poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Zawieszona!

Ciężko mi było podjąć tą decyzję, ale od dzisiaj WK zostaje zawieszone.
Nie wiem czy na kilka miesięcy, czy na stałe. Pewnie za jakiś czas zrobię restart, natchniona ''nowymi pomysłami''. Na dzień dzisiejszy, ten Blog już się chyba każdemu znudził... 
Chociaż i tak jestem szczęśliwa, że funkcjonował te 2 lata. Dziękuję wszystkim którzy mi pomagali i przyczynili się do powstania tak wspaniałego Bloga. Kto wie, może jeszcze kiedyś się tutaj spotkamy?

czwartek, 6 sierpnia 2015

Od Kenysy Cd Kathedraya

Dopiero teraz zauważyłem, że mam problemy ze skupieniem się na rozmowie. Nie przebywałem z innymi wilkami od bardzo dawna, a ruchy powietrza jakie były związane z ich obecnością niesamowicie mnie drażniły przez co pewnie wyglądałem na nieobecnego. Ledwo powstrzymywałem moje uszy przed odruchowymi i niespokojnymi ruchami w poszukiwaniu zagrożenia. Starałem się odwrócić swoją uwagę od tego i skończyło się na nieco wścibskim zachowaniu z mojej strony. Miałem nadzieje, że nie czuje się skrępowana moim uważnym spojrzeniem... Gdy znaleźliśmy się w samym sercu lasu zatrzymałem się łagodnie i skupiłem się na czymś innym niż wilki. Zobaczmy... niedaleko nas dwie wiewiórki właśnie zakładały gniazdo, wyraźnie uwijały się wiedząc, że są już spóźnione... Nie...nie to mnie interesuje. Zagłębiłem się dalej, skupiłem na lekkich falach powietrza szukając w nich grubszej zwierzyny. Rześkie i równomierne powiewy od wschodniej strony oznaczały strumień i to stosunkowo duży, być może będą tam i niedźwiedzie łakome na ryby, ale nie znajdę ich tam akurat teraz... Trzeba będzie poczekać. Poruszyłem niespokojnie uchem od strony Kathedry, która coś powiedziała, ale ja zignorowałem to. Wiem to trochę niegrzeczne, ale nie chciałem przerywać gdy już tak dobrze mi idzie. Postanowiłem sięgnąć za strumień w poszukiwaniu jeleni, na które miała polować Kathedra. Tutejsza wataha musiała wyraźnie zniechęcić te zwierzęta parzystokopytne do przebywania w pobliżu, ale udało mi się znaleźć grupkę łani, a wraz z nimi 3 albo 5 byków. Dziwna sprawa, pod koniec wiosny powinny już być cielaki, a tym czasem nie widać nawet by, którakolwiek samica była w ciąży... Co za nieudolne byki, bezpłodne czy co?
 - Masz minę jak srający kot. - tym razem doszła do mnie uwaga Kathedry, w której pobrzmiewało chłodne rozbawienie.
Spojrzałem na nią ogłupiały.
 - Bardzo oryginalne porównanie. - stwierdziłem kładąc uszy po sobie.
 - Nie złość się...nic nie poradzę. Naprawdę wyglądałeś tak jak to określiłam. - nie wiem czy to była tylko moja wyobraźnia czy wadera naprawdę przez ułamek sekundy wystawiła do mnie język.
Zamrugałem kilkukrotnie i prychnąłem.
 - No dobrze, niech będzie. - mimowolnie uśmiechnąłem się zawadiacko pochylając nieco łeb tak, że przez tą chwile rozbawienia patrzyłem na ziemie po czym podniosłem wzrok na waderę. - W każdym bądź razie kawałek stąd na wschód jest strumień gdzie będę mógł znaleźć niedźwiedzie za to jeśli chodzi o twoje jelenie to niedaleko mojego miejsca łowów powinno być skromne stado, ale trzeba się pośpieszyć, bo nie wydaje mi się by miały zamiar zostać tam długo, były odrobinę niespokojne. - czułem się jakbym powiedział to wszystko na jednym wdechu dlatego na zakończeniu wziąłem głębszy oddech i wypuściłem ciężko powietrze.
Kathedra zrobiła coś na styl ptasiego przechylenia głowy i posłała mi na pozór bezbarwne spojrzenie, w którym czaił się lekki błysk, którego nie potrafiłem zinterpretować.
 - Skąd to wiesz?
 - Co? - na początku zbiła mnie z pantałyku, ale potem zrozumiałem o co jej chodzi. - Ah, masz na myśli to jak udało mi się znaleźć jelenie i strumień. Ty posiadasz swoje lekkie łapy, ja mam swój własny radar wspomagany przez wiatr.
 - Rozumiem, to dość ciekawe - może i użyła słowa ,,ciekawe", ale wcale nie wyglądała na zaciekawioną choć może tylko powierzchownie, nie zdążyłem się jeszcze przyzwyczaić do jej stylu bycia.
 - Nie zabrzmiało to arogancko ani nic takie, prawda? - spytałem nieco zaniepokojony jej beznamiętnym spojrzeniem i zamkniętą postawą ciała.
 - Nie, raczej nie. Ja mogę się czymś pochwalić, więc ty też. Jesteśmy kwita, jeśli można to tak ująć - brzmiała niemal jakby chciała mnie uspokoić, ale i tak czułem się jak po powiewie arktycznego wiatru przez barwę jej głosu.
 - Chyba masz racje... Lepiej już chodźmy, niedźwiedzie mogą się pojawić w każdej chwili, a parzystokopytne odejdą lada moment. - jakby dla pewności, że to jest powód, dla którego przerywam rozmowę pokiwałem lekko łbem.
 - No tak, właściwie to przez chwile zapomniałam o tym polowaniu. - powiedziała to tak jakby jej już tu ze mną nie było i tylko ciało, które było naczyniem dla duszy pozostało.
 - Tylko uważaj na licówkę, bo jak ją upolujesz to mogiła dla całego stada. - ostrzegłem ją dla pewności, z tego co wiedziałem mało wilków wiedziało jak funkcjonuje jelenie stado.
 - Hm? - wadera gwałtownie wróciła na ziemie i spojrzała na mnie pytająco.
 - Łania przewodząca, ta która wybiera kierunek wypraw i ogólnie pilnuje reszty stada. Łatwo ją poznacz, zawsze jest gdzieś na przodzie lub na zewnątrz kiedy się pasą, poza tym gdy zaatakuje wszystkie będą starały się biec za nią. - wytłumaczyłem jej z łagodnym uśmiechem na pysku.

Kathedra? Pozostawiam opis polowania tobie, bo się trochę rozpisałam .q.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Od Kathedry cd. Kenysy

- Ehem, to może ja już pójdę, muszę jeszcze coś upolować - mruknęłam.
- Cóż, jak chcesz to mogę Ci pomóc, szybciej skończysz ...
- Wow, to zaskakujące słyszeć to od wilka za którego przed chwilką spadło się z impetem - zaśmiałam się chłodno mimo woli. Hm, chyba mogłam go urazić ale, cóż ...
- Serio, nie ma problemu w końcu ja też muszę coś jeść, a właśnie taki był mój cel. - Powiedział z lekkim zawahaniem. To naprawdę zaskakujące, że po prostu zignorował mój przytyk.
- Skoro tak, to chodźmy, może skończymy zanim się ściemni. To co dziś na kolację ?
- 2 niedźwiedzie ... - mruknął. Zdziwiłam się, że potrafi aż tyle pochłonąć. Chociaż w sumie to patrząc na jego wzrost.
- Zatem ja obiorę sobie za cel 2 jelenie - odpowiedziałam, chociaż może bardziej do siebie niż do niego. Kenysa był jakiś taki nieobecny.
Ruszyliśmy w drogę. Biegliśmy w milczeniu w stronę lasu. Basior patrzył w ziemię, nagle przerzucił wzrok na moje łapy oraz trochę za mnie. Bacznie mnie obserwował.
- Coś nie tak ? - zapytałam zaniepokojona jego zainteresowaniem.
- Dziwi mnie to, że nie zostawiasz żadnych śladów. Jest to trochę ... - zamyślił się, zapewne szukał odpowiedniego komentarza by mnie nie urazić - ... absurdalne, tak absurdalne.
- Masz na myśli to, że przy takich rozmiarach nie zostawiam w ziemi odcisków ? - zerknęłam na niego. Po prostu na mnie patrzył, byle tylko nie pokiwać głową i dać mi niejasną odpowiedź. - Przecież nawet nie dotykam gruntu - Zaśmiałam się . Nagle przyspieszyłam i zaczęłam biec w powietrzu.
- To dzięki temu, że panuję nad wiatrem i stąpam po powietrzu by poruszać się płynniej.
- To dlatego chodzisz tak specyficznie, lekko i majestatycznie ... - powiedział cicho pod nosem, analizując coś.

Kenysa ?

Od Kenysy Cd Kathedraya

Gdybym miał być szczery moim zachowaniem zdziwiłem sam siebie. Zazwyczaj nie jestem tak...niemiły. Z lekkim trudem wstałem czując ból w klatce piersiowej i stawach. Wziąłem głębszy oddech i spojrzałem na ,,Pana lubię spadać na innych" i odrobinę mnie zamurowało. Nie był to bynajmniej basior lecz wadera, było to widać po pierwszym zerknięciu na jej delikatne rysy pyska.  - Ah, wybacz. Mój błąd. - powiedziałem nieco głupawym tonem
 - Co? - z początku wyglądała jakbym wyciągnął ją z jej głębokich myśli i wyraźnie nie wiedziała co powiedzieć - To znaczy, bo to chyba ja powinnam przeprosić.
To co powiedziała zabrzmiało tak bezradnie, że prawie wydało mi się urocze.
 - Nie, skądże...Chociaż tak. W sumie to tak, ale nie do końca - w jednej chwili myślałem, że jest już okej, ale nie było. Dalej wszystko co wydostawało się z mojego pyska brzmiało bez sensu...
 - No tak. Przepraszam za to, że Cię "odrobinę" przygniotłam - jej małe skrzydełka poruszyły się w dziwny sposób co wydało mi się oznaką rozbawienia wadery.
 - A ja przepraszam, że wziąłem Cię za basiora, jesteś po prostu..trochę większa. To znaczy, to nic złego, sam nie jestem najmniejszy. - szybko zauważyłem swoją gafę i starałem się wyratować.
 - Tak...to prawda nie jestem normalnego wzrostu, ale ty za to jesteś ode mnie wyższy o głowę.
 - No właśnie...A, byłbym zapomniał. Nazywam się Kenysa, a ty? - nie jestem dobry w zmienianiu tematu...
 - Kathedraya, ale może być też Kathedra by tak bardzo nie uprzykrzać Ci życia - powiedziała to tak jakby chciała zażartować, ale jej ton pozostawał chłodny i bezbarwny.
 - Heh, nie wydaje mi się by twoje imię miało by mi utrudnić egzystencje - powtórzyłem sobie jej imię kilka razy w głowie by dobrze je zapamiętać i po chwili stwierdziłem pewien fakt - Brzmi bardzo egzotycznie i w sumie nawet przyjemnie. Nawet mi się podoba.
(Kathedra?)

piątek, 31 lipca 2015

Od Kathedry

Od pewnego czasu należałam do Klanu Powietrza. Jednak większość nie wiedziała o moim istnieniu, ponieważ jak zwykle od razu udałam się na wycieczkę po moim nowym domu. Ten jednak był o wiele większy od tego poprzedniego. W końcu każde drzewo, kamień, jeziorko czy strumyk należało do miejsca, które traktowałam jak dom. Tak przynajmniej ja to postrzegam.
Nic dziwnego, że szybko oswoiłam się z myślą, że to jest wielka przestrzeń do ,której mam wracać. Potrzebowałam tego. Po prostu potrzebowałam takiej bazy wypadowej, by gdy się gdzieś wybieram, móc powiedzieć, że opuszczam miejsce z, którym jestem powiązana i tu wrócę. Trochę to problematyczne. Jednak nic na to nie poradzę.
Jestem właśnie podczas jednej z takich wypraw. Zmieniłam się w delikatny powiew wiatru. Wzniosłam się wyżej by spojrzeć na panoramę. Horyzont pokrywały latające głazy. Szybko pomknęłam w kierunku jednej z nich. Gdy byłam już nad gruntem, moje łapy zmaterializowały się. Zanim stanęłam na ziemi pojawiłam się już w całości.
Usiadłam i wpatrywałam się w chmury, które co jakiś czas zasłaniały mi widok na ziemię. Słońce pomału zachodziło nadając im karmelowy odcień. Jedna z nich podleciała bliżej lewitującej skały. Błyskawicznie zerwałam się i z gracją dałam susa na chmurę. Zaśmiałam się. Śmiech mój brzmiał trochę jak śmiech napalonego zboczeńca. Cóż za ujmujące porównanie.
Nie roztrząsając dalej brzmienia mojego śmiechu rozłożyłam się na chmurze. W końcu była taka mięciutka. Mimo wszystko, niedługo poleżałam, bo chmury miały swoje humory i oczywiście musiały zmieniać kształty.
O ile wcześniej leżałam na środku, to teraz mało brakowało a bym spadła. No nic. Czas zejść na ziemię. I to dosłowne.
Jednak po co normalnie zlecieć na skrzydłach, jeżeli można po prostu będąc w powietrzu je złożyć.
Zamknęłam oczy i pozwoliłam mojemu ciału bezwładnie spadać, w końcu i tak zatrzymam się tuż przed ziemią.
*JEBZ*
Wystraszyłam się i otworzyłam oczy. Okazało się iż leżę na jakimś wilku.
- To już nawet nie można sobie spokojnie szybować nad ziemią ,bo i tak wpada na Ciebie jakiś wariat - mruknął wilk, którego przygniatałam. Zszokowana gapiłam się po prostu na futro obcego wilka.
- Długo będziesz tak jeszcze na mnie leżał co ? - zapytał zniecierpliwiony
Sturlałam się z niego, i skuliłam uszy w niezadowoleniu. Znowu ktoś wziął mnie za basiora, przez moją masywną budowę.

Ktoś ?

