piątek, 31 października 2014

Od Felix'a CD Claren

Zrobiło się już ciemno,więc poszliśmy do jaskini. Zamieszkaliśmy razem u mnie,ponieważ miałem większą grotę po dobrej znajomości z Alfą. Jak by nie było uważał em Arię i Zuko za w pewnym sensie za rodzinę.
-Kolacyjkę?
Zapytał em wchodząc do kuchni.
-Umiesz gotować?
Zdziwiła się. Posłał em jej szpanerski uśmiech.
-Oczywiście.
McLaren poszła do łazienki a ja wszystko zacząłem przygotowywać. Romantyczna kolacja dla dwojga. Walnie już się gotował o na jednej z łap,a druga stawiała świecę itp. W 20 minut Clar wyszła z łazienki i weszła do jadalni. Znowu ją zaskoczył em. Uśmiechnąłem się szeroko.
<Claren ?

środa, 29 października 2014

Od Claren CD Felix`a

-No jasne!-skoczyłam na niego szcżęśliwa i pocałowałam-To chodź powiemy to Alfie!-krzyknęłam i biegłam najszybciej jak mogłam. Felix biegł tuż za mną. Gdy już byliśmy u Alfy Felix wszystko jej powiedział.
-Aha. Gratulacje!ładna z was para-odparła Valeria. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na Felixa. Wyszłam z jaskini Alfy i pobiegłam na łąke. Goniłam motyle z Felixem póki nie zrobiło się ciemno.
Felix?

Od Saiona CD Valerii

- Kurna ! - krzyknąłem, uderzając o drzewo głową.
Myślicie że dlaczego jestem samotny ?
Bo nikt mnie nie rozumie, bycie magiem czarnej magii to nie tylko magia, ale też przekleństwo.
Żadna wadera mnie nie rozumie.
I pewnie ona też nie zrozumie, więc po co się odzywać.
- Nie zrozumiesz, już jedna nie zrozumiała - odparłem patrząc w ziemię.
Zawsze byłem skazany na taki los.
Kiedy Ambra ( księżniczka Cieni ) zostawiłam nie, i próbowała zabić, moje serce przeżyło dostateczny wstrząs.
- Zrozumiem Cię ! - krzyknąła.
- Nie żadna nie rozumie, ani ty ani Ambra ! - wbiłem pazury w ziemię.
Kurde, wympsknęło mi się!
Val?

wtorek, 28 października 2014

Od Valerii CD Saiona

Patrzałam się ze zdziwieniem na basiora.
- Nic nie rozumiesz ... - krzyknął
- A co mam rozumieć? Nic nie mówisz

Saion? LOL NAJKRÓTSZE OPO

Veushei'ego cd Sheriss

Idę sobie. Noc. Chłodno. Spokojnie. Kocham tą kombinacje. Nie zaprzeczę jednak, że potrzebuję odpoczynku. Zaczynam skradać się, aby nie wydać żadnego dźwięku, gdzieniegdzie są jeszcze suche liście. A jednak nastąpiłem. Wilk wyglądał na wystraszonego. Uspokoiłem go i dodałem :
- Poszukajmy razem schronienia. - zimno jest, ale moje słowa zabrzmiały ciepło.
Spoglądam na nią. Przyglądam się każdemu szczegółowi. Głowa, tułów, łapy, ogon.
W końcu spotykamy jakiegoś alfę. Zapewne to być mógł ktokolwiek, ale coś mi mówi, że jest przywódcą watahy.
- Chcieliśmy dojść do watahy.
Alfa uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Jestem Inka, alfa tego klanu. Miło was powitać w watasze.
Kiwnąłem głową i zwróciłem się do Sheriss.
- Może się gdzieś przejdziemy?

<Sheriss? >

od Sheriss

Szłam, szłam i szłam. Łapy mi odpadały po długiej wędrówce bez celu. Jako jedyna już dawno oddzieliłam się od grupy nie widząc sensu we wspólnej tułaczce. Zatrzymałam się na raz i usiadłam na miękkiej trawie. Podniosłam wzrok na czyste niebo nade mną i siedziałam je obserwując dosyć długo. Niestety, straciłam poczucie czasu i nim się obejrzałam, słońce chyliło się ku zachodowi. Dolinę zaczęła pokrywać mleczna mgła, ptaki zaczęły milknąć a na moim futrze osiadły się krople wieczornej rosy. Strzepałam ją niezdarnie i podniosłam się z trawy. Zapadała noc, a ja nie miałam gdzie spać. Bezpieczniej byłoby znaleźć sobie jaskinię, ale sądząc po mojej orientacji w tym terenie prędko bym jej nie znalazła.
Usłyszałam za sobą szelest. Cichy, ale na tyle wyraźny, by mój czuły słuch go wychwycił. Stanęłam w pozycji obronnej i cicho warknęłam. Dźwięk jedynie zbliżył się do mnie. Zza gęstej mgły wyłonił się wilk. Przyglądał mi się uważnie, podczas gdy ja nawet nie drgnęłam. Oplotłam wzrokiem jego łapy, futro, pysk, oczy... Mówią, że po oczach poznasz duszę. On miał oczy spokojne, przejrzyste.
- Nic ci nie zrobię- rzucił basior, podczas gdy ja cofnęłam się o krok. Być może gdyby nie ta kamienna mina uśmiechnął by się do mnie. - Jak cię zwą?
- Sheriss... -powiedziałam cicho, zastanawiając się nad zamiarem basiora. - Szukam noclegu... watahy... -dopowiedziałam jeszcze ciszej, ale sadzę, że okolica była na tyle cicha, że wilk mógł spokojnie to usłyszeć.

<Veushei?>

Nowi członkowie KMT

Sheriss - przywódczyni polowań



.:Gift:. Rosco by ZuLei1010
Veushei - medyk

poniedziałek, 27 października 2014

Od Saiona CD Valerii

- Ej, czemu się tak zachowujesz ? - popatrzyła nam nie.
- A czemu nie ? - odparłem złośliwie.
- A czemu tak ? - odparła siadając na przeciw mnie.
Wadera przybiła mnie do muru.
Jak ja mam jej to niby powiedzieć co ?
A jeżeli powie nie moje serce się rozpruje już na zawsze.
Nie chciałem ryzykować.
- Bo ja Cię lubie.... - wstałem i odparłem dzielnie.
- No ja ciebie też, i co ? - zapytała.
Val ?

niedziela, 26 października 2014

Od Valerii CD Saiona

Zirytowana zachowaniem basiora chwilę stałam i wpatrywałam się w niego, ale gdy ten zaczął odchodzić ja też odeszłam. Pobiegłam do lasu i tam siedziałam samotnie, no nie całkiem samotnie bo w klanie tętniło życiem i ktoś przechodził niedaleko mnie, lecz ja siedziałam cicho. W pewnym momencie, gdy kierowałam się w stronę jeziora zauważyłam basiora. Chyba mnie nie zauważył. Cicho zaczęłam się skradać do niego i skoczyłam obok niego.
- Czemu się tak zachowujesz?! - krzyknęłam,  a basior westchnął i obrócił w drugą stronę głowę

Saion?

sobota, 25 października 2014

Od Thundera CD Sombry

Podbiegłem do Sombry.
Obróciłem ją w swoją stronę, i popatrzyłem w jej zapłakane oczy.
Chciałem wiedzieć, by jej pomóc.
Co ja zrobiłem ?! Wszystko straciłem, moje życie nie ma sensu, straciłem ją !
- Co ja zrobiłem ?! - chwyciłem ją delikatnie za ramiona.
- Ja....ja przepraszam - pocałowałem ją namiętnie, a potem odsunąłem isę.
Nie wiedziałem czy ona nadal mnie kocha.
Sombra ?
Musiałam isę doszukaćXD

Od Saiona CD Valerii

- Ale nie stracisz życia by mi pomóc - odparłem z chłodnym wzrokiem.
- Ale ja chce - odparła zadowolona podbiegając do mnie.
- Nie zrobisz tego ! - krzyknąłem na nią wrednie.
Nie wiedziałem, nie chciałem stracić kolejnej osoby......mi bliskiej.
Wadera popatrzyła nam nie ze zdziwieniem.
Obróciłem się i z opuszczoną głową pobiegłem przed siebie żałując wszystkiego.
Dotarłem nad jezioro, położyłem się na kamieniu i włożyłem głowę w łapy.
Rozmyślałem w smutku.
Valeria ?

Od Valerii CD Saiona

- Saion ... - zaczęłam zdziwiona tym co powiedział
Nie chodziło już o to, że jest tym magiem, ale że nie chciał mnie stracić.
- Przepraszam - opuścił głowę i zaczął cofać się do tyłu
- Stój! Nie przepraszaj - uśmiechnęłam się do niego - Mogę Ci pomóc to kontrolować
- Już za dużo dla mnie zrobiłaś ... - powiedział odwracając głowę
- Dla takich osób jak ty można dużo rzeczy zrobić - powiedziałam
Basior podniósł wzrok na mnie. Jego pysk przybrał innego wyrazu.
- Dziękuję za wszystko - powiedział

Saion?

Od Saiona CD Valerii

- Bo....bo ja jestem magiem - odparłem zmieszany.
- I... co ? - zapytała zdziwiona.
- To że jestem magiem czarnej magi - usiadłem rozczarowany.
- Iiiiii ? - odparła już zniechęcona.
- I to że mogę Cię zabić, nie panując nad tym,a nie chce Cię stracić - odparłem przełykając śline.
Valeria ?

Od Juliette CD Kanbana

Uśmiechnęłam się zwycięsko, z pogardą na Akumę.
- Kanban! Juliette już od dwóch lat nie żyje! Ona jest ...
- Demonem - wyprzedziłam basiora po czym stanęłam do nich bokiem i machnęłam ogonem - Jak się masz Akuma? - uśmiechnęłam się dość przyjacielsko - Nie potrzebnie kazałeś mi przypominać wszystko o sobie -,zwróciłam się do Kanbana z nutą gniewu w głosie - Nienawidzisz mnie teraz, prawda? - zwróciłam się do niego
- To nie możliwe! - krzyknął - Od początku to byłaś ... ty?
- Nie do końca - powiedziałam krótko - Wybaczcie, ale nie mogę z wami teraz rozmawiać - powiedziałam kłaniając się artystycznie po czym pobiegłam przed siebie
~ ~ ~
Obudziłam się obok jakiegoś drzewa. Ziewnęłam i się przeciągnęłam. Głowa tak mnie bolała jak nigdy. Zauważyłam dziwną zmianę ... z moje włosy były krótsze! Czyżby Akuma robił sobie ze mnie żarty?! Zdenerwowana pobiegłam go odszukać. Skakał sobie w powietrzu.
- Akuma! - warknęłam, a ten przekręcając swą głowę spojrzał się na mnie - Zabawiasz się w fryzjera?!
- Co? - powiedział i zeskoczył na skałę
- Co ty zrobiłeś ...
- Cicho bądź! Sama sobie ścięłaś włosy - fuknął - Ale skoro już powiedziałaś, że jesteś demonem to spróbujemy się zaprzyjaźnić
- Nie dzięki - powiedziałam, ale po chwili dokładnie dotarły do mnie słowa Akumy - Że co?!
- Znów reset pamięci? - rzekł znudzony zjeżdżając z kamienia - Nudna jesteś
- O czym ty mówisz ... - mój głos zamarł, a ten skoczył przede mnie i spojrzał się w moje oczy
Cofnęłam lekko głowę do tyłu. Przez chwilę tak się lampił.
- Akuma?! - usłyszeliśmy głos Kanbana
Ucieszyłam się na jego widok, miałam do niego podejść, gdy użył znaku, który podciął mi łapy przez co się wywaliłam i zostałam przyciśnięta do ziemi
- Czekaj! Mamy tu niezły okaz - uśmiechnął się Akuma
- Co ty znów pleciesz!?
- Dwie dusze w jednym ciele. Jedno nie może przeżyć bez drugiego - powiedział
- Kanban - wyszeptałam patrząc się na niego

Kanban?

Od Terry CD Dhirena

- Po prostu nie - odparłam zimnym tonem, zasypując dziure.
- Terra, widze że coś jest nie tak - odparł.
Popatrzyłam na niego.
- Ty nie rozumiesz..... - odparłam smutna.
- Zrozumiem, jeśli mi powiesz - zapytał z wielką nadzieją.
Usiadłam bezwładnie.
- Kiedy byłam mała, moi rodzice zmarli, a potem siostra także.
Zostałam sama mając niecały rok, a po pewnym czasie okulałam - odparłam smutna.
- I chodzi mi o to że nie chce Cie stracić jak inne mi bliskie osoby.... - spuściłam łeb.
Dhiren ?

Od Ronina CD Descartes

 Spojrzałem na waderę z poirytowaniem, co ona sobie wyobraża!? To moje posłanie i tylko moje, warknąłem po czym zabrałem jej jedno futro. Wadera spróbowała mi je zabrać, ale zwinnie jej czmychnąłem w drugi kont jaskini. Niech siedzi cicho, zostało jej jeszcze kilka futer. Szczerze to jestem zbyt zmęczony, na jej szczęście. Jutro rano wyleci z mojej jaskini z wieeelkim hukiem, na pewno.
 Tak jak myślałem, wstałem pierwszy. Jednak kiedy tak spojrzałem na śpiącą waderę, nie miałem serca jej budzić. Zamiast tego zacząłem się jej przez chwilę, przypatrywać z zaciekawieniem na pysku. Po chwili jednak napotkałem złote spojrzenie wadery, odsunęła się gwałtownie od posłania i z obrzydzeniem spojrzała na mnie.
-Zboczeniec – wykrzyknęła
-Jak możesz! Nie dość, że się tutaj wprosiłaś to jeszcze wygadujesz takie podłe oszczerstwa na mój temat!?
Wadera pokazała mi język, po czym przeciągnęła się ziewając, przewróciłem oczyma i usiadłem na ziemi przed nią.
-Skoro jesteś ‘’ziemistym’’ wilkiem, możesz tutaj zostać – przyznałem – ale musisz mieć swoją jaskinię!
-Ale mi jest tutaj wygodnie, poza tym taki zboczeniec jak ty, na pewno chciałby mieć taką waderę jak ja w swojej jaskini.
Warknąłem oburzony zachowaniem wadery, była arogancka, ale coś sprawiło, że w pewien sposób mi się to podobało. Uśmiechnąłem się pod nosem, po czym gestem łapy, pokazałem jej żeby szła za mną. Pewnie była głodna, więc udałem się z nią do spiżarni, gdzie znajdywało się mnóstwo pożywienia, starczące dla co najmniej kilkunastu wilków. Wadera z głodem w oczach podbiegła do dziczego mięsa i zaczęła się nim zajadać z apetytem. Sam wziąłem mięso sarny i jedząc w podobny sposób do wadery, nie przejmowałem się niczym.
-Właściwie, to skąd tutaj przyszłaś?
Wadera obrzuciła mnie wściekłym spojrzeniem, więc stwierdziłem że lepiej ją o to nie pytać...

(Descartes?)

