików jak zaczarowany, a ona skubiąc swój ogon. W końcu nie wytrzymała.
-Nigdy żeś nie widział świetlików? - zapytała z zdenerwowaniem.
-No...nie. - odparłem nieśmiało. - Prawda jest taka że ja nigdy nie widziałem światła...- wadera przechyliła łeb w zdziwieniu - Ale o tym przy innej okazji. Deszcz coraz to się nasilał, jakby z każdą sekundą ciszy zdwajając swoją siłę. Bałem się o jutrzejszy poranek, a szczególnie dlatego że już wcześniej pod stopami mojej jaskini były kałuże. "Ciekawe czy nas zaleje...."
-To jak, opowiesz mi coś o sobie? - zapytałem po raz kolejny zniżając się do pozycji leżącej i z wyczekiwaniem patrzyłem na waderę.
-Ty już o mnie wiesz. Jestem Seber, jakaś tam Aurum Pave i mój żywioł to światło. Tyle. -prychnęła. - Może Ty o sobie coś powiesz? - przekręciłem oczami.
-To proste. Urodziłem się w lesie, nawet nie wiem kto był moim ojcem. Moja matka zdechła, kilka tygodni trzymał mnie lis, potem tego też szlag trafił i tak znalazłem się tutaj. Mam bezużyteczny żywioł - Piasek. Oh, ile bym dał za zmianę żywiołu - przykryłem łapą oczy i z udawanym smutkiem jękłem. - Teraz ty. - powróciłem do wcześniejszej pozycji.

<Seber?>

Od Zuko CD historii Maka

-Jak to razem!? - krzyknął ojciec dławiąc się mięsem
Mój tata właśnie dowiedział się o tym że ja i Mako jesteśmy razem i że w dodatku przeprowadzam się do Klanu Everything. Mama podbiegła do niego i zaczęła pomagać mu wypluć mięso. Kiedy wreszcie się udało tata spojrzał na mnie troskliwie.
-Ale ja nie wiem czy to dobry pomysł..
-Ale ja go kocham - spojrzałam na niego z usmiechem
-Shatni - jęknął tata - mówiłem ci że on ma na nią zły wpływ? Mówiłem!? Mówiłem!
-Kochanie przestań - upomniała go mama - mój ojciec też był przeciwny naszemu związkowi ale i tak jesteśmy, nawet się chyba prawie pobiliście..
Uśmiechnęłam się do mamy i ją przytuliłam a tatę pocałowałam w policzek. Tak oto zakończyliśmy naszą wizytę u moich rodziców.
-Może twoja mama będzie milsza od mojego taty..
-Może - uśmiechnął się Mako
Teraz pozostawała kwestia przeprowadzki. Wszystkie rzeczy w prawdzie miałam już spakowane i teraz wystarczyło je przenieść. Nie było ich tak dużo ale zawsze to zagraci jaskinię Maka...
-Może bym wzięła jaskinię obok ciebie, jeśli jest wolna i zrobilibyśmy przejście, wiesz byłby to pokój gościnny czy coś - uśmiechnęłam się
-Jasne - uśmiechnął się szeroko po czym pocałował mnie.

(Mako? Sorka że krótkie)

Wróciłam ^^

No to elo elo madafaka moje kluski ^^
W końcu wróciłam - zadowolna, wypoczęta, uśmiechnięta i bóg wie co tam jeszcze.
W każdym razie jestem już obecna, więc zaraz biorę się za wszystkie zaległe cd.
Wróciłam jednak nie na długo ... od piątku znowu mnie nie ma C:<

~Pika :3

Od Maka CD historii Zuko

Chyba moją radość było widać gołym okiem. Na jej odpowiedź tak długo czekałem, znaczy no ja pierwszy musiałem zadać pytanie ... , przytuliłem Zuko tak mocno jak jeszcze nigdy. 
- No to czas powiedzieć rodzinie - spojrzałem na Zuko
- Ciekawe jak mój tata zareaguje - zaśmiała się, a ja się przeraziłem
Jako szczeniak miałem na pieńku z jej tatą. Od Zuko słyszałem, że podobno "mam na nią zły wpływ", ale to nie prawda.
- Coś taki blady? - spojrzała się na mnie z troską
- Blady ... nie ... wydaje ci się - powiedziałem szybko

Zuko?

Zagrożenie w Klanie Wody!

Pomimo togo że w Klanie Wody jest wielu członków nie każdemu chce się pisać. Bardzo bym prosiła żeby wilki których imiona pojawią się w tym poście coś napisały. Inaczej zostaną wyrzucone. Wilki z imionami w kolorze zielonym napisały już opowiadanie!

Kyche, Irmina, Shanti, Charlotte, Szaniere, Szeniere, Look, Niko, Clary  - Jeżeli do 1 czerwca nie dostanę opowiadań od tych wilków zostaną one wyrzucone!*

*Możliwość powrotu ale wiążę się z tym większa aktywność - brak aktywności oznacza że nie możesz już więcej dołączyć tym samym wilkiem.

Od Bloody Water`a - Strażnicy Korony cz. I

Piękna, spokojna muzyka, do opowiadania. Tak spokojna że nie dam teledysku, no w końcu są tu też czasem dzieci.

- - -

Odskoczyłem w bok cudem unikając jadowitych kolców tego stwora.  Trzymając w pysku zakrwawioną szpadę warknąłem i kiwając łbem na 3 wilki obok mnie. Może zacznijmy od tego... Nazywam się Bloody Water i jestem strażnikiem Bogini Water. Moje codziennie życie to nieustająca nawalanka, oczywiście nie jestem jedynym strażnikiem. Ale przez to że jesteśmy nieśmiertelni, nie męczymy się a zabić nas można tylko jeśli odetnie się nam łeb jesteśmy w związku z tym zobowiązani całymi dniami walczyć z przeraźliwymi stworzeniami. Stworzeniami próbującymi ukraść największe skarby Bogini dla naszego największego wroga, Boga Fire`a.
-Bloody idioto! - z zamyśleń wyrwał mnie wrzask jednego ze strażników
Zacisnąłem mocniej kły na szpadzie i pobiegłem w stronę wilka, jego pierś była przebita jadowym kolcem, nie umrze jednak będzie sparaliżowany przez długie lata jeśli zaraz mu nie pomogę. Złapałem łapami kolec po czym nie zważając na makabryczne wrzaski i błagania wilka, wyciągnąłem z jego piersi kolec. Czarna krew chlusnęła na posadzkę a wilk upadł bezwładnie na podłogę.
-Widzisz, uratowałem cię, czeka cię tylko rok w bezruchu Tamonie - uśmiechnąłem się wrednie po czym rzuciłem kolcem w stronę bestii
Kolec odbił się od grubej skóry kilku głowego stwora, ale to wystarczyło żeby ten wpadł w furię. Zwierze zaczęło szarżować w moją stronę dziko wrzeszcząc, uśmiechnąłem się wrednie po czym w ostatniej sekundzie skoczyłem kilka metrów w górę. Szybując chwilę w powietrzu jak ptak wziąłem do łapy miecz i wycelowałem nim w stronę stwora. Miecz przebił jego skórę, gdy spadałem w dół celowałem w miecz. Kiedy uderzyłem łapami w niego miecz zagłębił się w ciało stwora. Ten zaczął się rzucać, wrzeszczeć po czym...pękły. Wyciągając miecz z porozrzucanych wnętrzności zacząłem się śmiać. Rozejrzałem się wokoło i wtedy uśmiech znikł z mojego pyska. Wszędzie leżały zmasakrowane ciała strażników, kilka potwórów wciąż objadało się ich mięsem powoli skubiąc, a najgorsze było to że oni nie mogli umrzeć. Będą przez miesące potem cierpieć dopóty nie wyzdrowieją. Wrzasnąłem i zacząłem po kolei zabijać stwory, kiedy skończyłem spojrzałem na Hyfere, moją ''przyjaciółkę'' po fachu, spojrzała na mnie. Była do połowy zjedzona przez potwory. Z jej oczu zaczęła spływać czarna krew.
-Za...zabij, zabij mnie - błagała
Spojrzałem na miecz. Ująłem go w łapy po czym zakończyłem jej cierpienie. Jej głowa przeturlała się kilka metrów dalej a jej puste oczy wpatrywały się we mnie. Byłem cały z skażonej, czarnej krwi. Muszę to szybko zmyć zanim zacznę się rozkładać. Ale najpierw...zacisnąłem łapy mocniej nie mieczu po czym po kolei poodcinałem łby zmasakrowanym strażnikom śmiejąc się przy tym. Kiedy podszedłem do zdrowej strażniczki ta zaczęła wrzeszczeć i błagać o łaskę, jednak najpierw poodcinałem jej wszystkie łapy a potem łeb. Spojrzałem na swoje futro, włosy zaczęły mi wypadać a skóra puchnąć. teleportowałem się do innego pomieszczenia gdzie było mnóstwo Świętej Wody. Wpadłem do niej i zacząłem zmywać z siebie czarną jak noc krew.
-Bloody Waterze - usłyszałem za sobą waderzy głos, tylko tego głosu potrafiłem się bać
-O Pani - odwróciłem się do Bogini Water i uklękłem
-Widziałam coś uczynił strażnikom - podniosła głos
-O Pani, to co oni przechodzili jest o wiele gorsze od śmierci
-Nieważne - powiedziała Bogini po czym rozpłynęła się w powietrzu
W miejscu gdzie stała wcześniej była teraz wielka, głęboka kałuża. Zbliżyłem się do niej, na dole widać było coś świecącego. Wskoczylem do niej, okazało się to nie być kałużą tylko podwodnym, wąskim korytarzem. Tak wąskim że nie kiedy musiałem metr przepływać 5 minut. Na szczęście potrafię oddychać pod wodą. Kiedy wreszcie udało mi się przepłynąć ten korytarz dotknąłem jakiegoś obrazka wymalowanego na kaflach. Nadal będąc pod wodą zacząłem w niego walić pięścią. Po chwili obrazek pękł a ja wraz z tysiącem litrów wody spadłem do innego pomieszczenia. Uderzyłem plecami o posadzkę a woda w mój brzuch. Jak przez mgłę spojrzałem na pomieszczenie.
-Niemożliwe - wyszeptałem wstając
Kuśtykając podszedłem do świecącego się przedmiotu, ująłem go w łapy a wtedy sala zaczęła się trząść. Z sufitu zaczęły spadać kamienie. Spojrzałem do góry i zdążyłem zobaczyć tylko kamień spadający prosto na mnie. Odskoczyłem w bok ale kamień zdążył zmiażdżyć mi mój 3 metrowy ogon. Ah, nie wspomniałem. Wszyscy strażnicy mieli nienaturalnie długie ogony. Krzyknąłem i spojrzałem na swój ogon. Niechętnie wziąłem miecz do łapy i odciąłem sobie w sumie 2 metry ogona.
-Smutne - usłyszałem jakiś głos nad sobą
Spojrzałem do góry i zobaczyłem czarnego jak smoła wilka. Warknąłem i wskoczyłem w jego stronę. Wilk zrobił unik i wskoczył na kamień pod którym było mnóstwo krwi po czym pokazał mi rozdwojony język. Wyglądał jak żmija. Wilk zaśmiał się jeszcze raz i spojrzał się na mnie swoimi białymi oczyma które na chwilę zabłysnęły żywym ogniem.
-Spłon razem ze swym panem, strażniku Fire`a! - krzyknąłem rzucając mieczem w jego stronę
Czarna klinga uderzyła w jego lewe oko pozbawiając go wzroku, wilk załapał się za oko i spojrzał na mnie zdrowym nienawistnie. Zeskoczył z kamienia z czarnymi dłońmi które wyrosły z jego pleców zaczął mnie dusić śmiejąc się przy tym. Resztkami sił splunąłem na niego.
-Jak śmiesz...- wycharczał puszczając mnie
Zanim jeszcze upadłem na podłogę teleportowałem się kilka metrów dalej, teraz stałem za tym wilkiem. Złapałem go za gardło gotowy wyrwać mu głowę. Basior zaczął się szarpać, z jego pyska kapała ślina, po chwili upadł rzucając się po podłodze, dusił się. Uśmiechnąłem się po czym urwałem mu ten łeb. Wrzuciłem go na jeden z kamieni po czym nie oglądając się za siebie oddaliłem się.

CDN 

piątek, 30 maja 2014

Chamska Reklama

Dam, dam, dam, dam!!!