Nowi członkowie w Klanie Powietrza

Kathedraya
Hierarchia: zwykły członek
Stanowisko: Magiczka Żywiołu
Klan: Powietrza

Kenysa 
Hierarchia: Zwykły Członek
Stanowisko: Morderca
Klan: Powietrza

czwartek, 9 lipca 2015

od Yen

Siedziałam między dwoma wilkami we średnim wieku, po ok. 5- 6 lat. Wszyscy zażarcie ze sobą dyskutowali, a czasem uciszał ich alfa. Trwała narada. Groźby ze strony pobliskiej watahy pod tytułem „ poddaństwo albo śmierć”. Alfa zwołał wszystkich strategów, dowódców i jeszcze jakieś tam wilki poboczne. Rozmawiali o tym czy wszcząć wojnę czy ulec agresorowi. Dyskusje jednak nagle zniknęły i zrobiło się niezręcznie cicho. Zauważyłam, że wszystkie pyski i ślepia skierowano w moją stronę.
- A ty beto, co sądzisz o tym rozwiązaniu? – spytał doniośle alfa – Czy według ciebie powinniśmy odpowiedzieć i m agresją skoro wszelaka dyplomacja zawiodła?
Podniosłam wyniośle pysk i szeroko otworzyłam oczy, po czym wzrok skierowałam na siedzące naprzeciw mnie wilka.
- Dla mnie są tutaj dwie perspektywy. Jedna to odpuścić i przyjąć poddaństwo watahy a druga…
- Jak śmiesz proponować nam tchórzostwo?! – ryknął dowódca wojowników – JAK ŚMIESZ?!.
W jaskini narodził się szmer, który natychmiast urodził się w awanturę.
-CISZA! – krzyknął alfa.
Wszyscy natychmiast umilkli.
- Póki nie przeszkodził mi bezpodstawnie nasz dowódca, chciałam rzec, że drugie rozwiązanie to śmierć za własną głupotę – widziałam jak niektórzy złowrogo się na mnie spoglądają – widzę, że wszyscy są tutaj napaleni na walkę. Chcą pokazać, jacy są honorowi, jacy bohaterscy a przy okazji bezmyślni.
Ktoś chciał mi przerwać, ale w myślach go skarciłam.
- Zastanówcie się, pomyślcie. Ta wataha jest od nas większa i liczniejsza, dodając do tego górzyste tereny i liczne rowy. Jakoś nie chce mi się wierzyć byście obstawiali tę wojnę za wygraną.
- To, co wolisz kłaść się plackiem przed nimi, bo stchórzyliśmy? – spytał jeden złowrogo, – co my byśmy mówili szczeniakom? Nie mamy wolności, bo lata temu się poddaliśmy.
- O ile byśmy sami nie chodzili po trupach swoich dzieci, po ich kościach. Ta wojna nie masz szans na sukces a jedyne, co zyskami to morze trupów i mięsa.
Istna mordercza cisza.
Wstałam i wyszłam. Miałam ich wszystkich dość. Chcą honor obronić ceną życia niewinnych? Tacy z nich bohaterowie jak z kota pies.
Potem już wszystko stało się jasne. Wojna zakończyła się dla nas klęską. Ja wraz z paroma w miarę rozważnymi wilkami uciekliśmy a potem nasze drogi się rozeszły.
---***---
Zapoznawałam się z terenami nowej watahy. Sama alfa wydawała się być miła. Ja też starałam się być na pozór kulturalna i odpowiadać na zadane mi pytania z dokładnością. Po całym „rytuale” dołączania do watahy postanowiłam pierwsze, co to zorientować się w terenie. Z resztą robiłam to również by uniknąć spotkania z innymi wilkami. Póki, co nie miałam ochoty na nowe znajomości. Spokojnym kroczkiem maszerowałam przez las. Powietrze tutaj było czyste i świeże oraz na pozór niezwykle delikatne. Spokojny i całkiem ciepły zefir targał moją grzywkę. Usiadłam na kamieniu i wsłuchiwałam się w las.
Gdzieś w oddali skrzeczał jastrząb, a gdzieś jeszcze indziej ryły dziki.
Nie miałam jakiegoś specjalnego nastroju, po mimo sielankowej pogody i przyjaznej mi naturze. Koniec końców wstałam i gdy dzień ustępował nocy spokojnym krokiem ruszyłam przed siebie. Nie wiadomo skąd nagle usłyszałam za sobą bieg i nim się obejrzałam ten ktoś na mnie wpadł. Oboje leżeliśmy. Natychmiast się poderwałam i z dumą uniosłam łeb ku górze.
- Uważaj jak biegasz – warknęłam.
<Ktoś?>

Nowa członkini w KMT




Yen
Lekarka

wtorek, 23 czerwca 2015

Odchodzi...

Amara
Powód odejścia: Brak czasu

Od Miru CD Hikari

Spojrzałam na waderę przerażonym wzrokiem, jak się tutaj znalazłam? Sama nie wiem, pamiętam tylko to, że położyłam się spać w swojej jaskini... miałam dziwny sen a potem obudziłam się tutaj. W Klanie Wody, topiąc się. Gdyby nie ta wadera, nie wiem co bym zrobiła. Umiem pływać, ale ta woda była dziwna. Tak jakby starała się mnie wciągnąć pod swoją lazurową powierzchnię. Wadera przyjrzała mi się badawczym wzrokiem, dokładnie lustrując moje marne poczynania. Nie zamierzałam jej odpowiadać, chciałam jak najszybciej ulotnić się z tego miejsca. Ono było przerażające, im dłużej tutaj stałam tym moja obawa wzrastała. Miałam wrażenie, że ten kamienny grunt zaraz zawali się pod moimi łapami i tym razem obie wpadniemy w objęcia wody.
 - Żyjesz ty jeszcze? - zapytała skacząc przede mnie
Spojrzałam w dwukolorowe oczy wadery i momentalnie zamarłam. Źrenica jej niebieskiego oka zmniejszyła się i wszystko wokół mnie momentalnie się zatrzymało. Zamknęłam szybko oczy i kiedy je ponownie otworzyłam wszystko, prócz mnie i oczu tej wadery było szare. Poruszyłam się niespokojnie, a kiedy to zrobiłam poczułam dziwny ucisk w klatce piersiowej. Złapałam się za gardło wbijając lekko pazury w swoje gardło, zachłysnęłam się powietrzem upadając na miękki mech. Przez chwilę tarzałam się tak po ziemi aż nie wleciałam z powrotem do wody. Krzyknęłam przebierając przeraźliwie łapami w wodzie, jakby to miało mnie jakoś uratować. Niewidzialna siła wciągała mnie coraz głębiej i głębiej aż wreszcie pochłonęła na dobre.
- Co ty tam robiłaś? - Hikaru przekręciła łeb wpatrując się we mnie intensywnie tymi swoimi oczkami.
Pisnęłam nie rozumiejąc co się ze mną dzieje, czemu nagle wróciliśmy do punktu wyjścia? Przecież utonęłam...
 - Ja... czym ty jesteś? - zapytałam przerażona.
Wadera jakby nie rozumiejąc mojego pytania zrobiła dziwną minę, czy ona na pewno jest normalnym wilkiem? A może to ja jestem jakaś dziwna, pokręciłam łbem a z moich oczu zaczęły cieknąć łzy. Kiedy wilczyca dotknęła mojego ramienia żeby mnie uspokoić, krzyknęłam głośno odpychając ją od siebie. W efekcie to ja poleciałam do tyłu, uderzając łbem o kamienie. Zdołałam tylko posłać waderze puste spojrzenie po czym zemdlałam.

(Hikari? Przepraszam za to, że tak długo i beznadziejnie)

niedziela, 21 czerwca 2015

Od Sunny do Amary

Popatrzyłam na wilczycę. Ta była smutna. I co z tego? Moi rodzicie też mnie opuścili i nikomu się tym nie chwalę.
 - Współczuje - powiedziałam z grzeczności z obrzydzoną miną.
 - A ty ? jak miałaś w życiu ? - zapytała z radością.
 - Nie interesuj się tym...- odparłam szorstko odchodząc od wadery.
Ta zrobiła smutną minkę, myśli że mi zależy. Spokojnym dumnym krokiem przemieszczałam się w inną stronę, kiedy nagle Amara do mnie podeszła.
 - Ej obraziłaś się ? - zapytała.
 - Jeżeli nawet Cię nie lubię to raczej się nie obraziłam tylko wycofałam się z durnej rozmowy - odparłam ostro nie ważąc na uczucia wilczycy.
Amara ?

sobota, 20 czerwca 2015

Od Amary do Sunny

Wybrałam się na spacer po polanie zauważyłam jelenie i pobiegłam, ale nagle jak miałam zaatakować jakaś wadera skoczyła na jelenia którego miałam zabić. Powiedziałam do wilczycy:
- Hej chyba wybrałyśmy, tego samego jelenia - wilczyca się do mnie odwróciła i odparła:
- Jeśli chcesz, możesz jeść z ze mną i tak przy okazji ja mam na imię Sunny, a ty? Spojrzałam się na rudą wilczyce z niebieskimi oczami i powiedziałam:
- Ja mam na imię Amara i jestem z klanu wody, a ty? - Spojrzałam na wilczyce, podeszłam do niej, a ona opowiedziała na pytanie
- Z klanu ognia, jesz czy nie ? Usiadłam obok Sunny i zaczęłam jeść. Jak skończyłyśmy, usiadłyśmy obok siebie i zaczęłyśmy rozmawiać. Wtedy Sunny mnie spytała
- Co to za amulet na twojej szyi? - Sunny spojrzała na mój amulet, a ja spojrzałam prostu w jej niebieskie oczy i powiedziałam:
- Dostałam ten amulet od mojej matki przed jej śmiercią. Posmutniałam trochę i Sunny to zauważyła i spytała
- A co się stało że nie żyje? - spojrzała na mnie zaciekawionym wzrokiem i ja jej odpowiedziałam:
 - Na moją watahę napadły jakieś wilki i wszystkich zabili.
<Sunny?>

Od Aio

Ostatnio nie miałam zajęć.W zasadzie dawno nie miałam zajęć.Szybując nad polami złotych zbóż zauważyłam przemykającą postać.Był to mięsożerca , sądząc po króliczku w pyszczku , zaciekawiona podleciałam bliżej gwałtownie lądując przed wilkiem.Ten zdziwiony zatrzymał się pokazując złowrogie spojrzenie.Chyba zaciekawiło go moje zachwianie po wylądowaniu lub to ,że wokół nas unosił się zapach cudzego terenu-Czyjejś watahy.
-Wynoś się stąd!
Warknął wilk rzucając upolowanego zająca na bok.Zaczął mnie okrążać, odparł:
-Czyim jesteś zwiadowcą co?Ognia,Ziemi,Wody ,Co!?Hmm?
Usiadł.Przyjrzał mi się z bliska ,a następnie Uspokoił.
-Pochodzę z wschodniego klanu...-Nie istniejącego klanu...
Odparłam nie dając znaleźć po sobie żalu czy smutku.
-Powietrza?
Odparł uśmiechając się i pokazując swoje długie skrzydła.
Pokiwałam głową na pozytywny znak.
-Skoro chcesz się tu zatrzymać ,mamy parę wolnych jaskiń ,gdzie od razu wypoczniesz i będziesz gotowa do dalszej drogi
Odpowiedział pełen entuzjazmu
-Musisz być tu długo skoro tak dobrze wszystko znasz?
Zapytałam Spokojnie.
<Ktoś z klanu powietrza?>

Nowy członek KP

art wykonany przez Tatchit
Altair
Zwykły członek
   Przywódczyni polowań

środa, 17 czerwca 2015

Od Sunny do Scherlocka

Chwyciłam Liroya i razem z Scherlockiem zaczęliśmy iść w stronę watahy.Udawałam że rana nic mi nie robi i że żaden opatrunek nie jest mi potrzebny.Liroy szedł obok mnie i wpatrywał się w ziemię.
 - Liroy,co ty taki smutny jesteś?-zapytałam się go z uśmiechem.
 - Masz rodziców?Opiekunów? - zapytałscherlock.
 - Ja..... - zląkł się.
 Popatrzyłam na niego pogodnym wzrokiem.
 - Mój tata.....był tam - odparł i popatrzył mi w oczy.
Jego tata był.....tym czymś ?!Zdrętwiałam a moją twarz pokrył wzrok zdumienia.
Musimy mu pomóc,musimy pomóc ojcu tego szczeniaka.Ja nie mogę się nim opiekować,Scherlock pewnie też nie.Popatrzyłam przelotnie na Scherlocka i na Liroya.
 - A chciałbyś wrócić do ojca?
 - Chciałbym,ale on jest wilkołakiem i nie chce na mnie spojrzeć - popatrzył w ziemię smutny.
 - Pomożemy twojemu tacie,obiecuje - posłałam młodemu uśmiech i popatrzyłam na Sherlocka.
,,I co teraz? " - to przesłałam basiorowi patrząc na niego,i domyślił się o co chodzi.
 - Liroy.....eeee - popatrzył na mnie jakbym była ostatnią deską ratunku.
 - Liroy zostaniesz na jakiś czas u mnie.... - sapłam ciężko i odwróciłam wzrok.
Sherlock zdziwiony ale zadowolony szedł dalej,ja natomiast patrzyłam na niego wzrokiem ,,udało Ci się".
Scherlock ?







Od Scherlocka do Sunny

- Idźcie!- rozkazałem Sunny i Liroyowi. - Ja się nim zajmę.
Upewniłem się, że wadera i szczenię zaczęli uciekać, obróciłem się i stanąłem twarzą w twarz z jakimś wielkim stworzeniem. Przypominało trochę wilka, ale było z jakieś 3 razy większe ode mnie. Stało i wpatrywało się we mnie wielkimi, groźnymi czerwonymi oczami, a ja cały czasu nie schodziłem mu z drogi. Po chwili przyglądania się mi rzucił się na mnie. Udało mi się w porę odskoczyć w bok i po chwili ugryzłem go w łapę. Zwierzę zawyło, ale najwyraźniej nie udało mi się go zbytnio zranić, gdyż stał dalej w tym samym miejscu gotowy do ponownego ataku. Wiedziałem, że nie mam z nim szans, ale musiałem go przetrzymać jeszcze chwilę. Zakamuflowałem się i wcisnąłem w jakąś wnękę. Wilkor z wściekłością zaczął mnie szukać. "Jeszcze chwilę" myślałem. Kiedy bestia już miała mnie znaleźć, wyskoczyłem z wnęki i ruszyłem w stronę wyjścia. Trasa była oświetlona przez latarnie, więc wiedziałem którędy biec, ale w ostatniej chwili kręciłem jeszcze w bok. Wilkor wciąż biegł za mną, a wszędzie było słychać echo uderzeń jego gigantycznych łap. Miałem zamiar zgubić go w korytarzach. Liczyłem zakręty, żeby potem móc wrócić. Biegłem nie zatrzymując się, a po drodze obijałem się o ściany. Po czasie ja zacząłem tracić siłę, bestia - nie. W końcu obrałem sobie za cel wyjście z jaskini i ostatkami sił pędziłem w jego stronę. Zdyszany wypadłem na zewnątrz. A kiedy miałem się obrucić by sprawdzić czy dalej to coś mnie goni, usłyszałem głośny huk tuż za mną. Kiedy się obejrzałem zobaczyłem, że wejście do jaskini jest zasypane kamieniami, a na półce nad jaskinią stoi Sunny i Liroy, którzy z zadowoleniem wpatrywali się w stertę kamieni pod nimi. Od razu domyśliłem się, że to sprawka Sunny. Podszedłem do nich.
- Dzięki. - powiedziałem z ulgą.
- A co myślałeś, że cię tu tak zostawimy? - zażartowała Sunny. Po chwili zobaczyłem, że jej rana wciąż krwawi.
- Chodź. Szybko potrzebujesz pomocy, bo inaczej możesz się jeszcze wykrwawić.
Spojrzałem na nią, a potem na Liroya. "Co z nim zrobimy?" pomyślałem. Osobiście nie przepadam za dziećmi, ani nawet nie wiem jak się nimi zajmować.
<Sunny?>

niedziela, 14 czerwca 2015

Od Sunny do Scherlocka

Usłyszałam znajomy głos. Myślałam że to tylko jakieś głosy w mojej głowie,w końcu już pare dni tu siedzę.
Jednak wołanie było coraz bliżej. Gwałtownie się poruszyłam i wstałam.
 - Scherlock! - krzyknęłam i kulejąc szukałam go w mroku
 - Sunny! - wołanie powtarzało się.
Szukałam basiora w ciemnościach,próbując przynajmniej go wyczuć.
Nagle poczułam znajomy zapach. Swoim ciałem uderzyłam o jakieś inne.
 - O jesteś! - zaśmiałam się z uśmiechem.
Ten odetchnął z ulgą.
 - Jak się tu znalazłaś? - zapytał.
 - A jakiś coś mnie porwał - odparłam i nagle syknęłam z bólu.
 - Co jest? - zapytał.
 - Coś....mnie boli - odparłam mrużąc oczy z bólu.
,,Najmniejszy ruch i rana zacznie krwawić" i właśnie się to stało.Z mojego boku zaczęła wypływać brunatna krew.
 - Chodźmy - powiedział patrząc na moją ranę.
 - Nie....a on ? - zapytałam podchodząc do szczeniaka w kącie.
Scherlock popatrzył na niego ze zdziwieniem. Liroy zmierzył go wzrokiem.Podeszłam do niego i podniosłam malucha.
 - Chodź Liroy! - zawołałam.
Szczeniak posłusznie wstał i podbiegł blisko mnie.
 - Ale co my z nim zrobimy? - zapytałam, ,,ja jako.....opiekunka ?! Nie umiem sobie tego wyobrazić ! " pomyślałam.Nagle coś poruszyło się za nami.Byłam gotowa do walki...ale ta cholerna rana i kulawizna !
Kij z tym !
Scherlock ?









