poniedziałek, 30 czerwca 2014

Nieobecność

Od dnia 1 lipca do 15 lipca (czy jakoś tak) nie ma mnie. Wszystkie wilki będę dodawała z późniejszym terminem.

~ Pisząca z tel ... Alfa KE ... PIKI

Od Sasori'ego c.d historii Korry

Po skradałem chyba rozum. Dopiero co poznałem waderę (śliczną waderę), a już się z nią całowałem? Jak ja zostałem wychowany? No tak...babcia Chyio (czt.Czio)
-Wiesz?-Zacząłem niepewnie -Robi się już późno, a ty szybciej zachodzi słońce.-Dokończyłem pospiesznie. Było mi lekko głupio. Pierwszy raz coś takiego poczułem. To ciepło i bliskość drugiej istoty jest pięknym uczuciem, lecz nie przywykłem do tego. Miałem nadzieje że nic to nie zmieni, mimo że owa śnieżna wilczyca odwzajemniła ten drobny gest.
Pomogłem jej zlecieć z powrotem na ziemie. Nie robiło mi to większej różnicy czy na chmurze, czy na ziemi. Dla mnie jest tak samo wszędzie...nie licząc wody XD
<Korra?>

niedziela, 29 czerwca 2014

Od BlueEys CD Kid'a

Myślałam że to koniec naszej znajomości . Postanowiłam odejść , ustąmpić.Jednym slowem zakonczy naszą bitwe raz na zawsze . Ale wtedy on rzucil sie na mnie . W tej chwili myślalm tylko o bliżnie na pysku która mi zro ił...
Dokoncz kid sr jestem na tablecie

sobota, 28 czerwca 2014

Od Aquarius'a CD Elsy

Spojrzałem ze zdziwieniem na Else.
- To chyba oczywiste, że żywioł wody. Jesteśmy w Klanie Wody, więc każdy wilk może być tu tylko z żywiołem wody
- A co powiesz na żywioł np. lodu?
- Hmm ... to również jest woda tylko pod inną postacią, więc chyba taki wilk mógłby być, a co?
- A tak pytam ... no a gdy wzięłam do łap kubek z herbatą, z której kilka minut temu leciała para była zimna, wręcz lodowata
- Lodowa herbata - zaśmiałem się - Nie chcesz chyba powiedzieć, że masz żywioł lodu?
- Sama nie wiem ... podobno każdy wilk wody umie pod każdą postacią używać wody, nawet jak jest pod postacią lodu czy ,sniegu
- Nie każdy, nawet czasami wilki posiadają osobno żywioł lodu jako ich dodatkowy, a może wolałabyś się upewnić i na 100% sprawdzić? - spytałem
- A to tak można?
- Tak, jutro pójdziemy do świątyni to dowiesz się - ziewnąłem i zmęczonymi oczami spojrzałem na Else, która leżała na kocu obok kominka naprzeciwko mnie - Idź już spać - zamknąłem oczy

Elsa dokończ

Od Ari CD historii Kid'a

- Nie wiem ...  - zaczęło brakować mi tlenu, z trudem każdy z wilków towarzyszący nam oddychał
Nagle po chwili jakby przez wiatr (którego nie było) wielkie drzw same się zatrzasły pozostawiając nas w dusznym pomieszczeniu. Niektóre z wilków panicznie zaczęły biec do zamkniętych wrot i odbijały się od nich, a inne szukały innego wyjścia. Dzięki Ann, która jest wilkiem z żywiołem powietrza wszyscy moglismy przez jakiś czas mieć dostęp do małej kulki z powietrze dla każdego. Wreszcie wpadło kilka promieni odbijające się od wielkiego żyrandola. Można było dostrzec dziwną mgłę, która "pełzła" w naszą stronę. Wyciągała swoje macki i chciała nas zagarnąć.
- Nie zbliżajcie się do niej - zawołałam wpatrując się w dal
- Aria! Tam ktoś jest! - odwrociłam się w stronę, na którą pokazał łapą - Tam w oddali za mgłą ...
Rzeczywiście było tam coś lub ktoś. W pewnej chwili mgła zaczęła sama się wycofywać i ów postać zniknęłą. Wraz z mgłą znikającą dostaliśmy dostęp do tlenu. Byliśmy otoczeni przez wielkie zbiory kronik było w nich wszytsko przed założeniem klanów. Z trudem będzie je nam wyciągnąć, jak na śednie księgi były i to bardzo ciężkie, potrzebne było wsparcie. Wzięłam przekartkowałam jedną z ksiąg i zaczęłam czytać. Przed klanami jednak coś tu było, ale dużo wilków o tym zapomniało ... znów zaczynamy zapoznawać naszą przeszłość.

Zmiana pory roku!

Skończyła się mroźna zima, nastała na Wilczych Klanach wiosna!

Descartes i Nirrith są nieobecni!

Descartes i Nirrith z Klanu Evrything będą nieobecni do 14 lipca!

~ Samiec Alfa KE

Waaaakaaaacjee :3

No, w końcu się doczekaliśmy. To był ciężki rok, myślę, że dla wszystkich. No ale nadszedł w końcu ten 27 czerwiec i mamy wakacje! :)

To może coś ode mnie - życzę wam, żebyście te dwa miesiące spędzili jak najlepiej. Odrzućcie książki w kąt, zrelaksujcie się i odpocznijcie od szkoły! : 3 Jak najwięcej chwil ze znajomymi, wstawania o 11.00, długich wieczorów na świeżym powietrzu i żebyście wypoczęli solidnie. Udanych wyjazdów nad morze, za granicę i gdzie tam chcecie :) Pamiętajcie o bezpieczeństwie, wracajcie żywi! Żeby te dwa miesiące trwały i ciągnęły się jak najdłużej! :)


Udanych wakacji życzy wam
~Pika Pika :3

Od Lirei

Głowa mi pękała... miotałam się po podłodze, uderzając w ściany. Trzymając się za głowę.
Muszę z nią walczyć! Muszę z nią walczyć!
-/Lirea!/ - usłyszałam złośliwy i znienawidzony głos w mej głowie. Tym razem łagodny w wredny sposób.
Vane.
- /Wiesz, że ze mną nie wygrasz./
Warknęłam, nie byłam w stanie powiedzieć czego kolwiek innego. Zwijałam się z bólu.
-/O! Widzę, że ci dobrze./ - zaśmiała się. Ból się nasilił.- /Wiesz, że kogę tak w nieskończoność?/
- Zo...zostaw... mn...mnie - wysapałam, zmordowana bólem.
- /Wedle życzenia, ale wiesz, że jeszcze wrócę/ - zaśmiała się złowieszczo i znikła...
Odetchnęłam głęboko... byłam wyczerpana...
Zemdlałam, w kałurzy krwi...
 <Ktoś, poratuje?>

Odnośnie wyglądu.

Wszystko może się jeszcze zmienić. Na razie jest tak wszystko wzorowane na lato. Myślę, że spodoba wam się nowy wygląd, gdyż naprawdę się starałam. Byłabym wam wdzięczna, gdybyście nic nie zmieniali, bo to może jedynie wszystko zepsuć.
Lucyfer.
Klan Ognia.

czwartek, 26 czerwca 2014

WK

WK, niebawem będzie miało rok, bardzo się z tego cieszę. Ale pytanie czy przetrwa, nikogo nie ma, wataha opustoszała. Co mnie martwi, ja sama jutro czyli 27 czerwca wyjeżdżam i wracam 11 lipca. Czyli przegapię urodziny WK. Niestety nie będę mieć neta, więc nie wejdę nawet przez telefon ;c. Mam nadzieję że gdy wrócę WK odżyje. Bo jeśli nie to prezentem dla WK będzie jego zamknięcie :(

~Rei.

środa, 25 czerwca 2014

Problemy życiowe KMT

Dobra wiem, wielu uważa mnie za tragiczną alfę, hejty się posypio z anonimków. Ale prosiłabym członków o minimalne zrozumienie. Jeśli ktokolwiek czekał na wstawienie opowiadania albo w ogóle się tego nie doczekał to wybaczcie, lecz :

  • Miałam ( i mam) słabą sytuację finansową w domu, mnóstwo problemów a dziennie siedzę na komputerze około pół godziny, często mniej
  • O ocenach lepiej nie mówić, mimo to, że cały drugi semestr walczyłam o cokolwiek, i tak na koniec mam prawdopodobnie dwie tróje
  • Teraz w wakacje pewnie znowu będę miała mniej kompa przez te cholerne oceny
Nie będę się tu wam rozpisywała o moich problemach z normalnym życiu. Po prostu proszę o cierpliwość, a jeśli ktoś nie ma nerwów na to, to niech przyjmie przeprosiny i przeniesie się do innego klanu, bywa. W wakacje zadbam bardziej o ten klan, a teraz tylko mam pytanie, które zaraz pojawi się w ankiecie. 
To tyle z mojej strony.
~Alfa KMT
Alkivo
czyli Pika
lub Misia
Jak kto woli.

Wiadomość od Amzi i Nowa Alfa KZ- Jayden- i jego córka- Katherine!

Jak pewnie się domyślacie (lub weszliście w zakładkę "KLAN ZIEMI" i zobaczyliście) KZ zostało zresetowane. Przepraszam, bo tak jakby ukradłam pomysł Alfy KMT ^^ Ale jak pewnie wiecie, ja również miałam problemy. Teraz przyrzekam, że będę lepszą Alfą i, co przyznaję z bólem, będę postarzała członków mojego klanu. Mam nadzieję, że teraz to wyjdzie lepiej. 
I jeszcze coś: Przepraszam, że usunęłam cały klan (niektórzy mogli sobie tego nie życzyć). Jeśli chcecie możecie dołączyć jeszcze raz, ale utrzymujcie aktywność, ponieważ tym razem naprawdę będę usuwać.
 ***
Chyba dobrze, że tylko zresetowałam, bo zastanawiałam się nad odejściem. Jak pewnie zauważyliście (lub nie, bo kto by zauważał głupiego Amziolka xD) nie było mnie przez jakiś czas. Teraz postaram się być bardziej aktywna.
*** 
Uch... Nareszcie. To teraz te Alfy xD