Od Valerii CD Saiona

Widać, że basior zaczął się wahać nad tym co miał mi do powiedzenia.
- No wykrztuś to z siebie - powiedziałam wreszcie zniecierpliwiona
- Wykrztuszę, ale chodźmy w inne miejsce - powiedział i się odwrócił w stronę idących w naszym kierunku wilków
Westchnęłam i ruszyłam za wilkiem. Trochę w kółko połaziliśmy tu i tam, następnie wróciliśmy do punktu wyjścia i znów zaczęliśmy krążyć.
- Dobra tu już nikogo nie ma - powiedziałam - No a teraz mów ...
- Nie wiem jak Ci to mam powiedzieć - skrzywić się
- Po prostu powiedz - zachęciłam go

Saion?

Od Valerii CD Zarianny

Wróciłam z Zariannom na nasze tereny. Rozdzieliłyśmy się i każda udała się do siebie. Wróciwszy do swojej jaskini zeszłam w dół po schodach i zaczęłam poszukiwania różnych ksiąg. Gdy już te dziesięć ksiąg znalazłam położyłam je na moim stoliku. Następnie pobiegłam po kilka potrzebnych składników do zrobienia eliksiru. Wreszcie gdy wszystko co było potrzebne miałam zaczęłam zabierać się za robotę. Spędziłam całą noc nosem w książce i co jakiś czas wykonywałam polecenia, które były zawarte w "przepisie". Następnego dnia w południe wszystko było gotowe. Poprzelewałam wywar do flakoników i postawiłam się wysoko na półce w szafce, po czym ją dokładnie zamknęłam. Krople eliksiru wlałam do szklanej małej kulki, po czym została zamknięta i całość zawiesiłam na wisiorku na szyi. Zmęczona całą robotą poszłam spać.

Nikt nie dokańcza

Od Saiona CD Valerii

Zaśmiałem się. YEY!!!!! Ktoś mnie lubi ! I to jeszcze kto. Ona nie znałam ojej malutkiej tajemnicy : mianowicie, jak każdy wie, jestem jedym z najlepszych szamanów( tak jakby) na świecie. Ale, nie bo się przestraszy, każda wadera tak reagowała. Ale bały się dlatego, że byłem magiem CIEMNEJ magii.
Nie tej wesołej, co tworzy kucyki pony, ani tej co tworzy kwiatuszki na całym świecie.
- Stań, musze Ci coś powiedzieć - odparłem stająć w biegu.
- Hym ? - odparła siadając.
- Eeeee, jak by ci to powiedzieć.....
Valeria?

piątek, 24 października 2014

Od Dhiren'a CD Terry

Nie potrafiłem zrozumieć, jak ktoś ranny może tak szybko się przemieszczać. Od godziny szukałem Terry i nie potrafiłem jej znaleźć, czyżby uciekła? Nie, to było niemożliwe, a przynajmniej taką miałem nadzieję. Bardzo lubiłem Terre, można powiedzieć, że była moją... przyjaciółką? Nie zniosę straty kolejnej ważnej osoby. Wpierw Naila.. teraz Terra? Beznadzieja, gdzie ona do cholery mogła być? Nie wiedziałem... Kiedy już miałem się poddać, odpuścić sobie, usłyszałem wycie. Było mi ono w pewnym stopniu, znajome. Zaintrygowany jego brzmieniem, ruszyłem w jego kierunku. Po chwili ujrzałem Terre. Z początku nie mogłem w to uwierzyć, jednak po chwili odetchnąłem z ulgą, że nic jej nie jest. Kiedy wadera mnie zobaczyła, cofnęła się do tyłu i spuściła łeb. W kilku zwinnych susach, znalazłem się koło niej, tajemniczo wpatrując się w jej uszy, ponieważ nie mogłem zobaczyć jej pyszczka.
-Co ty robisz Terra? - przekrzywiłem łeb
Wadera nie odpowiedziała, tylko zaczęła jedną łapą drążyć dziurę w ziemi.
-Powinnaś teraz leżeć u Descartes i odpoczywać, możesz nawet...
-Nie - przerwała mi
-Jak to nie? - spytałem chłodnym tonem

(Terra?)

Od Kanbana CD Juliette

Nie upewniając się nawet czy ten basior żyje, za pomocą znaku uniosłem go i zaprowadziłem aż pod szpital. W sumie to mogłem go uleczyć, a nawet ożywić ale po prostu, mi się nie chciało. Był mi on także obojętny, po tym co zrobił. Gardziłem takimi wilkami, całe szczęście że Juliette taka nie jest... Akuma jakby czytając w moich myślach, zaczął się śmiać, zirytowany wypchnąłem demona ze swojego umysłu, blokując go. Akuma nie wydawał się tym rozczarowany, wręcz przeciwnie, czerpał radość z mojego niezadowolenia. Brutalny demon. Westchnąłem po czym powłóczystym krokiem ruszyłem w stronę jaskini Juliette, przy samym wejściu było ciemno, użyła znaku cienia? Wchodząc do jaskini i kierując się w jej głąb, dostrzegałem coraz więcej szczegółów. Spowity mrokiem, nożyk o powyginanym ostrzu. Kępkę włosów, leżących wokół niego i czającą się w kącie jaskini postać.
-Juliette? - zapytałem
Z ciemnego kąta jaskini, z wrednawym uśmieszkiem, wyszła Juluette. Jej włosy, teraz króciutkie i postrzępione okalały jej pyszczek. Akuma warknął zasłaniając mmie, natomiast ta gadzina Yuki, przyglądała się temu ze świeckim spokojem.
-Akuma przestań - warknąłem
-Zginiesz, wiesz o tym, prawda? - spojrzał na mnie swoimi fioletowymi, pogardliwymi oczyma
O co im wszystkim chodzi!? Warknąłem po czym wgryzłem się w szyję demona. Pomimo przegryzienia krtani, nie dusił się. Natomiast ciemna, czerwono-czarna krew zaczęła obficie skapywać na ziemię. Zdziwiony wyraz pyska demona, powoli zmieniał się w drwiący uśmieszek.
(Ju? Braken pomysłów xD)

czwartek, 23 października 2014

Od Kiyoteru C.D. Izaline

Spojrzałem na tamto drzewo. Rzeczywiście było dziwne, więc podszedłem, aby je sprawdzić. Wziąłem jakiś patyk i nim dotknąłem tej części pnia. Patyk nagle zaczął się palić. Zgasiłem go najprędzej jak mogłem.
- Podejrzane... - mruknąłem, po czym już normalnym głosem dokończyłem. - Na pewno to ta katastrofa, może nawet coś więcej...
- A co można z tym zrobić? - zapytała.
Szybko wzleciałem zobaczyć, ile jest podobnych drzew. Widziałem tylko to, więc według mnie wystarczyło odgrodzić to miejsce. Wylądowałem robiąc ślady na długości około metra, po czym podszedłem trochę do Izaline.
- Można ten teren odgrodzić jakoś... Usunięcie tego będzie zbyt niebezpieczne - wymyśliłem.
Nie chcę, aby kolejne wilki traciły życie... To, co się stało, już wystarczy, a nawet jest za dużo.

<Izaline? Co ty na to?>

Od Valerii CD Saiona

- Głupie pytanie - prychnęłam, ale jak widać moja odpowiedz nie uradowała Saiona - No chyba znajomi sobie pomagają, prawda? - spytałam
- No racja - westchnął - Ale za długo się zbytnio nie znamy ...
- Ale ja Cię polubiłam - szybko przerwałam mu wypowiedź i się uśmiechnęłam - No co? - spytałam basiora, który stał i patrzył się na mnie z niedowierzaniem
- Eh nic - westchnął - Jeszcze raz dziękuję - wyszeptał
- Może chciałbyś się wybrać do mojego klanu? - zaproponowałam - To jak? - spytałam, gdyż Saion przez długo chwilę nie odpowiadał
- Jeśli mogę ... - powiedział obojętnie
Ruszyliśmy, a raczej przeteleportowałam nas oboje.
- Nigdy nie teleportowałeś się? - spytałam widząc zdziwienie i skrzywienie na pysku Saiona
- Nie miałem możliwości - powiedział - Co to jest?! - krzyknął
Odwróciłam się za siebie. Leśne duchy próbowały nas nastraszyć i przybrały dziwne postacie. Wyszeptałam zaklęcie, a te po chwili oderwały się od siebie i wydając okrzyki po swojemu wróciły do swoich domów w koronach drzew. Pociągnęłam basiora za sobą. Byliśmy w Skything.

Saion?

Od Saiona CD Valerii

- Nie wcale się nie fochasz - usiadłem obok niej.
- Właśnie że nie - odparła patrząc w moją stronę, i zadzierając nosa.
- Wierze ci na słowo - odparłem z promiennym uśmiechem.
Nigdy nie byłem szczęśliwy, przynajmniej nie tak jak teraz.
- Mam pytanie ? - odparłem.
- No ?
- Dlaczego uratowałaś mnie, mogłaś mnie przecież zostawić jak inni ? - zapytałem patrząc w jej oczy.
Strasznie mnie to dziwiło, bo wiecie. Nikomu nigdy nam nie nie zależało, więc to będzie dla mnie MOŻE nowość.
Valeria ?

środa, 22 października 2014

Od Sakury c.d historii Kid'a

Spojrzałam się z lekką uległością na zebrane wilki. Nie widziałam wśród nich nikogo kogo bym znała...albo tak jak ja i Kid zmieniliśmy swój wygląd. Teraz klan wyglądał tak...pusto. Nie ma dawnego tłoku, ganiających się szczeniaków, które nie potrafił usiedzieć w miejscu, oraz innych. Baty, gammy oraz David'a...dziadka Kid'a.
Położyłam uszy po sobie. Czułam się tak obco i nieswojo w tej sytuacji. Oni mnie nie znają, a już muszą zaakceptować fakt, że ich przystojny alfa ma swoją partnerkę.
Kid ponownie trącił mnie nosem w policzek. Niby dodawało to otuchy, lecz nie na długo. Te ciągłe szepty lekko mnie dobijały...nawet nie wiem co oni myślą o mnie, gdy nagle jeden ze zgromadzonych wilków zaczął cicho bić brawo. Wkrótce wszyscy wzięli przykład z odważnego i się do niego przyłączyli. Wtedy do mnie coś dotarło. Uśmiechnęłam się promiennie i uniosłam dumnie łeb wprost w stronę słońca.
-Jak dobrze być w domu -westchnęłam i spojrzałam się na czarnego basiora.
<Kid?>

Od Solitaire

Gdy tylko wadera ujrzała światło pośród drzew, wiedziała że profesor wiedział co robi. Wiedziała że tylko tutaj znajdzie dom, drugą rodzinę, przyjaciół. Ufała tylko profesorowi. Matki i ojca przecież nie znała, a nikt inny w jej życiu się nie nawinął. Była zmuszona polubić samotność. "No cóż, takie życie. Pójdę zobaczyć czy ktoś tam jest"- jak pomyślała tak zrobiła.
Gdy dotarła do punktu w którym było światło ( które okazało się śpiącym wilkiem), usiadła obok i zaczęła się mu przyglądać. Nagle wilk otworzył oczy i rzucił się na nią, a Solitaire poczuła ostre pazury na swojej klatce piersiowej, zawołała:
- Auuu! Co robisz?! Nie jestem intruzem!
A on powiedział:

{CD. Kaoru}

Nowa Wadera w KO

Jest to blogerka która zakończyła już dodawanie obrazków, ale udostępniała je na swoim blogu do naszej dyspozycji.
Solitaire
Hehe XD w końcu ktoś dołączył do tego biednego KO XD ;-; biednego... ;-;
Mniejsza. Witaj i odpowiedzialność za zdjęcie bierzesz za siebie...rozumiem że usunięta lecz powinno dawać się chociaż nazwę loginu,

Od Zarianny CD Valerii

Warknęłam na kotkę. Podeszła do mnie.Z uśmiechem błąkającym się na pysku.
-Jest u nas taki punkt...- szukała czegoś pod moją szczęką - który uwalnia siedzącą w nas bestyjkę. Nazywamy to aspektem.  Zmieniamy się wtedy zewnętrznie. Sierść się błyszczy,pazury i kły się wysuwają a oczy... zalewa kolor tęczówek. Ty zimowo błękitne,twoja matka krwistoczerwone,a ja fuksji. Polepsza ją się zmysły a zdolności są zwielokrotnione.  Jest jeszcze pragnienie zniszczenia np. Łamania kości,krwi ...
Dotknęła jakiejś gulki pod moją szczęką a ja syknęłam. Odskoczyła jak oparzona. Zrobiło mi się gorąco. Kły strzyknęły i zrobiły się o cm dłuższe i pazury też. Godarda mnie aspekt który pchnął mnie do przodu. Stanęłam wybijają pazury w skałę. Warczałam gardłowo jak...bestia. Sierść się wygładziła. Świeciła jak śnieg na słońcu. Stał am tak,a inni wpatrywali się we mnie z podziwem. Valeria miała iść ale ją to zaciekawiła.
- Jest piękna- powiedziała moja matka.
Prychnęłam gniewnie. Wyskoczył am z jaskini i uderzył am bokiem w drzewo. No nie! Ja stoję,drzewo leży.
- Nie zbliżajcie się do niej!
Znalazłam się nagle tuż przed Alfą. Przestraszyła się mnie gdy się tak nagle znalazłam się centymetry od niej.
-Ani drgnij.
Szepnęła Sheba. Przechyliłam głowę.
-Rozumiem już o co w tym chodzi. Nie musicie się bać.
Zacisnęłam powieki i po chwili otworzyłam. Oczy stały się normalne a aspekt przygasł. Otrzepałam się ze śniegu.
- Nie wieżę! Zawsze był z tym problem!A a a ona w niecałe 20 min. Załapał a.
Zaśmiałam się psychopatycznie .
-Idziemy Val?Koniec na dzisiaj.
<Val?>

Od Hitachiego CD Livrey

Z początku naprawdę się zdziwiłem faktem, że waderka należy do Klanu Ziemi. Chociaż jak się nad tym zastanowić, jest to normalne. Sam taki byłem, zawsze ukrywałem się i bacznie obserwowałem innych. Jako szpieg, taki już byłem. Nie dawałem się odkryć, natomiast pragnąłem wiedzieć o innych wszystko. Może to dlatego, wadera tak mnie zaciekawiła? Powiedziała, że dołączyła tutaj z ojcem, więc jest nim prawdopodobnie ten nowy wilk. Jakie to proste.
-Wracaj do swojej jaskini - wskoczyłem na gałąź - to może będę cichutko
Wadera spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem, odwróciłem się po czym zniknąłem w koronach drzew.