Od Scherlocka do Sunny

Zagłębiłem się w jaskinię. Wędrowałem po niej chyba przez jakieś parę godzin. To był jeden wielki labirynt. Nie dość, że było ciemno jak w grobie to jeszcze strasznie wilgotno. Musiałem więc chodzić na oślep i uważać, żeby nie wpaść w jakieś podziemne jeziorko. Już dawno straciłem orientację i zgubiłem ślady, które były widoczne na początku groty, i które wskazywały na istnienie tu jakiegoś życia. Kiedy chciałem sobie zrobić przerwę żeby odpocząć usłyszałem jakiś dziwny dźwięk dochodzący z boku. Było to jakby ciche szmeranie. Od razu udałem się w tamtą stronę, uważnie nasłuchując. Coś poruszało się w tamtym miejscu, ale wyraźnie się nie ukrywało, bo po chwili usłyszałem cichą rozmowę. Od razu poznałem ten głos.
- Sunny! - krzyknąłem i pobiegłem w tamtą stronę.
Sunny ? 

Od Aithne do Scherlocka

– Jesteśmy na terenie Klanu Ognia, niedaleko Jeziora – odpowiedziałam, w międzyczasie zaciskając opatrunek. – Z którego klanu jesteś?
– Mysterious Thoughts... – odpowiedział, przecierając pot z pyszczka.
Nie wiem, co basior robił, ale mocno się otarł. W zasadzie nie musiałam się nawet pytać o pochodzenie; strasznie się pocił i śmiałam twierdzić, że to nie ze zmęczenia, a z gorącego powietrza, które nadpłynęło na brzegi od Jeziora Magmy.
Przyjrzałam się mu dokładnie. Przymykał co chwilę powieki, raz po raz ukazując zielonoszare tęczówki. Oddychał nierównomiernie, drżąc przy każdej próbie oddechu. Nie wyglądało to za dobrze, a sama nie dałabym rady go udźwignąć do szamanki. Nie widziałam innego sposobu, jak tylko zawołać i poprosić kogoś o pomoc. Rozglądnęłam się dookoła, ale nie zauważyłam żadnej żywej duszy obok nas, nie wliczając w to owadów i innych mniejszych form życia.
– Poczekaj tu, przyniosę wody – stwierdziłam głośno, by Sherlock mógł mnie usłyszeć.
Przebiegłam się po polance, szukając jakiegoś źródła, ale nie mogłam niczego znaleźć. Westchnęłam cicho, po czym wróciłam się do wilka. Nadal leżał w tej samej pozycji, jednak przysnął, pomrukując cicho pod nosem. Nie chcąc pozostawiać basiora na pastę losu, zarzuciłam go sobie na grzbiet, chwiejąc się przy tym na łapach. Do lekkich na pewno nie należał, ale miałam nadzieję, że mi się uda zanieść go do miejsca, gdzie ktoś będzie mógł nam pomóc.
Podchodząc coraz bliżej Jeziora Magmy dostrzegłam kątem oka dwóch kolegów, którzy leżeli i relaksowali się wolną chwilą. Położyłam delikatnie Sherlocka na podłoże, a następnie podbiegłam do, jak się okazało, Shadowmakera i Dreada.
Moją prośbę o pomoc zignorowali, wpatrując się na mnie jak na idiotkę. Dobrze wiedziałam, że nie wszyscy są życzliwi wobec innych wilków, ale, choxera!, przecież Sherlock nie jest tu z własnej woli, a przynajmniej tak to rozumowałam.
Warknęłam na nich, trącając ich łapą. Dread spojrzał na mnie spod oka, mając najwyraźniej dość. Walnęłam go jeszcze raz. Nie wytrzymał. Wstał i zapalił się, mierząc mnie gniewnym wzrokiem. Shadowmaker nie wyglądał na zaskoczonego, ale próbował uspokoić kolegę. Po chwili zagasł, oddychając ciężko.
– Gdzie jest ten wilk? – zapytał ze zrezygnowaniem w głosie. Uśmiechnięta wskazałam miejsce, ruszając w tamtym kierunku.
– Musimy zaprowadzić go do Szamanki. Znalazłam go na plaży. Wydaje mi się, że wyrzuciło go z morza aż tutaj.
Przytaknęli jedynie i zarzucili go sobie na plecy, maszerując wolno w stronę Sythe. Szłam za nimi, przyglądając się twarzy Sherlocka. Z decydowanie nie zasnął, a stracił przytomność. Na pewno ktoś, kto jest noszony przez innych, poczułby to. Basior jednak nie ruszał się, tylko leżał bez ruchu.
Opuściłam głowę, rozmyślając, co mu się mogło stać. Może coś go zaatakowało? Może stracił siły i o coś się zranił? A może po prostu zasnął na plaży, a duże fale zabrały go w morze? Ostatnia wersja raczej nie była możliwa, bo wilk wyglądał na rozważnego.
– Gdzie... idziemy?
Podniosłam gwałtownie głowę, patrząc w oczy Sherlockowi, który próbował przyzwyczaić się do światła.


Sherlock?

Od Amary do Kiyoteru

Szłam spokojnie przez las i nagle zobaczyłam kilka jeleni wybrałam sobie młodą sarnę. Weszłam w wysoką trawę i zaatakowałam i złapałam tą sarnę za tchawicę. Sarna umarła szybką śmiercią - zaczęłam jeść. Kilka minut potem już leżałam na plecach i patrzałam się w chmury, kiedy nagle zobaczyłam jakąś sylwetkę. Był to jakiś basior. Spojrzał się na mnie za ciekawionym wzrokiem i się spytał - Hej mógł bym sobie trochę podjeść? chwile pomyślałam nad odpowiedzią " tak czy nie"? i odpowiedziałam - Jasne ze możesz i tak przy okazji jak masz na imię ? bo ja Amara. Basior się pochylił nad sarną i zaczął jeść i jak skończył jeść odpowiedział na pytanie - Ja mam na imię Kiyoteru i jestem z klanu powietrza, a ty? Spojrzał na mnie z za ciekawieniem odpowiedziałam - Z klanu wody. Kiyoteru się trochę zmartwił i nagle jego oczy zmieniły z koloru szarego na fioletowe zdziwiłam się i spytałam - Co jest z twoimi oczami ? wilk się spojrzał i opowiedział - mam tak ze jak na przykład jestem zdenerwowany to mam czerwone oczy i tak dalej. Przez chwile nie mieliśmy tematu do rozmowy, gdy nagle Basior spytał - może przejdziemy się gdzieś ? pomyślałam trochę i odpowiedziałam - Jasne ze możemy. Pół godziny szliśmy przez las. Widziałam przepiękne kwiaty i inne rośliny. Spytałam się Kiyoteru - jak ci się podobają te kwiaty?
<Kiyoteru?>

czwartek, 11 czerwca 2015

Od Izaline C.D Berona


Kiedy mówiłam, basior bardzo uważnie mnie słuchał. Było to zdecydowanie dobrą cechą, przyjemniej też się mówiło do kogoś takiego. Swoją drogą, pierwszy raz na oczy widzę tego basiora. Nowy a jeszcze nie został oprowadzony? Kiyoteru musi mieć chyba dużo rzeczy na głowie, skoro zaraz po przyjęciu wilka nie zaproponował mu przechadzki. W sumie to dla mnie żadna nowość, nie pierwszy i nie ostatni raz robię za przewodnika. Chyba będzie to moją drugą porfesją. Spojrzałam jeszcze raz na czarno-białego basiora, był dużo wyższy niż ja. Zresztą jak każdy wilk w tym Klanie, idzie się do tego przyzwyczaić. Jego niebieskie oczy były częściowo zasłonięte przez długą, rozmirzwioną grzywkę. Najbardziej wzrok przyciągał połyskujący wisior, przypominający księżyc. Jak tak się zastanowić, to basior miał jeszcze takie rogaliki pod oczyma, tylko że odwrócone i czarne.
 — Co to za rzeka? – wskazał łapą na rzekę która wpływała do jeziora od pólnocnego-wschodu.
 — To jest rzeka Ibis – odparłam bez żadnego zastanowienia – Jednak nie radziłabym Ci maczać w niej tyłka. Zaraz byś się utopił, no chyba, że jesteś wilkiem z Klanu Wody… a nim nie jesteś.
 — Nurt jest aż tak silny?
 — Po części tak, ale w głównej mierze to pamiątka po wojnie z Klanem Wody. Można śmiało powiedzieć, że "zaczarowali" tą wodę.
Beron przytaknął doskonale zdając sobie sprawę z tego co właśnie do niego powiedziałam, był bystry. Cenię to u innych.
 — No dobra, czas ruszyć w drogę – wstałam przywołując duże, brązowe skrzydła – Pokażę Ci inne tereny z bliska… a właśnie, umiesz latać?
Basior nie odpowiedział, wstał i już po chwili miał na swoich plecach ogromne skrzydła. Widzę, że dysponuje podobną mocą, uśmiechnęłam się po czym nie czekając na niego dłużej wzbiłam się w powietrze. Od zawsze uwielbiałam nienormalne prędkości, nie obchodziło mnie nawet to, że mogłabym stracić kontrolę i się rozbić. Bez tego dreszczyka emocji to wzzysko nie miało najmniejszego sensu. Wpierw przelecieliśmy obok bramy, gdzie kilkakrotnie okrążyłam lewą "kolumnę" a kiedy dotarłam na sam szczyt przysiadłam na niej. Beron wolał spokojnie tam dolecieć po czym również usiadł obok mnie.
 — To jest brama do naszego Klanu. Te posągi mają funkcję obronną, ale to nie tak, że atakują. Po prostu w razie potrzeby emanują ogromną siłą magiczną, która osłabia wroga.
 — Dosyć ciekawe…
 — Też tak uważam. Słuchaj Beron, lubisz polowania, pościgi i takie tam?
 — Myślę, że tak.
 — W takim razie pójdziemy trochę pogonić perytony. To takie ładne, skrzydlate jelenie. Jest ich bardzo dużo w pobliżu Świątyni Sky'a to boskie zwierzęta więc nie możemy je zjeść, ale dlaczego by je nie pogonić?
Basior wzruszył ramionami, trąciłam go śmiejąc się po czym zeskoczyłam z kolumny. Z powrotem przelecieliśmy nad jeziorem, a nawet nad rzeką. A to wzzystko po to, żeby dostać się do świątyni która znajdywała się na najniższym piętrze gór. W oddali było już widać sporą grupkę perytonów które szybowały po niebie, a nieliczne przesiadywały na półkach skalnych.

(Beron?)

środa, 10 czerwca 2015

Od Hikari do Miru

Gorące promienie słoneczne nieznośnie prażyły moje futro i chodź było śnieżnobiałe, miałam wrażenie, że za moment się roztopię. Wylegiwałam się na brzegu krystalicznie czystego jeziorka. Zmrużyłam powieki. Powoli zapadałam w drzemkę...
ŁUP!
Przez ułamek sekundy czułam na grzbiecie czyjeś łapy, które po chwili, wrzuciły mnie na głębinę lodowatej wody. Przez chwilę miałam wrażenie, że się topię, lecz po prostu byłam zbyt oszołomiona aby zaczerpnąć oddech. Zorientowałam się i w miarę szybkim tempie wypłynęłam na powierzchnię. Na moim poprzednim miejscu leżał Thunder, uśmiechając się złośliwie. Zawarczałam na niego, a on w odwecie, również wyszczerzył kły. Wydostałam się na powierzchnię, a w moich żyłach pulsował gniew. Otrzepałam futro i pomyślałam gdzie indziej można spokojnie poleżeć.
Ruszyłam w stronę malutkich gór, gdyż pamiętałam, iż znajduje się tam malutki staw. Byłam u celu, chciałam się położyć, zapaść w sen, lecz nagle poczułam nieznajomy zapach. Pomyślałam sobie w duchu "Olej, zapomnij" i nadal kontynuowałam wysiłki odpoczynku. Zapach stawał się silniejszy, aż wreszcie zza tafli wody wyłoniła się jakaś wadera. Wytrzeszczyłam ślepia, byłam kompletnie zdezorientowana. Wilczyca zdawała się być wycieńczona oraz ledwo udawało się jej złapać oddech. "Kurczę, ona się topi!"- przeleciała mi przez łeb myśli. Weszłam do wody, podpłynęłam do niej i po chwili razem dyszałyśmy na brzegu.
-Kim jesteś?- zapytałam bez ogródek.
-Eee- widać było, że się wahała - Miru. A ty?
-Hikari- krótko, zwięźle i na temat - Co ty tam robiłaś?