 
Jayden
 Samiec Alfa
Przywódca polowań
Klan Ziemi
~
Płeć: Basior
Wiek: 5 lat
Cechy: Jayden nigdy się nie poddaje. Nie można mówić o nim, jak o zarozumiałym i aroganckim Alfie. Przejmuje się swoim klanem, tak jak swoją rodziną. W końcu Klan Ziemi jest dla niego rodziną, tylko trochę większą. Nigdy nie zwątpił w umiejętności swojej córki, lecz zawsze stara się mieć ją na oku. Ufa jej, choć czasem wywija różne rzeczy. Ale on zawsze jej wybacza. On zawsze wybacza wszystkim wszystko, nawet najgorsze przewinienia. Nie można jednak powiedzieć o nim, że jest łatwowierny. O, nie. Wie, kiedy ktoś zasługuje na należną mu karę lub pochwałę. Nigdy nie zostawia z tyłu ważnych spraw i zawsze dostrzega talent u każdego wilka. Potrafi podnieść na duchu nawet największego pesymistę. Sam chodzi radosny i zadowolony z życia. Rzadko zdarza mu się zdenerwować, choć wtedy lepiej go unikać.
zwykle: Na co dzień zachowuje się sympatycznie i przyjacielsko. Nie znosi, gdy ktoś mówi do niego per "pan". Woli, żeby mówiono do niego po prostu "Jay". Prawie nigdy się nie denerwuje. A już na pewno nie chodzi w złym, pochmurnym humorze. Potrafi rozwiać wszelkie wątpliwości i troski. Można go uznać za manipulanta, ale to nie manipulacja tylko jego dar przekonywania.
w walce: Podczas wojny ma jeden cel: ocalić bliskich. Ma wtedy bardzo podzielną uwagę. Jednocześnie walczy z przeciwnikiem i spogląda na wszystko, co dzieje się dookoła. Trudno go zaskoczyć, bo jest mistrzem koncentracji. Zawsze robi wszystko przemyślanie, tak by nie popełnić błędu, ponieważ może on przypłacić życiem najbliższych. Walczy rewelacyjnie, co świadczy o jego stałych treningach. Mimo, że nie jest już młodym basiorem biega i ćwiczy, by zachować szczytową formę.
Żywioł: Ziemia + Metal
Moce: Ziemia- powodowanie trzęsień ziemi, otwieranie powierzchni, panowanie nad wszelką roślinnością, umiejętność ożywiania oraz uśmiercania roślin, tworzenie ruchomych piasków, wyczarowywanie roślin z niczego, przyśpieszanie rośnięcia roślin; Metal- zmienianie stałego metalu w płynny i odwrotnie, zamienianie żywych istot w metalowe posągi, metalowe kły i pazury, sprawianie, że jego skóra staje się twarda na metal i odporna na wszelkie ugodzenia; Inne- usypianie dotykiem, zmiana w cień, rozumienie mowy zwierząt;
Partner: -
Rodzina: Córka- Katherine; Ciotki- Elisabeth, Margeret i Isabelle; Kuzyn- Thomas;
Historia: Urodził się w totalnej dziczy. Nie pamięta wiele z okresu swojego dzieciństwa. Wie, że zaopiekowała się nim pewna nieznajoma wadera. Co było przedtem- nie wie. Zakłada, że rodzice go porzucili. Wadera miała na imię Elisabeth. Gdy dorósł, opowiedziała mu jego historię. Okazało się, że jego rodzice zostali wygnani z watahy i zdechli w dziczy z powodu choroby, lecz oddali syna w ręce starej wadery znającej się na mocy uleczania. On także cierpiał na tą chorobę, ale magiczny dotyk starej wadery sprawił, że stał się zdrowy. Miał wtedy zaledwie pół roku. Później stara wadera nie wiedziała, co z nim zrobić i udała użyła mocy wyszukiwania rodziny. Znalazła jego ciotkę i wysłała go do niej. Tak Jayden dowiedział się, że Elisabeth jest siostrą jego matki. Gdy miał półtorej roku, umiał już samodzielnie polować i walczyć. Ciotka Elisabeth zaprowadziła go do watahy swoich sióstr. Poznał całą historię swojej rodziny. Miał trzy ciocie: Elisabeth, Margaret i Isabelle. Do trzech sióstr dochodziła jeszcze jego matka: Tamara. On i ciotka Elisabeth wprowadzili się do watahy Margaret i Isabelle. Byli bardzo zżyci. Zaprzyjaźnił się tam z pewną waderą w jego wieku: Carmen. Zawsze bawił się tylko z nią i tylko z nią spędzał czas. Jak to zwykle bywa: przyjaźń przerodziła się w miłość. Już, gdy mieli po dwa lata pobrali się. Z tego związku urodziła się Katherine- ich śliczna córeczka. Minął rok, a oni żyli jako szczęśliwa rodzinka. Wszystko wydawało się w porządku do czasu, gdy Jayden nie odkrył straszliwej prawdy: Carmen go zdradzała. Cały czas. Przez ten cały rok ich małżeństwa. Pewnej nocy zabrał Katherine i uciekł. Długo błąkali się samotnie i byli zdani tylko na urok natury. Po dwóch latach odnaleźli Klan Ziemi i przejęli tam panowanie.
Właściciel: Amzi66
 
 
 
 Katherine
Młoda Samica Alfa
Przywódczyni wojowników
Klan Ziemi
~
Płeć: Wadera
Wiek: 3 lata
Cechy: Katherine ma niezwykły, zmienny charakter. Raz jest miła i uprzejma dla całego otoczenia. Widzi wszystko w jasnych kolorach i jest wielką optymistką. Ma w głowie same ciekawe, kreatywne pomysły. Można pobawić się z nią w berka lub w chowanego (choć podobno już z tego wyrosła). A drugi raz może być opryskliwa, wredna i sarkastyczna. Nie mieć bladego pojęcia o tym czym jest radość i szczęście. Cały świat mieć głęboko gdzieś i uśmiechać się na myśl o krwi i bólu zadawanym ofiarom. Na ogół jest jednak ani taka, ani taka. To szalona wadera, która ma gdzieś wszelkie obowiązki. Nie widzi świata poza własnym czubkiem nosa. Jest arogancka, lecz pozostaje uczynna (choć czasem leniwa). Lubi adrenalinę i przygody. Nie może bez nich żyć, bo to one ubarwiają jej życie.
zwykle: Uprzejma, choć lekko arogancka. Robi wszystko według własnych potrzeb, nielicznymi razami pomaga przez czekania na odwdzięczenie się jej. Świetnie walczy i pokazuje to także w życiu codziennym. Jest zaciekła i uparta. Nigdy się nie poddaje. Można z nią rozmawiać wiele razy, a do niej nic nie dotrze. Jeśli trzeba potrafi przyjąć pokerową twarz.
w walce: Podczas wojny doskonale sobie radzi. Najbardziej denerwuje ją to, że jest ciągle kontrolowana przez ojca. Chciałaby działać na własną rękę, a to, że ktoś ciągle jej pomaga, przeszkadza jej w tym niemiłosiernie. Nie ma podzielnej uwagi, jak ojciec. Musi skupić się na jednej, jedynej rzeczy, która ma ją obchodzić podczas walki: zabić przeciwnika.
Żywioł: Ziemia + Metal
Moce: Ziemia- powodowanie trzęsień ziemi, otwieranie powierzchni, panowanie nad wszelką roślinnością, umiejętność ożywiania oraz uśmiercania roślin, tworzenie ruchomych piasków, wyczarowywanie roślin z niczego, przyśpieszanie rośnięcia roślin; Metal- zmienianie stałego metalu w płynny i odwrotnie, zamienianie żywych istot w metalowe posągi, metalowe kły i pazury, sprawianie, że jego skóra staje się twarda na metal i odporna na wszelkie ugodzenia; Inne- usypianie dotykiem, zmiana w cień, rozumienie mowy zwierząt;
Partner: -
Rodzina: Tata- Jayden; Mama (nie pamięta jej zbyt dobrze)- Carmen; Cioteczne babki- Elisabeth, Margaret i Isabelle; Wujek- Thomas
Historia: Urodziła się w innej watasze. Miała na początku szczęśliwą rodzinkę: ojca, matkę, ciotki i wujka. Wszyscy żyli w zgodzie i bez żadnych problemów. Aż do dnia, kiedy jej ojciec odkrył, że jego żona go zdradza. Katherine miała wtedy rok. Jayden zabrał ją i uciekł. Przez dwa lata błąkali się samotnie. Jej ojciec nauczył ją wszystkich, ważnych rzeczy. Od polowania przez walkę do magii. Cieszyła się dobrą reputacją dopóki okres dorastania tego nie zepsuł. Zaczęła się buntować, a nawet kiedy dorosła cząstka jej buntowniczości pozostała. I już chyba na zawsze tam pozostanie. Katherine nigdy nie myślała do przodu, lecz wiele przypadków sprawiło, że obrali właściwą ścieżkę. I tą ścieżką trafili tutaj- do Klanu Ziemi. Poprzednia Alfa rezygnowała, cały klan odszedł. Jej ojciec go przejął i zaczęli tutaj od nowa, od zera.
Właściciel: Amzi66

Od Korry CD historii Sasori'ego

Gdy basior mnie pocałował zrobiło mi się ciepło i przyjemnie. Po chwili jednak oddalił swoją twarz od mojej.
-P... Przepraszam ja nie... - przerwałam mu
- Nie musisz przepraszać - powiedziałam i nachyliłam się w jego stronę znów się całując
Po tej chwili nastąpiła długa cisza ....


Sasori? [Wybacz brak weny :c ;c ]

wtorek, 24 czerwca 2014

od Niki

Usłyszałam trzepot skrzydeł. Stanęłam w miejscu i nasłuchiwałam. Dźwięk jakby ucichł, więc poszłam dalej. Jednak już po kilku krokach trzepot się nasilił, a po chwili koło mnie wylądował...smok!
Cofnęłam się odruchowo, jednak drogę zagrodziło mi drzewo. Niezwykłe zwierze pokłoniło mi się, po czym wręczyło czerwony zwój. Z wahaniem wzięłam go i odpakowałam. Od razu rzucił mi się w oczy pewien znak. Właściwie nie znak, a pieczęć o krwisto-czerwonym kolorze. Na pieczęci widniał doskonale mi znany herb...herb mojej watahy.
Spojrzałam pytająco na smoka, który jakby zasmucony, opuścił głowę.
Pismo znane tylko wilkom z mojej watahy, pieczęć... już wiedziałam, co to znaczy. Zaczęłam czytać.
To był list od mojego brata, New Sun'a. Nie zdziwiło mnie, że to on pisze. W końcu nikt inny z rodziny nie chciał mnie znać.
Z początku łudziłam się, że brat pisze tylko po to, żeby porozmawiać, jednak w głębi serca wiedziałam, ze coś musiało się stać.
- New Sun bardzo za Tobą tęskni. To była jedyna okazja, kiedy rodzice pozwolili mu wysłać do Ciebie wiadomość. - powiedział smok z ciągle opuszczoną głową.
Nagle oblał mnie zimny pot, jakby ktoś wylał na mnie wiadro zimnej wody i zaczęły krążyć mi po głowie słowa, które przed chwilą przeczytałam: Price NIE ŻYJE.
Zastygłam w bezruchu. Price.... jak to nie żyje?!
- Jak to nie żyje! - krzyknęłam pytająco do smoka, jakby to miało cokolwiek zmienić.
Zwierze nie odpowiedziało. Teraz wyraźnie poczułam łzy spływające po moim pyszczku.
Przypomniało mi się wszystko, jak go poznałam, jak cudownie było, kiedy mogliśmy się spotykać... jak go straciłam.
- Dlaczego...dlaczego on! - wyszeptałam.
Dopiero teraz poczułam, jak bardzo mi go brak. Jak bardzo brak mi kogokolwiek, do kogo mogłabym się przytulić i po prostu pomilczeć. Znowu byłam sama, znowu!
- Sun chciał również przekazać, że Pani siostra, Fanindra, jest ciężko chora, ale zabraniała mu tego...
- ....Tradycja watahy, która zakazuje wymawiać imiona chorych wilków do puki nie wyzdrowieją, ani mówić o nich, wiem - wymamrotałam.
Price, Fanindra...ja muszę tam wrócić.
Smok jakby wiedział, o co mi chodzi. Pokręcił tylko głową.
- New Sun walczy, aby mogła Pani wrócić, ale to, jak przypuszczam, niewiele da. Do zobaczenia.
Zwierze po prostu zniknęło. Odeszłam w kierunku polany. To ciągle wydawało mi się takie niemożliwe. On nie żyje, a ja nawet przy nim nie byłam!
Położyłam się pod drzewem na polanie.

