czwartek, 31 lipca 2014

Od Alkiva cd Sheeny

Moim pierwszym odruchem było objęcie waderę ramieniem. Szybko jednak cofnąłem łapę i schyliłem głowę, by zaglądnąć w oczy Sheeny. Odsunęła się ode mnie szybko.
- Ja... ja przepraszam. - wyjąkała, rumieniąc się lekko.
- Nic nie szkodzi. -  odparłem wymijająco.
- Ja jednak widzę, że szkodzi. - powiedziała z nutką żalu w głosie.
- Ale skąd.
- A i owszem.
Spojrzała na mnie urażona, gdy nic nie odpowiedziałem, tylko wbiłem wzrok w ziemię.
- Historia lubi się powtarzać, czyż nie? - zagadałem po chwili z innej beczki - jaskinia, burza, deszcz. My razem... - spojrzałem na nią i poruszyłem brwiami z szelmowskim uśmieszkiem.
-  Wiesz, nie mam ochoty na żarty. - rzekła, rzucając mi  krótkie spojrzenie.
Nastała chwila ciszy.
- Lepiej jak już sobie pójdę. To twoja jaskinia, naciesz się nią, urządź sobie jakoś. - czułem napięcie rosnące w atmosferze. Za najstosowniejsze uznałem klasyczne wycofanie się. Mój wzrok powędrował na jej pyszczek raz jeszcze i obróciłem się w stronę wyjścia. Deszcz nie miał w sumie dla mnie znaczenia. Zmoknę czy nie, cóż za różnica?
Wyszedłem na zewnątrz. Postawiłem pierwsze kroki w błocie. Miałem nadzieje na jakiekolwiek słowa sprzeciwu z głebi jaskini. Niestety żadne nie padły.
<Sheena?>

od Sheeny cd Alkiva

„Błagam nie! To boli… to…”
_ _ _
- Tak. – Powiedziałam krótko. – Naprawdę miłe będzie z tego mieszkanie.
- No, potrafisz jednak rozbudowywać zdania. – Spojrzałam na niego z ukosa i sama się zaśmiałam. Uśmiechnęłam się delikatnie. – Więc chyba powinnaś zabrać się za swoje łoże. Nie wygodnie się tak śpi.
- Odkrycie roku. – Zarechotałam – Próbowałeś? – Widząc zrzędliwą minę samca, zaprzestałam drażnienia go. – Przepraszam. Taki mam sposób na wyładowanie się.
- Wyładowanie? Złości, żalu, smutku? – Spojrzał mi w oczy. Choć stał daleko. Choć dopiero się poznaliśmy. Choć starałam się to ukryć. On przejrzał mnie na wylot. W zaledwie jeden dzień. Przez dłuższą chwilę obserwowaliśmy siebie nawzajem. Jak głupia pozwoliłam mu penetrować moją otchłań oczu. Mógł wyciągnąć z niej wszystko. To co mnie trapi, zamartwia… Lecz grzmot przerwał nasze skupienie i oboje odwróciliśmy się w stronę wyjścia. Nie zauważyliśmy nawet, że zaczęło padać. Alkivo uśmiechnął się. Nie byłam pewna czy to uśmiech był nostalgiczny, ale wszystko na to wskazywało. Zdałam sobie sprawę, że musieliśmy całkiem długo siedzieć w siebie wpatrzeni, bo gdy wchodziliśmy do jaskini niebo był tylko szare, a obecnie zmieniło się w czarne.
- To chyba teraz nie pójdziesz do siebie. – Podeszłam bliżej basiora i puściłam mu ciepły uśmiech.
-Na to wygląda. – Zauważyłam jak samiec zamyka oczy. Jak próbuje się wsłuchać w deszcz. To tak jakby chciał usłyszeć jego rytm, by coś z niego wynieść. Wzięłam głęboki oddech i zbliżyłam się do wyjścia. Również zamknęłam oczy. Uśmiechnęłam się.
Naprawdę piękne. Cudowne. Deszcz nie był ostry, w końcu panowało lato, jednak woda była cholernie chłodna i orzeźwiająca. Opady przyjemnie uderzały o ziemię, skały i drzewa tworząc swoją własną orkiestrę. Co jakiś czas widać było błyskawicę, a po chwili grzmot. Nie przerażało to jednak. Było całkiem miłe.
- Spokojnie tu, nie sądzisz? – Usłyszałam głos Alkivo zza pleców. Przytaknęłam szybko.
- Nie wygląda jakby miało szybko przestać padać.
- Tak, najwyraźniej trochę tu posiedzę. – I po tym zdaniu zapadła niezręczna cisza, którą ponownie przerwał Samiec. – Więc jak się tu znalazłaś? Mamy czas. Możesz opowiedzieć, jeśli chcesz oczywiście.
- Mogę… Skoro i tak kiedyś musiałabym to powiedzieć. – Zaśmiałam się krótko, jednak smutno to zabrzmiało. – Więc.. Od razu ostrzegam, że moja historia.. jest dość specyficzna. Ja zdaję sobie sprawę, że są osoby bardziej pokrzywdzone przez los.. Ale to dla mnie bolesne. Na swój sposób. – Odwróciłam do Alkivo.
- Mów, śmiało. Przecież nic się nie stanie.
-Więc urodziłam się w stadzie dźwięku. Śmiesznie brzmi, no nie? Tyle, że to prawda. Wszyscy z naszej dużej „rodziny” posiadaliśmy żywioł dźwięku i ja również go posiadam. – Uśmiechnęłam się smuto. – Mamy tak, że oddajemy temu żywiołowi życie, że wielbimy je i czcimy. Tak.. To brzmi śmiesznie. – Alkivo milczał. – No i raz w walce z innym stadem zobaczyłam waderą władającą wodą i że byłam mała to uznałam, że chcę robić to co ona. Nauczyłam się żywiołu wody, a gdy moja wataha się dowiedziałam.. – Zamilkłam.
- Wyrzuciła cię? – Basior trafił w samo sedno.
- Tak, dokładnie. Wyrzuciła. To nic strasznego, wiem. Ale dla mnie, która kochała swoją rodzinę. Opiekowali się mną cały czas. Posiadałam również tam osobę, za którą mogłam oddać życie. Kochałam go. A tu co? Wyganali mnie i wszyscy odwrócili się ode mnie. Uważali, że dźwięk jest święty i że go zbezcześciłam. – Zaśmiałam się w smutku. Po moich słowach milczeliśmy długo, naprawdę długo.
- Sheena. Ja cię nie wyrzucę. Tu masz swój nowy dom. – poniosłam wzrok na Alkivo. – Zrozum. Nie jestem taki. Nie wygnam cię, nie porzucę. Więc zaufaj mi. – Uśmiechnęłam się.
„Znajduję wszystko, co myślałam, że zgubiłam wcześniej. Wzywasz me imię”.
- Dziękuję. – Szepnęłam cicho. Znów siedzieliśmy w milczeniu, aż zza moich pleców wydobył się straszliwy huk. Podskoczyłam ze strachu i wbiegłam prosto na basiora. Przytkałam uszy do piersi samca. – Głośny dźwięk nie jest moją mocną stroną. – Ponownie mocnej się w tuliłam w Alkivo.
<Sry, weny się nałapałam, ale siły nie mam by odpisać jakoś mega długo.?
<Alkivo?>

Od Sombry CD Shane'a

Popatrzyłam na niego.
-Sama się oprowadzę.-powiedziałam z sarkazmem. On popatrzył na mnie wyraźnie zirytowany. Odwrócił się i poszedł w siną dal.
Zrobiło mi się...hm... głupio. Żadko mam takie wyrzuty sumienia...
-Czekaj...-powiedziałam nieśmiało. Czułam jak moje policzki zaczynają się czerwienić. Coraz bardziej i bardziej... Co się ze mną dzieje?
On odwrócił się w moją stronę uważnie na mnie patrząc. Odwróciłam łeb w przeciwną stronę.
On podchodząc do mnie stawiał spokojne kroki. Już chyba nie był urażony. A może to taka przykrywka?
<Shane...>

Od Darkness'a


Nie mogłem zasnąć w nocy. Bez przerwy coś wybudzało mnie ze snu. Za jednym razem szalejąca ulewa na dworze, a za drugim hałasujące zwierzęta w lesie nieopodal mojej jaskini. Ta noc była jakaś dziwna. Nie wydawała się normalna, chociaż na taką nie wyglądała. Około szóstej rano słońce zaczęło wschodzić na horyzoncie. Miałem ogromną ochotę stąd uciec. Nienawidziłem innych żywych stworzeń, a tym bardziej wilków. Wolałem żyć sam w ciemności i z mroźnym oddechem śmierci na karku. Jednak coś nie pozwalało mi stąd tak po prostu odejść. Odejść bez wyrzutów sumienia i zmartwień. Odejść bez tego dziwnego uczucia. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem czegoś takiego. Tak jakby los podpowiadał mi, że właśnie tutaj muszę teraz być i nie opuszczać tych krain. Nie chciało mi się ruszać z jaskini. Najchętniej zostałbym w niej cały dzień i udawał umarlaka niestety, mój żołądek nie przepadał być pustym przez kilka dni. Wyjście z jaskini ułatwiły mi jakieś wredne ptaki, które urządziły sobie poranny koncert koło mojego okna. Wkurzony i ze zepsutym humorem podniosłem się z mojego legowiska i ruszyłem w stronę lasu. W sumie to zacząłem żałować, że nie poszukałem sobie posiłku w nocy. Było by ciemniej i spokojniej, a przede wszystkim ciszej. Szukałem czegoś na śniadanie chyba dobrą godzinę, ale nie przyniosło mi to nic prócz zabłoconego futra. Lekko zirytowany ruszyłem powoli w stronę rzeki. Nie spieszyłem się, bo chciałem być pewny, że nikt ani nic mnie nie śledzi i nie będzie mi przeszkadzać. Szedłem cicho i spokojnie mimo iż co jakiś czas nadeptywałem na ostre kolce dzikich roślin. Nie przeszkadzał mi ból, lecz kiedy zauważyłem, że pozostawiam po sobie krwiste odciski łap zrozumiałem, że muszę czym prędzej dostać się do rzeki, bo w innym przypadku ktoś lub coś wyczuje woń mojej krwi i podąży za mną. Przyspieszyłem kroku, lecz nadal byłem bardzo uważny. Zanim się obejrzałem byłem na brzegu rzeki. Okazało się, że ta ulewa w nocy wcale nie była taka słaba jak mi się zdawało. Rzeka wylała poza koryto oraz zwiększył się, i tak wystarczająco już jej silny, nurt. Przysiadłem na brzegu i zmoczyłem łapy, po czym wszedłem trochę głębiej do wody. Była lodowata jak lód, a nurt omal mnie nie porwał z prądem. W pewnym momencie usłyszałem jakiś niepokojący szelest. Jednym susem wyskoczyłem z rzeki i schowałem się w pobliskich krzakach. Jak się okazało był to krzak jakiejś kłującej rośliny, ale nawet to nie było w stanie wypłoszyć mnie zza zarośli. Na szczęście były to tylko jakieś szczeniaki. Ciekawiło mnie bardzo co one tu robią. W końcu w tym klanie nie ma żadnych szczeniąt, ale cóż nie moja sprawa co one tam robiły. Wilczki skakały przy brzegu rzeki strasznie przy tym hałasując. Wchodziły do wody coraz to głębiej i głębiej, aż jeden z nich przesadził i nurt go porwał. Nie mam pojęcia czemu, ale od razu wskoczyłem za nim do wody. W krótką chwilę złapałem go i przypłynąłem z nim do brzegu. Szczeniak zamiast coś powiedzieć spojrzał na mnie, po czym zaczął wyć w niebogłosy tak samo jak jego koledzy i po chwili nie było po nich śladu. Uciekli tak szybko, że nawet się nie zorientowałem czemu. Zrozumiałem dopiero, kiedy zobaczyłem swoje odbicie w wodzie. Nie dość, że wokół mnie była wielka czerwona plama krwi, to dodatkowo byłem cały brudny i poszarpany od tych krzaków. Nadal zirytowany westchnąłem i przepłynąłem na drugi brzeg. Starannie wymyłem rany, żeby już tak straszliwie nie krwawiły i udałem się w głąb lasu. Chyba zbliżyłem się, aż nadto do granicy, bo było tam mnóstwo wilków. Mój humor uległ przez to „lekkiemu” pogorszeniu, więc czym prędzej zawróciłem i udałem się nad wąwóz. Usiadłem tam na swoim ulubionym klifie. Był on najwyższy i najbardziej wysunięty. Nie wiem jakim cudem nadal trzymał się w poziomie. Po około dwóch godzinach zaczęło się robić ciemno przez przybywające z zachodu czarne jak noc chmury. Nie miałem nawet najmniejszego zamiaru wracać do swojej jaskini. Wystarczająco długo już w niej wysiedziałem. Nie minęła chwila, a z nieba lunęła silna ulewa. Wyglądało na to, że szybko nie ustąpi. I mi to pasowało. Nie śpieszyło mi się nigdzie, ale niestety tylko do czasu. Nagle potężny piorun wystrzelił prosto za mną sprawiając, że klif się załamał, a ja wraz z ogromnymi skałami popędziłem prosto w dół. Obudziłem się chyba po kilku godzinach. Wypogodziło się, lecz ja czułem się o wiele gorzej. Byłem kompletnie poszarpany jakbym walczył z jakimś wielkim stworem i miałem złamaną przednią łapę. Szczerze mówiąc nieźle się wkurzyłem. Nie dość, że już jestem wygłodzony to teraz tym bardziej nie zdobędę żadnego jedzenia. Ruszyłem powoli w stronę rzeki. Po drodze wywróciłem się kilka razy prosto w błoto, więc chyba już nic nie mogło poprawić mi humoru. Kiedy wreszcie dotarłem nad rzekę nie było tam nikogo kogo mógłbym wystraszyć swoim „nienagannym” wyglądem. Spokojnie i w ciszy zanurzyłem się w lodowatej wodzie. Mimo iż wokół mnie powstał krwisty strumień woda przyniosła mi niewyobrażalną ulgę w bólu. W pewnym momencie poczułem na sobie wzrok. Odwróciłem się i zobaczyłem jakąś waderę, przypatrującej mi się kątem oka. Kulejąc wyszedłem z wody w stronę wilczycy. Podniosła głowę i zamiast uciec zbliżyła się do mnie. Bardzo zdziwiło mnie to zachowanie. Nie zamierzałem z nią rozmawiać. Chciałem po prostu zobaczyć czy ona także ucieknie. Nie przyglądając się jej odwróciłem głowę i skierowałem ku mojej jaskini. Nie przeszedłem kilku metrów, a już usłyszałem za sobą jej głos.
- Czekaj - powiedziała spokojnym tonem wadera i ponownie zbliżyła się do mnie
- Czego? - warknąłem pod nosem niezadowolony z jej obecności
- Co Ci się stało? I kim jesteś? - zaczęła mnie wypytywać z ciekawością w głosie
- Nie powinno Cię to obchodzić - odpowiedziałem wrednym tonem i przyspieszyłem kroku, lecz przez złamaną łapę kiepsko mi to szło
- Ale obchodzi. Chciałabym Ci pomóc - stwierdziła i zatrzymała mnie
- Nie potrzebuje pomocy - znowu odwarknąłem pod nosem
- Jesteś pewien? - spytała bardzo pewnym głosem
Nie odpowiedziałem. Nie chciałem z nią rozmawiać, ale jednocześnie coś mi podpowiadało, że muszę ją poznać. Tym czymś było to samo uczucie, które nadal mnie tutaj trzymało. Ruszyłem prosto do mojej jaskini, a wadera ruszyła za mną z niewiadomych przyczyn. Dziwiłem się, że nie boi się mojej postaci. Po jakimś czasie wyrównaliśmy krok, lecz ja nadal próbowałem zachować odległość. Przez większość czasu czułem na sobie jej wzrok. Było to dla mnie bardzo nieprzyjemne uczucie. Co jakiś czas, kiedy odwracała głowę, spoglądałem na nią kątem oka. Była czarna w plamy i pasy o różnych odcieniach czerwieni, różu i fioletu. Szczerze mówiąc zaciekawiła mnie. Po długim czasie wreszcie zaczęliśmy się zbliżać do mojej jaskini, a wadera nagle się odezwała.
- Gdzie my właściwie idziemy? - zapytała rozglądając się
- Ja idę do swojej jaskini, a ty nie wiem po co tu jesteś - odparłem i przeszedłem przez krzaki, które zasłaniały widok na jaskinie
- To znaczy… tutaj mieszkasz? - zapytała zdziwiona wskazując łapą na zasypane głazami wejście
- Mieszkałem… - odpowiedziałem z lekkim żalem w głosie
To była jedyna jaskinia tak bardzo oddalona od innych wilków. Teraz będę musiał się gdzieś przenieś. Wadera zbliżyła się do mnie tak jakby chciała mnie pocieszyć, natomiast ja od razu się od niej odsunąłem.
- Radziłabym Ci znaleźć jakieś miejsce do przenocowania, bo pogoda się nie zapowiada zbyt dobra - westchnęła spoglądając na zachmurzone niebo
Musiało już być jakoś pod wieczór, bo na horyzoncie spod czarnych chmur wyłaniały się pomarańczowe chmury i zachodzące słońce. Kiedy tak się przyglądałem zachodowi na mój nos spadła kropla deszczu. Wadera także to poczuła i zwróciła się do mnie.
- Chodź za mną, jeżeli nie chcesz tak tu stać w czasie deszczu - zaproponowała i pokierowała się w stronę jaskiń innych wilków
I tak nie miałem teraz gdzie się podziać, więc bez dłuższego namysłu udałem się za nią. Na początku wadera kroczyła przodem, ale potem zwolniła tempo i szła równo z kulejącym mną. Po pewnym czasie dotarliśmy do jakiejś jaskini. Akurat zdążyliśmy, bo gdy do niej weszliśmy na dworze rozpętała się prawdziwa ulewa.
- Gdzie my jesteśmy? - zapytałem zdezorientowany
- W mojej jaskini - odpowiedziała z lekkim uśmiechem, na co ja zareagowałem zniesmaczoną miną
- Nie powinienem tutaj zostać - stwierdziłem stając przy wyjściu
- Może i nie powinieneś, ale zostaniesz - zagrodziła mi drogę i zaprowadziła w głąb jaskini
Nie miałem pojęcia co zrobić. Nie chciałem towarzystwa innego wilka, a w szczególności wilczycy takiej jak ta. Ciekawska i pomocna… nie cierpię tych cech. Wolałbym już moknąć w tej ulewie stojąc przy mojej jaskini niż być obok niej i to w jej jaskini. Kiedy już byliśmy ukryci w głębi jaskini wadera rozpaliła ognisko, po czym usiadła obok mnie i zaczęła się przyglądać. Tak jakby wiedziała, że nic jej o sobie nie chcę mówić i próbowała sama odgadnąć odpowiedzi z mojego wyglądu i zachowania. Według mnie nie miała się czemu przyglądać. Byłem tylko wybrudzonym, poszarpanym, poranionym i wygłodzonym wilkiem. Jak dla mnie było to normalne, no może poza otwartym złamaniem łapy. To akurat zdarzało mi się stosunkowo rzadko, a jeżeli już to było to złamanie zamknięte i nie tak poważne jak to. Miałem tylko nadzieje, że ta łapa to jedyne co sobie połamałem podczas tego upadku, gdyż z bólu nie potrafiłem stwierdzić co jest w porządku, a co nie z moim ciałem…
(Aithne?)

