poniedziałek, 30 marca 2015

Od Nity C.D. Predizione'a

 Nie chciałam być niemiła dla tego nowego członka watahy, ale mój żołądek głośno burczał z głodu, więc rozmowę przełożyłam na potem. Wspólnie z Predizionem spałaszowaliśmy sarnę, zostawiając jedynie resztki mięsa przy kościach i jeden udziec. Kiedy wilk spytał się mnie dla dlaczego go nie zjadłam, po prostu zawołałam w myślach Rowan. Ta zleciała z gałęzi pobliskiego drzewa, syknęła na mojego nowego kompana, porwała mięso i odleciała siną w dal.
-Musisz jej wybaczyć, ale bywa nieśmiała w stosunku do obcych- po krótce wyjaśniłam, jakie relacje łączą mnie z orlicą.
Patrząc za odlatującą Ro, przyjrzałam się uważnie wilkowi. Był zgrabnym, ciemnoszarym wilkiem z białymi akcentami na łapach i końcówce ogona. A co najważniejsze, mimo że nie miał skrzydeł, potrafił latać. Spokojnie ruszyłam ścieżką w śród drzew, a basior dotrzymywał mi kroku.
-Zazdroszczę Ci umiejętności latania- myśl o tej mocy zaprzątała mi głowę o każdej porze dnia –Potrafisz coś jeszcze? Z góry przepraszam, jeśli to zbyt osobiste pytanie.
 Predi otwarcie opowiedział mi o swoich mocach, gdy usłyszałam, że czasami po dotknięciu wilka widzi przepowiednie zatrzymałam się.
-Stop, stop, stop. Czekaj. Naprawdę? Mógłbyś spróbować zrobić to ze mną?- wpatrywałam się w niego urzeczona.
-Musisz wiedzieć, że nie zawsze mi to wychodzi- zaczął się bronić.
-To dla mnie bardzo ważne. Proszę, chociaż spróbuj.
 Po chwili namysłu zgodził się. Usiadłam naprzeciwko niego. Zamknąwszy oczy, skupiłam się na jednym pytaniu. Czy będę latać? Czy uda mi się zdobyć skrzydła? Predizione usadowił się naprzeciwko mnie i położył łapę na moim czole. Niemalże czułam strumień magii kłębiący się pod opuszkami jego łap. Trochę za późno na pytanie, czy będzie boleć. Basior mamrotał coś pod nosem. Mantrę? Inkantacje? Zacisnęłam mocno powieki, w oczekiwaniu na TEN moment… ale nic się nie stało. Dla pewności siedziałam jeszcze przez chwilę nieruchomo, ale i on poczuł, że chwila minęła. Zdjął łapę z mojego czoła, a ja zwiesiłam nos na kwintę.
-Nita…- zaczął, ale mnie w głowie zaświtał pewien pomysł. Gwałtownie się zerwałam.
-Mam!- krzyknęłam rozradowana –w klinice jest spory zapas ziół, wzmagający potencjał magiczny. Może po ich zażyciu coś poczujesz?
 Widziałam, że się waha. Najwyraźniej nie chciał sprawić mi zawodu po raz kolejny.
-Proszę cię, obiecuję, że jak to niezadziana, to dam ci spokój. To jak, zaufasz pani doktor?
 <Predizione?>

Od Marona cd historii Kilan

Odetchnąłem z ulgą, gdy tunel wreszcie się skończył. Kilan na szczęście poczuła się lepiej na świeżym powietrzu, przestraszyła mnie swoim zasłabnięciem w podziemnym korytarzu. Nie chciałem do tego wracać i ona chyba też nie. Raźno zeszła z mojego grzbietu i uśmiechnęła się do mnie. Poczułem miłe ciepło w sercu. Może jednak polubi mnie po tym, jak na nią wpadłem a potem niemalże przygwoździłem gruzem?
Siedząc na plaży spokojnie rozmawialiśmy. Choć bliżej prawdy byłoby stwierdzenie, że to ja mówiłem, a ona słuchała ze skupieniem. Za pomocą słów starałem się jak najdokładniej namalować przed nią obraz terenów mojej starej watahy, skrzętnie pomijając wszelkie niesnaski rodzinne. Opowiadałem o moich przygodach, czasem strasznych, czasem zabawnych. Panował niemalże sielankowy na strój, a mnie żal się robiło na myśl o powrocie do klanu ognia. Nagle czas jakby się zatrzymał, mój umysł spowiła mgła.
-Śliczna wadera, prawda? Dobrze, że Iskra nie jest zazdrośnicą- moje serce rozpadło się na miliony kawałków na wspomnienie o mojej miłości. Iskra. Moja ukochana, najdroższa, jedyna. Jak mogłem tak daleko odsunąć ją od serca? Przestać opłakiwać jej brak przy moim boku?
-Chcesz ją odzyskać?- mamił mnie Głos –Pomogę ci odzyskać nie tylko twoją dziewczynę, ale również władzę w klanie. Dzięki mnie zyskasz moc i odbierzesz to, co ci się należy.
Przed oczami przewijał mi się sylwetka Iskry, mojego brata, ojca i matki. Miałem wrażenie, jakby wszystkie te emocje, które we mnie wzbudzali, od skrajnej nienawiści, po czystą miłość, wybuchły we mnie w jednej chwili.
-Tylko przyjdź do mnie, nic cię to nie będzie kosztowało. Mieszkam na północnych terenach tego klanu, znajdziesz drogę. Chodź.
Nie bardzo panując nad sobą, kierowany żalem i gniewem, podniosłem się. Czas jakby znowu zaczął płynąć. Ledwie rejestrując, że Kilan wciąż jest tu ze mną, wyznaczyłem nowy cel wędrówki. Północ.
Głos prowadził mnie przez las, mroczną gęstwinę, która z każdym krokiem zamykała się przed nami. Byłem jak zahipnotyzowany. Ledwie rejestrowałem otaczającą mnie rzeczywistość. Byłem również głuchy na pytania Kilan. Musiałem iść. Znaleźć źródło głosu. Znaleźć…
-Eri, mam na imię Eri- usłyszałem szept w mojej głowie.
Nie byłem w stanie powiedzieć, ile wędrowaliśmy, kiedy stanęliśmy naprzeciw wejścia do tunelu, niemal identycznego, z jakiego wyszliśmy.
-Odsuń głaz, który przykrywa wejście- instruował mnie Głos.
Z trudem, ciężko sapiąc, wykonałem polecenie. Wykonawszy polecenie stanąłem naprzeciw ciemności.
-Maron?- usłyszałem zaniepokojony głos Kilan. Całkiem zapomniałem o jej obecności. Wadera cofnęła się ode mnie, a w jej oczach na nowo zagościła obawa. Co ja robię? Podążam za głupim omamem? A co uskrzydloną wilczycą? Mam ją tu zostawić? Zaczęło mi się nieco przejaśniać w umyśle.
-Zostaw ją, nie jej, a mnie teraz potrzebujesz!- Eri parsknęła gniewnie i podsunęła mi przed oczy obraz mnie i Iskry.
-Wybacz- szepnąłem cicho, nie patrząc Kilan w oczy i zagłębiłem się w czeluście mroku.
~
Tym razem tunel nie był pojedynczym korytarzem, lecz istnym labiryntem. Eri mówiła mi, jak mam iść, w prawo, w lewo, prosto, środkową odnogą. Co rusz się potykałem, będąc ślepym w całkowitych ciemnościach. Wędrówka zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Powietrze było stęchłe i duszne. Cieszyłem się, że potrafię obyć się bez tlenu, w mrocznym tunelu nie było go za wiele.
-To tutaj- usłyszałem Głos.
Rzeczywiście, na końcu korytarza widać było czerwoną poświatę. Gdy wszedłem do sali, ujrzałem źródło blasku.
Pomieszczenie było nieduże. Zbudowane z tych samych kamieni, z których zbudowany był korytarz. Niemalże puste, poza małym piedestale i ułożonym na nim wisiorze. Na cienkim łańcuszku, wykonanym z nieznanego mi czarnego metalu zawieszony był kamień, mieniący się szkarłatem. Zafascynowany przyglądałem się, jak przygasa i rozjarza się na przemian.
-Załóż wisior- usłyszałem, jak Eri nieudolnie próbuje zamaskować ekscytację.
Mój rozsądek wrzeszczał do mnie, abym tego nie robił, lecz Ona całkowicie zapanowała nad moim umysłem i ciałem. Wbrew sobie, wsunąłem naszyjnik na szyję. Metal owijał się wokół mojej szyi niczym wąż, aż zacisnął się pozwalając mi swobodnie oddychać, lecz uniemożliwiając zdjęcie go.
-Ooo tak. Nareszcie- Głos donośniej niż wcześniej rozbrzmiał w mojej głowie- Zanim o cokolwiek zapytasz, wyjdźmy stąd, jestem zmęczona.
Ja również byłem półprzytomny. Na chwiejnych nogach wyruszyłem w drogę powrotną. Głos prowadził mnie, lecz z każdą chwilą stawał się coraz bardziej wątły, aż wreszcie zamilkł. Padłem półprzytomny na podłogę i resztką sił krzyknąłem
-Kiiilaaaan!!!
<Przełamiesz się i uratujesz Marona z opresji?>