Tak, kochane mordki, komu się nudzi niech dołączy xD

~Reita. [*]

Od Death the Kid'a CD historii BlueEys

Kiedy ta wadera zapytała się czy pouczę ją walki zdziwiłem się. W sumie to rzadko kiedy ktoś zwracał się z czymś do mnie, zazwyczaj do mamy lub dziadka. Chociaż co się dziwić, ta waderka była chyba nawet młodsza ode mnie. Uśmiechnąłem się do niej i kiwnąłem łebkiem.
- Oczywiście, od tego tutaj jestem. A kiedy chcesz zacząć?
- Mogę nawet teraz, zawsze jestem gotowa do walki i dlatego w przyszłości zostanę wojowniczką.
Zaśmiałem się po czym zapytałem się jej opiekuna czy może iść ze mną na łączke. W sumie to nikt mi nie odmawiał, chyba że brat lub mama, więc po chwili byliśmy w drodze na łąke. Nie była ona aż tak znana, to nawet lepiej bo będzie tutaj spokojnie. Wskoczyłem na wysoki kamień i spojrzałem na waderę.
- Mogę spytać jak się nazywasz?
-BlueEys
- Ładnie - uśmiechnąłem się - Umiesz posługiwać się swoimi magicznymi mocami?
- Tak średnio, a są potrzebne
-Naturalnie, chociaż sprawność fizyczna jest równie ważna, ale umiejętności magiczne często się przydają.
- Pomożesz mi się z nimi oswoić?
-Jasne, przecież powiedziałem że ci pomogę - zaśmiałem się
(BlueEys?)

Od Zuko CD historii Maka

Kiedy Mako wbiegł do mojej jaskini jak tornado wystraszyłam się, a kiedy wyjawił mi swój powód pojawienia się prawie zwaliło mnie to z łap. Zamrugałam oczyma i spojrzałam na basiora. Ten lekko wysunął łeb w moją stronę czekając na odpowiedź.
-Znaczy...tego. Nie jesteśmy ze sobą aż tak długo, sama nie wiem.
-Rozumiem- powiedział i podkulił ogon zaczynając powoli wycofywać się z jaskini
- Och Mako idioto! - Skoczyłam w jego stronę odnajdując jego usta - Oczywiście że z tobą zamieszkam i zostanę twoją partnerką
- Kocham Cię - powiedział z ulgą
- Ja ciebie bardziej - puściłam mu oczko
(Mako? xD tak wiem że krótkie)

Od Hany CD historii David'a

David pewnie mnie chciał mnie wrobić, a tak na prawdę po chwili bym usłyszała "Mam Cię, nabrałaś się". Śmiałam się cały czas, gdy po minie David'a zobaczyłam, że on na prawdę mówi, że jest duchem. Przez chwile nic nie mówiłam i tylko patrzyłam się na niego.
- Ale ... ale jak to możliwe? - spytałam
- Ja jak i ty liczymmy więcej niż 10 lat ...
- Nie jestem aż tak stara - foszek na David'a :3
- No ale to nie możliwe abyśmy mogli żyć, to zapewne przez to, że jesteśmy niesmiertelni
- Ale skoro umarłeś to ja też kiedyś już umarłam? - zdziwiłam się
- Skąd mam wiedzieć, jeśli ty nie wiesz? - podniósł głos
- Eh ... - mruknęłam

David ?

Od Maka CD historii Zuko

Miałem wracać do siebie, ale nie chciałem. Chciałem zostać z Zuko, móc mieć ją blisko siebie i ją chronić. Była dla mnie najważniejsza. Zawróciłem i pobiegłem do jaskini Zuko. Ta chyba robiła porządki na pułkach, widać zaskoczyłem ją.
- Zuko czy dołączysz do Klanu Everything i czy zostaniesz moją partnerką? - spytałem

Zuko ?

Od David`a CD historii Hany

Uśmiechnąłem się i kiwnąłem łbem na znak że rozumiem. Sam cieszyłem się że powróciłem do Klanu Wody, chociaż wtedy i tak już nic nie czułem, w końcu nie żyłem. Właśnie wypadałoby jej powiedzieć że rozmawia z duchem. Odchrząknąłem żeby skupić swoją uwagę na Hanie, wadera spojrzała na mnie zdziwiona. Zaczerpnąłem powietrza nie wiedząc jak się za to zabrać.
-Hana...
-Tak?
-Rozmawiasz z duchem - wypaliłem
Wadera przekrzywiła łeb i spojrzała na mnie. Po chwili uśmiechnęła się głupio i dotknęła mojej łapy udowadniając mi że nie jestem duchem.
-Ale ja mówię poważnie - spojrzałem poirytowany
-Żartujesz sobie?
-Nie...wiesz, po tym kiedy moja córka Rosmin spadła z klifu, aż głupio to mówić ale popełniłem samobójstwo - spojrzałem na zdumioną waderę - kilka lat później, czyli rok temu, może nawet mniej. Moja prawnuczka Zuko przez przypadek mnie ożywiła i od tej pory tutaj jestem..
-Jaja sobie robisz..prawda?
-Jak że bym śmiał - oburzyłem się
Wadera pokręciła łbem śmiejąc się, cóż, jak widać dalej mi nie wierzyła.

(Hana? Sorka że krótkie, na szybko xdd)

Od Mary - Motyl

Nudziło mi się . Mama spała , siostra też . Wybiegłam z jaskini bo zobaczyłam motyla . Goniłam go tak . Na drodze spotykałam jakieś bestie i nie znane mi zwierzęta .
< Ktoś? >

Od BlueEys do Death the Kid`a

Co dzień spotykałam nowe rzeczy . Uczyłam się walki . Chciałam zostać wojowniczką . Ciągle walczyłam z... moją siostrą bo z nikim innym nie mogłam tego uczynić . Gdy siedziałam z Mery mi opiekunką na łące zobaczyłam aplche . W sumie był nadal szczeniakiem . Zapytałam się go czy może mnie poczuczyć walki i taktyki .
< Dead the Kid ?>

Od Szeniere - nadchodząca wojna

Biegałam po lesie . Nagle wpadłam na białego wilka . Jego wielkie oczy ... Zapiszczałam . Był to Lucyfer , alpha klanu ognia z którym mieliśmy walczyć . Wilk otrzepał się i spojrzał na mnie . Już myślałam że ciśnie we mnie wiecznym płomieniem ale w pore uciekłam .
< Lucyfer lub ktoś z klanu ognia >

Od Szaniere

Siedziałam tak samotnie . Myślałam , że w końcu ktoś do mnie przyjdzie i porozmawiamy . Każdy wilk patrzył na mnie obojętnie . Czyżbym była dziwna? Nagle jakiś basior do mnie podszedł.
< Jakiś basior?>

Od Cris

Siedziałam z szczeniakami w jaskini . Nie pamiętałam w ogóle nic co się stało tydzień temu . Młode już dorastały . Nagle jakiś wilk z klanu wody , pewnie z rodziny alph wszedł do jaskini . Usiadł przy mnie i śpiących dzieciach .
- Piękne są twoje córki .
- O to ty Look . - Niespodziewanie Shanti też się do niego dołączyła .
- Co z waszym Sehan'em ? - Spytałam gdyż widziałam ich córki a jego nie.
- Został wygnany...
< Look lub Shanti >

czwartek, 29 maja 2014

Moje chwilowe problemy :c

Jak sama nazwa wskazuje, mam małe problemy.... Moja,, kochana,, mama zabrała mi laptopa (nie mam życia) pisze z komórki.  Tylko w weekend mogę wchodzić na chat i odpisywać na opa.  Mam nadzieje że zrozumiecie,  chociaż wiem że zrozumiecie xD
PS. Pika opo do Ness xD
Z poważaniem,  lub bez ~Renee

Od Jaspera CD historii Tracy

-Bardzo interesujące - powiedziała - ale nie pytałam cię o swoje imię
-Masz problem, nie przeżyłabyś nie znając imienia kogoś tak wspaniałego jak ja
-A odczep ty się! - warknęła na mnie
Przewróciłem oczyma i podbiegłem do wadery, ta odepchnęła mnie łapą i przyspieszyła.
-Może zgoda? Co?
-Po tym jak mnie pokiereszowałeś? Absolutnie że nie!
Westchnąłem i dałem sobie spokój, przystanąłem. Jednak wadera też, dokładnie tak jak w moim planie. Spojrzałem na nią z udawanym zdziwieniem prawie się śmiejąc.

(Tracy?)

Od Tracy CD historii Jaspera

Uśmiechnęłam się drwiąco do basiora, ten przewrócił oczyma i zrezygnowany położył łeb na ziemi. Zeskoczyłam z niego i prychnęłam kopnowszy go w żebro.
-Wstawaj..jeszcze ktoś pomyśli że cię zabiłam, a miałabym problemy jeżeli zabiłabym kogoś z tego samego Klanu co ja...
-Nigdy byś mnie nie zabiła, jesteś na to za słaba - uśmiechnął się jadowicie
Spojrzałam na niego wrogo po czym obruciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę swojej jaskini. Po chwili usłyszałam że ktoś za mną idzie, kiedy spojrzałam do tyłu okazało się że to ten basior.
-Może wyjawisz mi swoje imię? - uśmiechnął się
-Tracy..ale nie wiem czy możesz tak do mnie mówić..
-Nic nie szkodzi, ja jestem Jasper.


(Jasper? Piszę z telefonu więc sory że tak krótkie)

Od Rachel-c.d Reddy'ego.

Padłam na posłanie. Wiedziałam że nie zasnę,ale co mi tam. Leżałam rozmyślając o Reddy'm.
-Hm...
Nagle zrobiło się jeszcze zimniej,a z mroku wyłonił się demon. Mój sługa demon-poprawiłam się w myślach.
-Volusian! Jesteś jak promyk słońca rozświetlający ponury dzień.
Tylko się patrzył.
-Co się dzieje?-zapytałam.
-Potrzebują cię.
Westchnęłam. Nie chciałam iść do Tamtego Świata,ale musiałam zajrzeć tam od czasu do czasu. Przez Doriana. Wplątał mnie w to całe bagno. I stałam się Królową Kraju Róży.
-No dobrze.Co tym razem?
-Obowiązki.
Głupie pytanie, głupia odpowiedź. Otworzyłam bramę i przez nią przeszłam. Tam czas płynie inaczej niż tu. Zobaczyłam Nię siedzącą smutno.
-Nia?
-Pani!Królowa wróciła!-Wrzasnęła na cały głos.-Oni myśleli ze nas zostawiłaś,ale ja zawsze wierzyłam.
Skrzywiłam się słysząc "Królowa",nigdy się do tego nie przyzwyczaję. Przyleciała służba i Rurik-dowódca mojej straży. Ukłonili się nisko.
-No dobra,nie mam czasu. Co się dzieje?

~~ Kilka tamto czasowych godzin później ~~

Weszłam we własny krąg ognia łącząc się z królestwem. Wtedy odżywa. Było mnóstwo czerwonych,niebieskich i takich róż(jak na tym zdjęciu) i innych roślin.


Przerwałam połączenie i stworzyłam bramę. Byłam wykończona. położyłam się spać i szybko zasnęłam.

~~Rano~~

Leżałam na łóżku,senna ale jak przypomniałam sobie mojego chłopaka...zerwałam się i wyszłam. Najpierw poszłam nad jezioro się umyć. I kontynuowałam szukanie. Znalazłam go jak szedł do mojej jaskini.
-Cześć kochanie.
Pocałowałam go tęsknie. Bo tęskniłam za nim.Bardzo.
-To dla ciebie.
Poczułam piękny zapach i poczułam coś za uchem.
-Mmm...orchidea-powiedziałam rozmarzonym tonem.-Dziękuję. Skąd wiedziałeś że to mój ulubiony kwiat?
Uśmiechną się tajemniczo.