Od Ashiry - c.d Hanubi

Nim wyszłyśmy odwróciłam się w jego stronę. Han tego nie zauważyła. Swoją mocą wezwałam bolesna mgłę która owinęła jego nogę. To była zbyt "mała" siła żeby basior ją zauważył. Był zbyt potężny. Szarpnęłam. Odwróciłam wzrok żeby nie zauważył że to ja. Warkną cicho. Podziałało-zabolało. To za to że mnie uderzył. Nie byłam zwykle mściwa,ale chciałam mu utrzeć nosa. Przebrzydły. Usłyszałam szum skrzydeł za nami.
-Uciekaj!
Wrzasnęłam a sama rzuciłam w niego ciemną chmarą zagradzającą wejście. Kupiłam nam trochę czasu... jakąś minutę. Zaczęłam lecieć z Hanabi jak najszybciej. Zbierało się na deszcz.
-Musimy go zgubić w chmurach.
Wlecieliśmy w kłębowiska. Słyszałam z tyłu pogoń. Niestety nic z tego. Wezwałam demony żeby się nim zajęły,a sama złamałam Hanabi w pół i przeniosłam w inny wymiar. Puściłam ją ciężko oddychając. Wadera upadła i zwymiotowała w rosnący krzew. Popchnęłam ja w bok,bo zapłoną. Był po chwili tylko z niego popiół.


-Po co to zrobiłaś?
-To pierwsze czy drugie?
Wpatrywałam się w popiół.
-Jedno i drugie.
-Pierwsze to było za to ze mnie walna a drugie by ubiec.
Spojrzałam na nią.
-Niemało się rozszczepiłaś. Twoje ciało tam a dusza tu.
Położyła się .  Musiało jej oddać.
-Gdzie jesteśmy?
- w Innym Wymiarze. Jest ich setki,a może tysiące.  W jednym z nich jest Rachel z KO. Czuje to z daleka. I to jest jak na razie najbezpieczniejsze miejsce przed Nim.
Usiadłam. Ona też.
-Wpadniemy do niej? To znaczy do tej Rachel? Może nam pomoże?
Zapytałam.
-Jak chcesz.
Złapałam ją za łapę i zaniosłam przed bramę pałacu.
-No,no Królowa Kraju Kwitnącej Róży nie próżnowała.
Strażnicy nas otoczyli.
-Stójcie! Mamy sprawę do królowej.
-Nie ma jej,ale chodźcie.
 Weszliśmy za pozwoleniem Anamiki jej zastępczyni. Przywódczyni wojowników. Czekaliśmy przed salą tronowa. Było w niej dużo Szlachty - Oświeconych. Słyszałam szepty,jak bym stała przed sadem,ale sędzia coś się spóźniał. Obserwowano nas i oceniano. Nia- ktoś tam z nich,czekała z niecierpliwością i czym jeszcze...Nie wiem.
-Niedługo się zjawi...
Zjawiła się po 10 min i dała nam pokój z dwoma łóżkami. Chciała też pomóc z tym basiorem,ale powiedziałam że jak będzie trzeba to przyjdziemy. Co chwila plątała się jej służba,ale kazała im zmiatać. Wskoczyłam na posłanie. Byłyśmy same. Ja i Hanabi.
-Co teraz?
Przecież musimy kiedyś wrócić.
<Hanabi>

Wybory na Gamme!


W Klanie Everything nie ma Gamm, więc czas to zmienić. Od dzisaij glosujcie na wilki w ankiecie ... o tam po prawej w kolumnie --------->


PIKI - Alfa Klanu Everything

Od Hanabi CD. Ashiry

Gdy miałam rok, pierwszy raz w życiu zobaczyłam coś tak wspaniałego, że odebrało mi mowę. Był to „zlot” smoków, które razem leciały na północ od mojej watahy. Wtedy ujrzałam prawdziwe piękno tych istot. Zaczęłam doceniać coś, czego nigdy nie widziałam. Tamtego czasu niebo zabarwiło się na tęczę. Wiele, wiele smoków latało w kółko i zbierało inne, po to by nikt nie został sam. To uczucie było… naprawdę magiczne.
_ _ _
Kiedy razem z Ashirą zobaczyłyśmy tą cudowną istotę, przestałam przez moment kontaktować. Nie byłam pewna jak to możliwe, ale w stosunku do tego wilka czułam pewną nostalgię. Kogoś lub coś mi przypominał. Basior był dużym, wręcz monstrualnym samcem. Przypominał mi niebo w nocy. Tak bardzo… Był koloru ciemnego nieba, a niektóre części jego ciała świeciły się kolorem złota. Pomijając fakt, że na grzbiecie i na łapach, nawet przy skrzydłach miał dziwne kamienie, które same przyciągały, a co dopiero na takim wilku. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy zobaczyłam, że basior wstał na nogi i rozłożył swoje czarne skrzydła, które po chwili raziły tym pięknym światłem. Gdy ten wykonał pierwszy ruch w naszą stronę, dostałam dreszczy. To uczucie nie było już miłe, lecz przerażające
-Ashira… Wycofajmy się… - Powiedziałam cicho.
- Nie. – Rzuciła. – Chcę jeszcze popatrzeć.
- Ashira… - Ponowiłam prośbę.
- Hanabi, spokojnie. – Przełknęłam ślinę.
- CO TU ROBICIE? – Wilk powiedział to swoim donośnym głosem, który odbił się od ścian jaskini i stworzyło się echo nieprzyjemne dla naszych uszu.
- Ashira.. – Ponowie zabłagałam waderę. Czułam, że coś się wydarzy. – Proszę…
- Zadałem pytanie. – Dźwięk ponownie rozniósł się po pomieszczeniu i spowodował, że zaniepokoiłam się jeszcze bardziej.
- Trafiłyśmy tu przypadkiem. - Powiedziała spokojnie Ashira.
- Przypadkiem? – Uśmiechnął się władczo i znów wykonał w naszą stronę krok. Gdy podszedł jeszcze bliżej, zauważyłam, że był prawie tak samo duży jak by dwie razem. – Coś wam nie wierzę. – Wykonał gwałtowny ruch ogonem. Zamknęłam oczy, bo nie wiedziałam co zrobić. Gdy ponownie otworzyłam moje ślepia Ashira nie stała obok mnie, a leżała za mną. Została powalona jednym ruchem ogona.
- Cholerka. – Powiedziałam cicho i wzięłam głęboki wdech. – Jeden strzał i po mnie.
- CO? Nie słyszę. – Znów. Jeden krok w moją stronę, a zaczęłam oddychać niespokojnie. Przerażająca siła…
- Nic, po prostu się zastanawiałam. – Trzeba grać na czas. Wątpię, że dam radę go pokonać. Nawet w powietrzu. W końcu on też ma skrzydła. Uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej drżąc. – Załatwmy to bez przemocy, chyba, że należysz do tych, którzy tak nie potrafią. – Samiec znów zamachnął się ogonem.
„-To koniec. Mnie i Ashiry” – Pomyślałam, ale ku mojemu zdziwieniu nie dostałam ogonem ani inną częścią wilka. On po prostu usiadł na miejscu i otulił się przedziwnym ogonem.
- Więc? Co tu robicie i kim jesteście? – Zapytał się oschle.
- Ależ nie ma powodu do denerwowania się. Naprawdę jesteśmy tu przypadkiem. Byłyśmy przy wodospadzie po czym zupełnie PRZYPADKOWO trafiłyśmy do tego miejsca. A że jesteśmy ciekawskie to po tym jak poczułyśmy jakiś zapach, chciałyśmy go sprawdzić. – Uśmiechnęłam się sztucznie. Basior podniósł brew i spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Jak macie na imię?
- To złe pytać się „ jak macie na imię”, skoro jedna jest nieprzytomna. – Wskazałam na Ashirę ogonem. – Jestem Hanabi, a tamta to moja znajoma z Klanu, Ashira.
-Klanu? – Uśmiechnął się pod nosem. – jakiego? – Przechylił głowę i zmarszczył brwi.
Otworzyłam szeroko oczy.
- Haha. – Cofnęłam się. – Mam propozycję. Nie bardzo chce mi się tu przebywać.. Ale.. cóż jestem wychowana. Widzę, że tobie też nie pasuje moje towarzystwo. Więc… Jeśli nas wyprowadzisz stąd to ja nigdy więcej tu nie przylecę i nikomu nie powiem o tej sytuacji.
- A gdzie ja mam korzyści?
- Powiedziałam, że należę do klanu, jeśli nikomu nie powiem, to nikt inny się nie dowie i też NIKT tu nie przyjdzie. To chyba dobrze.
- Masz rację. Zgadzam się i powiedz swojej koleżance, by przestała udawać, że nadal jest nieprzytomna.
Odwróciłam się gwałtownie. Ashira podniosła się z ziemi i uśmiechnęła się wrednie.
-„A to mi znajoma. Zostawiła mi negocjacje” – Pomyślałam i przewróciłam oczami.
- Więc.. My się już zbieramy. – Ashira pociągnęła mnie za sobą i obie wyszłyśmy z jaskini wilka.