< Miru? R.I.P Wena >

Od Miru C.D Deus'a


Spojrzałam kątem oka na wysokiego basiora o szmaragdowym futrze. Odnosił się do mnie w taki sposób, jakbym to ja byłz tutaj obca. No ale cóż, był tutaj pierwszy raz więc nie dziwię mu się, że nie wiedział o istnieniu Klanów. Właśnie, powinnam go chyba pogonić skoro wlazł na "mój teren". Jednak jakoś średnio mnie to obchodziło, nie wyprawiał jak na razie żadnych kłopotów więc mogłam znieść jego obecność.
 — A ty co taka nieobecna? – zapytał po chwili siadając obok mnie. Znowu jest za blisko…
Spojrzałam w taflę niespokojnej wody, z początku unikając rozmowy. Nie miałam jakoś dzisiaj na to wszystko nastroju. Zresztą ja od jakiegoś czasu już taka jestem, przestałam być wesoła i miła. Zrobiłam się ponura jak Hitachi. Ostatecznie jednak, czyli po kilku minutach spojrzałam na basiora. Unikanie go byłoby z mojej strony bardzo niegrzeczne.
 — Nie jestem nieobecna, po prostu nie mam z Tobą o czym rozmawiać. Nie znam Cię… wiesz, że jesteś na terenie watahy?
Zielonofutry jakby się zdziwił, czyli jednak nie wiedział? Albo był po prostu bardzo dobrym aktorem.
 — Po twojej minie wnioskuję, że o tym nie wiedziałeś. Tak, jesteś na terenie Klanu Ziemi. Jeśli więc masz wrogie zamiary, radziłabym Ci szybko stąd zmykać. – uśmiechnęłam się pod nosem
 — Czy ja wyglądam na kogoś niebezpiecznego? – zapytał lekko prychając
Przyjrzałam mu się. Nie wiem czy na takiego wyglądał, ale był z pewnością ode mnie silniejszy. A przynajmniej jeśli chodzi o umiejętności fizyczne. Z magicznymi niekoniecznie, chociaż kto wie jakie on tam moce sobie posiada.
 — Tak – odpowiedziałam jednak w formie żartu, ciekawe czy go załapie. – Wyglądasz jakbyś miał mnie zagryźć, tu i teraz.
 — Naprawdę? – obruszył się.
Zaśmiałam się cicho uderzając ogonem o malutki strumyczek. Woda ochlapała i mnie i jego.
 — Żartowałam, z pozoru wyglądasz dosyć przyjaźnie ale nie czytam Ci w myślach i nie wiem jakie masz zamiary – wstałam z trawy otrzepując się. – zapytam z ciekawości jak Cię zwą?
 — Deus, a Ciebie?
 — Miru… Deus zadam jeszcze jedno pytanie, należysz do jakiegoś stada? – kiedy basior pokręcił łbem brnęłam dalej – To dobrze, jeśli wejdziesz na nasze terytorium niezaproszony czeka Cię przymusowe dołączenie… jako Omega.
Kiedy zobaczyłam minę basiora, omało nie wybuchnęłam śmiechem. Jednak postarałam się o to, żeby nadal patrzeć mu w oczy z obojętnością. Przytaknęłam podchodząc do niego jeszcze bliżej tak, że ogarłam się bokiem o jego bok.
 — Znowu żartowałam – szepnęłam mu na ucho po czym nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.

(Deus? Brak weny XD)


od Sunny do Deus'a

- Nie jestem przyzwyczajona do gadania z kimś....o swoich życiwych sprawach-odparłam,nie chciałam być niemiła.Może i niekiedy przesadzał ale nie był wcale zły.
- Mi możesz powiedzieć -odparł zachecająco.
- Nie....lubię Cię, ale nie mam narazie zaufania do nikogo.....przepraszam - posmutniałam,właśnie ukazała się moja słaba strona.
- Rozumiem - odparł z uśmiechem.
Poczułam,że mogę mu zaufać....ale moim rodzicom też ufałam i co z tego wyszło?
Siedziałam przed wejściem do jaskini i spoglądałam na spadające krople deszczu.Byłam przygnębiona.
- Co tak siedzisz? - zapytał.
- A nic,myślę sobie - odparłam delikatnie unosząc kąciki ust.
Po paru godzinach,burza szalała nadal i nastał zmrok.Ja jak głupia,nadal siedziałam przy wejściu i patrzyłam,jak uderzają o ziemię błyskawice.Deus znowu podszedł do mnie.
- Idziesz spać? -zapytał.
- Niewiem.... - patrzyłam w mrok.
Ten popatrzył na mnie niewinnie i lekko się przysunął.
Deus ?

od Deus'a cd Sunny

Sunny chyba się trochę zdenerwowała. Może nawet tak bardzo trochę.
- Nie. - szepnąłem. Złapałem ją delikatnie zębami za kark przewracają na ziemię. - Na pierwszej randce od razu ze sztyletem? Oj nieładnie, nieładnie.- wytrąciłem jej z łapy sztylet, który poleciał kilka metrów dalej. Na niebie zebrały się ciemne chmury.
- Złaź. - powiedziała poirytowana. Grzecznie odszedłem i spojrzałem w niebo.
- Lepiej się schowajmy, bo zaraz będzie nieźle lać. - powiedziałem odwracając łeb w jej stronę. Wadera zaprowadziła nas do najbliższej jaskini. Była dość mała, ale bardzo przyjemna. Położyłem się w kącie bacznie obserwując Sunny. Samica usiadła tuż przy wejściu, patrzyła przed siebie.
- Co tam takiego ciekawego widzisz? - spytałem układając głowę wygodnie na łapach. Wadera szybko odwróciła głowę w moją stronę.
- Co mówiłeś? - powiedziała patrząc na mnie zaciekawiona. Wstałem i podszedłem do niej. Zaczęło już padać.
- Nie widać ani centymetra jasnego nieba, chyba długo popada. Być może będziemy musieli zostać tu na noc. - spojrzałem na nią wymownym wzrokiem.
- Chciałbyś! - krzyknęła i wstała, machnęła mi ogonem przed nosem i poszła w głąb jaskini. Spojrzałem na nią pogodnym wzrokiem.
- Nie jesteś głodna? - spytałem podchodząc.
- Nie bardzo. - położyłem się obok niej. Zaczęło się już ściemniać.
- Właściwie to z jakiego klanu jesteś, bo nie spytałem. - patrzyłem na krople deszczu obijające się o liście drzew.
- Ognia, na którego właśnie terenie jesteś. - bardzo delikatnie się uśmiechnęła.
- Masz tu jakiś przyjaciół? - spytałem zaciekawiony. - Bo ja w sumie u siebie nikogo nie znam. - Sunny spojrzała smętnie w dal. Szybko zauważyłem to, że posmutniała. Usiadłem.
- Eh... sama nie wiem. - odpowiedziała wzdychając.
- Oj o co chodzi? - trąciłem ją głową patrząc zaciekawiony w jej błękitne ślepia.

<Sunny?>

od Sunny cd Sherlock'a

Siedziałam razem ze szczeniakiem w objęciach. Mały cały czas płakał i był strasznie wychudzony. Powoli wstałam i powiedziałam.
- Nie bój się, zaraz coś wymyślę.
Kulejąc, podeszłam do wiszącej sarny na sznurze. Była oblana trucizną,czułam to. Węszyłam, aby znaleźć dla młodego choć jeden kawałek nadający się do zjedzenia. Na lewym boku sarny zwisało mięso, może już nie świeże ale trucizna się jeszcze do niego nie dostała. Wyrwałam go szybko i podbiegłam do szczeniaka.
- Proszę, jedz - odparłam podsuwając mu kawał mięsa.
- A ty? - zapytał przerażony.
- O mnie się nie martw, poradzę sobie - uśmiechnęłam się do niego.
Chciałam koniecznie uratować szczeniaka, wiedziałam, że na to zasługuje.
- Tak siedzimy tu dwa dni, a ty mi nie powiedziałeś, jak się nazywasz? - zapytałam.
- Nazywam.... - szczeniak zawahał się. -  Nazywam się Liroy - odparł, próbując się uśmiechnąć.
- Ja jestem Sunny - wstałam i chciałam coś zrobić,by wyrwać się z tego miejsca. Rana na boku delikatnie się zasklepiła, ale jeden gwałtowny ruch i znowu zacznie krwawić.
Siedzieliśmy w jakby wielkiej misce, przed nami piętrzyły się 3 metrowe, gołe skały.
Nie było najmniejszej gałęzi,nawet korzenia by można było się jakoś wydostać.Próbowałam nawet podkładać kamienie pod ściany ale nic z tego.
Szczeniak siedział w przerażeniu, nie umiejąc się pozbierać.Nie dziwię mu się, sam jeden siedział tu dość długo.
Nagle spadły szczątki dzika.Ktoś je zrzucił w góry i poszedł.Na dziku znajdowały się ogromne ślady zębów jakiegoś chyba 2 metrowego stwora.Zwłoki pokrywały ''X'' zrobione pazurami, a głowa leżała niedaleko.
- Co to do cholery jest ! - zawarczałam zdziwiona i popatrzyłam na szczeniaka który patrzył na mnie osłupiałym wzrokiem.
,, Jeżeli takie coś nas zaatakowało, to mamy kłopoty"

Scherlock ?

od Sherlock'a cd Sunny

Zbliżał się już wieczór, a po Sunny nie było śladu. Przeszukałem już chyba każde miejsce w klanie. Jednak nie poddałem się i moje poszukiwania dalej trwały.

Od razu po zniknięciu Sunny zacząłem szukać jakichś śladów w okolicy. Po chwili natknąłem się na jakieś dziwne ślady łap. Nie należały one do tygrysów, bo były w całkowicie innym miejscu. Szedłem za nimi, a kawałek dalej zobaczyłem na ziemi trochę krwi. Nie musiałem długo szukać, żeby mieć już pewność, że krew należała do niej. Kawałek dalej znalazłem strzępek futra Sunny. Teraz podekscytowany szedłem wzdłuż śladów. Może nie powinienem się tak zachowywać? Przecież jej mogło się coś stać. Ale martwienie się nie było jakoś moją mocną stroną, a to, że natrafiła mi się jakaś sprawa kryminalna tylko mnie ucieszyło. Nie, to z pewnością nie było normalne. Ale czy w ogóle istnieje na świecie ktoś "normalny"? Ale teraz wracam do tematu i nie robię tu wywodów filozoficznych. Po pewnym czasie wędrówki dotarłem na jakieś osuwisko. Tu ślady się urwały i mimo moich wysiłków nie znalazłem dalszego tropu. Spędziłem tu dosyć dużo czasu i zrezygnowany wróciłem na miejsce porwania Sunny. Tam jeszcze raz dokładnie zbadałem te dziwne ślady. Były duże. O wiele większe od tych tygrysich. Niestety dużo z nich nie wywnioskowałem, bo zanim cokolwiek zdążyłem zrobić zaczął padać deszcz. Nie zareagowałem w porę i woda zmyła wszystkie poszlaki. Z wściekłością rozgoniłem chmury i próbowałem jakoś połączyć fakty i coś zrobić. Udało mi się dojść do jednego. Jeśli to coś dużego, a jest wielkie, to musi gdzieś mieszkać. Jedynym prawdopodobnym schronieniem wydała mi się jaskinia. Ale jak tu teraz znaleźć tą jedną jaskinie wśród tych parudziesięciu a może i nawet paruset na terenie klanu? Powziąłem jednak poszukiwania. I szukałem aż do wieczora.

Stwierdziłem, że będę przeszukiwał te jaskinie dopóki albo nie padnę ze zmęczenia albo nie znajdę Sunny. Właśnie zbliżałem się do kolejnego możliwego miejsca zamieszkania porywacza. W końcu po wdrapaniu się na niewysoką półkę skalną stanąłem w wejściu do jaskini. "To tu!" pomyślałem i mój mózg zaczął działać na najwyższych obrotach. Już od wejścia poczułem, że ktoś jest w środku. Mimo iż jaskinia skręcała kawałek dalej to ze środka dało się poczuć niewielkie ciepło i usłyszeć jakieś ciche odgłosy. Jaskinia z pewnością nie była pusta od przynajmniej jednego dnia.
<Sunny?>

wtorek, 9 czerwca 2015

od Sunny cd Sherlock'a

Nic nie widziałam,czułam tylko straszny ból w prawym boku.Starałam się zranić napastnika sztyletem ale on trzymał mnie coraz mocniej.Kiedy mgła opadła, zobaczyłam strasznie,czerwone oczy przeciwnika i zakrwawione kły.Miał czarne futro i biegł przed siebie.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam cicho opadając z sił.Ten popatrzył na mnie i wielkim pazurem rozciął mi łapę.Syknęłam z bólu i opadłam na jego łapy nieprzytomna.Czekałam tylko na śmierć.Nie wiem co to było,duże,czarne i ohydne, jakby wilkołak lub coś takiego. Kiedy się obudziłam ujrzałam ciemność.Ku moim oczom ukazała się wielka jaskini z wymalowanymi na ścianie obrazami.Z sufitu zwisały skóry saren i .....wilków.Obejrzałam się za siebie. Na sznurze wisiała zabita sarna.Wstałam i kulejąc podeszłam do zaciemnionego rogu z którego usłyszałam ciche jęknięcie.Przyjrzałam się bliżej i zobaczyłam szczeniaka.Płakał,był poraniony i wychudzony. Pewnie czekał na śmierć jak ja.
- Nie bój się maluchu, nic ci nie zrobię - usiadłam obok niego i uśmiechnęłam się.Szczenię popatrzyło na mnie i z jego oczu popłynęły łzy. Wtulił się w moje futro i płakał.
Przytuliłam go, jak nie ja.
To właśnie ta moja inna strona.
- Wszystko będzie dobrze,poradzimy sobie - uśmiechnęłam się do niego i przytuliłam go.
Nie miałam sił by nawet wstać,z rany nadal ciekła mi krew. Już nie wiem co robić.
Scherlock ?