~

Upadek. Bolesna sytuacja, kończąca się zazwyczaj ranami i ogromnym bólem. Wpatrując się w granatowe niebo i ledwo oddychając. Miałem ochotę się śmiać. Nie sądziłem, że jakaś głupia burza, strąci mnie z wysokości, zabawne.  Po moim futrze przebiegły malutkie iskierki, po czym kaszlnąłem krwią. Przeturlałem się na brzuch i spróbowałem wstać.
-Kuźwa - zachwiałem się, ale w ostateczności wstałem
Deszcz padał coraz bardziej, przysłaniając częściowo pole widzenia. Kiedy kolejne iskierki przebiegły po moim ciele, wzdrygnąłem się i upadłem na ziemię. Nie wierzę. W takiej sytuacji, nie mogę się nazwać szpiegiem. Szpieg powinien być szybki, zwinny a przede wszystkim, nie do uchwycenia wzrokiem.
-B-e-z-n-a-d-z-i-e-j-a
Spojrzałem do góry i zauważyłem jakąś waderę, miała czarne wzory narysowane na futrze, długie czarne włosy i mnóstwo kolczyków w uszach. Co ona do cholery tutaj robiła, śmierdziała... burzą?
-To ty mnie strąciłaś? - wlepiłem w nią swoje chłodne, błękitne oczy
-Zginiecie, wszyscy, gromowładcy was zgniotą, żywiołowe pokraki - powiedział a piorun rozwali najwyższe drzewo w Klanie

(Omnomnomnom, jakiś wilk? )

P.S - To wstęp do pewnego wydarzenia, obejmującego cały blog

Od Valerii CD Saiona

- A ty gdzie się wybierasz? - wychyliła się za salki pielęgniarka
Saion zerknął na nią zdrowym okiem i wybiegł ze szpitala, ja za nim.
- Saion! - krzyknęłam próbując go dogonić, ale mi nie wychodziło
Pozostało mi się tylko przeteleportować. Wymówiłam zaklęcie i co jakiś czas pojawiałam się obok biegnącego Saiona. Po chwili zdziwiony tym przystanął. Pojawiłam się koło niego.
- Czemu zdjąłeś opatrunek? - spytałam
- Nie lubię mieć takich rzeczy ... zagoi się samo - powiedział
- Oh  jak tam chcesz - mruknęłam i się odwróciłam
Basior usiadł i wpatrywał się we mnie. Westchnął i wstał.
- Pani Alfo. Niech Pani się nie focha - zaśmiał się
- Nie focham się! - prychnęłam i pokazałam mu język
Ten wywrócił oczami i zaśmiał się

Saion?

Od Valerii CD historii Zarianny

- Mogłabym zaburzyć znowu granice ... nie chcę. Niech radzą sobie sami - powiedziałam
- Dobrze - westchnęła wadera i zatrzymawszy plansze wycofała ją
Udałam się odnaleźć Zarianne, zauważyłam, że ćwiczy z kotką.
- Co robicie? - spytałam przyglądając się im
- Trening - odpowiedziała kotka w tym samym momencie robiąc unik i wylądowała z gracją koło mnie - Postaraj się bardziej Zarianno! - zawołała
- Przerwa - wydyszała i spojrzała się na mnie - I jak tam?
- Wspaniała budowla - zaśmiałam się - Super mieć matkę Strażniczkę - powiedziałam
- A Twoja oprócz Alfy miała jakąś ważną posadę?
- Nie znałam jej - powiedziałam - Podobno umarła podczas moich narodzin, tata znalazł sobie nową partnerkę co wszystkich zdziwiło. Nigdy mnie nie traktowała jak swoją córkę, a ja ją nigdy jak matkę. Nienawidziłam jej - krzyknęłam zdenerwowana na myśl o niej
- Współczuje - wyszeptała, a ja ogarnęłam się i spokojnymi oczyma na nią spojrzałam
- Ile jeszcze potrwa wasz trening? Wiesz ktoś musi być w Klanie, a ja jako Alfa ...
- Rozumiem. Dołączę później do Ciebie. Jeszcze około godzinki - wymamrotała
Widać, że była zmęczona

Zarianna?

Od Juliette CD Kanbana

Nie chciałam, aby zabijał Daniela. Nie chciałam niczyjej śmierci. Przywołałam znak i próbowałam pomóc Kanbanowi odepchnąć ataki Akumy. Ten czując większy nacisk na siebie odwrócił głowę w moją stronę po czym wyczytałam z jego ust "Jeszcze trochę, a wszyscy się o Tobie dowiedzą"
Kłamał! Chciał żebym przestała, zniknęła i dlatego to wszystko robił, jednak po chwili anulowałam swój znak i w tym samym momencie rozniósł się krzyk Daniela. Zamknęłam oczy i odwróciłam się ze łzami w oczach. Zabił go ... . Pomimo tego, że sam mój brat chciał mojej śmierci ja nie chciałam go zabić. Rozumiałam jego gniew do mnie. Po chwili odwróciłam się i spojrzałam jak Akuma oblizuje swoje łapy po czym zadał pytanie do mnie.
- Chcesz? - machnął mi zakrwawioną łapą przed pyskiem, tak że w niektórych miejscach mnie usmarował
- Wy wszyscy jesteście chorzy! - krzyknął Daniel i po chwili z jego pyska zaczęła lecieć krew - Że Bogowie pozwalają wam żyć ... - zaczął mówić coraz ciszej i zaczął szybciej dyszeć
Podeszłam do rannego wilka,a  ten zmierzył mnie wzrokiem.
- Po co go leczysz?! - krzyknął Kanban - Przed chwilą się sama na niego rzuciłaś!
- Nie chciałam go zabijać ... - powiedziałam - Powinno mniej boleć ...
- Głupia! W niczym mu nie pomożesz! - zaśmiał się Akuma
Zignorowawszy to zdarzenie podbiegłam do jakiegoś źródła i zaczęłam z niego pić. Pewnie dziwnie wyglądało to po takim wydarzeniu. Oblizawszy się zahaczyłam o plamy krwi ... smak krwi był pyszny?! Od razu wyplułam ciecz, która była w mojej buzi. Nic już nie mając w buzi nadal plułam. Gdy już skończyłam "plucie time" posłałam wrogie ostrzegające spojrzenie Akumie i wysłałam myśli.
- "Skoro mówisz, że jestem demonem nie będę miała problemów by Cię załatwić" - uśmiechnęłam się i odeszłam od wszystkich, a mój wrogi uśmieszek nie znikał z pyska
~ ~ ~ ~
Wróciwszy do jaskini wzięłam sztylet i gdy już miałam .... ściąć włosy powstrzymała mnie Yuki wyrywając przedmiot.
- Nie mam zamiaru się zabić! - krzyknęłam i odepchnęłam ją znakiem chwytając w zęby nóż
Gdy skończyłam ścinać włosy pozostały mi na głowie krótkie, lekko poszarpane moje przepiękne włosy. Po tym, gdy Yuki wyszła położyłam łapę na stole i wbiłam sobie w nią nóż. Przez chwile czułam ból, później nic na mnie nie robiło wrażenia. W łapie mojej tkwił sztylet, a z kapały ciemnoczerwone krople krwi.

Kanban?