<Reddy>



środa, 28 maja 2014

Od Jaspera CD historii Tracy - Epicka bitwa

Uśmiechnąłem się zuchwale na waderę, wyglądała jakby mnie miała zaraz zamordować czy coś. Pomogłem jej wstać a ta natychmiast mnie przewróciła dusząc. Zacharczałem co miało być śmiechem po czym obrzuciłem jej oczy piaskiem. Wadera pisnęła i zaczęła wycierać sobie oczy a wtedy ja skoczyłem na nią. Zaczęliśmy sturliwać się z małej górki, gdy uderzyliśmy o jakiś kamień ja poleciałem na lewo a ona na prawo. Przeturlałem się kilka razy i warcząc stanąłem na łapy, wadera zrobiła to samo.
-No..dawaj! - powiedziałem po czym rzuciłem się w stronę wadery
Zaczęliśmy się gryźć i szarpać. Mieliśmy równe szanse, no może ja byłem silniejszy ale wadera była zwinna i szybka. W końcu nie wytrzymałem i ugryzłem waderę w łapę. Ta krzyknęła z bólu i zdrową łapą uderzyła mnie w pysk. Odwróciłem łeb i splunąłem krwią, spojrzałem na czerwoną plamę na łapie. Odwróciłem się w stronę wadery cały zjeżony. Ta z przerażeniem spojrzała na mnie po czym wyszczerzyła kły z żądzą mordu. Widząc jej minę zacząłem się śmiać.
-Zamknij się! - rzuciła we mnie kamieniem trafiając w mój łeb
Pisnąłem i złapałem się za głowę, zaczęła z niej spływać niczym rzeczka czerwona krew.
-Zabiję cię!!!
Wadera uśmiechnęła się wrednie puszczając mi oczko, prychnąłem i otarłem zakrwawioną łapę o kamień. Zaczęliśmy wokół siebie krążyć cały czas powarkując i szczekając. Spojrzałem na nią po raz kolejny z chęcią mordu, ta zaczęła gapić się na moje łapy. O co jej do cholery chodziło? Dowiedziałem się kiedy coś niewidzialnego złapała mnie za łapy i zwaliło z łap. Warknąłem, wiedziałem już o co tej idiotce chodzi. Kiedy skoczyła w moją stronę kopnąłem ją w brzuch tak że wywinęła koziołka w powietrzu i walnęła o ziemię. Szybko wstała na ziemię i spojrzała się na mnie bezradnie. Chyba skończyły jej się pomysły, odwróciła się i odbiegła. Prychnąłem i jak gdyby nigdy nic ruszyłem przez las. Nagle coś walnęło w mój kark, uderzyłem szczęką o ziemię a cały świat się zatrząsł.
-No i co teraz? - usłyszałem koło ucha jakiś drwiący głos
Odwróciłem łeb na tyle ile mogłem, to była ta wadera siedząca mi na plecach, patrzyła się na mnie z drwiącym uśmieszkiem wymalowanym na pyszczku.

(Tracy? xDDD)

P.S. Drogi Bartku!
Ostatni raz pozwalam ci pisać opowiadania na raty, albo dajesz całe albo będzie..wpierrr...

Olga

Od Taravi CD historii Danny'ego

Otrzepałam się i zaczęłam przygładzać swoje futro, po kilku sekundach byłam chyba z tonę lżejsza. Nagle usłyszałam głośny śmiech Danny'ego. Odwróciłam się w jego stronę. Basior stał nad wodą i wpatrywał się w swoje odbicie.
-Głupiutki Danny - spojrzałam na niego kątem oka z uśmiechem
Basior spojrzał na mnie i uśmiechnął się równie promiennie co i ja.
Ruszyliśmy leśną dróżką, uznaliśmy że jest już za ciemno na nasz wyścig. Oczywiście nadal spieraliśmy się nad tym jaki był by wynik. Ale obiecaliśmy coś sobie. Że pewnego dnia to powtórzymy, nie wiedziałam kiedy ten dzień mógłby nastąpić. Spojrzałam na szarobure niebo i zmarszczyłam brwi. Białe, malutkie i delikatne płatki śniegu zaczęły spadać ku nam. Pierwszy płatek śniegu wylądował na moim nosie po czym się rozpuścił. Zaśmiałam się cicho po czym spojrzałam się na basiora. Jego futro było całe w drobnym puchu. Przewrócił oczyma i strząsnął z siebie śnieg.
-Dobra, chodźmy, robi się coraz ciemniej
- Okej
Resztę drogi przeszliśmy w milczeniu, a kiedy doszliśmy do mojej jaskini pożegnaliśmy się tylko mówiąc ''do jutra''. Może to przez to że byliśmy zmęczeni dzisiejszym dniem, ja na przykład byłam bardzo zmęczona. Położyłam się w kącie jaskini na miękkich futrach i po chwili zasnęłam.
<Następnego ranka>
Otworzyłam rozespane oczy, miałam biało przed oczyma. Otworzyłam oczy szerzej i dopiero wtedy się zorientowałam że to śnieg który był na moich rzęsach. Zaraz, rzęsach? Wstałam gwałtownie modląc się żeby to nie było to o czym myślę. Jednak było. Śnieg napadał do mojej jaskini osadzając się na wszystkich przedmiotach, burknęłam coś pod nosem po czym zaczęłam zmiatać ogonem śnieg. Po kilkunastu minutach jakoś to już wyglądało. Westchnęłam i wyszłam na zewnątrz przewietrzyć się. Niestety nie zauważyłam że śnieg zasypał zejście ze zbocza jaskini więc o nim zapomniałam. W pewnym momencie moja łapa zawisała w powietrzu i zapadła się w śnieg razem ze mną. Krzycząc zaczęłam zjeżdżać w dół, myślałam że będzie to trwać wieczność kiedy w coś uderzyłam. Tym czymś okazał się wilk.
-Uważaj jak łazi...Taravia? - zapytał wilk
-Taa...Danny? - spojrzałam na basiora który był całe we śniegu - co za..spotkanie - zaśmiałam się zgarniając mu z oczu śnieg

(Danny?)

wtorek, 27 maja 2014

Od Danny'ego c.d historii Taravi

-Nie szkodzi...-Powiedziałem powoli układając w myślach wszystkie informacje. -Ja w porównaniu do ciebie nie potrafię zbyt długo oddychać pod wodą. nawet w formie ducha.- Dokończyłem z ostatniego tchu
-To...- Nie dokończyła z powodu że zacząłem ją kierować w stronę wyjścia.
Mój nos wyłonił się z tafli wody, zaraz po nim całe ciało. Zaczerpnąłem tchu. Spojrzałem się na pływającą waderę. W wodzie widziałem swoje odbicie, wyglądałem jak mokry pies...tylko że lewitujący nad wodą.
Zacząłem się śmiać, bez wyraźnego powodu.
<Taravia? Sorry że mało..pisze na lekcji infy a koło mnie siedzą podglądacze...>

poniedziałek, 26 maja 2014

Od Sally- CD historii Picalla

Obudziłam się już jako zupełnie inna wadera. Miałam mojego Picalla i wreszcie odnalazłam sens życia. Za dużo nieszczęść mnie spotkało, by zakończenie mojej historii miało nie być "happy end". Czułam się dowartościowana, potrzebna i kochana. Niczego więcej nie pragnęłam.
Wyszłam z mojej jaskini i prawie natychmiast ruszyłam do Picalla. Dzień wydawał się zbyt cudowny, by mógł być prawdziwy. Choć ptaszki śpiewały, a drzewa szumiały... Nabrałam podejrzeń. Coś tu nie grało. W powietrzu było zbyt radośnie, a mój instynkt podpowiadał, że to bardzo dziwne. Zbyt dziwne.
Kiedyś słyszałam, że ludzie, którzy się zakochają- szaleją. Świat staje się dla nich kolorowy i pełen szczęścia. Ze mną też miało tak być? Nie! Nie mogłam na to pozwolić! Co prawda- kochałam Picalla, ale czy byłam w nim bezgranicznie, bez opamiętania zakochana? Wydawało się, że odpowiedź jest prosta. Chciałam zostać jego partnerką, ale nie chciałam być jedną z tych wader, co siedzą w domu i wychowują dzieci.
Moje rozmyślenia mnie spłoszyły i stanęłam. Ja wcale nie chciałam taka być. Po krótkiej chwili ruszyłam znowu. Mogę nie chcieć tej dziwnej kolorowości, lecz chciałam jednego- Picalla.

Picallo?

Wyrzucony!

http://fc07.deviantart.net/fs70/f/2010/032/5/4/_Equilibrium__by_PirateGirl_Tetra.png
Sehan
Powód: Brak aktywności

Od Taravi CD historii Danny'ego

-Co!? Czeeeeeekaaaaj! - pisnęłam
Jednak było już za późno, Danny wzbił się wysoko w powietrze. Spojrzałam przerażona w dół. A kiedy to zrobiłam drzewa i wszystko ck znajdowało się w dole zaczęło falować. Zamknęłam oczy i jeszcze raz pisnęłam. Złapałam się mocniej Danny'ego. Na razie nie zamierzałam otwierać oczu, muszę się z tym oswoić.
- Czemu się boisz? Przecież cię nie puszczę, zaufaj mi.
- To nie o to chodzi, ufam ci Danny. Tylko że..ja mam lęk wysokości - otworzyłam oczy i spojrzałam na basiora.
- A więc to tak...czekaj!
Basior zanurkował w dół, krzyknęłam. Ziemia zbliżała się z każdą sekundą. Byłam pewna że zaraz się o nią rozbijemy kiedy to Danny wyrównał lot. Mogłabym spokojnie dotknąć krzaków nawet się nie wysilając. Danny skręcił w prawo i zaczęliśmy szybować nad jeziorem. Uśmiechnęłam się i dotknęłam tafli wody. Woda rozbryzgała się delikatnie ochlapując mnie i Danny`ego. Zaśmiałam się głośno po czym spojrzałam na Danny`ego który był cały mokry.
-Taravia! Przestań się wier...
Nie dokończył ponieważ wpadłam do wody, wykrzywiłam się tak dziwnie że prześliznęłam się wpadając do wody. Byłam w takim szoku że nie mogłam pływać więc zaczęłam spadać się w stronę dna. Bąbelki powietrza przepływały koło mnie i wzbijały się ku górze. Kilkanaście metrów nade mną zauważyłam falę miliardów babelków. Nagle obok nich wyimaginował się Danny płynący w moją stronę. Potrząsnął mną i widać było że się przeraził kiedy niereagowałam, potrząsnął mną jeszcze raz a wtedy spojrzałam na niego i jakby nigdy nic wypłynęłam na powierzchnię.
-Chcesz żebym umarł na zawał!? - krzyknął
-Przepraszam..nie musiałeś się martwić, nawet jeśli straciłabym przytomność mogłabym oddychać pod wodą - uśmiechnęłam się zawstydzona
-Dobra nieważne...- przewrócił oczyma
-Przepraszam, naprawdę

(Danny? Brak weny ;c)

Od Fanty cd. historii Reddy'ego

- On taki jest. - zaśmiałam się. Biesiadowaliśmy do 14.00 po czym smoki odleciały, a ja odprowadziłam Reddy'ego. Przed jego jaskinią zatrzymałam się. Parę słów i poszłam. Byłam zmęczona. Miałam dość jak na jeden dzień, co do mnie nie podobne. Bolała mnie głowa, a łapy jakby się uginały pode mną. Wróciłam do mojego domu i usnęłam.
Na następny dzień było już dobrze. Wesoło skakałam z wodospadu i różnych drzew do wody lub na ziemię. Postanowiłam, że dziś porozmawiam z alfa. W sumie nic nie robiłam, a poza tym nie znałam go. Pobawiłam się jeszcze trochę, po czym wyszłam z jaskini. Szukałam Alfy, ale nigdzie go nie było. Po godzinie zmęczona padłam na trawę. Gdy już zasypiałam, usłyszałam szmer. Szybko wstałam i schowałam się w wykrocie, aby mnie nie zauważył nadchodzący. Był to jednak samiec Alfa naszego klanu. Wyszłam i przywitałam się.
- Witaj, jestem Fanta - uśmiechnęłam się.