< Net, zechciałbyś dokończyć? Bądź jakiś inny znajomy>

niedziela, 22 czerwca 2014

Odchodzą


Daiki

http://fc01.deviantart.net/fs70/i/2012/131/d/c/red_by_calderonretsu-d4zd6b9.jpg
Red


Rouelen

Od Sadness'a c.d Skyfall

Rozejrzałem się oczarowany. Z jednej strony otaczały nas wodospady spływające ze skały na której umiejscowione było niebiańskie drzewo. 360 Stopni w drugą stronę, znajdował się jakby ołtarz otoczony mgłą. 
- Jakim cudem ty to znalazłaś ? - Zapytałem wstrząśnięty.
- No tak jakoś się złożyło ... - odpowiedziała lekko zmieszana wadera. - Czy to źle ?
- Nie oczywiście, że nie ... to miejsce ... jest niesamowite i piękne. Na pewno znajdę tu cenne informacje o przeszłości wilków powietrza. - powiedziałem ucieszony. Skyfall podążała za mną nie mówiąc ani słowa.
- Hm... zapomniałbym Ci podziękować ... Dziękuję, naprawdę nie wiem co powiedzieć ... hmmm jestem Ci dłużny ... Słuchaj, w sumie chcesz nazwać jakoś to miejsce ? - zaproponowałem w końcu.

<Skyfall ? Sorki że tak krótko,ale trochę brak czasu i weny :(  )


Od Shizan

Był piękny, słoneczny dzień. Szłam w stronę jeziora, chciałam się ochłodzić i wykąpać. Mi zawsze jest gorąco. Wbiegłam wesoło do wody i zanurkowałam. Miałam wyjątkowo dobry humor, więc nie oszczędzałam się. Po godzinie poczułam się głodna. Rozejrzałam się. Swoim wzrokiem zauważyłam stado jeleni. Zaatakowałam i znów musiałam się wykąpać. Futro miałam sklejone od krwi, która trysła z upolowanego zwierzątka. Było przepyszne. Po zrobieniu wszystkiego, co robię praktycznie codziennie, postanowiłam się zdrzemnąć. Weszłam na drzewo i zasnęłam. Niestety, zostałam obudzona przez jakieś wstrząsy. Zła zeszłam z drzewa.
- Co ty robisz? - spytałam niemiło.

< Ktoś popisze? >

Nowa Wadera w Klanie Powietrza


Shizan
Hierarchia: Zwykła członkini
Stanowisko: Strateg
Klan: Powietrza

Nowa wadera w KZ!

Custom Design OC by EgyptianShadowWolf
Elwira (Ella)
Zwykla Czlonkini
Swatka

Klan: Ziemi
~
Płeć: żeńska, płeć piękna, samica, ona, wadera- no, wiecie o co chodzi xP
Wiek: 5 lat
Cechy: Elwira jest miłą i dobroduszną waderą. Jest słodka, ale umie też "pokazać pazurki". Pełna szacunku dla wyżej postawionych, jednak czasem i ona miewa złe dni.
zwykle: zazwyczaj Elwira jest otwartą na troski innych, empatyczną waderą o wielkim sercu. Czasem jak każdy ma chandre, to przecież oczywiste. Ella uwielbia pomagać innym (zwłaszcza w kwestiach miłosnych- choć sama nigdy nie miała partnera, doskonale rozumie miłość. Jest waderą, której nie łatwo jest się zakochać, ale jak już to zrobi, jest to wieczne.
w walce: w walce Elwira nie zmienia zbytnio, robi się może bardziej zachartowana.
Żywioł: Ziemia
Moce: włada ziemią +
Tworzenie eliksirów (nie tak z niczego, najpierw musi mieć składniki. Specjalizuje się w eliksirach miłosnych i dodających odwagi, czyli tych odpowiednich dla jej fachu)
Zaklinanie (rzadko wychodzi- musi być skupiona i trzeźwo myśleć. Działa na potwory z IQ -10 [trolle, gobliny], jednorożce, pegazy, smoki [nie strażnicze, te są absolutnie odporne na jej wdzięki], niektóre demony [takie jak dżiny i impy, niestety do potężniejszych -takich jak maridy i afryty- rzadko skutkuje], itp)
Tworzenie Portali (wyglądają one jak mała tęczowa galaktyka i prowadzą w dowolne miejsce w jakim już była. Przez nie może także przyzwać demony, ale wymaga to dodatkowych środków ostrożności)
Biała Magia (oraz elementy Czarnej Magii, ale rzadko używane)
Partner: chciałaby go mieć, jednak to musi musibyć ktoś specjalny.
Rodzina: Matka- Lenari, ojciec- Sirion, siostra- Shadow, bracia- Dale i Kazbek.
Historia: Urodziła się w Watasze Wiosennego Wiatru (a raczej na jej terenach, bo wcześniej została zamknięta), jako córka byłej Alfy i wojownika. Jej rodzeństwo zawsze obdarzało ją szacunkiem (poza Shadow. Ta to zawsze miała jakieś "ale"). Ich ojciec zmarł na wojnie, i rok po narodzinach Elli matka poszła w te samą stronę. Ku zdziwieniu wadery jej siostra związała się z nią dość mocno, a bracia odeszli. Elw i Shad wyruszyły na poszukiwanie watahy.
Kiedy skończyły 2 lata, Shad znalazła watahę i zostały w niej. Tak Ella odkryła swoje powołanie swatki, a Shad została szpiegiem. Po 2 latach, siostry zostały wygnane (alfa się zmieniła i nie pasowało jej powołanie Shadi). Znalazły Wilcze Klany. Elw dołączyła do KZ, a Shad do KMT.
Inne zdjęcia: na razie brak
Właściciel: Kakuna

sobota, 21 czerwca 2014

Prośba!

Przepraszam bardzo,ale imię Shadow jest już zarezerwowane dla asiasss z powodu takiego że wilk o tym imieniu jest zagonionym bratem Erin,Seitti'ego,Ashiry,Chloe,Casare'a. Proszę o zmianę imienia!

od Shadow do Alkiva

-Ruszaj sie Elw!- wrzasnelam kiedy tylko zobaczylam wodospad.- No dawaj!
Elwira zatrzymala sie na granicy i stala nieruchomo.
- Wiesz ze jestem poza granicami KZ. Chyba musze sie zmywac.
Wywrocilam oczami.
-Jak chcesz.
Poszlam dalej, ale Ella nie.
Moim oczom ukazal sie istny cud natury: wodospad mial chyba z dzisiec metrow szerokosci i dwa razy tyle wysokosci. Gdzies po srodku woda zmieniala kolor na zielony, lekko zoltawy... Woda toczyla piane, a wokol mienila sie feria barw. Odetchnelam gleboko. Pachnialo rumiankiem i delikatna wonia ziemi.
-Nie wolno ci tu byc.- odezwal sie glos za mymi plecami.
Odwrocilam sie i moim oczom ukazal sie basior. Byl duzo wiekszy ode mnie i potezny. Czuc bylo od niego wladze, a jego oczy zdawaly sie mowic "nie zadzieraj ze mna".
Odworzylam pysk, ale nie potrafilam wydobyc z siebie zadnego slowa.
-To wodospad Alf.- kontynuowal basior.
-Nie wiedzialam. Przepraszam- udalo mi sie wydukac.

<Alkivo??? Nie bij xP>

Nowa wadera w KMT!


Shadow, szpieg

piątek, 20 czerwca 2014

Od Skyfall Sarilli

Grota zamknęła się z hukiem. Miałam nadzieję, że jeszcze się otworzy, kiedy przyjdę tu później. Obróciłam się i pobiegłam szukać Sadness'a.
****
Basior rozmawiał właśnie z Kaze. Kiedy skończyli, Sadness spojrzał na mnie pytająco.
- Sadness, jest sprawa - powiedziałam podchodząc do basiora - Byłam właśnie w lesie. Przypadkiem trafiłam do dziwnej groty ukrytej w skałach. Tam jest... jakby świątynia powietrza. Są kroniki, stare księgi, wizerunki Sky'a, musisz to zobaczyć!
Sadness jeszcze raz rzucił mi pytające spojrzenie, a potem pobiegł za mną.
*****
Położyłam łapę na skałach. Tam, gdzie jeszcze nie dawno było wejście do groty.
- Nie ma jej...- wyszeptałam
- Jesteś pewna, że Ci się nie wydawało? - spytał basior
Kiwnęłam nieśmiało głową. To było takie rzeczywiste!
- Hm...jak wyglądała ta grota? - spytał nagle Sadness
- Była wielka, pełna wody, mgły... miała wiele korytarzy, a skalne ściany były pokryte dziwnym pismem. To było...- nagle moją uwagę przykuł tajemniczy symbol na skalnej ścianie. Taki sam, jak ten w grocie, nad wodospadem, tylko znacznie mniejszy.
- Co się stało....? - spytał basior
Wskazałam mu tajemniczy symbol. Sadness jakby coś sobie przypomniał. Dopiero teraz zauważyłam wisiorek na Jego szyi. Wilk przyłożył go do rysunku na skale. Coś zazgrzytało i skały się rozstąpiły. Sadness bez wahania wszedł do groty, ja poszłam tuż za nim.
Kiedy doszliśmy do wielkiego "pomieszczenia z wodospadami, basior przysiadł i z wrażeniem wpatrywał się w rysunki, symbole i wodospady.
- Wiesz, co to za miejsce? - spytałam
- Skyfall! To jest pierwsza świątynia Klanu Powietrza! Powstała jeszcze za czasów, kiedy na tych terenach żyły tylko wilki powietrza, nie nazywały się jeszcze "klanem", była to raczej duża....Hm...wspólnota.