Od Zarianny CD Valerii

- Zawsze możesz tam wrzucić i się ich zapytać. - Spojrzała na zdziwiona. - Albo przynajmniej spróbować ich pogodzić...Zaria by ci pomogła. Chcesz?
Spojrzał a na Val a jej oczy migotały na tęczowo.
~~~~~~~~~~
-Sheba,daj mi trochę,oddech,złapać...-Jęknęłam.
Kotka zaśmiała się. Skubana, taka mała a silna jak niedźwiedź. Nie zbyt dobre połączenie. Zwinność i szybkość też mi nie pomagała.
-Teraz lekcja mocy.
Jęknęłam raz jeszcze.
<Val?>

Od Terry do Dhiren'a

Szłam kuśtykając przez tereny watahy.
Już zbyt dużo narobiłam problemów Dhirenowi, wystarczy.
Kiedy tak szłam, myślałam o wszystkim.
O Dhirenie - napewno się ucieszy, że mnie nie ma. Już mu problemów starcza.
Jak tam już nie szczeniaki - pewnie nawet mnie nie pamiętają więc im to różnicy nie zrobi.
Inne wilki - miały mnie w dupie.
Więc komuś zależy ? Ni.
Czyli mogę spokojnie sobie gdzieś pójść, nie odzywać się do nikogo.
Każdy by to zrobił na moim miejscu.
Usiadłam przy strumyku, i grzebałam łapą w zimnej wodzie by uświeżyć chcociaż trochę ból.
Dhiren ?

Od Saiona CD Valerii


Byłem radosny że spotkałem Val ale i smutny bo mogłem tylko chwile z nią posiedzieć.
- Sory za kłopoty - odpowiedziałem jak zwykle szorstko.
- Jakie kłopoty, to nie twoja wina żę chciałeś temu czemuś pomóc! - chyba była trochę zła moją odpowiedzią.
Uśmiechnąłem się kącikiem ust.
- Co się śmiejesz ?! - odparła zirytowana.
- Złość piękności szkodzi - odparłem patrząc rozbawionymi oczami na wadere, która po tym słowie ochłonełą.
Nie miałem zamiaru wracać tam do pielęgniarki, zdarłem więc opatrunek z oka i szybko odwróciłem się by Valeria nie widziała, mojego teraz całego zakrwawionego oka.
Ale nie lubie mieć nic na oczach, łapach, na głowie..... i tak dalej. Nie będę wymieniał wszystkich swoich części ciała XD.
Valeria ?

Zmiana pory roku!

Na Wilczych Klanach nastała zima. Proszę uwzględnić to w opowiadaniach

Od Valerii CD historii Zarianny

Byłam zachwycona widokiem mojego świata. Tęskniłam za nim.
- Czy mogę was oprowadzić po moim świecie? - spytałam patrząc się na matkę Zarianny, a ta przytaknęła
Teraz ja przejęłam kontrolę nad planszą i wszystko po kolei im pokazywałam.
- Czemu w twoim świecie tereny naszego klanu były mniejsze?
- Wszystkie klany wypowiedziały nam wojnę - powiedziałam nieśmiało - Uważali, że nasz klan to klan dla wygnańców, którzy próbują jakoś normalnie żyć
- Ale przecież jeszcze w klanie mysterious thoughts żyją wilki z różnymi żywiołami - powiedziała Zarianna
- Można powiedzieć, że właśnie to nasze dwa klany, tu Everything i Mysterious Thoughts były Unią Dwóch Klanów. Z jednej strony nawet się cieszę, że opuściłam rodzinny wymiar - westchnęłam
- Nawet my, Strażnicy nie moglibyśmy nic z tym zdziałać - powiedziała wadera
- Ciekawe co oni teraz robią i czy zastanawiają się gdzie jestem - westchnęłam i odeszłam od planszy

Zarianna?

Od Kanbana CD Juliette

On zabił Juliette. Juliette zabiła swoją rodzinę. O co tutaj chodzi...Coś źle zrozumiałem? Nieobecnym wzrokiem spojrzałem w stronę Juliette, wydawała się osłupiała, natomiast Akuma jak zwykle powstrzymywał się od śmiechu. Naprawdę, kiedyś mu walnę, raz a porządnie.
-Co? Ty też zaniemówiłeś? - basior zaśmiał się po czym spoważniał - to nawet lepiej
Wziął rozbieg po czym rzucił się na mnie, nie stawiałem oporu, ignorowałem ból i starałem się nie patrzeć na krew, moją krew, tryskającą na wszystkie strony. Basior widząc to, zaczął zadawać rany w specyficzne miejsca - ogrom bólu, powolna śmierć. Gdzie w oddali słyszałem krzyk Juliette po czym głośny, zdenerwowany ryk. Po tym, atakujący mnie basior odleciał do tyłu, wraz z biało-czerwonym wilkiem wgryzionym w jego kark. Przeturlali się po trawie, po czym Akuma zatrzymał się, górując nad basiorem. Zarówno jego teńczówka jak i twardówka zrobiły się czarne, tworząc jednolitą otchłań.
-Jego dusza jest moja i nikt inny jej nie posiądzie - powiedział niskim, chropowatym głosem
-Czym jesteś... - basior wyszeptał
Akuma zaśmiał się po czym wpatrując się w wilka, oblizał ostre kły, rozcinając sobie język
-Twoją śmiercią! - zaśmiał się po czym unosząc łapą zamachnął się
-Nie! - Juliette krzyknęła
W tym momencie jakbym się ocknął, kiedy pazury były już milimetr od klatki piersiowej basiora, znakiem zatrzymałem łapę demona. Było to wyczerpująco, ponieważ Akuma próbował ponownie skruszyć mój znak.
-Juliette! Pomóż mi z nim!

(Ju? :3)

wtorek, 21 października 2014

Od Ronina CD Anuritti


Z początku z lekkim poirytowaniem, jednak stopniowo przeradzającym się w troskliwy uśmiech, wpatrywałem się w waderę. Ominąłem rozlany wrzątek i powolutku toczący się garnuszek i podszedłem do wadery, spoglądając na jej poparzenie. Rzeczywiście, nie wyglądało to za ciekawie, nawet jak dla kogo obrzydliwie. Moje oczy zmieniły barwę z zielonych na niebieskie, co szło za tym, że teraz byłem gotowy użyć żywiołu wody. Poparzenia okryły się cienką warstwą chłodnej, leczniczej wody która po chwili wchłonęła się w skórę. Wadera odetchnęła z ulgą, odwróciłem się nie pięcie po czym chwyciwszy szmatkę w zęby, zacząłem ścierać wrzątek z podłogi. Kiedy już ogarnąłem, przed chwilą jeszcze śmierdzącą goździkami jaskinię, spojrzałem na waderę, już swoimi normalnymi, zielonymi oczyma.
-Zawsze jesteś taką ciamajdą? – uśmiechnąłem się łobuzersko opierając się o wejście do jaskini
Wadera burknęła coś pod nosem, po czym wstała i ułożyła się ciemnym kącie jaskini. Przewróciłem oczyma po czym podniosłem zębami owcze futro i podałem je waderze.
-Mam ich kilka, więc w sumie… mogę Ci jedno odstąpić tej nocy.
-Dziękuję – wadera powiedziała po chwili po czym położyła pysk na miękkim futrze
Ziewnąłem i walnąłem się na swoje posłanie, wpatrując się w sufit. W sumie, to nie chciało mi się aż tak bardzo spać, ale stwierdziłem, że nie będę hałasować przy waderze. Podejrzewam, że chciała aby ta noc jak najszybciej minęła. Nie zdziwiłbym się, sam bym się dziwnie czuł, wychodząc z domu i do niego nie wracając na noc, wiedząc że ktoś na mnie czeka i się martwi. Co ją w ogóle natchnęło, na to, żeby włóczyć się tutaj samej… Niespokojnie przekręciłem się spadając z posłania, przewróciłem oczyma po czym kopnąwszy legowisko, postanowiłem wyjść na zewnątrz. Usiadłem na wielkim kamieniu, przed wejściem do jaskini i zacząłem wpatrywać się w księżyc, jakoś nagle zrobiło mi się sennie…

~

-Halo? Żyjesz ty? - ktoś trącił mnie łapą
Otworzyłem swoje senne powieki, przez chwilę nic nie widziałem, dopiero kiedy otarłem sobie oczy łapą. Zauważyłem stojącą nade mną waderę, krzyknąłem z lekkim przerażeniem po czym spadając z kamulca, rąbnąłem o ziemie. 
-Kuźde - złapałem się za głowę, rozmasowując sobie obolałe miejsce - coś się stało? - postanowiłem zapytać się po chwili waderę

(Anuritti?)

Od Valerii CD Saiona

Spojrzałam na Saiona, mógł chyba już chodzić. Podeszłam do niego.
- Saion! - krzyknęła pielęgniarka, która się nim zajęła - Masz natychmiast wracać! - powiedziała głosem jak do niegrzecznego szczeniaka
Rozbawiło mnie to.
- Zaraz wrócę - westchnął - Dzięki, że mi pomogłaś
- Spoko - powiedziałam i spojrzałam się na jedno oko Saiona - Co z okiem?
- Wdała się trucizna - skrzywił się i złapał się za oko
- A wiesz kto Cię zaatakował? - zapytałam z troską
- Jakaś wadera leżała blisko mojej jaskini i chciałem jej pomóc, a ta zaatakowała i zniknęła - powiedział
- Zniknęła od tak? - spytałam, a basior przytaknął
Dziwne ... znikające wilki? Czyżby związane było z tym przemieszanie czasowe?

Saion?

Od Dhiren`a CD Terry

Szczeniaki zdążyły dorosnąć, byłem już Emerytowanym Alfą, a Terra nadal była nieprzytomna. Niepokoiło mnie to, zważywszy, że Descartes nie wie czy da rade coś zdziałać. Pozostaje się pomodlić. Jak zwykle bez celu snułem się po Klanie, nie miałem co robić ponieważ Ronin sobie radził lepiej niż mi się zdawało. To z jednej strony dobrze, ale bałem się, że coś naglę się spieprzy i cały Klan runie. Zresztą co ja gadam, sam zostałem Alfą w jego wieku [pomijając fakt, że odmłodziłem się o jakieś 7 lat zanim uciekłem z Klanu Ognia ♥] za bardzo się przejmuję i tyle...
-Tato! - usłyszałem czyjeś wołanie za sobą
Odwracając się, spotkałem chłodne spojrzenie błękitnych oczu Hitachiego. Ostatnio basior stał się... taki skryty w sobie. Nie wiem czy wyobrażał sobie, że jeśli odsunie się od nas, będzie czuł się lepiej. Westchnąłem i spojrzałem na basiora wyczekująco, zeskoczył z kamieni po czym bezdźwięcznie wylądował na łapach.
-Doszły mnie słuchy, że Terra odzyskała przytomność - powiedział chłodnym tonem głosu
-Ach, tak? A skąd o tym wiesz? - przekrzywiłem łeb zaciekawiony
Basior uśmiechnął się po czym spojrzał na las.
-Widziałem ją, jakieś dwa kilometry stąd - powiedział po czym bez słowa odszedł

(Terra?)

Od Descartes CD Ronina

Powoli oddawałam się w ramiona snu, kiedy jakiś szczeniak, zapewne rzucił się na mnie przygniatając całym swoim ciężarem. Jednak to nie mógł być szczeniak, zważywszy na jego wagę, więc mogłam sobie pozwolić na potraktowanie go zębami. Ten poderwał się gwałtowne i chwycił za swoją łapę. W ciemności widziałam jego sylwetkę, był dobrze zbudowany. Przyglądał mi się przez chwilę, a potem odezwał się pełnym kpiny głosem. Jego głos był dźwięczny, niby przyjazny ale i stanowczy. Na wzmiankę o tym że nie widzi mnie dobrze, przez chwilę myślałam że jest starcem. Moje wątpliwości rozwiały się wtedy kiedy postanowił mnie ponownie przyszpilić po usłyszeniu mnie. Najwidoczniej nie byłam tym "Miru" o którym mówił. Albo o której...Nie ważne.
Basior zrobił to na tyle szybko że nie zdążyłam zamortyzować upadku łapami i zaryłam łbem o kamienną posadzkę w jaskini. Cicho jęknęłam, kiedy poczułam łupiący ból w głowie. Kiedy samiec w gorącej wodzie kąpany odpuścił, przyłożyłam łapę do głowy, gdzie wyczułam niewielkie rozcięcie. Wytarłam łapę o futro i przyglądałam się rozgorączkowanego samcu, Nadal dokładnie nie ustaliłam jego wieku, cały czas mnie zaskakiwał. Siłą dorównywał dorosłego i porządnie wytrenowanego, zdrowego samca, wyglądem kojarzył mi się ze szczeniakiem a z sprawnością zmysłu wzroku przypominał wilka co już wiele widział. Byłam zdezorientowana całą sytuacją, nie za bardzo wiedziałam co mam teraz zrobić. Czy zacząć go atakować, posłusznie się wycofać czy przedstawić?
Wychodziło na to że znajdowałam się na terenach Klanu Ziemi i teraz mam do czynienia z Alfą. Czyli pierwsza opcja odpada. Byłam zmęczona i nie miałam najmniejszego zamiaru szukać kolejnego miejsca do odpoczynku. Kolejna opcja idzie się kochać. Ale i trzecia nie była odpowiednia jak dla mnie, bo ten basior mógł się okazać zboczeńcem któremu partnerka nie robi dobrze, a on przez to szuka pociechy. Stwierdziłam jednak że nie mogę całe życie za dużo myśleć, i już nabierałam powietrza na chęć przedstawienia się kiedy niebieskooki wilk ponownie się odezwał zrezygnowanym tonem.
- No i co ja mam z tobą zrobić? - wzruszyłam niezauważalnie ramionami. Było mi to w sumie obojętnie. Owszem, najlepszym scenariuszem było by zostawienie mnie w spokoju i zezwolenie na wypoczynek na tym wygodnym legowisku, ale to nie wchodziło w grę. Zostawiłam go więc ze swoimi myślami i położyłam się na ziemi, liżąc lekko zasklepione już rany. W końcu coś go olśniło i zapytał o mój żywioł. Samiec otrzymał odpowiedź po krótkiej chwili namysłu.
- Możesz zostać, jeśli chcesz. - rzucił obojętnym tonem, wyraźnie siląc się na to aby to zabrzmiało zachęcająco. Westchnęłam i odgarnęłam z oczu niesofrną grzywkę.
-W porządku. - ospałym krokiem ruszyłam z powrotem do wygodnego legowiska i na powrót ułożyłam się do snu.
-Co ty wyprawiasz? - usłyszałam za sobą pełen pogardy głos. Obróciłam się na drugi bok, w kierunku mojego nowego Pana Alfy.
-Idę spać.
-Tutaj? - uniósł brwi w niemym zdziwieniu i lekko odsunął pysk.
-Ta. Nie mam zamiaru teraz szukać innej jaskini. - ziewnęłam.
-Nie, nie, nie...Tak nie może być! - uderzył łapą w kamienną ziemię.
-Chyba masz problemy emocjonalne. Masz przecież drugie posłanie. Jutro czegoś poszukam. Albo za dwa dni, może gdzieś za miesiąc. - jeszcze raz ziewnęłam i odwróciłam się do ściany. - Dobranoc. - wymamrotałam i pozostawiłam samca o nieznanym mi jeszcze imieniu z własnymi myślami. O tej porze jakoś nie zauważyłam że on ma taką wysoką posadę w hierarchii i że w każdej chwili może mnie wywalić z Klanu.
(Ronin? Co postanawiasz? ;D)

Od Saiona CD Valerii

Nic nie czułem. Jedym okiem patzryłem na Valerie. Byłem szczęśliwy że to ona mnie uratowała. Inne wilki przechodziły obok mnie i nie zwracały na mnie uwagi, bo nie byłem znany lub wogóle mnie nie lubieli.
- Hej, basiorze. Muszę ci coś powiedzieć - odparła pielęgniarka.
- No ? - odparłem sycząc z bólu i wstając z łóżka.
- Przykro mi, ale żadna magia nie wyleczy twojego oka, wdarła się tam trucizna której nie da się pokonać - odparła zmieszana.
Moje jedno oczy zrobiły się czerwone, ale uspokoiłem się jakoś.
- No dobra, a gdzie jest wadera która mnie uratowała ? - zapytałem wzdychając.
- Tam siedzi, w poczekalni - odparła.
- Ide do niej - odparłem ciężko wstając z łoża.
- Przykro mi ,ale musisz leżeć - odparła przytrzymując mnie.
- Nie musze, nic nie musze - wyrwałem sięz jej objęć, wstałem i wyszłem na korytarz.
Valeria ?

Od Valerii CD Saiona

