sobota, 29 listopada 2014

Od Twilight'a CD Terry

Zamrugałem kilkakrotnie zdumiony. Wadera był naprawdę smutna. Przytuliłem ją do siebie idąc dalej.
-Wszystko będzie dobrze Terra. Nie przeszkadza mi to.
Nadal ją przytulałem,oparła się o mnie. Wierzyła mi. 80% na przeżycie to bardzo dużo. Martwiłbym się jakby było odwrotnie. Spojrzała na mnie jakby chciała mi coś powiedzieć. Uśmiechnąłem się dodając otuchy i uspokajając.
Terra?Sorry że krótkie.

Od Terry CD Twilight'a

- Przynajmniej ty tak uważasz - odparłam z promiennym uśmiechem.
- Mam nadzieje że nie przeszkadza Ci moja choroba ? - zapytałam mając nadzieje że nie.
- Jaka....jaka choroba ? - zapytał z niedowierzeniem.
- Ja...ech - odparłam i spuściłam głowę.
- Mam....nieuleczalną chorobę - odparłam.
- Od 2 lat kuleje na jedną nogę, nie da się tego wyleczyć - odparłam.
- Są jeszcze inne dodatkowe przypuszczenia że mam także inne choroby....no ale trzeba się cieszyć życiem póki mam....czas - odparłam udając uśmiech.
- Od wielu lekarzy słyszałam że mam także coś podobnego do raka.
Ale na razie nic nie wiadomo.
Mam 80 % że dożyje starości i 20 % że moje życie skończy się za rok lub dwa - powiedziałam z trudem przełykając ślinę.
Twilight ?

piątek, 28 listopada 2014

Od Wenus CD Acor'a


Po kolacji poszliśmy spać. Z rana zaprowadziłam Acor'a do komnaty mojej mamy.
- Zbliż się Acor i powiedz mi jak nazywał się twój ojciec? - zapytała z uśmiechem.
Basior ostrożnie zbliżył się do wadery:
- Mój ojciec miał na imię Elnest - odpowiedział niepewnie.
- A więc to prawda twój ojciec rzeczywiście był Antykiem- Litka powiedziała tajemniczo.
- Co to znaczy?- zapytaliśmy jednogłośnie
- Antyk, według legendy był jedynym który przeżył Hierarchie Demonów. Za czasów starożytnych demony opętały cały świat. Wtedy dziesięciu antyków postawiło czoła bestią.Wygrali walkę lecz straty były ogromne.Potem antyki zostali podzieleni na dziesięć plemion w których byli uważani za bogów. Twój ojciec był alfą tego klanu przez parę miesięcy potem uciekł stąd bo zło chciało go zniszczyć. Według prawa ty jako jego syn powinieneś zasiąść na tronie jako prawowity następca ale oczywiście możesz zrezygnować.

Acor?

środa, 26 listopada 2014

Od Twil'a CD Terry

Wywróciłem oczami.
-  Uważam że nie jesteś psychiczna. Jesteś inna, nie lepsza nie gorsza,ale inna. Ja też jestem inny. Cieniem Nocy. Nie mam nikogo i nigdy nie szukałem.
Wzruszyłem ramionami.
- I wiedz że nie chcę żebyś się zmieniała. Jesteś jaka jesteś i to właśnie mi się podoba. Nie przestań sobą być. Nie jesteś z przezroczysta. To dobrze.
Uśmiechnąłem się swojsko.
Terra?

Od Acor'a CD Wenus

- Ide - odparłem cicho zmieszany obecnością bogów.
- Patrz ! - zawołała chwytając mnie za ramię.
Zobaczyłem małego tygrysa.
- Fajny - odparłem trochę ponuro.
Jakoś tak, nie wiem coś mi do gustu nie przypadł.
Czułem że z nim mogą być niemałe kłopoty.
Wenus ?

Od Terry CD Twilight'a

Poszłam obok niego.
- Ja też jestem sobą - odparłam.
- Właśnie dlatego możesz mnie uznać za jakąś wariatkę, wadere psychiczną czy coś takiego - odparłam z lekkim smutkiem.
- I się nie zmienie - odparłam trochę oschle.
Lubiłam siebie. Mimo że według wszystkich byłam nienormalna, mi to nie przeszkadzało.
- I nie musze cię znać nawet w połowie, by powiedzieć że jesteś zajebisty - popatrzyłam na basiora podnosząc lekko kąciki ust.
Nie wiedziałam co on o mnie myśli.
Ja go mimo wszystko lubiłam. Od wielu lekarzy słyszałam że mam także coś podobnego do raka.
Ale na razie nic nie wiadomo.
Mam 80 % że dożyje starości i 20 % że moje życie skończy się za rok lub dwa.
Twilight?

wtorek, 25 listopada 2014

Od Hitachi`ego CD Livrey

Zimno, czułem jedynie zimno. Ono wręcz paraliżowało moje ciało, każdy mój nerw był sparaliżowany. Kiedy otworzyłem oczy i wziąłem oddech, biała mgiełka uniosła się nade mną, przed sobą widziałem rozmazane kształty. Były to jakieś wilki, które krzątały się w około. Ale gdzie ja jestem? Czy tak wygląda miejsce, do którego trafiamy po śmierci? Zimne i nieprzyjazne? Zamrugałem kilka razy oczyma i wszystko stało się wyraźniejsze, te wilki to był mój brat, moja siostra i Descartes. Czyli jestem u medyka? Przecież ja się utopiłem, jak oni mnie zdążyli uratować?
-Hitachi? Wszystko w porządku?- usłyszałem miękki głos swojej siostry
Spojrzałem na nią zdziwiony, nie za bardzo rozumiałem tą zaistniałą sytuację. Livrey, czy z nią wszystko w porządku? Nic nie wiedziałem, jak miałem być spokojny lub jak miało być ze mną wszystko w porządku?
-Nic nie jest w porządku! - warknąłem i spróbowałem wstać, jednak szybko zostałem położony siłą na swojej pryczy
-Hitachi! Zachowuj się! - brat mnie skarcił
-Co z Livrey, chcę ją zobaczyć, idę do niej!
-Możesz być posłuszny!? - Ronin krzyknął a ja na niego warknąłem, to go trochę zdziwiło
-Nigdy nie byłem Ci posłuszny, nikomu z was... zawsze chodziłem własnymi ścieżkami - powiedziałem po czym wstałem
Minąłem ich po czym wyszedłem ze szpitala, na ten ziąb. Na śniegu widziałem ślady, czyli przynajmniej wiem skąd mnie przynieśli. Idąc wzdłuż nich, po środku swojej drogi napotkałem Livrey, zdziwiła się na mój widok.

(Livrey?)

Od Twilight'a CD Terry

Aż się zakrztusiłem i pokręciłem głową. Spojrzałem z niedowierzaniem.
-Nie jestem zajebisty.-utkwiłem oczy w słońcu.- Nie znasz mnie nawet w połowie. I nie jestem także kochasiem.
Prychnąłem prze ciągle,mrużąc oczy w jasnym blasku. Nie miałem rodziny,nie miałem przyjaciół, nie miałem nikogo.
- To kim jesteś?
Zapytała patrząc na mnie badawczym wzrokiem.
-Sobą. A tak na marginesie idziemy stąd.
Zeskoczyłem kilkoma skałami ze wzgórza.
Terra?

od Wenus C.D Acor'a - Nowy przyjaciel


Przeszliśmy przez most i skręciliśmy w szeroką ulice prowadzącą do wielkiej auli. Tam miała być moja mama:
- Myślałam że już cię nigdy nie zobaczę- usłyszałam za sobą głos. Była to moja mama. Nie widziałam jej bardzo długo. Była bardzo ładna. Miała piękny biały ogon i szarą sierść. Jej oczy były takie jak dawniej.Zielono-niebieskie.
- Cześć, mamo co u ciebie?- zapytałam nie chętnie. Dawno jej nie widziałam, nie wiem czy się zmieniła czy nie na pewno nadal mnie kocha:
- Przyprowadziłam Acor'a jak prosiłaś- trąciłam go w ramię.
- Świetnie, jutro niech przyjdzie do mojej jaskini. Chce z nim porozmawiać . Zaprowadź gościa do pałacu.- zaproponowała i odruchowo wskazała pałac wznoszący się nad wzgórzem.
- Będę mieszkał w pałacu- basior nie mógł uwierzyć. Był tak szczęśliwy że nie zauważył jak zostaje w tyle. Zaprowadziłam go do jego pokoju. Pałac był specjalnie wybudowany na tę uroczystość. Wieczorem przy kolacji mama przyniosła mi wspaniały prezent. W koszyku wygodnie leżał mały tygrysek:
- On urośnie- przestraszyłam się.
- Nie, ta rasa jest bardzo mała- uspokoiła mnie mama.
- Będziesz nazywał się Dexter jak ten książę- byłam zauroczona małym tygrysem.
- Acor, chodź tutaj-zawołałam.
Acor ?

poniedziałek, 24 listopada 2014

Od Kiyoteru C.D. Izaline


- Masz rację... - odpowiedziałem odsuwając się od źródełka. Rzeczywiście taka umiejętność bardziej szkodzi niż pomaga. Po chwili łapa, którą wcześniej miałem zranioną, zaczęła boleć. Ucieszyłem się trochę z tego powodu, ale tej wody wypić już nie zamierzam.
- Już jest ok - stwierdziłem.
- Zagoiło się? - zapytała.
- Nie, zaczęło boleć.
Na wszelki wypadek zrobiłem kolejną ranę w tej samej łapie. Bolało tak, jak powinno, czyli przez cały czas bez przerwy.
- Chociaż tyle... Ale po co zrobiłeś drugą ranę?
- Chciałem się upewnić, czy ta woda dalej na mnie działa. Przynajmniej wiem, że już przestała działać.
<Izaline? Braki pomysłów chyba są zaraźliwe :c >

niedziela, 23 listopada 2014

Od Terry CD Twilight'a

- Ty kurde kochasiu - zaśmiałam się lekko i szturchnęłam go w ramię.
Nie znałam tego języka co on nim gadał, ale że to było przekleństwo to to było pewne.
- Co chcesz robić ? I wcale nie mam pięknych oczu, jak każda przeciętna wadera - uśmiechnęłam się pogodnie.
Nigdy nie zwracałam uwagi na mój wyglą, nie byłam nigdy taka , modnisia ".
Ani żadne, och jaka ładna, ech jaka cudna !
XD.
- Ty jesteś zajebisty, to ci musze powiedzieć - odparłam z wielkim uśmiechem wpatrująć się w basiora.
Twilight ?

Od Twilight'a CD Terry

Gorąco ulokowało się na moich policzkach. Ja się rumienię?O.o
-Twoje oczy są piękne,dlatego się wpatruje. To co ładne przykuwa moją uwagę.
Spojrzałem na gwiazdy,żeby nie spojrzeć na nią. Mogło to się równać z kolejnym rumieńcem. Jednak po minucie mój wzrok niepowstrzymanie wrócił do niej. Za godzinę świt. Wstałem i podszedłem do niej.
-Choć pokażę ci coś.
Ruszyłem z nią lasem na wzgórza. Nim znaleźliśmy się na miejscu słońce zaczęło już wschodzić.
- Jest piękne tak samo jak ty.- powiedziałem nim się powstrzymałem.
Zakląłem po francusku. Szczerze nie tylko to chciałem jej powiedzieć. Ona była moim wschodem słońca. Czyli zależało mi na niej. Nie w sposób "Szaleje za to-bą!" ale " Nie pozwolę żeby coś ci się stało"  O wiele bliżej. Choć też nie do końca. Raczej "lubię cię. Zaczynam ci ufać." To tak.
<Terra?>

Od Terry CD Twilight'a


- Nie wiem - odparłam z uśmiechem patrząc w oczy basiora.
Był naprawde...fajny XD.
Popatzryłam w jego oczy i dla żartu odparłam.
- Mam jakieś...nie wiem brzydkie oczy że się tak wpatrujesz w nie ? - zapytałam z pogodnym uśmiechem.
Basior się zarumienił..
Był extra..przy nim czułam się jak...JA.
Twilight ?

Od Saion'a CD Valerii


- Będę... - odparłem udając uśmiech.
Dużo wader tak mówiło.
I żadna mnie nie chciała widzieć.
- Powiedz prawde... - odparłem przełykając ślinę.
- Teraz czy coś do mnie czujesz ? - zapytałem spuszczając głowę.
- Nie kiedyś, czy teraz coż....czujesz ? - zapytałem mając nadzieję.
Ale znałem odpowiedź.
Moje uczucia są bardzo delikatne, dlatego lekkie naruszenie może spowodować....klęskę.
Już tak było, i kiedy się pozbierałem stało się to poraz kolejny.
Valeria?

Od Acor'a CD Wenus


O kurde. Moja pierwsza myśl to ,, Czy oni chcą mnie ożenić z Wenus ?! ".
A druga to ,, A ne panikuj, może to tylko herbatka ? ".
W końcu wieczorem wybraliśmy się do rodzinnej watahy Wenus.
Tam powitał mnie wielki, mosiężny wilk.
- To ty jesteś Acor ? - zapytał niskim głosem.
- Tak ? - odparłem zmieszany.
- Wchodzcie - odparł i przepuścił nas.
Wenus ?

Od Wenus CD Acor'a


- Martwe się - odpowiedziałam pusto.
- Czego, przecież to twoja rodzina- ponownie spytał.
- No bo u nas jest taki zwyczaj że młode wadery w wieku 10 miesięcy są wydawane za mąż,a ponieważ jakby to powiedzieć nasze basiory nie są zbyt urodziwe dlatego młode samice chodzą po watahach i szukają sobie partnerów.
- I co z tego ?- zapytał .
- No wiesz w moim przypadku było tak że musiałam mieć partnera z rodzinnej watahy, a ja tak nie chciałam wiec uciekłam po miesiącu znalazłam nasz klan.Boję się że zaprosili mnie dlatego żeby znowu mnie z kimś swatać- zaśmiałam się. W głębi duszy byłam przerażona.
Zastanawiałam się po co miałam przyprowadzić Acor'a. Może ...... nie chyba to niemożliwe.
Acor ?

Od Valerii CD Saion'a

Uciekłam wtedy ... mogłam przynajmniej coś powiedzieć. Było mi tak głupio. Wyszłam z jaskini pomału. Musiałam mu powiedzieć to co ja do niego czuje, ale wiem że nie będzie zadowolony. Sporo czasu zajęło mi jego odszukanie, gdyż swoją obecność w danym miejscu zatajał.
- Saion? - spytałam cicho, a ten się odwrócił - Przepraszam ...
- Nie musisz przepraszać ...
- Nie skreślam Cię, ale nie jestem gotowa. Czy będziesz na mnie czekał?

Saion x)?

Nieobecność!

Do odwołania nieobecność Emily z Klanu Everything!
~
Do odwołania nieobecność Claren i Firefox z Klanu Everything!

sobota, 22 listopada 2014

Od Acor'a do Wenus

- Przejde się - odparłem zmieszany.
Po co jacyś bogowie, mieli by mnie wzywać do ich ,,watahy" ?
Nie wiem, ale chce się dowiedzieć.
Może dlatego że.....a nieważne.
Mniejsza z tą sprawą.
Poszliśmy razem z Wenus.
Czułem że ona się przy mnie dziwnie zachowuje.
- Czemu się tak dziwnie zachowujesz ?
Wenus ?