(Lucyfer? )

niedziela, 25 maja 2014

Od Darkness'a cd historii Jessie


Przypadkowo wpadłem na jakąś nieznaną mi wcześniej waderę. Jej sierść była delikatnie pomarańczowa z jaśniejszymi i ciemniejszymi elementami. Jednak to co naprawdę przykuło moją uwagę to jej skrzydła. Kolejny skrzydlaty wilk w Klanie Ognia? Będzie ciekawie.
- Może... miałbyś ochotę mnie oprowadzić? Oczywiście się nie narzucam czy coś... - zapytała trochę skrępowana
- Jeżeli moja obecność nie będzie Ci przeszkadzać… - urwałem, a raczej wadera mi się wtrąciła
- Nie przeszkadza -stwierdziła, po czym od razu zamilkła
- Dobrze. Więc choć za mną. Pokażę Ci główne miejsca w klanie - powiedziałem i ruszyłem przed siebie
Wadera spokojnym krokiem podążyła za mną. Po jakimś czasie wyrównała ze mną i próbowała podjąć jakąś rozmowę. Lecz jak to ja jedynie odpowiadałem jej pojedynczymi zdaniami lub wyrazami z chłodnym i poważnym tonem głosu. Wadera chyba próbowała się, ze mną „zaprzyjaźnić” chociaż ja wolę trzymać wszystkich na odległość. Gdy byliśmy już blisko pierwszego celu wycieczki, jeżeli mogę to tak nazwać, stanąłem i łapą odsunąłem gałęzie zasłaniające widok.
- To tutaj - powiedziałem i wskazałem na stojący nieopodal wulkan
Było widać, że przypadł on jej do gustu. Bez większego namysłu zacząłem iść w jego stronę, gdy nagle za moimi plecami rozległy się słowa wadery.
- Na pewno możemy tam iść? - zapytała spoglądając na potężny wulkan
- Oczywiście. Niby co mogłoby się stać? - stwierdziłem, a wadera zbliżyła się do mnie - Przecież jesteś wilkiem ognia czyż nie? - zapytałem retorycznie
- No tak. Ale skoro tam idziemy to chyba nie jest aktywny… - zapytała, a raczej pomyślała na głos
- Jest aktywny, lecz od dłuższego czasu nic się nie działo, więc jest tam w miarę bezpiecznie.
Wadera lekko uniosła kąciki ust i ruszyła przed siebie. Wydawała mi się dziwna… Nie to złe słowo.. była inna i taka niezależna. W skrócie przyjacielska buntowniczka. Przed chwilą miała wątpliwości, a teraz kroczyła przede mną pewna siebie jak gdyby nigdy nic. Było dosyć upalnie, jak na zimę. Wadera zaczęła się męczyć z tego co widziałem. Po długim czasie byliśmy już u podnóża wulkanu.
- To gdzie teraz? - zapytała najwidoczniej zdezorientowana
- W górę - powiedziałem i zacząłem wskakiwać na kamienie, kiedy zauważyłem, że wadera z niechęcią patrzy na tą drogę - Idziesz?
- Chyba jednak wolę podlecieć na górę - odpowiedziała i wzbiła się w powietrze
- Nie radzę. Wyżej powietrze jest bardzo gorące i jest dużo dymu, który utrudnia latanie. - poradziłem, lecz ona jakby mnie nie słyszała zaczęła lecieć w górę
- Dam sobie radę - stwierdziła pewna siebie
- Zobaczymy - dodałem z lekko wrednym głosem
Nie minęła chwila, a wadera znikła w gęstym pyle wulkanicznym. Z początku nie było jej widać ani słychać. Tak jakby znikła. Jednak w pewnym momencie usłyszałem głośne kaszlenie, a potem zauważyłem zdezorientowaną wilczyce spadającą w dół. Spadła na małą półkę skalną zaraz pode mną.
- A nie mówiłem? - zacząłem się śmiać, lecz w odpowiedzi usłyszałem tylko bolesne warczenie wadery
- To nie jest śmieszne… - powiedziała, a raczej wydusiła przez ból
- Zaczekaj, zaraz tam do ciebie zejdę - powiedziałem,  a po kilku susach byłem już obok niej
Myślałem, że od razu oberwie mi się za to „a nie mówiłem”, lecz ona tylko jęczała z bólu.
- Możesz chodzić lub przynajmniej wstać? - zapytałem chociaż nie wyglądała na poranioną
- Wstać raczej tak, ale nie sądzę żebym mogła chodzić - stwierdziła wstając, lecz cały czas chwiała się na łapach
- Chodź, pomogę Ci stąd zejść - powiedziałem i wziąłem ją na plecy
Muszę przyznać, że jak na waderę była dosyć ciężka. Ale wydaje mi się że to po prostu wina rozłożystych skrzydeł. Po kilku skokach i zejściach byliśmy już na ziemi. Postanowiłem znaleźć jakieś miększe miejsce niż rozgrzane kamienie pod wulkanem dla niej. Udaliśmy się do lasu. Po krótkich poszukiwaniach znalazłem odpowiednie miejsce. Był tam miękki mech otoczony krzewami, a niedaleko był mały strumień. Ostrożnie odłożyłem waderę na mech, a sam poszedłem w stronę strumienia.
- Gdzie idziesz?- zapytała lekko zdezorientowana
- Zaraz przyjdę - odpowiedziałem i zniknąłem za krzewami
Po chwili wróciłem z czystą wodą i usiadłem obok wadery.
- Jak się czujesz? - zapytałem, lecz chyba zrobiłem się trochę za „troskliwy” dla niej
- Bolą mnie plecy i łapa - powiedziała i wskazała na łapę
Tak jak myślałem. Wilczyca była tylko lekko poobijana i miała kilka małych siniaków, a łapa było tylko delikatnie zadrapana i zabrudzona piachem. Przemyłem waderze łapę, gdy nagle zorientowałem się, że zbliża się noc.
- Może przełożymy dalszą część oprowadzenia na jutro? - zaproponowałem
- Z chęcią, ale pod jednym warunkiem
- Jakim? - zapytałem zdziwiony
- Jutro nie idziemy na wulkan - odpowiedziała zmieszana i wstała
- Jak wolisz - odpowiedziałem z lekkim śmiechem w głosie, ale tym razem wadera natychmiast zawarczała na mnie ze złości
Odprowadziłem waderę pod samą jaskinię i pożegnałem. Umówiliśmy się pod wulkanem w południe. W nocy jak zwykle nie byłem w stanie zasnąć. Co po chwilę budziły mnie to nawet najcichsze szmery i odgłosy. Kiedy słońce zaczęło wstawać ja także wstałem, aby zawczasu rozprostować kości. Przez większość czasu od rana do chwili przed południem błąkałem się o lesie z nudów. Pod wulkan przybyłem przed czasem. Wiedziałem, że będę musiał chwilę poczekać za nią, lecz kiedy było już godzinę i pół po południu zdziwiłem się z powodu jej spóźnialstwa.
(Jessie?)

Nieobecność.

Witajcie!
Z tytułu mądrzy się domyślili, niemądrzy nie, że będę przez jakiś czas nieobecna. Otóż, jadę sobie na zieloną szkołę, o. :3
Na chacie mnie nie będzie, jednak opowiadania mogę spokojnie pisać, bo legenda głosi, że w ośrodku będzie wifi. xD
W każdym razie znikam zaledwie na pięć dni - tj. od poniedziałku do piątku. W sobotę, jeśli przeżyję wyjazd, wrócę już do was ^^
No więc życzcie mi dobrej pogody, słoneczka i przede wszystkim udanej wycieczki! :3
Bywajcie, do soboty! :')

~Wasza Pika :3

od Reddy/ego c.d historii Rachel

-Tak dziwnie mi trochę. Taka widownia- Powiedziałem patrząc się na sowokotki.
Wadera zaśmiała się. Odwzajemniłem gest.
-Może wracajmy powoli. Zanim wrócimy będzie już ciemno- Powiedziałem wstając z miejsca.
Ruszyliśmy w stronę jaskiń. Miałem racje. Kiedy stanęliśmy przed jaskinią Rachel było już grubo po północy. Pożegnałem ją pocałunkiem po czym sam skierowałem się w stronę mojego domu.
<Rachel? 5 min i tyle weny XD>

Od Rachel-c.d Reddy'ego

-A wy....
Patrzyłam z przymrużonych powiek na  sowokotki. Cieszyły się,skakały,latały w koło.
-Rysa?Błysk?Wy... zastanawiam się czy was nie zadusić.
-Dlaczego?
-Bo one...chciały nas swatać,a ja je musiałam przeganiać.
Wystawiły mi język i zaczęły przedrzeźniać. Jak bym nie była zajęta moim chłopakiem, strzeliła bym do nich,ale zamiast tego pocałowałam go namiętnie. Zaśmiał się. Rysa pokazała mi "Najwidoczniej nie musiałam". Uśmiechnęłam się szeroko.
-Co powiedziała?
-Że nie musiała.I ma stu procentową rację.
Znowu go namiętnie pocałowałam. Odpowiedział z taką samą intensywnością.
<Reddy>

Od Reddy'ego c.d histrii Rachel

-Ja ciebie też- Odpowiedziałem spokojnie.
Byłem zszokowany tym wszystkim. Słyszałem że te miejsce wiąże ze sobą dużo uczuć. Przecież to kwiecista polana klanu ognia.
Siedzieliśmy tak na wzgórzu wpatrując się w piękny zachód słońca. Gwiazda powoli znikała z horyzontem kwiatów. Kontem oka zauważyłem znajome mi stworzenia, tańczące na gałęzi drzewa.
-Czy to nie błysk i...i no ten- Zawstydziłem się
Wilczyca spojrzała na drzewo.
-Rysa i Błysk...co one tu...?
Zaśmiałem się cicho.
<Rachel?>

Od Kid`a CD historii Ari

-Kid skup się! - usłyszałem moją mamę
Spojrzałem na nią zdziwiony, przyznam, nie słuchałem już od dłuższego czasu co ona do mnie mówi. Matka spojrzała na mnie zrezygnowana, westchnęła i wyszła z jaskini. Aquariusa nie było w jaskini, pewnie spędzał czas z innymi szczeniakami. Przyznam że nudziło mi się coraz bardziej z dnia na dzień, co fajnego jest w okradaniu upadłego Klanu i łamaniu łap Alfie? Położyłem się na podłodze i spojrzałem na swoje łapy, pomyśleć że te małe łapy potrafią kogoś zabić. Tym razem to ja westchnąłem i wstałem kierując się do wyjścia. Na zewnątrz nie było widać mojej matki, aż o tak ważnych rzeczach mówiła że oddaliła się tak prędko?
-Przepraszam...- usłyszałem za sobą jakiś dziwny głos, odwróciłem się, był to jakiś szczeniak, może starszy odemnie - jakiś wilk chce się z tobą zobaczyć..mówi że to pilne.
-A gdzie jest?
- Niektóre wilki przerażone jej wyglądem zatrzymały ją i zaczęły wypytywać.
- Kim jest ten wilk?
- Przedstawiła się jako Aria...
Spojrzałem przerażony na szczeniaka po czym teleportowałem się na plac główny. Było na nim mnóstwo wilków, wszystkie patrzyły się w jednym kierunku. Kiedy prubowałem przedrzeć się przez tłum jednak wilki nie oglądając się za siebie odpychały mnie. Warknąłem i odrzuciłem wszystkie wilki 3 metry dalej. Dopiero teraz zauważyły moją obecność i błagały o przebaczenie.
-O co to całe zamieszanie!? - krzyknąłem i spojrzałem na Arię
Zamarłem. Aria miała trzy łapy, spojrzałem się na nią z pytającym wyrazem twarzy. Wadera uśmiechnęła się blado.
-Rozejść się...- wyszeptałem ale wilki zrozumiały
Kiedy juz byliśmy sami nie wiedziałem co powiedzieć.

(Aria?)