Chciałam znów zobaczyć Saiona. Polubiłam go nawet. Udałam się na tereny Klanu Wody. Długo nie musiałam szukać jego jaskini, jednak go tam nie było. Gdy pytałam kogoś o Saiona albo mówili, że nie są stąd, albo że go dzisiaj nie widzieli. Pozostawało mi szukanie go, a może znów wybrał się na samotną "wędrówkę"? Nagle poczułam zapach krwi, który swoje źródło miało z jaskini Saiona. Zajrzałam znów, ale nikogo tam nie było. Pustka i cisza. Wiedziałam, że to nie ładnie wchodzić bez pytania do kogoś, no ale ...
Po krótkim rozglądnięciu się po jaskini zauważyłam krwawy napis na ścianie. Od razu szybko chciałam odnaleźć Saiona. Wreszcie go gdzieś w pobliżu wyczułam. Minęłam kilka drzew i zauważyłam go leżącego w plamie krwi.
- Saion!? - krzyknęłam i podbiegłam do niego
Ile on tu tak leżał? Kto go zaatakował? Czemu nikt nie zauważył go? Tysiąc pytań sunęło mi się na myśl na raz. Użyłam jednego zaklęć, aby odzyskał przytomność i poczuł się lepiej. Otworzył jedno oko, gdyż drugi było we krwi i chyba zostało lekko uszkodzone. Podniósł się lekko i spojrzał na mnie. Ja bez wahania podbiegłam, a ten oparł się na mnie. Udałam się z nim do ich szpitalika. W jego dotarci pomógł mi jeszcze jeden wilk.

Saion?

Od Juliette CD Kanbana

Schowałam się za Kanbanem. Głupio mi było wszystko wyjawić ... to co się stało sprzed kilku lat, ale to wyjdzie i tak teraz na jaw. Na słowo "siostry" Kanban zrobił dziwną minę, a po chwili spojrzał się na mnie.
- Możesz przestać się za nim chować?! - krzyknął
- Jak jest Twoją siostrą to czemu się tak na nią wydzierasz? - warknął Kanban
- Co nie mówiła nikomu o tym całym zdarzeniu? - uśmiechnął się sztucznie i spojrzał się na mnie - Gdybyście nie wiedzieli zabiła moją matkę  i się dziwię, że ona jeszcze dziwie. Najpierw myślałem, że zobaczyłem ducha no ale - przestał mówić, gdy w pewnym momencie rozwścieczona skoczyłam mu do gardła
- To ty mnie zabiłeś?! - krzyknęłam przyciskając łapy mocniej do jego gardła - Pamiętasz jak mnie pytałeś o "wypadek" z dzieciństwa? Teraz wszystko wiadomo - przekazałam swoje myśli Kanbanowi i się uśmiechnęłam lekko do niego, a jego oczy zabłysły
Przez odwrócenie się do Kanbana zostałam odepchnięta i zaryłam pyskiem o wystające kamienie, które zrobiły lekkie rany. Po chwili Akuma, który się unosił znalazł się przede mną i w tym samym momencie czas się zatrzymał.
- Bystra zbytnio nie jesteś - uśmiechnął się wrednie - Przyznaj się wreszcie. Niech wszyscy się dowiedzą o Twojej przeszłości ... ale może jeszcze nie teraz
On wiedział więcej niż my wszyscy. Wstrętny demon. Zaczął rysować kręg w powietrzu i wymawiał znaki, które pojawiały się w wewnątrz święcącego się okręgu i zaczęły wirować. Co ten szaleniec znów chciał zrobić? Posłał swoje dzieło prosto na mnie.
- Powinnaś była być w innym wymiarze ... DEMONIE. Czyżbyś nie wiedziała tego? - zapytał mnie patrząc na moje zdziwienie
- Co ty gadasz?!
- Zresetowana pamięć - pokiwał głową udając zamyślonego - Ju, skarbie przestań okłamywać wszystkich. Teraz Twój wygląd zdradza najwięcej o Tobie, po prostu zapieczętowałaś swoje moce najwyraźniej - po tym wszystkich przestał mówić i wrócił na swoje miejsce sprzed zatrzymania czasu i na nowo go przywrócił
Czy to co on mówił to prawda?

Kanban?

poniedziałek, 20 października 2014

Od Izaline CD Kiyoteru

Zdezorientowana wpatrywałam się w ziemie, podziwiałam basiora za to że starał się być spokojny. Ja miałam ochotę skulić się w ciemnym kącie i płakać.
-Kiyo? - Zapytałam basiora nieobecnym głosem
-Tak? - Przestał wpatrywać swój wzrok w niebo i spojrzał na mnie
-Teraz... to ty jesteś Alfą, prawda?
Basior przez chwilę jakby się zastanawiał, jednak ostatecznie kiwnął łbem i ponownie zaczął wpatrywać się w pustą przestrzeń. Westchnęłam i z poirytowaniem zaczęłam przyglądać się swoim włosom, niby nie były złe... ale brak skrzydeł bolał mnie najbardziej. To tak jak by ptaku podciąć skrzydła, najgorsza z kar dla powietrznych wilków. Warknęłam cicho pod nosem i ugryzłam się w łapę, czerwona krew o znajomym zapachu zaczęła skapywać na trawę.
-Przynajmniej to się nie zmieniło - wymamrotałam
-Mówiłaś coś... Izaline! Zdurniałaś do reszty!?
Oblizałam swoją łapę i pokazałam mu język, a basior przewrócił oczyma. Uśmiechnęłam się lekko spoglądając na powyginane drzewo. Jego kora była nabrzmiała o zielonawej barwie.
-Myślisz że to skutek tej katastrofy? - zapytałam

(Kiyoteru?)

Od Zarianny c.d Valerii

-Valerio?
Ate podeszła do niej. 
- Ta kula zawiera naszą moc. Dlatego ma tyle ''błon'' ochronnych. Idziemy dalej.
Miło lecz stanowczo. Te księgi zawierają historię klanów,wymiarów a nawet twojej rodziny. Jest w nich wszystko o wszystkim. To wiedza od początków światów. Jesteś pierwszą przyziemna którą zaprosiliśmy w nasze progi dobrowolnie. To zaszczyt.
Matka szła nadal.Trzy ogony miała opuszczone. Czerwone oczy przyjazne i spokojne. Zaprowadziła ją na most. 
- To miejsce zwane po prostu mostem łączy wymiary. 
Nie wyglądało to jak most...zrobiony ze szkła wypełnionego czystą mocą. Była mapa.Było to jedno ogromne rozdroże. 
-Ty przybyłaś z stąd.
Dotknęła planszy trzy razy i bramy się otworzyły.Za toczyła łapą koło i zobaczyli jej świat z lotu ptaka.
<Val?>


Od Saiona CD Valerii

Kiedy wróciłem do jaskini, mimo wszystko byłem tak zmęczony że po prostu poszłem spać.
NASTĘPNEGO DNIA
Obudziłem się. Spojrzałem na ściane, była tam krew. I napisane: Koniec z tobą ! No nic, jakiś bachor z watahy urządza sobie zabawy. Moje oczy zrobiły się czerwone, i ( niechcący) rozwaliłem ścianę. Kiedy się uspokoiłem postanowiłem wyjść na świeżę powietrze. Zobaczyłem ranną wadere, nie była to żadna mi znana wadera, ale że lubiłem niekiedy pomagać wilkom podszedłem do niej.
- Ej wszystko ok ? - zapytałem.
Ona popatzryła na mnie ,jej oczy zrobiły się przerażające i wgrysła mi się w szyje, raniąc moje oko. Padłem na ziemię, a gdy chciałem ją zabić moimi mocami rozpłyneła się. Nie widziałem na prawe oko, i z upływu krwi zemdlałem.
Valeria ?

Od Kid`a CD Sakury

Przytuliłem do siebie mocniej waderę, nie lubiłem kiedy płakała, wręcz nienawidziłem.
-Przestań już płakać, bo mi serce pęknie – ująłem jej pyszczek w dłonie i spojrzałem jej w oczy
Otarła łzy i uśmiechnęła się blado, chociaż nadal widziałem, że jest smutna. Wstałem i wyciągnąłem łapę do wadery, pomagając jej wstać.
-Chodź, musisz poznać nowych członków Klanu, myślę że z przyjemnością Cię poznają – zaśmiałem się próbując rozweselić waderę
-Może…
-Oj Sakura, nie możesz się już tak smucić, żyj teraz tym, że jesteśmy teraz już razem, wieczorem o tym porozmawiamy, teraz chodź - pocałowałem ją
Wadera zarumieniła się lekko, po czym z troszkę pewniejszym uśmiechem ruszyła ze mną w stronę głównego miejsca w watasze. Nie było tam wprawdzie wiele wilków, ale aktualnie sam Klan nie miał wielu członków, wszyscy którzy nie znali jeszcze Sakury, spojrzeli na nią tajemniczo. Wadera niepewnie spojrzała na zgromadzonych, zaśmiałem się cicho i trąciłem ją nosem.
-Oto się odnalazła, Alfa Klanu Wody, Sakura!
Wilki zaczęły między sobą szeptać, z ciekawością przyglądając się waderze, były zaintrygowane takim faktem, nie ma się im co dziwić. Sam nie wierzyłem do końca, że Sakura jest tutaj ze mną.

(Sakurcia? :3)

Od Kanbana CD Juliette

W pierwszej chwili, gdy usłyszałem swoje imię, myślałem już że wadera sobie coś przypomniała. Jednak kiedy zauważyłem tą ‘’pustkę’’ w jej oczach, spuściłem wzrok. Akuma zaśmiał się cicho i poklepał mnie po ramieniu. Juliette krzyknęła i wywróciła się trzy metry przed nami, w tym samym momencie, zza drzew wyleciał jakiś czarny wilk. Wyglądał na rozwścieczonego, a kiedy zobaczył waderę, jego paskudny uśmiech rozciągnął się na całym pysku. Warknąłem i przywołując znak, spróbowałem go zatrzymać, jednak znak jakby pęknął.
-Akuma cholera! – spojrzałem na demona
-Ups – pokazał mi język po czym wzleciał kilka metrów do góry śmiejąc się jak opętany
Warknąłem po czym ponownie przeniosłem wzrok na basiora, kiedy był już obok wadery, skoczyłem na niego i powaliłem go własnoręcznie. Jednak byłem od niego słabszy, w bezpośrednim starciu, więc po chwili zrzucił mnie z pleców.
-Pożałujesz… ty mały, szary.. AAAAAA! – krzyknął kiedy jego futro zaczęło płonąć, rzucił się w kałóżę która natychmiast spaliła ogień, jednak kawałek jego pleców był teraz łysy i bez futra – Ty!
-Za kogo ty mnie masz!? – warknąłem – Czego od niej chcesz… gadaj, już!!!
-A czego mogę chcieć, od siostry – ostatnie słowo wymówił ze śmiechem
Jakiej siostry, Juliette miała rodzeństwo? Nie mogłem mu uwierzyć, ten basior na pewno  nie miał wobec niej, dobrych zamiarów… rozwalę go.

(Juliette?)

Od Ronina CD Descartes

Po całym tym dniu harowania i patrolowania terenów, byłem wykończony. Miałem ochotę walnąć się do spania i tyle, miałem wszystko głęboko w dupie. Leniwie kierując się w stronę jaskini, ziewnąłem aż mi przytkało uszy. Wymamrotałem jakieś nie zrozumiałe nawet dla mnie słowa i wkroczyłem do jaskini. W pewnym momencie nie mogłem przyzwyczaić się do ciemności, przez co teoretycznie nic nie widziałem. Dopiero kiedy na ‘’oślep’’ podszedłem bliżej do swojego posłania, zauważyłem zarys czyjegoś ciała. W pierwszej chwili myślałem, że mam przywidzenia spowodowane moim przedśmiertnym stanem [chodzi o zmęczenie xD], rzuciłem się na posłanie. To, że ten ktoś był prawdziwą istotą, dotarło do mnie w tej chwili, kiedy ktoś mnie ugryzł. Krzyknąłem łapiąc się za Łabę i spojrzałem na zdenerwowane… nie wkurrwi*ne spojrzenie wadery. Zamrugałem oczyma po czym zacząłem się śmiać.
-To jakieś żarty? – zmrużyłem oczy z pogardą w głosie – Jesteś jakimś prześladowcą? A może to ty Miru, nie widzę Cię dokładnie… ale ostrzegam, że jeśli znowu robisz mi głupie kawały, rozwalę Cię. Zrozum ty wreszcie, że jako Alfa Klanu Ziemi mam dużo na łbie i po ciężkim dniu, mam ochotę się do jasnej ciasnej wyspać!
-O co Ci chodzi? – usłyszałem nieznany, waderzy głos
Przekrzywiłem łeb i dopiero teraz zauważyłem rysy pyszczka owego wilka, wyglądała jak koto podobne stworzenie a nie psowate, ale definitywnie zajeżdżało od niej psem. Warknąłem po czym przygniotłem waderę do ziemi.
-Kim jesteś i jak śmiesz nie dość, że wtargnąć na tereny mojego Klanu to jeszcze do jaskini!?
-Nie wiedziałam, że to twoja jaskinia, ani że jestem w jakimś Klanie! – krzyknęła obruszona
Odskoczyłem od niej i zacząłem podenerwowany krążyć wokół niej, wadera pospiesznie wstała i przyjęła postać bojową. Na jej ciele dało się zobaczyć rany, z pewnością nie była zdolna do walki. Westchnąłem przeciągle i złapałem się zrezygnowany za łeb.
-No i co ja mam z tobą zrobić!?
Wadera zamilkła, cała ta sytuacja z pewnością musiała być dla niej niekomfortowa, ale to nie znaczy że dla mnie też było to proste. Nie co dzień znajdywałem w swojej jaskini nieznane mi wadery. W dodatku takie, które śmierdzą ziemią i zielskiem [sory, że tak cały czas mówię o jej zapachu haha]
-Masz żywioł ziemi? - zapytałem zmieniając temat
Wadera jakby się chwilę zastanawiała, jednak po chwili poprawiła łapą grzywkę zasłaniającą jej złote oczy, zamrugała nimi i spojrzawszy na ziemię, postanowiła się odezwać.
-Mam, a co?
-Mogłabyś się tu zatrzymać, skoro masz taki żywioł... jeśli tylko chcesz - wypowiedziałem typową gadkę szmatkę dla typowego, nudnego Alfy
(Descartes? Lel krótkie)

Od Valerii CD Saiona

- Ja też dziękuję - spojrzałam na odchodzącego basiora i róże
Roża? Z kwiatka podniosłam szybko wzrok na miejsce, gdzie przed chwilą był basior, ale znikł. Wzięłam róże i postanowiłam wrócić do siebie. Niektóre wilki z mojego klanu "latały" jeszcze sobie, a ja udałam się spać.

Saion?

Od Saiona CD historii Valerii

Uśmiechnąłem się. Wstałem i pobiegłem za roześmianą waderą. Biegliśmy razem, śmiejąc się obok siebie. Od tylu lat nie śmiałem się, tyle miesięcy minęło zanim znów stałem się szczęśliwy. Biegliśmy przez las, aż nie zauważyliśmy jak wpadliśmy do jeziorka. Zaśmiałem się głośno, ale wiedziałem że nie mogę się do niej przywiązywać. Gdyby coś się znowu zdarzyło, chyba bym tego nie przeżył. Moje uczucia są bardzo delikatną sprawą, i najmniejsze zranienie wiadomo do czego prowadzi. Kiedy chlapaliśmy się, zrobił się wieczór. Usiadłem obok niej na skale, a ona wpatrywała się w księżyc.]
- Ja już pójdę, wystarczająco się ze mną użerałaś - odparłem jak zwykle szorstko.
Jedym skinieniem łapy, wyczarowałem z ziemi czarną różę,( Eeeee.... nic się nie dzieje, nic nie sugerujcie. To oznaka lubienia XD ).
Podałem jej różę mówiąc i odchodząc.
- Dzięki za te chwile.
Valeria ?

Od Valerii CD historii Saiona

- Chyba to nie ja jestem smutna, ale ty - powiedziałam patrząc na basiora - Twoje oczy zmieniły kolor! - powiedziałam z zachwytem widząc to, a było widać, że basior się trochę zawstydził - Masz tak od zawsze?
- Tak - powiedział - Zmieniają się na różne kolory od mojego stanu
- A zielone to .... ?
- Szczęście - odpowiedział szybko, ale co do jego odpowiedzi nie byłam przekonana
Wstałam popychając lekko basiora, który ze zdziwieniem się na mnie spojrzał.
- Chodź - uśmiechnęłam się - Chyba nie będziesz tak tu cały czas siedział?

Saion?

Od Saiona CD Valerii