od Sherlock'a cd Sunny

- Nie. Poczekaj. - powstrzymałem ją.
- Nie zbiję jej.
- Wiem. Mam lepszy pomysł niż ranienie jej. - odpowiedziałem spokojnie.
Miałem już w głowie cały plan. W sumie nie był on zbytnio skomplikowany. Zacząłem zwoływać mgłę, a Sunny cały czas przyglądała się tygrysicy gotowa do ataku dopóki jeszcze mogła coś widzieć. Po krótkim czasie otaczała nas już tak gęsta mgła, że ledwo co mogłem dojrzeć mój własny nos.
- Chodź. - szepnąłem w stronę Sunny, a przynajmniej tam gdzie wydawało mi się, że stała.
Zacząłem powoli cofać się do tyłu. Kiedy w końcu wyszedłem z mgły rozejrzałem się wokoło w poszukiwaniu Sunny. Nie dostrzegłem jej. Obszedłem dookoła obszar zasłonięty mgłą, ale po Sunny nie było śladu.
- Sunny! - krzyknąłem, ale nikt mi nie odpowiedział.
Powoli zacząłem usuwać mgłę i moim oczom ukazała się tygrysy zajadające naszą sarnę. Na szczęście nie zwrócili na mnie uwagi. Ale Sunny nie było i tu. "Może gdzieś sobie poszła?" pomyślałem. Ale mimo to postanowiłem poszukać jej albo chciaż znaleźć jakieś ślady, które mogłyby mnie doprowadzić do niej.
- Sunny! - krzyknąłem jeszcze raz, ale trochę głośniej, w nadzieji, że może mnie usłyszy. Tym razem jednak też nie uzyskałem odpowiedzi.
<Sunny?>

od Sherlock'a do Aithne

- Jak tu pusto... - westchnąłem i kontynuowałem moją wędrówkę po terenach klanu. Może osiedlenie się w jednym miejscu było jednak złą decyzją? Może i wędrówki były dosyć męczące, ale przynajmniej miałem zapewnione jakieś sprawy albo zagadki do rozwiązywania. Mój mózg potrzebował czegoś co by go pobudziło, czegoś ciekawego, czegoś ekscytującego. A tu nic... Tylko jakieś zwykłe, spokojne życie. Nie dość tego to było tu tak pusto, że od paru dni praktycznie nikogo nie spotkałem. Po jakimś czasie włóczenia się w tą i z powrotem stwierdziłem, jeśli nie chcę umrzeć z nudów muszę coś wymyślić. Po chwili namysłu stwierdziłem, że udam się do jakiegoś innego klanu zobaczyć jak wygląda sytuacja u nich. Niestety był jeden problem. Żeby dostać się do jakiegoś klanu musiałbym albo przelecieć albo przepłynąć przez morze, które dzieliło klan mysterious thoughts od klanu ognia. I co tu teraz zrobić? Myślałem. W końcu zrezygnowany udałem się z powrotem w stronę mojego legowiska. Po drodze usłyszałem z prawej strony jakiś cichy szmer. Od razu zatrzymałem się i zacząłem nasłuchiwać. Coś jakby oddalało się ode mnie. Słyszałem ciche kroki. To było dziwne. Bez namysłu zacząłem podążać za tymi cichymi odgłosami. W końcu las się skończył i zaczęła się polana. To coś wyszło z krzaków i stanęło po środku polanki. Ten widok zdziwił mnie jeszcze bardziej. To był wielki melanistyczny kot! Skąd on się tu wziął?! Siedziałem dalej zamaskowany w krzakach i obserwowałem z zaciekawieniem czarne zwierzę. Po chwili obróciło się i spojrzało prosto na mnie. Mimo iż byłem dla niego niewidoczny to poczułem na sobie jego spojrzenie. Błękitne, głębokie oczy wpatrywały się we mnie jakby dobrze wiedziały o moim istnieniu. Ale jak? Przecież szedłem praktycznie bezszelestnie i niewidocznie za tym wielkim kotem, a on i tak wiedział, że tu jestem. "Raz kozie śmierć" westchnąłem "A właściwie wilkowi" dodałem po chwili "Albo się na mnie żuci i rozszarpie albo sam nie wiem co" pomyślałem i wyszedłem z krzaków. Kot nie zareagował tylko dalej stał i wpatrywał się we mnie. Po chwili ruszył w moją stronę wolnym krokiem. "Jeśli chciałaby mnie zjeść to raczej skoczyłaby na mnie, a nie szedł sobie do mnie spacerkiem" pomyślałem "A zresztą i tak nie miałbym gdzie uciec". Stałem tak i czekałem na to co ma nastąpić. Ona podszedł do mnie i stanął przede mną tak, że jego łeb prawie dotykał mojego. Nie bałem się. Strach nie ma sensu, jeśli dobrze wiesz, że nic ci si nie stanie. Ja miałem tą pewność. Jeśli ten kot chciałby mnie zaatakować już by to zrobił. Skorzystałem z okazji i przyjrzałem się mu dokładnie. To była puma. Dosyć duża, ale nie większa ode mnie. Nie była masywna ani umięśniona, więc ona. Spojrzała mi prosto w oczy i znowu poczułem to dziwne uczucie. Jakby te oczy dostrzegały wszystko, jakby wkradały się do mojego umysły. Nagle jej oczy rozbłysły jaskrawym niebieskim światłem, które mnie oślepiło i...

Otworzyłem oczy. Leżałem na piasku. Uniosłem lekko łeb i zauważyłem także może. Szybko skoczyłem na cztery łapy. "Czy to był sen? Gdzie ja jestem? To nie wygląda na Klan Mysterious Thoughts." myśli chaotycznie krążyły mi po głowie. Od razu kiedy wstałem. Zaczęło mi się kręcić w głowie i przewróciłem się na ziemię. Poczułem przeraźliwy ból głowy i lewej łapy. Spojrzałem na nią i zobaczyłem, że mam na niej dosyć dużą ranę. "Czyżby to nie był sen? Może ta puma mnie zaatakowała? Nie to nie możliwe." wywnioskowałem z kształtu mojej rany. Wyglądała bardziej na dosyć mocne otarcie niż na szarpnięcie pazurami. Znowu spróbowałem się podnieść.
- Nie! Poczekaj! - usłyszałem jakiś głos.
Kontynuowałem jednak wstawanie. Po chwili znowu poczułem ból i przewróciłem się na ziemię.
- Nie. Proszę cię. Nie wstawaj. - powiedziała jakaś wadera, która podbiegła do mnie.
Tym razem posłuchałem i nie próbowałem już wstać.
- Co? Co się stało? - wymamrotałem ze zmęczeniem.
- Szybko się obudziłeś. Dopiero co cię znalazłam. - odparła i zauważyłem, że przyniosła ze sobą jakieś duże liście. - Znalazłam cię na tamtych skałach. - powiedziała i wskazała gdzieś bok. - Wyrzuciło cię morze i byłeś nieźle poobijany.
- Aha - wymruczałem cicho, bo głowa strasznie mnie bolała i czułem okropne zmęczenie.
Wadera zaczęła bandażować mi łapę tymi liśćmi, a potem też głowę.
- Tak w ogóle jestem Aithne.
- Ja Sherlock. A gdzie właściwie jesteśmy?
<Aithne?>

od Sherlock'a cd Sunny

Wadera dalej stała i przyglądała się mi przy moim zajęciu. Szukałem miejsca, w którym założyłem pułapkę w nadziei, że uda mi się złapać coś do jedzenia. Nie zapowiadało się na to, żeby nieznajoma wilczyca sobie poszła. A czułem się dziwnie, bo przez cały czas obserwowała każdy mój ruch.
- Chyba jesteś głodna? - w końcu się odezwałem.
Wadera lekko się uśmiechnęła usatysfakcjonowana tym, że udało jej się mnie złamać.
- Może... - nie chciała żebym za szybko ją przejrzał. - A może jednak zaczniemy od początku. W normalnej rozmowie powinno się zacząć od przedstawienia się sobie nawzajem. - zażartowała i roześmiała się.
- Normalne rozmowy są nudne. - burknąłem i tylko jeszcze bardziej rozbawiłem waderę.
- To ja może zacznę. Jestem Sunny, a ty?
- Sherlock.
- To co robisz?
- Szukam czegoś.
- Czego?
- Zobaczysz - powiedziałem i uśmiechnąłem się.
Wadera umilkła i z zaciekawieniem śledziła moje poczynania. "To musiało być tu" myślałem, a jednak nie mogłem znaleźć tego co sam zbudowałem. Jeszcze przez chwilę kręciłem się w miejscu próbując sobie przypomnieć czy to na pewno to miejsce. Po chwili zauważyłem na ziemi jakieś dziwne ślady. Jakiegoś dużego zwierzęcia, ale z pewnością nie były to ślady wilka. Podążyłem za nimi i już po chwili ujrzałem "moją" upolowaną sarnę leżącą na skraju polanki. Sarna leżała zaplątana w sznurki mojej pułapki. Ale było w niej coś dziwnego. Oprócz ran zadanych przez moją pułapkę miała na sobie jeszcze jakieś inne ślady. Widać było na niej ślady zębów i pazurów. Od razu poznałem, że żadne z nich nie należały do wilka ani niedźwiedzia. Ponadto ofiara została jakby przeciągnięta parę metrów, w ogóle nie nadgryziona. "Jaki był cel w przeciągnięciu tej sarny i nie zjedzeniu jej?".
- Przyznaję się, jestem głodna. - powiedziała Sunny.
Dopiero tera przypomniałem sobie o jej istnieniu.
- To zapraszam do uczty. Ale zanim zaczniemy poczekaj jeszcze chwilkę.
Obszedłem sarnę jeszcze raz dookoła i dokładnie się jej przyjrzałem. Układ ran po zębach i zadrapania pazurami wskazywały na jakiegoś dużego kota. "Ale jak to możliwe? Zostawię sobie to pytanie na później. Teraz czas na jedzenie" pomyślałem.
- Możemy jeść. - obróciłem się do Sunny i ją zawołałem.
Mięso było świeże i smaczne. Podczas jedzenia zauważyłem coś jeszcze. Gdzieś z boku przemknęło się jakieś duże czarne zwierzę. Sunny najwyraźniej nic nie zuważyła, więc postanowiłem, że nie będę jej niepokoić.
<Sunny?>

od Sunny do Sherlock'a

Jadłam spokojnie powoli żując każdy kęs.
Wydawało mi się, że coś za mną przemknęło,jednak nie zwracałam na to specjalnie uwagi.Bacznie patrzyłam na Scherlocka który wydawał się lekko zdenerwowany.Popatrzył na mnie i delikatnie się uśmiechnął ukrywając burzące się w nim uczucia.
Udawałam że nie widzę, i spuściłam wzrok na sarnę. Nagle usłyszałam szelest. Błyskawicznie się podniosłam i popatrzyłam za siebie.Stała za mną wielka tygrysica.
Zawarczałam groźnie i szeptem powiedziałam.
- Scherlock, widzisz to?
- Tak, młoda tygrysica....i coś jeszcze? - przypatrzyłam się uważnie na te słowa.
Za nią stało małe,głodne tygrysiątko.
- Może damy im pojeść? - zapytałam i delikatnie,powoli odsunęłam się od zdobyczy.
Jednak tygrysica nie chciała jeść,warknęła i szeroko otwarła pysk ukazując przed nami swoje wielkie zęby.
- Nie możemy jej zabić, ma młode bez niej nie przeżyje - odparłam patrząc na tygrysa.
Ucieczka nie wchodzi w grę, może i jesteśmy szybcy ale rozdrażniona tygrysica zaatakuje nas bez zastanowienia.
Wyciągnęłam sztylet i trzymałam go mocno w łapie.Planowałam ruchy które nie zadadzą śmiertelnych ciosów.

Scherlock?

od Sunny cd Deus'a

Poczułam się nieswojo.Obcy basior leżał na mnie jak jakiś pedałek...
Użyłam całej swojej siły aby go zepchnąć...co prawda zleciał ze mnie, ale zanim zdążyłam wstać, znów widziałam jego pysk na moim ramieniu.
- Masz zamiar tak leżeć? - zapytałam zdenerwowana.
- A mam, nie wygodnie Ci? - zapytał rozbawiony wtulając się w moje futro.
- Wiesz co możesz się odwrócić, niewygodnie mi - odparłam z chytrym uśmieszkiem.
Basior popatrzył na mnie jakby czegoś oczekiwał. Kiedy był na jednym boku, ja odepchnęłam się od ziemi i szybko stanęłam na nogi.
- Koniec tego przytulania - odparłam z drwiącym uśmiechem.
- Nie podobało Ci się? - zapytał rozśmieszony.
- Haha, podobało mi się, nie powiem, ale sorki, jeszcze za wcześnie - odparłam pierwszy raz się śmiejąc.
Ten popatrzył na mnie pogodnymi oczami. Podszedł do mnie i był coraz bliżej aż podszedł za blisko. Wyciągnęłam łapę i delikatnie odsunęłam go kładąc łapę na jego torsie.
- Takie zabawy nie ze mną koleżko.
Ten nie dawał za wygraną. W końcu nie wytrzymałam i wyciągnęłam sztylet.
Podłożyłam mu go pod gardło.
- Koniec ? Nie rozumiesz ? - szepnęłam do jego ucha.
Deus ?

od Deus'a cd Sunny

W sumie to nie znam za dobrze tych terenów, nawet nie wiem gdzie zalazłem. Wadera szła ze dwa metry ode mnie.
- A co ty taka dzika? - spojrzałem w jej stronę. Błękitne ślepia samicy spojrzały na mnie dość obojętnym wzrokiem. Odwróciłem głowę. Szliśmy w ciszy dobre 20 minut. Sunny rozglądała się, zahaczając o mnie wzrokiem.
- Jeśli masz zamiar tak zaczynać każdą znajomość to życzę powodzenia. - stanąłem. Wadera spojrzała na mnie dość zdziwiona. Chyba oczekiwała spaceru spędzonego w tej irytującej ciszy. Stanęła naprzeciwko mnie wciąż nic nie mówiąc. Wiatr zawiał mocniej. Usiadłem i przekrzywiłem głowę w prawą stronę. - Haluu? - mruknąłem patrząc na Sunny.
- Z jakiego jesteś klanu? - spytała już trochę luźniej.
- Eee... ziemi? Ta, Klan Ziemi. - odpowiedziałem przyglądając się uważnie samicy. Mruknęła coś pod nosem i odwróciła głowę w drugą stronę.
- Ładna dzisiaj pogoda, co? - spojrzała z powrotem na mnie. Wstałem.
- O pogodzie chcesz teraz rozmawiać? Wiesz, jesteśmy tu sami... - podszedłem do niej. Nachyliłem się delikatnie i dotknąłem swoim nosem jej. Sunny odsunęła się i spojrzała na mnie zakłopotana. Popchnąłem ją tak, że upadła plecami na ziemię. Stanąłem nad nią. atrzyła tylko na mnie przerażona. Nachyliłem się do jej szyi.
- Zostaw mnie! - krzyknęła zamykając oczy. Westchnąłem i położyłem się na niej. Ułożyłem się wygodnie przygniatając ją całą c=swoim ciałem.
- Dobranoc. - mruknąłem i zamknąłem oczy.
- Jakie dobranoc?! Poza tym jest środek dnia! - krzyknęła poddenerwowana próbując mnie zrzucić. Na marne.