Od Descartes CD Ronin`a

Płacz nie był w tej chwili wskazany. Szczęście, smutek, nienawiść – to też były uczucia o pojęciu względnym w tej chwili. Powinnam go odepchnąć, zakasać rękawy i odejść z kamienną twarzą, tylko udając że nic się nie stało. I może wzdrygnęłam się, próbowałam go odepchnąć, jednak trzymał mnie na tyle mocno, że nie miałam z nim szans. Padłam bez sił, utrzymywana tylko jego łapami. Serce skakało po klatce piersiowej, czy z nerwów, czy z zaniepokojenia. Lub...z pewnego uczucia? Nie, to nie jest możliwe. Patrząc na Ronina przez pryzmat czasu, nadal w nim widziałam ofiarę, mój cel który muszę zniszczyć, wgnieść w ziemię. Obnażyłam kły, gotowa wgryźć się w silną łapę basiora, tym samym wyzwalając potok łez. Zamazywały mi pole widzenia, czułam się zagubiona. Basior lekko odsunął się ode mnie. Miałam szansę teraz go...zaatakować. Skupiłam całą energię w sobie a wokół świeżej jeszscze rany zaczęły pojawiać się czarne i czerwone iskry, gotowe do zmaterializowania broni. Wtem jednak stało się coś nieoczekiwanego. Jego pysk znalazł się niebezpiecznie blisko mnie, ale nie protestowałam. Nie protestowałam kiedy złożył na moim pyszczku delikatny pocałunek. Nagle, jakby coś z mocą tysięcy jelenich kopyt uderzyło mnie w plecy. Kącik ust, lekko zadrżał. Uniósł się, wyzwalając pokłady radości, ale naraz znów opadł. Odwróciłam gwałtownie głowę, a kosmki włosów przysłoniły mi oczy. Nie płakałam. Nie mogłam płakać. I to nie dlatego że nie chciałam. Dlatego że nie mogłam. W moim umyśle buzowały wszystkie wspomnienia, te dobre i te złe. Wszystko się razem wymieszało. Uderzyła mnie fala ciepła. Czy ja żywię do Niego jakieś uczucie? Czy przez ten czas, spędzony razem, w moim zwykle niedostępnym sercu coś się rozwinęło? Muszę zadać sobie proste pytanie: Czy ja go kocham?
-Nie...Ronin, nie! - odwróciłam się do niego. Ciepły uśmiech na jego pysku zastąpiło zaskoczenie. Szybko dowróciłam wzrok, zamrugałąm kilkakrotnie by odpędzić łzy z oczu. Nabrałam haustu porannego powietrza, które kłuło w płuca i próbowałam wytłumaczyć bardzo ważną sprawę Roninowi.
-To nie jest takie proste jak myślisz – pokręciłam głową, a basior uniósł brwi w niemym zdumieniu. -W takim razie, wytłumacz mi to – wilk wydawał się być trochę zdenerwowany, ale te zdenerwowanie mieszało się z niepokojem. Rozpaczliwie westchnęłąm.
-Ty wiesz co oni sobie pomyślą? - machnąłam łapą, próbując ogarnąć wszystkich członków Klanu. -Ronin, stwarzam zagrożenie. Ja nie wiem, czy to „coś” jeszcze we mnie siedzi i nie wiem, naprawdę nie wiem co się stanie w przyszłości. Nie chcę Cię więcej ranić...- tu ściczyłam głos. Tak. Czuję coś do Niego. Jednak nie jest to „typowa” miłość. Nie wiem jak to określić. Właściwie, nawet nie wiem czy to jest TO uczucie. Nigdy takiego czegoś nie doświadczyłam. Ze strony matki również. Nigdy nie miałam w niej oparcia i czasem myślałam że nie jest moją prawdziwą matką. Wreszcie zjawił się ktoś, kto pomoże mi wstać gdy upadnę, kto na mnie nawrzeszczy w razie potrzeby i będzie bytował tuż obok mnie. Takiego kogoś mi od zawsze brakowało. I się okazuję, że gdy go znajduje, czuję potrzebę...zabicia go. Ale Ronin nie wydawał się być tym przejęty. Jednak to było dla mnie coś na wielką skalę. Byłam tym wszystkim oszołomiona, wbiłam wzrok w ziemie skupiałam się na tym żeby nie wybuchnąć. Błękintooki wilk dotknął mojego ramienia. Moim ciałem wstrząsnęły nieopisane dreszcze. Uniosłam głowę, chcąc ujrzeć pysk wilka. Nad nim rozpościerało się lazurowe sklepienie niebieskie. Wyglądało to, jakby niebo było tylko taflą wody, na której odbijają się niesamowite oczy wilka. Wcześniej tego nie zauważałam. Zamknęłam oczy i wtuliłam się w aksamitne, pachnące wiosną futro wilka. Tak. Zdecydowanie było TO uczucie. Mocno mnie ptrzytulił i delikatnie przewrócił na miękką, kwitnącą trawę. Zwinęłam się w kłębek i oparłam łeb o jego silne łapy. Przez chwilę trwaliśmy tak w milczeniu, wysłuchując śpiewu ptaków. Nikt nie musiał nic mówić, a i tak nam było dobrze żyjąc we wspólnej ciszy. Przymknęłam lekko oczy i zostałam utulona do snu kołdrą ciepłego wiatru.
Otworzyłam klejące się oczy. Przed nami na kamyku przysiadła mała sikorka. Ciekawsko spoglądała w naszą stronę, cichutko krzyknęła swoim piskliwym głosikiem i odleciała przecianjąc powietrze. Szeroko ziewnęłam, otrząsając resztki snu z powiek. Nadal czułam obecność wilka przy mnie i byłam przy tym szczęśliwa. Czułam jego spokojny oddech i bicie serca, idealnie zsynchronizowane z szumem drzew w lesie. To był prawdziwy Wilk Ziemi. Uśmiechnęłam się lekko i wdrapałam się na grzbiet wilka.
-Ronin...-szepnęłam mu cicho do ucha. Jeszcze spał, nie chciałąm go gwałtownie budzić. Cicho mruknął, ale nadal sen nad nim panował. Oboje wstaliśmy dzisiaj bardzo wcześnie.
-Ronin...-powtórzyłam zabieg. Złapałam w zęby jego ucho i zaczęłam delikatnie je tarmosić. Poruszył łapą i uniósł jedną powiekę, ale potem znów opadła. Zeskoczyłam z niego i położyłam się przed nim. Lekko się zawahałam, ale ostatecznie zbliżyłam się do niego i pocałowałam w pyszczek.
Uśmiechnął się delikatnie i otworzył oczy.
-Dzień dobry...- mruknęłam. - Jak się spało?
-Milutko – uśmiechnął się szerzej, ale po chwili znów cicho pochrapywał. Cicho westchnęłam i sprężystym krokiem weszłam do lasu. Udało mi się złapać jakiegoś dużego zająca i ciągnąc go za ucho podstawiłam pod nos Roninowi. Ten czując zapach świeżego mięsa całkowicie się już wybudził i po chwili razem ze mną pochłaniał zwierza. W pewnej chwili zapytałam, ocierając łapą usta z krwi, zupełnie nie kobieco.
-Jak to teraz będzie? - westchnęłam, patrząc za horyzont. Wilk uniósł jedną brew. - No z Klanem, wilkami, Tobą, mną... - nie chciałam już dodawać „i z Alfą”, bo wiedziałam że Ronin sprawuje w Klanie najwyższe władze, a mi się nie uśmiechało współdzielenie tego stanowiska, o ile mogę się w ogóle nazwać partnerką Ronina...Bo tego jeszcze nikt nie powiedział. Poza tym nie wiem, czu dałabym sobie radę z tak ważnym stanowiskiem.