Wstałem i uśmiechnąłem się. Ale opamiętałem się i spowrotem usiadłem. Moje oczy zrobiły się zielone. Spojrzałem jedym nieśmiałym wzrokiem na wadere ale po chwili opuściłem wzrok na wode. Siedziałem przebierając łapą w wodzie, i tworząc niewielkie tafle wody. Wadera uśmiechnęła się i usiadła obok mnie.
- Nie chce zrobić nic złego - odparłem mówiąc cicho.
- Widze - odparła.
- Wydawało mi się że jesteś smutna, mom racje ? - zapytałem z lekkim uśmiechem na mordce.
- Sorki - odparłem spuszczając wzrok.
Wolałem nie poznawać kogoś bliżęj, po tym wszystkim co już przeszłem. Wystarczy mi.
Valeria ?

Od Valerii CD Saiona

Poczułam czyjąś obecność obok mnie, po chwili usłyszałam głos. Podniosłam głowę i zaczęłam się rozglądać szukając źródła dźwięku. Zauważyłam basiora, który siedział niedaleko mnie i się we mnie wpatrywał.
- Valeria - powiedziałam cicho i opuściłam wzrok
Nastała cisza długa, którą przerywało szeleszczenie liści przez wiewiórki.
- Mogę wiedzieć co tu robisz? - po chwili basior znów się odezwał
- Przyszłam odwiedzić sojuszników - powiedziałam z nutką śmiech u w głosie i spojrzałam się na basiora - A ty? Co tu robisz tak sam ... nie licząc mnie
- Chodzę po terenach, zobaczyłem Cię i ... - urwał - Dosiadłem się
Znów była głucha cisza, którą przerwał okrzyk basiora.
- Czekaj jesteś Alfą Klanu Everything?
- Tak - powiedziałam i wstałam, zaczęłam się kierować w stronę wilka


Saion?

Od Valerii CD Zarianny

Spojrzałam się na matkę Zarianny. Dziwne, że była jej córką, a nie żyła wśród nich ... . Rozdzieliłam się z Zarianną i udałam się za jej matką. Przez całą drogę nic nie mówiłam, rozglądałam się wokół patrząc na masyw budowli. Widać, że budowla jest stara, ale tak jak książki zyskuje złudzenie czegoś nowego, wytrzymałego. Nie wiedziałam o czym mam rozmawiać z matką Zarianny ... ze Strażniczką. Wreszcie weszłyśmy do wielkiej komnaty, która chyba była centrum całego "zamczyska". Wokół były półki z starymi księgami, a na środku był wysoki podest, a nad nim lewitowała szklana kula. Oddaliłam się od wadery i podeszłam bliżej. Kula zmieniała wygląd. Próbując ją dotknąć zahaczyłam o ochronną barierę. Jednak nie mogłam się powstrzymać, coś mnie ciągnęło żeby ją wziąć w łapy, ale przecież nie mogłam. Musiało być coś tak bardzo ważnego, że było pod grubą warstwą barier.
- Valerio? - usłyszałam głos Strażniczki

Zarianna?

Od Saiona do Valerii

Jak zwykle chodziłem po terenach watahy....i jak zwykle sam. Ze swoim lekkim uśmiechem przemierzałem lasy, łąki i jeziorka. Nagle zobaczyłem nad rzeką siedzącą wadere.Wyglądała na smutną. Każdy wie że nie radze sobie z waderami. A one bardzo często mnie nie lubią. No ale nic. Podszedłem spokojnie pare metrów od wadery, i usiadłem niedaleko niej.
- Cześć, Saion - popatrzyłem na nią.
Valeria ?

Od Kiyoteru C.D. Izaline

Z tej dziury strasznie śmierdziało, coś tam musiało się stać. Poszerzyłem trochę dziurę i wszedłem do środka. Izaline nie wytrzymała tego smrodu i zwymiotowała, próbując się powstrzymywać. Sam jeszcze zajrzałem, co tam było. Były to zwłoki Alfy naszego klanu, które tu leżały od tygodnia, może dłużej. Przeraziło mnie to trochę, ale też zdziwiło. Jak to możliwe, że jego ciało wylądowało tutaj...? Kiedy to się stało?
Szybko pomogłem Izaline wyjść, aby nie wymiotowała. Sam próbowałem tego nie robić, ale to było naprawdę trudne. Wreszcie wyszliśmy, po chwili zaczęła głęboko oddychać, ale po chwili już zaczęła to robić normalnie. Spojrzałem na niebo, określiłem, że ta tragedia stała się w ciągu tego miesiąca.

<Izaline? Brak pomysłu po całości>

piątek, 17 października 2014

Od Zarianny c.d Valerii

Położyłam książki e własnej bibliotece. Wad era dotknęła łapą ściany,a wszystkie neonki z leciały się ku niej.
-Jak ty to..?
-Ma się te zdolności.
Ułożył am księgi na pułkach z białego marmuru. Nagle stanęła.
Cholera zapomniałam! Trening. Kurde. Za biorę Val. Nauczy się czegoś i...dostanie nowe lektury. Może od dam jej posadę strażniczki...
-Choć pokarze ci coś...
Ruszył am w stronę kryjówki. Gdy ją wprowadził am wiedziałam że zobaczyła... coś na kształt katedry o bardzo wysokim sklepieniu,kamienie szlachetne w ścianach i na sklepieniu. Strumyczek oraz strażników. W tym moją matkę.
-Witajcie.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam na Shebę. Uniosłam brew. Zaś miała się .
-Oprowadzę twoją ...Alfę.
-Dobrze mamo. Poćwiczę z Shebą.
Val trochę zaszokował wygląd matki. Był groźny a jednocześnie łagodny. Bogini Zemsty.
<Val Jak ty to widzisz?>

Od Felix'a cd Claren

Uśmiechnąłem się szeroko,ale szczerze. Spojrzałem w jej niespokojne oczy.
-Ja też Cię kocham Claren.
Niespodziewanie ją pocałowałem. Wypuściła powietrze. Moja twarz była kilka milimetrów od niej. Przytuliłem ją. Jej usta odnalazły moje. Już odważniej,ale z takim uczuciem jak bym miał się zaraz rozpłynął a ona została by sama. Uśmiechnąłem się swoim standardowym olśniewającym pogodnym uśmiechem.
-Zostaniesz moją partnerką?
<Claren?>

wtorek, 14 października 2014

Od Valerii CD Zarianny

Minęło kilka minut, a ja coraz to dalej i dalej wczytywałam się w książkę. Patrzyłam się na stronę i po chwili przekartkowywałam dalej. Nie wiem czy tu wilki umieją tak samo szybko czytać bez mocy, ale w moim wymiarze wszyscy umieli. Nad ranem skończyłam czytać wszystkie księgi, a podczas czytania zrobiłam tak, że byłam jakby w stanie snu, ale normalnie mogłam mówić i się poruszać, tylko odpoczywałam. Jeszcze na chwilę postanowiłam się zdrzemnąć. Już wyspana udałam się odnieść księgi Zariannie, była w swojej jaskini.
- Chcesz pożyczyć jeszcze je na kilka dni? - spytała
- Właściwie to nie, bo już je wszystkie przeczytałam - powiedziałam uśmiechając się, a wadera wpatrywała się we mnie z niedowierzaniem
- Ale jak to? - mrugnęła, lecz cały czas wpatrywała się we mnie
- W moich rodzinnych stronach każdy umiał szybko czytać, jeden wilk w kilak chwil by te wszystkie trzy księgi przeczytał. Robiono też u nas konkursy kto najszybciej potrafi czytać - zaśmiałam się, ale to wspomnienie wzbudziło u mnie też smutek, gdyż przecież nie mogłabym z moją rodziną tego robić
Próbowałam nie okazać smutku i mi to wyszło.
- Mam do Ciebie pytanie, na pewno pomożesz mi dobrze wybrać. A więc z jakim Klanem powinnam zawrzeć sojusz? Z Klanem Wody i z Klanem Ziemi już mamy. Czy może jednak zostać przy tych dwóch ... ?
- Na Twoim miejscu pozostałabym przy tych dwóch na razie - powiedziała
- Dobrze - uśmiechnęłam się

Zarianna?

Od Livrey do Hitachiego (?)

Leżałam wtulona w ciepłe futro mojej matki. Nie otworzyłam jeszcze oczu, a już umiałam ją sobie wyobrazić jak wygląda. Czułam jeszcze obecność dwóch innych istot, mojego ojca i brata. Gdy wreszcie odważyłam się otworzyć oczy oślepiło mnie światło dochodzące z dworu. Coś spadało i na oczy i mnie to bardzo denerwowało. Zaczęłam swoimi małymi łapkami odgarniać włosy, ale nie wychodziło mi to. Leżałam teraz na samym środku wielkiego pomieszczenia. Po chwili podszedł do mnie mój tata. Uśmiechnęłam się niezauważalnie, ten mnie podniósł i położył obok mamy. Rodzice rozmawiali coś, ale nic jeszcze nie rozumiałam. Spojrzałam na swojego brata, miał identyczne futro jak mama, ale jeszcze w niektórych miejscach miał żółte pręgi. Zwróciłam uwagę na swój ogon, był bardzo długi zakończony czarnym futrem, idealnie pasował do koloru żółci, która zajmowała większość mojego futra. Pomału ruszyłam do swojego brata, który nie interesował się niczym tylko leżał wtulony w mamę. Pacnęłam go łapą, a ten od razu skulił się w kulkę. Później sama tak uczyniłam i zasnęłam.
~ ~ ~ ~
- Mam Cię! - krzyknęłam i skoczyłam na brata, który zaczął się wyrywać i uciekł - Chodź tu! - śmiałam się i głośno wołałam Nicolasa, a ten cały czas próbował się schować
Wreszcie go zauważyłam siedzącego na kamieniu. Rozglądał się ciągle dookoła. Schyliłam się bardzo nisko i zaczęłam się do niego skradać. Wreszcie, gdy byłam blisko ruszyłam do "ataku" i skoczyłam na brata. Ten jedynie krzyknął i po chwili zaczął się śmiać. Gdy skoczyłam w kierunku brata popchnęłam go do tyłu tak, że oboje leżeliśmy na trawie. Gdy chciałam cofnąć się do tyłu uderzyłam o coś. Starsza wadera stała i się na nas patrzyła szczerząc kły. Odskoczyłam do przodu i schowałam się za bratem, który sam próbował się za kimś schować. Widząc naszą reakcje wadera zaczęła się śmiać i odbiegła. Prawie w tej samej chwili pojawił się tata. 
- Co się stało? - spytał patrząc na nas
- Tam była taka wadera - wskazałam na miejsce, gdzie stała wilczyca - Ona na nas wrogo się patrzyła ... - przeniosłam wzrok na brata, który schował głowę miedzy przednimi łapami\
Tata jedynie się rozejrzał wokół i kazał nam wracać. Pędem pobiegliśmy do mamy.
~ ~ ~ ~
- Mamo! - krzyknęłam i podbiegłam do ciała mamy, obok zauważyłam Nicolasa, który próbował wstać - Tato! - zawołałam
Tata pędem wbiegł do jaskini. Na ten widok znieruchomiał.
- Sandry! - krzyknął i podbiegł do mamy
Pobiegłam do swojego brata. Miał rany na całym ciele, wokół niego była plama krwi. 
- Co tu się stało ... ? - spytałam płacząc
- M-mo ... Morder ...  - powiedział z trudem i wbił wzrok, gdzieś gdzie tylko on teraz był
Przestał oddychać. Umarli ... mama i brat zostali zamordowani
~ ~ ~ ~
Czekałam aż tata wróci, kazał mi wziąć to co i potrzebne i siedzieć schowana w pniu koło granicy. Nie rozumiałam o co mu chodziło. Wreszcie go zauważyłam. Miał łapy we krwi i kilka ran. Nie zapytałam się co się stało i tak by mi nie dopowiedział. Bez zatrzymywania się pobiegłam za ojcem  i tak opuściliśmy watahę. 
~ ~ ~ ~
Wraz z tatom zostałam przyjęta do Klanu Ziemi. Całymi dniami siedziałam w jaskini nie wychodząc, więc chyba większość wilków nie wiedziała, że istnieje. Nic nie jadłam, nie spałam ... nie chciałam mieć koszmarów. Jednak wreszcie wyszłam pewnego dnia. Znów zostałam oślepiona przez światło tak samo, gdy pierwszy raz otworzyłam oczy.  Taty nie było w pobliżu, więc mogłam się dalej oddalić. Przez to wszystko stał się bardzo nadopiekuńczy. Pobiegłam przed siebie. Minęłam las, gdy po pewnym czasie zauważyłam, że jestem jakby w ciemniejszej jego części. Wdrapałam się na coś, co może było wielkim korzeniem, albo i nie i zaczęłam biec po nim. Właziłam tak coraz wyżej i wyżej, gdy wreszcie znalazłam się w koronie drzewa. Odgarnęłam liście i zobaczyłam cały klan. Wlazłam na liście i zaczęłam szybko po nich skakać. Wiedziałam, że nie mogę się zatrzymać bo spadnę. Wreszcie czułam się szczęśliwa. Moje szczęście nie trwało długo, gdyż nagle jedna gałąź pękła i  gdy skoczyłam na nią zaczęłam spadać w dół. Próbowałam jakoś złapać się innych gałęzi, ale nic z tego. Zauważyłam ten "korzeń", po którym wcześniej się wspinałam. Pod nim widziałam przepaść. Myśląc już, że spadnę zostałam przez kogoś złapana i przeleciałam na drugą stronę. Otworzyłam oczy i zauważyłam ...
- Zgłupiałaś? - odezwał się wreszcie ten, który mnie ocalił - Gdzie są twoi rodzice?
- Nie! Zaraz sobie stąd pójdę, ale nie mów tego tacie! Będzie zły i nie będę mogła już nigdzie wychodzi! - zamknęłam oczy, chciałam powstrzymać się przed łzami
Wilk westchnął.
- A można wiedzieć skąd jesteś ... z jakiego klanu?
- Klanu Ziemi, należę do niego wraz z tatą od kilku dni - szepnęłam nie otwierając oczu
- Żartujesz sobie, pierwszy raz Cię widzę - powiedział zdziwiony
- No bo wcześniej nie wychodziłam - skrzywiłam się lekko

Hitachi?

Od Izaline CD Kiyoteru

Kiedy ten basior wypowiedział moje imię, przez chwilę się zawahałam. Czyżbym go znała? Najwyraźniej tak, ale...niemożliwe. Czyżby był to ktoś z Klanu Powietrza? Basior westchnął i smutnym wzrokiem spojrzał w trawę, zaraz, ten głos ten zapach, ten sposób poruszania się.
-Ki...Kiyoteru - podeszłam do basiora.
Spojrzał na mnie wpierw z niedowierzaniem, a następnie uśmiechnął się lekko. Przez chwilę przestałam czuć się samotna i zrozpaczona, miałam ochotę wręcz zawyć ze szczęścia. Zamiast tego zaczęłam płakać.
-Co tu się stało...czemu..myślałam, że nie żyjesz. Nigdy więcej tego nie rób! - krzyknęłam równocześnie wylewając łzy
-Sam nie wiem o co tu chodzi...ocknąłem się niedawno.
-Gdzie jest...twój trup? - Spojrzałam na niego ocierając łzy
Kiyoteru wzruszył jedynie ramionami, widocznie tylko ja miałam ową dziwną sytuację.. ale czemu on również wyglądał inaczej? Trzeba by się zapytać Alfy. Ale gdzie on jest? Wystraszona pobiegłam przed siebie, nawołując Alfę po imieniu, kiedy już praktycznie zdarłam sobie gardło, wpadłam do jakiejś dziury. Uderzając o ziemię, pisnęłam.
-Nic Ci nie jest!? - Nad dziurą stał Kiyoteru próbujący wcisnąć się w dziurę.
Wstając, otrzepałam się z ziemi. Ponieważ moje nowe włosy cały czas, wpadały mi do oczu, co chwile odgarniałam je z oczu. Powarkując i co chwila potykając się na kamieniach w tej ciemnicy, zaczęłam węszyć. Śmierdziało tu rozkładem i to bardzo. Jakieś zwierze musiało tutaj spaść z tydzień temu i porządnie się walnąć w łeb. Zbliżając się do smrodu, zaczynałam dostrzegać czyjąc sylwetkę. Zatkałam sobie pysk łapą, aby nie zwymiotować. Z otwartym pyskiem z którego wlatywały muchy, na kamieniu leżał Alfa. Nie wytrzymałam, wymiociny zaczęły przepływać obok mojej łapy i skapywać obficie na skałę.

(Kiyoteru? Panie nju Alfa?)

poniedziałek, 13 października 2014

Nowe wilki w Klanie Ziemi - Nikita i Livrey!

Lesar and Black Ice by Plaguedog
Nikita

Bu by Plaguedog
Livrey