<Sunny?>

poniedziałek, 8 czerwca 2015

od Thasila cd Inki

- Kuźwa, możesz przestać przyciskać mnie do tej chędożonej ziemi? - wychrypiała leżąca pode mną wadera. Miała jakiś dziwny wyraz pyska.
Spostrzegłem, że leżę… Nie, raczej siedzę okrakiem na Ince i przyciskam ją do ziemi, jakbym ją chciał udusić. A tak właściwie – czemu ją duszę? I co ja robię w jej jaskini? Dlaczego nie jestem w swojej? I dlaczego jest środek nocy? Moją uwagę zwrócił donośny charkot. No tak, Inka. Natychmiast z niej zszedłem.
- Eee, przepraszam… - bąknąłem. Ta, zwykłe przeprosiny na pewno coś dadzą. Moja logika jest cudowna, prawie zabijasz dziewczynę, przepraszasz ją – i jest wszystko w porządku. Ale co miałem powiedzieć? Żeby się uspokoiła?
- CZY TOBIE COŚ NA MÓZG PADŁO? – wrzasnęła tak głośno, że aż uszy pękały. No cóż, to była typowa reakcja, ale ja w takiej chwili wyraziłbym się o wiele wulgarniej. Nie można byłoby tego puścić młodym wilczkom…
- Ale ja naprawdę nie wiem co tu robię? Nigdy nie lunatykowałem! – wrzasnąłem, starając się ją jakoś przekonać. Oczywiście musiałem strzelić gafę, tak to jest, jak się nie rozmawia, tylko od razu wypruwa flaki – bo teraz moja obecność tu była raczej jednoznaczna.
- Czyli chciałeś mnie zabić! – warknęła, szykując się do ataku. Nie, nie, nie! Czemu zawszę muszę coś sknocić! Jak zaczniemy ze sobą walczyć – to koniec. Thasil, myśl racjonalnie. Nie popełniaj głupich, młodzieńczych błędów!
- Nie! Kładłem się u siebie spać, potem miałem dziwny sen i… - wtrąciłem szybko. Nie chciałem się z nią bić. Nieee, nie chodzi o to, że kiedy tu trafiłem ciosem połamała mi łapę. Nie bałem się jej ani troszeczkę, naprawdę! Tylko tutaj była na swoim terenie, a poza tym coś mi chyba wpadło do oka.
- Czekaj, czekaj. Dziwny sen? Jaki? – zapytała, unosząc brew. Przynajmniej nie chciała mi teraz pomóc w kopnięciu w kalendarz.
- A czy to jest ważne? – spytałem. Jakoś nie chciałem przyznawać się do jej obecności w moim śnie. To było krępujące
- Mów! – rozkazała. No cóż, to alfa – jest do wydawania rozkazów. Kobiety są w ogóle do wydawania rozkazów. Przynieś to, przynieś tamto, upoluj to, wysprzątaj jaskinię i nie oglądaj się za tamtą młodsza waderą. Ech.
- Ale… - zawahałem się, starając się przeciągnąć tę chwilę. Więcej czasu na przemyślenie – tego potrzebowałem.
- No gadaj! – jej ton nie pozostawiał nadziei na to, że może zmieni temat
- No… Że… Ja… I ty… Razem… - dukałem. Myśl, myśl, myśl! Musisz wiedzieć, jak wiele można jej powiedzieć!
- Walczyliśmy? – cicho wtrąciła, spoglądając mi prosto w oczy
- Tak! Czekaj, skąd ty to… - miałem problem z głowy, ale coś mi tu nie grało
- Bo miałam taki sam sen – dorzuciła lekko drżącym głosem
- Ale to jest niemożliwe! – krzyknąłem. W zasadzie wszystko było niemożliwe. To, że chciałem ją udusić we śnie. To, że oboje mieliśmy ten sam sen. I to, że jakimś cudem trafiłem tu z mojej jaskini, nie kończąc przedwcześnie mojego żywota dzięki jakiemuś kamieniowi!
- Z magią wszystko jest możliwe – stwierdziła po chwili z wyższością w głosie
- Czy ty myślisz o tym samym co ja? - zapytałem
- Chyba tak – powiedziała, niepewnie kiwając głową.
- Więc ktoś chciał nas zabić – ogłosiłem swoją teorię. Nie była może zbytnio logiczna – ale cała ta sytuacja nie była logiczna
Poza tym to zaczynało naprawdę śmierdzieć. Byłem nieco zaniepokojony… Ale jak zwykle tego nie okazywałem
- To co z tym zrobimy? – dodałem. Teraz Inka się nad tym pogłowi – nie ja.

<Inka?Tego się nie spodziewałaś c:>

od Sunny do Deus'a

Biegłam przed siebie. Słońce strasznie grzało, sapałam. Nie mam znajomych, nie mam przyjaciół.
Nikt nie chciał nawiązać przyjaźni ze mną. Tak wiem, jestem szorstka i niemiła no ale taki mój charakter.
Upadłam na kamień, w takim słońcu nie da się biegać. Zamknęłam oczy....nagle obudził mnie szelest. Natychmiast wstałam i popatrzyłam w stronę odgłosów. Naprzeciwko mnie stał basior. Patrzył zdziwionymi oczami, jakby ducha zobaczył.
- Co? Nigdy wadery nie widziałeś? - zapytałam.
Ten delikatnie się zmieszał ale odpowiedział.
- Widziałem, i to nieraz.
Haha, jakby to było jakieś wytłumaczenie. Patrzyłam na niego obojętnym wzrokiem, jak to ja. Jednak ten nie zwracał na oczy uwagi.
- Nazywam się Deus a ty? - zapytał.
- Sunny - odparłam.
- Chcesz się przejść? - popatrzył na mnie.
- Mogę - stanęłam obok niego z odpowiednią odległością.

<Deus ?>

Od Deus`a

Wiatr wieje dzisiaj potwornie mocno, jak ja go nie cierpię. Idę powoli przed siebie, brzuch gra mi marsza powitalnego. Przydałoby się coś zjeść, już od pięciu dni nie miałem nic na języku. Idąc lasem zamyślony wszedłem w coś mokrego. Spojrzałem pod nogi, przepływał tędy strumyk. Nachyliłem się nad nim i zamoczyłem suchy język. Przyjemnie zimna woda powoli ochładza moje ciało. Mamy dzisiaj zimniejszy dzień, niż zwykle. Usiadłem obok wody przypatrując się nurtowi. Nie był zbyt szybki, ale też niezbyt wolny. Taki w sam raz na strumyk. Zamknąłem oczy i odpłynąłem we własnych myślach. Z 'transu' wyrwał mnie cichuteńki szmer. Nadstawiłem uszy, a z krzaków niepewnie wybiegł zajączek. No nie powiem, los mi dzisiaj wyjątkowo sprzyja. Wstałem i opuściłem nisko głowę i zacząłem iść w stronę zwierzaka. Szedłem jak najciszej, żeby tylko obiad nie uciekł mi koło nosa. Gdy byłem wystarczająco blisko skoczyłem łapiąc zająca. Zjadłem go dość szybko, po czym wróciłem na poprzednie miejsce. Oparłem się plecami o drzewo i ponownie zamknąłem oczy. Zasnąłem.
Uchyliłem powoli jedno oko, a potem drugie. Wyciągnąłem się i podszedłem do strumyka. Był wieczór. Nie ma już wiatru, jest teraz dosyć cicho. Słychać tylko szmer płynącej wody i śpiew ptaków ukrytych w koronach drzew. Niespodziewanie z krzaków wyszedł niski wilk z czerwonymi włosami. Zdziwił się na mój widok.
- A co taka ładna panienka robi tu sama o tej porze? - powiedziałem podchodząc do niej.
- Raczej ja powinnam spytać co ty tu robisz. - odpowiedziała patrząc na mnie tajemniczym wzrokiem.
- Siedzę, nie widać? - byłem już tak blisko, że spokojnie dotknąłbym jej czubkiem nosa.

< Miru? >

Nowy wilk w Klanie Ziemi!

ZuLei1010
Deus
Obrońca Alf

niedziela, 7 czerwca 2015

od Sunny do Sherlock'a

Leżałam na kamieniu.
Wstałam i energicznym krokiem poszłam do lasu.
Postanowiłam coś upolować.
Szukałam jakiś saren, cokolwiek.
A tu nic.
Chciałam już wracać, ale zobaczyłam jakiś cień.
Był to cień smukłego, wyniosłego wilka.
Zza drzewa wyłonił się basior.
Szukał czegoś.
Zauważył mnie, popatrzył w moją stronę i jakby nigdy nic wznowił poszukiwania.
Podeszłam do niego.
Ten zobaczywszy że jestem obok, odsunął się delikatnie do tyłu.
- Czego tak szukasz ? Jedzenia ? - zapytałam z sarkazmem.
Wilk milczał.
- Dobra rozumiem - odparłam z lekkim zamyśleniem.
Popatrzył na mnie spod oka.
Scherlock ?

od Sunny do Marona

Chodziłam po klanie.
Nie śpieszyło mi się, nie miałam nawet jednego znajomego wilka w moim klanie.
Słońce grzało tak mocno, że każdy wilk leżał w cieniu.
Ja chodziłam leniwie spoglądając na każdego wilka wzrokiem jakiegoś zabójcy.
Usiadłam, po co mam gapić się na każdego bezsensownie.
Moją uwagę przykuł pewien basior.
Jako jeden z nielicznych, szedł energicznym krokiem jakby się gdzieś śpieszył.
Nagle przystanął i popatrzył na mnie.
Posłałam mu spojrzenie obojętności.
Podszedł i przywitał się.
- Jestem Maron. A ty może powiesz mi jak się nazywasz?
- Sunny - odparłam odwracając wzrok.
- Z którego jesteś klanu? - zapytał z ciekawości.
- Klan Ognia - odparłam patrząc jak siada.
Zaczyna się. Będzie mnie wypytywać o wszystko.
- Masz tu zamiar tak siedzieć ? - odparłam pełna rozgoryczenia.
- Jeżeli mogę to tak - odparł z lekkim uśmieszkiem.
Nie odpowiedziałam.
- Strasznie ciepło nie ? - zapytał jakby chcąc przerwać ciszę.
- Jak chcemy gadać to porozmawiajmy o czymś innym a nie o pogodzie - odparłam z lekkim uśmiechem.
Maron ?

Od Amary C.D. Neytiri

- Jasne - zamachałam ogonem. Neytiri zaczęła skakać z radości. - Może trochę pobiegamy co?- Spojrzałam się na nią zaciekawionym wzrokiem. - Jasne że możemy - Biegłyśmy przez las. Nagle poczułam ze amulet się obudził i teleportowałam się na brzozę - Co ty tam robisz ? - Neytiri spojrzała na mnie - Amulet mnie teleportował. Nagle ja usłyszałam krzyk zaczęłyśmy biec w tym kierunku. Zobaczyłam szczeniaka w wodzie - tonął. Skoczyłam do wody popłynęłam do szczeniaka i go lekko złapałam za kark i teleportowałam się na ląd. Matka szczeniaka podbiegła do swojego synka - Dziękuje za pani uratowała mojego synka - odpowiedziałam - Nie ma za co. - Jak nie ma za co ?! przecież pani uratowała mojego jedynego syna! - wilczyca spojrzała na mnie i powiedziała - Dziękuje za to -. Nagle szczeniak powiedział - Pani będzie moją bohaterką.

<Neytiri?>

sobota, 6 czerwca 2015

Od Aithne cd historii Darkness'a

Całe miejsce wydawało mi się jak oderwane z bajki królestwo, o którym babcia tak wiele mi opowiadała. Darkness zasnął już dawno, a ja napajałam się widokiem nad sobą. Podniosłam się na łapach, rozglądając się dookoła. Zsunęło się ze mnie grube futro, którym okrył mnie Dark. Zerknęłam na wilka i uśmiechnęłam się pod nosem. Myślałam, że pozostawi nas na pastwę losu, ale jednak postawił się za mnie. Szkoda tylko, że przez to będziemy mieć problemy. Nie chciałam wplątywać go w jakieś głupoty. Na przypomnienie tego humor mi zgasł. Rozciągnęłam się, po czym, stąpając cicho po ziemi, ruszyłam przed siebie. Pech chciał, że nadepnęłam na suchego badyla, przez co echo łamanego drewna rozniosło się w obrębie kilkunastu metrów. Basior przebudził się, otwierając powoli jedną powiekę, a zaraz drugą. Stałam jak słup soli, przypatrując się Darknessowi. Przyglądał mi się groźnie, najwyraźniej nie rozpoznając mojej sylwetki w ciemności.
- Gdzie się wybierasz? - burknął wreszcie, kiedy jego wzrok przyzwyczaił się do mroku. Uśmiechnęłam się niepewnie, patrząc tęsknym wzrokiem przed siebie. Nici z wycieczki...
- Chciałam się przejść... - odpowiedziałam skruszona.
- Wiesz, jakie niebezpieczne stwory się tutaj znajdują? Gdybyś się oddaliła, to mogłyby na ciebie rzucić - warknął, podnosząc się z ziemi. - Jeżeli chcesz się gdzieś przejść to powiedz.
Skinęłam pyskiem, a następnie czekałam, aż Darkness załapie, że chcę iść pozwiedzać. Jednak bez powiedzenia mu tego wprost chyba nigdy by się nie skapnął.
- To idziemy? - mruknęłam rozjuszona wyczekiwaniem. Spojrzał na mnie tępo, wkurzony moim natręctwem. Otrzepał się z niewidzialnego puchu, po czym ruszył wolno przed siebie, kiwając głową w kierunku doliny. W jednej chwili ze zdenerwowania humor przeszedł mi w tryb kochaj-wszystko-co-się-rusza. Ucieszona skakałam obok basiora, rozglądając się po bokach. Jako że było ciemno, nie zauważyłam zbyt wielu rzeczy, aczkolwiek świeże powietrze i lekki powiew wiatru sprawiały, że czułam się nabuzowana energią. Mogłabym powalić słonia! Czy to miejsce aż tak na mnie działało? Zerknęłam na Darkness'a, który najwidoczniej zdenerwował się moim brykaniem. Popchnęłam go na bok, próbując jakoś rozluźnić. Po chwili uśmiechnął się, zarażając moim humorem. Taka sielanka nie była jednak pisana nam na dłużej. Wokół nas rozpowszechniła się ogromna czarna mgła, z której słyszeliśmy dziwne szepty. Przerażona przyległam do wilka, obserwując rozwijającą się sytuację. - Co się dzieje?
- Mówiłem ci, że takie stwory się tutaj znajdują... Musieliśmy być za głośno. Do jasnej cholery, świt jest dopiero za kilka godzin, nieprędko to zniknie... - Wkurzony szykował się do skoku, ale pchnęłam go delikatnie.
- To nie jest dobry pomysł. Jeśli rzucisz się na jednego, drugi złapie cię od tyłu... - powiedziałam.
Przyjrzałam się tym cieniom i odkryłam, że posiadają kształt różnych zwierząt, jednak głównie wilków. Przyglądały się z wściekłością na Darkness'a, ale po chwili spojrzały na mnie. Ich oczy świeciły się w blasku księżyca, przez co można było zauważyć latające oczy nad ziemią. Nie chcąc pokazać po sobie przerażenia, zawarczałam na zjawy myśląc, że to ich odstraszy. Nie udało się, a potwory zbliżały się coraz bardziej.
- Musimy stąd uciekać, wrócimy tutaj rano - oznajmił, patrząc na mnie z góry. Zgodziłam się niemal od razu. Popędziliśmy w stronę wyjścia, ale zjawy zagrodziły nam drogę. Wkurzona próbowałam przebić się przez mgłę, ale za każdym krokiem traciłam Darkness'a z oczu, a chciałam trzymać się razem z nim.
Potwory skupiały się na basiorze, a mnie mieli gdzieś. Dlaczego? Czyżby wilk czymś im się naraził? Warczał i nie dawał po sobie poznać żadnego strachu. Zaimponowała mi taka postawa, ale nie chciałam się tak na to wszystko gapić z boku. Przeskoczyłam przez duchy i stanęłam obok towarzysza, zachowując się w podobny sposób.
- Jak się ich pozbyć? - zapytałam.
- Poczekaj chwilę - powiedział tajemniczo, zamykając przy tym powieki. Wyglądał, jakby zapadł w jakiś trans i oderwał się od rzeczywistości. Spoglądałam na niego zaciekawiona, czekając na rozwój sytuacji.
Jego oczy zmieniły się na krwisty kolor, a futro najeżyło. Zdziwiona zatrzymałam wzrok na basiorze, czekając na dalszy rozwój akcji. Dark, nie zwracając na mnie uwagi, rozszerzył bardziej powieki i odwrócił się w kierunku zjaw. Te, pod wpływem jego spojrzenia, rozszczepiły się w powietrzu. Rozkojarzona stałam teraz na środku polany z wilkiem, który głośno oddychał, jakby to zadanie bardzo go zmęczyło.
- Co to było? - wyjąkałam, nadal nie mogąc uwierzyć.
- Tylko nie mów mi, że to cię dziwi... - fuknął, zdecydowanie wkurzony z mojego braku douczenia.
- Dziwi mnie to, naprawdę! Czyżbyś miał jakieś magiczne zdolności? - Podskoczyłam, próbując zwrócić na siebie uwagę.
- Jak wszyscy - burknął. Zerknął na mnie spode łba, wykrzywił usta w kpiącym grymasie i odwrócił się, przetrącając swoim ogonem mój pyszczek.
- Jak to? Czyli ja też posiadam coś takiego? - Wzniosłam oczy do góry, maszerując za wilkiem. Nie czekając na odpowiedź, dodałam: - To czemu o tym nie wiem?
- Siedź cicho i chodź, musimy się stąd zwinąć jak najszybciej - odpowiedział.
Tak czy siak postanowiłam, że dowiem się tego za wszelką cenę. Przecież nikt nie jest na tyle cierpliwy, żeby wytrzymać tabun takich samych pytań.
Zamerdałam wesoło ogonem i przegoniłam Darkness'a, nabierając w płuca dużo powietrza.
- Gdzie teraz idziemy?
- Musimy znaleźć bezpieczniejsze miejsce, jesteśmy za bardzo wysunięci do przodu. Za chwilę powinniśmy dojść do odpowiedniej polanki. - Odwrócił się do mnie, najwyraźniej chcąc zobaczyć, czy słucham. Jego oczy zmieniły się już na właściwy kolor, a mina z oburzonej w łagodną. Nie wiem czy to przez zmęczenie, czy może z jakiegoś innego powodu.
Spuściłam głowę i podążałam za basiorem bez słowa.
Darkness?