(Ronin? Przepraszam że tak długo musiałeś czekać DD: zabijmnieplz)

niedziela, 29 marca 2015

Od Jane cd historii Solitare

Wytłumaczyłam jej wszystko. Opowiedziałąm o tym, że znowu ona, i tym razem też Rachel, próbowały zaatakować resztę watahy. Solitare powiedziała mi, że w miarę pamięta całe zajście, ale nie znałą tych wilków i myślała, że byli jej wrogami.
- A co właściwie z Rachel?
- Ona straciła przytomność, tak jak ty przedtem i nic jej się nie stało, ale widzę, że z tobą jest trochę gorzej. Niektóre wilki nie zrozumiały, że to nie twoja wina i potraktowały cię kłami. Po całym zajściu, kiedy przenieśliśmy Rachel do jaskini i przyszliśmy po ciebie, to wstałaś i rzuciłaś się w stronę lasu. Mnie wysłali, żebym poszła za tobą, bo inne wilki jakoś nie były do tego chętne. - powiedziałam ironicznie.
Na szczęście nie byłyśmy zbyt daleko od Sythe, a kiedy doszłyśmy White Winged uzdrowiła od razu Solitare. Rachel siedziała już gdzieś na zewnątrz, a reszta wilków się rozeszła. Wszyscy patrzyli ze zniechęceniem na Solitare, a o Rachel nawet nie pamiętali.
- Chyba twoja reputacja trochę ucierpiałą. - stwierdziłam.
- No cóż... - westchnęła - Trzeba będzie ją odbudowć. Albo odszukać tego, który to zrobił. - powiedziała, a jej oczy zalśniły.
- Mogę ci pomóc. Jestem chyba jedną z niewieu osób, które ci ufają.
Rozeszłyśmy się każda do swojej jaskini, gdyż było już dość późno. Ułożyłam się na legowisku i zamknęłam oczy, ale nie mogłam zasnąć. Cały czas zastanawiałam się nad tym wszystkim co się wydażyło. W końcu po jakimś czasie udało mi się zasnąć. Jednak nie na długo. Jakiś dźwięk budził mnie w środku nocy.
- Pssst... Jane. - usłyszałam ciche wołanie
- Tak? - odpowiedziałam zaspana.
- To ja. Solitare. Chodź na zewnątrz.
- Już - wstałąm i niechętnie wyszłam z jaskini.
Przed jaskinią stała Solitare wyraźnie czymś zaciekawiona.
- Wiem, że chyba tylko ty mi tu ufasz, a wolałam nie budzić tych, którzy tego nie robią. Patrz... - powiedziała i wskazała gdzieś przed siebie.
Po chwili mój wzrok przyzwyczaił się do ciemności i ujrzałam jakiegoś wilka idącego od źródła. Ale wyglądało to dosyć dziwnie. Szedł bardzo powoli, ze zwieszoną głową, którą prawie dotykał ziemi. Podeszłyśmy trochę bliżej, a on nie zwrócił na nas uwagi. Zauważyłam, że była to Aithne.
- Aithne?! - cicho zawołałam.
- ... - nic nie odpowiedziała i szła dalej
Solitare i ja szłyśmy tak kawałek za nią, aż w końcu. Solitare pacnęła ją lekko łapą. Aithne warknęła, zatrzymała się na środku i zaczęła się rozglądać. Kiedy tylko nas zobaczyła rzuciła się na nas. Zdążyłyśmy odskoczyć i zaczęłyśmy uciekać. Wtedy zrozumiałam.
- Stój! - kryknęłam do Solitare.
- Przeciż ona nas dopadnie, a w samoobronie mogę ją nieźle pokaleczyć.
Proszę cię zaufaj mi. Zatrzymaj się! - znowu do niej krzyknęłam.
Tym razem Solitare posłuchała się mnie i zatrzymała się. Aithne podbiegła do nas jeszcze parę kroków, zatrzymała się i runęłą na ziemię.
- Skąd wiedziałąś? - spytała Solitare.
- Zaraz ci wytłumaczę. Najpierw mi pomóż.
Razem wzięłyśmy Aithne i przeniosłyśmy do jaskini. Pobiegłam szybko po White Winged i wytłumaczyłam jej całe zajście. Aithne szybko się ocknęła i zaczęła o wszystko wypytywać. Po opowiedzeniu jej o całym zdarzeniu Solitare i ja wyszłyśmy i miałyśmy się skierować w stronę jaskiń. Było już późno, chociaż można też powiedzieć, że wcześnie rano, ale wciąż liczyłyśmy na parę godzin snu. Kiedy miałam skierować się w stronę swojej jaskini, Solitare zatrzymała mnie.
- Czekaj. Miałaś mi jeszcze wytłumaczyć skąd wiedziałaś co mamy zrobić.
- Tak. W sumie w czoraj i dziś w nocy spod kontroli wyrwały się trzy wilki. A dokładnie?
- Ja, Rachel i Aithne.
- Właśnie. Czyli trzy wadery. Może nie pamiętasz, ale za pierwszym razem przestałaś atakować, kiedy w obronie wszystkich stanęła Aithne. Potem znowu ona powstrzymała Rachel i ciebie po raz drugi. A dziś to my odważyłyśmy się z nią zmierzyć, ale nie siłą. Pokonałyśmy ją tym, że miałyśmy odwagę, by się jej przeciwstawić. Do dziś nie byłam pewna, ale już jestem, że każda z tych wader przestawała atakować, kiedy ktoś się odważył, odważył pomóc.
- Czyli dziś miałaś po prostu przeczucie, że jak się zatrzymamy to ona nas nie zaatakuje?!
- Tak. Miałyśmy szczęście, że moje przeczucie było prawdziwe. - zaśmiałam się.
- Rozumiem, że "ofiarom" padają wadery i atakują wszyskich, którzy się boją.
- Tak. Tylko co sprawia, że tak się zachowują?
- Chyba mam pomysł.
- Tak? - spyatałam z zaciekawieniem.
- Zanim cię obudziłąm widziałam jak Aithne poszła do źródła i była wtedy jezcze przytomna, a dopiero kiedy napiła się wody to starciła panowanie nad sobą. Kiedy ja za drugim razem też zaczęłam atakować to pamiętam, że przedtem White Winged napoiła mnie.
- Więc problem leży w wodzie. Tego możemy być pewne. Ale dlaczego akurat "ofiarami" są wadery i to tylko niektóre? - wypowiedziałam swoje myśli głośno. - Ja przecież także piłam tą wodę i nic mi się dotychczas nie stało.