Od Rachel-c.d Reddi'ego

Uśmiechnęłam się.
-Dzięki,Tu jest tak...
Westchnęłam i ruszyłam przed siebie dotykając i wąchając kwiaty. W końcu się do niego odwróciłam. Rachel czy ty się czasem nie zakochałaś?-Zapytał cichy głosik w głowie. Nie-powiedziałam sobie nie zbyt stanowczo. Na pewno?. Tak...a może nie?. Zakochałaś się! Zakochałaś!. Spojrzałam w oczy mojemu przyjacielowi. Czy ja naprawdę mogłam się w nim zakochać?Owszem miał świetny charakter i nie tylko to...Nie wiedziałam że do niego podchodzę. Nawet tego nie zauważyłam. Stanęłam dopiero jak prawie stykaliśmy się nosami.
-Czy ty...bo ja...-zaczęłam cicho.
Ale on tylko przez chwilę stał i patrzył mi  głęboko w oczy. Jego usta same odnalazły moje. Długi pocałunek.
-Kocham cię.-powiedziałam-Reddy.
<Reddy?>

sobota, 24 maja 2014

Od Reddy'ego c.d historii Rachel

Byłem szczęśliwy...w końcu szczęśliwy. Szliśmy tak razem. Chwilę przed dotarciem do celu nakazałem wilczycy zakryć oczy.
-Po co?- Zapytała się zdziwiona.
-Oj nie podglądaj...nie wprowadzę cię przecież do jakiejś dziury- Zaśmiałem się
-Mam nadzieje- Zaśmiała się cicho pod nosem.
Wadera spełniła moją prośbę. Dla pewności zasłoniłem jej oczy chustą.
Weszliśmy na pagórek. Widać było piękną polanę, było to miejsce idealne. Odsłoniłem oczy Rachel. Jej oczom ukazał się następujący krajobraz:










-To miejsce zaspokaja moją duszę. Piękne czerwone przypominają mi rozżarzone, skaczące kamyczki, a sam zapach oplata wszystkie zmysły- Poezja w moim stylu...perfekt ocena.
<Rachel?>

Od Reddy'ego c.d historii Fanty

Siedzieliśmy przy okrągłym stole. Fanta kulturalnie rozlała wszystkim do filiżanek gorącą herbatę.  Jakie pierwszy sięgnąłem po cukier, chyba smoki nie słodzą herbaty...
Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę. Nigdy nie siedziałem w towarzystwie smoków, a szczególnie ich królową. Głupio mi było.
W końcu Fanta mnie wyręczyła. Rozpoczęła jakiś temat, oczywiście nie wiedziałem o co chodzi...
Siedziałem w ciszy pomiędzy latającymi gadami. Na przeciwko mnie siedziała jedyna znana mi dobrze osoba. Spojrzała się na mnie z miną typu "Czemu nic nie mówisz?" Odpowiedź brzmiała prosto...Kiedy nie wiem co mówić wole milczeć jak grób.
-Reddy...prawda?- Odezwała się do mnie królowa smoków nieba.
-Zgadza się- Odparłem oszołomiony. Jej głos był melodyczny, teraz to zauważyłem.
-Jesteś nowym przyjacielem naszej najdroższej fanty, może byś opowiedział coś o sobie...
-Znamy się od niedawna- Odparłem skromnie -I nie wiem czy warto mówić coś o sobie...
Smoczyca spojrzała się na mnie zdziwiona
-To znaczy że moja historia nie jest warta twojej uwagi- Usprawiedliwiłem się szybko.
<Fanta? Braaaaaak pomysłów XD >

Od Danny'ego c.d historii Taravi

-Wiesz?-zacząłem skromnie -Nos utknął mi w jakiejś dziurze...tlen mi się kończy...-Skończyłem lekko rozbawiony
-To jest śmieszne?- Oburzyła się lekko podchodząc do mnie.
-Tak...a dokładniej teraz śmiesznie gadam- Odpowiedziałem ogłupiałym głosem
-To posiedzisz sobie tak.
-Powietrze mi się kończy...Mogę zaraz gadać ci ,ale jako duch- Odparłem poważnie
-Jasne...z miłą chęcią to zobaczę-Kontynuowała konwersacje
-To pacz...-Wyszeptałem z ostatniego wdechu...
Padłem na ziemie. Być może wglądałem jak martwy...o to wręcz chodziło. Moje futro powoli przybierało odcień czerni z bielą. Czułem jak wilczyca chodziła wokół mnie coraz szybciej i niespokojniej. W końcu usiadła przy mnie.
-Danny?-Zaczęła -T..ty żyjesz prawda?
Nie odpowiedziałem. Skończyłem transformacje. Byłem już w formie ducha...
-Danny- Lekko szturchnęła mnie lecz jej łapa przeleciała przez mój bark i dotknęła ziemi.
Odskoczyła jak oparzona. Nie mogłam się powstrzymać...zaśmiałem się cicho.
-Ja cię kiedyś zabije za takie żarty!- Pogroziła mi
Stanąłem na łapy powstrzymując się ud śmiechu. Jej mina była bezcenna, przerażona a zarazem rozbawiona i wściekła.
-Chciałaś żebym gadał jako duch, więc proszę- Uśmiechnąłem się
-Ale nie wiedziałam że dosłownie...
-Wychodźmy stąd. Trzeba dokończyć wyścig. No chyba że nie dasz rady...
-Dam!- Odpowiedziała stanowczo próbując wspiąć się po ścianie.
Patrzyłem z zainteresowaniem jak jej wysiłek szedł na marne. W końcu nie wytrzymałem.
-Jak tak będziesz się męczyć to nigdy ze mną nie wygrasz
-A ty co tak siedzisz? Pomóż mi
-No dobra- Dodałem obojętnie łapiąc waderę z z brzuch
-C...co ty robisz?- Zapytała się przerażona
-Pacz!- Zacząłem się unosić. Lewitacja to specjalność duchów. Po chwili wylecieliśmy z dziury.
-Chcesz zobaczyć nasz teren z lotu ducha?- Zapytałem
<Taravia?>

Od Ness c.d. historii Mundi’ego.

-Jak nie dziś to kiedy?- Zapytałam się patrząc w zmieszane oczy Mundi’ego. –Poza tym może to prowadzić do wyjścia którego szukamy- Dodałam po chwili milczenia.
-Ale co się stanie jak odnajdziemy te pozostałe przedmioty?- Zapytał się wilk siadając przy pochodni.
-Nie zależy mi na tej mocy-Odpowiedziałam stanowczo – Najpierw moja matka chce bym była Betą, a teraz moja prababka objawia mi swój kwiat i zmienia mnie w swoją podobiznę. Jeszcze trochę a jej duch wstąpi w moje ciało-Po karku przebiegły mnie ciarki, lub ogromny, czarny pająk. Otrzepała się odruchowo.
 -To w końcu twoja babcia czy prababcia?- Wilk zadał kolejne pytanie.
-Sama już nie wiem. Babcia na pewno nie, w tym wypadku Reneesmee miała by ją za matkę, a to nie prawda. Strasznie dużo w typ „pra” skoro Mizuri jest jednym z pierwszych wilków wody.- Odpowiedziałam zmieszanie podchodząc do ściany.
Wilk ucichł. Przypatrywał się każdemu mojemu ruchowi. Pewnie nie zrozumiał mojej wypowiedzi.
Chodziłam wzdłuż ściany w poszukiwaniu kolejnych strzałek, w końcu znalazłam kolejną. Prowadziła ona na wprost.
-Idziesz czy będziesz tak siedział?- Wyrwałam z zamyślenia basiora.
-Idę…idę-  Wymamrotał pod nosem po czym podbiegł do mnie.
Pochodnie rozświetlały korytarz którym szliśmy. Było cicho. Jedynym dźwiękiem był odgłos spadającej kropli wody. Wydawało się że tunel nie miał końca, same pochodnie i kałuże. W końcu Mundi nie wytrzymał tej ciszy.
-Wiesz coś o tej całej wilczycy?
-Tak. Czytałam o niej kiedy byłam jeszcze mała. Renee miała jedną książkę o niej.- Odpowiedziałam wspominając dawne czasy.
-A opowiesz mi o niej?- Dodał ciekawsko
-Każdy zna inną wersje, dlatego nie zdziw się jak słyszałeś inną- Odparłam wprost
-Nie słyszałem żadnej- Odpowiedział szczerzę basior
-No dobra…
…”Dawno temu, kiedy nie było jeszcze na świecie żadnego magicznego wilka, zwykła wilczyca patrolowała granice swego terytorium. Spodziewała ona się potomstwa, a konkretnie czterech szczeniaków. Kiedy dzień narodzin nadszedł, na świat przyszły dwie wadery oraz dwa basiory.
Każde z nich różniło się od siebie nie tylko charakterem, ale i wyglądem.
Wilczyca nazwała każde z nich od żywiołu. Niebieskiej waderze nadała imię Mizuri, od wody. Czerwonej wilczycy za to Hoka, czyli ogień. Pozostali dostali imiona Tsuchigo od ziemi oraz Kazeo czyli powietrze.
Nic wtedy nie wskazywało na to że każde z nich ma tajemnicze zdolności. Po miesiącu ich życia zaczęły pojawiać się pierwsze oznaki władania nad żywiołami. Młoda Hoka kichała czystym ogniam. Tsuchigo zaś jednym machnięciem łapy przełamał kamień na pół. Kazeo zdmuchując liść z nosa, zdmuchnął całe drzewo. A niebieska Mizuri tworzyła bańki z wody. Przerażona wadera nie wiedziała co robić. Inne wilki były za zabiciem dziwnych szczeniaków, lecz matka na to nie pozwoliła. Wyniosła je daleko w głąb doliny. Biegła przez trzy dni i trzy noce, bez przerwy. Kiedy dotarła na miejsce padła z wycieńczenia zostawiając rodzeństwo na pastwę losu. Lata mijały a wilki zaczęły w pełni panować nad swoimi zdolnościami. Nie wiedzieli jednak co się działo za doliną w której mieszkali.
Na dawnym terenie ich matki zdarzały się dziwne klęski żywiołowe. Od strony morza przypływały ogromne fale które wywoływane były drżeniem ziemi. Burze tworzyły wiry powietrza a pioruny podpalały lasy. Prawie wszystkie żywe istoty zginęły lub uciekły, tylko nie liczna grupka wilków została na miejscu. Ratunek przybył wraz z dziwnymi wizjami w głowach magicznych wilków. Ruszyli oni z pomocą swojemu dawnemu stadowi. Powstrzymali siły żywiołów ratując przy tym ocalałych. Wilki były im wdzięczne nazywając ich swoimi zbawcami. Wkrótce po tym uznano ich za bogów. Po ich śmierci zachowano ich przedmioty. Kwiat Mizuri który zawsze miała wpięte we włosy, pióro ze skrzydła Kazeo, łańcuszek z wulkanicznym kamieniem należący do Hoki oraz bransoletkę Tsuchigeo.
Legenda głosi że te przedmioty ukazują się wilkom wyłącznie o czystym i sprawiedliwym sercu…”
-Lecz nie spodziewałam się że to akurat będę ja- Dodałam na sam koniec.
-Czyli że…
-Czyli że jeden relikt już mamy- Odpowiedziałam zanim skończył zdanie
-Zostało nam tylko pióro, naszyjnik i bransoleta- Posumował moją wypowiedź.
-Jedną komnatę już zwiedziliśmy, to ta z posągami. Zostało jeszcze trzy.
-A w nich powinny być pozostałe relikty- Zakończył rozmowę Mundi.
Szliśmy dalej w korytarzu. Nie słychać było już spadających kropel, a na podłożu nie widniały już kałuże. Jedynie co się zmieniło to to że było coraz bardziej gorąco, podłoga wręcz paliła w łapy. W oddali zobaczyliśmy światło, natychmiast ruszyliśmy pędem w tamtą stronę, nie spodziewając się widoku rozgrzanej do czerwoności lawy. Staliśmy na jakimś balkonie, po boku znajdowały się schody prowadzące do wąskiej ścieżki pomiędzy zbiornikami magmy. Na drugim końcu komnaty widać było wielki posąg wilczycy ognia siedzącej dumne na skale.
-To musi być Hoka- Powiedział Mundi wchodząc na gorące schody. –Parzy!
-Jest tu magma. Uważaj na swoje łapy- Dodałam powstrzymując się od śmiechu.
Zeszliśmy ostrożnie po schodach po czym przeszliśmy ciężką na drugi koniec komnaty. Stanęliśmy dopiero przed pięciometrowym pomnikiem bogini Hoka.
-Spójrz na jej szyje- Zwrócił moją uwagę basior.
Na szyi posągu wisiał naszyjnik z czarny kamieniem i dwoma czerwonymi piórkami.
-To co dalej z nim zrobimy? Chyba nie wespniesz się po ten łańcuszek?- Zapytał się wilk patrząc się na pysk posągu.
-Aż taka głupia to nie jestem. Posąg jest penie cieplejszy od tej posadzki- Oznajmiłam
<Mundi? Co mam dalej zrobić ^^ > 

Od Ari CD historii Kid'a

Zaczęłam się rozglądać po całych podziemiach, aby znaleźć jakąś podpowiedź do czego mógłbyć ten klucz, ale nic mi na myśl nie przychodziło.
- Daj go na chwilę - podałam go Kidowi, a ten na chwile zamknął oczy i się skupił - Pasuje do kluczu do drzwi ... 
Spojrzałam się na Casidy, ta wiedziała pewnie już co znaleźliśmy. Stanęłam przed nią i spojrzałam się na nią z wyższością.
- A teraz szybko gadaj do czego jest ten klucz - powiedziałam tak, że tylko ona mnie słyszała
- Nigdy! - warknęła i o własnych siłach wstała
Popchnęłam ją łapą, a ta znów upadła. Próbowała się cały czas podnosić, ale ciągle wylądowała na podłodze. Gdy kolejny raz miałam podejść do niej i ją popchnąć ugryzła mnie w łapę. Z krzykiem odskoczyłam od niej. Moja łapa miała krwawe rany po ostrych zębach tej czarownicy. Podbiegło do mnie kilka wilków.
- Zabić ją! Nie oszczędzać! Zabić! - krzyknęłam - Nie zasłużyła aby żyć ani chwili dłużej!
Kid patrzał się na mnie z wielkimi oczami, nie wiem dlaczego aż miał takie wielkie gały. Podeszłam ostatni raz do trzymanej przez innych waderę i biorąc zamach łapą zostawiłam na jej pysku ślady po moich pazurach.
- Moje oko! - krzyknęła i szybko ze łzami w jednym oku przesunęła łapę w stronę drugiego oka
Zauważyłam, że moja łapa puchnie.
- Musimy na razie wyjść - powiedziała Seber patrząc się na moją łapę - Ze względu na stan naszej Alfy
- Nic mi nie jest - powiedziałam wstając
- Seber ma racje - zauważyłam obok siebie Kid'a
Wychodząc byłam podtrzymana przez kilka wilków. Nie rozmawiałam więcej już z żadnym wilkiem, chodź do mnie coś mówiły. Straciłam świadomość, ale widziałam wszystko. Zostałam zaprowadzona do szpitala. Tam straciłam przytomność.