< Sadness, dokończysz? (Takie ni jakie, ale brak weny :< ) >

Od Caelsie CD Seittiego

Zdziwiłam się tą nagłą zmianą tematu, ale tylko uśmiechnęłam się słabo. Spojrzałam na niego bez nadmiernej ufności i spytałam cicho:
- Po co? I gdzie?
Tą prośbą trochę wzniecił moją czujność. Z natury nie jestem zbyt... ufna, a taka propozycja od wilka, którego znam zaledwie od jednego dnia... Gdzie dnia, kilku minut! W każdym razie taka propozycja była dziwna.
<Seitti?>

Nowy wilk w KO~!


Sonix
Zwykły członek.
Morderca.

Od Sasori'ego cd historii Korry

Wilczyca znów zniknęła pod białym obłokiem. Nie usłyszałem ostatniego słowa,  poczułem niedosyt.  Wiedziałem że mogło być to ważne,  lecz nie miał bym odwagi by spytać się co mówiła. Po chwili ciszy,  Korra znów wypłynęła, tyle że dwieście metrów dalej.  Przytruchtałem do niej.  Choć bym chciał nie zapadam się w chmurze,  z powodu że jestem wielkim powietrza. Dla mnie ten teren był kanciaty lecz miękki i przyjemny.  Jakoś nie świadomi spojrzałem się w oczy białej wilczycy. Były piękne.
-masz takie piękne oczy - powiedziałem nieświadomie przybliżając swój nos do jej. Lekko pocałowałem ją w usta.  Nie wiedziałem jak ja mogłem to zrobić. Otrząsnąłem się z tego.
-P... Przepraszam ja nie... - przerwała mi moją wypowiedź
<Korra? >

Od Reddy'ego c.d historii Rachel

Pobiegłem ile tchu za wilczycą. Jednak zatrzymałem się jednak przy wielkiej róży.  Nie wiedziałem jak tam wejść. Postanowiłem że zmienie się w feniksa, jednak miałem wątpliwości co do ognistych piór.  Gdyby jedno stracił,  cały ogród zapalił by si nieugaszalnym, bordowym ogniem. Mimo to podjąłem ryzyko.  Wzleciałem na poziom płatków gdzie delikatnie wylądowałem i przybrałem swoją Rudzielską postać. Na środku kwiata zastałem moją ukochaną.
-nie uciekaj mi tak raptownie nigdy więcej-mruknąłen kładąc się na jednym z płatków.
<Rachel?  Na komurce pisane xD >

Od Seitti'ego -c.d Caelsie

Podszedłem bliżej do pięknej młodej jak ja wilczycy.
-Nazywam się Seitti. Klan Everything. A ty?
Byłem nieskrywanie ciekawy.
- Caelsie z Klanu Powietrza.
Usiadłem obok.
-Jesteś nowa?
Przyglądałem się jej. Miała ładne oczy i słodki pyszczek.(xD)
-Tak.
-Ja też.
-Kiedy dołączyłeś?
-Tydzień temu. Miałem tu wrócić z mamą,ale ona....-to słowo szło przez gardło jak papier ścierny.-...nie żyje.
Skrzywiłem się i posmutniałem.
-Przykro mi.
-Wiem-szepnąłem.
Powoli odesłałem ponure myśli i wspomnienia żeby poprawić sobie humor.
-Przejdziemy się?
<Caelsie?>

czwartek, 19 czerwca 2014

Od Kid`a CD historii Ari

<Dzień wcześniej>

-Gadaj do czego jest ten klucz! - krzyknąłem zdenerwowany - nie mam już do Ciebie siły! - złapałem się za łeb
Wadera spojrzała się na mnie z przerażeniem, jednak nadal była nieugięta. Westchnąłem i podszedłem do niej, ta posłała mi groźne spojrzenie.
-Po co się opierasz - zacząłem - Twój Klanu już nie istnieje, nie masz po co się opierać. Cokolwiek to jest na nic Ci się już nie przyda...
Wadera spuściła łeb po czym spojrzała na mnie zalana łzami.
-Zabijecie mnie za to...ukradłam stare kroniki, o tym co się tu działo przed założeniem wszystkich Klanów. Jest tam wszystko, o wcześniejszych watahach, o wojnach i zaborach taki jak ten! - rozpłakała się na dobre
Nie wierząc w to spojrzałem na kluczyk na mojej szyi, po czym wybiegłem z lochów zmierzając do Klanu Blue Dreams.
<30 minut później>
Wraz z Arią otworzyliśmy drzwi, jednak za nimi były drugie, z jakimś dziwnym kodem czy co to było, uśmiechnąłem się i przekręciłem kilka kół w drzwiach. Bloczek kwadracików przeczepionych do drzwi odpadł a drzwi się otworzyły. Spojrzałem na Arię zachęcająco po czym weszliśmy do ciemnego, dusznego pomieszczenia.
-Nie mogę tu oddychać - powiedziała Aria
-Ja również..czy to rodzaj jakichś czarów czy może powietrze tu nie docierało? - spojrzałem na waderę


(Aria?)

środa, 18 czerwca 2014

Od Amber CD historii Variabla

- Nad rzekę!
- Na kąpiel jest za zimno ... - powiedziałam patrząc się na syna, który zrobił proszące oczka - Daniel! Chcesz być chory?
- Ale mamo ... - opuścił uszy i usiadł na śniegu
- Jesteś dla nieg za surowa Amber - Variable wziął strone Daniela - Mały nie będzie pływał w wodzie, jedynie będzie na brzegu, prawda?
- Prawda! To jak mogę iść?
 - No dobrze - westchnęłam
Wiedziałam, że Prim zapewne będzie chciała się zemścić w jakiś sposób na nas. Nie moja wina, że zakochał się we mnie, a ją zostawił. Już raz pokazała jak mnie nienawidzi. Z Variablem wróciliśmy do jaskini.