(Trochę się rozpisałam. Solitare, obyś miała dużo pomysłów)

Odchodzą!

Klan Wody

Mozilla

Yooka

Klan Everything

Firefox

Klan Ognia

White Winged by 1skylight1
White Winged

Od Ao CD Kate

Zawsze wiedziałem, że Omegi są jakieś dziwne ale z tą waderą było coś definitywnie nie halo. Strasznie ciężko było jej chyba poradzić sobie ze swoimi emocjami. Nie wiem co mam zrobić w takim momencie, nie umiem nikogo pocieszać a już na pewno nie wadery. I to w dodatku takie zbzikowane. Ja to chyba faktycznie nie nadawałem się na Betę.
- Dziewczyno błagam, nie rzucaj się już tak… - westchnąłem – Masz rację nie wiem jakie to uczucie ponieważ nigdy tego nie doświadczyłem. Dlatego najpewniej nie zrozumiem Cię nigdy w tej kwestii. Wstań i nie gadaj pod nosem, nie rozumiem Cię. Poza tym przykro mi, ale mam jeszcze kilka spraw do wypełnienia…
- A ty jesteś dokładnie taki sam… również masz mnie gdzieś…
- Co!? Kiedy ja to niby powiedziałem – zaśmiałem się – po prostu jako Beta może mówię troszkę oschle, za co Cię z góry przepraszam. Nie ja wybrałem sobie ten zawód – puściłem do niej oczko – Ja muszę lecieć… jak chcesz to możemy się tutaj spotkać wieczorem, a jak nie… po prostu tu poczekam najwyżej. Na razie!
To było dziwne, tak nagle postanowiłem sobie pójść. To nie tak, że skłamałem. Faktycznie miałem jeszcze kilka spraw do załatwienia, jednak w istocie nie potrzebowałem na to aż całego dnia. Może po prostu nie byłem gotowy do nawiązania kontaktu z tego typu wilczycą. No ale cóż, może i jest dziwna i jest Omegą, ale poznać ją chyba mi nie zaszkodzi?

(Kate?)

Nowy basior w Klanie Ognia

Hioshiru
Shane
Obrońca

Od Solitaire cd historii Jane

Pustka. Nic nie wiem. Widzę same nieznajome pyski. To.. To są moi wrogowie. MUSZĘ ATAKOWAĆ.
Zaczęłam biec do wilka. Już miałam gryźć, rzucać się, ale. . . Stop.

Obudziłam się. Nad rzeką. Moja rana oraz głowa krwawiły. Nikogo wokół mnie nie było. Wstałam. Pamiętałam wszystko. Szłam powoli do Sythe. Po drodze spotkałam Jane.
-Możesz powiedzieć mi jak to wyglądało i co się tam dokładnie działo?

Od Blue cd historii Solitarie

Wszedłem do swojej jaskini. Długo nie mogłem zasnąć, emocje z dzisiejszego dnia jeszcze nie opadły tyle nowych osób poznanych. Ranek był dość chłodny jak na te tereny. Przeciągnąłem się leniwie i postanowiłem wyjść na zewnątrz. Zastanawiało mnie to zajście z Soli i Rachel.
Dziś było polowanie, poszliśmy do lasu czułem że dziś złapiemy coś wielkiego. Poszedłem razem z Maron i Aithne.