--------------------------------------------------------------------

Obudzona zostałam przez promienie wpadające przez okno. Pamiętałam tamtejsze zajście. Nie wiem ile już byłam w szpitalu, ale dziwnie się czułam. Do mojej sali weszła Etoile.
- Jak się czujesz Ario? - spytała
- Nawet dobrze
- Okazało się, że w to miejsce gdzie cię C ... - przypomniała sobie, że w mojej obecności nie można wymieniać jej imienia - ta wadera ugryzła wdało się zakażenie i w ranie była jeszce nieznana substancja, więc ... - powstrzymała się od dokończenia
- Więc?
- Musiano amputować tą łapę - po tych słowach spojrzałam na swoją łapę, a raczej na miejsce gdzie była.
Wstałam z łóżka, chodź Etoile kazala mi wracać, ale wiedziała, że nie może Alfie się postawić, wiec mnie przepuściła. Udałam się do Klanu Wody i chciałam się zapytać Kid'a o to co się z tą svka stało. Zapłaci za to co mnie spotkało.

Kid :3 jaka reakcja na wilak bez jednej łapy xD ?

Śmierć Tamorayna!

Ponieważ na Tamorayna już dawno przyszła pora i nie pisze opowiadań uznałam że tak będzie najlepiej...

[*]Tamorayn[*]
Emerytowany Samiec Beta
Były Strażnik
12 lat

piątek, 23 maja 2014

Od Tracy

-Giń! - krzyknęłam skacząc na zad jelenia
Zwierzę zaczęło wierzgać i podskakiwać. Krzyknęłam gdy prawie spadłam ale wbiłam pazury pod jego skórę. Jeleń krzyknął i uderzył zadem o drzewo. Spadłam na trawę cudem unikając stratowania przez oszalałe zwierze, odskoczyłam w bok łapiąc tchu. Zierze stanęło kilka metrów dalej i przygotowało się do szarżowania. Prychnęło po czym zaczęło pędzieć. Uśmiechnęłam się, teraz był mój ruch. Uniosłam łapę do góry i przorałam pazurami w powietrzu. Gardło zwierzęcia stojącego 5 metrów odemnie rozpruło się. Strumień krwi poleciał do przodu, jeleń wydał harczący bełkot po czym runął na ziemię.
-Zawsze wygrywam - powiedziałam z uśmiechem
-Tak ci się wydaje tylko - usłyszałam głos za sobą, odskoczyłam jak oparzona unosząc łapę do góry, za mną stał basior o jasno-niebieskim futrze. Uśmiechał się łobuzersko - kiedyś znajdziesz kogoś lepszego od siebie. A wtedy ten ktoś cię zmiażdży.
-Uwierzę jak ten ktoś mnie pokona - prychnęłam
-Jesteś z Klanu Wody?
-Tak..a co?
-Masz szczęście, inaczej bym cię zabił. Chociaż...gdybym chciał już byś leżała drętwa na trawie.
Zaśmiałam się i spojrzałam na basiora z pogardą. Nie wiem czemu się tak zachowywałam, zwykle byłam spokojna i skromna. Ale dzisiaj zachowywałam się dziwnie. Jeszcze ten basior, strasznie mnie zdenerwował.

(Jasper?)

Od Zuko cd historii Lizzy

Przez kilka dni nie miałam znaku życia od wadery. Powoli zaczynałam się martwić ale pewnie obie miałyśmy własne sprawy do pozałatwiania. Nie wiedząc co mam robić jak zwykle sprzątałam, nudziło mi się tak okropnie że w kółko sprzątałam wpatrzona beznamiętnie w ścianę. Dosyć! Rzuciłam czymś i wybiegłam z jaskini. Wiatr zawiał mocniej unosząc moje włosy ku górze, wskoczyłam na kamień i spojrzałam na malutkie, białe płatki śniegu spadające z nieba.
-Zuko? - usłyszałam cichy głosik za sobą
Odwróciłam się zaskoczona. Za mną stała Lizzy, nic a nic się nie zmieniła.
-Lizzy? - zapytałam z uśmiechem
Wadera przytknęła śmiejąc się, podbiegłam do wadery i przytuliłam ją. Miałyśmy tyle do opowiedzenia sobie.
-Czy tobie urosły włosy? - zapytała dotykając moje długie czarne włosy
-Możliwe - zaśmiałam się - no, opowiadaj, co tam u Ciebie?

(Lizzy? Sorka że tak długo)

Od Zuko CD historii Maka

Uśmiechnęłam się pod nosem i objęłam Maka w pasie. Siedzieliśmy tak z kilka minut kiedy to do sali weszła Ness.
-Zrobimy ci badanie łapy ponieważ była lekko potłuczona - uśmiechnęła się
Puściłam Maka i posłusznie ruszyłam za waderą patrząc z uśmiechem na basiora. Kiedy weszłyśmy do pewnego pomieszczenia wadera zaczęła macać moją łapę sprawdzając czy nie ma żadnego złamania. Łapa mnie nie bolała i wszystko było z nią w porządku.
-Możesz wyjść ze szpitala tylko najlepiej żebyś 3 razy w tygodniu przychodziła na razie do mnie
Kiwnęłam głową i ruszyłam w stronę sali gdzie wcześniej byłam, Mako siedział na łóżku i wpatrywał się w podłogę. Kiedy usłyszał że stoję obok niego spojrzał na mnie zaskoczony, po chwili jednak uśmiechnął się ciepło.
-Wiesz już coś?
-Tak, mogę już wyjść ze szpitala, a ty?
-Ze mną już jest wszystko w porządku, mam jedynie nie przemęczać się i odpoczywać
Uśmiechnęłam się do niego i wzięłam go za łapę.
<Następnego dnia>
Stanęłam przy wyjściu ze szpitala czekając na Maka. Po kilku minutach basior się zjawił.
-To idziemy? - zapytał
Kiwnęłam łbem. Basior odprowadził mnie pod moją jaskinię i pomógł poukładać rzeczy. Przez te dni zrobił się tutaj niezły bałagan.
-Może ci pomóc? - zapytał
-Nie, poukładam wszystko sama, ty wracaj do siebie - uśmiechnęłam się i pocałowałam basiora
-Jak chcesz... - powiedział po czym wyszedł
Uśmiech znikł powoli z mojej twarzy, ruszyłam w stronę półek. Było na nich mnóstwo kurzu, nie czekając dłużej zaczęłam ścierać kurz pogrążona tą niepokojącą ciszą.

(Mako? Na razie brak weny)

Od Avon i Night-Imprezka (do Ari xD)

 Avon
Szłam powoli na spotkanie z Night.Naprawdę polubiłam tą szaloną wilczycę.Zobaczyłam ją na horyzoncie.
-Cześć.
-Hej Avon.Co tam u ciebie?
Uśmiechnęłam się mimo woli.
-Dobrze.A u ciebie?
-Wręcz wspaniale.Wyskoczymy gdzieś?
Zaśmiałam się.
-A ty jak zwykle byś się szwendała.
Pokręciłam głową.
-Ja się nie szwendam.Ja tylko czekam na okazję by się wyrwać.
Uniosłam brew.
-Imprezka?U ciebie?
Zaśmiała się.
-Rodzice mi nie pozwolą. Riaan może by się cieszył a moja sis Prim ta zrzęda nie docenia dobrej zabawy.
"Bo jesteś kompletną wariatką"-Pomyślałam.
-To co?Wbijamy się do kogoś.
-A czemu nie.-Wstała.-Idziemy poszukać.A twój brat?
-No co ty on?W życiu.Taki sam nudziarz...No może nie do końca.
Przypomniałam sobie parę jego ciekawych wypadów z których wracał nad ranem.
Szliśmy i nagle w oddali usłyszeliśmy muzykę.
Spojrzeliśmy na siebie znacząco z szerokimi uśmiechami.

  Night
Przyśpieszyłam kroku. Nie wiedziałam u kogo to,ale szczegulnie mnie to nie obchodziło.Raczej nikt nie ma nic przeciwko że u niego bawi się córka Alf i jej przyjaciółka. Wpadłyśmy i szybko wmieszaliśmy się w tłum.
~~Po godzinie lub dwóch~~
Całkiem niezła impreza.Świetnie się bawiłam.
-Wow.
Szalałam na parkiecie.Wiele osób patrzyło jak robię jakieś numery.Nawet raz(tak jak w tej chwili) tańczyłam z jakimś basiorem.Z resztą tak jak Avon.
-Hah.
Zrobiłam zgrabny obrót,basior mnie złapał i podrzucił a ja zrobiłam koziołka w powietrzu i spadłam z powrotem w jego objęcia.Wyskoczyłam z nich i nadal tańczyłam.
~~Po jeszcze jednej godzinie~~
-No chodź.
-Yych-jęknęła.
A ja pchałam ją na scenę i zaczęłyśmy po chwili śpiewać.Nawet nieźle nam to wychodziło.Nie wiem czy mi się nie zdawało czy widziałam mamę?Ona chodzi na takie imprezy w ogóle?Mimo że gdzieś tam wiedziałam że mogę dostać owal to zbytnio się tym nie przejęłam. Nagle.Nagle obok siebie usłyszałam trzeci śpiewający głos.Bardzo znajomy. Obróciłam się zdezorientowana. To co zobaczyłam niemało zcieło mnie z nóg. Aria stała tam powtarzając słowa piosenki. Zdziwiona przez chwilę tylko patrzyłam na nią.
-O jacie...-mruknęłam do siebie.
Obróciłam się do wszystkich i zaczęłam śpiewać z mamą. Stanęła obok mnie po lewej stronie,a Avon po prawej.Razem darłyśmy się do mikrofonu.
<Aria?XD>

Od Jessie

Byłam akurat przejściowo w jakimś lesie. Nagle usłyszałam czyjeś jęki w krzakach. Rozchyliłam gałęzie a tam... Endless! Nigdy jeszcze takiego nie widziałam. Po jego, a raczej jej wzroku widać było że chce abym zamiast się na nią gapić pomogła. Podeszłam do zwierzęcia i rozplątałam z sideł. Postanowiłam nazwać ją Etta. Czemu tak? Nie wiem. A więc ruszyłam z Ettą przed siebie, bez celu. Nagle wpadłam na jakiegoś wilka. Był cały biały. Pogadałam z nim trochę i wyszło że należy do jakichś wilczych klanów. Spytałam czy mogę dołączyć, a on zgodził się. Po jakimś czasie znowu wpadłam na jakiegoś wilka. Tym razem był czarny lub coś w tym stylu.
- Należysz do klanu ognia?- spytałam
- Tak. Chyba dzisiaj dołączyłaś po wcześniej nie widziałem cię tutaj.
- Tak... Nazywam się Jessie a ty?
- Darkness.
- Aha... Może... miałbyś ochotę mnie oprowadzić? Oczywiście się nie narzucam czy coś...

<Darkness?>

Nowy wilk w KO!


Jessie
Zwykły członek
wojowniczka

Od Maka CD historii Lizzy

Zaprowadziłem Lizzy na tereny klanu Ziemi. Chwilę poczekałem na nią i ją odprowadziłem, miałą w torbie kilka jakiś ziół. Nie znałem się za bardzo na nich, znałem te najbardziej z Klanu Everything. Odprowadziłem Lizzy pod samą granicę Klanu Wody.
- Dzięki za odprowadzenie nie znów - zaśmiała się
- Nie ma sprawy, służe pomocą - powiedziałem - Będę musiał lecieć, no to pa - powiedziałame oddalając się od niej

Lizzy dokończ jak chcesz

Zmiana pory roku!