piątek, 5 czerwca 2015

Od Kanbana CD Kayame [+16… niby]


Jest źle, bardzo, ale to bardzo źle. Nie spodziewałem się walczyć ze smokiem, przecież to cholerni mistrzowie magii! Chociaż ten smok nie wydawał się być jakiś szczególnie silny, musiał być jeszcze bardzo młody jak na smoka. Dzięki znakom, udało mi się utrzymać jakoś podświadomość zaraz po tym jak zemdlałem. Nie czułem teraz nic, byłem w stanie jedynie myśleć. Znając smoki, teraz zaniesie mnie do swojej jaskinii gdzie następnie rozłupie moje kości oraz pożywi się moim mięstem. Nie naje się, jestem kościsty. Kiedy chciałem wpłynąć do jej umysłu, natrafiłem na dosyć cienką zasłonę, tak jak myślałem, to amatorka. Mógłbym przeniknąć do jej myśli i nie zostać nawet zauważonym. Jednak czemu mam czytać jej w myślach? Na pewno są tam rzeczy, o których nikt nie powinien wiedzieć, ale z drugiej strony dzięki namieszaniu jej we łbie, mogę się uratować. Narzucić fałszywe odczucia, wprowadzić ją w nagłą panikę. Mogę jej nawet wpoić, że jest kozą. Natychmiast przestałaby latać (jeśli oczywiścke teraz to robi, a pewnie tak) i spadłaby w dół rozstrzaskując się. Chętnie bym skorzystał z tego planu, jednak jestem teraz nieprzytomny i sam nie mogę wpłynąć na swój własny stan, nie uratowałbym się. Nagle zacząłem być wypychany z własnego umysłu, czyżbym się budził? Najwyraźniej tak bo nagle zacząć mnie boleć łeb, nieźle musiała mną pieprznąć o ziemię. Otworzyłem oczy a kiedy tylko zamrugałem powiekami, spostrzegłem, że wszystko jest zamazane i boli mnie górna powierzchnia gałek ocznych. Z ogromną determinacją podniosłem się i prawie od razu tego pożałowałem. Ból głowy nasilił się kilkakrotnie a w dodatku wystąpiły także zawroty głowy. Zatoczyłem się, a następnie zwymiotowałem na chłodną i nierówną powierzchnię jaskini.
- Nabrudziłeś mi tu… - usłyszałem gruby, niski głos który z pewnością należał do tego smoka.
- Pierdol się… - byłem teraz w tak opłakanym stanie, że nie zastanawiając się dwa razy, przeklnąłem, co nie było do mnie podobne.
- Odważny, zważywszy na to, że prawie Cię zabiłam.
- Nie za bardzo się przeliczyłaś w tym momencie? Taki smok jak ty, za cholere by mnie nie zabił. Nadal mogę walczyć! - warknąłem prostując się.
Smoczyca prychnęła, mrużąc ślipia. Poirytowany jej dumnym zachowaniem, oraz tym że mnie tu przytargała wywołałem niewidzialny znak. A przynajmniej dla jej ślepych na magię oczu. Na kogoś tak parszywego jak ona, nie powinienem nawet myśleć o wykorzystaniu tak silnego znaku. To znaczy… nie wyczerpię tej umiejętności, ale ona nie zasługuje, żeby go zaznać. Mimo wszystko, ta umiejętność pomoże mi w uświadomieniu jej kto tutaj rządzi. Moje oczy błysnęły na moment jasnym błekitem. Trwało to tylko przez ułamek sekundy tak więc jedynie bystre oczy mogły to dostrzec. O dziwo jej to się udało… Niesamowicie podniecony tym faktem (nie w tym sensie zboczuszki) uśmiechnąłem się szeroko i uniosłem łapę do góry. No nie, zamieniam się w Akumę z tym popisywaniem się. Jednak nadal starałem się wyglądać jak nabradziej psychodelicznie, wyszczerzyłem kły w swym szaleńczyn uśmiechu a następnie wskazałem łapą na smoczycę. Ta momentalnie otworzyła szerzej oczy które w pełni wyrażały ogromny ból. Jej potężne łapy, które podtrzymywały całe jej cielsko, nagle się ugięły. Pysk rozwarł się w niemym krzyku natomiast zarówno ogon jak i skrzydła zaczęły mocno walić o podłożę. Uwielbiałem używać znaku bólu, zawierał w sobie przynajmniej dziesięć różnych sposobów tortur. Odczucie jakie musiała odczuwać smoczyca, musiało być okropne. Musiała czuć jakby ktoś przypalał jej kończyny, rozciągał jej ciało do granic możliwości, wydłubywał oczy, wbijał igły w jej grubą skórę, odcinał kawałki ciał w jak najcieńcze plasterki tak, żeby cierpiała jak najdłużej. Nie mogło również zabraknąć wylewania na nią rżących substancji. A to wszystko i wiele więcej, mogło się poczuć dzięki jednemu znakowi. Znak sam w sobie trwał może przez dwie minuty, jednak jego skutek mógł trwać nawet do pięciu godzin. Oczywiście potem ciało było obolałe przez jakiś tydzień, ale znacznie mniej. Całe szczęście, że z bólu nie była w stanie wydać z siebie najmniejszego dźwięku, inaczej ogłuchłbym od jej wrzasków.

(Kayama? Pisiont Twarzy Kanbana)

od Inki cd Thasila

Tak, to był typowy samiec. Agresywny i zbyt pewny siebie. Gdy rzucił się na mnie z pazurami i bez ogródek zadał mi kilka bolesnych ciosów, zdążyłam przekonać się o jego sile, ale i ślepej złości. Miałam wrażenie, że jest gotów zrobić wszystko, by postawić na swoim.
Postanowiłam, że będę działać szybko i odpłacać się pięknym za nadobne. Gdy tylko wypowiedział ostatnie słowo, wyrwałam się spod jego potężnych łap i uskoczyłam do tyłu tylko po to, by po chwili rzucić się na niego z całą siłą. Może wyglądało to śmiesznie, ale zaczepiłam się pazurami o plecy samca i za wszelką cenę starałam się utrzymać, podczas gdy on plątał się we wszystkie strony ze wściekłością. Samiec, wykazując się odrobiną zdrowego myślenia, rzucił się na ziemię, przygniatając mnie do podłoża. Pod jego ciężarem wypuściłam całe powietrze z płuc i zaczęłam łykać tlen jak ryba, która została wyjęta z wody. Wilk zręcznie zatopił kły w moim boku, a ja drgnęłam jak oparzona.
- Opanuj się! - wrzasnęłam, próbując wyrwać się spod jego ciężaru. Działając już w całkowitej furii, zrzuciłam z siebie samca i uderzyłam go kilka razy w pysk. Najmocniej jak umiałam, bo wystarczająco mnie dzisiaj wkurzył . Wilk zatoczył się i upadł na ziemię, a ja stanęłam w miejscu z rozstawionymi łapami, dysząc ciężko.
- Co ty sobie wyobrażasz?! - krzyknęłam w złości - Wchodzisz od tak na tereny naszego klanu i jeszcze zamiast pogadać, atakujesz! - miałam ochotę jeszcze raz zdzielić w pysk tego osobnika. - Następnym razem zastanów się, nim zdecydujesz się kogoś zagryźć pod tak błahym powodem  - warknęłam nieco spokojniej, gdy podniósł na mnie spojrzenie.
<Thasil?>

Od Kayame CD Kanbana


Przyjrzałam się basiorowi podejrzliwie.
- Mówisz, że nie masz mocy? Ciekawe, jak tu się dostałeś
- Przepłynąłem
- Taaa, na pewno. Na pewno przepłynąłeś morze…
- Tratwą. Da się. Inaczej by mnie tu nie było– powiedział, patrząc mi prosto w oczy. Mimo tego widać było, że się nieco stresował
- Kłamiesz – warknęłam, przybierając pozycję bojową.
W sekundę później coś gwałtownie rzuciło mną do tyłu. Jakieś zaklęcie? Jedno jest pewne. To, że nie powinnam być wobec niego taka pobłażliwa.
I to, że nikt nie będzie mną poniewierać. I że w takich sytuacjach wstyd mam gdzieś.
Toteż natychmiast moje ciało ogarnął mrok.
I znów byłam gotowa do walki. Tym razem w gadziej postaci.
I co z tego, że moja magia bojowa była na poziomie zerowym. Dalej byłam smokiem z kłami, pazurami i tym wszystkim. I co z tego, że nie wyglądałam jakoś groźnie. Byłam dwa razy od niego większa. I miałam skrzydła.
Nie myśląc zbytnio przygwoździłam go do ziemi. Co on sobie myślał? Wszedł na teren obcego klanu i jeszcze myśli, że nic mu nie można zrobić? Gdyby nie jakaś powalona dyplomacja – już by dawno nie żył. A ja taplałabym się w jego krwi, czekając na moich smoczych braci, którzy z chęcią by ją wychłeptali i wyjedli świeże mięso. A potem użyli jego nędzne truchło do rytuałów, aby jego dusza nie zaznała spokoju po śmierci. Kochałam smoczy punkt myślenia, tą zwierzęcą brutalność, która była we mnie od początku mojego istnienia.
Poczułam przeszywający ból w prawej łapie. Zacisnęłam zęby, złapałam go drugą i trzasnęłam o ziemię. Ból wyparował. Stałam teraz nad nim. Był nieprzytomny, całkowicie zdany na moją łaskę. O bogowie, jak daleko się posunę w swoich czynach? Muszę uspokoić swoją żądzę. Mogę przecież doprowadzić do wojny. Złapałam go delikatnie w łapy i wzbiłam się w powietrze. Potrzebuję teraz uspokajającej aury mojego legowiska ukrytego w wysokich górach.

<Kanban? Z buta wjeżdżam!>

od Thasila

Skrywałem się właśnie w chłodnym cieniu swojego legowiska. Właśnie wypatrzyłem swoją ofiarę. Chociaż nie, tej szaroczarnej wilczycy nie można zbytnio nazwać ofiarą. Ale musiałem działać siłowo. Nie wyglądała na skorą do rozmów. A poza tym była zdecydowanie zbyt blisko mojego skromnego, dopiero co oznaczonego terenu.
A samotnik nie toleruje drugiego samotnika.
Toteż poczekałem na odpowiedni moment, gdy była najbliżej mnie. Była niezwykle czujna, skoro nie wywąchała mnie z takiej odległości. Zauważyła mnie dopiero wtedy, kiedy rzucił się na nią ogromny, czarny taran z futra. Przygniotłem ją do ziemi, ta w zamian ugryzła mnie w łapę. Nie byłem jej zbytnio dłużny, strzeliłem ją w pysk. Zacząłem się tarzać z nią po ziemi, starając się być na górze.
- STÓJ – ryknęła nagle
Wybrałem odpowiedni moment i usiadłem na niej, przyciskając jej łapy do ziemi, uważając żeby ich nie połamać
- Nie zbliżaj się do MOJEGO terenu – wyszeptałem jej do ucha
- Co ci odbiło? Atakujesz mnie na moim terenie!
- To jest MÓJ teren. Słabsi muszą przegrać
<Inka? Masz z buta wjeżdżam>

od Sunny

Biegłam przed siebie.
Nie opatrzyłam w przeszłość.
Miałam dosyć.
Czekałam na nich od dwóch lat !
Zostawili mnie !
Zalewałam się łzami,nie starałam się ich ukryć.
Padłam na kamień, raniąc łapę o ostry kant.
- Jak oni mogli !
Schowałam głowę między łapy.
Nagle jakiś basior podszedł cichym krokiem.
Popatrzyłam na niego jednym okiem, i starałam się ukryć łzy.
- Co się patrzysz ? - odparłam szorstko.
Basior przyjrzał mi się uważnie.
- Po to mam oczy - odparł obojętnie.
- Świetnie - schowałam głowę po raz kolejny.
On podszedł bliżej.
- Co to jakieś widowisko czy co ? - zapytałam z goryczą.
- Nie, wcale. - odparł ze śmiechem w głosie.
Posłałam mu spojrzenie pełne gniewu.
- Chcesz dołączyć do watahy ? - zapytał siadając.
Moje oczy nabrały wyrazu radości.
Nie chciałam tego pokazać.
- Może.
Nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Dobra, dołączę - uległam.
- Oprowadzić cię ?
I co powiedzieć ?
Tak czy nie ?
- No jak ci się chce - odwróciłam wzrok i wstałam, na moim pysku znajdowały się ślady po rzece łez.
- Idziesz ? - zapytałam obojętnie.
- Jak nie to nie, mi to obojętnie - sucho dodałam.
Jakiś basior ?