Od Wenus CD Acor'a


- Słuchaj, jutro wyruszam do rodzinnej watahy- poinformowałam Acor o mojej wędrówce do watahy rodziców.
- A poco tam idziesz, przecież to niebezpieczne- wilk zapytał nie dowierzając w to co usłyszał.
- Raz na tysiąc lat do tej watahy przybywają wilczy bogowie i zabierają jednego śmiertelnika za boga do siebie. Ponieważ jestem córką Jowisza to powinni zabrać mnie .
ale ja postanowiłam że zostanę tu i doczekam swoich dni. Dlatego biorą moją matkę bo jest jakby żoną Jowisza. Ja jako córka muszę przy tym być.
- Ok,to idź- powiedział trochę smutnym głosem. Wiedziałam o co chodzi:
- Chodź to coś ci pokarzę- zawołałam go i pobiegliśmy do mojej jaskini. W szufladzie było zaproszenie. Pokazałam je basiorowi:

ZAPRASZAM WENUS NA UROCZYSTOŚĆ MIANOWANIE JEJ MATKI NA BOGINIĘ I ŚLUB Z JOWISZEM. UROCZYSTOŚĆ ODBĘDZIE SIĘ W AULI O ZACHODZIE SŁOŃCA 12 DNIA MIESIĄCA. ZAPRASZAJĄ
MAMA I TATA

PS:
PRZYJDŹ Z ACOR. MUSIMY SIĘ MU PRZYJRZEĆ.
- Poco chcą mnie zobaczyć- zapytał zmartwiony.
- Ubzdurali sobie coś- sama nie wiedziałam co od niego chcą.
- Musze przejść przez klan Ziemi, przepłynąć tereny upadłego klanu Magic Dreams i iść w stronę zachodzącego słońca. Idziesz ze mną ?
Acor ?

Od Izaline CD Kiyoteru

Czemu jego rana się nie goiła od razu? Myślałam, że już nigdy nie przestanie się lać... ale kiedy w końcu przestała, nie było to spowodowane źródełkiem po prostu powstał skrzep. Może źródło na niego nie działało... przecież musiało działać. No chyba, że na każdego działa w zupełnie inny sposób. Nie wiem czemu się tym tak przejmowałam, może po prostu chciałam czymś zapełnić ten wolny czas? Zamyślona podeszłam do basiora i spojrzałam na jego łapę z bliska.
-A czujesz ból? - zapytałam się zdecydowanie
-Ból? - Basior zdziwił się
-Czy jak sobie zrobiłeś ranę, łapa Cię bolała? - Zapytałam jeszcze raz
Kiyoteru uniósł łeb wyżej, przypatrując się koroną drzew. Tak jakby próbował sobie przypomnieć to, co stało się przed chwilą.
-Chwilkę pobolało, ale prawie natychmiast ból zniknął, a co?
Możliwe, że to u niego właśnie w ten sposób działało, pobolą go chwilkę nawet najgroźniejsze rany, po czym przestaną i stanie się nieczuły na to wszystko. Ale nadal będzie krwawił, to niebezpieczne, z czasem mógłby nawet przestać czuć każdą swoją ranę i nawet nie wiedząc o tym, wykrwawiłby się na śmierć.
-Nie pij już tego nigdy więcej - spojrzałam mu w oczy wypowiadając to zdanie ze śmiertelną powagą
-Niby czemu?
-Nie wiem jak to działa, ale gdybyś tego wypił jeszcze więcej możliwe, że byłbyś już nieczuły na ból a to wcale nie jest fajna umiejętność...

(Kiyoteru? Brak pomysła sory ;c )

Od Greom`s CD Kid`a

Spojrzałam na mego opiekuna . Jego oczy lśniły. Nie mogłam się przyznać. Teraz oczy utkwiły mi w ziemi .
- No powiedz co ci wisi na języku. - Podniósł mi łebek. Usiadłam gapiąc się na jego twarz . Była... przyjazna ... mila .
- Kto .... kto jest moimi biologicznymi rodzicami... Spojrzałam na Kida . Ten tylko lekko odsunął mnie i zebrał papiery w kupę i położył na jakiejś półce .
- Chciałem ci to powiedzieć gdy byłabyś starsza . Powiedział lekko zamyślony .
- Obiecuje Ci ze powiem to gdy ukończysz 2 lata na twoje urodziny . Miałam już rok... a do urodzin niedługo .
< Kidziu?  >

czwartek, 20 listopada 2014

Taka sytuacja |:

Moi drodzy!
Zaistniała sytuacja zmusza mnie do napisania tego posta, a mianowicie dostałam tak zwany 'szlaban' na komputer, który zapewne będzie trwał do końca miesiąca. |: Nie wysyłajcie mi opowiadań ani wilków, bo z telefonu nie dodam. Ale zawsze jakby co możecie pisać do mnie na howrse lub fb. :))) (kto ma moje dane, ten ma :D)
Pozdrowionka dla Was ^^
Wiecie, że w Warszawie jest śnieg? :o
~Szczerbuś vel Misia

Od Livrey CD Hitachiego

Stałam tak patrząc się w otchłań, w której przed chwilą byłam.
- Hitachi! - krzyczałam - Niech ktoś pomoże!
Miałam wskakiwać na nowo do lodowatej wody, gdy zostałam złapana przez kogoś. Zostałam odłożona na lód i spojrzałam na wilka. Był to Alfa.
- Co się stało? - spytał
- Hitachi ... - powiedziałam, a jakby Alfa wiedział dalej co się stało i wskoczył do wody
Stałam tak bezczynnie na lodzie. Nic nie mogłam zrobić. Wreszcie oboje wypłynęli. Hitachi się nie ruszał.
- Szybko idź po kogoś jeszcze - nakazał Alfa, a ja ruszyłam prędko w poszukiwaniu jakiegoś wilka
Szybko kogoś znalazłam i przyprowadziłam na miejsce. Patrzyłam się jak się cała trójka oddala, znaczy dosłownie dwójka bo Hitachi był przez nich niesiony. Z mojej winy mógł ktoś umrzeć. Stałam tak zdenerwowana na siebie, łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
- Jak ja nie-nienawidzę zimy! - krzyknęłam i udałam się po śladach
Kolejna smutna rzecz wydarzyła się w moim życiu. Kolejny raz z mojej przyczyny. Ślady zaprowadziły mnie do szpitalika.

Hitachi?

Od Saion'a C.D. Valerii

- Wiedziałem ! - krzyknąłem i w smutku upadłem na ziemię.
Kochałem ją, a ona jak każda uciekła.
Jestem taki zły ?
Wbiłem pazury w ziemię, i rozpaczałem.
Ale potrafiłem się pozbierać.
Wstałem.
- Nic nowego - odparłem, znowu zmieniłem się w oschłego, wredote.
- Najwidoczniej nie zasługuje - odparłem sucho i zacząłem iść obojętnym krokiem powstrzymując rozpacz.
Val ?

Od Acor'a C.D. Wenus

- No może - odparłem uśmiechając się.
Wskoczyłem do wody, i natychmiast złapałem rybę.
Szybko się wynurzyłem.
- Nie lubisz wody ? - zapytała dziwiona.
- Nie za bardzo, mój żywioł to ogień - odparłem z skwaszoną miną.
Zamiast coś zjeść, siedzieliśmy do południa na kamieniach.
Wadera wyglądała jakby zaraz miała mi coś powiedzieć.
Wenus ?

Od Wenus CD Acor'a


Byłam zaskoczona podarunkiem. Zaczerwieniłam się a on popatrzył na mnie swoimi cudownymi oczyma. Prawię zemdlałam, ale odwróciłam wzrok:
- Dziękuje, za różę. Dobranoc Acor - pożegnałam basiora i poszłam do jaskini. Byłam tak zmęczona że nie słyszałam odpowiedzi kolegi. Hmmm.... ciekawe czy jutro znowu go zobaczę. A pomyślał że jestem za nudna i mnie nie lubi ? Mnóstwo myśli kłębiło mi się po głowie. Czy on myśli o mnie? A może on też nie morze zasnąć może myśli o pewnej waderze która mieszka parę kroków od jego jaskini. Naglę zdałam sobie sprawę że nie mogę bez niego żyć i moim jedynym marzeniem jest to aby go znowu zobaczyć.
Następnego dnia z rana popędziłam zobaczyć czy Acor jest w jaskini. Na szczęście już wstał i kręcił się po jaskini.
- Choć coś ci pokarzę- złapałam go za łapę i zaprowadziłam nad wspaniałe jezioro.
- Poco tu przyszliśmy- zapytał olśniony widokiem
- Mam ochotę na kąpiel i rybę na śniadanie a ty ?
Acor ?

Od Valerii CD Saion'a

W tym momencie moja mina była bezcenna. Wpatrywałam się w basiora ze zdziwieniem, ten stał i nic nie mówił. Udając, że zignorowałam to co Saion mówił zaczęłam się oddalać z opuszczoną głową. Ja mu jemu się podobam? To on się we mnie zakochał? Nie rozumiem tego ...  w pewnej chwili zaczęłam biec cały czas prosto, ignorując wszystko wokół mnie. Mocą torowałam sobie drogę ze śniegu, bym nie wpadła w nic. Cały czas w głowie brzmiały mi jego słowa. Nie umiałam o tym przestać myśleć. Miałam go jedynie za przyjaciela, nikogo więcej, więc czemu on mi coś takiego powiedział? Co mu miałam powiedzieć? Zjechałam w dół i przeskoczyłam strumień. Pobiegłam do jaskini.

Saion?

Od Acora CD Wenus


- Jasne ! - odparłem siadając na dywanie.
Waderka była fajna, i widziałem że mimo jej udawanej powagi to najchętnie zrobiła by coś szalonego.
Jutro jej coś takiego zrobie XD.
- Dzięki ci bardzo - odparłem.
- Nie ma za co - zaczerwieniła się lekko.
Znalazłem różę i podarowałem waderze.
- hehhe, to dla ciebie - odparłem.
Wenus ?

środa, 19 listopada 2014

Od Hitachi`ego CD Livrey

Na słowa wadery, moja siostra zrobiła dziwną minę, no fakt nie mówiłem jej jeszcze. I nie zamierzałem, jednak ta mała cholerka musiała się wygadać. Widząc Miru która już chciała ze mnie to wyciągnąć, warknąłem i wywaliłem ją na śnieg. Wadera obrażona wstała, pokazała mi język po czym z uniesionym łbem odeszła. Zaśmiałem się cicho, po czym z uśmiechem spojrzałem na Livrey.
-Zrobiłam coś złego? - zapytała
-Nie, odgoniłaś ode mnie tego nerwusa, jeszcze chwila i bym ją chyba zagryzł... - ostatnią część zdania powiedziałem cicho
Mimo tego waderka chyba usłyszała moje słowa, ponieważ zaczęła się śmiać. Uniosłem brwi po czym też się zaśmiałem, na tle tego białego puchu jej futerko bardzo się odznaczało. W sumie to mogłaby zostać latarnią... w prawdzie ja też miałem podobny kolor futra, jednak nie był on taki jaskrawy i nie miałem czarnych końcówek sierści.
-Jesteś głodna, że wyleciałaś o tak wczesnej godzinie z jaskini? - przekrzywiłem łeb
-Po prostu to wszystko jest takie piękne... biało... bieluteńko! - krzyknęła radośnie unosząc chyba tonę śniegu do góry
Oczywiście większość wleciała na mnie, przysłaniając mi widok. Kichnąłem po czym wyskoczyłem spod tego ''kocyku'' trzepiąc się.
-Zamierzasz zginąć? - powiedziałem z poddenerwowaniem w oczach
Szczeniak zaczął się śmiać, rzucił we mnie śnieżką po czym zaczął uciekać.
-Dorwę Cię!
W prawdzie dopadłbym ją z łatwością, ale w porównaniu do niej nie byłem aż tak zwinny i cały czas się ślizgałem, nic dziwnego, wbiegliśmy na lodowisko. Lodowisko? Cholera! Przyspieszyłem kilka razy prawie upadając, jednak z każdą sekundą drastycznie zbliżałem się do Livrey. Kiedy już byłem dwa metry za nią, otworzyłem pysk, żeby złapać ją za skórę na karku. Ale w ostatnim momencie, jakby zniknęła. Zatrzymałem się tuż przed wielką dziurą w wodzie. Musiałem wytężyć wzrok, żeby zauważyć Livrey którą pochłaniał mrok. Coraz mniej bąbelków wypływało na powierzchnię, dusiła się. Bez namysłu skoczyłem do wody, natychmiast zimno sparaliżowało moje ciało. Moim żywiołem nie była woda, więc nie mogłem jej kontrolować. Chociaż raz w życiu, przydałby się tutaj Ronin. W końcu złapałem waderkę, w momencie kiedy ją złapałem, jakby się ocknęła i zaczęła rozpaczliwie wierzgać. Kopnęła mnie w klatkę piersiową, pozbawiając resztki powietrza z płuc. Moje oczy zaszły mgłą i zdążyłem jedynie zobaczyć Livrey, która płynęła ku górze. Po chwili wspięła się na lód i jak by wyczekiwała na mnie. Przepraszam... ale chyba ją zawiodę...

(Livrey? Jak chcesz, możesz uśmiercić Hitachi`ego xDD)