Nastała kolejna pora roku - Zima
Noc jest dłuższa, dzień krótszy. Pada śnieg, zimno jest na dworze. Wilki, które mają szczeniaki powinny zadbać o bezpieczeństwo sowich pociech

Od Picalla CD historii Sally

A jednak mnie kochała torllo lolololol xD
- Zostaniesz moją partnerką? - spytałem
- Tak - odpowiedziała, a ja ją podniosłem i zakręciłem się w koło razem z nią
Odstawiłem ją na ziemie. Udaliśmy się razem powiadomić Alfę o naszym związku. Wybraliśmy dużą jaskinię dla naszej dwójki jak na razie dwojki :P
- Chcę cię za wszytsko przeprosić co źle wobec ciebie zrobiłem - powiedziałem
- Oh Picallo - Sally się na mnie ze śmiechem spojrzała - Nie musisz przepraszać - powiedziała
Uśmiechnąłem się do niej. Była całym moim życiem. Postanowiłem, że będę zawsze ją kochał, będę jej zawsze wierny, będę ją chronił, nie pozowlę aby jakaś krzywda jej się już stała.

Sally dokończ - hmm nwm o czym by tu jeszcze pisać :/ dodaj mi pomysłów

Od Korry CD historii Sasori’ego

Obróciłam się i moim oczom ukazała się kukiełka z świrniętą miną. Krzyknęłam wystraszona i tracąc równowagę wylądowałam na podłodze, a po chwili zaczęłam mieć atak śmiechu.
- To twoja sprawka - spytałam wstając i patrząc się na basiora
- Nie wiem - zrobił minę niewiniątka i spojrzał się w sufit - Jeśli pozwolisz dokończyłbym swój pokaz - uśmiechnął się
Usiadłam na wodnej pufie, którą sama przed chwilą zrobiłam i wpatrywałam się z zaciekawieniem w przedstawienie Sasori'ego. Po skończonym przedstawieniu nadal miałam wielką zdziwioną minę, poruszał nimi jakby były żywe i miały własną wolę.
- Skąd umiesz tak świetnie posługiwać się marionetkami?
- Lata praktyki, ale jak widać szybko zleciała mi nauka, gdyż nie jestem stary - powiedział ze śmiechem
Niestety po mimo miłej atmosfery musiałam wracać do szpitalika, została wezwana przez Etoile.
- Ja już muszę wracać do pracy, jeśli będziesz chciał ze mną porozmawiać lub o coś zapytać przyjdź do szpitalika, no to do zobaczenia - powiedziałam
- Do zobaczenia - powiedział
Wyszłam z jego jaskini i pokierowałam się do szpitalika.
- Korra gdzieś ty była? - spytała mnie Etoile - Ja i Amber same nie dajemy sobie same rady
- No ale już jestem ... - mruknęłam

-----------------------------------------------------------------------------------

Zaczęłam roznosić leki wilkom i chwile usiadłam na recepcji. Po chwili usłyszałam, że ktoś wszedł do szpitalika. I tak chyba z dwadzieścia razy ktoś wchodził i wychodził. Usiadłam sobie na chwilę robiąc sobie przerwę.
- Korra chodź tu! Ktoś do ciebie! - usłyszałam głos Amber
Wstałam i udałam się do holu szpitalika. Zobaczyłam tam Amber i Sasoriego. Amber oddaliła się od nas i zajęła się pacjentami.
- Widze, że zapamiętałes drogę do szpitalika - zaśmiałam się

Sasori dokończ


Od Hany CD historii David'a

Rozglądałam się po jaskinie, wszystkie wspomnienia wróciły, tak jakby wszystko wydarzyło się wczoraj. Poczułam się teraz jakbym był w domu, no to teraz był mój nowy dom. 
- To ja Ciebie na chwilę tu samą zostawię, rozgość się - powiedział basior i zniknął na dworze
Ja zaczęłam rozpakowywać swoją torbę, była malutka, ale dzięki zaklęciu wszystko się do niej mieściło. Nagle z torby wypadła woda kula, w środku woda była pod postacią cieczy, natomiast na zewnątrz pod postacią stałą, lodu. Pamiętam, gdy ją dostałam od rodziców jak byłam mała, Vezr też dostał, ale z ogniem. Siedziała tak chwilę bez ruchu wpatrzona w kulę, nagle w środku niej pojawił się jakiś obraz. Po chwili miał wyraźny odbiór i zobaczyłam na nim ... swojego brata i siebie jako szczeniaki.
- Czyli to kula, która łapała wspomnienia i je później pokazuję, gdy się o danym wydarzeniu myśli ... - pomyślałam i odstawiłam kulę do mojej szkatułki przy łóżku na półce. Wyjęłam też małą fiolkę z różą, która była w żywicy dzięki czemu nie uległa zniszczeniu. Dostałam ją od Shadow'a, również odłożyłam ją do szkatułki. W niej znajdowały się pamiątki od moich bliskich, było ich nawet dużo. Jeszcze trzepałam torbę, gdy nagle wypad z niej błękitny, mały okrągły kamyk tuż pod moje łapy. Schyliłam się i go podniosłam. Po chwili zaczął błyszczeć jaskrawo oświetlając całą jaskinie.
- Widzę, że nadal masz ten kamyk - do jaskini wszedł David
- Tak, pamiętam jak mi go dałeś - zaśmiałam się - To było chyba coś jako prezent na powitanie jako sąsiedzi
- Coś w tym stylu - powiedział - To jak widzę zostajesz tu ...
- Tak. Chcę być blisko rodziny i przyjaciół - powiedziałam

David dokończ

Od Maka CD historii Zuko

Łaziłem tak z jednego końca korytarza na drugi, wreszcie zniecierpliwiony usiadłem na samym końcu korytarza. Później zasnąłem zajmując dwa krzesła.
" Wracaj szybko do domu, tato! "
Te słowa były najgłośnijesze w moim śnie i jedynie one utkwiły mi  w głowie. Wstałem gwałtownie i się wywaliłem na podłogę. Koło mnie stała Ness i śmiejąc się na mnie patrzyła.
- Spałeś jak zabity - powiedziała - Przed chwilą sam się obudziłeś i wyglądało jakbyś bym zaskoczony, co ci się śniło??
- Nie pamiętam zbytnio - podniosłem się - Co tak długo badałaś Zuko? - spytałem patrząc się na Ness - Coś jest nie tak?
- Rozmawiałam z nią - powiedziała z obojętną twarzą
- Rozmawiałaś? - zdziwiłem się - Ale jesteś przecież lekarzem ...
- Zbadałam ją i wszytsko jest z nia dobrze, a rozmawiałam z nią na temat jej strachu. To wszystko przez tamto wydarzenie. Zaczyna mieć takie ataki paniki i też traci świadomość kto kim jest.
- A mogę do niej teraz wejść?
- Tak, ale ma być to spokojna rozmowa. Jest teraz wyciszona
Od razu udałem się do pokoju szpitalnego Zuko. Chyba właśnie przed chwilą zasnęła, nie budząc jej siedziałem obok i czuwałem nad nią. Siedziałem tak cały czas w ciszy, gdy zauważyłem, że otwiera oczy. Od razu spojrzała się na mnie, uśmiechnęła się.
- Byłeś tu cały czas? - spytała
- Tak - wstałem i podszedłem do niej - Jak się czujesz?
- Nawet trochę lepiej - powiedziała z lekkim grymsem
- Nie martw się, wszytsko będzie dobrze - przytuliłem ją

Zuko dokończ

Od Kid`a CD historii Ari

Wadera wyglądała jakby miała coś w zanadrzu. Ale miała połamane łapy i potłuczone kości więc raczej nie będzie próbowała walczyć. Chociaż nigdy nic nie wiadomo, chociaż niech taka idiotka sobie nie myśli że wygra ze mną i Arią. Skoro wtargnęliśmy na jej Klan i ona się nie zorientowała od razu, to jaką ona mogła być Alfą? Myślała wyłącznie o swoich potrzebach? Nie mam pojęcia, ale wiem że już przegrała. Kiedy szliśmy w dół co chwilę niepewnie rozglądała się na boki.
-Przestań się rozglądać! - krzyknął Look i pchnął ją na ziemię
Wadera jęknęła i spróbowała wstać ale nie nie była w stanie. Kilka wilków przewróciło oczyma i pomogło jej wstać. Teraz pozostawała kwestia kto będzie pomagał jej iść.
-Wertero, aqnus emea tar geru...Arulg! - wykrzyknąłem a obok mnie pojawił się mój Eidolon Arulg - wiesz co masz robić...
Arulg skinął głową i posadził sobie na plecach na wpół żywą waderę. Ruszyliśmy w głąb tunelu, z jego ścian spływał dziwny, fioletowy śluz. Kiedy się go dotknęło stawał się zimny i zastygał. Nie wiedzieliśmy co to jest a wadera nie chciała odpowiedzieć na nasze liczne pytania. Kiedy dotarliśmy do konca korytarza po lewej i prawej stronie był wielkie wrota. Kiedy otworzyliśmy wrota po lewej widać było długi, ciemny krytarz. Natomiast we wrotach po prawej były dziwne przedmioty. Jakieś amulety, wisiorki, księgi i zioła.
-Czarownica.. - wyszeptał jeden wilki patrząc się z odrazą na Casidy
Również spojrzałem na nią, wyglądała jakby się miała zaraz rozpłakać. Może byliśmy zbyt okrutni, ale tak przecież traktowano niewolników. Chociaż wątpię żeby się już kiedykolwiek do czegoś nadała. Kilka wilków postanowiło wejść do jaskini. Większości uwagę przykuły księgi, nie wiadomo co zawierały. Kiedy je otworzono wiele kartek było powyrywanych, natomiast kilka dało się przeczytać ponieważ większośc miała wyblakłe litery lub były całe w fioletowym śluzie.
-Rozpuszczona svka... - powiedział ktoś - nie potrafiła nic szanować we własnym Klanie, jej chciwość zgubiła ten Klan..
-Zamknij się! - krzyknęła Casidy płacząc - Zamknij się! Zamknij się!
Arulg ryknął i zrzucił waderę po czym zamachnął się na nią łapą. Wadera osłoniła swój łeb ale jej łapa byla w opłakanym stanie. Wadera krzyknęła z bólu i zwinęła się w kłębek. Krew powoli spływała po podłodze.
-Arulg! Nie musiałeś aż tak ją karać! - krzyknąłem - dobra...teraz przeszukajcie tą salę a Casidy zostawcie na razie w spokoju
Wilki niechętnie wykonały moje polecenie i ruszyły w stronę reszty ksiąg. Aria prychnęła przechodząc obok wadery i ruszyła w stronę talizmanów. Udałem się za Arią i zacząłem przyglądać się różnym talizmanom i ususzonym ziołom.
-Kid, chodź zobacz! - szepnęła Aira sprawdzając czy nikogo za nami nie ma
-Coś się stało?
-Popatrz - pokazała mi jakiś misternie zdobiony klucz - ciekawe do czego on jest?