Daniel? Dokończ

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Od Darkness'a cdn

Obudziłem się w jakiejś jaskini. Było tak ciemno, że ledwo widziałem czubek własnego nosa. Nie czułem już bólu. Powoli się podniosłem uważając na łapę, lecz jak się okazało nie była ona już złamana. Usiadłem  i spróbowałem się rozejrzeć, lecz nie wiele byłem w stanie dojrzeć. Po chwili wśród ciemności ujrzałem światło przebijające się przez skały. Postanowiłem iść krętym korytarzem przed siebie. W pewnym momencie zauważyłem schody, które były oświetlone światłem i mogłem poczuć świeże powietrze. Wbiegłem po schodach i zacząłem się rozglądać. Byłem w jakiejś watasze. Słyszałem jak kilka wilków wyje oraz uciekającą zwierzynę w lesie. Powoli i spokojnie zacząłem stawiać kroki w stronę lasu, gdy nagle usłyszałem za sobą głos:
- A jednak żyjesz - był to miły i wesoły głos wadery
Odwróciłem się, a moim oczom ukazała się biało-czarna wadera. Delikatnie i przyjacielsko uśmiechała się w moją stronę co mnie dosyć mocno zdziwiło.
- Tak. Żyje - powiedziałem niepewnie, ponieważ nie wiedziałem czy to na pewno prawda czy nie jakieś moje urojenia
- Może Cię oprowadzić trochę po twojej nowej watasze? - zapytała spokojnie podchodząc bliżej mnie, a ja potaknąłem
Oprowadzała mnie długi czas, lecz nie zauważyła, że tak naprawdę zamiast oglądać miejsca gdzie mnie zaprowadzała przez większość czasu przyglądałem się jej. Miała czarne uszy i czarną falowaną linię wzdłuż kręgosłupa aż po sam koniec ogona. Za lewym uchem miała wczepione kolorowe pióro i dwie czerwone wstążki. Była zgrabna i potrafiła poruszać się dosyć cicho jak na tak żywiołową waderę. Jej oczy mieniły się od żółtych, przez zielone, aż po niebieskie. Na szyi miała cienki srebrny łańcuszek na którym kołysał się wisiorek ze wzorem kobry połykającej własny ogon. Kiedy już zbliżało się do zachodu postanowiła zabrać mnie na jakąś polanę.
- No cóż chyba więcej nie ma już tutaj do zwiedzania, więc czas przedstawić Cię innym wilkom - powiedziała jakby był to dla mnie rozkaz
Nie byłem pewien, czy chcę tam mieszkać i żyć już na stałe. W pewnym momencie usłyszeliśmy wycie, a ona momentalnie zaczęła mnie pospieszać. Nagle znaleźliśmy się na polanie pełnej wilków i szczeniąt. Muszę przyznać, że mimo iż zawsze chciałem mieć taką watahę nie potrafiłem czuć się przy nich bezpiecznie. Długo rozmawialiśmy ze sobą. Wszyscy wydawali się być bardzo mili dla mnie co raczej było nadzwyczaj dziwne, według mnie. Alfy rozpaliły ognisko, a jakieś inne wilki przyniosły mnóstwo owoców i mięsa. Nawet nie wiecie jak bardzo wtedy byłem szczęśliwy, że udało mi się znaleźć takie miejsce. Było już koło północy, kiedy wszystkie wilki pozasypiały w cieple ogniska, lecz mnie zawsze coś wybudzało. Po jakimś czasie zauważyłem, że przy lesie kręci się jakiś wilk. „Może czegoś szuka, albo się zagubił?” - przeszło mi przez myśl, więc bez dłuższego wahania wstałem i zbliżyłem się do niego. Kiedy byłem już niedaleko obcego wilka on nagle zaczął uciekać.
- Kim jesteś? - zawołałem, po czym zacząłem go gonić
W pewnym momencie wilk się zatrzymał na jakiejś polanie. Zaczynając się do niego powoli zbliżać zauważyłem, że wpatruje się on w głęboki dół, z którego unosił się gęsty i duszący dym. Tak mnie to zaciekawiło, że przestałem interesować się wilkiem i sam spojrzałem w dół. Tam leżały szczeniaki z rozciętymi brzuchami, przez które nadal było widać ich bijące serca. W pewnym momencie zawiał wiatr, który stłumił dym, a wtedy ujrzałem moich rodziców. Leżeli na samym środku gasnącego paleniska. Tylko ich serca nie biły. Nagle ten obcy mi wilk podniósł łeb i spojrzał na mnie.
-  I co teraz zrobisz? - zaśmiał się chytro, po czym usłyszałem piski szczeniąt
Lecz nie były to piski byle jakich szczeniąt. To było wołanie moich sióstr i brata o pomoc… wołanie Steam’a, Deny i Ali… Spojrzałem na wilka, a on trzymał ich w swojej brudnej łapie wbijając im zgniłe pazury w skórę. Chciałem go dorwać i zabić, ale nie mogłem się ruszyć, ani nawet czegoś powiedzieć. Mogłem tylko bezradnie patrzeć na to co im robił.
- Nie pomożesz własnemu rodzeństwu? - zaśmiał się jeszcze raz po czym pochwycił stary zardzewiały nóż, gdzie nadal było widać krew moich rodziców i porozcinał im brzuchy. Oni krzyczeli, prosili, błagali mnie o pomoc… ale ja nic nie mogłem zrobić. Kiedy ten wilk już skończył rozpalił jedna łapą ognisko i wrzucił je tam. One mimo tego, że widziałem ich wnętrzności chodziły i próbowały się wydostać z tego ognia. Dopiero po kilku minutach wszystkie opadły z sił i wszystkie jednym głosem powiedziały:
- Pomóż nam…
W chwili kiedy zmarły ognisko momentalnie się zwiększyło prawie, że do nocnym chmur. W tej chwili wilk spojrzał na mnie ze śmiechem.
- Kim ty jesteś? - zapytałem zły i zrozpaczony naraz
- Tobą - odpowiedział ze złowieszczym śmiechem zdejmując kaptur z głowy
On rzeczywiście był mną, a raczej moim klonem. Był identyczny oprócz głosu i zła w oczach. Chociaż sam nawet nie wiem czy nie mam takiego zła w nich…
- Widzisz teraz? To TY ich zabiłeś - zaśmiał się po raz ostatni
Nagle obudziłem się w jakiejś jaskini. Moje serce waliło jak szalone. Słońce powoli wschodziło budząc wszystko wokół. Nerwowo rozglądałem się po pomieszczeniu, lecz byłem sam, a przynajmniej tak mi się wydawało. Spróbowałem wstać, ale od razu upadłem, gdyż poczułem okropny ból przeszywający całe moje ciało.
- Nie radzę Ci wstawać - odezwał się poważny głos z zacienionego kąta pomieszczenia
Po chwili tajemniczy wilk zbliżył się do mnie na tyle, że zdołałem zauważyć, że jest to ten sam wilk co ten, który walczył ze mną przeciwko zjawą w tym ogromnym klasztorze w mieście.
- Kim jesteś? - zapytałem z powrotem kładąc się na zimnej posadce
- To nie jest istotne. Istotne jest to co tutaj robisz - odpowiedział tym samym chłodnym tonem co wcześniej i spojrzał na mnie z lekką wściekłością w oczach
- Nazywam się Darkness, ale raczej nie powinno Cię to zbyt wiele obchodzić. A jestem tutaj, ponieważ tułam się po świecie od dłuższego czasu bez większego celu - wyznałem niechętnie i zapanowała dla mnie niezręczna cisza
- A więc… jesteś samotnym podróżnikiem, który gnębi los i przeznaczenie? - zapytał siadając nieopodal mnie
- Nie powiedziałbym, że gnębi, lecz szuka - odpowiedziałem lekko zirytowany
Basior zamilkł, po czym odwrócił wzrok w stronę wyjścia. Był cały we krwi, lecz jego rany nie były zbyt głębokie. Jedyne co wyglądało na poważne to złamane skrzydło, z którego wystawała kość. Po dłuższej chwili namysłu wybiegł z jaskini jak gdyby nigdy nic i znikł w ciemnościach gęstego lasu. Zauważyłem, że moje powierzchowne rany były czymś posmarowane, a te głębsze zaszyte i tez czymś posmarowane. Moja łapa była mocno usztywniona. Muszę przyznać, że mocno się zdziwiłem, kiedy to zauważyłem. Nie osądziłbym takiego oschłego wilka o taką pomoc. Mimo silnego bólu cały czas się nie podawałem i próbowałem wstawać, lecz nie dość że mi to nie wychodziło, to jeszcze do tego ból się wzmagał. Kiedy po całym dniu mojego daremnego wysiłku opadłem z sił, postanowiłem tylko bezczynnie leżeć w miejscu tak jak polecił mi tamten wilk. Akurat gdy słońce zaczęło już zachodzić jakieś zwierzę, a raczej wilk zaczęło wynurzać się z otchłani lasu i podążać w moją stronę. Z nawyku zacząłem wstawać, lecz nadaremno. Tajemniczy wilk zbliżał się coraz szybciej. Bez namysłu zacząłem warczeć, gdyż nawet nie byłem w stanie go poznać w zapadających ciemnościach.
- Uspokój się to tylko ja - wymamrotał wrednym tonem wilk i w tamtym momencie zdałem sobie sprawę, że to ten sam wilk, który mi pomógł
- Przepraszam. Nie rozpoznałem Cię - odpowiedziałem lekko zawstydzony
Nie odpowiedział. Znowu zamilkł jakby odebrano mu mowę. Przeszedł do jakiegoś rozgałęzienia jaskini, a po chwili poczułem zapach mięsa. Bez słowa dał mi większy kawał pożywienia, po czym sam zabrał się do jedzenia swojej własnej, o wiele mniejszej, części posiłku. Najadłem się bez zjedzenia całej porcji. Już chciałem się odezwać, aby zabrał resztę, gdyż więcej nie zjem, ale on jakby odczytał mi to w myślach.
- Radziłbym Ci zjeść wszystko. Oboje musimy mieć dosyć siły na walkę - powiedział zwracając łeb ku mnie
- Na jaką walkę? - zapytałem jakby to wszystko było snem
- Z demonami. Jeżeli już raz się z nimi zadrze nie dadzą Ci spokoju do momentu, aż ich nie pokonasz. Najlepiej jest to zrobić już za pierwszym razem no chyba, że nie dasz rady to można za drugim, ale wtedy jest ich o wiele więcej… - wytłumaczył mi już spokojniejszym i bardziej normalnym głosem
Tym razem to ja przerwałem rozmowę. Nie miałem siły myśleć o tym co się stało wcześniej, a co dopiero o tym co się stanie. Z przymusem dokończyłem jedzenie i z powrotem położyłem się. Co jakiś czas wtrącałem jakieś pytania, lecz on albo odpowiadał na nie tak niewyraźnie, że nie byłem w stanie nic zrozumieć, albo je lekceważył i dalej milczał. Nawet nie pamiętam kiedy zdążyłem pogrążyć się we śnie, ale pamiętam, że obudziło mnie jakieś wycie. Z jedną małą, zasadnicza różnicą nie było to wycie wilka, lecz zjawy.
- Dasz radę wstać? - zapytał mnie wilk
- Nie wiem - odpowiedziałem, a on pomógł mi wstać
Co dziwne bez większego problemu trzymałem się na nogach. Wilk dał mi jakieś pakunki na grzbiet, ale nie były zbyt ciężkie. Sam wziął jeszcze więcej bagażu i szybko wynieśliśmy się z tamtej jaskini. Akurat nam się udało gdyż niemalże od razu na wejście do jaskini zsypał się gruz i piach, po czym cała jaskinia się zapadła. Jedynym plusem było to, że słońce już powoli zaczynało na nowo wschodzić.
- Co do… - odezwałem się rozkojarzony
- Nie ma czasu. Idziemy - przerwał i ruszył szybkim marszem przed siebie
Starałem się za nim nadążać, ale musze przyznać że z tymi szytymi ranami i łapą było dosyć ciężko iść nawet powoli. Cały czas mnie poganiał tak jakby sam nie czuł bólu. Po dłuższym czasie nie miałem już siły iść, lecz on to lekceważył i nadal mnie poganiał. W pewnym momencie kątem oka zauważyłem jak coś przemyka w gęstym lesie, który nas otaczał. Nie zwróciłem na to większej uwagi, lecz po chwili coraz więcej postaci zaczęło wokół nas krążyć.
- Szybciej - powiedział tylko basior i zaczął się rozglądać