<Ashira? Sorry, nie mam weny D:>


Od Shene'a-c.d Sombry

Była wkurzona.
- Zawsze jesteś taka dzika? Chciałem tylko pogadać?
-O czym?
Wzruszyłem ramionami.
-Nie mam ochotę na rozmowę.
Ominęła mnie i zaczęła iść. Znowu zagrodziłem jej drogę. Prychnęła.
-Oprowadzić cię po terenach? Będę milczał jak grób obiecuje.
<Sombra>

Od Ashiry-c.d Hanabi

Zniecierpliwiłam się i ruszyłam jak strzała do przodu. Hanabi biła za mną. Zaczęłam wąchać powietrze. Nie byliśmy sami. Moje oczy szybko znalazły jakiś ruch.
-Tam Han coś jest...coś cholernie dziwnego...
Dalej ruszyłyśmy,tylko bardziej ostrożnie...z wahaniem.  Nagle od sklepienia oderwał si pojedynczy stalaktyt.
-Uważaj!
Uderzyłam w niego skrzydłem,żeby nie wbił mi się w kręgosłup. Potem spadły jeszcze dwa. Rozwaliłam je w ten sam sposób. Spojrzałam na "sufit" czy się nic więcej nie łamię. Nic. Poszliśmy dalej w głąb korytarza. To co zobaczyłam zyło zarazem piękne i przerażające. Otworzyłam pysk ze zdziwienia i zachwytu.
-Wow.
To był/było...
<Hanabi>

Od Magus'a CD historii Naili

Udaliśmy się do lasu, musieliśmy znaleźć jakieś barwniki i nie tylko. Tylko jak by to ozdobić ... , znam trochę starego pisma, więc ładnie by to wyglądało gdyby wszystko było nim opisane (ściany). Gdy tak szukalismy jakiś rzeczy Naila wskoczyła na kamień i po chwili zniknęła skacząc w dół. Podbiegłem w tamto miejsce, ale jej nie widziałem tylko było słychać uderzanie kamieni o siebie.
- Naila ... - zacząłem wciąż się rozglądając
- Nic mi nie jest! - jej głos odbijał się o ściany, musiała być podziemią - Widzisz to okrągłe wejście pod skałą? Schyl się
Wykonałem to co mi kazała i po chwili ześlizgając się po skale wpadłem do tunelu i zacząłem zjeżdżać po skalnych ścianach jak po zjeżdżalni. Pazurami trzymałem się ściań, ale to nic nie dawało. Byłem coraz niżej i nizej gdy w pewnej chwili dosłownie wystrzeliłem z tunelu. Walnąłbym w skałę, gdyby w mgnieniu oka nie zamieniła się w piach. Przeleciałem na nim do tyłu i wstałem.
- Wlecialeś w nie ten tunel - westchnęła - Czy to by się przydało do wydekorowania jaskini? - wskazała na kamienie mieniące się w jakimś dziwnym świetle niewiadomego pochodzenia.
Podbiegłem do nich, odpiołem mały woreczek, który nosiłem na szyji i zacząłem wkładać do worka.
- Zaklęty worek - Naila zwróciła uwagę
- Tak - powiedziałem z uśmiechem
Jeszcze trochę chodziliśmy w podziemiach, które okazały się rajem dla niezwykłych stworzeń. Zebraliśmy dużo przydatnych rzeczy i gdy wrócilismy od razu pierwszy popędziłem do jaskini i zacząłem dekorować. Robiłem wszytsko przez dokładnie cały dzień bez odpoczynku. Tak mnie dekorowanie wciagnęło. Wreszcie mogłem pokazać swoję arcydzieło całej watasze c:
- I jak? - spytałem - Czy coś jeszce dodać? Coś odjąć? - otarłem głową o wiszące liany, które błyszczały w promieniach słońca

Naila?

Aria odchodzi w zaświaty!


Aria / Emerytowana Samica Alfa / Klan Everything / Została zamordowana

od Seber cd Nirrith'a

Podniosłam na basiora wzrok pełen mieszaniny wszystkich uczuć.
A potem znów wbiłam spojrzenie w tlące się ognisko. Na zewnątrz panowała cisza. W pełni lata, jak zwykle o wieczonej porze świerszcze urządzały swój koncert.
Znowu popatrzyłam na wilka, który beztrosko pochłaniał wonne mięsko. Coś mnie bez przerwy męczyło.
Zauważył mój wzrok na sobie.
- Chcesz trochę? - spytał, przeżuwając żylasty kawałek.
Potrząsnęłam tylko przecząco głową. Ba, nie można tego nazwać potrząśnięciem. Leniwie poruszyłam łbem w prawo i w lewo, bowiem głęboko zatopiłam się w moich niekoniecznie właściwych myślach.
A mianowicie, cały czas łaziła mi po głowie chwila pod zboczem. Nie dość, że zostałam upokorzona do granic, na koniec występu dostałam rumieńców. Lepiej swojej roli nie mogłam odegrać. Wyglądało to zapewne jak jedne z miłosnych scen w tych wszystkich romatycznych historiach, ale taka była prawda.
Lecz najbardziej zabolał jego dziki śmiech.
Jeszcze raz rzuciłam na Nirrith'a badawcze spojrzenie.
W co on gra?
Odrzuciłam od siebie te wszystkie, zapewnie, bezsensowne myśli przewróciłam się na plecy.
- Ach, te idealnie wyszlifowane skały, cudny beżowy kolor  i doskonałe zagłębienia ... Czyż to sklepienie nie jest piękne? - powiedziałam ni z tego, ni z owego, całkiem nieświadomie, przechylając lekko głowę i przekręcając łapy w bok.
- Emm... co? - basior śmiesznie podniósł brew, przerywając mocowanie się z jelenim ścięgnem.
- Nic, nic, nie przeszkadzaj sobie... - rzekłam tym samym tonem, który można by przypisać istocie nie do końca zdrowej na umyśle.
- Jak sobie życzysz. - rzekł i nagle bez ostrzeżenia rzucił mi ostatni kawałek mięsa. Ledwo skoczyłam na równe łapy i pochwyciłam posiłek w zęby.
- Kto je ostatki, ten jest piękny i gładki... - powiedziałam pod nosem i połknęłam małą resztkę jelenia.
- Otóż to. - kiwnął głową basior. Założył łapy za szyję i oparł się o ścianę.
- Nie wiem jak ty, ale się już położę. - ziewnęłam płytko, przyciągnęłam do siebie kocyk z posłania i ułożyłam się pod ścianą, naprzeciwko ogniska. -Dobranoc.
Zasnęłam. A potem tylko poczułam jak coś miękkiego i miłego kładzie się całkiem blisko mnie i otula ciepłem.
<Nirrith?>

środa, 30 lipca 2014

od Nirrith'a cd Seber

- Skoro nalegasz. - rozłożyłem łapy w geście bezradności i zeskoczyłem z kamienia. Przez ramię spojrzałem na Seber, która z wyrazem wyższości na pysku spojrzała na mnie. Usiadłem przed kamieniem i czekałem na nią. - No chodź, Tobie już nic nie zaszkodzi. - na moim pysku wdarł się grymas uśmiechu. Wadera prychnęła pogardliwie, a ja zmuszony coś zrobić wskoczyłem ponownie na kamień, zostawiając za sobą coś na wzór mostu z piasku. - Dajesz. - mruknąłem cicho, lekko popychając ją na most. Kiedy jej łapa stynęła się z piaskiem, most niebezpiecznie się zachwiał. Cofnęła łapę z powrotem i na powrót zaś ją tam położyła. Przewróciłem oczyma. Seber mogła by się zastanawiać dniami i nocami, czy przez to przejść czy czekać aż woda opadnie a błoto się wysuszy. A ja nie miałem tak dużo czasu, musiałem załatwić coś ważnego z Alfą, Arią...coś bardzo ważnego.
Nie czekając na jej reakcje, wsunąłem się pod nią i lekko uniosłem, przeskakując małą rozpadlinę. Zrzuciłem waderę niedbale z grzbietu, siadając na ziemi.
-To gdzie idziemy? - zapytałem, przekrzywiając na swój charakterystyczny sposób łeb, na lewą stronę, mrugając oczkami. Złota wadera wstała, otrzepała się i pełnym gracji i wdzięku kroku, z uniesionym dumnie łbem poszła w prawą stronę.
-Jak sobie życzysz, o pani. - wlokłem się za nią, z łbem przy ziemi podlegając jej wszystkim rozkazom i żądaniom. Bo czemu by nie.
Wędrowaliśmy w całkowitej ciszy, Seber na prowadzeniu a ja posłusznie za nią. Wadera była już całkowicie czysta , obmyta z błota przez ciągle padający deszcz. Ciekawe co z moją jaskinią...Cisza ta by z pewnością trwała wieki, gdyby nie pewien malutki wypadek. Taki mały drobiazg, niespodzianka od losu.
Kiedy ja, głodny oglądałem się rozmarzonym wzrokiem za tłustą wiewiórką, Aurum Pave gwałtownie się zatrzymała, zmuszając nas do upadku. Spodziewałem się naraz, że Seber wyskoczy na mnie z obelgami jakim to jestem niezdarą, ale spotkałem się tylko z przyduszonym jękiem niezadowolenia. Powodem zatrzymania się Seber, było strome wzgórze z którego potem się potoczyliśmy ze względu na śliską trawę. Jak się okazało, było to samo wzgórze na jakim się poznaliśmy. "Historia lubi się powtarzać..." Seber leciała pierwsza, a ja za nią jak rzep uczepiony do futra. Sturlaliśmy się na sam dół, lądując w dość...ciekawej pozie.
Leżałem na ziemi, Seber na mnie, wsparta drobnymi łapami na moim torsie. Doprawdy, ciekawa poza...I wcale nie mówię że mi się, he, he nie podobało! Padał deszcz, krople wody skapywały z pyska i grzywy Seber na mnie. Mmm, romantycznie. Podoba mi się.
-Pysznie. - uniosłem brwi w niemym zdziwieniu i oblizałem dość sugestywnie wargi. Ooo tak, niech sobie coś myśli. Przewróciłem delikatnie waderę na plecy, tak że ja teraz znajdowałem się na górze. Jej głowa była miedzy moimi łapami. Zniżyłem lekko pysk, muskając nosem jej policzek. Ktoś, kto mógłby to obserwować z pewnością pomyślał by sobie że jesteśmy parą. Ha, ciekawa idea. Na moim pysku zawitał lekki uśmieszek.
-Jeszcze pyszniej. - wyszeptałem jej na ucho a potem runąłem obok na ziemie, wijąc się ze śmiechu. Tarzałem się w mokrej trawie jak mały szczeniak, śmiejąc się do rozputy. Naprawdę, zabawne doświadczenie.
-Trzeba to kiedyś powtórzyć. - mrugnąłem do niej i poruszyłem brwiami. Kiedy złota wadera wstała, a na jej pięknym pyszczku (nic nie sugeruję!) zawitała róża zawstydzenia, momentalnie wstałem, usiadłem przed nią z poważną miną, którą wykrzywiał grymas uśmiechu. Czysty, szczery śmiech jeszcze długo roznosił się po dolinie. Policzki piekły od dawnego nie używania śmiechu, ale był to dość przyjemny ból, zasłużony.
Dalej szliśmy w dobijającej ciszy, lawirując miedzy drzewami i krzewami.
Kiedy stanęliśmy przy jaskini Seber, zatrzymałem się przed nią, czekając aż ona do niej wejdzie. Wilczyca odwróciła się i z nieśmiało zapytała.
-Nie wchodzisz?
-Nie, muszę coś upolować. Z głodu ledwo co trzymam się na łapach. - mrugnąłem do niej i zniknąłem za krzakami. Poszedłem zapolować. Ale nie koniecznie na króliki....Moją zdobyczą była Aria.
**
Z łatwością trafiłem na jej jaskinię. Aria siedziała sama w jaskini, przeglądając jakieś pergaminy.
Nie mogłem tak po prostu wejść do jej jaskini, nie, nie, nie. Trzeba było ją jakoś z niej wyciągnąć, podstępem.
Kilka razy przebiegłem obok jej domu, chacząc o krzaki, próbując zrobić jakiś szum. Raz wysunęła pysk z mroku, ale za chwilę znów wróciła do zwojów. Złowiłem jakiegoś byle jakiego królika, rozszarpałem trochę i nie wiedząc co z nim zrobić, rzuciłem przed jaskinię. Tyle.
Ukryłem się za krzakami, czekając na obieg zdarzeń. Kilka razy upewniłem się, czy nikogo ie ma w pobliżu, co by mi nie przeszkodził w pracy. Tak, w pracy.
W końcu, z jaskini wyszła czerwono czarna wadera, patrząc na królika w niemym zdziwieniu. Ha, naiwna...
Zniżyła nos do jego wysokości, dokładnie obwąchując. Wyszedłem z krzaków, stając za Arią.
-Witaj. - odparłem ochrypłym głosem. Wilczyca podskoczyła i zaraz odwróciła się w moją stronę.
-Witaj, skarbie. Czego szukasz? - powąchała raz jeszcze królika i uśmiechnęła się, przymykając oczy.
-Ciebie, Ario. - lekko się uśmiechnąłem. Wadera nic sobie z tego nie robiła.
-O. Więc jestem. Czego potrzebujesz? - capnęła ucho królika, delikatnie miętoląc je w zębach.
-Wiesz, z jakie mam stanowisko. Prawda?
-Prawda. Jesteś mordercą. - przełknęła kawałek mięsa i przekrzywiła łeb na prawo.
-No właśnie. - wyszczerzyłem kły w uśmiechu dorównującym psychopacie. Wadera zamarła i momentalnie spoważniała, kierując wzrok ku niebu.
-Rozumiem. Będzie...bolało? - rzuciła pytanie w eter.
-Nie sądzę. - uśmiech zbladł z twarzy. W ułamku sekundy zrobiłem wślizg pod waderą, rozcinając jej brzuch. Nawet nie pisnęła, opadła tylko na bok, nadal wpatrzona w niebo. Trzeba to było załatwić szybko i skutecznie.
-Zaraz będzie po wszystkim. - podszedłem do niej i dotkliwie ugryzłem w szyję, wyrywając szmat mięsa z barku.
I tyle.
Stanąłem przed nią i skłoniłem się jak najniżej potrafiłem, tym samym oddając coś na wzór ostatniego hołdu.
Kuniec. Tyle z jej życia.
Poszło dość...łatwo. W końcu, miała już swoje lata.
**
Wróciłem do jaskini Seber dość szybko, wcześniej obierając sobie za punkt kontrolny dużą sosnę niedaleko niej. W pysku miałem udziec jelenia. Wrzuciłem go do jaskini i bez zbędnych ą i ę klapnąłem sobie obok Seber, oblizując krew Ari....wróć, krew jelenia z pyska.
-Działo się coś ciekawego kiedy mnie nie było? - i znów ta sama taktyka. Lewy boczek, łebek przekrzywiony i urocze oczka.
(Seber? )