Od Saiona CD Sombry

Wyczułem jakiegoś wilka..... a dokładnie wadere.
Podeszłem bliżej, słysząc jej głuche warczenie.
Wcale nie zrobiło to na mnie wrażenia, bo byłem od niej o wiele silniejszy.
Moje oczy zrobiły się czerwone a ja obeszłem leżącą wadere do okoła.
W końcu stanąłem przed nią i oznajmiłem.
- Saion - odparłem lekko warcząć.
Sombra ?

Od Claren-cd. Felix'a

-No bo....-zaczęłam niepewnie i spojrzałam się w jego oczy. Musze mu to w końcu powiedzieć.
-Tak?-spytał zaciekawiony-Mów.
-No bo ja się chyba w tobie.....-nie mogłam z siebie wydusić słowa.
-Zakochałam?-dokończył. Przełknęłam śline. Bałam się jego reakcji. Z czoła zlatywały mi kropelki potu. Felix się do mnie usmiechnął. Z niepokojem na pysku cały czas się mu przyglądałam. Felix spojrzał mi w oczy i zdecydowanym głosem odparł:
-.....
Felix?Jestem ciekawa co powiesz XD)

niedziela, 12 października 2014

Od Anuritti cd Ronina

Czując niezręczność całej tej sytuacji miałam wrażenie, iż Ronin nie jest zbyt zadowolony z przykazania ojca. Spojrzał na mnie tylko przelotnie.
- W takim razie nie będziemy ci zawracać głowy, pójdziemy do mnie. - powiedział bezbarwnie i skinął ojcu głową na pożegnanie, kierując mnie w stronę wyjścia.
- Na razie! - krzyknęłam tylko przez próg, wypchana lekko przez samca.
- Idziemy do mnie... - mruknął, ruszając w ciemność.
- Dlaczego : do ciebie? - zdziwiłam się, zastygając w miejscu.
- Bo tak kazał mi ojciec. - odparł znudzonym tonem - chodź.
- A... zmiechy? Czy jak im tam? - dalej stałam w miejscu, przepełniona obawami.
- Tu ich nie ma. - samiec zmarszczył czoło - idziesz, czy mam cię tu zostawić?
- Idę, idę. - mruknęłam zrezygnowana i podeszłam bliżej do samca. Weszliśmy w ciemny las, jednak już po chwili zza cieni drzew wyłoniło się małe wejście, a z niego bijące przyjemne światło ogniska.
- To tutaj? - zapytałam niepewnie, spoglądając na Ronina.
Kiwnął głową i skierował się ku wejściu.
Wczłapałam do jaskini tuż z nim, uderzona cieplutkim powietrzem z wewnątrz. Rozglądnęłam się wokół.
- Siadaj. - samiec obojętnie wskazał mi miejsce wyścielone furtrem tuż przy kominku. - napijesz się czegoś?
- Chętnie. - odparłam, siląc się na uśmiech.
- Goździkowa?
- Może być. - skinęłam głową, wbijając wzrok w zdobione drewno nad paleniskiem. Jaskinia była mała, ale naprawdę przytulna.
Ronin wlał wodę do małego garnka i zawiesił nad kominkiem. Z drewnianego pudełka wysypał trochę suszonych goździków i ziół do dwóch kubeczków.
- Ładnie pachnie. - pociągnęłam nosem, wdychając miły zapach.
- Mhm. - przytaknął nawet się nie obracając.
Zrezygnowana całkiem obojętnym zachowaniem samca wobec mnie rzuciłam zirytowane spojrzenie na jego plecy.
Woda w garnuszku zaczęła bulgotać. Niechętnie wstałam ze swego miejsca i odwiesiłam naczynie znad ogniska.
Chwyciłam metal w łapy i poczułam piekący ból w opuszkach.
- Ała! - garnek z wrzątkiem wypuszczony z mych łap spadł na posadzkę, ochlapując moje nogi gorącą wodą.
Odskoczyłamm z krzykiem do tyłu, a samiec obrócił się gwałtownie z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy.
- Co się stało, że tak wrzeszczysz? - spytał z irytacją w głosie. Jego wzrok napotkał na garnek leżący na ziemi i rozlaną wodę.
- Piecze... - jęknęłam bliska płaczu, patrząc na moje poparzone łapki. Ból rozchodził się po ich końcach.

<Ronin? XD>

Od Ronina CD Anuritti

Siedziałem przez chwilę w jaskini ojca, czekając aż ten wróci. Co prawda miałem już swoją jaskinię i nie odczuwałem potrzeby aby tam spędzać swój wolny czas. Jednak tak się stać musiało, że potrzebowałem drobnej pomocy co do tych wkurzających stworów czających się w ciemnych częściach lasów. Moim zdaniem, jako nowego Alfy Klanu Ziemi. Było odganianie ich z terytorium, jednak na dzisiaj, po prostu nie miałem już sił. Ojciec był świadomy tego, że dwuletni wilk nie ma w pełni wykształconych mocy, u niektórych dzieje się to w trzecim, a nawet czwartym roku życia. Natomiast mój ojciec… jego zdolności w porównaniu do moich to zupełnie inna bajka. Głupio mi było się do niego zwracać w tak błahej sprawie, jednak za dużo wilków pokładało we mnie nadzieje, żebym mógł nawalić w pierwszym tygodniu swojego panowania. Nudząc się tym czekaniem na ojca, od dłuższego czasu w kącie jaskini wyskrobywałem pazurami drobne wzorki, całkiem ładnie to wyglądało, jak się tak przyjrzeć.  Moją uwagę od jakże ciekawego zajęcia, odciągnięto dopiero wtedy, gdy ktoś wszedł do jaskini. Z początku z wrednawym wzrokiem spojrzałem na przybyszów. Jednak kiedy zauważyłem ojca uśmiechnąłem się, co prawda mój uśmiech po chwili zniknął a zastąpiło go zaintrygowanie. Spowodowało to przybycie nieznanej mi wadery, a raczej szczeniaka. Była dość ładna i miała białą sierść, wyglądała na zaciekawioną tym otoczeniem, uśmiechnąłem się pod nosem. Zanim ojciec jeszcze mnie zauważył, udałem zmęczonego i sennym głosem zapytałem gdzie był. Dopiero teraz, oboje mnie zauważyli. Ojciec zakłopotany całą tą sytuację, przedstawił mi waderę o imieniu Anuritti.
-Cześć – powiedziała nieśmiałym głosem
-Hej – przekrzywiłem łeb z uśmiechem  - Pachniesz powietrzem. Czy to przypadek?
-Nie… to mój żywioł – przyznała
Wiedziałem.  W takim razie, co ona tutaj robiła. Nasz Klan nie miał żadnego sojuszu z tym Klaniem gdzie to panują latające wilczyska, z tego co mi było wiadomo, a trzeba przyznać, że nie przeczytałem jeszcze ani jednej strony z księgi dziejów klanu. Odchrząknąłem po czym wymijając waderę, podszedłem do ojca oraz wyjaśniłem mu to, co od jakiejś godziny chciałem mu powiedzieć. Basior przytaknął po czym uśmiechając się do wadery, przekazał że musi gdzieś iść.
-Ale jak to..to znaczy, dobrze.
-Nie martw się, zostaniesz z Roninem
Spojrzałem przenikliwym wzrokiem na waderę, ja miałem się nią zająć? Przecież była najwyżej rok młodsza ode mnie i do tego na kilometr śmierdziało od niej mocami, nie poradziłaby sobie sama? Jednak tylko westchnąłem i przystałem na słowa ojca.

(Anuritti?)

Od szczeniaka (bezimiennego)

Spojrzalam na basiora. Zobaczylam w jego oczach niepokuj. Wadeea ktora stala obok kida lekko podniosla mnie .
- Kid , moge ci pomuc... w koncu potrzebuja tez mmatki .... - Szepnela..
- Mama? - Powiedzialam zdziwiona pierwszy raz uszlyszalam bte slowo chociaz i tak jestem intyligetna.
- Widzisz kid? - Powiedziala wzruszajac ramionami.
- Trzeba im iiona wymysic.... - Powiedzia gapiac sie na nasza dwojke.
< Kid , sakura? sr ale jestem na ruskim kompie D: )

Od Terry CD Dhiren`a

Byłam nieprzytomna.
Nie czułam bólu, w w niektórych chwilach widziałam jak moja dusza odchodzi.
Nie wiedziałam, czy leże nadal w tych skałach, czy teraz jestem w swojej jaskini.
Ale wiedziałam że dzisiaj ( czułam ) szczeniaki już dorastają.
Zrobiło mi isę przykro, bo uwielbiałam ich lata dzieciństwa.
No ale takie życie.
Nagle poczułam jak moja krew zaczyna szybciej krążyć.
Zaczerpnęłam świeżego powietrza i otworzyłam oczy.
- Kuźde, długo tak leżałam ? - zapytałam zadziwionej szamanki.
- No....dość długo - odparła zdziwiona moim zachowaniem, bo pewnie spodziewała się żę będę wzdychać i użalać się nad sobą.
Chciałam wstać, ale wadera przytrzymała mnie.
- Masz leżeć !
- A moge chodzić ? - odparłam.
Wadera wzdychnęła i puściłam nie.
- No i gdzie tu iść - odparłam myśląc.
Dhiren ?

Od Sombry

Zwierzyna runęła na ziemię jak długa, a ja wzięłam głębokiego susa w jej kierunku. Gryząc sarnę w kark i wcinając w jej miękkie mięso swoje pazury, rozkoszowałam sie każdym kęsem, każdą chwilą, gdy mój kieł zastygł w krwi ofiary. Uwijająca się sarna miotała się, aż do chwili, kiedy rozszarpałam jej gardło. Jej ciało zaprzestało ruchu i poddała się moim zasadom.
W tej chwili poczułam zapach. Zapach... wilka? Nie, wilków. Wydobyłam z siebie głuchy warkot i położyłam się na sarnie, która była odemnie większa o połowę.

(ktoś?)

Od Juliette CD Kanbana

Rozejrzałam się wokół siebie, zostałam sama. Oddaliłam się od miejsca, w którym "rozstałam" się z Kanbanem i udałam się nad rzekę. Coraz bliżej zima, a woda mi się wydawał taka ciepła. Zanurzyłam się w niej, gdy po chwili zauważyłam postać za drzewami. Czyżby basior tak szybko wrócił? Wreszcie tajemniczy wilk ukazał się. Dziwnie się uśmiechnął.
- Cóż znów się spotykamy, siostrzyczko - powiedział i skoczył na kamień, który był na drugim brzegu rzeki
Ten czarny wilk nie był mi aż taki obcy ... pomijając zmianę wyglądu, ten głos i te oczy wciąż takie same. Cofnęłam się trochę do tyłu, ale nie miałam zamiaru uciekać.
- Czego chcesz? - warknęłam zdenerwowanie
- Zapomnijmy o tym wydarzeniu sprzed lat - powiedział i się dość przyjaźnie uśmiechnął - Chociaż czas nie zdołał wyleczyć tych ran, postaram Ci się wybaczyć
Co on do cholery gada?! Kłamie ... chce mnie oszukać i później moją naiwność wykorzystać. Nie pozwolę mu na to. Stałam chwile tak wpatrując się w niego, gdy odwróciłam się w drugą stronę i zaczęłam biec tak szybko jak najszybciej umiałam. Kłamie ... nie mógłby mi tego wybaczyć, ja bym mu tego nie wybaczyła, gdyby coś takiego zrobił. Chce wyrównać rachunki i mnie zabić. Zjechałam z zbocza po zasuszonych liściach, gdy wywaliłam się przez wystający korzeń z ziemi i resztę drogi się turlałam. Nie wiedziałam czy mnie goni, ale słyszałam szeleszczenie liści. Biegłam cały czas przed siebie szukając Kanbana. Wreszcie go zobaczyłam stojącego znów z tym wilkiem.
- Kanban! - krzyknęłam i na niego wpadłam

Kanban?

Od Sakury c.d historii kid'a

-Wybacz mi- wyszlochałam. -Gdybym wcześniej wiedziała gdzie mnie wyniosło, to na pewno bym przybyła tu wcześniej- znów skryłam twarz w jego futrze. W końcu...błogie ciepło...nieustający lęku powili znikał, a odczucie osamotnienia razem z nim. Ten koszmar skończył się...koszmar, który tak naprawdę był rzeczywistością. -Wybacz mi też za to, że w ciebie zwątpiłam- dodałam.
Tak naprawdę myślałam, że tylko ja przeżyłam...ale teraz pojawił się ten promyczek słońca na tle ciemności.
-Spokojnie- rzekł Kid uspakajającym głosem. -Już nic ci nie grozi...jestem tu.
Nie mogłam przestać płakać, a łzy strumieniem ciekły mi po policzku. Obiecałam sobie, że już nie będę płakać..ale to jest wyjątek.
<Kid? em..brak weny?>

Od Zarianny c.d Valerii

Jak Valeria poszła czytać historię którą wklepałam sobie w pamięć(tak wiem że to było 900 stron),poszłam do groty strażniczek. Była tam tylko Sheba. Uśmiechnęłam się.
-Interwencja?
-Nie inaczej. Dałaś jej księgi...Poczułam że zmieniają łapy.
Potaknęłam.
-No cóż...Ma ich nikomu nie pokazywać.Jasne.
-Nie pokarze.
"Mam nadzieje"-pomyślałam i usiadłam przy źródełku. Odwróciłam się zdziwiona słysząc stanowczy głos.
-Gotuj się do walki!
~
Sheba skopała mi tyłek trzy razy. Przy okazji pokazując mi moje błędy. Niemożliwe żeby kot który jest o połowę mniejszy ode mnie wygrał,ale to prawda.
- Jeszcze poćwicz. Najpierw dostaniesz miecz,zanim dostaniesz klucz.
-Jasne.-powiedziałam padnięta.
<A jak tam u cb czytanie Val?>

sobota, 11 października 2014

Od Dhiren`a CD Terry

-Terra? - wymówiłem imię wadery z przerażeniem w głosie, wadera nie reagowała. Jej ciało było takie zimne...-Terra ocknij się!
Serce wadery biło coraz słabiej i rzadziej, czułem to, a raczej słyszałem. Potrząsnąłem waderą, jednak ona nie odzyskiwała przytomności nadal. Teleportowałem się wraz z waderą do Klanu Ziemi, co było w sumie głupie, ponieważ w tym stanie mogło jej się coś stać w trakcie tego czaru. Jednak bez zbędnego użalania się nad sobą, wsadziłem sobie waderę na plecy po czym udałem się do prowizorycznej lecznicy. Zaniosłem ją do Descartes, naszej szamanki. Wadera szybko się nią zajęła i po chwili jej stan był trochę lepszy. Jednak wadera nadal była nieprzytomna. Ponieważ wkrótce miało się zrobić późno, lekarka kazała mi udać się do swojej jaskini. Z lekkim wahaniem wykonałem jej polecenie i udałem się do pustej jaskini. Otóż dzisiaj moje dzieci uzyskały ''pełnoletność'' oraz dostały swoje jaskinie. Natomiast Ronin od jutra oficjalnie będzie nową Alfą Klanu Ziemi. Co prawda nadal jestem młodym wilkiem i pełno mi siły, jednak mam na łbie za dużo obowiązków i muszę je podzielić na dwa...Z resztą, bycie Alfą do mnie nie pasowało a Ronin miał ku temu predyspozycje...

~

Ruszyłem w stronę lecznicy, zaintrygowany tym czy z Terrą już wszystko jest ok.
-Jak czuje się wadera? - zapytałem szamanki
-Lepiej...jednak nadal jest słaba - powiedziała niewzruszonym tonem głosu

(Terra?)

Od Saiona do Claren

Wadera była nawet, nawet.
Mimo wszystko przygotowywałem się na wiele możliwych akcji.
Jak to ja, pewnie się nie za przyjaźnie.
Kurde, czasami sam się denerwuje.
Uśmiechnąłem się lekko kątem ust, odwróciłem się i zacząłem odchodzić w przeciwną stronę.
Wadera popatrzyła na mnie podejrzanie, i o to mi chodziło.
Odwróciłem się i ze śmiechem ( jak nie ja) odparłem.
- Co się gapisz, jak chcesz to chodź !
Wadera zrobiła trochę przestraszoną minę, ale podeszła do mnie.
Jak zwykle przybrałem z powrotem swoją zimną twarz i agresywne oczy.
Claren ?

Od Akumy CD Yooki