Bez większego zastanowienia przyspieszyłem. Nagle usłyszeliśmy to samo wycie co wcześniej. Lecz było ono głośniejsze i wydawało się być nam bliższe. Nie minęła chwila, gdy nagle to coś zaczęło wyć obok nas. Było nie dalej niż kilka metrów od nas. Wilk bez słowa zaczął biec i tylko raz obejrzał się czy jestem za nim. Biegliśmy ile tylko mieliśmy sił w łapach. Starałem się nie rozglądać, tylko podążać za nim, ale moja ciekawość zawsze górowała nad rozsądkiem. Zauważyłem jak za nami i obok nas biegły jakieś zjawy. Czyżby to właśnie były te demony? Nie przypominały tych co spotkałem w mieście. Ich kontury były wyraźnie zarysowane. Można wręcz powiedzieć, że wyglądały jak prawdziwe wilki. No dobra z kilkoma małymi szczegółami. Miały po kilka par oczu, lub w ogóle ich nie miały. Ich sierść była czarna jak tamta smoła, ale były w niej liczne rany, a raczej dziury postrzałowe na wylot i rany tak głębokie, że wypadały przez nie ich wnętrzności. Ogólnie wyglądały okropnie i były bardzo poszarpane. Nagle wszystko ucichło. Wilki się spłoszyły i uciekły.
- O co chodzi? - zapytałem podchodząc do wilka zdziwiony
- Nie wiem, ale musimy stąd uciekać - powiedział i zaczął się uważnie rozglądać
Nie było nic słychać. Co jakiś czas tylko było słychać lekki powiew wiatru lub szeleszczenie gałęzi martwych drzew. Ten nagły obrót akcji trochę mnie zdezorientował i cały czas się rozglądałem. Nie wiedziałem co się stało oraz co się zaraz stanie.
- Chodź- powiedział znów ponurym tonem i zaczął iść w stronę jakiegoś wzniesienia
Nie chciałem go wkurzyć pytaniami więc cicho i bez słowa podążyłem za nim. Basior wydawał mi się tajemniczy i to do przesady. Musiał ukrywać jakąś ważną wiadomość, tajemnice o której nikt nie wiedział. Już chciałem go zapytać, gdy poczułem, że cisza i spokój stają się podejrzane. Już chciałem się rozejrzeć, gdy usłyszałem jakiś szelest, który był on daleko za nami. Przez długi czas po tym był spokój i cisza, lecz nadal wydawało mi się to bardzo podejrzane i to uczucie narastało we mnie z każdą chwilą. Kiedy wreszcie dotarliśmy na górkę okazało się, że skrywała ona w sobie niewielką, zamgloną dolinę.
- Gdzie ty chcesz iść? - w końcu nie wytrzymałem i zapytałem stając w miejscu
- Do doliny, a dokładniej do starego budynku, który stoi po jej środku - wyjaśnił, po czym dodał - Musimy się spieszyć. Niedługo zapadnie zmrok, a te tereny są wręcz „toksyczne” w nocy - oznajmił i szybkim krokiem ruszyliśmy w dół zbocza.
Z każdym metrem mała górka robiła się coraz bardziej stroma, aż w końcu, kiedy byliśmy w połowie drogi do doliny „górka” zmieniła się w stromy klif, który był jedyną drogą na dół. Basior szybko przeskakiwał z jednej skalnej półki na drugą, a potem na kolejne. Na początku skakałem zaraz za nim, ale kiedy on zeskoczył na półkę, która znajdowała się dużo niżej, zatrzymałem się. Wilk padł jak długi na skale, ale prawie natychmiast się podniósł.
- Lepiej idź dalej tamtą drogą, tutaj jest dosyć niebezpiecznie - powiedział wskazując na skały przede mną
Długimi susami pokonywałem dalszą drogę, gdy nagle trafiłem na luźną skałę. Już po chwili spadałem razem ze skałami parędziesiąt metrów w dół, aż do doliny. Z głośnym hukiem uderzyłem o ziemię i z trudem łapałem oddech. Usłyszałem niewyraźny krzyk wilka. Każda sekunda ciągła mi się jak godziny. Nagle usłyszałem jakiś hałas i zobaczyłem tamtego basiora. Podbiegł do mnie i zaczął mnie oglądać.
- To nic poważnego. Złamałeś tylko kilka żeber. Zaraz powinieneś poczuć się lepiej - stwierdził i uważnie się rozejrzał
Chciałem mu podziękować, ale nadal ledwo oddychałem. Byłem niemalże pewny, że zostawi mnie tam i sam pobiegnie do schronienia. Myliłem się i to solidnie. Wilk cały czas stał przymnie i pilnował, aż nie poczułem się odrobinę lepiej. Pilnował też, czy gdzieś nie ma tych zjaw czy nawet demonów. Po pół godziny byłem już wstanie ustać na nogach i samodzielnie oddychać. Tym razem zamiast mnie wyprzedzić i kierować się do celu szedł obok mnie i w razie potrzeby pomagał mi iść. Co mu się stało? Nie potrafiłem zrozumieć jego zachowania w żaden sposób. Szczerze mówiąc zadziwiał mnie. Najpierw taki wredny i wściekły, a teraz taki miły i spokojny? To było dziwne i to bardzo. Noc zbliżała się nieubłaganie. Na szczęście byliśmy już niedaleko celu. Nagle ktoś za nami przebiegł, a raczej coś. Basior przyspieszył, a ja szybkim marszem podążyłem za nim. Kiedy byliśmy już przy samym wejściu do budynku zaatakowały nas jakieś stwory. Mimo wszechobecnej ciemności dojrzałem, że były one naszych rozmiarów i miały bardzo czuły węch i słuch. Basior rozkazał mi schować się w budynku na drugim piętrze, aż on nie przyjdzie do mnie. Posłusznie wykonałem jego polecenie, lecz źle się czułem pozostawiając go samego z tymi stworami. Po chyba godzinie wilk, tak jak mówił, przyszedł na drugie piętro. Nie miał zbyt głębokich ran oprócz poharatanego skrzydła.
- Co to za budynek? - zapytałem, kiedy tylko podszedł do mnie
- Stary szpital, jest to odległa cząstka miasta, w którym się poznaliśmy.
- Ale skoro to szpital, to czemu coś tak ważnego stoi na takim odludziu i w tak dużej odległości od tamtego miasta? - zapytałem zdziwiony
- Bo to nie jest zwykły szpital, tylko szpital psychiatryczny, a podziemia były wykorzystywane jako więzienie. Przetrzymywano tutaj najgroźniejszych przestępców i największych świrów. To miejsce było przez wiele lat odizolowane od zewnętrznego świata. Kto wie może nawet teraz znajdziemy tutaj jakieś ludzkie szczątki. - odpowiedział zamyślony i spojrzał na mnie, po czym dopowiedział - Na szczęście przyjeżdżali też tutaj ludzie śmiertelnie chorzy lub zarażeni bardzo zakaźnymi chorobami. Przetrzymywano ich w jednej z piwnic, a leczono na trzecim piętrze. A teraz chodź.
Spokojnym krokiem wszedł po rozsypujących się schodach na wyższe piętro. Miał rację. Było tam mnóstwo sprzętów medycznych, chirurgicznych i leków. Wilk zaczął przeglądać szuflady i szafki, po czym poprosił mnie żebym pomógł mu usztywnić jego złamane skrzydło i je zabandażować. Pomogłem mu przy wszystkich ranach po czym on zabandażował mnie niemal w całości i usztywnił moje połamane kości. Podał mi dosyć dużo krwi, bo aż kilka worków. Kiedy byliśmy już niemalże zdrowi zeszliśmy na niższe piętro i położyliśmy się na tamtejszych materacach. Na początku wilk opowiadał mi o tych całych demonach i zjawach, ale w pewnym momencie nie wytrzymałem i zapytałem.
- A te „wilki”, które nas wtedy otoczyły. Czy to były demony? - zapytałem z wyraźną ciekawością w głosie, na co wilk odpowiedział lekkim uśmiechem
- Nie. To były martwe wilki. Prościej mówiąc wilcze „zombie.”- stwierdził, a ja nieco się zdziwiłem
- Może trochę zirytuję Cię tymi pytaniami, ale skąd na takim odludziu wzięły się wilki, a tym bardziej martwe?
- Ludzie zbudowali nie tylko tamto miasteczko i ten szpital. Te wszystkie martwe tereny, przez które szliśmy były niegdyś rezerwatem, a raczej rajem. Wszystko było tutaj żywe i piękne. Ogólnie w rezerwacie przebywały zagrożone gatunki, lecz okazało się, że tamtejsi ludzie byli miłośnikami wilków, a raczej ich udomowioną wersją. Sprowadzili do tego rezerwatu kilka wader w ciąży i kilka basiorów. Po kilku latach była już tutaj ogromna wataha, ale nie byłe jaka. Wszystkie wilki były udomowione, a raczej miały mózgi wyprane ludzką chemią, którą ludzie im systematycznie dostarczali. Robili to, ponieważ chcieli uzyskać wilka, który był by całkowicie udomowiony i nigdy nie odwrócił się od ludzi.
- Ale przecież to miasto jest chyba zbyt daleko od cywilizcji, więc jak dostarczali tutaj takie wielkie ilości szkodliwej chemii?
- To bardzo proste. Sami ją wytwarzali. Wybudowali wielką elektrownię jądrową, a odpady promieniotwórcze modyfikowali w laboratoriach, które następnie podawano wilkom. Mimo iż wilki bardzo mocno mutowały, m.in. wyrastały im dodatkowe kończyny i tym podobne, ludzie i tak się cieszyli, że wilki są oswojone i przyjazne do ludzi.
- Mam jeszcze jedno pytanie - odpowiedziałem po chwili dłuższego namysłu
- Słucham?
- Co się stało, że to wszystko co było niegdyś zielonym rajem stało się martwe i owiane tajemnicą śmierci?
- Wybuch. Oni tak bardzo chcieli zmodyfikować wilki, że po niedługim czasie zaczęło im braknąć odpadów. W wyniku czego podnieśli produkcję. Reaktor się przegrzał i nastąpił wybuch, który spustoszył całą okolice. Tak szczegółem powiem Ci, że ta cała elektrownia mieściła się w centrum miasta, a dokładniej tam gdzie teraz stoi ten cały kościół, a raczej katedra śmierci.
- Teraz nie rozumiem już tylko jednego.
- Czego? - zapytał wilk z lekkim zaciekawieniem w głosie
- Skoro wybuch spustoszył całą okolicę, więc i pozabijał wszystkich ludzi to skąd wzięła się katedra i kto ją wybudował?
- To już głębsza sprawa. Tamten wybuch miał miejsce naprawdę dawno temu, ale niedawno to stare miasto odkryli ludzi, którzy nie mieli pojęcia o tym co kiedyś się tu działo. Myśleli, że ludzie tutaj zachorowali na jakąś poważną chorobę i wybuchła epidemia w całym mieście. Najpierw odkazili bardzo dokładnie wszystkie budynki, lecz nie wiedzieli co stało się z rezerwatem. Budynki tam były drewniane, więc wszystkie były albo spalone na popiół, albo tak spróchniałe, że same się zawaliły. Ale to co ich najbardziej dziwiło to to czemu nie było tam żadnych zwłok wilków i czemu całe ogrodzenie było przewalone jakby wpadło na nie jakieś ogromne zwierzę lub jakaś maszyna. Oczywiście jak to ludzie wszystkie pozawalane budynki po rozbielali na części i powywozili za miasto, a zwłoki ludzkie pochowali. Jednak przez cały czas nie widzieli co naprawdę się tu stało. To oni wybudowali tez wiatrak czy tam młyn, szkołę i katedrę. Kiedy ją wybudowali była kościołem, lecz zaraz po zakończeniu prac sama z siebie zmieniła się w katedrę. A w noc po jej wybudowaniu ludzi zaatakowały zjawy i demony, po czym pożarły doszczętnie ich ciała razem z kośćmi.
Nic już nie odpowiedziałem. Po prostu mnie zatkało. Nie pomyślałbym, że gdziekolwiek na świecie może istnieć tak okrutne miejsce jak to. Teraz już wiedziałem.
Czemu zamiast wody jest smoła, która pożera zwierzęta.
Czemu co po chwila coś przebiegało wokół mnie.
Czemu budynki cały czas stały.
Czemu w szkole były nowe sprzęty i otwarte okna.
I wiedziałem czemu wszędzie były ludzkie ślady.
W tym momencie coś za trzęsło budynkiem. To nie było trzęsienie ziemi, ani nic podobnego. To były one. Demony. Wilk tylko coś krzyknął i wybiegł z budynku. Zrobiłem to samo. Nad budynkiem dosłownie zaczęły zbierać się czarne chmury. Coś jakby tornado. Nagle usłyszałem słowa w mojej głowie, choć nadal nie jestem pewien czy nie był to szept demona. Tymi słowami były - „ To jeszcze nie koniec.”
CDN