Od Descartes CD Ronin`a

Polowanie było moim żywiołem. Kochałam to robić i czułam niesamowitą satysfakcję z dokonanego czynu. Gdy weszliśmy do lasu i otoczyła nas ściana gęsto splecionych drzewnych konarów moje zmysły nagle się wysotrzyły, zostawiając mnie sam na sam z ofiarą. Przytknęłam nos do ziemi, po czym wciągnęłam w nozdrza ostre, mroźne powietrze. W głowie już mi się kreśliła droga w kierunku mojej ofiary. Pięć kilometrów stąd, północ, małe stado. Idealnie.
Obróciłam się o dziewięćdziesiąt stopni i wszczęłam bieg w stronę wytyczonych przeze mnie koordynatów. Nigdy się nie mylę. Tak i teraz zmysły mnie nie zawiodły. Zgrabnie lawirowałam między drzewnymi korzeniami, omijając dziur i miejsc gdzie głęboko w jamie może kryć się wąż, którego jeszcze nie pochłonął sen. Cieszę się że nie zapadamy w hibernacje. Była to by strata pięknych chwil i widoków.
Przez całą drogę na ukrytą wśród krzaków polanie w dole urwiska, z moich ust nie padły żadne słowa odnośnie celu do którego się zbliżamy. Słowa nie były na razie potrzebne, teraz liczył się ciemny kształt wymarniałej sarny na tle śniegu. Przed ścianą krzaków przystanęłam i ponownie nozdrdza wypełniło ostre powietrze. Wypuściłam kłąbek białekj pary przeszłam przez krzaki jeżyn pozbawionych liści. Przykucnęłam na skraju klifu, skutecznie przysłonięta rozgałęziami krzaku. W ciszy omawiałm taktykę na polowanie, nie lubiłam marnować cennego czasu na coś, co jeszcze może mi się nie udać. Nimże udało mi się opracować sposób wyskoczenia z pozycji przygotowawczej, tak aby trafić idealnie na grzbiet sarny, Ronin już uganiał się za jednym osobnikiem kopytowatych, rozpraszając całe stado w różnych kierunkach geograficznych.
-Głupek. - stwierdziłam i z oburzeniem zeskoczyłam z miejsca obserwatorium. Kępa kosodrzewiny, dwa metry prosto, skręt w lewo i skok. Schemat się nie zgadza, sarna już dawno była w innym miejscu. Ukradkiem spojrzałam na basiora bezmyślnie biegnącego za wychudzoną sarną. Tu potrzeba finezji, dobrego zagospodarowania wiedzą. A nie, szybkości i siły. Dzięki tym dwóm ważnym czynnikom, nawet szczeniak jest w stanie powalić pięciokrotnie od siebie większego niedźwiedzia. Że też nikt nie stosuje swojego ilorazu inteligencji w polowaniach... Schemat został zaburzony, byłam zmuszona do wybrania innej zdobyczy. Około piętnaście metrów od mojego dotychczasowego miejsca, kuśtykająca sarna usiłująca uciec. Może być, nie pogardzę. Z wola ruszyłam do kopytowatej i podcięłam jej kończyny, zmuszając do klęku. Sarna nie miała wielu szans na ucieczkę, przednia łapa była wykręcona pod dziwnym kątem, dobrze nie wyglądała i ta druga. Przygyrzłam wargę, nie lubiłam pozbawiać życia zwierzęciu które jest w całkowitej mierze bezbronne. Widać było jednak w oczach tej zwierzyny ból, który szybko się chce zakończyć. Mimo iż myślistwo jest moją pasją, z pewnym oporem zmusiłam się do pozbawienia życia sarny. Zacisnęłam szczęki na jej chudej szyi, a po chwili głowa opadała bezwładnie z mojego pyska. „Dziękuję” szepnęłam do siebie „Gaja zaopiekiuję się Twoją duszą. Mięso napełni pusty żołądek, a skóra ogrzeje w chłodne dni. Twoja śmierć nie była marnotractwem. Dziękuję.” kierowałam się dawnym zwyczajem, jakiego uczyła mnie...Nie wiem kto mnie tego nauczył. Może matka, Prim, ale jednak pamiętam z tego zdarzenia inne oczy które patrzyły na mnie z troską. Na język rozlała się ciepła ciecz, która ciurkiem leciała z kącików warg. Oblizałam się i po chwili zapomniałam o wcześniejszym zdarzeniu, łamiąc w zębach kości sarny. Nie odrywając się od wczesnego obiadu, spojrzałam samymi oczyma w kierunku Ronina.
Ronin. Wilk. Alfa. Przyjaciel. Osoba, dla której uczucia się powiększyły. Ronin. Niebieskooki. Ronin.
Znam go pięć dni. Ufam mu. Jednocześnie go nienawidząc, piekielnie pragnę mieć go przy sobie. To głupie.
Nie jadł swojej porcji, patrzył się na nią wzrokiem pełnym wyrzutu. Wzruszyłam ramionami, może i on ma jakieś swoje rytuały? W chwili kiedy z marniutkiej sarny pozostały już ochałyp nieużytków i sam szkielet, podszedłam do towarzysza i przysiadłam obok. Na pysku wilka widniałą zaschnieta krew, a w miejscu gdzie dokonało się śmierci, ziała czerwona dziura z której wypływała bordowa napowietrozna krew. Zakręciło mi się trochę w głowie, nie lubiłam takiego widoku. Co innego jeśli zabijam na własną korzyść, a co innego jak widzę niepotrebny rozlew krwi.
-Ciekawi mnie, jak to jest...-zaczął z wolna łamliwym głosem
-Hm? - podniosłam na niego łeb przyglądając się obliczu Ronina.
-Że jelenie są naszym pożywieniem. A jednocześnie niektózy mają kopytowatych w gronie towarzyszy. - dokończył nie odrywając wzroku od rozszapranego mięsa.
-Niektórzy muszą umrzeć. Żeby dać życie oddzielnemu gatunkowi. Życie zatacza krąg. Ktoś umiera, my go zjadamy i przez to żyjemy. Potem i my możemy zostać pożarci przez jakiegoś diabelskiego niedźwiedzia, dając mu szanse na wykarmienie młodych. Krąg się uzupełnia. Życie. Po prostu. - odparłam po chwili namysłu. - Też miałam kiedyś przyjaciela wśród sarn. Gdy zdechł, zjadłam go. - wzruszyłam ramionami.
-Co? - jakby nie dosłyszał wilk, marszcząc czoło i nagle ożywiając się.
-Nie, nic nie mówiłam. Jedz, bo się zmarnuje. - za późno ugryzłam się w język.
-Nie. Dam rodzeństwu. Straciłem apetyt. - mruknął odwracając głowę. Pomogłam basiorowi zanieść zdobycz do spiżarnii, w której i tak świeciło pustkami. Ciekawe, czy w zimie zawsze jest tu tak marno. Przysiadłam na kamieniu, wpatrujac się tępo w przestrzeń. Ronin położył się obok wejścia u spiżarnii i zaczął oblizywać łapy z krwi.
-Powiedz mi...Co to jest miłość? - rzuciłam obojętnie do wilka.
-Nie wiem . -wzruszył ramionami.
-Przecież kochasz. Rodzeństwo, ojca.
-Kocham. - potwierdził równie obojętnie.
-Więc wiesz. -nadal przytsawałam na swoim.
-Nie wiem. - powtórzył
-Jak to? - przechyliłam łeb.
-Czasami się skrada. Cicho, powoli...I jest. - odparł w zamysleniu.
-”Jest?”
-Jest. - skinął głową. - Czemu pytasz? - odwrócił się do mnie wzrokiem.
-Nigdy tego nie czułam. - mruknęłam cicho.
-Nie masz nikogo kogoś by kochała? - założył przednie łapy na siebie i spojrzał mi w oczy.
-Mam. Mamę, Primrose. Dawno jej nie widziałam. Jednak...Nie wiem. Nie czuję z nią żadnej więzi.
-Gdzie ona jest? - nagle się mną zainteresował. Poczułam się nieswojo, prawdopodobnie tak jak on kiedy wypytywałam go o jeog rodzinę.
-W Klanie Everything. Uciekłam. Zostawiłam tam mamę. I najlepszego przyjaciela...-westchnęłam na myśl o Darknessie. Ciekawym, co on teraz robi? Jak matka zareagowała na moje odejście bez żadnego pożegnania? - A Ty? - również położyłam się na miękkim puchu. - Opowiedz mi coś o sobie. Nic o Tobie nie wiem! Jaki lubisz kolor? - zaczęłam nic nie obowiązujacą rozmowę. - Ulubione jedzenie, zwierzak? Powiedz mi coś! - uśmiechnęłam się lekko, zachęcając basiora do rozmowy.
(Ronin?)

Od Kiyoteru C.D. Uru

- Czyli mebli w najbliższym czasie nie będzie... Chyba, że ich dorwiemy zanim te kołki pogubią - powiedziałem, po czym wziąłem najbliższą broń, jaką miałem - była to katana, ale przystosowana do użycia przez wilki - i zacząłem ich gonić. W sumie trochę dziwne jest to, że gonimy ich tylko z powodu kołków. Szybko wzleciałem w powietrze, ale na tyle nisko, aby ich mieć na oku. Zniżyłem się trochę, po czym zauważyłem, jak te wilki wypuściły worek z kołkami. Zauważyłem, że próbowały uciekać, więc zrezygnowałem z dalszej pogoni i poleciałem po worek kiedy...
- Au... - powiedziałem po dość mocnym uderzeniu w drzewo, ale szybko wstałem.
- Piękne lądowanie - zachichotała Uru.
- Nie moje pierwsze - też zachichotałem. - Dobra, chyba kolejne idą.
Sprawnym ruchem wyciągnąłem ostrze katany, po czym - gdy jeden z wilków się zbliżył machnąłem mu tym dosłownie przed oczami. Nie przejął się tym i szedł dalej, więc zostałem zmuszony go zaatakować. Ostrze szybko go przecięło, po czym jego (już) zwłoki upadły na ziemię. Potem kolejny wrogi wilk upadł... Kiedy mnie otoczyły. Na chwilę przestałem atakować udając, że się poddaję, ale po tym, gdy się przybliżyły, to każdy w ułamku sekundy od mojej prawej strony upadł. Gdy jakiś podszedł do Uru, sprawnie podleciałem i się go "pozbyłem". Na chwilę obecną było już spokojnie, ale na pewno przyjdą kolejne.
- Ile ich jeszcze będzie? - zapytałem cicho.
- Słucham? - zapytała mnie.
- Nie, nic...
Wzniosłem się ponownie, aby zobaczyć, czy czasem nie nadchodzą kolejne. Oczywiście było ich więcej, niż poprzednim razem. W międzyczasie zauważyłem nadchodzącą Izaline.

<Uru?>

Od Nightfury C.D. Alcirii

Nie. Czy on myślał, że mu odpuszczę? Nic z tego. Polował na sarnę. Próbował. Niezbyt mu szło. Zaśmiałam się. Tak to jest, jak się nie słucha. Wylądowałam mu przed nosem.
- Szukasz czegoś? - spytałam
- Słuchaj. Nie obchodzisz mnie. Zostaw mnie w spokoju!- krzyknął - Laleczko...- dorzucił pod nosem. Miałem pecha. Usłyszałam to.
- CO? - ryknęłam i powaliłam go.
- Nikt! Nie! Będzie! O! Mnie ! Mówił! Laleczko! A może sam taki jesteś?
- Nie... - wychrypiał. Usłyszałam jednak w jego głosie zawahanie. Nie był takim twardzielem, na jakiego wyglądał.
- Nie jesteś takim twardzielem, prawda? Mam rację?
Jaki on był wkurzający... Rzuciłam nim w najbliższe drzewo. Niezbyt mocno
- A teraz chodź. Pokażę ci dobre miejsce do polowań.
Posłusznie podreptał za mną. Zauważyłam, że kulał.
-Jesteś ranny - stwierdziłam
- I co z tego?- syknął z bólu
- Pokaż.
- Nie!
- Nie przesadzaj. Pokazuj!
Niechętnie wyciągnął łapę.
- Uuuu... Trzeba to obandażować. Jeszcze nie wdało się zakażenie...Całe szczęście. Ale rana jest piekielnie zabrudzona. Na szczęście nieopodal rosną zioła. Złagodzą one ból. Gdybyś dał mi chwilę, mogłabym spróbować wyleczyć ranę...
- No dobra...
Z wprawą odnalazłam potrzebne zioła wśród śniegu. Tego się uczyłam.
-Nesta sen araf...- wyszeptałam, trzymając zioła przy jego łapie. Roślina miała wielką moc. To dobrze. Rana została uleczona.
- Dzięki. -burknął
<Alciria?>

od Alcirii cd Nightfury, Shizophermii

Udawałem się właśnie na polowanie w celu uzupełnienia swojego żołądka. Biegłem przed siebie wiedziony zapachem rannej sarny, gdzieś koło dwóch kilometrów od mojej jaskini przedstawionej przez Alfę. Ostre zimowe powietrze drażnniło nos, a śnieg nieprzyjemnie sklejał sierść. Nie lubiłem zimy, głównie dlatego ze zabijała jesienne poranki. A poza tym, było mało jedzenia i te jedzenie było marne. Wychudzone, ranne sarny najczęściej chore zmuszały mnie do dwóch takich polowań, jeżeli chciałem zaspokoić żołądek na dłuższą metę. W tej chwili szukałem pierwszego posiłku, a sama myśl o ponownym polowaniu mnie rozdrażniła.
Biegłem teraz pod niskim klifem. Śnieg cicho skrzypiał pod łapami i oblepiał poduszki. Gdy minąłem drzewo, usłyszałem głośny szelest. Odruchowo spojrzałem w górę i spotkałem się z uderzeniem czegoś, co mnie zwaliło z łap. Myśliwy sam stał się ofiarą...Przeturlałem się na bok, wzbijając tumany białego puchu. Wyskoczyłem w górę, obijając się od pobliskiego drzewa i lądując przed samcem. Waderą, to znaczy. Wyglądała jak samiec. Warknęłem, chcąc żeby odeszła i zostawiła mnie w spokoju. Nie miałem ochoty na dłuższe porachunki z tą waderą. Szykowałem się do skoku w stronę którą biegłem, gdy wadera z przestrogą wykrzyknęła;
-Spokojnie to tylko nieporozumienie! - zatrzymałem się w pół kroku i odwróciłem tylko wzrok w jej stronę. Fuknąłem cicho, a powietrze zmieniło się w kłębiącą się białą parę wokół mojego nosa.
-To było nieporozumienie. - uspokajająco pokiwała głową wadera.
-Mhm. - mruknąłem i wskoczyłem na klif, zmieniając trochę trasę mojej gonitwy. Zapach sarny przeniósł się bardziej na zachód.
-Jestem Nightury.
-A ja Mnie-To-Nie-Interesuje. - specjalnie kopnąłem przymarznięty kawał śniegu z lodem do spodu klifu, który spadł prosto na samicę. Widziałem ją gdzieś w centrum Klanu, wcześniej myśląć że to przedstawiciel płci męskiej. Rzuciwszy gardzące spojrzenie na dużą kupę zbitego śniegu i lodu, za którą posypała się znaczna część śniegu, pobiegłem za moją zdobyczą. Łupało mnie w głowie, i nie przychodziło mi nic do głowy co mogło być tego przyczyną. Obszerną ranę na łapie miałem zawiniętą kawałkiem skóry, do którego napchałem kilka jakichś znianych mi zielonych roślinek. Może pomoże, może pogorszy. Jedno z dwóch. Utrudniało mi to znacznie skoki a nawet i sam bieg, przez co na polanę na której pasła się sarna wraz z dwoma innymi przedstawicielami swoiego gatunku dotarłem późnym południem. Przyczaiłem się w kępie kosodrzewiny i gdy miałem wyskoczyć na zad sarny, wpadło po raz kolejny tego dnia coś na mnie. Odwróciłem się, chcąc siarczyście warknąć na osobnika karcąc za nieuwagę, ale zamiast tego klapnąłem powietrze pyskiem. Przede mną stał dziwaczny twór. Ni to smok, ni to wilk, coś co w niczym nie było piękną mieszaniną genetyczną. Wymyślne kolory patrii futra, język jak u kobry i rogi, kojarzyły mi się ze smokami. Natomiast budowa, wysokość i profil pyska przywodziły mi na myśl przedstawiciela canis lupus. Zobaczywszy mnie, z kącika niebieskich oczu popłynęło kilka łez, zostawiając na białym futrze zmokłe ślady. Odsunąłem łeb od tego czegoś i z tępym wyrazem pyska wpatrywałem się w oblicze stwora. Zdziwiło mnie jego zachowania, bo to prędzej ja powinienem zalewać się łzami po zobaczeniu takiego potworstwa. Może to był zmiech? Coś mnie jednak powstrzymywało od wszczęcia ataku na kolorowego wilko-smoka.
-Nie becz. - mruknąłem obojętnie, wodząc wzrokiem za swoją zdobyczą. - Nie ma o co. - wyprężyłem szyję nadal nie patrząc na wybryk natury, starając się wypatrzeć sarnę. W oddali widziałem krwawy ślad na śniegu.
-Zgubiłam się... - kolejne łzy rozstraskały się o puchatą powłokę ziemi. Odruchowo przejechałem sobie łapą po pysku.
-U mnie nie znajdziesz pomocy. - zmarszczyłem brwi. - Wynocha, przeszkadzasz mi.
-Ale... - przedstawicielka płci pięknej (no nie wiem czy tkaiej pięknej...) załkała.
-Wynocha! - warknąłem, a spod warg szczerzyły się lśniące rzędy kłów. Odskoczyłem parę susów, nie zaprzestając poszukiwań upragnionego obiadu. Za sobą słyszałem ciche łkanie.
-Proszę, pomóż mi...- odbiłem się od ziemi, w powietrzu obróciłem się w stronę czegoś i lądujac zacisnąłem w przypływie impulsu szczęki na czymś, co okazało się łapą delikwentki. Zostawiło to tylko czerwony ślad, miałem jeszcze na tyle cierpliwości by dać temu...temu czemuś jeszcze jedną szansę.
-Słuchaj! Nie obchodzi mnie twój zasrany problem, ani to że twoja kochana mamusia się poszła puszczać i zostawiła cię pod krzakiem! Nie mam czasu ani ochoty na uganianie się za tobą, po to abyś łaskawie odnalazła drogę do chaty! Właśnie przez twoją głupotę i błahe problemy straciłedm jedyny obiad w obrębie sześciu kilometrów. Wybrałaś sobie niewłaściwą osobę! - nieudane eksperyment natury wyglądał na coś, co mogło być dzieckiem. Albo i dorosłym. Nie wiem, jakoś specjalnie nie wnikałem w jej wiek. Po tych słowach splunąłem na ziemię i przytkałem nos do ziemi, próbując na powrót odnaleźć trop sarny.
(Któraś z delikwentek?)