od Alkiva cd Sheeny

- To chodź. - machnąłem głową w geście nakazującym, by podążała za mną.
- Mam nadzieję, że nie złapie nas kolejna burza. - mruknęła wadera i ruszyła razem ze mną.
Droga minęła nam dość pogodnie i bez żadnych wypadków losowych. Szliśmy jakieś trzy kwadranse, aż w końcu doszliśmy do rozdroża.
- W prawo. - wskazałem łapą.
- Zapamiętam na przyszłość. - podniosła wzrok na drogowskaz  i skręciła w szerszą dróżkę.
- Czego właściwie szukasz? - spytałem po krótkim namyśle.
- Nie wiem. - Sheena nie siliła się na długą odpowiedź.
- A coś więcej może mi powiesz?
- Na prawdę nie wiem. Nie znam tutejszych jaskiń. - wzruszyła ramionami.
Szliśmy jeszcze kawałek. Weszliśmy na tereny malowniczych skałek, gdzie większość wilków miała swoje jaskinie. Rosły tu prześliczne kasztany, dęby i brzozy, które miały już swój wiek.
- Tu zawsze przychodzimy na kasztany. A potem przyrządzamy je na ciepło i jemy. - powiedziałem i na samą myśl o smakołyku, oblizałem się zamaszyście.
- Ładnie tu. Naprawdę jestem pod wrażeniem waszych terenów. - uśmiechnęła się, obrzucając miejsce spojrzeniem - a tam?
Wadera wskazała na duży otwór w skale pod gałązkami dębu.
Nie czekając na moją odpowiedź, podbiegła do upodobanego miejsca i weszła do środka.
- Całkiem przyjemnie! - dobiegł jej stłumiony głos z głębi jaskini.
To chyba było miejsce godne odwiedzenia, więc podszedłem i zaglądnąłem wgłąb.
Wnęka była naprawdę obszerna. Na końcu widniała półka skalna, która zapewne idealnie spełni rolę łoża. Warto też wspomnieć o piasku, który robił za swego rodzaju podłoże. Można było się na nim wygodnie położyć lub bez problemu rozpalić ognisko.
- Przyjemnie tu. - stwierdziłem - zostajesz?

<Sheena? :3 >

Od Sombry CD Shane'a

Basior. Znów. Moje życie nie daje mi za wygraną i zamiast wadery daje mi basiora. Wadery są łatwo wierne i łatwo je spławić. Jednak z basiorem to już inna bajka.
-A jak brzmi twoje imię? - powiedziałam nad wyraz łagodnie.
-Shane.
-Dobrze wiedzieć.
Chciałam iść dalej. W oddali słychać było spokojny szum pobliskiego wodospadu. Cóżby mi przeszkodziło w odejściu od basiora? Heh, za długo sobie nie pochodziłam.
Ten nie dał mi tej przyjemności odejścia. Gdy postawiłam pierwszy krok wskoczył mi przed nos zagradzając wejście w las. Z każdym moim kolejnym krokiem robił to samo. Długo ze sobą walczyliśmy, a nadodatek nie zrobiłam ani centymetra w przód.
-Czegoż ty odemnie chcesz? - zapytałam ostro, kuląc uszy ze złości.
Shane?<

Od Descartes CD historii Primrose

Ziewnęłam po raz kolejny, odprowadzając Alfę klanu wzrokiem, unosząc brwi w niemym zdziwieniu.
Usiadłam przed Prim, ospale przecierając pysk łapą żeby odrzucić resztki snu i zmęczenia. Oczy nadal domagały się odpoczynku, ale ciało rwało się do czego innego.
Zadarłam łeb ku niebu, obserwując znikające z wolna gwiazdy. Poranek był jeszcze młody, otulający wszystko wokoło kołdrą z rosy i chłodu.
Poranki były piękniejsze od nocy, zdecydowanie. I pomyśleć, że ja, głupia spałam do późna, zamiast zaraz po uśnięciu księżyca wyruszać na spacer.
Otaczająca cisza, przytłaczała swoim ogromem i przenikliwością, wchłaniając się w każdy włosek sierści osobno i wrastając do środka duszy. Kiedy żadne słowa nie płynęły z żadnych ust, dało się słyszeć tylko własny oddech i bicie własnego serca. Jednocześnie piękne i przerażające.
Rozejrzałam się tępym wzrokiem po otaczających nas drzewach a potem wbiłam wzrok w Primrose.
-To...mogę iść dalej spać? - wyszczerzyłam ząbki w nieśmiałym uśmiechu i wstałam do odejścia. Wadera kiwnęła z uśmiechem głową po czym odeszłam. Wiedziałam jednak że nie zasnę, udałam się więc na wczesne polowanie do lasu.
Idąc w jego stronę, zauważyłam że o tak szarym jeszcze świcie nie śpiewają ptaki, drogi nie przecinają zające...Trudno będzie sobie znaleźć pożywienie. Postanowiłam iść na strumień, w nadziei że złowię choć jedną rybę.
Od łęgu dzieliły mnie już tylko krzaki cierniowe, przy których przechodzeniu zraniłam się w łapę. Szybko weszłam do dość porywistego strumienia, by uśmierzyć ból w łapie. Z pomocą przyszedł przenikliwy chłód wody. Zanurzyłam się do połowy łap i przybliżyłam łeb do tafli wody. Czekałam, z wzrokiem wbitym w rzekę i obserwowałam jak fale z dużą prędkością przecinają się nawzajem.
Otaczały mnie wiekowe wierzby i sosny z obu stron brzegu, pochylające się nad wodą niczym ogromne tarcze, tworząc przepiękny tunel. Sprawiało to że pojedyncze promienie świeżego, mdłego słońca wdzierały się przez gałęzie i liście, tworząc złotą poświatę dla tego urokliwego miejsca, malutkiego łęgu na obrzeżach watahy. Niejedni kochankowie odnaleźli by tu spokój. Łęg jest moim ulubionym miejscem, z dala od natłoku wilków. Moim miejscem, prywatnym zakątkiem spokoju i marzeń. Pod cieniem wody, dało się zobaczyć smukłą, ciemną sylwetkę pokaźnych rozmiarów ryby. Wsadziłam łeb pod wodę, ale ryba już się oddalała. Rzuciłam się więc za nią w szaleńczej pogoni po strumieniu łęgu, rozchlapując wodę dookoła. Na środku rzeki, był głęboki dół, do którego ryba postanowiła wpłynąć, a ja za nią. Przyznam, nie jestem dobrym myśliwym jak i pływakiem, jednak potrafię utrzymać się na powierzchni.
Wzięłam głęboki wdech i dałam nura do dołu. Promyczki słońca oświetlały tą podwodną jaskinię, tworząc jakby zasłonę, za którą ukryła się moja zdobycz. Wcisnęłam tam pysk i ostatkami powietrza wyszarpałam na powierzchnię. Z trudem dopłynęłam do płytszego miejsca. Uniosłam głowę nad wodę i rozejrzałam się po tym przewspaniałym miejscu. Łęg był oddzielonym, małym kawałkiem rzeki, ktora zdążyła już zarosnąć, a moje ulubione miejsce stało się tym pięknym rezerwatem spokoju. Stałam w tej rzece, a krople wody skapywały ze mnie, czarna grzywka opadała mi na oczy, które błyskały radością. Kątem oka zauważyłam, że na drugim brzegu mojego! łęgu, w kępie krzaków siedzi wilk i się mi przygląda. Udałam, że go nie zauważyłam i ruszyłam na przeciwległy brzeg, gdzie ten wilk się ukrywał. Położyłam się na trawie, w dużej plamie słońca i zajęłam się pożywieniem, rozszarpując rybę na drobniejsze części. Jednym okiem cały czas obserwowałam przybysza, zastanawiając się jakim cudem odnalazł to miejsce.
-Jeśli chcesz coś zjeść, to zapraszam. - odparłam delikatnym głosem do niego, w przerwie połykania kęsów.
(Wilku?)

Od Aquariusa CD hsitorii Elsy

Żywioł lodu ... żywioł lodu. Spokrewniony z wodą jest, ale jak sama nazwa klanu mówi w nim TYLKO mogą przebywać wilki z żywiołem wody ... podstawowym żywiołem musi być woda, a drugi dodatkowy już jest mniej ważny. Niestety Elsa miała lód jako podstawowy żywioł.
- Chodź - powiedziałem chłodno i pociągnąłem waderę za sobą
Chwilę później byliśmy już nad jeziorem. Puściłem ją i zrobiłem kilak kroków w przód przed nią i usiadłem. Przez chwile patrzyliśmy się tak an siebie w milczeniu.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś? - zdziwiła się i również usiadła
- Woda ... masz coś zrobić z wodą nie zamieniając jej w lód ... teraz masz to zrobić - powiedziałam podnosząc głos
- Boże co ty taki jesteś - mruknęła i podeszła do brzegu jeziora, zsunęła się i przednimi łapami znalazła się w wodzie
Po chwili połowa jeziora była pokryta lodem. Elsa wyszła i zaśmiała się. Ja wciąż byłem poważny, chodź w środku siebie czułem ogromny ból. Sam podniosłem trochę wody z drugiego brzegu i przekazałem go Elsie. Przez chwile woda zostawała w stanie ciekłym, lecz po chwili była pokryta przez lodowe kryształki, chodź nadal wewnątrz była płynem. Odetchnąłem i spojrzałem na Else.
- Mów po co mi to kazałeś robić
- Upewnić się ... dla twojego bezpieczeństwa
- Mojego bezpieczeństwa?
- Słuchaj jeśli ktoś dowie się że twoim podstawowym żywiołem jest lód to mogą cię wyrzuciś z klanu ... musisz trochę bardziej opanować swoje moce
- Dlaczego ci tak zależy żeby nikt się nie dowiedział? - odskoczyla od brzegu i znalazła się naprzeciwko mnie, patrzyła prosto w moje oczy
- Bo Cię lubię - spojrzałem się w ziemię

Elsa? (zaraz sie zrzygam...:*)

od Shadow cd Alkiv'a

-Hej
Alkivo odskoczył zdziwiony kiedy opadłam na ziemie.
-Gdzie byłaś?- spytał zszokowany- Jak się tu..?
Uśmiechnęłam się i pokazałam w górę.
-Byłam na drzewie.
Alkivo pokręcił głową.
-Co tu robisz?- zapytał i spojrzał na mnie.
Rumieniec oblał mnie całą i zaczęłam się jąkać.
-Ja... Przyszłam... Do... No do ciebie.
Basior przechylił łeb i wwiercał we mnie wzrok. Spuściłam wzrok i patrzyłam na swoje łapy.
Prawda była taka, że Alkivo już od kilku tygodni mi się podobał. Nie wiedziałam czy mogło to być coś więcej, przecież prawie go nie znałam. Wiedziałam tylko że jest Aplhą, i prawdopodobnie nic z tego nie wyjdzie.
Przecież nadzieja matką głupich. Ale nigdy nic nie wiadomo.