Miałem ochotę ją rozszarpać, zabić, utopić zrobić cokolwiek, byleby mnie nie denerwowało. Pozostało na tym, że złapałem ją zębami za futro i drapnął w pysk. Rzuciłem nią o ziemię po czym zacząłem gryźć po łbie, odgryzając jej malutki kawałek ucha. Wyplułem go na ziemię po czym potraktowałem ją znakiem, wadera została przywarta do ziemi i nie mogła się z niej podnieść. Wadera krzyknęła z bólu, ponieważ znak do niej przywierał z taką siłą, jakby miał jej zaraz połamać wszystkie kości. Dwie godziny takiego zabiegu, nauczą jej aby mnie nie denerwować. Tak jakby się tu nigdy nic nie wydarzyło, ruszyłem w swoją stronę. Jej los był mi w 100% obojętny, mogła się tutaj błąkać nawet do wieczora, mógł ją nawet zeżreć jakiś potwór. Miałem to gdzieś.
Akumaa....Akuma...kumaaaa
Złapałem się za łeb warknąwszy, miałem we łbie głosy swoich demonicznych braci. Również chcieli ''żyć'' w tym świecie, zawładnąć nim. Jednak nie ma mowy...to ja jestem pożeraczem dusz w tym świecie. Idąc powoli przez las, patrzyłem się na rośliny które więdły w momencie gdy obok nich przeszedłem. Zniszczę ten świat, sprawię że klątwa nie będzie miała końca. Każda dusza, każdego istnienia, będzie moja. Życie tutaj się zakończy...a potem? Zrobię to samo z innymi światami. Ponieważ jak jest ''Shi no akuma'' - Demon śmierci.
-Wyrżnę was co do jednego! - krzyknąłem a z nieba zaczął spadać wielkimi strugami deszcz

(Yooka? xDD)

Od Kilan do Ronin'a

Obudziłam się w dziwnym miejscu. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Spojrzałam na swoje łapy i chyba tylko one wyglądały znajomo.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam mając nadzieje, że ktoś lub coś mi odpowie
Powoli wstałam. Ciężko było mi ustać na łapach, ale nie miałam żadnych ran. Nie potrafiłam nic zrozumieć. Usiadłam i zaczęłam się rozglądać. Byłam na jakiejś plaży, a słońce mocno grzało. Otrzepałam się z piasku i spojrzałam wyżej. Moim oczom ukazał się przepiękny widok. Gęsty las okryty jesienną, złotą płachtą. Liście delikatnie świeciły złotym blaskiem, a drzewa uginały się od nadmiaru kasztanów i innych orzechów. Wstałam i spokojnym krokiem ruszyłam ku niemu. Idąc ścieżką wysłaną liśćmi wsłuchiwałam się w śpiew ptaków i szum drzew. Czułam się szczęśliwa. Nagle usłyszałam jakiś oddech i kroki, a raczej bieg. Przez chwilę wsłuchiwałam się to, gdy zauważyłam poruszającą postać. To był wilk. Z ciekawości podążyłam za nim, ale najciszej jak potrafiłam. Zatrzymał się na jakiejś polanie niedaleko lasu. Zatrzymałam się przy granicy chcąc mu się przyjrzeć. Był to jakiś basior. Wyglądał na miłego i nawet sympatycznego. Zrobiłam krok do przodu, żeby lepiej mu się przyjrzeć, ale nadepnęłam na gałąź, która trzasnęła pod moim ciężarem. Wilk momentalnie się obrócił i ruszył w moją stronę. Wystraszona zaczęłam uciekać. Nie wiedziałam co robić, więc tylko biegłam przed siebie i co chwilę spoglądałam czy ten basior biegnie za mną. Cały czas mnie gonił.
- Zaczekaj! - krzyknął, a ja wystraszyłam się jeszcze bardziej
Potknęłam się o jakiś ostry kamień i upadłam jak długa w liściach. Chciałam się jak najszybciej podnieść, ale coś stało się z moją łapą. Zanim zdążyłam wstać wilk był już obok mnie. Spojrzałam na niego przerażonym wzrokiem i skuliłam się. Nie wiedziałam co zrobi. Po chwili, która dłużyła się jak lata, usłyszałam jego powolne kroki. Stanął blisko mnie i schylił się w moją stronę.
- Nic Ci nie jest? - zapytał, a ja wtedy wyjęłam głowę spoza łap
Jego głos był taki ciepły i miły. Nadal się go bałam, ale czułam, że mogę mu ufać.
- Kim jesteś? - zapytałam podnosząc głowę
- Pierwszy zadałem pytanie - odpowiedział z uśmiechem
Wzięłam głęboki oddech i spróbowałam na nowo wstać. Po chwili z powrotem upadłam na twardą ziemię.
- Chyba mam coś z łapą - stwierdziłam i dopiero wtedy zauważyłam, że jest cała zakrwawiona
Basior zbliżył się do mnie i pomógł mi wstać. Kiedy już siedziałam w miarę stabilnie oblizałam łapę z gorzkiej krwi i zwróciłam wzrok ku basiorowi.
- Teraz twoja kolej na odpowiedź - stwierdziłam lekko się uśmiechając, o czym dopiero po chwili zdałam sobie sprawę
- Nazywam się Ronin. A ty? - zapytał spoglądając na mnie
- Kilan - odpowiedziałam ściszając głos
„Ronin. Ładne imię.” - przeszło mi przez myśl, lecz bałam się to powiedzieć. Nie wiem czemu, ale dalej czułam strach. Wilk chwycił moją łapę i obejrzał ją dokładnie.
- To nic poważnego. Chodź przemyjemy to - stwierdził i powoli ruszyliśmy
Nie byłam pewna gdzie idziemy. Nad rzekę, staw, a może do jakiejś jaskini? Nie miałam zielonego pojęcia. Szłam, tylko cicho kulejąc, obok niego. Przez tą łapę i gęsty las czułam się bezbronna. Nie miałam szansy nawet uciec, jeżeli coś by się stało, przecież nie przelecę wśród tylu drzew, a z tą łapą daleko nie pobiegnę. W pewnym momencie usłyszałam, że coś mówi, ale nie dotarło to do mnie, gdyż byłam zbytnio pogrążona we własnych myślach.
- Skąd tu się wzięłaś? - zapytał tym razem spoglądając na mnie
- Ja… - szepnęłam
Zatrzymałam się i wbiłam wzrok w ziemie. Co mam mu powiedzieć? Jeżeli powiem prawdę to może mnie uznać za dziwadło. Stałam tak dobre kilka chwil, kiedy nagle Ronin podszedł do mnie. Przekrzywił z zaciekawieniem głowę i spojrzał na moje wystraszone oczy.
- Ja.. ja nie wiem - odpowiedziałam, a z moich oczu popłynęły słone łzy
Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Czemu aż tak zależało mi na przeszłości? Co było wcześniej i skąd wzięłam się na plaży? Tak bardzo się bałam.. Bałam się, że już nigdy nie poznam przeszłości i mojej historii.
- Ale jak to? - zapytał i podniósł mój pyszczek tak jakby chciał widzieć moje oczy
Odsunęłam się trochę od niego i przełknęłam łzy.
- Nie wiem. Obudziłam się na plaży brudna od piasku. Nic nie pamiętam. Wiem tylko jak się nazywam i ile mam lat. Nie wiem jakie mam moce, żywioły. Nic nie wiem.. - na te ostatnie słowa z moich oczu na nowo popłynęły łzy
Ronin bez chwili zastanowienia podszedł do mnie i otarł moje zapłakane oczy. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Uśmiechał się ciepło tak jakby chciał mi pomóc. Odwzajemniłam uśmiech przez łzy i spróbowałam przestać łkać.
- Nie martw się. Coś na to poradzimy. A teraz chodźmy zanim coś gorszego stanie się z tą łapą - powiedział i ruszyliśmy dalej
Przez jakiś czas szliśmy w ciszy. Nawet wiatr, ptaki i drzewa ucichły. Słychać było tylko nasze oddechy i liście szeleszczące pod nami. Nagle usłyszałam w oddali szum wody. Przeczuwałam, że basior prowadzi mnie nad jakąś rzekę.
- Przepraszam za tamto pytanie - powiedział basior cicho spuszczając głowę
- Nie przepraszaj. Przecież nic się nie stało. - odpowiedziałam, na co basior podniósł głowę i spojrzał na mnie - A ty skąd jesteś? - dodałam
- Stąd - odpowiedział z uśmiechem - urodziłem się tutaj
- Fajnie. Też bym chciała wychować się w tak pięknym miejscu - odparłam rozglądając się po okolicy
- Może się wychowałaś? Nic nie wiadomo - powiedział
- No w sumie racja..
Szczerze mówiąc rozmowa kompletnie nam się nie kleiła. Co chwile ją przerywaliśmy i zaczynaliśmy do nowa. Nagle spoza drzew zauważyłam taflę wody. Chciałam przyspieszyć, gdyż nie mogłam doczekać się tego, ale potknęłam się o coś i znowu upadłam na ziemię. Spojrzałam na moją zakrwawioną łapę. Rozszarpałam ją tylko bardziej, a krew z ciemnej zmieniła się na jasną. Basior szybko pomógł mi wstać i dojść do wody. Położyłam się przy brzegu, bo nie byłam już w stanie nawet wyprostować łapy. Delikatnie włożyłam ją do wody i dopiero wtedy poczułam prawdziwy ból. Momentalnie wyjęłam łapę i mocno zacisnęłam zęby. Zamknąwszy oczy włożyłam ranę z powrotem do wody. Basior przyglądał się cały czas temu. Zbliżył się do mnie pomógł mi obyć łapę. Kiedy otworzyłam oczy trochę się przeraziłam. Zdarłam łapę do ścięgien. Nie chciałam na to patrzeć, więc tylko odwróciłam wzrok na basiora. Moje oczy były przepełnione bólem. Zimna woda wcale go nie koiła, a wręcz nasilała.
- Jest gorzej niż myślałem - stwierdził oglądając moją łapę
- Nie myślałam, że jestem w stanie zrobić sobie coś takiego przez zwykłe potknięcie się - odparłam patrząc kątem oka na łapę
- Niedaleko jest moja jaskinia. Może coś zdziałam. Oczywiście jeżeli się zgadzasz - zaproponował, a ja szybko potaknęłam
Nie obchodziło mnie zbyt wiele co zrobi. Chciałam tylko, żeby ból minął. Ronin pomógł mi wstać, a kiedy oparłam się o niego ruszyliśmy do jaskini. Droga niemiłosiernie się dłużyła. Nie byłam w stanie myśleć. Jedyne co było w mojej głowie to ból. Nawet strach przed prawie obcym wilkiem zanikł. Kiedy nareszcie dotarliśmy do jaskini zaprowadził mnie na jakieś posłanie i przyniósł miskę z zimną wodą. Zanurzyłam w niej ostrożnie łapę, a basior pobiegł do jakiegoś innego pomieszczenia. Dopiero wtedy ból trochę złagodniał, a ja mogłam myśleć. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zaczęłam się zastanawiać. Jaskinia była ogromna i przepiękna. Zdobiona i bogata. „Czyżby nie był zwykłym wilkiem?” - przeszło mi przez myśl i wtedy coś wpadło mi do głowy. A może nie jest tu jednym wilkiem? Może to wataha? Siedziałam zamyślona do tego stopnia, że przestałam się przejmować łapą. Po chwili basior wrócił z bandażem i jakimiś maściami. Usiadł obok mnie i zaczął tamować krwawienie. Przyglądałam się temu z zaciekawieniem. Znał się na tym. Wiedział co, jak i gdzie zrobić. Kiedy wreszcie moja łapa była zabandażowana odetchnęłam z ulgą.
- Dziękuje Ci - powiedziałam z ciepłym uśmiechem
- Drobiazg - odpowiedział i odwzajemnił uśmiech
Cały czas intrygowała mnie sprawa z jaskinią, watahą i nim samym. Kiedy basior odłożył maści i inne rzeczy usiadłam naprzeciwko niego.
- Mogę Cię o coś zapytać? - spojrzałam mu nieśmiało w oczy
- Pytaj o co chcesz - odpowiedział pewnym głosem i spojrzał na mnie
- Czy tutaj jest jakaś wataha lub coś w tym stylu? - zapytałam zniżając odrobinę wzrok
- Skąd wiedziałaś? - odpowiedział z uśmiechem
Momentalnie podniosłam głowę z nadzieją w oczach.
- Jest wataha, a raczej coś w jej stylu. Tzw. klany - odpowiedział, a na jego pysku zagościł łagodny uśmiech
- Są jakieś zasady dołączania? - zapytałam z zaciekawieniem
- W niektórych tak. Ze względu na żywioły. Ziemia, woda, ogień i powietrze.
- A ten jest który?
- Ziemi - odparł spoglądając na wejście jaskini
Odruchowo także tam spojrzałam. Podeszliśmy do wejścia i zobaczyliśmy ogromne, czarne chmury burzowe. Wystawiłam lekko łeb, żeby się temu przyjrzeć. Nagle na mój nos spadła kropla wody, a ja cicho kichnęłam.
- Zaraz zacznie padać, a jest już wieczór. Chyba będziesz musiała spędzić tu noc - stwierdził przyglądając się chmurom
- A mogę? - zapytałam niepewnie i spojrzałam mu w oczy
(Ronin? Wiem, że dziwne, ale wyszłam z wprawy.)

Nowy wilk w KZ!

art wykonany przez Hioshiru
Kilan
Zwykły Członek
Tropiąca 

Od Kanban`a CD Juliette

Wiem, byłem nachalny i niecierpliwy. Ale co miałem zrobić? Ta cała sytuacja strasznie, ale strasznie mnie denerwowała. Jak tylko spotkam tego demona od siedmiu boleści...powyrywam mu łapy z dupy. Nie wiedziałem jak pomóc waderze, znakami? Nie...mógłbym tylko pogorszyć jej sytuację, poza tym Akuma jest na trochę wyższym poziomie niż ja, nie odwołam jego ''klątwy''.
-To...spróbuj sobie coś przypomnieć a ja pogadam z jednym wilkiem. - powiedziałem po czym odbiegłem
Nie wiem jak mogłem zostawić tam zagubioną waderę, było to co najmniej głupie. Ale byłem wkurzony jak nigdy. Kiedy tylko zobaczyłem czerwono białego wilka, teleportowałem się wprost na jego plecy. Ugryzłem go w kark, wilk nawet nie drgnąwszy spojrzał na mnie gniewnie. Poczułem jak coś mnie odpycha i wzleciałem jakieś kilka kilometrów do góry. Gdy zacząłem spadać, ryknąłem wścielke. W momencie gdy uderzałem o ziemię, ze znaków wytworzyłem sobie pancerz, dzięki której nie zostałem krwawym naleśnikiem. Dalej mając na sobie zbroję, zaatakowałem Akumę. Co dziwne, w tej zbroi moc moich znaków wzrosła i to bardzo. Teraz walczyłem z demonem na równi.
-Myślisz, że przez taką zaczarowaną kupę żelastwa nic mi nie zrobisz!? - rzucił we mnie jakąś kulą
Zbroja zaczęła emanować jakimś niebieskim promieniem i znak wywołany przez demona, po prostu zniknął. Po czym znalazł się za nim i walnął go w plecy. Demon upadł na brzuch a z jego ust pociekła mała stróżka krwi.
-A więc to takie uczucie być rannym - zaśmiał się
-Zdejmij swoją klątwę z Juliette!
-Chętnie - zaśmiał się - Ale to ona sama ją na siebie rzuciła - pokazał mi język

(Juliette?)

Od Kid`a CD Mozilli

Kiedy zauważyłem waderę wyglądającą wręcz jak zombie, podbiegłem do niej wystraszony.
-Nic Ci nie jest? - zapytałem się jej
-Nie! zostaw mnie - odepchnęła mnie po czym upadła
Musiała iść do lekarza, choćby tego nie chciała. Możliwe, że nie chciałaby tam pójść ze względu na Sakure...ale nie miała wyjścia. Dotknąłem jej łapy po czym teleportowałem ją do szpitala.
-Głuchy jesteś!? Nic mi nie jest! - wadera krzyknęła
-Zamknij się - warknąłem - nie jestem ślepy ani głupi, natomiast ty owszem...masz iść do lekarza i koniec rozmowy!
Wadera warknęła po czym zrezygnowana poszła do Sakury. Sam nie wiem po co na nią czekałem, może to dla tego, że w gruncie rzeczy obchodził mnie los każdego członka w tym klanie? Może nie byłem aż tak bezduszny, jak mógłbym się wydawać? Zanim wadera wyszła z badań, minęło z pół godziny. Wyglądała na zdenerwowaną, ale przynajmniej widać było, że czuję się o wiele lepiej.Kiedy miałem się odezwać, ta po prostu na mnie nawrzeszczała.
-To że tymczasowo jesteś moim Alfą, nie znaczy że musisz za mnie decydować!
-Jesteś niewdzięczna - stwierdziłem

(Mozilla?)