Od Kiyoteru C.D. Izaline

- Ok, już próbuję - odpowiedziałem cicho się śmiejąc, po czym spróbowałem trochę wody z tego źródełka. Czułem, że to nie była zwykła woda, jak z jeziora czy rzeki. Była przyjemnie chłodna, orzeźwiająca i lekko słodkawa. Samo źródełko wyglądało bardzo ładnie i magicznie. Również sprawdziłem, czy to rzeczywiście działa. Celowo zraniłem swoją lewą łapę, po czym patrzyłem na efekty. Ból ustąpił, ale rany nie chciały znikać. Poczekałem jedną minutę, dwie... Nadal nic.
- Na mnie to chyba tak dobrze nie działa - z lekkim zmartwieniem stwierdziłem.
- Jak to... Przecież musi działać... - Izaline zdziwiła się. - Spróbuj jeszcze raz, może za mało wypiłeś...
Wypiłem trochę więcej tej wody. Nadal nic się nie działo, nie było żadnej, nawet najmniejszej zmiany. Krew przestała lecieć, ale po tym czasie to normalne.
- Nadal nic - stwierdziłem.

<Izaline?>

Od Navilatmisy do Valerii

Kroczyłam przez ośnieżoną dolinę. Trwała rhîw.Zima Kolejny dzień spędzony na długiej wędrówce. Cieszyłam się pięknem natury. I spokojem. Tęskniłam natomiast do garaf. Do wilków. Powoli zapadał zmrok. Rozglądnęłam się. Nieopodal był mały, górzysty lasek. Dobre miejsce na obóz. Szybko zebrałam trochę jagód z krzaka.
-Naur!- krzyknęłam
Kupka gałęzi zapłonęła. Przyjrzałam się ogniowi. Nie zgaśnie do rana. Odmówiłam wszystkie modlitwy i ułożyłam się wśród loss (śniegu). Zasnęłam...
Nad ranem poczułam czyjąś obecność. Przebudziłam się. Zobaczyłam dziwną wilczycę.
- Co rob...
- lhûg. Cicho.- przerwałam jej. W pobliżu był smok. Skłonna byłabym stwierdzić, że jest ich więcej. I jak zwykle się nie myliłam. Grupka smoków. Moja towarzyszka słyszała tylko ryki. Ale ja rozumiałam każde słowo. Smoki rozmawiały o nas. Co z nami zrobią. Zanim coś pomyślałam, uderzyły. Zrobiłam zwinny unik, złapałam waderę i zaczęłam biec. Po chwili zauważyłam, że jestem w ślepym zaułku.
- Naur an edraith ammen! Naur dan i ngaurhoth! - krzyknęłam
W huku i trzasku najbliższe drzewo stanęło w płomieniach. Smoki przeraziły się i uciekły. Ogień zgasł. Wadera podeszła do mnie...
<Valeria?>

Od Wenus CD Acor'a

Byłam skrępowana tą sytuacją. W głębi duszy sama się z tego śmiałam ale nie chciałam tego okazywać więc z tłumiłam radość. Wyszliśmy na wysokie wzgórze z kont można było oglądać cały klan
- Pięknie tu co nie ? zapytałam. Acor nie odpowiedział był pogrążony w marzeniach. Wiatr targał jego pięknom sierść. Zachodzące słońce przygrzewało mu twarz. Było tak romantycznie że gdyby nie wycie skoczyła bym na niego. Jednak porzuciłam tę myśl. On zawsze uśmiechnięty miałby pokochać taką ponurą waderę jak ja. W sumie ja też lubiłam się śmiać i najchętniej wskoczyła bym teraz do wody aby się orzeźwić.Lubiłam się bawić i wspinać po drzewach ale ze względu na ojca nie mogłam.
- Dochodzi wieczór, idziemy do jaskiń- zaproponował Acor.
- A no tak zapomniałem,przez cały dzień chodziłem z tobą i zapomniałem że muszę sobie zająć jaskinie- uśmiechnięta dotąd twarz posmutniała.
- Spoko pokarzę ci wolne jaskinie- odpowiedziałam radośnie. Przy okazji pomogę mu się urządzić. Zaprowadziłam go do wolnej jaskini. Przy okazji była najbliżej mojej.
- Ta może być ?

Acor ?

Od Twilight'a CD Terry

Zaśmiałem się,odrzucając głowę do tyłu.
- Noc daje mi więcej możliwości niż myślisz.
Spojrzałem w jej ciepłe oczy.
- Tak jak tobie ziemia.
Wyjaśnił em miękko. Spojrzałem w górę na gwiazdy. ''Wpatruje się w gwiazdy na niebie, każda z nich przypomina Ciebie'' Odgoniłem myśli i spojrzałem na waderę.  - Co będziemy robić?
Zamknąłem oczy przy powiewie chłodnego orzeźwiającego wiatru. Po chwili znów zagłębiłem się w piękne oczy wilczycy.
Terra?

Od Saion'a CD Valerii

- Tak, zgłupiałam - odparła spokojnie.
- Albo wiesz co ! Rób co chcesz ! - warknąłem.
Wadera popatrzyła na mnie podejrzliwie.
- Pokaż jej że istniejesz ! - krzyknąłem.
Nikt się nie pojawił.
- Ty nie rozumiesz co ja czuje - odparłem spokojnie.
- A co czujesz ? - zapytała.
- Kurcze ! Jakieś TV ! Ty mi się podobasz ! Tak trudno to zauwarzyć?! - odparłem i skapnąłem się co powiedziałem.
Zamilkłem z bladą twarzą.
Val ?

Od Acor'a CD Wenus


- Przejde się chętnie - odparłem z uśmiechem.
Wadera była bardzo spokojna i zrównoważona, a ja byłem jej zupełnym przeciwieństwem.
Jak ogień i woda.
Ale mimo wszystko postanowiłem się zaprzyjaźnić.
Żyje się tylko raz ? Nie?
Wadera szła obok mnie i wpatrywała się we mnie jakbym był kosmitą.
- Mam coś na pysku ? - zapytałem dotykając łapą pyska.
- nie...nie - odparła zmieszana i odwróciła wzrok.
Ja cicho się zaśmiałem.
Chcihrałem się w sobie, bo takie zachowanie zawsze mnie śmieszyło.
Wenus ?

wtorek, 18 listopada 2014

Od Nightfury C.D. Saiona

Godzina. Tyle już śledziłam kobietę, która zabrała Saiona. Rana już nie bolała. Uleczyłam ją pierwszym lepszym napotkanym leczniczym ziołem. Teraz czaiłam się w cieniu, w obskurnym pomieszczeniu. Czekałam. Kiedy kobieta wychodziła, rzuciłam się na nią i zmiażdżyłam jej tchawicę. Podbiegłam do Saiona i zwinnie wskoczyłam na stół.
<Saion?>

Od Valerii CD Saion'a

- Oh, Saion ... a skąd tu demon mógłby się wziąć - westchnęłam i wstałam
- Val! Ja naprawdę nie zmyślam ... - powiedział i zerwał się z miejsca - Uwierz mi!
- Ale dlaczego to mnie chce zabić? - nie otrzymałam odpowiedzi - Jeśli naprawdę on istnieję, chce się z nim zobaczyć
- Nie możesz! Zabije ciebie! - mówił cały czas podniesionym głosem
Nie dałam za wygraną. Wybiegłam z jaskini i udałam się na polanę. Słyszałam jak Saion mnie nawołuje, ale nie zatrzymałam się.
- Jeśli istniejesz naprawdę ... pokaż się! Chcę z Tobą porozmawiać!
- Val - zostałam przewrócona na ziemię przez Saiona - Czyś ty zgłupiała?!

Saion?

Od Livrey CD Hitachiego

Wbiegłam do swojej jaskini, ale nikogo w niej nie zastałam. Wskoczyłam na moją "półkę" z kocami, przykryłam się nimi i położyłam głowę na poduszce. Moją uwagę przykuła jaszczurka, która przebiegała po podłodze.
- Jaszczurko! - zeskoczyłam i wylądowałam przed nią - Odkąd przebywasz w naszej jaskini? - nachyliłam się do niej i badawczo jej się przyglądałam
- Waszej?! - dało się w jej głosie słyszeć oburzenie - Zanim ją zajęliście sama tu mieszkałam ...
- A był może tu taki duży wilk ... od momentu gdy wyszłam i teraz wróciłam?
- Nie - powiedziała i zniknęła w szczelinie
Westchnęłam po czym wróciłam do koców. Przez długi czas nie mogłam zasnąć. Gdzie teraz tata był? Bardzo mnie to dziwiło, czemu jeszcze nie wrócił. Przecież, nie dostał niczego od Alfy aby szpiegował inne tereny? W myślach cały czas zadawałam sobie to pytanie. Jednak byłam zmęczona i zasnęłam. Spałam długo, twardym snem. Obudziłam się o ... sama dokładnie nie wiem o której, ale słońce już było na niebie. Wybiegłam na dwór i nagle zauważyłam ziemię pokrytą czymś białym. Czy to jest ten śnieg, o którym wspominał wczoraj Hitachi? Zdziwiona dotknęłam śniegu, był wilgotny i zostawiałam na nim odciski łap. Dało się z niego coś lepić, ale nadal nie było go aż tak dużo. Nagle zauważyłam mojego tatę z dala, od razu do niego podbiegłam.
- Liv?! Co ty tu robisz?! - krzyknął
- Jak widać przyszłam po ciebie - uśmiechnęłam się - Czemu cię nie było w nocy?
- Wybacz, ale musiałem coś załatwić i nadal to muszę ... idź się pobawić - powiedział i odszedł
Stałam tak i patrzyłam jak się oddala. Zdziwiło mnie to, pierwszy raz się nie przejął tym co robię. Ale to dobrze chyba, prawda? Ruszyłam przed siebie, turlałam się na śniegu i robiłam fikołki. Zauważyłam Hitachiego, rozmawiał z kimś. Podbiegłam do nich.
- Hitachi! - zawołałam i się uśmiechnęłam, a ten przerywając rozmowę spojrzał na mnie
- No hej, mała - rozczochrał mi grzywkę
- Kto to? - odezwał się wilk, była to wadera
- To Livrey, dołączyła wraz ze swoim ojcem, Nikitą
- Ahaaa - powiedziała wilczyca - Jestem Miru - uśmiechnęła się do mnie
- Jak przed chwilą ze sobą rozmawialiście, mówiłeś jej o tym co się stało wczoraj? - spytałam - Co to była wtedy za dziwna wadera?

Hitachi? c;

Nowa wadera w Klanie Everything - Navilatmisa!

 
Na'vilatmisa Ethea'Peliotto Ruma 
pełne imię - (tł. Ta,która żyje wśród umarłych) 
zwykłe - Navilatmisa

Od White Winged

Odetchnęłam jednocześnie z ulgą i ze smutkiem kiedy zobaczyłam jak za moimi plecami zostaje moje dawne życie a przede mną ma zacząć się nowe. Ruszyłam spokojnie do przodu i zaczęłam rozmyślać co takiego powinnam zrobić.
,,Żaden wilk nie przeżyje długo samotnie. Muszę znaleźć jakąś watahę."
Więc postanowione. Zaczęłam się wkoło rozglądać aż dopiero teraz dostrzegłam, że weszłam na Pustynię Nefrim.
,,Hmmm... Wątpię czy znajdę tutaj kogokolwiek, ale z drugiej strony nikt z naszej watahy nigdy nie przemierzył tych terenów. Będzie przynajmniej co opowiadać jak jednak wrócę do Blue Fire."
Popędziłam naprzód. Było niezmiernie gorąco, ale mi upał nie przeszkadzał. Jestem przecież wilkiem ognia i nawet wyruszając w podróż po pustynie przeżyję tutaj dobre parę dni bez jedzenia i wody. Zahamowałam gwałtownie kiedy po paru godzinach tułaczki dostrzegłam w oddali coś pomarańczowego.
,,Czy to mi się śni?"
Zaczęłam zmierzać w stronę nowo odkrytej ziemi. Była to duża przestrzeń z pomarańczową trawą. Przechadzałam się spokojnie kiedy zobaczyłam, że coś brązowego biegnie w moją stronę.
,,Wilk. To w stu procentach jest wilk. A może jednak jest tutaj jakaś wataha."
Nieznajomy podbiegł do mnie i mi się przyjrzał. Ja mu również. Miał dziwną bliznę w kształcie błyskawicy przy lewym oku. Miał dwukolorowe oczy. Jedno czerwone a drugie niebieskie. Nagle poczułam się dosyć dziwnie kiedy nasze spojrzenia się spotkały.
- Cześć. - zaczęłam - Jestem...
Basior mi przerwał machnięciem łapy i skinął głową pokazując żebym szła za nim. Posłusznie wykonałam polecenie. Dotarliśmy do olbrzymiego kanionu. Na skale obok wylegiwała się jakaś wadera i kolejny basior. Na nasz widok podnieśli łby.
- Kogo tym razem przyprowadziłeś Zuko? - zapytał twardym i przywódczym głosem basior.
- Sam nie wiem. - odparł Zuko - Była na polanie to ją przyprowadziłem.
Basior, który najwidoczniej był Alfą przyjrzał mi się badawczo.
- Skąd jesteś? - zapytał.
- Ze stada Blue Fire. - odpowiedziałam. - Jestem White Winged.
- I czego tutaj szukasz?
- Przygód... A i nowej watahy.
- A co w starej cię nie chcieli!? - zapytała ostro wadera.
- Opuszczenie watahy było moim wyborem. Nikt mnie do tego nie zmuszał...
- Solitaire, spokój. - rozkazał Alfa - Nie traktuj w ten sposób nowych.
-,,Nowych" - odparowała wadera - To ONA jest już w naszym stadzie?
- A racja - odrzekł basior - White Winged czy chcesz dołączyć do Watahy Ognia?
Spojrzałam szybko na Zuko, wydawał się szczęśliwy natomiast Solitaire wręcz przeciwnie.
,,Chyba nie znajdę w niej przyjaciela" - pomyślałam.
- Jasne czemu nie...

<Kaoru?>

Nowy wilk w Klanie Ognia!