<Alk? Ja też nie mam za bardzo weny :O>

wtorek, 29 lipca 2014

od Sheeny cd Alkiva

Alkivo… Wilk, nie powiem, ciekawy. Na początku, w pełni go w tym rozumiałam, był straszliwie nieufny i oschły, a po tym jak dołączyłam do jego klanu, zrobił się z niego milczek. Szczerze wolałabym, by mi dogryzał niż siedział przez większość czasu, jaki spędziliśmy w milczeniu. To była dość niezręczna cisza.
_ _ _
Obydwoje upadliśmy na sam dół doliny i muszę przyznać, że wylądowałam w dość krępującej pozycji, bo leżałam na nim. Udałam jednak obojętność i po chwili patrzenia sobie w oczy, wstałam i odwróciłam się do niego tyłem. Powstrzymywałam myśli, że Alkivo za chwile może wybuchnąć śmiechem. Tak, to by było całkiem normalne, nieprawdaż?
Jednak nic takie się nie stało. Nie zaśmiał się. Nie odezwał. Po prostu milczał. Odwróciłam się w jego stronę i zobaczyłam jego niezadowoloną minę. Coś jakby „Męczę się z nią, a ona nadal nic”. Przewróciłam oczami i westchnęłam.
- Więc co robimy teraz, Alkivo? – Zapytałam się udając obojętność, choć nie do końca wyszło mi to w 100%. Usłyszałam cichy chichot, a po chwili spiorunowałam basiora wzrokiem. – Tak, tak. Możesz się śmiać. To moja wina, że nie zachowałam równowagi, cieszysz się?
- W tej sytuacji? Nie bardzo. Jakoś nie mam ochoty na kłótnie z nowym członkiem mojego stada. – Musiałam wtedy zrobić dziwną miną, bo twarz Alkivo przybrała specyficzną pozę? Tak, to musiało wyglądać naprawdę dobrze.
- Taaa… Tak myślę.. – Zamilkłam na moment i podeszłam do strumyka. Przejrzałam się w nim. Moja grzywka cała oklapła, więc sprawnie ją poprawiłam. – Może w końcu zaczęlibyśmy normalnie rozmawiać?
-Tak, zgadzam się. To dobre wyjście. – Samiec odpowiedział zaskakująco szybko, bez zbędnego przeciągania. Uwielbiam wilki z tym podejściem. Nie trzeba się z nimi męczyć i całkiem dobrze prowadzi się z nimi dyskusję.
- Hm… I tak już jestem mokra, więc… nic mi nie zaszkodzi. – Wzięłam głęboki wdech, po czym wypuściłam powietrze i weszłam do lodowatej wody. W pierwszej chwili zadrżałam pod wpływem zimna, lecz później zaczęłam się przyzwyczajać i było mi już całkiem ciepło. Zmieniło się to po tym, jak zanurzyłam też ciało. Alkivo przyglądał mi się z dosyć dziwnym wzrokiem. Był zaskoczony, że choć przed chwilą chowaliśmy się przed deszczem, to teraz skaczę w wodzie. Postanowiłam mu zafundować drobny prysznic, nie żeby był brudny.(x.D) W tym momencie cieszyłam się, że potrafię podnosić wodę dzięki mojej mocy. Chlusnęłam zimną cieczą w samca, a ten spojrzał na mnie z grymasem. Wytrzepał sobie z pyska lodowatą wodę, po czym skoczył w moją stronę i zanurzył mnie całą. Po chwili wyszłam z wody cała się trzęsąc.
- Za…Zabiję C-Cię… -Powiedziałam wytrzepując z siebie wodę.
-Tak się kończy zadzieranie z Samcem Alfa.. – Zastanowił się jak to zabrzmiało. I roześmiał się, poczyniłam to samo. – Całkiem dobrze, że była ta burza.
- To prawda. Jeśli jej by nie było to prawdopodobnie milczelibyśmy w dalszym ciągu. –Spojrzałam na niego z uśmiechem. – Mówiłeś, że pomożesz mi szukać jaskini..
- Mówiłem. –Odwzajemnił uśmiech wychodząc z wody.
- Więc.. Czy to nadal aktualne?
- Nadal.
-Będziesz odpowiadał to jednym słowem, które zresztą ja mówię pierwsza? – Spojrzałam na niego z grymasem na twarzy.
- Będę. – Znów się roześmiał. – Spokojnie, jestem bardziej kreatywny. Stać mnie na więcej.
- Właśnie na to liczyłam. – Podeszłam do niego. – No to co? Idziemy? – Zrobiłam kółko wokół niego, nie spuszczając z Alkiva wzroku, a na koniec szturchnęłam go moim ogonem.
< Alkivo?>

od Alkiva cd Sheeny

Spojrzałem na waderę wyczekującym wzrokiem. Nie odpowiedziała mi nic, a ja dokładniej rzuciłem na nią okiem. Czerwone włosy, i wyblakło bordowa sierść na grzbiecie bardzo ładnie kontrastowały z białym umaszczeniem. Była bardzo specyficznej urody. Podobała mi się.
- Em... - mruknęła, marszcząc czoło - to może...
- Może cię oprowadzę? - zaproponowałem, odrywając od niej wzrok - jest tu dużo do oglądania.
- Tak się składa, że od jakiegoś czasu przebywam na tych terenach i już je trochę poznałam. - odparła i posłała mi beznamiętne spojrzenie.
- Yhym. - kiwnąłem głową i wbiłem wzrok w ziemię.
Nastała niezręczna cisza, która przerwał szelest listków poruszonych podmuchem wiatru.
Zadarłem głowę do góry i ujrzałem kłębiące się chmury na horyzoncie.
- Masz już jaskinię? - spytałem, błądząc wzrokiem po niebie.
- Nnie... - odpowiedziała niepewnie. - jeszcze nie.
- Może pomogę Ci szukać?
- Dam sobie radę.
I znów nastała cisza. Rozmowni jesteśmy, nie ma co. Bez słowa, wadera ruszyła przed siebie, a ja za nią.
I tak szliśmy sobie w całkowitym milczeniu. Wokół nas panował harmonijny szmer lasu. Drzewa, coraz mocniej poruszane wiatrem gubiły pierwsze liście. Rozpoczęło się lato, okres jagód i dzikich malin. Już teraz można było dostrzec pierwsze, pojedyncze krzaczki.
Ten cały spokój zakłócił, długi, głuchy pomruk.
- Oho. Burza idzie. - mruknąłem - pośpieszmy się, do jaskiń jeszcze kawał drogi.
Już po kilku minutach nasza sierść pokryła się kropelkami wody, spadającymi z nieba. Wiatr wzmógł się nieco. Weszliśmy do doliny.
- Nie ma co, nie zdążymy. - rzekłem, przysłowiowo"rozkładając łapy" bezradnie. - musimy skryć się gdzieś tutaj.
- Jak to : gdzieś tutaj? - spytała zgryźliwie wadera - przecież tu nic nie znajdziemy.
Obrzuciłem dolinę szybkim spojrzeniem. Skały delikatnie opadały w dół, zagłębienie nie było duże. Przyjrzałem się bliżej zboczom i ujrzałem małe zagłębienie w skałach.
- Tam. - wskazałem łapą i spojrzałem na waderę, dając jej znak, żeby szła za mną.
Jej spojrzenie mówiło więcej niż jakiekolwiek słowa. Bez wahania podążyła za mną. Wspięliśmy się po kamieniach i w ostatniej chwili, uciekając przed wielką ulewą, wskoczyliśmy do swego rodzaju małej jaskini.
- Świetnie. - sapnęła Sheena, opierając się o ścianę.
Rzuciłem jej tylko spojrzenie i oparłem głowę na łapach, przymykając oczy.
Widok stąd był niebrzydki. Iglaczki rosnące na zboczach tworzyły małe zagajniki. Na dnie doliny, która była naprawdę rozległa, płynęła sobie malutka rzeczka.
Zdawało mi się, że po kilku minutach w końcu ktoś coś powie. I zacznie się rozmowa, może i bez sensu, ale to nie ważne. Jednak każda chwila dłużyła się w milczeniu. Chyba oczywiste, że w takich chwilach dwa wilki w końcu podejmą dialog, czyż nie?
Spadające krople deszczu uderzały o skały, ziemię, drzewa. Ich szum zagłuszał oddech. Niebo rozdzierały co chwila srebrne błyskawice z akompaniamentem ogłuszających huków.
- Właściwie jak tu się znalazłaś? - zagadałem w końcu, przytłoczony milczeniem. Podniosłem głowę znad łap.
- Przypadkiem. - odparła krótko, zwracając na chwilę ku mnie swoje niebieskie tęczówki.
- Nie ma przypadków. - pokręciłem głową.
- A skąd wiesz? - powiedziała z lekkim grymasem na twarzy.
- Nie ma i już. Nie wierzę w przypadek. - rzekłem, będąc dalej przy swoim. - Kto wymyślił taką bujdę? Wszystko dzieje się po coś. Rodzisz się, by umierać. Urodziłaś się, powstałaś przez przypadek?
Wadera zarechotała. Ja razem z nią, bowiem dopiero po chwili dotarło do mnie, że moje słowa brzmiały z lekka śmiesznie. (xD)
- Oj, wiesz o co mi chodzi. - machnąłem łapą, dusząc śmiech.
Spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Może ten przypadek jednak jest bez sensu? - powiedziała, przechylając lekko głowę.
Dalej rozmowa potoczyła się już własnym torem.
Trochę minęło, zanim nawałnica minęła. Postanowiliśmy opuścić naszą kryjówkę. Kamienie były mokre i śliskie, co troszkę utrudniało nam zejście na dół.
- Ja pójdę pierwsza. - powiedziała  niepewnie Shenna.
Postawiła pierwszą łapę niezwykle ostrożnie. Odetchnęła głęboko, i stawiła drugą nogę. Pech chciał, pazury ześlizgnęły się z mokrej nawierzchni. W ostatecznym ruchu zdążyła złapać mnie za łapę i pociągnąć w dół, razem ze sobą. Spadaliśmy teraz obydwoje, obijając się o kamienie. Na koniec występu wpadliśmy w kępę krzaków na dnie doliny.

<Sheena?>

Od Hanabi CD. Historii Ashiry

Ashira wydawała się bardzo… specyficzna? Nie powiem, zdenerwowała mnie swoim śmiechem, aż miałam ochotę zrobić to samo, ale cóż, powstrzymałam się, bo zauważyłam, że wadera chowa swoją miłą stronę. Postanowiłam ją lepiej poznać, bo była jedną z wilczyc, które są w klanie jakiś czas.
_ _ _
Obydwie wzbiłyśmy się szybko w powietrze i leciałyśmy co raz wyżej i wyżej, aż na pewną wysokość. Uśmiechnęłyśmy się do siebie. Najwyraźniej, tak jak ja, lubiła latać i podziwiać wszystko wokół siebie. Tak, to chyba największa zaleta latania. Móc oglądać świat z wysokości.
- Więc? W którą stronę lecimy? – Ashira powiedziała całkiem miło, a ja rozejrzałam się na prawo i lewo.
- Poleciałabym w stronę wodospadu. Zawsze chciałam czegoś spróbować. – Spojrzałam na wilczycę kątem oka i uśmiechnęłam się. Spojrzała na mnie pytająco. – Kto pierwszy przy wodospadach będzie mógł drugiej rozkazać zrobić jedną rzecz…- Powiedziałam po czym mocno, energicznie zaczęłam machać skrzydłami w górę i w dół rozpędzając się. Po chwili wybiłam się od „deski” powietrza, którą stworzyłam i wystartowałam. Na chwilę zostawiłam Ashirę za sobą. Leciałam całkiem szybko, można rzec, że nie dawałam z siebie wszystkiego i wtedy obok mnie podleciała ciemna wilczyca. Uśmiechnęła się ze satysfakcją i ruszyła do przodu. Postanowiłam sobie zrobić drobne skróty, więc obniżyłam wysokość, na której się obecnie znajdywałyśmy i utworzyłam mocny wiatr, który wspomógł mi rozpędzić się do dużej prędkości. Omijałam wszystko co stanęło mi na drodze, a to czego nie mogłam po prostu przepychałam wiatrem. Nawet nie zauważyłam kiedy prześcignęłam Ashirę. Wadera też nie próżnowała. Doganiała mnie z minuty na minutę, a później z sekundy na sekundę. Przed nami ukazał się duży, zapierający dech w piersiach wodospad. Gwałtownie się zatrzymałam, a Ashira poczyniła to samo.
- Może Remis? – Zaśmiałam się krótko.
- W pełni się zgadzam. – Spojrzała na wodę i wzięła głęboki wdech. – Mówiłaś, że chcesz czegoś spróbować.. Co to?
- Więc, tak naprawdę to nic szalonego. Po prostu dawno nie szybowałam nad wodą, i dawno nie czułam przyjemniej wody przy łapach gdy leciałam.
- Więc chcesz się rozpędzić, a później zniżyć się na tyle, by „stać” na wodzie lecąc? – Przytaknęłam. – No to.. Zaczynamy? – Uśmiechnęłam się i szybko zanurkowałam w dół, by być blisko powierzchni wody. Poczułam się naprawdę wolna. Woda, chłodna i uderzająca delikatnie o części mojego ciała. Zwierzęta, które mijałyśmy uśmiechały się, śmiały. Dziwiły się, po co to robimy.
- Właściwie, to czemu chciałaś to zrobić? – Usłyszałam niewyraźnie słowa Ashiry.
-Czemu? – Wiatr przeszkadzał mi w tym co mówiłam. – Bo.. – Przymknęłam oczy. Wyobraziłam sobie moje dzieciństwo. W ten sam sposób bawiłam się z moim świętej pamięci bratem i młodszą siostrą. To powodowało, że cała zła atmosfera rozpryskiwała się o kamienie, a my szaleliśmy na prawo i lewo.
Z marzeń wyrwał mnie pisk wadery. Krzyczała, że przed nami już koniec wodospadu. Poczułyśmy obie, że woda zaczęła nas nagle zakrywać i nie dałyśmy się jej oprzeć. Obie zaczęłyśmy spadać. W ostatniej chwili rozwinęłyśmy skrzydła i przebiłyśmy się przez mocny strumień wody. Wpadłyśmy do środka wodospadu. Poturbowałyśmy się trochę.
-Ej, Spójrz. – Wilczyca wskazała na drobny korytarz, którego wcześniej nie widziałyśmy.
- Czujesz?
- Tak, Chodźmy tam… - Powiedziała szybko i ruszyła w drobnym truchcie do przodu. Po krótkim biegu zobaczyłyśmy widok, który spowodował to, że zapatrzyłyśmy się w niego przez kilka minut.

- Hanabi? – Zapytała.
- Hm.. Tam jest korytarz… - Przypatrywałam się dokładnie terenowi, jaki ujrzałyśmy.
-Wiem, dlatego…
-Idziemy? – Spytałam jak zahipnotyzowana. Jestem bardzo ciekawskim wilkiem. Nie mogłam zmarnować takiej szansy.
<Ashira?>

Od Riaana-c.d Night Phantom

Pochyliłem się,uniosłem jej podbródek i spojrzałem głęboko w oczy. Prawie stykaliśmy się nosami. Potrafiłem czytać z oczu. I zobaczyłem... Nasze usta się zetknęły. Przeszył mnie elektryczny wstrząs. Nie wiem czy to ja ją, czy ona mnie pocałowała,ale mnie to nie obchodziło.  Zaczęliśmy się coraz mocniej całować. Na chwilę przerwałem.
-Hm?
Odsunąłem się od niej i uniosłem brew.
<Nig?>

Od Carlosa c.d Discord'a

Usłyszałem jego śmiech. Sam się uśmiechnąłem. Uderzyłem ogonem w ziemię. Załamała się pod piasek,a on wpadł w głęboki rów. Szubko z niego nie wyjdzie. Co ja robię? Kiedyś  taki nie byłem... Ale czasem trzeba poszaleć. Sypki piasek skutecznie utrudniał pracę. Położyłem się i patrzyłem co będzie robić. Będę mu utrudniał pracę jak tylko się da. Miałem duchowy kontakt z Avon...miałem jej moc.I własną też.Ogień i Natura.
-I co? Podoba się?
<Discord?>

Od Shane'a - c.d Sombry

Zaśmiałem się i hałaśliwie wyszedłem z chaszczy przed waderę.  Już podobał mi się jej charakter.
- Muszę się następnym razem bardziej postarać.
Uśmiechnąłem się. No i była ładna...
-Jestem Shane.
-Sombra.
-Ładne imię.
-Dzięki.
Nie mówiła tego zbyt pewnie.
<Sombra?>

Od Ashiry-c.d Hanabi

Zachichotałam.
-Przepraszam. Jestem Ashira,a ty?
-Hanabi.
Uśmiechnęłam się.
-Sorry za to...na wiesz...
Skinęła głową. Rozłożyłam do połowy skrzydła.
-Przelecimy się?- zapytałam z ledwie słyszalną nadzieją w głosie.
Zastanowiła się przez chwilę,w jej oczach widać było wahanie. Chciałam powiedzieć "proszę" ale się powstrzymałam.
-No dobrze.
Wystartowałyśmy.
<Hanabi?>

Od Chloe-Takie małe co nieco.