(Aria?)

czwartek, 22 maja 2014

Od Taravi CD historii Danny`ego

-T..Tak - odpowiedziałam basiorowi
Danny się uśmiechnął i ruszył do przodu, wyrównałam z nim kroku i ruszyliśmy ścieżką prowadzącą do wschodniego lasu. Wiatr wiał już spokojnie rozwiewając lekko moje włosy. Wokół ścieżki, kolorowe liście spadały z drzew i opadały miękko na ścieżkę. Skręciliśmy w prawo i zeszliśmy po mokrych od wody kamyczkach prowadzących w stronę malutkiego strumyczka przepływającego przez las. Dotknęłam łapą zimną wodę i ochlapałam nią Danny`ego. Ten odskoczył i spojrzał na mnie z dziwnym uśmiechem, nie wiedziałam o co mu chodzi więc zaczęłam się cofać. Ten podbiegł do mnie i popchnął mnie w stronę gdzie woda miała około metr. Wyskoczyłam z niej jak oparzona ciężko dysząc, spojrzałam na basiora rozbawiona.
-Nie muszę się już dzisiaj myć - powiedziałam zarzucając ogonem
Danny zaczął się śmiać z mojej miny, również się zaśmiałam po czym przeszłam koło basiora uderzając go ogonem.
-To co, idziemy dalej? - zapytałam
-Oczywiście - uśmiechnął się
Potem ścigaliśmy się do łąki. Nie wiem kto wygrał bo byliśmy równocześnie, ale ja upierałam się że to ja wygrałam, natomiast Dany dałby sobie łeb odciąć że to on wygrał.
-To może ścigamy się jeszcze raz? - zapytał Danny z łobuzerskim uśmieszkiem
Spojrzałam na basiora zdziwiona, ale nie trwało to długo bo zaczęłam się śmiać.
-Myślisz że wygrasz? - prychnęłam z błyskiem w oku - może tor z przeszkodami?
-Z twoją koordynacją zaraz glebniesz przeskakując pierwszą przeszkodę
-Zdziwisz się
<30 minut później>
Upadłam na trawę zmęczona. Właśnie skończyliśmy układać tor. Wykopaliśmy pełno rowów, z powalonych pniów zrobiliśmy płoty. Ogólnie tor nie był długi ale dość skomplikowany, może nawet posłuży do treningu wojowników...Danny stanął na linii startu i spojrzał na mnie z rozbawieniem. Pokazałam mu język i również stanęłam na linii. Na znak równocześnie puściliśmy się biegiem. Najpierw przeskoczyliśmy 4 metrowy płot, potem ledwo dotykając ziemi musieliśmy się czołgać pod siatką z cierniami. Po pokonaniu połowy przeszkód przyszedł czas na najgorszą. Przejście po wąskim, długim pniu zwalonego drzewa nad głęboką dziurą (pomógł mi żywioł ziemi). Równocześnie wbiegliśmy na swoje kołyszące się "mosty" i ruszyliśmy do przodu. Starałam się iść jak najszybciej ale co chwilę któreś z nas zwisało nad dziurą. Szliśmy łeb w łeb, spojrzałam wściekła na Danny'ego po czym wręcz zaczęłam biec po pniu. Danny zrobił to samo, pnie zaczęły się trząść i chybotać jakby się miały złamać. Kiedy byłam już przy końcu ziemia zaczęła się osuwać strącając mnie i basiora do dziury. Uderzyliśmy o twardą ziemię a pnie również, prawie nas miażdżąc.
-Danny! - krzyknęłam
-Jestem, nic ci nie jest?
-Nie...a tobie?
(Danny?)

Od David`a CD historii Hany

Nie wiedziałem o co chodzi, tak nagle zaczęła płakać, stanąłem jak słup i zacząłem się głupio rozglądać. Po chwili jednak podszedłem do wadery i ją przytuliłem, ta wzięła głęboki wdech i spojrzała się na mnie załzawionymi oczyma.
-Jak nie chcesz to na razie nie mów. Ale jest to dla mnie ważne, chciałbym wiedzieć co w przeszłości zrobiłem nie tak, żeby już więcej nie powtórzyć tego błędu. - powiedziałem ocierając jej łzy
Puściłem ją i spojrzałem na nią jeszcze raz. Nadal ocierała łzy i wyglądała na smutną. Chyba na razie nie zamierzała mi powiedzieć co było prawdziwą przyczyną jej ucieczki. Nie chciałem z niej tego wyciągać na siłę, absolutnie, chciałem żeby mi powiedziała wszystko na spokojnie. Wiem że na nią niepotrzebnie nawrzeszczałem ale martwiłem się. Przez wiele lat po jej zniknięciu zastanawiałem się gdzie jest Hana, nie wiedziałem. Potem umarłem. A gdy już wróciłem ból już minął, pogodziłem się z tym że jej nie ma i prawdopodobnie nie będzie. Natomiast teraz jest znowu, nie ukrywam że jestem szczęśliwy, była moją najlepszą przyjaciółką.
-Hana, już nie płacz - powiedziałem spokojnie
-Dobrze..już ok - powiedziała i uśmiechnęła się
-Chodź.. wybierzesz sobie ładną jaskinię
Zaśmiała się cicho i ruszyła za mną, przechodziliśmy lasem kiedy to Hana zobaczyła jakąś jaskinię i podbiegła do niej. Pobiegłem za nią, wadera stanęła przed wejściem i zaczęła przyglądać się wiszącym z sufitu niebieskim amuletom.
-Nadal tutaj są? Pamiętam jak je robiłeś... - powiedziała przeglądając amuleciki w łapach
-Również pamiętam - uśmiechnąłem się i pomogłem odwiesić Hanie amulety na suficie. - czyli zamieszkasz tutaj?
-Ale że w Klanie Wody czy że w tej jaskini?
-Jaskini - zaśmiałem się
-A to..może. Nie jestem pewna czy robię słusznie...
Spojrzałem zdziwiony na waderę, ta tylko pokręciła głową i powiedziała że już nieważne. Przyglądałem jej się chwile, myślałem że coś jeszcze powie ale ona milczała jak grób.

(Hana?)

Od Sasori’ego c.d. historii Korry

Kolejny dzień męczącej wędrówki. Minęło już podajże trzy miesiące odkąd uciekłem z mojej watahy. Wilki które mnie goniły już dawno sobie odpuściły. Lepiej dla mnie. Łapy powoli odmawiały mi posłuszeństwa, nie dziwie się, wędrowałem 3 dni i 3 noce z małymi przerwami by coś zjeść i napić się zimnej wody. Jedynym wyjściem było wzbić się w powietrze i liczyć na to że skrzydła się posłuchają.
Wiatr coraz bardziej ochładzał moje ciało. Nie byłem do tego przyzwyczajony. Na starym terenie zawsze było ciepło, wręcz gorąco. W innym słowie, pustynia…
Szybowałem nad czubkami drzew w poszukiwaniu jakiegoś schronienia lub czegokolwiek. Nagle usłyszałam cicho głos dochodzący  z dołu. Stała tam biała wadera, przyglądała mi się jak by pierwszy raz widziała latającego wilka…
Zamieniłem z nią kilka zdań. Zwała się Korra, tak z akcentem na r. Okazało się że jestem na terenie jakiegoś klanu, a dokładniej klanu Everything. Zaciekawiło mnie słowo „bezpieczeństwo” , tego właśnie potrzebowałem. Wilczyca zaprowadziła mnie do alf, z przyjemnością się zgodzili bym doszedł do ich szeregów. Wychodząc z jaskini przywódców zauważyłam że nowo poznana wilczyca oddala się w bliżej mi nieokreślone miejsce, dlatego zatrzymałem ją z prośbą.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale mogłabyś mi powiedzieć co i jak jest w tym klanie? No ciebie jako pierwszą poznałem i zamieniłem z tobą parę słów – powiedziałem lekko zawstydzony tym wszystkim. Poczułem nawet że się rumienie, a to u mnie rzadkość.
- Oczywiście - uśmiechnęła się, na co ja odwzajemniłem to samo.
Nie tracąc więcej czasu, Korra w małym streszczeniu opowiedziała mi historie stada oraz położenie jego na terenie. Nie wiedziałem nawet że w pobliżu są sześć innych klanów, możliwe że przez jakiś przechodziłem, lecz nie widziałem nikogo.
Po dalszym zwiedzaniu odkryłem nowe, fantastyczne miejsca w których na pewno będę spędzał mój wolny czas….jeśli będę go miał.
Ostatnim przystankiem był mój nowy dom, czyli własna jaskinia. Jak na razie była pusta, do czasu kiedy się wypakowałem z dość ciężkich torb ze zwojami.
Towarzysząca wilczyca patrzyła się z zaciekawieniem jak z zapieczętowanych zwojów wyłaniają się drobne mebelki, przedmioty oraz moje skarby…marionetki oraz narzędzia do nich.
Mina Korry była bezcenna. Postanowiłem sobie że podroczę się z nią, żeby nie wyszło że jestem jakimś smętem czy samotnikiem z szafą pełną drewnianych wilków. Mały pokaz nigdy nie zaszkodzi.
-Droga pani. Dla Pozbycia się tej ciszy chciałbym się jakoś pokazać z mojej prawdziwej strony- Powiedziałem dumnie przykładając jedną łapę do piersi. Drugą zaś rozpocząłem swoją rolę.
Lekko widoczne, niebieskie nici wysunęły się z moich pazurów wybierając za cel jedną z kukiełek. Przyłączyły się ona każda do innej części wilka. Uśmiechnąłem się szarmancko .
-Co to jest…?-Spytała się zaciekawiona przechylając głowę na prawo, tak aby zobaczyć co kryje się za moim ciałem.
-Spój lepiej za swoje ciao, nie za moje- Odparłem nie przestając się uśmiechać.
Wilczyca strzeliła minę w stylu o co chodzi (może coś bardziej podobnego do buźki „What” na xacie XD) Mimo wszystko, zaciekawiona obróciła się. Jej oczom pokazała się dość świrnięta mina kukiełki.
<Korra? Reakcja XD Musiałam….>

Od Fanty cd historii Reddy'ego

Stanęłam obok Reddy'ego. Patrzył na domek na wzgórzu, za którym znajdował się zielony smok, a jeszcze dalej był wodospad. Widok był piękny.
- Myślisz, że dlaczego tutaj mieszkam? Gdy byłam nowa, dopiero co dołączyłam, zaczęłam kopać w ziemi pod siebie. Po paru godzinach wpadłam do tutejszego jeziora, a ziemia jakby się zasypała. Dziury już nie było, wtedy natknęłam się na Mizu, czyli królową smoków wody. Nie chcę się chwalić, ale ja tu jestem królową smoków lata. Także mogę robić co chcę i mogę tu mieszkać. - powiedziałam, śmiejąc się przy końcu. Wskazałam na niebieskiego smoka za nami i przedstawiłam mu, królową smoków nieba. Obok niej leciało parę jej poddanych, Shanin i Chin [czytaj: Czin], Juze, i Enabilla... Zaprosiłam go na herbatę.

<Reddy? Wybacz, że tak długo, ale nie zauważyłam opowiadania>

Od Zuko CD historii Maka

Zatkało mnie. Byłam przerażona, przerażona kiedy się na mnie rzucił. Ale jednak byłam teraz szczęśliwa, odwzajemniłam jego pocałunek i kiedy Mako przestał i spojrzał na mnie rozpłakałam się i wtuliłam się w niego.
-Przepraszam! Mako..nie zostawiaj mnie, Mako..ja przepraszam!
Mako otarł mi łzy i uśmiechnął się, wstał po czym wyciągnął łapę i mnie podniósł.
-Teraz już pójdziesz do szpitala?
Spojrzałam niechętnie na szpital który było widać w oddali, przełknęłam ślinę i kiwnęłam łbem. Mako uśmiechnął się, wziął mnie za łapę i zaczął prowadzić w stronę szpital. Przed szpitalem stała Ness i Ana. W tym że Ana miała na białym futrze, długą, czerwoną pionową kreskę wokół oka, z daleka można było się zorientować że to jej krew. Spuściłam łeb kiedy wchodziłam do szpitala, musiałam wyglądać jak jakaś opętana. Miałam strasznie zmierzwione włosy które były stanowczo za długie i dziwne, wychudzone ciało. Kiedy przechodziłam zdemolowanym korytarzem kilka wilków które robiły sobie badania przyglądały mi się to z przerażeniem lub z pogardą. Weszłam do pokoju który był mi przeznaczony i usiadłam na swoim łóżku, Mako stał w drzwiach i patrzył się na mnie ze smutkiem. Uśmiechnęłam się do niego słabo dając znak że wszystko jest w porządku. Po chwili do sali weszła Ness.
-A gdzie Ana? - zapytałam
-Powiedziała że odchodzi z Klanu Wody, że wraca do swojej rodziny
Przytaknęłam, miałam wyrzuty sumienia. Wiedziałam że byłam częściowym powodem dla którego stąd odeszła. Nawet jej się nie dziwię.
-To jak? Dasz się zbadać? - zapytała Ness
-Dam...
Wadera uśmiechnęła się i kazała Makowi wyjść, ten niechętnie wykonał jej polecenie. Zaczęłam ciężko oddychać, ale wadera tego nie usłyszała bo czegoś szukała. Wszystko wydawało mi się straszne, zaczynałam znowu się bać.
-Zuko? Wszystko ok? Może powinnaś chodzić do psychologa?
-Nie mamy go w Klanie Wody
-Coś się na tym znam - uśmiechnęła się Ness
Spojrzałam na nią z obojętnym wyrazem twarzy. Niech robi co chce. Wadera usiadła koło mnie i zaczęłyśmy rozmawiać, trwało to może z 2 godziny.

(Mako?)

środa, 21 maja 2014

Kto jest z was Amerykańcem?

Polska
66405
Stany Zjednoczone
12506
Niemcy
3060
Ukraina
1133
Francja
862
Serbia
710
Rosja
552
Wielka Brytania
528
Chiny
315
Indie
210

Przyznać się XD