niedziela, 15 czerwca 2014

Uwaga

   Przestańcie do kurwy nędzy dawać w waszych postach o nieobecności taką datę. Przecież możecie do cholery dać dzisiejszą datę, a nie kurna max. 30 czerwca. Szczerze, to już mnie to wkurwia. Jeśli raz ktoś tak zrobi, będę usuwała takie posty. Wiem, że nie mam całkowitego prawa, ale ludzie bez przesady. Dobra, przeczytam, że was nie będzie, ale to tylko spam. Są ważniejsze rzeczy i jakoś nie mają takiej daty, a wy z nieobecności robicie wielkie halo. Przestańcie, bo to wkurzające. Obecnie, to ja zmieniam daty, bo to działa mi na nerwy.... Rozumiem, że konkursy można tak ustawiać, ale że zwykłe posty, nieobecności? Proszę was...
~Lucyfer.
Klan Ognia.

Od Caelsie CD Saintie

- Pomóc ci? - spytałam, przyglądając się waderze. - Nie wiem w czym, ale chętnie pomogę - dodałam, chichocząc.
Przyjrzałam się zarówno jej, jak i plaży. Chłonęłam widok wody, migoczącej w blasku słońca, ponieważ jeszcze nigdy mnie tu nie było. Czułam, jak moje futro się nagrzewa, jak ciepło przenika głębiej. Zaraz ponownie spojrzałam na wilka. Coś, nie wiedząc co, powiedziało mi, że jest samotna.
- Co prawda jestem nowa i jestem tylko szczenięciem, więc nie wiem, czy mogę zaproponować ci dołączenie, ale wydaje mi się, że tego byś potrzebowała, co? Jeśli tak, to wydaje mi się, że najlepiej byłoby odnaleźć Alfę.
<Saintie?>

Od Resshy

Noc była chłodna, ale w końcu na świecie panowała teraz zima, więc to raczej normalne. Niebo było przejrzyste. Nie było na nim ani jednej chmury. Gwiazdy rozświetlały drogę, po której wolno kroczyłam. Mogę powiedzieć całkowicie szczerze, że nie miałam już siły by dalej iść, ale jakoś czułam, że powinnam. Wiedziałam, że na terenie, na którym się znajduję jest dużo wilków. Czułam dużo różnorodnych zapachów. Na początku pomyślałam, że może znajdę dom, ale później szybko się zniechęciłam. Usiadłam pod jakimś drzewem i skuliłam się w kulkę. Zimno mi dokuczało coraz bardziej. Przymknęłam oczy, a gdy je ponownie otworzyłam, nade mną były ogromne szare chmury, z których zaczęły wylatywać małe, drobne płatki śniegu. Zadrżałam, było mi coraz chłodniej. Znów skuliłam się. Wpadłam na pomysł, że mogłabym rozpalić ognisko. To nie byłoby trudne.
Zebrałam kilka patyków i położyłam na jedną kupkę, a po chwili zapaliłam je swoją mocą. Usiadłam przy ognisku i patrzyłam się w płomień. Miałam nadzieję, że nie zacznie padać, bo jeśli tak to mam przekichane. Ponownie się przybliżyłam, by było mi jeszcze cieplej. Niedługo później położyłam się i pogrążyłam w śnie.
Obudziło mnie kaszlnięcie. Otworzyłam oczy, a przede mną zobaczyłam człowieka z czerwonymi włosami. Bawił się on moim ogonem, a ja patrzyłam na niego ze zdziwieniem. Osoba ta miała papierosa w ustach. To co skupiło moją uwagę to opaska na prawym oku i fakt, że on podszedł do mnie bez niczego. Nie bał się.
- Co tu robisz? – Spytałam po dłuższej chwili zastanowienia. Nie pomyślałam, że może mnie nie zrozumieć. Oczywiście postać nie odezwała się. Wstałam wyrywając ogon z jego ręki. Nie pozwolę mu na zabawę.
- No trudno, to ja się zbieram. – Powiedziałam tak jakby sama do siebie i obróciłam się w drugą stronę. Zza krzaków wyszedł biały wilk z rogami. Dziwnie na niego spojrzałam. Ten uśmiechnął się do mnie, choć nie byłam pewna czy uśmiech był szczery.
- Zaczekaj chwilę.
- Lucy… - Odwróciłam się w stronę czerwonowłosej postaci. On się odezwał.
- Czekałem dość długo na ciebie, więc przyszedłem sam i kogo tu widzę.- Głos wilka był ciut przerażający. Wyobraziłam sobie, że wilk jest miły i pogodny, a jego szept był dosyć władczy. – Więc? Widziałem cię wczoraj w nocy. Zapaliłaś ognisko, a później poszłaś spać. Co by było, gdyby, nie daj Boże, las by się zapalił?
-Eh.. – Cofnęłam się dwa kroki. Nie byłam pewna co się dzieje.
- Czyli co? Ta Wadera to jedna z was? Jak miło! Kolejny nabytek. – Czerwono włosy pogłaskał mnie po uszach, a ja wydałam dość dziwny dźwięk.
-Ja? CO? Gdzie? Jak? – Usiadłam i wzięłam głęboki oddech. – Ktoś mi to wytłumaczy? – Biały wilk podszedł bliżej mnie i usiadł tuż przede mną.
-Jestem Lucyfer, Alfa tutejszego klanu ognia. A ten stojący za tobą to Wielki Badou – bóg ognia. – Zrobiłam oczy jak spodki.
- Przepraszam, że się nie przedstawiłam wcześniej. Wstałam i ukłoniłam się delikatnie. – Nazywam się Ressha.
- Lucy, patrz jaka kultura.
- Badou-san. Mógłbyś przemilczeć kilka rzeczy.
- A czy ja coś mówię? – Czerwono włosa postać zaciągnęła się papierosem.
- Czyyyyyyyyyli…. – Przeciągnęłam. – Mogłabym dołączyć do watahy?
- Jakby nie patrzeć to już od trzech dni jesteś na naszym terenie i nam nie przeszkadzasz, i oczywiście dzielisz nasz żywioł. Nie będziemy ci bronić w dołączaniu.
- Więc bardzo dziękuję. – Uśmiechnęłam się.
- Miło mi cię poznać, Ressha. – Badou- san podszedł do mnie i przyjrzał mi się dokładnie.
- Dziękuję, dziękuję wam bardzo. – Spojrzałam radośnie na dwójkę osób.

Od Rapida

Wracałem z polowania. Niestety nie udanego. Zamierzałem zajść nad rzekę, która na szczęście nie zamarzła. Śnieg przestał padać już jakiś czas temu, mimo to na ziemi leżała jeszcze słuszna warstwa śniegu.
Nad rzeką ujrzałem piękną waderę o niezwykłej maści. Niewiele myśląc podszedłem do wadery.
- Hej, z jakiego jesteś klanu? - spytałem siadając obok wilczycy.
- Z Kalanu Powietrza, jestem tam już od dawna - powiedziała i patrząc na mnie uśmiechnęła się - Jesteś Rapid, prawda?
Zdziwiło mnie, że zna moje imię. I... jest w moim Klanie? Od dawna?
- Tak, Rapid... ale Ciebie widzę pierwszy raz.
- Rzadko się pokazuje, jestem Skailla. Miło poznać.
Miała piękne, oliwkowo - złote oczy. Na jej szyi zobaczyłem świetlisty medalik. Wadera od razu zobaczyłam, że się mu przypatruje.
< Skaillo, mogę prosić o dokończenie? :3 >

Od Saintie

Od bardzo dawna się błąkałam. Byłam sama... nie miałam nikogo ani niczego. Wygnana, zagubiona, nieśmiała. Oto cała ja. Obchodziłam wiele watah. Ciągle miałam nadzieję, że znajdę upragniony dom, który straciłam jakiś czas temu. Moja wataha została wystrzelana jak kaczki. Miejsce, w którym się urodziłam zostało zrównane z ziemią. Te wspomnienia dręczyły mnie podczas wędrówki po plaży.
*Może niedługo przestanę być sama.* - mówiłam w myślach sama do siebie. Małe fale delikatnie wdzierały się na piasek i zabierały jego część do morza. Słońce zaczęło zachodzić, a ja dotarłam do niedużego klifu. Położyłam się pod nim.
- Tutaj spędzę kolejną noc... - powiedziałam tym razem na głos... Delikatnie przymknęłam oczy i nawet nie zorientowałam się jak usnęłam.

***

Nastał ranek. Słońce powoli wyłaniało się zza chmur, a morska bryza niesiona przez wiatr w stronę lądu działała bardzo pobudzająco. Ruszyłam przed siebie. Już po chwili strome klify zaczęły zmieniać się w łagodne pagórki. Nie musiałam długo iść aby trafić na wydeptane zejście na plażę. Do mojego nosa dotarły różne zapachy. Między innymi innych wilków. Zamyśliłam się, ale nie na długo. Z transu wyrwał mnie jakiś głos. Przez chwilę myślałam, że zaczynam wariować ale gdy tylko się obróciłam zobaczyłam wilka.
-Hej! - zawołał nieznajomy. Nie odpowiedziałam, tylko usiadłam na piasku, a on podszedł bliżej. Słońce raziło mnie w oczy, więc nie mogłam dostrzec czy jest to basior czy wadera.
<Ktoś ?>

Nowa Wadera w KP !


Saintie
Hierarchia: Zwłykły członek
Stanowisko: Przywódczyni polowań
Klan: Powietrza

Bardzo przepraszam :c

Niestety jestem zmuszona do wykorzystania nieobecności :c Co się stało? Czemu? Już tłumaczę
Mam szlaban do końca miesiąca na neta (nawet laptopa mi zabrano ;-; ) To nie moja wina że mam nauczycielkę do d***. Jak mi dobrze pójdzie to jutro to poprawię...jak nie to będę zmuszona...opu...opuś...opuścić WK :/
Wszelkie opowiadania do mnie (Ness,Danny,Sakura,Sasori,Reddy) wysyłać mi na howrse...w sensie linki lub umieszczać w wilczej tablicy? Chyba tak.
Więc do zobaczenia...
~Renee
PS.:ani mi się ważcie zamknąć WK pod moją nieobecność

sobota, 14 czerwca 2014

Od Caelsie "Quest 1"

Przechodziłam przez las, przyglądając się złotym ptakom, radośnie wyśpiewującym różne melodie. Miałam ochotę poczuć smak ich mięsa, choć nigdy nie żywiłam się mięsem, a moje pożywienie stanowiły jagody oraz ryby. Uśmiechnęłam się łobuzersko, podskakując do nich. Zaraz odleciały spłoszone, a ja przyglądałam im się, radując się ich ucieczką. Roześmiałam się donośnie, nie wiedząc do końca, dlaczego. Przyjrzałam się im ponownie, tym razem usadowionym na innej gałęzi. Już chciałam ujrzeć, jak ponownie się wznoszą, gdy moją uwagę przykuło coś innego.Biały punkt, a raczej plama. Jasno świeciło, więc owa anomalia była wyjątkowo zauważalna. Przyjrzałam się dokładniej - był to Jeleń. Historyczny, Biały Jeleń. Gdy go ujrzałam, uśmiechnęłam się szerzej. Słyszałam, że jego futro jest powiązane z gwiazdami. Biel bijąca od niego właśnie to przywiodła mi na myśl. Chciałam je zdobyć. Czułam się do tego zobowiązana, choć nie wiedziałam dlaczego oraz w jakim celu użyję tego futra. Nie wiedziałam, jak mogę go użyć. Podbiegłam do niego, uderzając w niego łapą. Spojrzał w moją stronę, a ja zastygłam w zupełnym bezruchu. Jego oczy były srebrnoszare - znaczyło to tyle, co wiedziałam z gwiazd, że rzeczywiście ten jeleń JEST gwiazdą. Ale niezupełnie. Był nią, przybrał formę jelenia, a potem ponownie stał się zwierzęciem. W efekcie końcowym ma moc, która zabija, jeśli ktoś dotknie jego grzbietu. To jest powód, dla którego ja muszę zabić jego. Tylko że jelenie to szybkie i zwinne istoty, a ja muszę trafić w jego GŁOWĘ. Opcjonalnie brzuch, ale to pierwsze było już raczej łatwiejsze. Chwilę opracowywałam strategię, ale musiałam szybko przystąpić do działania. Sypnęłam w oczy zwierzęcia odrobinę gwiezdnego pyłu, a on, chociaż był odporny na jego oślepiające działanie, zdezorientował się. Szybko skoczyłam przed niego, atakując go pazurami, w wyniku czego na jego pysku powstały ogromne szramy, z których srebrnawa krew zaczęła się lać strumieniami. Przyskoczyłam ponownie, tym razem atakując dobitniej. Widziałam, jak stworzenie upada z wolna, a ja tylko się temu przyglądałam. Ze świadomością, że zabiłam. Ale zrobiłam coś dobrego - taka była nasza kolejna powinność na świecie. Nie tylko pomagać, ale i zabijać Przeistoczone, czyli wszystkie gwiazdy, które zmieniły się w zwierzęta. Uśmiechnęłam się smutno i tryumfalnie jednocześnie, wpijając zęby w ranę. Krew gwiazd potrafi naprawdę dodać sił.