White Winged by 1skylight1
1skylight1

White Winged
Szamanka

Od Ronin`a CD Descartes

Idąc w stronę lasu, zastanawiałem się czemu nagle stałem się taki miły dla wadery. Przecież jeszcze od niedawno, chciałem z niej zrobić sobie największego wroga, który to kradł mi miejsce do spania w jaskini. Jednak teraz? Teraz było zupełnie inaczej, doszukiwałem w niej raczej bratniej duszy, kogoś w rodzaju przyjaciela. Podnosząc wysoko łapy, tak aby nie utknąć w śniegu ukradkiem przyglądałem się Descartes. Dopiero teraz zacząłem dostrzegać u niej rzeczy, które wcześniej nie potrafiłem dostrzec. Jej grzywka niesfornie przysłaniała lewe oko, które z każdym jej krokiem na chwile się odsłaniało, żeby za chwilę ponownie zniknąć za białą kurtyną. Dwa warkoczyki które delikatnie spływały po karku wadery, splecione brązowym cosiem [Ronin taki nie obeznany w kobiecych sprawach i w ogóle]. Jej oczy, niby kocie a niby wilcze zdawały się świecić na tle tego całego białego futerka. Oraz ten żółty kryształek pod jej okiem, raczej był on namalowany ale był całkiem uroczy. Kiedy wadera nagle przystanęła, zatrzymałem się i przystanąłem z łapy na łapę troszkę zdziwiony. Descartes wciągnęła w nozdrza powietrze zamykając oczy, robiąc to z takim niesamowitym spokojem. Po chwili otworzyła swoje bursztynowe oczy, po czym nie odzywając się nic a nic powolnym krokiem, wręcz skradając się ruszyła w prawo, w kierunku krzaków. Udałem się za nią, krzaki były takim jakby murkiem, które zagradzały małe urwisko. W dole, dokładniej z trzy metry niżej, na malutkiej polance, korę z drzew skubało stadko sarn. Na tym zimowym tle, wyglądało to naprawdę ślicznie. Dawno już nie widziałem takiego zjawiska, od czasu katastrofy prawdziwe polowania zdarzały się rzadko, zazwyczaj były to stare resztki ze śpiżarni. Zwierzęta na swoich szczupłych i długich nogach, powoli dreptały po śniegu, zostawiając na nim mnóstwo śladu. Powietrze wydychane przez nie, zamieniało się w bladą mgiełkę, natomiast ich uszy bacznie nasłuchiwały wszystkiego w około. Pomimo tej swojej baczności, nadal nas nie wykryły. Przyglądałbym im się tak jeszcze długo, zresztą Descartes też, ale nasze żołądki skręcały się już z głodu. Skuliłem się lekko, szykując swoje ciało do długiego skoku, wadera zrobiła to samo. Po chwili odepchnąłem się tylnymi łapami od ziemi, przeskakując nad krzakami i po chwili spadając już w dół, czułem się jakbym latał. Jednak to uczucie nie trwało długo i po chwili już pędziliśmy w stronę zdezorientowanej zwierzyny. Ich reakcja była trochę opóźniona, jednak i tak prędko zaczęły uciekać, mknąc na tych swoich tyczkowatych nogach. Co chwilę skręcając gwałtownie, unikając grubych, brązowych pni drzew uśmiechnąłem się szeroko do Descartes. Biegnąc, łapami unosiłem śnieg, który rozrzucony na wszystkie strony, przez chwilę jeszcze unosił się w powietrzu, jakby w zwolnionym tempie. Jednak nie była to teraz pora, na podziwianie cudów przyrody. Przyspieszyłem, zbliżając się z każdą sekundą do powoli sapiącej już sarny. Jej nogi zaczynały się powoli kiwać i stawiała krzywo kopyta na miękkim puchu, co kilka razy doprowadziło już prawie do jej wywrotki. Descartes biegła za inną, kilka metrów przede mną. Nie zamierzała się poddać, widać to było po jej wyrazie twarzy. Warcząc podskoczyłem i wylądowałem na zadzie zwierzęcia, wbijając pazury w skórę. Nadal biegnąc, zostawiała na śniegu krople krwi, której coraz więcej spływało po jej tyle. Wgryzłem się w plecy sarny, która wydała z siebie nienaturalny dźwięk, zachwiała się i upadła. W momencie upadków usłyszałem trzask kości, nienawidziłem zabijać, widząc cierpienie w jej oczach, nie wytrzymałem i postanowiłem jak najszybciej zakończyć jej męki. Z zakrwawionym pyskiem spojrzałem przed siebie, Descartes również uprawiła się ze swoją zdobyczą, a na jej pyszczku malował się uśmiech.
-Czemu... nie jestem zadowolony? - szepnąłem tak cicho, że usłyszałem to tylko ja
Wadera rzuciła się na swoją zdobycz i zaczęła łapczywie ją jeść, plamiąc cały śnieg w około na czerwono. Jakoś tak odechciało mi się jeść, więc postanowiłem, że tą sarnę dam swojemu rodzeństwu i ojcu. Przysiadłem na śniegu i odczekałem kilka minut, aż wadera zakończyła swój posiłek.

(Descartes?)

Od Wenus do Acor'a


- Jestem Wenus -odpowiedziałam. Nowy członek był bardzo miły i przystojny.
- Jesteś pewnie nowy co ?
- Tak, i jakoś nieswojo się czuje wszystko jest takie nowe i dziwne - powiedział zakłopotany
- Jak chcesz to cię oprowadzę po naszym klanie - zaproponowałam
- OK
Pokazałam mu najpiękniejsze miejsca jakie znałam. Rzekę, góry, las i inne.
- Masz ochotę na rybę - byłam bardzo głodna a przy okazji Acor też by skorzystał.
- Nie wiem jakoś nie czuje się głodny- w sumie się mu nie dziwiłam. Ja też bym się nie skorzystała z propozycji.
Było już popołudnie więc zapytałam basiora czy przejdziemy się po lesie
Acor ?

Od Nightfury CD Saiona

Godzina. Tyle już śledziłam kobietę, która zabrała Saiona. Rana już nie bolała. Uleczyłam ją pierwszym lepszym napotkanym leczniczym ziołem. Teraz czaiłam się w cieniu, w obskurnym pomieszczeniu. Czekałam. Kiedy kobieta wychodziła, rzuciłam się na nią i zmiażdżyłam jej tchawicę. Podbiegłam do Saiona i zwinnie wskoczyłam na stół.
<Saion?>

Od Saion'a CD Nightfury


- Night..... - syczałem z bólu chwytając się za ranę.
- Spokojnie - wadera próbowała mnie uspokoić.
- To sama przyjemność Cię chronić - uśmiechnąłem się przez ból.
Z rany zaczęła cieknąć bordowa krew.
- Ok kurcze, zawsze tak jest - odparłem patzrąc na wadere.
Chwyciłem się stołu pazurami.
Na łapach miałem krew a strzała nadal tkwiła w moim brzuchu.
Po chwili moje serce zwalniało tętna.
Nightfury?

Od Nightfury

Obudziłam się o świcie. Piekielnie głodna. Już od jakiegoś tygodnia byłam w tym klanie. Zima. Dzisiaj było bardzo zimno. Ale nie dla mnie. Grube futro doskonale przed tym chroniło. Wyruszyłam na polowanie. Nagle zauważyłam coś rudego. Wzbiłam się w powietrze. Lis. I to nie biały! Zwykły. Rudy. Troche duży. Piekielnie niemądry. Mięso lisów było bardzo dobre. W sumie nie powinnam, ale... Głód robił swoje. Szaleńczo zanurkowałam w dół. Powaliłam lisa, i już chciałam zmiażdzyć mu tchawice....Ale to był wilk. Podobny do lisa. Ale wilk. Odsunęłam się od niego. Otrzepał się ze śniegu i na mnie warknął.
- Ej, spokojnie! To tylko nieporozumienie!
<Alciria?>

Od Acor'a


Byłem niecały dzień w nowej watasze.
Nie czułem się narazie swojo, mimo że poznałem już pare fajnych wilków.
Łaziłem leniwie po lasach, szukając czegoś ciekawego do roboty.
Usiadłem na kamieniu i usłyszałem.
- Cześć - odparł cichy głos wadery.
- O hejo ! - odparłem z ogromnym uśmeichem wpatzrony w wadere.
Była mimo wszystko....bardzo ładna.
Nie znałem jej, a na wyglądzie mi nie zależało.
- Acor - odparłem kłaniając isę lekko.
Jakaś wadera ? XD

Nowy basior w Klanie Everything - Acor!

Acor

poniedziałek, 17 listopada 2014

od Alciri'ego cd Anuritti

Rozmowa nam się z pewnośćią nie kleiła. Może dlatego że nie było o czym rozmawiać. Każde rozwinięcie zdania z mojej strony nie było możliwe, nawet gybym tego chciał to myśli nadal odsuwały mnie od tematu. Chciałem po prostu żeby ta waderka sobie poszła, zostawiając mnie samego z swoimi myślami. Ona jednak chciała czegoś więcej, najwidoczniej oczekiwała czegoś z mojej strony. Chciała podratować konwersację na każdy możliwy sposób, co jej nie wychodziło. Na wzmiankę o jej matce, na chwilę zmieniłem tok myślenia w kierunku jej życiorysu, jednak nie na długo. W chwili kiedy zapytała o moją osobę, miałem nawet ochotę jej coś o sobie opowiedzieć, stosując sprawdzoną metodę blefu. Po chwili namysłu, uświadomiłem sobie że Anuritti nie musi wszystkiego wiedzieć. Znów nastała parząca uszy cisza. Na ziemi przez ten czas zaczął się kreślić niewyraźny kształt czegoś, co miało przypominać smoka. Nigdy nie widziałem smoków. Nieznana mi była ich rozpiętość skrzydeł, ani budowa ciała. Będąc małym szczeniakiem, w sennych marzeniach śniłem o tym, że kiedyś będzie mi dane latać na smoku, albo że mi samemu wyrosną skrzydła. Bardzo chciałem latać i w pewnym sensie nienawidziłem ojca za to, że on był uskrzydlony a ja ten dar zatraciłem. Nagle lewe ucho wychwyciło jakiś dźwięk. Spojrzałem na samicę, była zajęta wypatrywaniem czegoś w koronach drzew które nie straciły jeszcze swojego przybrania. Odwróciłem się samymi oczyma w stronę dźwięku i w kącie jaskini siedziała mały mysz. Poruszyłem nosem, pokręciłem uszami i mimowolnie podsunąłem tylne łapy do pozycji przygotowawczej. Przesunąłem nieznacznie łapą po ziemi i szybko przeturlałem się na lewy bok p czym przycisnąłem mysz łapą. Nie trzeba było wkładać wiele wysiłku w złapanie tej skromnej zdobyczy, wystarczył spryt. Szybko pochłonąłem swoją ofiarę i powróciłem na miejsce. Anuritti zdawała się niczego nie zauważyć. W końcu wstałem z ziemi i do niej podszedłem. Spokojnie spojrzała na mnie wyczekującym wzrokiem.
-Słucham?
-Las. - kiwnąłem głową w kierunku ściany drzew. - Są jelenie? - nie musiałem wypowiedzi rozwijać, żeby wadera zrozumiała o co mi chodzi. Pokręciła łbem i wskazała przeciwny kierunek.
-Teraz lepsza polana. Chodź. - skręciła i poszła powolnym krokiem, czekając na mnie. To dobrze że nie trzeba jej wsyzstkiego tłumaczyć. Ruszyłem za nią, przypominając sobie teraz o łapie. Pierwszy krok zakończył się małym niepowodzeniem, kości poszkodowanej kończyny zastały się i trzeba było je rozruszać. Wstałem z klęczek i już mocniejszym krokiem poszedłem za przeowdniczką. Z uśmiechem ruszyła dalej, a ja za nią. Znów przemierzaliśmy oblodzone kamienie, tym razem dokładnie wiedziałem na którym kamieniu nie warto stawać opuszków łap. Droga była krótka, był to plus położenia mojego nowego mieszkania. Wkrótce znaleźliśmy się na puszyście śnieżnej polanie. Nie było na niej ani jednego drzewka, tylko duży zbiornik wody na środku a wokół niego niespokojne stadko kopytnych. Uśmiechnąłem się do siebie i przywarłem do ziemi, a potem skradałem się do najbliższej kępki kosodrzewiny. Dałem znak samicy żeby zrobiła to samo, miałem nadzieję że zna się na sygnalizacji do polowań. Nie było z tym najmniejszego problemu. Syknąłem cicho, poruszając znacząco prawe ucho. Samica schowała się obok, za dużym kamieniem.
-Jeleń. Ten bez poroża. - mruknąłem cicho. Kiwnęła bez słowa głową. Staliśmy pod wiatr i stado nie mogło nas wyczuć. W chwili gdy zawiał mocniejszy wiatr, zacząłem powoli podchodzić do jelenia, a samica za mną. Zwierz niczego nie świadomy, rozgrzebywał śnieg w poszukiwaniu kępek trawy. Polanę pokrywał świeży puszek który skutecznie tłumił nasze kroki. Było by wszystko wspaniale, i można by rzec że pogoda była po naszej stronie, kiedy wiatr zmienił niespodziewanie swój kierunek. Zwierzęta jak na komendę oderwały głowy od posiłku i rozglądały się niespokojnie. Zastygłem w bezruchu, ale to nic nie dało. Moje futro zbyt bardzo odznaczało się na tle śnieżnobiałego puchu. Anuritti nie została tak szybko zauważona jak ja, jelenie poderwały się do ucieczki. Warknąłem i wyskoczyłem do przodu. Samica szybko mnie dogoniła. Mogłem sam polować, jednak jej towarzystwo mi nie przeszkadzało i przyjemniej się polowało z kimś.
-Właściwie...- szepnąłem do niej. Jej wzrok skierował się na mnie. - Mam trzy lata, urodziłem się na północy ale długo bytowałem na wschodzie. - przez pysk Anuritti przeleciał uśmiech. Znalazłem sobie idealną porę na opowiastki o moim życiu. - Moją matką była lisica, zdechła zaraz po narodzinach. - wyprężyłem się do skoku, przeleciałem nad kłodą i w powietrzu zrobiłem coś na rodzaj śruby, lądując po dugiej stronie wilczycy. Syknąłem, kiedy ciężar ciała przeszedł na chorą łapę. - Ojciec był wilkiem powietrza, niestety nie odziedziczyłem skrzydeł. Idź na prawo. - pośpiesznie wydałem komendę a potem wraz z samicą byliśmy po bokach naszej ofiary. Śnieg spod kopyt rozszalałego zwierza sypał prosto w twarz, co ograniczało widoczność. Lekko wyskoczyłem i szturchnąłem jelenia w bok. Lekko się zatoczył, a Alfa wskoczyła mu pod nogi i to spowodowało że stracił całkowicie równowagę i runął na ziemię. Chciałem zabić jelenia, ale gdy do niego podszedłem miał już roszarpane gardło.
-Chylę czoła. - mruknąłem do samicy z podziwem. Usiadłem obok i przechyliłem łeb – Czyń honory. - skinąłem głową i uśmiechnąłem się lekko. Anuritti zatopiła kły w mięsie jelenia i po chwili ja również poczułem ciepłą krew na języku.
(Anuritti? Weny brak :I )

Od Tiki CD Akumy

Od wilka bila duza energia taka jagby moc . Nigdy nie widzialam wilka z takimi mocami . Gdyby bylam taka jak kiedys... Bylam jak ten wilk . Mroczna .... Po prostu wredna . Byma takze silna i odwazna ale no .... Przeczuwalam ze to nie zwykly wilk . Z reeszta nie raz spotykalam demony . E no.. i tego w lesie co mnie ---------- ( XD Piki co mi takie poysly nasuwasz? ) . Spojrzalam na basiora i krzyknelam .
- Demonem jestes czy tylko na takiego silnego wyglandasz? - Wtedy okazalo sie ze trafilam w setno... Basior lekko sie odwrocil w moja strone .
< Akuma?>

Od Terry CD Twilight'a

- Mi to nie przeszkadza - uśmiechnęłam się pogodnie.
- Masz go ! - zawołałam.
Zaczeliśmy biegać i się śmiać.
Kiedy mnie dogonił, ja zaczęłam gonić go.
Usiadliśmy nad jeziorem.
- I co ? Zmęczyłeś się cos? - zapytałam patw jego oczy.
Twilight?