-Shhh, słyszycie?- szepnąłem do nich
-Co?- spytała ze zdziwieniem, Aithne
-Dwa jelenie przed nami- Odparłem
-Dwóch nie zdołamy złapać- Powiedział Maron
-Skupmy się na jednym- I jak powiedziałem tak zrobiliśmy
Polowanie przebiegło pomyślnie, no prawie. Podczas ataku na jelenia, a był to potężny jeleń, wpadłem w jakieś krzaki i teraz mnie wszystko piecze. Pomijając to dotargaliśmy jelenia bliżej Sythe. Pobiegłem od razu do Soli, zobaczyć jak się czuje a zarazem pochwalić się zdobyczą. Spała słodko, postanowiłem jej nie przeszkadzać. Poszedłem do White Winged, spytać się czy da się coś poradzić na to pieczenie. Szamanka dała mi jakiś płyn i kazała wypić. Smakował jak błoto, ale cóż coś za coś.
<Jak na razie koniec>

Kandydaci

  Ponieważ prosiłam was kiedyś o zgłoszenie się na Betę w Klanie Ziemi i Gammę w Klanie Wody, co kompletnie zignorowaliście. Postanowiłam sama wytypować kandydatów. Z tych obydwóch Klanów wybrałam trzy wilki, które mogłoby się nadawać. Osoby które nie zostały wytypowane, proszę o tak zwane nie ''zarzucaniem focha'' ponieważ sami mieliście się szansę zgłaszać.

Klan Ziemi

  • Livrey
  • Kilan
  • Akame
Klan Wody

  • Cobalt
  • Zar'roc
  • Seran


Od Ronina CD Kilan

  Zamarłem. Jak to Kilan mnie kocha… Mnie? Przecież to niemożliwe, kiedy to się niby stało. Chociaż nie powiedziałbym, że takie znowu niemożliwe. Ostatnio sam zachowywałem się wobec niej nietypowo, jakby dając jej coś do zrozumienia. Jednak ja byłem teraz z Descartes. Kochałem ją… a Kilan była dla mnie jak siostra. Nie chciałem teraz tego zniszczyć w dosłownie jednej sekundzie. Kręcąc łbem z niedowierzaniem, odsunąłem się od wadery. Nadal nie mogłem w to uwierzyć, jakie to głupie uczucie. Jakbym się po prostu przesłyszał. 
 – Kilan, przykro mi… ale dla mnie zawsze będziesz przyjaciółką. Tą najlepszą! – Z powrotem spróbowałem do niej podejść, jednak wadera się odsunęła.
 –  W porządku… wiedziałam – powiedziała cicho a z jej oczu zaczęły spływać łzy i to jest właśnie to, czego najbardziej w tym wszystkim nie chciałem – Czemu wszystko przede mną zataiłeś? To… że jesteś Alfą oraz masz już partnerkę? 
Spuściłem łeb. Czemu? To z Descartes to dosyć świeża sprawa, nawet nie było kiedy o tym wspominać. Natomiast moją pozycję w tym Klanie nie zdradziłem, ponieważ nie chciałem, żeby wadera przestała mnie lubić. Ceniłem sobie jej przyjaźń, nie chciałem, żeby ten jeden fakt wszystko zniszczył. Jednak teraz nasza przyjaźń oberwała już dwukrotnie, wątpię, żeby wadera nadal chciała mnie widzieć na oczy.
 – Wybacz Kilan, ja… pójdę już – powiedziałem cicho wycofując się z biblioteki 
  Wadera nie protestowała, więc chyba jak na razie tak będzie lepiej. Muszę to sobie wszystko przemyśleć, chociaż niby co? Do swojej jaskini też nie pójdę, nie mam ochoty nikogo widzieć. A już na pewno nie mojego brata, który idzie sobie kilka metrów przede mną. Szybko wskoczyłem z krzaki i zacząłem pędzić w dół zbocza, mając nadzieję, że mnie nie zauważył. Byłoby cienko. Kolejny z moich ‘’planów’’ by nie wypalił. I to w dodatku na samym starcie. Dokąd pójdę? Nie mam pojęcia. Szczerze, to już mi się znudziło łażenie do Świątyni, więc to odpada, definitywnie. Ostatecznie zapuściłem się w najgłębsze zakamarki Klanu Ziemi, tuż przy granicy z… nikim. Tylko wielki ocean. Aż wstyd powiedzieć, ale sam tutaj nigdy nie byłem. Wszystko zdawało się być zupełnie inne i puste. Tak jakby ktoś z trzysta lat temu zamknął duszę tego miejsca, w małej, szklanej buteleczce. Drzewa rosły tutaj znacznie gęściej, niż w jakiejkolwiek części Klanu. Nie było tutaj ani jednego zwierzęcia, być może wpakowałem się w teren tych powalonych zmutowanych wilków? Ciekawie mogłoby być, no nie powiem. Aż się za nimi rozejrzę, bo mnie to zaciekawiło. 
  Ostatecznie nie znalazłem nic godnego mojej uwagi. Zwykłe opuszczone tereny, trzeba będzie tutaj częściej wpadać i może troszkę ogarnąć. Chociaż sam nie jestem pewien, w jaki sposób można ogarnąć naturę. Ale czego nie zrobi wilk z żywiołem ziemi. Uśmiechnąłem się nawet pod nosem, jednak po chwili znowu spochmurniałem, może by tak już wrócić? Albo zostać tutaj na zawszę? Nie! Nie będę bawił się w moją matkę, nie tym razem... Włócząc ogonem po ziemi oraz kamieniach, ruszyłem z powrotem w stronę watahy, a właściwie jej części. Znanej i oczywiście lubianej przez wszystkich.

(Kilan? Naprawdę nie wiem co napisać, przepraszam xD brak weny :/)

sobota, 28 marca 2015

Od Solitaire cd historii Blue

Była piękna, gwieździsta noc. Czekałam na Blue. Siedział i Darknessa. Ciekawe czy jest na tyle funkcjonalny żeby dostać się do klanu. Siedziałam tak nad rzeką i czekałam. Nagle usłyszałam za sobą charakterystyczny odgłos palącego sie ognia. Odwróciłam się. Blue biegł do mnie, oczywiście z palącym się ogonem.
-Jestem przywódcą polowań, tak jak proponowałaś.
-Dobrze. Niedługo kolejne polowanie, a jak wiesz ja zapewne w nim nie wystąpię. Potrzebuję zastępcy, a wolę tę POWAŻNĄ rolę powierzyć nowemu niż... Jemu.- miałam o tym nie myśleć, ale w takiej sprawie musiałam. Zapewne mi przypadnie obowiązek oprowadzenia nowego Niebieskiego. Trudno. Mus to mus.
-Teraz oprowadzę cię po klanie. Zapewnie ja będę musiała to zrobić, więc zróbmy to teraz. W nocy cały ten bajzel wygląda lepiej.
Chodziliśmy po klanie ognia, pokazywałam Blue wąwóz, wulkan, las i inne tereny. Opowiedziałam mu historię klanu, których członków ma unikać, a których się trzymać. Nie mówiłam nic o sobie, ale wiedziałam że zapyta. W końcu musiało to się stać.
-Może powiesz mi coś o sobie? Wiem wszystko o klanie, ale o tobie nic.- zapytał patrząc się prosto w moje oczy. Nie chciałam mu odpowiadać, ale wiedziałam że nie odpuści. Każdy chciałby coś o mnie wiedzieć. Rana, ON, historia, rurki i inne niepotrzebne historie. Opowiedziałam mu omijając szczegóły. Doszliśmy do Sythe. Pożegnałam się i poszłam spać. Byłam zmęczona.