Carlosa spotkałam na łące. Jak zwykle drzemał sobie pod drzewem. Strzeliłam w niego kulą zimnej wody dla orzeźwienia.Zerwał się,poślizną na trawie i znów upadł. Zaśmiałam się.
-Cześć wujku.
-Chloe!
-Tak wujku?
-Ty już dobrze wiesz co.
Uśmiechnęłam się.
-Należało ci się.
-Za co?
- Ty już dobrze wiesz za co.
Pokręcił głową.
-Mówisz jak mama.
-Wiem.
Mówiłam jak ona,ale nie byłam do niej podobna. Bardziej do ojca lub babki...Westchnęłam. Praktycznie jej nie pamiętałam.
-Gotowa na mały wypad bez sióstr i braci na karku?
-Jasne.
Ruszyłam truchtem,a wujek za mną. Przez górskie ścieżki,rozchodzone od lat. Było tak pięknie. Lubiłam naturę. Był tak jak by moim drugim "żywiołem". Spojrzałam na stado ptaków....
<ktoś?>


Pora roku!


Aktualna pora roku: Lato
~
Proszę uwzględnic to w opowiadaniach

od Sheeny

Od Sheeny
Jakieś półtora roku wcześniej.
Czujesz to? Ból, smutek, radość, nienawiść i miłość? Czujesz? Bo ja nie, nie potrafię. Nie daję rady. To wszystko dla mnie nie jest ważne. Nie potrzebuję tego, nie chcę. To przez to jestem taka, jaka jestem. To przez to rozpaczam, przez fakt, że nie mam już do czego wrócić, już nie mam mojej kochanej rodziny i miejsca, w którym pragnęłam zostać.
Ucieczka.. Nie, to złe słowo. Zostałam wygnana, przez to, że mam dwa żywioły. Zamykam oczy i widzę ciemność. Otwieram oczy i też widzę czarne tło. To już nie ważne.
Nagle pojawia się ktoś, kto mnie ratuje. Tak, kocham świat…
Dziękuję.
_ _ _
Teraz.
Obudziłam się dokładnie wtedy, gdy na horyzoncie pojawiło się słońce. Było chłodno, w końcu dopiero była wiosna. Nie wymagałam od pogodny 25 stopni Celsjusza. Pomrugałam parę razy, by całkowicie otworzyć oczy i wstałam na równe łapy. Od kilku dni chodziłam po terenach cudownych i pięknych. Nie miałam ochoty na opuszczanie tego uroczego miejsca. Martwiło mnie jednak to, że skoro są tu idealne tereny, to czy nie ma tu watahy. I tak naprawdę znając moje szczęście nie pomyliłam się.
Usłyszałam zbliżającego się wilka, więc od razu najeżyłam się. Nie wiedziałam kogo spotkam, więc było to na wszelki wypadek. Zza dużych, monstrualnych krzaków pojawił się ciemny, dosyć specyficzny basior. Przyciągał uwagę swoim wyglądem. Nie zdawałam sobie sprawy, kiedy podszedł bliżej, bo za bardzo zagapiłam się jego urodą.
-Kim jesteś i co tutaj robisz? – Powiedział oschle. Spojrzałam kątem oka na tyły. Szukałam sposobu by móc się jakoś wycofać z tej rozmowy. Nie miałam ochoty na niemiłą konfrontację z innym wilkiem. – Nawet nie próbuj. – Ponownie usłyszałam ten sam, beznamiętny głos. – Nie pozwolę Ci pójść dopóty, dopóki nie powiesz co tu robisz i po co…
-Mogę wiedzieć po co o to pytasz? – Uśmiechnęłam się złośliwie- To chyba moja sprawa, a może jesteś jakimś zboczeńcem? – Zaśmiałam się krótko. Zgryźliwy uśmieszek przerodził się w satysfakcję.
„-Powinnam się kulturalnie wycofać. Tak, Po prostu skoczę do przodu, a później wybiję się i zniknę w krzakach. Plan idealny” – Pomyślałam i przygotowałam się do skoku. Ku mojemu zdziwieniu, wilk pojawił się równie szybko przede mną i spowodował, że uderzyłam w niego i upadłam na ziemię. Przewróciłam oczami, a po chwili spojrzałam na niego groźnie.
- Nie wiesz, że to nie ładnie grzebać innym w myślach?
- Przypadek. Nie chciałam. Samo się tak stało…
- Więc? – Usiadłam spokojnie.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie.
- Och… Skoro czytasz w myślaa- Spojrzałam na miną basiora. –ch… No to, jestem Sheena i poszukuję jakiejś watahy.
-Świetnie się składa. Bo akurat jestem alfą tutejszej watahy.
- Serio? – Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Tak, spokojnie. Nic ci nie zrobię, więc nie masz po co uciekać. – Machnęłam ogonem i przytaknęłam. – Nazywam się Alkivo.
-Miło mi cię poznać. – Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Również.
<Alkivo?>

Od Hanabi

Ten dzień był jednym ze zwykłych. Udałam się na polowanie i nieoficjalne zwiady. Jako że sama stosunkowo dołączyłam do watahy, to uznałam, że powinnam bardzo dobrze znać tereny. Od rana wędrowałam po przełączy i lasach, by mniej więcej zapamiętać ważne drogi i kryjówki na wypadek czegoś tam. Można być przesądnym, ale jakoś nie bardzo mam ochotę ginąć w walce, gdy coś wypadnie źle. Choć jeśli alfa każe mi to zrobić, to zrobię to. Tak, moja lojalność sięga chyba zenitu. To Mako zapewnił mi dom i stworzył miejsce do którego mogę wracać, więc mogę zginąć dla niego. Prawda, że zaprzeczam sobie sama? Cóż, często tak mam.
Wybrałam się nad jezioro, bo pogoda dopisywała mi, więc co tam.
Rozłożyłam moje skrzydła i zaczęłam nimi poruszać w górę i w dół, a po chwili odbiłam się mocno od ziemi i wzbiłam w powietrze. Leciałam trochę, nawet nie wiem ile. Zaczęłam lądować, gdy znalazłam się nad jeziorem. Uśmiechnęłam się na widok. Zaparł mi dech w piersiach, nawet nie zauważyłam, że jakiś ptak leci prosto na mnie. Poczułam ból w piersi i skrzydła mi się ugięły. Zleciałam wprost do wody. Gdy złapałam powietrze na powierzchni, zobaczyłam, że coś co we mnie uderzyło, to nie zwykły ptak. Był całkiem duży i dlatego wylądowałam w wodzie. Zaczęłam płynąć do brzegu. Gdy dotarłam do niego, od razu się wytrzepałam z wody. Zrobiło mi się zimno. Za plecami usłyszałam cichy śmiech.
- Nie wiesz, że nie ładnie się śmiać z innych? – Spytałam złośliwie.
- Tak, tak. – Wilk nie przestawał się śmiać, więc odwróciłam się na łapach i spojrzałam oschle na tego wilka.
<Ktoś dokończy?>

Nowy wilk w KMT!


Sheena, szpieg

Od Sombry CD Luke'a

Bosz, co za wilk.
-Jasne, że nie. Chodzę tylko po tych terenach.
On jednak chyba nie był nasycony tą odpowiedzią. I dobrze. Czemu jednak nie może sobie znaleźć innej wadery? Od jakiegoś czasu spotykam Za dużo basiorów. W czasie mojej wędrówki nie spotkałam ani jednego basiora. Jednak... On był inny. Był moim charakterem. Gdy próbowałam odejść zagrodził mi drogę.
-Odsuń się. - powiedziałam szorstko.
-Tak sobie myślę... - zaczął kąśliwie, jednak nie dałąm mu dokończyć.
-Myślenie to niebezpieczne zajęcie. - weszłąm mu w słowo. Musiałam. Odepchnęłam go na bok, abym mogła przejść. Wracając nie odwracałam się za siebie.
<Luke? Jakaś reakcja?>

Od Luke'a - Cd Sombry

- Cóż, to musisz znaleźć sobie kogoś innego. - wzruszyłem ramionami i ruszyłem dalej.
Szukałem jakiegoś wilka, który mógł by mi pomóc i jak na moje szczęście znalazłem kogoś kto mnie prędzej dobije...
Super.
A jeśli ona należy do watahy?
Odwróciłem się, by spojrzeć czy wadera nadal tam jest.
Nie, gdzieś poszła.
Pobiegłem w stronę, miejsca gdzie stałem przed chwilą. Zobaczyłem, ślady wilczych łap. Pobiegłem ich szlakiem i na szczęście znalazłem waderę.
- Czego? - warknęła.
- Stęskniłem się za tobą - zaśmiałem się. - A tak na poważnie, to należysz do jakiejś watahy? Szukam jakiejś.
<Sombra?>

poniedziałek, 28 lipca 2014

Od Sombry CD Luke'a

Moim oczom ukazał się 'nienajedzony' wilk.
-Miss polonia to ty nie jesteś. - rzekłam sucho i próbuwałam go obejść. Jednak jego krew nadal spoczywała na aksamitnym, wilczym futrze. Fatalne połączenie ze świerzym, leśnym powietrzem. A jednak znajdował się tu i teraz. Nawet nie zauwarzyłam, kiedy spiorunował mnie spojrzeniem. Czyżbym go uraziła? Nie zamierzam przepraszać, taka już jestem.
-Ty też na taką nie wyglądasz. - powiedział oschle. Jednak nie przeszkadza mi to. Od dawna nie pracowałam nad swoim wyglądem, mimo iż kiedy nad nim dobrze popracować naprawde wyglądałabym olśniewająco. Kocham być jednak swojska i nie zamierzam tego zmieniać.
-Cóż, dobrze mi takiej.
Spojrzał na mnie ironicznie.
-Czemu poprostu nie odejdziesz, zostawiając mnie i zapewne moje smorody, które ci przeszkadzają?
Eh... Powoli odwracałam głowę, mogąc na niego spojrzeć kątem oka.
-Niech pomyślę. Choćby dlatego, że uwielbiam zatruwać innym wilkom życie?
Luke?<

Odchodzi z KO!



Ressha 
Powód - decyzja właściciela

niedziela, 27 lipca 2014

od Elsy cd Aquarius'a

Zanim zasnęłam, jeszcze chwilę zastanawiałam się nad słowami Aquariusa. A potem sen zamknął moje powieki szybciej niż myślałam.

***
- Pora wstawać, wyruszamy do świątyni! - krzyk wilka wybudził mnie z tak smacznego snu.
- Już, już wstaję... - wygramoliłam się z kocyka i przetarłam łapami oczy.
Słońce ładnie dziś świeciło, przeciągnęłam się i wybiegłam na dwór.
- To prowadź. - rzekłam uśmiechnięta do basiora i poszliśmy.
Aq zaprowadził mnie do świątyni, która wywarła na mnie wielkie wrażenie. Byłam tu pierwszy raz.
Weszliśmy do środka.
Basior wszystko mi wytłumaczył. By poznać swój żywioł, muszę położyć łapy na pradawnym kamieniu.
- Nic trudnego. - wzruszyłam ramionami i obojętnie podeszłam do głównego ołtarza. Po bokach świeciły się blado pochodnie, umieszczone na dużych kolumnach.
Położyłam przednie łapy na kamieniu. Już po chwili zaczął osadzać się na nim szron. Na posadzce pojawiła się cienka, lodowa warstwa. Nie wiadomo skąd, zaczął padać śnieg. Małe kryształki lodu zaszybowały w powietrzu i ułożyły się w słowo "LÓD"
- No, to wszystko jasne. - uśmiechnął się Aquarius - masz żywioł lodu.
Otworzyłam buzię ze zdumienia.

<Aquarius? Wybacz, że nudne, brak weny... >

Od Sombry

Szłam lasem. Pomijałam zapachy saren, jeleni i zająców. Umiałam na długo wytrzymać bez jedzenia - ok. dwóch tygodni. Mogę się żywić swoją krwią, i to mi wystarczy. Unikam wszelkich kontaktów z innymi wilkami. One nigdy nie zrozumieją co tak naprawdę się ze mną dzieje. Przystosowana do życia lądowego brnę przez świat jak duch. Zjawiam się i znikam.
Eh, te żrące zapachy innych wilków niszczyły mój czuły nos. Zapewne znów przekroczyłam teren jakiejśc watahy. A może jest to moją szansą na nowe życie? Nie sądzę, ale warto spróbować. Jednak jak ktośbędzie chciał mnie tu przyjąć sam do mnie przyjdzie.
Nie musiałam długo czekać. Niedługo potem usłyszałam za sobą skradanie się. Niedokładne ruchy wilka pobudzały do życia szeleszczące liście, które ironicznie dawały mi we znaki.
-Weźże wreszcie zmiłuj się. Słyszę ciebie. - powiedziałam impulsywnie.
(ktoś raczy dokończyć? ;p)

Bannerowa akcja! :)

Witajcie. Zauważyłam, że ostatnio spada, aktywność bloga, więc zrobiłam nowy banerek . Bardzo bym was prosiła, aby każdy z Was wkleił ten lub inny banner na prezentację. 
Mój banner wygląda tak : 


Kod HTML : 
<a href="http://wilczeklany.blogspot.com/"><img src="http://oi57.tinypic.com/2dv5010.jpg"/></a>


Wszystkie inne znajdziecie w zakładce "Promuj nas!" c;
Zachęcam również Was do tworzenia własnych bannerów. Prace możecie wysyłać zarówno do mnie (chomik11nobl) jak i do innych adminów :) (nie wszyscy są obecni)

~ Pozdrawiam, Szczerbatek ^^

Nowy szczeniak w KMT!