Od Terry CD Dhiren'a


Uśmiechnęłam się.
Postanowiłam nie wspominać dawnych lat.
Zawsez byłam wilkiem który kocha wariacje, ale przez to zdardzenie isę zmieniłam.
jednak mam osoby którem nie wspierają, i za ich pomocą napewno będę taka jak zawsze.
Już taka jestem.
Dhiren ?

Od Saion'a CD Valerii

- On Cię zabije rozumiesz ? - odparłem.
- Może Ci się śniło ?
- Nie ! - odparłem.
Kurcze, jest moją przyjaciółką ( nikim więcej XD).
I zależy mi by żyła, każdemu by zależało.
Val ?

 Zamienione na prośbę właściciela Saion'a.

niedziela, 16 listopada 2014

Od Uru C.D. Kiyoteru

Świątynia była piękna. Ale...nie czułam się tu najlepiej. To była świątynia innego boga, Sky'a. Nie wierzyłam w niego. W mojej watasze wszyscy czcili boga powietrza - Manwego.... Na szczęście tylko chwilę byliśmy w środku. Zaczynało się ściemniać. Nagle na niebie zauważyłam coś dziwnego
-Patrz! Co to jest? - wskazałam na mały, czarny księżyc
- To Isandia. Zwiastuje klęskę. To zły znak...
Wyruszyliśmy w drogę powrotną. W środku jaskini spotkałam jakąś waderę.
-Hej! Jestem Uru.
- Cześć. Izaline. Witaj w Klanie Powietrza!
Ułożyłam się wygodnie i zasnęłam.
Obudziło mnie szturchanie.
- Uru! Wstawaj!- powiedział do mnie Kiyouteru
- Coś się stało?
- Można tak powiedzieć. Izaline zawiadomiła mnie rano, że na nasze tereny weszła dosyć spora grupa wilków...
- Inna wataha?
- Nie. To raczej drapieżniki. Są głupie i bezmyślne. Napędza je tylko głód. A teraz zmierzają na nasze tereny...
- To co mamy z nimi zrobić?
- Izaline powiedziała, że są wrażliwe na dębowe kołki. Zostawiła nam cały worek.
- A gdzie ona jest?
- Poleciała powiadomić inne klany, żeby zwiększyły straż przy granicach. Musimy wytrzymać do południa.
Patrolowaliśmy granicę.
- Patrz! Tam są! - zawołałam
Wylądowaliśmy.
- Gdzie? - spytał
- Tam!
Sięgnęłam po worek. Nigdzie go nie było...
- Eeeee...Brałeś worek z jaskini?
- Tak! A co?
- Chyba mamy problem....Te worki mięsa zakosiły nam kołki!
<Kiyouteru?>

od Descartes cd Ronina - bardzo nudne opo xD

Zbliżyłam się do niego. Nie chodzi o coś emocjonalnie, po prostu...Każdy by widział, że się do niego zbliżyłam. To było złe, tak nie powinno być...Może i nic nie czułam w związku z nim, a między nami żadnych głębszych uczuć nie było, postanowiłam na nowo zbudować między nami pewien mur, który zrodził się na począrku naszej znajomości. Żeby nikt sobie nic nie myślał. Nie wiem co chciałąm przez to osiągnąć, że zasnęłam przy nim, oparta o jego ciepłe ciało i muskana puszystym futrem. Myślałam o tym całą noc i nie potrafiłam sobie tego jakoś sensownie wytłumaczyć. Przecież mi na nim nie zależało...Noc była dla mnie ciężka, a rankiem obudziłam się bardzo wcześnie. Nadal rozmyślałam nad wydarzeniami z wczorajszego dnia. Wkrótce również Ronin zbudził się ze snu i oboje wyszliśmy z jaskini. Na początku bardzo nie chętnie podchodziłam do tej propozycji, zważywszy na to że jeszcze wczoraj wieczorej znajdowała się przed wejściem ogromna otchłań, do której wpadły zmiechy. Basiorowi udało mnie się namówić i razem ruszyliśmy z powrotem do centrum watahy. Kiedy otoczyła nas grupka nachalnych wilków, a Ronin rozmiawiał o czymś z ojcem widziałam że wiele wader patrzy na niego rozmarzonym wzrokiem. W pewnym sensie poczułam lekką zazdrość, mimo tego że nic do niego nie czułam. Może jednak powinnam się usunąć z drogi tym waderom? Ronina otaczał teraz wianuszek pięknych wader, a sam basior próbował się najwidoczniej od nich odgonić. Podeszłam do jego ojca i grzecznie się przywitałam.
-Dzień dobry... - nie wiedziałam jak zacząć rozmowę, ale właściwie nie miałąm z nim o czym rozmawiać.
-Witaj. - basior odwrócił się do mnie i uśmiechnął się serdecznie. Na jego futrze malowały się linie siwych włosów. Chciałam go o coś spytać, cokolwiek. Czułam że chcę go poznać. I w chwili kiedy otwierałam usta, Ronin pojawił się obok mnie. Mimiką pyska dał mi do zrozumienia, że mu się śpieszy, albo że nie chce mu się przebywać w towarzystwie tych wilków. Westchnęłam i lekkim skinienem głowy pożegnałam się z ojcem Ronina. Zastanawiało mnie, co on też o mnie sobie teraz myśli.
-Twój ojciec jest Alfą? - zapytałam jakby od niechcenia.
-Mhm. Emerytowaną Alfą. - szedł nie patrząc na mnie. Nagle zainteresowałam się jego rodziną. A przecież miałam się od niego odgrodzić...
-A rodzeństwo?
-Miru i Hitachi. - zaczął niepewnym tonem, spoglądając na mnie. - Nie są Alfami. - uprzedził moje pytanie. Widziałam że nie chce za bardzo opowiadać swojej historii życiowej, więc dałam mu spokój. Szliśmy w nieokreślonym kierunku, w dziwnej, nieprzyjemnej atmosferze. Wchodziliśmy na jakąś górkę, gdzie stało małe drzewko. Kiedy pod nim przechodziliśmy, żeby rozładować napięcie, kopnęłam je i poleciały tony śniegu prosto na samca. Jakoś zapomniałam o moim wcześniejszym postanowieniu i w stronę Ronina poleciała śnieżka, któa rozbiła mu się na pysku. Gdy śnieg opadł, myślałam że jest na mnie w jakiś sposób zły, jednak po chwili, szybko się odwrócił i zaczął przekopywać na mnie śnieg. Kiedy przestał, utowrzyło to coś w rodzaju niewysokiego muru, za którym mogłam się schować. Wzięłam śnieg w łapy i uformowałam niezgrabną kulę, która przecięła powietrze i rozplaszczyła się na samcu. Szybko schowałam się za śniegową ścianę i formowałam nadal śnieżki. Wychyliłam się za ścianę i dostałam prosto w pysk. Wpadł mi pewien pomysł do głowy, przewróciłam się na ziemię i skuliłam, trzymając łapy na oku. Przez chwilę tak leżałam, dopóki samiec do mnie nie podszedł. Wyskoczyłam na niego ze śmiechem, obrzucając go puchem. Podcięłam mu łapy, przewrócił się na mnie i przeturlaliśmy się po zboczu góry, lekko się podgryzając. Z górki wpadliśmy prosto na lodowisko, odskoczyłam od niego i przewróciłam na śliskiej powiechrzni. Ronin pewnie robił to już wcześniej, bo zaczął robić zgrabne piruety. Próbowałam go naśladować, ale nie do końca mi to wychodziło. Zaparłam się przednimi łapami, a tylnymi zaczęłam iść, no i coś wychodziło. Pojechałąm na środek jeziora, gdzie lód był przejrzysty. Pod taflą malowały się kolorowe kształty ryb. Goniłam jedną łapą, aż w końcu wysoko wyskoczyłam i spadłam na lód. W chwili kiedy to robiłam, tafla pękła. Uskoczyłam na bok i rozejrzałam się za Roninem. Jeździł sobie spokojnie, przy brzegu zamarzniętego zbioernika wodnego. Wzrokiem szukałam srebrnego grzbietu pstrąga. Kiedy na tafli wody, pojawiły się zmarszczki wsadziłam głowę do wody i kłapnęłam zębami wodę. Nic niestety nie złapałam. Obok mnie zjawił się samiec,
-Co porabiasz? - przechylił łeb przyglądając się wodzie.
-Łowię ryby. - odparłam bacznie przyglądajac się lustrze wody. Znów zanurzyłam łeb, ale kolejna próba skończyła się niepowodzeniem.
-Pokażę ci jak to się robi. - dumnie wyprężył się basior i zanurzył głowę w wodzie. W chwili kiedy to robił, popchnąłam go do przodu i wpadł do wody.
-To nie było śmieszne... - burknął gdy otrzepywał się z zimnej wody.
-Było! Nawet nie wiesz jaaaak! - przedostatnia samogłoska przeszła w pisk, gdy Ronin podcinął mi łapy i runęłam do wody. Wyciągnęłam łapy poza przerębl i zaczepiłam się pazurami o twardy lód. Podciągnęłam się i po chwili usiadłam obok basiora, wyglądając jak mokry szczur. Tym razem to Ronin pokładał się ze śmiechu. Pokazałam mu język i otrzepałam się z wody.
-Głodna jestem. - zaburczało mi w brzuchu. Basior uśmiechnął się serdecznie, a ja to odwzajemniłam.
-Chodź za mną.
Plan budowania muru emocjonalnego, poszedł z prochem...
(Ronin?)