<Blue?>

Od Jane cd historii Solitare

Miałąm właśnie udać się na łąkę, kiedy nagle usłyszałam za sobą zamieszanie. Obróciłam się i spojrzałam w tamtym kierunku. Wśród grupki wilków panowało wyraźne poruszenie. Podeszłam trochę bliżej i zauważyłam, że wszyscy skupiają uwagę na Solitare. Stała nieruchomo i patrzyła gdzieś w przestrzeń. Wszystkie wilki obserwowały ją z zaciekawieniem, gdyż na nic nie reagowała. Kiedy Blue pacnął ją lekko łapą, warknęła. Wszyscy umilkli, a Blue oddalił się nieco od niej. Po chwili wilczyca przeleciała po wszystkich wzrokiem, jakby nikogo nie znała i rzuciła się na wilki przed sobą. Na szczęście szybko udało im się odskoczyć. Solitare obróciła się i zazęła biec w stronę innych wilków, a one rozproszyły się na wszystkie strony. Zrezygnowana stanęła na środku placu i wypatrywała jakiejś ofiary. Gdy po chwili odnalazła, najbliżej stojącego, Marona, rzuciła się w jego stronę. Gdy już miała go dopaść, drogę zagrodziła jej Aithne. Nagle Solitare zatrzymała się i spojrzała na nią z ukosa. Stała tak chwilę patrząc się na nią z zaciekawieniem po czym opadła, jakby bez sił i straciła przytomność. Powoli przybliżyłam się z White Winged do niej i razem przeniosłyśmy ją do jaskini. White Winged próbowała ją uzdrowić, chociaż same nie wiedziałyśmy co jej jest. Po chwili Solitare ocknęła się.
- Jane? White Winged? Co ja tu robię?
- Nie pamiętasz nic? - zapytałą White Winged
- Nie. - odpowiedziała
Kiedy tłumaczyłyśmy jej całe zajście, ona coraz bardziej się wściekała.
- Nie wiem kto mi to zrobił, ale dopadnę go! Przyżekam, że wtedy nie byłam sobą. Dosłownie!
Po chwili do jaskini zaczęły przychodzić zaciekawione wilki i o wszystko wypytywać. Jednak niedługo interesowały się Solitare. Z tyło ktoś zawołał wszystkich na zewnątrz. Na końcu wyszły Solitare, White Winged i ja. Jednak niespodzianka na placu nie była tak miła. Na środku stała Rachel i tak jak przedtem Solitare, patrzyła się gdziś przed siebie, nie reaując na żadne zaczepki.
- Znowu! - dało się usłyszeć czyjś krzyk z pomiędzy wilków.

(Powodzenia Solitare)

Od Blue cd historii Solitaire

Szedłem korytarzem, po mojej prawej i lewej stronie znajdowały się jaskinie. Im dalej w głąb Sythe tym ciemniej, na samym końcu znajdowała się jaskinia Darkness’a. Powoli zbliżałem się do jego jaskini. Stanąłem przednią, wahałem się, czy wchodzić. Spojrzałem za siebie, Solitaire zachęcała łapą żebym wszedł. Otrzepałem się i powoli niezdecydowanym krokiem wszedłem. Pierwsze co rzucało się w oczy to to emanujące czerwoną aurą, pazury oraz oczy. Poczułem jak Darkness przeszywa mnie wzrokiem.

-Kim jesteś i po co przychodzisz?- zapytał ponuro
-Jestem Blue i chciał bym dołączyć do klanu- odpowiedziałem szybo, strasznie się stresowałem. Czułem że znów ogon stanie mi w płomieniach.
-Myślisz że od tak sobie przyjdziesz, powiesz że chcesz do klanu i już?- Zapytał z oburzeniem, zbliżył się do mnie na tyle że czułem jego oddech. Mój ogon stanął w płomieniach. Myślę że to mnie uratowało od pewnej śmierci.
-Zgubiłem się podczas polowania, w lesie znalazła mnie Soli, powiedziała że poleca mnie dać jako przywódcę polowań do pomocy.
-Hmm- Mruknął ponuro- Zgoda, znajdź sobie wolną jaskinie i znikaj mi z oczu- Powiedział, po czym szybkim krokiem wyszedłem. Pobiegłem od razu do Soli, powiedzieć jej że mogę zostać.

Gdy wyszedłem ze Sythe, było ciemno. Piękna noc, księżyc w pełni. Zbliżałem się do Soli. Ma ona taki charakterystyczny, zapach. Doszedłem do niej, znajdowała się przy rzece pośród lasu.

<Solitaire?>

Od Solitaire cd historii Blue

Szwy bolały. Nie potrzebnie skakałam tak wysoko, ale ciągle nie mogę przyzwyczaić się do spokojniejszych reakcji i siedzenia bezczynnie. Ciągle dochodzą nowe wilki, ciągle trzeba coś tłumaczyć. Teraz znowu pojawił się. Niebieski.
-Jesteś na terenie Klanu Ognia. Od razu mówię że jak jesteś szpiegiem Klanu Wody, usunę cię gdy tylko się o tym dowiem.- wilk wydawał się podejrzanie... niebieski. To dziwne że pierwszy raz zwracam uwagę na kolor wilka. Sama jestem niebieska.
-Nie jestem szpiegiem. Zgubiłem się. Zapolowałem i nagle trafiłem tutaj.- jego ogon palił się niebieskim płomieniem. Wskazywało to że naprawdę jest zagubionym wilkiem i chyba będzie tutaj trochę dłużej niż mi się wydawało.
-Jestem Solitaire, przywódczyni polowań. Jeśli chcesz tu zostać i żyć chodź za mną.- wilk posłusznie ruszył truchtem obok mnie. Zdawało się że dopiero teraz zobaczył ranę. Chyba interesowało go to aż za bardzo, bo już powoli otwierał pysk żeby zapytać, gdy ja przerwałam:
-Nie pytaj, nie warte uwagi.
Gdy w końcu doszliśmy do Darknessa, wilk ciągle sie rozglądał.
-Idź do Alphy- Darknessa. On przydzieli ci stanowisko i powie czy zostajesz. Powiedz że Soli poleca dać cię na przywódcę polowań do pomocy. Potem poinformuj mnie.
-Dziękuje.- odparł wilk i wszedł do Sythe.