Tika

Wyrzuceni.

Nie wiem ile się to już ciągnie... Za długi brak aktywności jestem zmuszona wydalić z klanu...



Nika 


Netlaven




Alfa KMT 
~Alkivo

Nowa wadera - Sombra


Sombra / Klan Everything

Od Naili - CD historii Magusa

Spokojnie przemierzam teren, fale wyrzuciły mnie na ten brzeg kilka dni temu, ja ocknęłam się dopiero wczoraj. Tłucze mnie nieco w głowie, ale jest całkiem znośnie, dlatego ruszyłam w wędrówkę po tym miejscu. Nie wiem co się stało, że tutaj się znalazłam, coś musiało mnie mocno łupnąć, bo pamiętam tylko jakiś majaczący się las. Oprócz tego jestem potwornie głodna, więc zamierzam ugasić pragnienie, a potem zapolować, można królika, jeśli tak się tutaj znajdą.

~

Uśmiechnęłam się do basiora.
- Gdzie my ją postawimy? - spytałam.
- W jakiejś jaskini...
- Obawiam się, że się nie zmieści, ale mam pomysł - zaciągnęłam go do głównej groty - lepiej zasłoń uszy.
Magus wykonał moje polecenie, a ja zawaliłam część ściany. Rumor był ogłuszający, ale efekty powalające. Cała zakurzona od pyłu wygarnęłam zwalone gruzy i wyrzuciłam gdzieś głęboko do morza, ma się te umiejętności.
- Jesteś niesamowita - mruknął wilk. Zaciągnęliśmy makietę do osobnej jaskini.
- Co powiesz na ozdobienie jej? Jesteś pomysłowy, na pewno będzie tu ładnie.
Magus rozpromienił się.
- No to chodźmy! - zawołał i pobiegliśmy do lasu.

Magusie? :3

Nowy herb Klanu Everything!



Piękny, cudny ... kocham <3

by. horselove

Nowa wadera - Hanabi



Hanabi / Klan Everything

sobota, 26 lipca 2014

Od Discord'a CD historii Carlos'a

Przekręciłem łeb i zrobiłem minę w stylu ,,Ciekawe?". Podszedłem do klifu, ale zacząłem szukać miejsca, w którym, gdybym zaczął spadać nie wpadłbym do wody. Znalazłem je i delikatnie spuściłem się w przód. Każda chwila była jak wieczność... Uśmiechnąłem się i chwilę po tym przywaliłem ryjem w ziemię. Podniosłem się delikatnie i zacząłem się śmiać. Chwiałem się jak stary pijaczyna, no ale było warto... Basior zleciał do mnie.
- Powaliło Cię?! Mogłeś się zabić!- Warknął.
- Ojej... Zależy Ci na mnie...- Zrobiłem oczy szczeniaka, a basior walnął się łapą w czoło.
- Ygh...- Mruknął i się oddalił. Uśmiechnąłem się szyderczo...

(Carlos?)

Wakacjeee

Otóż od dzisiejszego dnia 26 lipca aż do 10 sierpnia (wracam w swoje urodziny , więc nie zapomnijcie xD) nie będzie mnie na Wilczych Klanach. Miałam jechać 27 ale plany trochę się zmieniły ;c

~Davcio, Dihren, Kid, Nick lub wasza Olga, jak kto woli :3

Nowa zakładka!

Jak niektórzy mogli zauważyć pojawiła się nowa zakładka "PREZENTACJE".
Będą się w niej znajodwać kody HTML prezentacji na howrse. Będzie to robiło również za reklame Wilczych Klanów. Zapraszam do odiwedzenia i ustawienia prezentacji jako swoją c:

PIKI

Aron ma towarzyszy!


Tero


Kierrra

Nowy basior - Aron


Aron / Klan Everything

piątek, 25 lipca 2014

Od Aqua - Quest nr. 2

Szłam sobie przez las. Nagle wpadłam do dziwnej dziury pełnej wody.
- Oż ty szlak. To pułapka! - powiedziałam do siebie.
"Muszę się stąd wydostać..." pomyślałam. Wzięłam pod uwagę to że dziura jest wypełniona wodą. Wskoczyłam pod wodę i zaczęłam kopać tunel. Jednak ludzie to przewidzieli i pod wodą były kolce. Musiałam wykombinować coś innego. Wtedy wpadłam na pomysł. Ze swoich trzech ogonów zrobiłam taki jakby "Worek" i wlałam do niego całą wodę. Potem skoczyłam w powietrze i zrzuciłam wodę która zmieniła się w falę i zmyła mnie na powierzchnie. Otrząsnęłam się z wody i wróciłam do domu jak by nic się nie stało.

<W nagrodę za pomysłowość jak wydostać się z największych tarapatów, Bogini Water postanowiła obdarować swojego podopiecznego mocą Sprytu>

Od BlueEys CD Kid`a

Myślałam że to koniec naszej znajomości . Postanowiłam odejść , ustąmpić.Jednym slowem zakonczy naszą bitwe raz na zawsze . Ale wtedy on rzucil sie na mnie . W tej chwili myślalm tylko o bliżnie na pysku która mi zrobił... Odepchałam go z całej siły . Poczułam jagby budziła się we mnie furia . Zaczełam szczękami wgryzać go po całym ciele . Najtrudniej było z szyją gdyż odepchnął mnie niebieskim mroźnym strumieniem uderzając w drzewo .
- Kid ... przestań! Pojmij w końcu to że jesteśmy jak brat i siostra !
- Nigdy nie bendziesz moja siostrą a tym bardziej rodziną ! - Warknął teraz nakierował swoją energie na moją głowe. Wtedy coś trzaskło i widziałam ciemność . Letkoo się zachwiałam i upadłam na ziemie .
- Możę myślałaś żę moje te krótkie szczenięce treningi ci się całkiem przydadzą? Tylko dalsze by ci pomogły opanować swoje techniki ale ty nie masz ich wogle . Kopiujesz je . - Wtedy podszedł i miał się na mnie rzucić gdy nagle jakaś wadera rzuciła się na niego . Odepchała mnie . Wtedy zaczełam normalnie widzieć . Owineła mnie swoim długim ogonem i ,, rzuciła'' mnie za kida . Teraz tylko on jej przeszkadzał . Zapaliła swoje ,, krwiste'' oczy i go staranowała . Wzieła mnie ogonem i o kilka metrów otrzunełą od przeciwnika
- Jesteś cała? - Spytała.
- Tak ... czy to ty..? - Spytałam zdziwiona.
- Tak to ja ale tylko ze pod innym imieniem . - Wtedy kid uczepił się wandery z klanu ognia.
- Słuchaj , jestem od ciebie o wiele silniejszy i jeżeli nie zejdziesz mi z drogi to pozałużejsz! Musze wyrównać z nią porachunki.
- Czyżby to ,,odważny'' - powiedziałąa z ironią . - Alfa klanu wody ? Jeżeli chcesz umówmy się wieczorem za tydzień w tym miejscu.
< Kid? I po co mi zrobiłeś tą blizne ? >

Od Signum'a C.D. historii Mako

- Skąd się tu wziąłeś? - zapytała po chwili.
- To nie Twój interes. - warknąłem, lecz opanowałem się od razu.
- Rozumiem.
- Jest tu jakiś cmentarz? - spojrzałem w niebo i zatrzymałem się.
- Tak, czemu pytasz? - zrobiła wielkie oczy.
- Zaprowadź mnie tam. - zrobiłem niezwykle poważną minę.
- No, okej. - uniosła jedna brew do góry i ruszyła do przodu.
Podąrzałem za waderą dopóki nie dotarliśmy na miejsce. Zbliżyłem się do pienia drzewa i wbiłem w niego pazury. Wzrok skierowałem w ziemię by móc się skupić. Kątem oka widziałem jednak jak Seber przygląda się moim poczynaniom.
- Co Ty robisz? - usłyszałem za swoimi plecami.
Odwróciłem się gwałtownie.
- Nic.. Ja... Nie ważne. Chodźmy dalej. - westchnąłem.

<Seber?>

Od Caelsie

Uśmiechnęłam się sama do siebie, siedząc nad jeziorkiem. Był środek dnia, więc o gwiazdach nie mogło być mowy, ale uwielbiałam tam przebywać. Było po prostu wspaniale, pięknie, chociaż szybko mi się nudziło. Westchnęłam jednak i przyglądałam się widokom, żeby nacieszyć się nimi jak najbardziej. Nagle zauważyłam jakieś światło, niby nic, delikatne mrugnięcie, ale mnie bardzo zaintrygowało. Szybko się podniosłam i ruszyłam w jego stronę.
CDN

od Rezi'ego do Naili

Podczas wycieczki po nowym terenie, postanowiłem odwiedzić sobie kilka miejsc, które szczególnie mnie interesowały. Pierwszym punktem był naturalnie Mroczny Las. Stanąłem na rozdrożu i wyczytałem ze znaku, że muszę kierować się na północ. Ruszyłem więc dobrą ścieżką.
Już po kilku minutach drogi, otoczenie zaczęło się zmieniać. Jasny, liściasty las z każdym krokiem był mocniej obrośnięty lianami i mchem. Młode drzewa przeradzały się w stare, powalone pnie i wielkie monumentalne drzewa. Było tu ciemniej, liście wysokich drzew zasłaniały już słoneczne światło. Krajobraz nabierał powoli mrocznego wyrazu. W powietrzu unosiła się lekka mgła.
Przyznam, że nawet mi się tu podobało. Zważając na moją przypadłość, może będę tu spędzał nieszczęsne pełnie. Kto wie?
Z tą myślą wkroczyłem na stary, omszony pień, który stanowił most przez dawne bagno. Tak przynajmniej to wyglądało. Jeden rzut oka mi wystarczył, by stwierdzić, że od tego miejsca muszę się trzymać z daleka. Kto wie, co czyha pod podmokłą trawą i jak głębokie są zarośnięte jeziorka?
Zeskoczyłem z powalonego drzewa i podążyłem wydeptaną ścieżką. Teraz wokół mnie znajdowały się nie tylko drzewa, ale też skały i lniany. Przeczucie mówiło mi, że tu nie ma już nic ciekawego.
Jednak nagle coś przemknęło mi za plecami. Odwróciłem się szybko, no ale nic już nie zdołałem zobaczyć.
Słyszałem wiele na temat legend o tym miejscu. Według nich mieszkają tu pradawne stwory, krążą duchy elfów i innych stworzeń magicznych. Nie do końca w to wierzę, ale też całkowicie nie wykluczam. W takim razie tu chyba nie ma już nic ciekawego. Wykonałem obrót i skierowałem się w stronę, z której przyszedłem. I znów miałem wrażenie, że coś za mną szło. Nagle, poczułem ostry, piekący ból w ogonie. Krzyknąłem i przyśpieszyłem do biegu. Ból rozlewał mi się po całym ciele. Co to było, do jasnej cholery?! Przyśpieszałem coraz bardziej, gdy usłyszałem za sobą świst. Jakby ktoś wdychał powietrze i razem z powietrzem całą materię. Zacząłem dyszeć, a ból nie ustępywał. Wbiegłem chwiejnym krokiem na kłodę. Coś pchnęło mnie z boku. Straciłem równowagę i wpadłem do wody.
- Yh, jeszcze tego brakowało! - krzyknąłem i łapą uderzyłem ze złością w wodę. A raczej błoto zmieszane z glonami. Zapach był nie do zniesienia. Gnijące drzewa i inne rośliny wytwarzały nieznośny odór. O dziwo, ból słabł, aż w końcu nic już nie czułem. Nie czułem nogami dna śmierdzącej sadzawki, ale zdołałem wesprzeć się łapą w wystający konar i wdrapać się ponownie na gruby pień.
Odetchnąłem z ulgą. Otrzepałem się z błota (choć i tak nadal byłem cały brudny) i ruszyłem żwawym krokiem w stronę rozdroża.
Wycieczka do Mrocznego Lasu trochę pokrzyżowała mi plany, więc zamiast nad brzeg morza, zmuszony byłem iść nadl eśny strumyk, by się trochę obmyć ze śmierdzącej mazi.
Po drodze zahaczyłem o wiśniowe źródełko, gdzie najadłem się trochę owoców wiśni i po chwili już byłem na miejscu.
To też było bardzo piękne miejsce. Zacienione, idealne do odpoczynku w lecie.
Wszedłem po kolana do rwącej rzeczki i obmyłem sierść. Przy okazji napiłem się trochę wody i chwilę odpocząłem. Odwróciłem się w stronę lasu i ujrzałem postać. Zdołałem tylko zidentyfikować, że była to wadera.