Od Kanban`a CD Juliette

Spojrzałem zaciekawiony na księgę, którą trzymała w łapach Juliette. Była to książka bardzo gruba i stara, a jej karty były misternie zdobione. Wadera wyglądała na zestresowaną, co sprawiało, że miałem ogromną ochotę przeczytać co tam pisze. Faktycznie, było tam napisane coś o demonach.

~~~
Ostoty występujące w wielu wierzeniach ludowych, mitologiach i religiach, które zajmują pozycję pośrednią między bogami a ludźmi, między sferą ziemsko-ludzką, materialną, a sferą boską, czysto duchową; istoty o cechach na wpół ludzkich, na wpół boskich; najczęściej są to nieprzyjazne duchy, związane pierwotnie z pojęciem nieczystości sakralnej. Często demonami stawały się zdegradowane bóstwa politeistyczne wyparte w toku rozwoju wierzeń z panteonu głównych bóstw. Często też podporządkowywano obcych bogów własnemu Bogu, degradując ich do poziomu demonów. Jedno z najczęstszych wyobrażeń to demon o postaci drapieżnego zwierzęcia (otwarta paszcza z wielkimi zębami, ogromne oczy, ostre pazury), pojawiający się w nocy w miejscach budzących grozę. Napada jak dzikie zwierzę, przynosząc śmierć, zagrożenie, niszcząc materialne podstawy bytu. Czasem demony w takiej postaci utożsamiane są z groźnymi zjawiskami przyrody oraz niebezpiecznymi impulsami wypływającymi z wewnętrznej natury człowieka (głównie z agresją i popędem seksualnym, wykraczającymi poza normy kulturowe; przykładem może być kozioł-diabeł jako symbol nieokiełznanej seksualności). Demony często pełnią także funkcję strażników, chroniących określone terytorium w imieniu jego „pana”. Takie demony najczęściej przedstawiano w postaci pół ludzkiej, pół zwierzęcej. Ponadto wiele wyobrażeń demonicznych odwołuje się do postaci, które na ogół są życzliwe, a szkodzą mu jedynie w słusznym gniewie; demony często też wiąże się z postaciami zmarłych, niebezpiecznymi duchami przodków. Opętaniem określa się zawładnięcie ciałem osoby opętanej przez demona. Opętanie jest zniewoleniem wewnętrznym i najwyższą formą demonicznej ingerencji.
~~~
Zanim demon pochłonie swojego nosiciela, można go odpędzić za pomocą talizmanów, zaklęć lub napitków z ziół. Jednak w przypadku, gdy demon zaczyna powoli przejmować kontrolę nad ciałem, konieczne są inne środki. Wypędzenie go z ciała za pomocą upuszczenia niemal całej, że krwi nosiciela bądź odcięcie głowy. Nie ma zbyt wielu sposobów odpędzenia tych bytów, pomijając jeszcze jedną, bardzo rzadką sytuację. Aby przenieść demona nie pozbawiając życia nosiciela, należy uwięzić demoniczny byt w tak zwanym stworzeniu cienia. Są to demony, która za sprawą odpędzenia przez właściciela zostały wypędzone z jego ciała i uzyskały własną, materialną postać. Są to jednak bardzo rzadkie przypadki, ponieważ zarówno demon jak i nosiciel muszą posiadać ze sobą powiązania krwi. Innym słowem, nosiciel musi być pół demonem, potomkiem demona i istoty ziemskiej. Natomiast sam demon, musi tego niezmiernie pragnąć. 
~~~

Zrozumiałem tylko tyle, że była tutaj definicja podające co to są demony, oraz co to opętanie. Że jestem pół demonem i dlatego dałem Akumie postać wilka, to zrozumiałe, moi rodzicie modlili się do upadłych bóstw... Ale najbardziej mnie przerażała część, że dla Juliette widziana jest śmierć, chyba, że przekażemy jej demona Akumie. Ale nie było objaśnione, co się wtedy stanie. Czy demon to normalnie przyjmie, zniknie, czy też stanie się jeszcze silniejszy ode mnie. To ostatnie byłoby problemem, ponieważ tylko ja go kontroluję, aż strach myśleć co on by wtedy zrobił. No chyba, że obejdzie się bez tego, jeśli Juliette również jest w połowie demonem. Ale wątpię.. Juliette z niedowierzaniem wpatrywała się w ścianę, a jej oczy zaszły łzami. Nie mogąc na to dłużej patrzeć, przytuliłem ją.
-Wszystko będzie dobrze... pozbędziesz się go - wyszeptałem waderze do ucha

(Juliette?)

Od Hitachi'ego CD Livrey

Jej zachowanie powoli zaczynało mnie bardzo, ale to bardzo denerwować. Ja w jej wieku też nie miałem matki a nie wydziwiałem tak, zrozum tu dzisiejsze szczeniaki, kupa śmiechu. Westchnąłem po czym jakimś korzeniem wypchnąłem ją na zewnątrz. Spojrzała na mnie załzawionymi oczkami, przepełnionymi smutkiem. Westchnąłem po czym otarłem jej łezki i posadziłem ją na plecach.
-Skoro tęsknisz za mamą, to kochaj swojego tatę za dwojga. Pewnie się o Ciebie martwi, wracajmy już.
Tym razem Livrey już nie pyskowała, tylko siedział cicho. No proszę, jaka szczwana istotka. Uśmiechnąłem się prawie niezauważalnie pod nosem, po czym idąc powoli tak, żeby waderka nie spadła przedzierałem się przez zarośla. Że też zachciało mi się iść na te durne skróty...
-Lubisz śnieg? - zapytałem
-Nie wiem - powiedziała po chwili zastanowienia
-To niebawem już się dowiesz, możliwe że dzisiaj rano go już troszkę będzie.
Mała znowu nie odpowiedziała, ta nagła zmiana w jej nastroju była niepokojąca. Postanowiłem dać jej spokój i przez resztę drogi nie odzywałem się do niej ani razu. Kiedy wreszcie dotarliśmy do jej jaskini, posadziłem ją na ziemi i przekrzywiłem łeb.
-Nie idziesz? Jest parę metrów przed Tobą, o widzisz?
-Dziękuję - powiedziała cichutko
-Ale nie ma za co - zaśmiałem się cicho - to w pewnym stopniu mój obowiązek
Livrey przytaknęła po czym ruszyła w stronę swojej jaskini. Poczekałem aż w niej zniknie, po czym ruszyłem przed siebie z powrotem mając przygnębiony wyraz twarzy.

(Livrey?)

Od Kid'a CD Greoms

Cholerna zima, za każdym rokiem była okrutna, szczególnie w Klanie Wody. Zawsze pojawiała się pierwsza na tych terenach i od razu stawała się natarczywa. Wielkie pokłady śniegu utrudniały polowanie co za tym szło, spiżarnie często świeciły pustkami. Przedzierając się przez grubą warstwę puchu, kierowałem się do swojej jaskini. Sakura została jeszcze na chwilę w swojej pracy i zajmowała się chorymi wilkami. Ja w prawdzie sam, nie czułem się najlepiej przez tą całą sytuację klimatyczną. Ale przecież jako Alfa nie mogę zawieść Klanu, inne Alfy mogły by to wykorzystać i wyrządzić tutaj piekło. Kiedy już znalazłem się przed jaskinią, otrzepałem się zrzucając z siebie większość śniegu. W prawdzie nie dało to całkowitego efektu, ponieważ nadal miałem przyklejone białe kuleczki do futra. Westchnąłem po czym wszedłem do jaskini, panował tutaj półmrok więc całej jaskini nie widziałem. Jednak wyczuwałem czyjąś obecność, warknąłem po czym skoczyłem w kierunku intruza. Kiedy okazało się, że była to Greom, zdziwiłem się. Odsunąłem się od niej po czym spojrzałem na papiery które walały się po całej jaskini.
-Zrób robisz bałagan w mojej jaskini? - westchnąłem - naprawdę, ostatni raz sprzątam coś po Tobie, właściwie to po co ty tam w ogóle grzebałaś?
-Chciałam się czegoś dowiedzieć, już nie wytrzymam!
-To nie grzeb w moich rzeczach, tylko się mnie zapytaj - westchnąłem i rozmierzwiłem jej grzywkę.

(Szczenioczku? ;3)

Od Akumy CD Tiki

Wadera zawisła w powietrzu, dokładnie kilka centymetrów ode mnie. Dzięki pozycji w jakiej się zatrzymała, łatwo było odgadnąć, że chciała mnie najprawdopodobniej rozwalić. Westchnąłem i obszedłem waderę do o koła po czym rzuciłem nią o ziemię siłą umysłu. Zaśmiałem się cicho i spojrzałem na Alfę. Nie wtrącała się, no i dobrze i tak by nie wygrała ze mną. Wprawdzie nikt nie był świadomy tego, że jestem demonem ale i tak czuli ode mnie niesamowitą siłe. Zwykłe śmiertelne stworzenia, naprawdę mało warte. Czasami żałuję, że nadal nie karmię się duszą mojego kochanego Kanbana, zamiast tego miałem teraz postać wilka. Obrzydlistwo.
-Akuma, masz w tej chwili się uspokoić - Alfa zmierzyła mnie wrednym wzrokiem
-Jak rozkażesz - przewróciłem oczyma
-Byłbyś miły chociaż raz dla kogoś - powiedziała z groźbą w głosie
Uśmiechnąłem się lekko po czym podszedłem do nowej, z udawanymi przyjaznymi stosunkami. I tak kiedyś zjem jej duszę. Zaproponowałem waderze coś do jedzenia oraz oprowadzanie po Klanie, gdy tylko się rozpogodzi. Z lekkim wahaniem, jednak po chwili się zgodziła. Kiedy Valeria wreszcie wyszła, usiadłem przed waderą.
-Chcesz się czegoś dowiedzieć o kulturze panującej na tych terenach? - zapytałem
-Jeśli masz ochotę opowiadać to wszystko...
-Jest tutaj 6 Klanów - Wody, Ognia, Ziemi i Powietrza do tych mogą dołączyć wilki z poszczególnymi żywiołami. Natomiast ten, Everything i jeszcze jeden przyjmują każdego. Niegdyś na terenach tego Klanu
 istniały dwa, Nocy i Dnia. Ale to mało istotne, zresztą po co ja to mówię, jak będziesz chciała się czegoś dowiedzieć, wszystko jest w księgach.
-Rozumiem, dzięki.
-Nie dziękuj - powiedziałem wstając
Ruszyłem w stronę wyjścia jaskini, włócząc długim ogonem po ziemi. Kiedy stanąłem ba zewnątrz, uniosłem łeb do góry i zamknąłem oczy. Strugi deszcze zaczęły spływać po moim pysku i skapywać na i tak mokre podłoże.

(Tika?)

sobota, 15 listopada 2014

Nowości na Blogu! + Zadanie dla Administratorów ♥


 A co takiego zamierzam zmienić na blogu? Tak naprawdę całkiem nie wiele, ostatnio wataha przechodziła już kolejny swój kryzys i nigdy nie wiem, co jest tego powodem. Owszem, nie zawsze jestem na blogu tak jak każdy z was, ale jednak często siedzicie na chacie nawet nielicznymi grupkami i pustka. Kiedy zawsze wydaje się, że to już koniec na WK nagle staje się cud i jest po kilkanaście opowiadań dziennie i napływ nowych członków. Takie sytuacje są dosyć dezorientujące, więc aby je uniknąć postanowiłam ten post przeznaczyć poniekąd na taką ''skrytkę'', ten post możecie kompletnie przeznaczyć na jakikolwiek spam, swoje pomysły dotyczące tego bloga, co chcielibyście wprowadzić a co ewentualnie zmienić. Postaram się odpowiadać na każdy z komentarzy zamieszczonych w tym poście oraz liczę, że będziecie w tym brać udział :)
 Kolejną sprawą będzie usunięcie Questów i  wprowadzenie ''Wilczych Rozgrywek'' - będzie to mniej więcej polegać na tym, że raz co jakiś czas będą prowadzone na blogu zadania, w których teoretycznie każdy powinien wziąć udział. Będzie to dosyć nietypowa misja, do której będą wymyślane postacie które trzeba zabić czy coś w tym stylu, tak zwane postacie wolne, które sterować będą wybrani przeze mnie administratorzy [nie wolno zdradzać nikomu jaką postacią się jest albo czy dostało się jakąś wolną postać].
 Oraz wielkie zadanie dla właścicieli Klanów - w zakładce o Klanach musicie rozpisać zachowania typowe dla wilków danego Klanu :) Nie musi być to długie, wystarczy naprawdę kilka zdań.

Zależy jak dla kogo, zmiany nie są kolosalne oraz jest możliwość tego, że zmiany nie zostaną wprowadzone, ale to już naprawdę jak wy chcecie ;) Jedynym kłopotem może być dla was jedna rzecz:
Do 20 listopada każdy z wilków musi napisać chociaż jedno opowiadanie, niektórzy dołączają wieloma wilkami i połową nawet nie piszą, co jest bezsensowne. Tracicie tylko czas na pisanie formków itp. Niektórzy mają dosyć dziwne wytłumaczenia ''nie mam z kim pisać, bo każdy już z kimś pisze'' A wiecie co mnie to obchodzi? Guzik mnie to obchodzi. Przecież tak naprawdę jeden wilki nie musi pisać tylko z jedną osobą, ale jak tam chcecie. Po prostu Ci którzy nie napiszą opowiadania do 20 listopada wylecą z bloga - możliwość zgłoszenia nieobecności!

Od Juliette CD Kanban'a

- Spróbuję walczyć - powiedziałam - Ale co jeszcze mogę zrobić? Nic ...
- Najważniejsze jest to, żebyś się nie poddawała
- A może coś w jakiś starych księgach jest napisane? - powiedziałam sennym głosem i ziewnęłam - Przecież Valeria ma "małą" biblioteczkę u siebie - powiedziałam
- Wątpię, żeby coś takiego miała - spojrzał się na mnie - nie zaszkodzi sprawdzić
Udaliśmy się od razu do Val.
- Możemy skorzystać z twojej biblioteki? - spytałam
- Oczywiście - uśmiechnęła się i po chwili tam gdzie była zwyczajna podłoga pojawiło się zejście na dół
Zeszliśmy na dół. Z tysiąc półek z nieskończoną ilością książek. Nie chcieliśmy wciągać w to Valerii,w więc musieliśmy dać radę sami. Z około pół dnia zeszło nam na szukaniu czegoś co może być przydatne, jednak nic.
- Chyba coś mam. Nie do końca jest to to dokładnie, ale jest mniej więcej - patrz powiedziałam i podałam książkę wilkowi

Kanban? c;

Od Livrey CD Hitachiego

- Ej  .. panie starszy czekaj - powiedziałam śmiejąc i kicając do Hitachiego, a ten się zatrzymał i uderzyłam w jego łapę - Obrażasz się? - wychyliłam się zza jego nogi i przekrzywiłam głowę
- Panie starszy możesz mówić do 7 letniego wilka ... - fuknął i znów zaczął iść
O dziwo przez ten cały czas nie odwrócił się, by sprawdzić czy nadal tam stoję. Było już ciemno, a nie chciałam w ciemnościach wracać i to sama. Nagle usłyszałam trzask. Wystraszona zaczęłam biec przed siebie, tak że wyminęłam wilka. Wreszcie wskakując na wyższy kamień obróciłam się i położyłam się na nim szukając wzrokiem Hitachiego. Ten cały czas szedł przez siebie nie przejmując się mną. Nie lubię być ignorowana!
- Ty .... ! - krzyknęłam i biorąc rozpęd skoczyłam i wylądowałam na plecach basiora - Weź coś powiedz! Halo ja tu jestem! - krzyczałam mu do ucha i uderzałam
Przez chwilę tak idąc nie zwracał na mnie uwagi, ale w pewnym momencie nerwy mu puściły i mnie zrzucił.
- Nie chciałem być niańką! Idź z kimś innym się pobaw. Idź do taty, mamy lub jakiegoś innego szczeniaka! - krzyknął, a ja upadłam na ziemię - Nie obchodzi mnie to co się z tobą teraz stanie ...
- Ale ja właśnie nie mam mamy - powiedziałam i opuściłam uszy
- Ja też nie miałem i co z tego? - fuknął
- Nie zapominaj o tym, że jestem młodsza od ciebie! - krzyknęłam i wbiegłam do powalonego dnia
Nie miałam zamiaru z niego wyjść. Zostanę tu na zawsze!
- Ej ... wyłaź - powiedział
- Nie! - powiedziałam

Hitachi?

Od Shizophermii


Dołączyłam do klanu. Niestety alfa nie miała czasu pokazać mi terenów. Powiedziała żebym poprosiła kogoś o to. Chodziłam szukając kogoś kto mi pomoże lecz nikogo nie było. To tak jakby uciekli przede mną. Westchnęłam. Nagle tereny się zmieniły. Nie wiedziałam gdzie jestem.
- O nie... Zgubiłam się... - Szepnęłam.
Chciałam zawrócić i po prostu iść drogą którą tu przyszłam ale było tam rozwidlenie dróg, a ja nie wiedziałam która z nich jest tą która prowadzi do mojego klanu. Usiadłam na ziemi. Łzy napłynęły mi do oczu lecz szybko się otrząsnęłam. Ruszyłam przed siebie. Gdy przeszłam już spory kawałek wyczułam czyjąś obecność. Niespodziewanie wyskoczył na mnie wilk o rudym futrze. Wilk nie rzucił się na mnie i stał na przeciwko mnie. Natomiast ja przywarłam do ziemi cała się trzęsąc. Wiedziałam że powinnam po prostu zostać w jaskini. Zaczęłam płakać. Wyraz twarzy wilka złagodniał.

Alciria?

Od Zari - Nigdy już nie będę sama...

-Kurde. Co to za język?
Matka spojrzała przez ramię i zmarszczyła nos.
-Łacina.
Jęknęłam i przekartkowałam księgę. Nic po naszemu. Odłożyłam na miejsce i przejechałam łapą po zdobionych łbach ksiąg.
-Zarian! Mamy coś dla ciebie!
Spojrzałam w stronę głosu. Smoczyca to stała to niespiesznie podchodziła. Podbiegłam przeskakując przez trzy stopnie. Posłałam pytające spojrzenie.
Uniosła i rozłożyła skrzydło. Wysunął się z pod niego małego smoczynka.
- Znalazłyśmy go na misji. Jest twoja. Zaopiekuj się nim dobrze?
Nie odrywałam od niego wzroku.
- Tak. Jasne.
Podeszłam no małego. Po granatowej łuskowatej skórze co jakiś czas przechodził prąd.
- Tonnerre.
Sophie przytaknęła.Mały podleciała i usiadła mi na grzbiecie. Przy okazji poraził mnie lekko prądem.
-Ej!-Syknęłam.
Zaśmiał się dźwięcznie jak tysiąc małych dzwoneczków. Przewróciłam oczami.
-Jestem Zarianna.
~~~~~~~
Wyszłam z jaskini i zaczęłam się drażnić z Tonnerie.
-Uparta bestyjka.
Zaśmiał się.
-Nie inaczej Zari,nie inaczej.
Pobiegłam,a smok oderwał się i zaczął lecieć za mną. Wpadłam na kogoś i poturlałam się z kimś kilka metrów z górki. Ton się śmiał ze mnie.
-Przepraszam. Przepraszam. Odskoczyłam jak oparzona.
<Ktoś?>


Od Hitachi`ego CD Livrey

Powoli zaczynam tracić do niej cierpliwość, jak ona się w ogóle zachowuje!? Powinna mi okazywać chociaż odrobinę szacunku a nie jak jakieś zwierze, chociaż nim w prawdzie jest, ale powinna być nieco bardziej pokorna. Warknąłem po czym sprawiłem, że gałąź się dziwnie wygięła i mała z krzykiem spadła na ziemię. Złapałem ją zanim walnęła o ziemię i postawiłem ją na niej, groźnie jej się przypatrując. Musiałem jej dać do zrozumienia, że to ja żądzę nią, a nie ona mną. Jak widać młodej się to nie spodobało, ponieważ tylko pokazała mi język. Odgarniając grzywkę która przez deszcz zasłaniała mi połowę oczu, uśmiechnąłem się lekko i trąciłem ją łapą, nawracając w kierunku jej jaskini.
-Wiesz co to znaczy? - przekrzywiłem łeb
-Nie wracam tam! W przeciwieństwie do Ciebie, nie jestem taką ciapą, żeby mnie ktoś atakował albo nie spadam z drzew!
Warknąłem na szczeniaka i skoczyłem w jej kierunku, powalając ją. Za chwilę uniosłem ją zębami trzymając skórę wilczka. Próbowała się wyszarpać, ale jakoś marnie jej to szło. Nie będzie mi pyskować, jej zachowanie mogę ostatecznie znieść, ale nie coś takiego. W ogóle nie wiedziała nic o życiu ani o tym, że nie jest silna, nie potrafiła w pełni kontrolować żywiołu, była wolna oraz brakowało jej wielu czynników dorosłego wilka.
-Postawisz mnie wreszcie!? Nie życzę sobie!
Puściłem ją a mała wpadła prosto w błoto, jęknęła po czym wygramoliła się z niego. Prychnąłem widząc jej bezradność. Zupełnie jak bym widział siebie, też taki byłem. Ciapowaty i wiecznie stwarzający problemy, nie ukrywajmy, że to ja kilkanaście jak nie kilkadziesiąt razy prawie zginąłem. Za każdym razem ratował mnie ojciec, ponieważ rodzeństwo nie mogło mi pomóc, zawsze narażałem także ich. Teraz się w pewnym stopniu zmieniłem, już nie narażam innych, oddzieliłem się od nich. Dlatego najlepiej będzie jak ta mała po prostu sobie stąd pójdzie i to jak najszybciej. Jednak ona w zemście zamachnęła się ogonkiem tak, że walnęła w błoto które rozbryznęło się na całym moim futrze. Westchnąłem i wyminąłem Livrey, jak tak bardzo chce, to niech sobie tutaj siedzi sama. Ja mam dosyć.