<Blue?>

Od Hitachi`ego CD Akame

Teraz to już naprawdę nie wiem co mam powiedzieć. Może nie powinienem był na nią krzyczeć, chociaż skąd miałem wiedzieć? Wadera starała się zachowywać tak naturalnie... Przystanąłem z łapy na łapę, będę musiał jej pomóc omijać inne dołki, a było ich tutaj sporo na tej polance... sam nie wiem czemu. Komuś się chyba nudziło.
- Wybacz, nie wiedziałem - przeprosiłem co było dla mnie ogromnym wyczynem - Nie płacz już... zaprowadzę Cię do swojego brata.
Stanąłem tuż obok wadery i zacząłem się kierować w stronę jaskini Ronina, chyba nie muszę jej dosłownie prowadzić ''za łapę'' tak jakby sama znała drogę. Za pewne jej zmysły były jeszcze czulsze niż u mnie, nic dziwnego, że podążała za mną z taką łatwością.
- Hitachi... - usłyszałem po chwili, odwróciłem odruchowo łeb wpatrując się w jej oczy pozbawione blasku - Jak wyglądasz? - jej ton brzmiał tak jakby miała się tylko czegoś upewnić.
Zastanowiłem się chwilę, nie było tutaj nic ciekawego do opisywania. Ale skoro sama chciała, westchnąłem sunąc swoim ogonem po ziemi.
- Jestem od Ciebie wyższy o łeb... jak nie więcej. Wagowo chyba jesteśmy tacy sami, nie należę do najsilniejszych wilków... ale nie myśl, że mogłabyś mi coś zrobić - zaśmiałem się cicho co było dosyć... dziwne - Mam niebieskie oczy, spotkałem się kiedyś z opinią, że świecą w ciemności. Jak dla mnie to takie bzdurne gadanie - prychnąłem - No i oprócz tego mam jasne, żółtawe futro. Oklapnięte uszy,mały pysk jak szczeniak albo pies. Koniec.
Wadera zdawała się być jakaś troszkę... zaskoczona? Pewnie wyobrażała mnie sobie inaczej, no to ją musiałem rozczarować. Jeszcze przez jakieś piętnaście minut szliśmy w ciszy, aż wreszcie zatrzymaliśmy się przed jaskinią mojego braciszka. Jednak tak jak myślałem, nie było go tam. W takim wypadku, powinienem iść do ojca, ale nie chciało mi się zawalać przez cały Klan. Dotknąłem łapą ramienia wadery.
-Na mocy nadanej mi przez... samego siebie. Od teraz jesteś członkinią Klanu Ziemi, etc... etc....
-Zawsze tak przyjmujecie wilki?
-Nie, ale to była wyjątkowa sytuacja - wzruszyłem ramionami

(Akame?)

Od Darkness'a cd historii Akame

Co tu się do jasnej wyprawia i skąd wzięli się Ci ludzie? Znowu mam jakiś w diabli realistyczny koszmar… Szybkim ruchem wyrwałem się z ich uścisku i wybiegłem im naprzeciw. Zaczęli do mnie powoli podchodzić. Odbiłem się od ściany, po czym pomknąłem na nich. Zanim zdążyli się odsunąć wywróciłem kilku i od razu zabiłem. Ale chwila.. Zamiast tętnicy przegryzłem jakieś przewody… Roboty? W sumie to było do przewidzenia. Popchnąłem ich w krew, która pozbawiła je mocy. Szybko chwyciłem uśpioną waderę zarzucając ją sobie na plecy. W pomieszczeniu, w którym przebywały te istoty nie było nic. Pokój identyczny jak tamten, lecz z suchą podłogą, lampami i białymi ścianami. Na drugim końcu były kolejne drzwi. I tak nie było gdzie iść, więc lekko je uchyliłem tak, żeby Akame nie spadła. Za nimi była.. pusta. Szare pustkowie owiane pyłem.. Coś strasznego. Kilka martwych drzew i wypalone krzaki. Nieopodal stał jakiś większy, płaski kamień. Położyłem na nim wilczycę czekając aż się obudzi. Trwało to dłużej niż się spodziewałem. Po paru godzinach ledwo stałem na nogach. Byłem strasznie zmęczony. Ułożyłem się obok niej nadal czuwając. Nie wiem ile jeszcze wytrzymałem, ale gdy słońce zaczęło zachodzić zawiał lodowaty wiatr. Ona skuliła się lekko przez sen. Okryłem ją skrzydłem by nie zmarzła, na szczęście moje futro jest dosyć grube. Położyłem głowę na łapach i przymknąłem oczy.. tylko na chwilkę, musiałem odpocząć.
~
Ta chwilka się nieco przedłużyła. Jakoś tak do paru godzin. Ocknąłem się, gdy wokół nas panowała przenikliwa ciemność. Chyba niedługo się obudzi, bo coraz bardziej się wierciła. Z jednej strony to dobrze, bo zanim mój wzrok się przyzwyczai do nocy minie kilka chwil. Po parunastu minutach już widziałem mniej więcej gdzie co jest. Akame wtulała się w moje skrzydło. Leżałem tak jeszcze chwilkę, gdy zauważyłem jak otwiera oczy. Wolałem na razie nie zabierać skrzydła, bo nieźle by zmarzła. Ogólnie było spokojnie, lecz cały czas coś mnie niepokoiło. Czułem czyiś wzrok. W oddali dostrzegłem jak coś się rusza. Coś dziwnego.. zmieniało co po chwilę kształt. Demony.
(Akame?)

Od Blue do Solitarie

Obudziłem się w nieznanym mi miejscu, było takie.. magiczne.
Wszędzie dookoła mnie była łąka, za mną był las, natomiast w oddali był wulkan. Postanowiłem pójść w stronę lasu, byłem głodny. Kiedy doszedłem zmierzchało się.
Wtem zobaczyłem pośród gęstwiny lasu, sarnę. Polowanie było łatwiejsze niż się spodziewałem. W końcu, najedzony do syta, jakie to piękne uczucie.
Nagle usłyszałem szelest liści, nawet się nie obejrzałem, a zza krzaków wyskoczyła na mnie, wilczyca, piękna silna wilczyca. Stanęła przede mną.
-Kim ty jesteś?- Warknęła szybko, miałem wrażenie jak by zaraz miała na mnie skoczyć
-Jestem Blue i tak jakby nie wiem gdzie jestem, a ty jak się nazywasz?- Odpowiedziałem spokojnie , ,mój ogon ni stąd ni zowąd, zaczął się palić niebieskim jak jej oczy płomieniem
-Ja? Solitaire, zakłam że jesteś nowy? - Zapytała już nieco spokojniej
-Tak jakby, powiesz mi gdzie jestem?- Ogon ciągle nie przestawał się palić
-Hmm gdzie jesteś..
<Solitarie?>