Nowy wilk w KO~!

 Ressha [Ress]
 zwykły członek
 Szpieg

Od Alexa C.D historii Las.

- Spokojnie! - powiedziałem z kpiącym uśmieszkiem, co najwyraźniej się waderze nie spodobało.
Spojrzała na mnie z ukosa. Było jasne, że moja obecność jej przeszkadza. Nie byłbym jednak sobą, gdybym po prostu odszedł.
- Czego Ty tu chcesz? - spytała, a raczej wysyczała wadera, gdy wstała i otrzepała się.
- Foszek? - spytałem z tym samym uśmiechem.
Wadera fuknęła.
- Mniejsza. - powiedziała i wymruczała coś, zapewne w stylu "do zobaczenia"
Rzuciłem jej nieco zdziwione spojrzenie. Było widać, że jest nowa. Inaczej nie kierowałaby się poza granice, zwłaszcza w stronę bagien.
- Alex jestem. Z kim mam przyjemność? - spytałem podchodząc do oddalonej już trochę wadery.
- Last Song. W skrócie... - powiedziała.
- Zatem Song, nie warto iść w tą stronę. Raz, że tereny naszego klanu się tam kończą, dwa, że są tam tylko opuszczone bagna. Jeśli chcesz zobaczyć fajniejsze miejsca, zapraszam za mną.
- Wolałabym jednak zostać sama. Wolę chodzić własnymi drogami. - Powiedziała, aczkolwiek chyba nieco łagodniej.
- Widzę - powiedziałem, i chyba oboje pomyśleliśmy o tym, jak na mnie wpadła.
- To ty mi się pchałeś pod łapy - powiedziała znowu tym samym tonem.
Przewróciłem oczami i westchnąłem. Ja chyba jednak nigdy nie zrozumiem wader.
- Nie chciałabyś zobaczyć Wulkanu, albo Wąwozu? Mogę Ci obiecać, że są znacznie ciekawsze, niż martwe bagna. To jak, Last?

< Last :> > 

Od Maka CD historii Zuko

- Za dużo się wydarzyło jak na te kilka dni ... - powiedziałem tuląc ją
Jednak gdy patrzyłem się na Zuko widziałem śmiech na jej pyszczku, czy śmiała się z moje reakcji? Ja byłem przestarszony jak jeszcze nigdy. Ja po chwili jednak również zacząłem się śmiać. Jakby ktoś mi taką historie opowiedział nie uwierzył bym. Chwilę później byliśmy już u siebie. Następnego dnia udałem się tam z jednym z pożyczonym towarzyszem, który dał specjalną osłonę na to jezioro, aby nikt już do niego nie wpadł.

-----------------------------------------------

W odwiedziny przyszła do nas Prim z córką.
- Ciocia! Wujek! - krzyknęła mała widząc nas i podbiegła do nas, wyglądało to jakby nas nie widziała przez kilka lat
- Witaj mała - Zuko od razu zainteresowana małą wzięła ją ze sobą do drugiego pokoju
- ... czy chcesz aby został wyrzucony?
- Nie ... chce, aby Juliette znała swojego ojca, a on i tak ma nową rodzinę ... - opuściła w dół głowę
- Nie martw się, na pewno wszystko się ułoży. Możemy dać też nakaz, aby zaczął bardziej interesować się małą i jakoś ci pomagał - uśmiechnąłem się lekko
- Mamo zobacz co mi ciocia dała! Śliczne? - mała zaczęła dumnie pokazywać naszyjnik swój
- Ślicznie ... a mam do was jeszcze jedną prośbę, czy moglibyście zająć się małą przez kilka dni? - zwróciła się do nas - Nie chcę robić jakiegoś kłopotu, ale i tak wolę zostawić ją w gronie rodzinnym niż jakąś opiekunke. Juliette jest nie śmiała do obcych.
Spojrzałem się na Zuko. Juliette odwróciła się w naszą stronę.

Zuko :P takie tam wzięte z nie wiem czego :P

Od Salomei

- Mea! Uciekaj! - warknął Cato. Eran stał bezradny, jakby w ogóle go tu nie było. Spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Eran! - jęknęłam patrząc to na basiora ni to błagalnie ni to z wyrzutem, jak przed chwilą. Z jednej strony wymagałam, żeby stanął w mojej obronie, z drugiej miałam do niego pretensję o tą całą sytuację.
Caton patrzył na mnie surowo, ponaglająco.
- Mea! - krzyknął znowu, a ja ponownie spojrzałam na Erana.
- Przykro mi, Mea... Cato ma racje - powiedział Eran - musisz stąd uciekać! Ratuj się, póki możesz!
- Jak Ty...
Coś trzasnęło za nami. Brat znowu spojrzał na mnie tak samo, jak poprzedniego dnia.
- Dasz sobie radę, siostra! - tu jego głos jakby... nieco złagodniał? - Ale musisz uciec TERAZ!
Ponownie spojrzałam na basiora, którego kiedyś tak pokochałam. On stał nie wzruszony.
- Nigdy Ci tego nie wybaczę! - krzyknęłam do Erana i uciekłam
- Mea! - usłyszałam stłumiony krzyk, niewątpliwie należący do mojego ukochanego. Caton złapał go i nie pozwolił biec za mną.
Wolałam zginąć, niż go zostawić. Cato musiał to wiedzieć, a to dziwne zachowanie Erana to na pewno jego pomysł! Nigdy im tego nie wybaczę!
******
Mijały dni w nowym klanie. "Klan" - to słowo brzmi tak... obco, inaczej. Do tej pory żyłam w watahach. Właściwie owy "Klan" różnił się tylko nazwą.
Cieszyło mnie, że tu wszyscy mają ten sam żywioł. Zwykle spotykałam wilki z żywiołem ognia, wody czy ziemi, rzadziej wilki powietrza.
Wędrowałam po nowych terenach.
- Cześć! To ty ta nowa? - usłyszałam pełen entuzjazmu głos
- Cześć! - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się - Chyba tak. Jestem Salomea, krócej Melka lub Mea. Z kim mam przyjemność?

< Ktoś? >

Nowy Basior w KP !


Rudy
Hierarchia: zwykły członek
Stanowisko: Medyk
Klan: powietrza

Od Moon

Już od paru dni błąkałam się po lesie, sama, ze zranioną łapą, nie mogłam u życ swych mocy ponieważ byłam za słaba- to by mnie wykończyło.Przemierzałam powoli las, starając się unikać ciemnych kątów. Podeszłam do małego strumyka który wartko płynął.Woda była orzeźwiająca i zimna - po prostu idealna. Położyłam się i zasnęłam by jutro dalej wędrować.
Gdy się obudziłam, było jeszcze ciemno ale z dala zauważyłam Wilka ? tak to był wilk ! Nie wiedziałam czy jest dobry czy zły więc siedziałam cicho.Lecz w końcu nie wytrzymałam - zawyłam.Ten odwrócił się i z zainteresowaniem szedł w moją stronę.Przestraszyłam się i chciałam uciec- ale mój stan na to nie pozwalał.Podszedł bliżej i przywitał się;
-CześćJestem Benjamin- powiedział
-Cześć,jestem moonthia .
Potem zaprowadził mnie w cudowne miejsce
CD Benjamin

Nowe Wadery w Klanie Powietrza

Zanim jeszcze przedstawię wam nowe wadery proponuję pewnego "czita " XD
Aby nasz klan mógł na nowo się rozwinąć, odmłodzę każdego wilka * o 2 lata.
* - Każdy który wtedy nie stanie się szczeniakiem ;)
Więc życzę miłego cofania w rozwoju XD

Alfa KP
Sadneess



Lirea (dla znajomych Lii) / Iryda (rozdwojenie jaźni)
Hierarchia: członek
Stanowisko: Opiekun/ka dla szczeniąt
Klan: Klan Powietrza

Moon
Hierarchia: zwykły członek
Stanowisko: Przywódczyni wojowników
Klan: Powietrza

Salomea
(Mea, Melka dla przyjaciół) 
Hierarchia: zwykły członek 
Stanowisko: lekarka 
Klan: Powietrza

Od Yukio.

Kolejny piekielny dzień wśród demonów podrzędnej rasy. Ich skóra wypalała się za każdym razem, kiedy moje kule przebijały ich czarny pancerz. Stworzenia przypominały zmutowane psy, które są niezwykle agresywne niż te podczas wścieklizny. Pazury ich były skierowane w moją stronę, a ich postawa świadczyła o gotowości. Było ich pięć. Ja byłem jedyny. Moją pomocą był tylko pistolet zwinięty od rasy ludzkiej. Broń unosiła się do góry za pomocą moich ukrytych mocy. Jedynie niebieski róg płonący żywym, niebieskim ogniem umożliwiał mi tą niecodzienną czynność. Zza moich pleców urwał się wściekły okrzyk ginącego z mojego arsenału diablika, upadającego zaraz po tym zdarzeniu na ziemię. Pozostało mi tylko czterech. Reszta również ciskała się tuż obok moich łap. Wyglądałem niczym dumny król, usatysfakcjonowany zwycięstwem nad innym krajem. Wokół mnie panowała, dosłownie unosiła się aura wymordowanych bestii, a kolor jej przybrał odcień ciemności, zupełnie jak dusze tych zwierząt wysłanych z Piekła. Szkła na moich okularach błyszczały poprzez światło, które dostawało się znikąd, tak jakby wchodziło z butami w martwe już pobojowisko. Schowałem narzędzie zbrodni do magazynku ukrytego w mym futrze.
Ruszyłem przed siebie, przede mną panował spokojny dzień, w którym było pełno słońca i chmur. Oddaliłem się od ostatniej strefy Gehenny, wyłudzając w sobie próżne nadzieje, iż tym razem odpocznę w spokoju i ciszy, a co~! Moje myśli napełnione optymizmem były jednak bezpodstawne, już dało się słychać lament istoty, zwalonej na kamień przez moją, niegodziwą nie uwagę.
- P-Przepraszam...! - Rzuciłem się do pomocy, pomagając nań waderze wstać. Wilczyca przypominała mi delikatną postać. Pech chciał, że musiałem wpaść na coś tak, subtelnego? Cholera.
<Dokończy jakaś wadera czterokiemu? >