(Livrey?)

Od Wenus

Mój pierwszy dzień w watasze zapowiadał się ciekawie. Z samego rana wyszłam aby coś zjeść.Nad rzeką stała grupka wilków. Rozpoznałam tylko Alfę:
- Cześć co robicie ? - zapytałam przyjaźnię
- Łowimy ryby - odpowiedzieli niepewnie. Patrzyli na mnie jak na dziwaka.
- Nie przejmuj się jeszcze cię nie znają - słyszałam za sobą głos alfy.
- Jestem Valeria i oprowadzę cię po naszym klanie - Potem poszła wzdłuż rzeki. Ruszyłam za nią nie dając na siebie czekać. Było południe gdy skończyła się wycieczka. Alfa znikła za krzakami a ja zostałam sama. Znajdowałam się na granicy z klanem ognia.
,,Może się nie pogniewają jeśli zjem trochę ich jagód. Gdy weszłam do ich lasu znalazłam jagody.
,,Mmmm pyszne jagody nareszcie " już miałam je zjeść gdy naglę o toczyły mnie dwa wilki. Basior i wadera wydawali się bardzo groźni.Nagle pojawił się alfa. Podszedł do mnie iiii

Kaoru ?

Od Tiki CD Akumy

Basior podszedl do mnie . Jego oczy zaswiecily sie koszmarnie . Lekko skulilam leb . Nigdy nie potrafilam okazac .... ze sie bronilam . Nigdy nikomu nie zaprzeczylam . Wiele dni i miesiecy bez konktaktu z wilkami pograzylo mnie jeszcze bardziej .
- Widzisz? Wrag wilka . A raczej to co z niego zostalo . - Zasmial sie . Przez wilka przelecialo ostre spojrzenie alfy . Wilk jedynie zmarszczyl brwi . Teraz odwazylam sie . Wstalam spojrzalam bezmyslnie za jaskinie . Swiatlo porazilo mnie w oczy . Zaslaniajac lapa twarz zobaczylam te piekne krajobrazy . Wilki przechadzace niedaleko jaskini gapily sie na mnie dziwnym wzrokiem .
- Jak masz na imie? - Spytala mnie wadera . Lekko obrucilam glowe .
- Tika ... Pochodze z upadlej watachy . - Przeszyl mnie bol . Cofnelam sie do wilkow . Basior zaczal robic swoje dziwne sztuczki az tu nagle przed moja twarza prysknal ogien . Ze strachu cofnelam sie i wywrucilam .
- Al...
- Ha hahha . - Basior smial sie w najlepsze . Spuscilam glowe . Moje przerazenie z tym ogniem bylo wyjasnione . Rowniez ludzie brali udzial w wojnie watachy . Altleria... Pamientam jak splonal zywcem moj ojciec i dom . Jak wielki krag ognia oplantal mnie i ledwo unioslam sie jako szczenie w powietrze . Mialam uraz do ognia .
- Czyzby czegos sie bala? - Spytal zabawnie mowiac . Nagle wstalam . Przeszyl mnie bol i uczucie wojny . Odwrocilam sie do wilka przodem .
Bol... Warknelam .
Strach ... Zmruzylam oczy .
Odwaga ... Sprezylam lapy gotowe do skoku .
Glupota.... Skoczylam na basiora prubujac przybic go do ziemi . Okazalo sie ze to byl zly pomysl...
< Akuma?>

Nowa wadera w Klanie Everything - Wenus!

Wenus

Od Greoms ,, Rodzice..?''

Wyszlam z jaskini . Teraz juz wiem . Nazywam sie Greoms . Jestem wadera z klanu wody . Krewna Alfy i corka.... Kogo jestem corka? Chcialam sie tego dowiedziec . Musze to wiedziec . Jako mlodsze szczenie nic nie pamientam . Mialam ochote wszysztkiego sie dowiedziec . Doslownie wszysztkiego . O moich rodzicach . Kim oni byli . Pamientam jedynie ze Kid to moj opiekun i czesto byla u niego taka wadera ktora nazywal Sakura . Tego dnia poszlam do Kida . Nie bylo go wiec poszukalam jakis dokumentow o moim pochodzeniu w jego jaskinei . Grzebalam tak . Nic nie znalazlam ale w koncu on sie pojawil ..
< Kid?>

Od Livrey CD Hitachiego

Schowana za zaroślami wypadłam przed nie i sturlałam się tuż pod łapy tego wilka z wcześniej. Po chwili piorun uderzył w drzewo, a po chwili całe światło pochodzące od uderzenia pioruna rozeszło się po całym klanie.
- Co tu robisz?! - krzyknął i spojrzał się na mnie - Nie powinnaś tu przebywać i to teraz ... - fuknął
- Daruj sobie tą gadkę ... - westchnęłam i spojrzałam w stronę, gdzie było to coś - O zniknęło!
Basior również spojrzał w tą samą stronę, co ja. Rozejrzał się wokół i ponownie spojrzał się na mnie.
- Wracaj do jaskini - nakazał - Bo nie dotrzymam wcześniejszej obietnicy
- Nie szantażuj mnie tu! A tobie nikt nic nie mówi i nie każe ci wracać - powiedziałam zdenerwowana
Na chwilę nastała cisza. Dało się słyszeć jak krople uderzają od ziemię. Po chwili wilk zaczął się śmiać.
- Jakbyś nie zauważyła, jestem od ciebie starszy, maluchu - rozczochrał mi grzywkę - A teraz zmykaj - odsunął mnie od siebie łapą
Korzystając z tego, że nie patrzył się na mnie ugryzłam go.
- Boże puszczaj! - zaczął machać łapą jak szalony, a ja czułam się niczym na karuzeli - Ty mała piranio! - wreszcie odczepiłam się od jego łapy - Trzeba poinformować wszystkich o tej wariatce ... a czy ciebie mam siłą zaprowadzić do domu? - spytał spokojnym głosem
- Nie odważysz się - uśmiechnęłam się i wskoczyłam na konar drzewka

Hitachi?

Od Akumy CD Tiki

Spojrzałem na waderę z dezaprobatą, wyglądała co najmniej dziwnie i żałośnie. Co było w tym takiego nietypowego, że była tutaj jakaś sobie wataha wilków? Kompletnie nie rozumiałem niektórych osobników tego żałosnego gatunku. Wadera zamrugała oczami, lekko speszona, cofnęła się i spuściła łeb mamrocząc coś pod nosem. No niemożliwe, czyżby moja durnowata uwaga aż tak ją zagięła? Większość wilków w Klanie, nie przejmowało się moim najmniejszym słowem, zabawne. Zlustrowałem wzrokiem waderę, która była niczego sobie, jednak jej zachowanie to zupełnie inna bajka. Wydawała się być inna, zdecydowanie inna i nietypowa dla wilków stąd. Od razu widać w niej prawdziwą omegę, takiego kozła ofiarnego. Uśmiechnąłem się szeroko ukazując kawałek ostrych kłów, moje fioletowe oczy jakby błysnęły i przecinając powietrze ogonem podszedłem do wadery bliżej. Wadera wydawała się być przerażona tą ''bliskością'' co sprawiało, że miałem ochotę się śmiać.
-Boisz się czegoś? - uśmiechnąłem się
-Akuma, zostaw ją w spokoju
Pani Alfa odsunęła mnie swoją łapą i spojrzała na przerażoną wilczycę, jej skrzydła drgały i muskały delikatnie ziemię, czyżby zrobiło jej się słabo? Prychnąłem co spowodowało, że Valeria spojrzała na mnie wrogo. Pokazałem jej język po czym usiadłem na ziemi, bawiąc się znakami. W momencie kiedy wywołałem burzę w jaskini, dostałem w łeb od Alfy. Udałem, że mnie to zabolało chociaż w istocie nie było to prawdą. Powstrzymując się od śmiechu, znakiem uformowałem wilka z mgły. Zaczął radośnie biegać po jaskini, jednak po chwili wpadł na ścianę i się rozpłynął.
-Fajne - skrzydlata wadera spojrzała na mnie cicho mówiąc
-To wcale nie ma być fajne - warknąłem i wstałem

(Tiki?)

Od Valerii CD Saion'a

Wypowiedziałam w myślach zaklęcie, coś w stylu takiej tarczy, ale nie do końca.
- Jak na razie powinno to zmylić tego demona - powiedziałam - Na razie jesteśmy bezpieczni, chodź
- Val! Jak możesz być tak spokojna? - zdziwił się
- Mamy wokół siebie coś w stylu tarczy, nic nam nie zrobi - uśmiechnęłam się
Basior jedynie westchnął.
- Chodź opowiesz mi wszystko dokładnie w jaskini - pociągnęłam go za sobą
Będąc już w jaskini usieliśmy na pufach.
- A więc mów - powiedziałam

Saion?

piątek, 14 listopada 2014

Od Dhiren`a CD Terry

Spojrzałem na waderę z lekkim współczuciem, poniekąd ją rozumiałem, sam wiele straciłem, aż za wiele. Jednak każdy coś traci, taka już kolej rzeczy, raz wszystko jest okej a następnego dnia życie to jedno wielkie bagno.
-Słuchaj Terra - powiedziałem to takim tonem aby na mnie spojrzała - może jest Ci przykro, może jesteś zagubiona ale nie możesz się od nas odizolować, po prostu nie możesz. Po to jest się w watasze, stadzie, klanie czy w czymkolwiek aby się wspierać nawzajem. Bo jaki to ma inny cel? Tak więc nie możesz się zamykać w sobie, musisz nam pokazać, że Ci zależy, że się starasz i nie poddajesz. Każdy tutaj przechodził przez coś trudnego, ale czy się poddajemy? Nie - uśmiechnąłem się - pomogę Ci z każdym problemem, dobrze?
Wadera zastanowiła się chwilę, z nadal smutnym wyrazem pyszczka jednak ostatecznie lekko kiwnęła łbem.
-To postanowione, wracamy prawda?
-Dziękuję - wyszeptała
-Nie dziękuj, byłoby smutno bez ciebie - uśmiechnąłem się

(Terra? wiem krótkie ale minęła śmieszna godzina 23:45 i mi się chce spać xD)

Od Ronin`a cd Descartes

Widać było, że nic nie jest u niej super, wyglądała okropnie. Zresztą tak samo jak ja, przynajmniej tutaj będziemy bezpieczni, nie wejdą tutaj, dopóki żyję bariera nałożona przeze mnie będzie działać. Wskazałem waderze żeby położyła się obok mnie, jaskinia wcale nie była duża i miejsca starczyłoby by tutaj na co najmniej trzy wilki. Jednak ściany jaskini były nadzwyczaj grube, tak więc te stwory mogły by walić w nie ile chcą i tak by je nie rozwaliły. Po kilku minutach odgłosy bójki ucichły, najprawdopodobniej pozabijały się nawzajem, jeden kłopot mniej. Nie wiedziałem skąd wzięły się te ogromne zmiechy, te o normalnych wilczych rozmiarach to rozumiem, widuje się je na co dzień, ale te? Co to do cholery jest!?  Descartes oparła łeb o ścianę i przymknęła oczy, śmierdziała od niej wymiocinami, ale ja sam nie wydzielałem lepszego zapachu. Krew tego stwora była naprawdę uciążliwa i drażniła moje drogi oddechowe. Sam po chwili przymknąłem oczy, jednak nie na długo ponieważ już po chwili dało się słyszeć jak coś rzuca się o barierę. Dosłownie pięć metrów dalej, było widać jak kilkanaście zmiechów próbuje tu wejść. Descartes sennym wzrokiem spojrzała na nie, nawet nie podnosząc się sprawiłem aby ziemia się rozstąpiła, po chwili zmiechy zniknęły w ziemi która wróciła do swojego normalnego stanu.
-Troszkę będą sobie spadać... z godzinę? O ile wcześniej się nie spalą - uśmiechnąłem się lekko i z powrotem zamknąłem oczy
-Jesteś zbyt... sadystyczny?
-W żadnym wypadku!? A może chciałaś, żeby Cię zjadły? Potraktuj to, jako to, że byłem dla Ciebie miły
Wadera zaśmiała się cicho, po czym oparła łebek na mojej łapie i zasnąłem. Uśmiechnąłem się lekko po czym kładąc łeb na jej karku, odpłynąłem.
 Gdy rano się obudziłem, Descartes już nie spała. Jednak nadal leżała, tyle tylko, że wpatrywała się nieobecnym wzrokiem w przeciwległą ścianę. Ziewnąłem po czym podniosłem się, powolnym krokiem ruszając w stronę wyjścia. Zdziwiłem się, widząc masę śniegu na trawie, kiedy to zdążyło spaść? Nie zapowiadało się na opady śniegu... Nie żebym narzekał, lubiłem zimę ale nie byłem nigdy jakimś jej ogromnym fanem.
-Dziwne, co nie? - wadera uśmiechnęła się lekko
-I to bardzo - przyznałem - przynajmniej nie ma już tu tych stworów... wracajmy w bezpieczniejsze tereny, tutaj nawet pomimo tego, że jest dzień jest niebezpiecznie.
Wadera przytaknęła i z wolna ruszyła za mną, korzystając ze swojego żywiołu wody, obmyłem szybko siebie i waderę ciepłą wodą, tak aby się nie przeziębiła. Oczywiście zamiast mi podziękować, rzuciła zgryźliwą uwagę, na temat tego czemu nie zrobiłem tego wcześniej? Wadery i ich problemy, padnę kiedyś. Kiedy zbliżyliśmy się już w stronę w miarę ''bezpiecznych'' terenów, od razu zbiegło się połowa wilków z Klanu.
-Jak udało wam się przeżyć! W okolicy was nie było, musieliście być na ich terenie! - mój ojciec z niedowierzaniem pokręcił łbem
-Jakoś się udało - powiedziałem po czym wyminąłem to całe zbiegowisko, niech mnie nie denerwują na jakiś czas... - Idziesz Descartes? Czy dasz się zanudzić na śmierć?

(Descartes?)