<Naila?>

Od Juliette CD historii Kanbana

Spojrzałam się na wymijającego mnie wilka. Znałam go z widzenia i chyba wcześniej się raz bawiliśmy jako szczeniaki. Wiem tylko tyle, że miał na imię Kanban. Chwile tak stałam wpatrując się w ego postć w oddali, aż wreszcie zniknął. Czasami się dziwnie zachowywał ... dokońca nie wiem dlaczego. Po chwili wybiegłam z Świątyni i udałam się tropem basiora. Chciałam cegoś o nim się dowiedzieć więcej. Dotarłam nad rzekę, ale wtedy trop zanikł. Stałam tak chwile rozglądając się wokół, aż wreszcie ruszyłam njkrótszą drogą do swojej jaskini. Gdy już miałam zakręcać do wnętrza jaskini, zuwżyłam Kanbana, który sam udawał się do swojej ze spuszczonym łbem. Zaczęłam się skradć  tyłu z innymi jaskiniami i wyskoczyłam przed nim torując mu drogę. Ten odskoczył do tyłu i spojrzał się ze zdziwieniem i pretensjami.
- Coś ty taki jesteś? - spytałam, ale nie doczekałam odpowiedzi - Halo? Kanban ...
- Jestem zwykłym wilkiem - powiedział próbując mnie wyminąć
- Poczekaj - powiedziałam robiąc krok do przodu, a tym samym moj pyszczek znalazł się przed jego. Ten znów cofnął się trochę - Czemu zawsze tak znikasz? Masz jakiś sekret czy coś?
- Eh - westchnął - Nie mam ochoty teraz rozmawiać - wyminął mnie i szybko znalazł się w jaskini
Westchnęłam. "Dziwny on jest" - pomyślałam sobie i odbiegłam odwiedzić ciocię Zuko

Kanban?

czwartek, 24 lipca 2014

Od Kanbana

Kiedy urodziłem się jako jedyny z czwórki rodzeństwa byłem w stanie przeżyć. Reszta była wychudzona i ledwie oddychała, po kilku godzinach całe moje rodzeństwo zmarło. Ja byłem ich przeciwieństwem, wielki i dobrze odżywiony, prawdopodobnie byłem dla nich pasożytem i to z mojej winy umarli. Chociaż lekarze mówią że to przez to że nie wiadomo jakim cudem moja 10 letnia matka zaszła w ciążę. Zaraz po porodzie zmarła z wyczerpania, natomiast mój ojciec zmarł zaledwie 2 dni wcześniej ze starości. Byłem więc pogrobowcem...przez to inne wilki mnie odtrącały. Może niektórzy dorośli się mną zajmowali, ale na dzień czy dwa a potem przejmował ten obowiązek ktoś inny. Ma się tak dziać do póty nie znajdę kogoś kto mnie zechce. Warunkiem jest jednak to że dokąd nie ukończę okresu szczenięcego nie mogę opuścić Klanu Everything więc mój opiekun musi być z tego samego Klanu co ja. Siedziałem w szpitalu na badaniach kontrolnych, na dzień dzisiejszy miałem już 8 miesięcy, więc zakładam że z ciał moich rodziców raczej są już same kości. Spojrzałem na ścianę tej jakże przygnębiającej jaskini po czym zamknąłem oczy.
-Kanban, teraz ty - usłyszałem wołanie jakiegoś wilka
Otworzyłem oczy i ruszyłem w stronę lekarki która czekała na mnie w drzwiach.
Po kilku minutach byłem już po badaniach, nie miałem u kogo się jak na dzień dzisiejszy podziać, wszyscy prawie już mnie mieli na co najmniej tydzień lub dwa podsumowując. A niektórzy po prostu gdy tylko mnie widzieli w swojej jaskini wyrzucali mnie, gdy natomiast wracałem zdarzało się że podtapiano mnie w rzece. Siedziałem na kamieniu przed rzeką i patrzyłem na swoje odbicie. Byłem tutaj traktowany gorzej niż jakakolwiek Omega...Spojrzałem na swoje rozmyte odbicie, zdziwiłem się i dotknąłem łapą swoich oczu, to przez łzy.
-Czyli taka czeka mnie przyszłość? - wychlipałem

<Wiele miesięcy później>

Dzisiaj wybiły mi już 2 lata na karku, prawie byłem już dorosły i dostałem własną jaskinię. Mogłem zgadnąć, że połowa Klanu Everything cieszy się że wreszcie przestanę ich nachodzić. Ostatecznie nie znalazłem rodziny, a ponoć za życia moi rodzice byli bardzo lubiani...A cóż mi było z tego skoro przez te 2 lata ciągle jestem potępiany i samotny. Jak zwykle siedziałem gdzieś zaszyty w lesie, prubując uciec od innych. Nie mogłem się oswoić z myślą że mam już tylko swoją, własną jaskinię, swój własny kąt. Bałem się że gdy tam przyjdę, ktoś tam będzie i mnie znowu stamtąd wygoni. Jednak zanim tam przyjdę muszę iść do Świątyni, dzisiaj mija 2 rok jak moja matka zmarła, niecałe 2 dni temu również byłem w Świątyni z powodu 2 rocznicy śmierci ojca...Zebrałem kilka kwiatków na łące, jednak nie znalazłem pięknych kwiatów tylko powoli już przekwitających. Wyszeptałem jedynie słowo ''odrodzenie'' i przed moimi oczyma pojawił się znak po czym wchłonął w kwiaty które w jednej sekundzie stały się najpiękniejszymi kwiatami, na wszystkich Klanach. Zaniosłem kwiaty do Świątyni, chwilę się pomodliłem i gdy już miałem wychodzić prawie wpadłem na jakiegoś wilka. Wilk okazał się być waderą, i na moje nieszczęście bardzo ładną waderą. Miała białe futro i tak samo białe, bardzo długie włosy. Spojrzała się na mnie zaskoczona, chyba jej imię kojarzyłem..O ile się nie mylę była to Juliette i była w tym samym wieku co ja.
-Przepraszam - powiedziałem po czym wyminąłem ją i wyszedłem ze Świątyni

(Juliette?)

Od Kid`a CD Sakury

-Coś się stało? - zapytała
Spojrzałem na nią lekko zdziwiony.
-Niby co miało się stać? - odpowiedziałem na pytanie, pytaniem.
-Nie, nic - powiedziała zawstydzona
Zaśmiałem się i pokręciłem łbem, po chwili oznajmiłem waderze że przyszła pora na to żeby wybrała sobie jakąś jaskinię. Z jeszcze większym rumieńcem odparła że chce jakąś jaskinię obok mnie, zdziwiłem się, do tej pory powiedzmy że nie miałem sąsiadów. Co nie znaczy że nikt do mnie nie przychodził, bo różne wilki przychodziły bardzo często. Wybrałem miejsce na uboczu, jak najdalej od rodziny i innych wilków, chciałem mieć spokój. Chociaż szczerze, to jakoś bardzo się cieszyłem że Sakura będzie mieszkała blisko mnie, sam nie wiem czemu.
-Chcesz mieć jakąś...bliżej mnie czy trochę dalej? - zapytałem
-Jak chcesz, mi obojętne - powiedziała z lekkim wahaniem
-To wezmę tą która jest najbliżej - powiedziałem z uśmiechem
<5 minut później>
-Nie mówiłeś że ona jest dosłownie NAJBLIŻEJ! - spojrzała na jaskinię której wejście było niecały metr od wejścia do mojej
-No nie mów że wcześniej jej nie widziałaś? - spojrzałem na nią jakby była z kosmosu
-Zamilcz! - powiedziała wchodząc do swojej jaskini - Czy ty nie masz nic do roboty...?
-To znaczy?
-Nie masz żadnych obowiązków Alfy i tak dalej? Bo czuję się jakbym Ci zabierała cały wolny czas... - powiedziała Sakura ze smutkiem w oczach
-Masz rację - odparłem a wadera spojrzała na mnie - zabierasz mi cały wolny czas, ale cieszy mnie to, również mam obowiązki i jestem już spóźniony..ale jeśli chcesz...pójdziesz ze mną do Świątyni na spotkanie Alf Klanów? To jest bardzo kłopotliwe tym bardziej że będzie też Alfa Klanu Ognia..a nasze Klany są prawie że w wojennych stosunkach...
-Naprawdę bym mogła!?
Kiwnąłem łbem z uśmiechem, wadera pisnęła radośnie prawie rzucając mi się na szyję.

(Sakura?)

Od Hany CD historii David'a

Tą pustke w sercu zawsze powodował wcześniej David, a teraz została zapełniona. Byłam dopiero teraz najszcześliwszym wilkiem na świecie. Wreszcie mogłam być z kimś kogo najmocniej kochałam na świecie. Wtuliłam się w futro Davida. Zaczęłam płakać.
- Przepraszam za wszytsko co ci zrobiłam ... wybacz mi proszę. Byłam wtedy taka głupia. Proszę wybacz - powiedziałam ze łzami w oczach
- Spokojnie Hana, nie płacz - pocieszał mnie - Było minęło
Uśmiechnęłam się i spojrzałam mu w oczy. Znów się pocałowaliśmy. Wreszcie mogliśmy byc razem i nikt nam nie mógł w tym przeszkodzić (chyba ...) Czy to możliwe, że nasz miłość była przeznaczeniem i była zpisana w gwiazdach?

David? Brak weny bardzo :c

Od Mako CD historii Zuko

Spoglądałem na Zuko bawiącą się z Ju, tak słodko wyglądały. Mała ją bardzo polubiła. Pozowliłem Zuko nie zajmować się Alfowaniem tylko zajęciem się Juliette. Udałem się sprawdzić stan pożywienia w spiżarni, a był on dobry. Później jeszcze kilka miejsc sprawdziłem, które mogły być niebezpieczne dla wilków i kazałem je innym wilkom jakoś naprawić. Prawie cały dzień zszedł mi na obchodzie, gdy wreszcie wróciłem zastałem Zuko opowiadającą bajke Juli. Stałem tak w przejściu i przysłuchwałem się wszytkiemu, gdy mała mnie zauważyła i zawołała.
- Bajak ciebie również zaciekawiła? - zaśmiała się Zuko
- Tak - uśmiechnąłem się - No i co Juliette, zamęczysz mi Zuko
- Wcale nie - pisnęła mała i podeszła do Zuko
- Heh - uśmiechnąłem się

.........................................................................................................

Minęły dwa dni, Primrose wróciła i wzieła Juliette, które niechętnie chciała wracać do domu.
- Możesz nad odwiedzać kiedy chcesz - zaśmiałem się
- Nawet w porze snu?! - miała w oczach błyszczące gwiazdki
- Pomyśle nad tym - powiedziałem i spojrzałem się na Zuko, która się śmiała
Gdy Prim i Ju wyszła zapadła cisza.
- Mako lubisz szczeniaki? - usłyszałem cichy głos Zuko
Spojrzałem się na nią ze zdziwniemiem.
- Chyba już o tym się przekonałaś - uśmiechnąłem się - Gdybym nie lubiał nie zniósłbym pięciou sekund przebywania Juliette tutaj, a co?

Zuko? (Mako taki głupi, nic nie ogarnia xD)

Od Zuko CD Maka

-Jak dla mnie nie ma problemu - uśmiechnęłam się biorąc na łapy Juliette - A dla cb Mako?
-Dla mnie również nie - uśmiechnął się
Spojrzałam się na małą Ju, wyglądała na uradowaną. Chwile potem jej mama wyszła a Mako powiedział że idzie na polowanie, zgodziłam się zostać sama z małą. Bawiłyśmy się w różne zabawy, wiele z nich kojarzyłam z bycia szczeniakiem. Po kilkunastu minutach Juliette zasnęła, widocznie była już tak zmęczona że nawet nie myślała o jedzeniu przed spaniem. Uśmiechnęłam się patrząc na nią i dotarło do mnie że powoli się starzeję i że chciałabym mieć szczeniaki, potrząsnęłam łbem wyrzucając z niego te myśli. Co ja mam do gadania jeśli na przykład Mako nie lubi szczeniaków? Westchnęłam i położyłam się obok małej, nawet nie zorientowałam się że powoli usypiam.
Kiedy otworzyłam oczy był już ranek, Mako spał kilka metrów dalej a Juliette nadal słodko spała wtulona w moje futro, uśmiechnęłam się i pocałowałam małą w czoło.
-Obudziłaś się już? - usłyszałam Maka, kiedy spojrzałam w jego stronę ten z uśmiechem mi się przyglądał
Odwzajemniłam jego uśmiech i wstałam jak najciszej żeby nie obudzić szczeniaka. Podeszłam do Maka i przytuliłam się do niego.
-Czemu mnie nie obudziłeś jak wróciłeś? - zapytałam
-Spałyście tak słodko że aż żal było by was budzić - zaśmiał się cicho
Zaśmiałam się po czym wyszłam z jaskini żeby się napić, Mako został w jaskini na wypadek gdyby mała się już miała zaraz obudzić. Kiedy wróciłam tak się właśnie stało, Ju gdy tylko mnie zobaczyła podbiegła do mnie merdając malutkim ogonkiem.

(Mako?? Wiem że długo czekasz, przepraszam jeszcze raz ;c)

Od Magus'a

Dołączyłem do "nowo założonego" Klanu Ziemi. Wczesnie podobno był też tu Klan Ziemi, ale poprzednie Alfy opuściły go czy coś takiego. W Klanie byłem tylko ja, Alfa Naila i jakiś basior Rezi. Dzisiejszy dzień chyba nie tylko mi się dłużył, ale i zwierzętą również. Siedziałem tak nad jeziorem patrząc na kicające na jego drugiej stronie króliki i zacząłem z piachu za pomocą mocy formować miniaturowe króliki, drzewa, jelenie i inne zwierzęta. Tworzyłem mini makiete Klanu Ziemi, ale nie znałem wszytskich terenów. Przeniosłem z sobą makięte tuż w centrum klanu i czekałem na Alfę.
- O Magus, coś się stało? - zdziwiła się Naila
- Nic nic, tylko mogłabys na chwilę spojrzeć na to? - wskazałem na moją makiete
- Czy to makieta Klanu Ziemi? - uśmiechnęłą się
- Tak, coś takiego dla uproszcenia poznania terenów klanu dla nowych wilków, ale że i sam jestem nowy liczę na twoją pomoc - powiedziałem
Naila zaczeła mi mówić co gdzie się znajduję, aż po chwili makieta była szerokości największej jaskini mieszklanej. Trochę czasu spędziłem nad detalami ... przykładałem się do nich najbardziej.
- Gotowe - uśmiechnęła się Naila
- Jeszcze nie - powiedziałem i delikatnie dmuchnąłem na moją prace
Nagle wszytsko na niej zaczęło się "ruszać". Drzewa zaczęły powiewć na wietrze, zwierzęta zacęły się poruszać. Nawet widzieliśmy siebie stojących. Nawet "woda" spływała w dół.
- To może służyć nawet jako lokalizator zwierzyny i wilków - uśmiechnęła się wadera - Masz wielki talent i jesteś bardzo pomysłowy
- Dziękuję - uśmiechnąłem się

Naila?