Nowa wadera w KO

hioshiru
Sunny
Atakująca

Spinamy dupki #1

Drogie wilczki!
Jak zapewne wiecie, nasza sytuacja jest jaka jest. ;_; Za połową z Was słuch zaginął, czat stoi pusty i ogólnie jest niefajnie. Myślę, że tak jak ja chcielibyście, by WK wyglądało jak rok temu. Chciałam poprosić więc o :
➥ Wklejenie banneru na swoją prezentację. (znajdziecie je >tutaj<) Wybór jest naprawdę duży, więc na pewno ktoś znajdzie coś dla siebie. c:
➥ Jeśli ktoś chce, może wykonać jakiegoś banneru dla naszego blogaska. (wysyłajcie do Utopii na hołrsach)
➥ Napisanie jakiegoś opowiadania (nie ważne do kogo, nie ważne jak długie - ważne, by było.)
➥ W miarę możliwości pozapraszania znajomych, albo przypadkowych ludków, które dołączają do blogów.
➥ I przede wszystkim - częstsze wchodzenie na czat! Moi drodzy, uwierzcie mi - o wiele fajniej jest mieć z kim pogadać, pośmiać się i pospamować niż siedzieć i czekać, aż ktoś łaskawie pojawi się na 2 minuty i nic nie napisze. Prawda? c:

Myślę, że tych kilka próśb pomoże choć trochę rozruszyć WK. Zresztą - idą wakacje! 

Pozdrowionka
Inkeł :3

Od Kanbana


Uniknąłem śmiertelnego ciosu demona, klnąc pod nosem. Sam również potraktowałem go znakiem, na chwilę wytrącając go z równowagi. Nie miałem ochoty spędzać kolejnego dnia na walce z Akumą. Powoli stawało się to już nudne i natrętne z jego strony. Ale weź wytłumacz demonowi tak istotną rzecz, no nie da się. A przynajmniej ja nie potrafię tego robić. Zanim mgiełka spowodowana poprzednim wybuchem się ulotniła, skoczyłem w krzaki i już mnie nie było. Doskonale byłem świadom swego zachowania oraz nagannego zachowania, ulatnianie się z pola bitwy nie jest najbardziej rycerskim wyczynem mojego życia. W sumie nie ma co rozpaczać, nie jestem rycerzem a zwykłym wilkiem. No może pomijając tylko moje moce, tak to wyglądam całkiem zwyczajnie. Jak wrócę na tereny Klanu, dostanie mi się w łeb. Wypatrujący nie powinienopuszczać stanowiska, nie mówiąc już o wkraczaniu na terytorium innego Klanu. Chociaż wejście na tereny Klanu Ziemi nie powinno być chyba taką zbrodnią. Słońce dawno już zaszło, więc może nawet nie zostanę zauważony? Chociaż jakoś slecjalnie na to nie liczę. Przynajmniej mam pewność, że ta mała cząstka mnie tutaj nie wejdzie. Nadal nie potrafiłem zrozumieć, jak ktoś taki jak on mógł zostać Betą? Panna Alfa chyba musiała nie wiedzieć o jego prawdziwej naturze, przecież on jest w stanie wymordować cały Klan, gdyby tylko miał takową zachciankę. Jednak z drugiej strony… nieszczęścia tego Klanu całkowicie mnie nie obchodzą. Nigdy nie czułem się z nim jakoś szczególnie związany, od zawsze byłem wyrzutkiem, tym niechcianym. Może moja nieobecność, wyjdzie im nawet na dobre? I tak nikt nie będzie tęsknił, to zupełnie bez znaczenie czy odejdę. I tak chyba zrobię, na pewien czas pozostanę wilkiem bez Klanu. Zadowolony ze swojego jakżde cudownego planu, ruszyłem wzdłóż gęstego lasu. Te tereny są dosyć spore, a mi już się kleją oczy od kolejnej zarwanej nocy. Szybko znalazłem jakąś norę, w której co prawda było niesamowice ciasno, ale ciepło. Zamaskowałem znakiem swoją obecność i położyłem się spać. Nie pospałem jednak długo, po może trzech, czterech godzinach zbudziła mnie jakaś poświata. Zamrugałem sennie oczyma, lekko je mrużąc od światła dobiegającego z zewnątrz. Ale przecież nadal była noc, więc o co chodzi? Zaintrygowany tym nie codziennym  zjawiskiem wypełzłem na zewnątrz, z trudem wychodząc z tej ciasnej przestrzeni. Kiedy tylko wyszedłem, w oddali dostrzegłem sylwetkę wilka. O rozwianym, ciemnym futrze które lekko połyskiwało w ciemności. Wilk, wyczuwając nagłe pojawienie się mojej obecności, odwrócił łeb w moim kierunku. Zamarłem, jego oczy świeciły się intensywnie na biało, niczym dwa reflektory. Instynkowie przysłoniłem sobie łapą oczy, cofając się trochę do tyłu. Kiedy wilk warknął, usłyszałem nieco delikatniejszy odgłoś niż gdyby zrobił to basior, czyli to wadera?
- Co ty tutaj robisz? I z jakiego jesteś Klanu? - podeszła do mnie, tak… to na pewno wadera.
- Spaceruję. Poza tym jakim żywiołem Ci pachnę? - przekręciłem łeb z lekkim cieniem uśmiechu na pysku.
- Żadnym - przyznała mrużąc oczy, wreszcie mogłem jakoś normalnie na nią spojrzeć przez chwilę..
- No widzisz, nie mam mocy tak jak wy… daj mi spokój - skłamałem, nie chciało mi się z nią po prostu wdawać w potyczkę.

(Kayama?)

czwartek, 4 czerwca 2015

od Corse cd Sarana

Saran leniwym krokiem odchodził w kierunku drzw, jednak za nim zniknął za krzewami, zatrzymałam go, niepewna, dlaczego to robię.
- Stój - powiedziałam, a on wykonał polecenie, zerkając na mnie przez ramię ze złośliwym uśmieszkiem. - Kłamiesz - stwierdziłam, a on całkowicie się odwrócił.
- Dlaczego tak uważasz? - zmarszczył czoło spoglądając na niebo. - Naprawdę powinnaś wejść do jaskini. Może cię porazić piorun. To całkowicie prawdopodobne, skoro stoisz na tak... przeklętej ziemi - wydawało mi się, że w jego oczach zabłysły jakieś rozbawione ogniki. To dodało mi tylko pewności, iż nie mówi prawdy.
- Gdyby to była prawda, dlaczego miałabym mieć tutaj dom? Moja jaskinia jest przecież tylko kilka metrów od tego miejsca! - oburzyłam się. - Nawet jeśli... Nawet jeśli prawdą jest, że krążą takie pogłoski, uważam, że to tylko głupie bajki. Demony nie istnieją.
Przez jego twarz przemknął cień albo mi się to tylko wydawało. Zamrugałam, lecz wyglądał całkiem normalnie. Jego oczy nie wyrażały zbyt wiele emocji.
- Skoro tak uważasz - mruknął tylko. Już się nie uśmiechał, a w jego oczach zobaczyłam coś, co sama często widziałam, patrząc we własne odbicie. To było coś, co oznaczało, że widział i przeżył więcej, niż by chciał. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale w jednej chwili zrobiło mi się go żal.
- Przepraszam - odezwałam się cicho. - Nie zamierzałam cię w jakimś stopniu urazić... Ale w jednym masz rację - starałam się uśmiechnąć. - Zaraz kompletnie przemokniemy - wskazałam głową na moją jaskinię. - Może wejdziesz do środka? Co prawda, nie mam tak za bardzo urządzonych pomieszczeń, ale wydaje się być przytulna.

Saran?

od Sarana cd Corse

- Saran, gamma – przedstawiłem się.
Popatrzyła się na mnie ze zdziwieniem.
- To w Klanie Ziemi są gammy? Nikt mi o nich nie mówił…
- Jestem z Klanu Wody. Tu – jak sama stwierdziłaś – nie ma gamm.
- A co tu robisz? Jak tu trafiłeś?
- Chodzę. Nie jesteśmy w stanie wojny, więc mogę tu być. A wodę przepłynąłem, z moim żywiołem nie trwa to zbyt długo.
Dalej łypała na mnie spod oka. Chyba nie wiedziała, czy mi zaufać. Ta ostrożność właśnie jest dobra, nie można ufać każdemu. Nie wyglądała na młodą, głupiutką waderkę. Raczej na kogoś, kto wiele widział i wiele przeżył.
- Dobra, nie musisz mi jakoś szczególnie ufać. Ale zaraz będzie lało i wypadałoby się gdzieś schronić
- Skąd wiesz?
- Bo chmury na to wskazują – jak na potwierdzenie moich słów na ziemię spadło parę kropel
- Ale z cukru nie jestem, mogę tu zostać
- Twoja sprawa. Tyle, że to będzie prawdziwa ulewa, oberwanie chmury, nie byle co. I prawdopodobnie do tego będzie burza
- Nie boję się burzy – spojrzała na mnie wyniośle
- Nie musisz się bać. Ale na twoim miejscu poszukałbym schronienia. Chyba, że chcesz się poważnie zaziębić i przemoczyć
- Nie jesteś moją niańką
- Nie jestem. Tylko ci dobrze radzę. A teraz żegnam. Powodzenia w szukaniu legowiska, jeśli zmienisz zdanie. Nie wydaję mi się, żebyś zbyt dobrze znała te tereny.
- CO?
- Stoisz w miejscu uważanym za przeklęte. Wieki temu siadł tu wielki i potężny demon. Krążą pogłoski, że ta ziemia wchłonęła część jego mocy i bycie tu przynosi nieszczęście – powiedziałem, odchodząc w stronę najbliższego legowiska
- Stój – usłyszałem
<Corse?>

Nowy wygląd! :3

Witajcie ludki!
Jak pewnie każdy zauważył, postanowiłam zrobić nowy wygląd. Przepraszam za to, że blog przez jakiś czas nie był dostępny, ale wolałam zrobić to potajemnie i oddać całość w jednym kawałku. Cóż więcej... mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. c:

Endżoj! 
Inkeł

od Corse

Niewiele pamiętam z tamtego dnia. Miewam jednak czasami przebłyski przeszłości, której tak naprawdę nie powinnam znać. Może to dar od Boga. Wiedzieć coś, czego nie powinno się wiedzieć. Bo wtedy nawet przecież jeszcze się nie urodziłam.
Ale pamiętam twarz swojej matki. Być może widziałam ją przez parę sekund, lecz wolę wierzyć, że to tylko jawa. Ponieważ była zbyt piękna, miała zbyt dobrą twarz. Nie mogła być tą waderą, która zostawiła mnie w nocy, w środku lasu.
Miewam czasami sny o tym, jak ta wadera spotyka mojego ojca, basiora również idealnego. Razem są szczęśliwi, kochają się. Są również prawi i sprawiedliwi. Dlatego też ta para zostaje w końcu odznaczona jako Bety swojej watahy. A potem wspaniała wadera zachodzi w ciążę i rodzę się ja.
Ale ona wcale mnie nie chce.
Płacze, mówi swojemu mężowi, że to musi być pomyłka. Sądzi, że jestem nieidealna, jak oni. Może oni chcieli syna? Tak to pewnie to. Wpadłam na ten pomysł już za pierwszym razem, gdy przyśnił mi się ten sen.
I potem zdarza się nieuchronne. Zostawia mnie samą w lesie. Widzę nas sobą księżyc i gwiazdy. I korony drzew, które wyglądają przerażająco w mroku. Czuję, że wszystko chce mnie zabić.
A potem zawsze się budziłam. Tak było i tym razem.

Otworzyłam szeroko oczy, starając się skupić na czymś wzrok, ponieważ jeszcze nie otrząsnęłam się całkowicie z mojego snu. A ten sen, jak zawsze, był wizją mojej przeszłości, której tak nienawidzę. A owa wizja boli tak, że nie mogłam oddychać.
Wciągnęłam kilka razy powietrze i wstałam. Przez chwilę nie rozumiałam, gdzie jestem, lecz w końcu przypomniałam sobie wszystko z poprzedniego dnia.
Trafiłam na tereny Wilczych Klanów. Nigdy wcześniej o nich nie słyszałam, ja jednak wydają się tak wielkie, jakby stanowiły nową planetę. Pomyślałam, że mogłabym tu spróbować jeszcze raz. Mogłabym nawiązać nowe znajomości. Lecz już nigdy nie będę tą samą waderą. Nie po tym, co zrobił mi Ajaccio.
Gdy tylko o nim pomyślałam, mocno zacisnęłąm kły. Podły z niego był wilk. Podlejszy chyba, niż moi rodzice, którzy zostawili mnie sama w lesie. Dlaczego wtedy po prostu nie rzuciłam się na niego i nie wbiłam mu zębów w krtań? - pomyślałam, marszcząc czoło. Od tego wydarzenia minął już rok, choć w wilczych latach mógł być liczony jako parę lat. Ajaccio był teraz dla mnie tylko odległym wspomnieniem. Wtedy nie zabiłam go, ponieważ jeszcze go kochałam. Teraz nie czułam już do niego nic poza nienawiścią i żalem, za to, że złamał mi serce.
Wyszłam z jaskini, która została mi wczoraj wieczorem przydzielona. Nie miałam zbytnio czasu, by ją pozwiedzać, ponieważ byłam tak zmęczona, że od razu padłam na podłogę i zasnęłam. A ona była piękna. Z zewnątrz porośnięta zielonym bluszczem, a wewnątrz panował niepowtarzalny klimat, którego nie potrafiłam opisać zwykłymi słowami. Mieściła się z brzegu lasu, tuż obok wielkiego klifu, z którego jeśli bym spadła, na pewno bym tego nie przeżyła.
Podeszłam do krawędzi klifu i spojrzałam w dół. Alfa wytłumaczyła mi wczoraj dokładnie, czym są Wilcze Klany i na co się dzielą oraz, gdzie są granice owych klanów. Wiedziałam, ze tam, na dole, mieszczą się tereny Klanu Powietrza. Stwierdziłam to po kilku wilkach unoszących się w powietrzu, choć nie wszyscy mieli skrzydła.
Ja wybrałam Klan Ziemi, ponieważ taki był mój żywioł. Co prawda, mogłam również dołączyc do Klanów Everything lub Mysterious Thoughts, lecz już nauczyłam się, że w mieszanych watahach nie spotka mnie nic dobrego. Chciałam być między swoimi. Między wilkami o żywiole ziemi. Ale równocześnie wątpiłam, że udałoby mi się nawiązać kontakt z kimkolwiek. Po tym wszystkim, co mnie spotkało, nie byłam najbardziej towarzyską osobą na świecie.
Nagle krzaki za mną zaszeleściły, a ja odwróciłam się gwałtownie, starając się zachować równowagę, ponieważ dosłownie balansowałam na krawędzi.
- To nie najlepszy pomysł, żeby skakać - odezwał się wilk. - Mogłabyś, no wiesz... Zabić się.
- Nie zamierzałam skakać - mimowolnie prychnęłam i odsunęłam się od krawędzi. - Podziwiałam widoki.
- Ach, tak? - wilk sceptycznie uniósł brwi. - Jesteś nowa, prawda? Jak ci na imię?
Przez chwilę zastanawiałam się, czy warto ufać temu wilkowi. Pojawił się tu z nikąd, zapytał się mnie o imię, a ja przecież nie wiedziałam nic o nim. Jednak postanowiłam odpuścić sobie moje rozważania, że mógł być jakimś masowym mordercą lub oszustem, jak Ajaccio. Nie każdy jest jak on, powiedziałam sobie w myślach.
- Corse - rzuciłam krótko w jego stronę, unosząc dumnie głowę. - A ty?

Jakiś radośny ktoś odpisze? ^^