piątek, 27 marca 2015

Od Predizione'a do Nity


Nie byłem zmęczony, lecz nie miałem ochoty na zwiedzanie. Wolę są ogarnąć tereny watahy. Kiedy Izaline zaprowadziła mnie do mojej jaskini podziękowałem jej za wprowadzenie do watahy. Byłem szczęśliwy że może mi się wreszcie ułoży. Kiedy dochodziło do godziny piętnastej zacząłem odczuwać głód. Postanowiłem coś upolować. Wyszedłem z jaskini i poszedłem na pierwszą lepszą polanę. Na niej zrobiłem rozbieg i poszybowałem w górę. Po około pięciu minutach lotu zauważyłem swoją ofiarę. Była to sarna. Zacząłem się na nią z gałęzi drzewa, ale kiedy na nią skoczyłem on znikła a ja natomiast wylądowałem na ziemi. Szybko wstałem i otrzapałem się. Sarna na wpół martwa leżała dwa metry dalej, a obok niej wilk. Nie mogłem stwierdzić czy to basior czy wadera. On również wstał i spytał się
-Kim jesteś? - Po głosie moża od razu stwierdzić, że jest to wadera. W jej głosie nie było słychać gniewu. Bardziej zaciekawienie.
-Jestem Predizione. Nowy członek Klanu Powietrza. A ty?
-Jestem Nita. Również należę do Klanu Powietrza.- Zorientowałem się, że sarna dokonała swojego żywota i przestała oddychać
-Ty zjedz sarnę. Ja upoluję inną.
-A nie lepiej się podzielić, bo nie sądzę, że to wszystko wsuniesz? -Jej uroda i jej humor idealnie się dopełniały.
-W sumie prawda.- Odparłem z uśmiechem.
 <Nita?>

Od Rachel - Obiecaj mi

Promienie słońca padały przez liście drzew. W pobliżu pluskał strumyk, las wypełniał się świergotem ptaków. Wadera przemykająca się między liśćmi paproci, pasowała do tego spokojnego krajobrazu. Już od świtu przeczesywała tereny trzech sąsiadujących ze sobą klanów, starając się je zapamiętać. Klanu Ognia, Klanu Ziemi i Klanu Everything. Omijała dyskretnie Strażników i szła dalej.  Niecały kilometr drogi z miejsca w którym się znalazła, widać było wzgórza i skalne wzniesienia. Skręciła w wąską ścieżkę. W odróżnieniu od innych, ta nie była wydeptana i piaszczysta, i wydeptana, lecz pokryta miękkim mchem. Dawno przez wszystkich zapomniana. Dotarła po kilku metrach do swojego ulubionego miejsca. Weszła na polankę  otoczoną sosnami i usiadła na wpół ukryta w wysokich paprociach. Odetchnęła głęboko, lekko się uśmiechając. Coś zaszeleściło obok, uniosła czujnie głowę i nadstawiła uszu. Wśród liści, skulony siedział młody zając. Uniosła się na tylnych łapach i zaatakowała przednimi w odpowiednim momencie. Udało jej się. Nie potrzebowała wiele, takie śniadanie było w sam raz. Położyła się pod pniem dużego drzewa, naprzeciwko jeziora oraz dwu i pół metrowego mola. Skupiła się na otoczeniu. Świerzy aromat lata - zapach kwiatów i słońca. Kuszący, pełen możliwości. Naszła ją ochota, aby rozłożyć się na łące i odpoczywać wśród trawy, motyli i pszczół. Nie chciała marnować szansy dalej jej przez Alfę. Miała do niego duży szacunek, żywiła nadzieję, że tu odbuduje swoje zrujnowane życie. Może rany na jej sercu się nie zabliźnią - a przynajmniej nie tak szybko - ale to nie może jej przeszkodzić w miarę  normalnym funkcjonowaniu. Po jakimś czasie przestanie boleć i stanie się silniejsza. Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą cię ranić. Tutaj ma czysta kartę i może pokazać w pełni na co ją stać. Zamierza robić to co powinna, ale nie będzie już ślepego oddania. Ciszę przerwał łopot skrzydeł. Na pewno nie ptaka, nie do końca. Było to biało-siwe stworzenie o budowie i wyglądzie małego smoka, jednak wzdłuż kręgosłupa i na końcówce długiego ogona miało pióra. Wylądowało, na obrośniętym mchem pniu. Pazurki zaryły po korze. Odłamane płatki drewna i mchu spadły na karmelowe futerko. Biała strzepnęła je ogonem.
- Rach, muszę z tobą porozmawiać.
 Znała ten głos. Lubiła go. Wilczyca przestała wpatrywać się w wodę, tak bliską, a jednocześnie tak daleką. Jej hipnotyzujące spojrzenie, padło na przyjaciółkę. Jedyną jaką miała.
- Hm? - zapytała trochę nieprzytomnie.
Sheba złapała ją malutką łapką za brodę i przytrzymała, odwracając w swoją stronę, aby patrzyła w jej srebrzyste tęczówki. Odważnie i spokojnie patrzyła na nią. Mimo wrażenia, jakby S. oglądała ją od środka, oceniając straty poranionej duszy.
- Posłuchaj, nie wiem co chcesz osiągnąć, ale wierzę w ciebie. Błędy są bez znaczenia, ważniejsze co robisz kiedy je popełniasz. Ważniejszy jest cel. To co chcesz osiągnąć. Nie ważne ile razy się potkniesz. Zawsze będę cię wspierać. Wiem, że stawiasz dobro innych ponad własne, ale... czy nadal chcesz o to walczyć?
Spojrzała na nią z lekkim oburzeniem po tych kilku ostatnich słowach.
- Zawsze - powiedziała z pewnością.
Nikły uśmiech zabłądził na śnieżnym pyszczku.
- A obiecasz mi, że się nie poddasz.
Wstał i wyprostowała się z dumą.
- Obiecuję. Nigdy się nie poddam. - przysięgła z determinacją. - Słowo Broken Arrow.
Uśmiechnęła się szeroko. Dosyć tego.
- A do diabła z tym. Idziemy na gofry? Albo pizzę? Cokolwiek? Mam chęć trochę zaszaleć i oderwać się od rzeczywistości.
Sheba zachichotała. Wskoczyła na jej barki, łepek położyła pomiędzy uszami towarzyszki, a łapki zaczepiły się o sierść dla równowagi.
- Popieram ten szalony plan.
Lekki dźwięczny śmiech odbił się od drzew.




Od Tempsenta cd historii Izaline

-Ouu... Chętnie bym poleciał, ale jest jeden tyci, maluteńki problemik.
-No mów!- krzyknęła wadera, śmiejąc się.
-No bo ja... ja nie mam skrzydeł.
Zapadła krótka cisza. Patrzyliśmy sobie w oczy. Myślałem że spalę się ze wstydu. Zacząłem się nerwowo śmaić. O dziwo po chwili obydwoje tarzaliśmy się ze śmiechu. Brzuchy bolały nas niesamowicie. No dobra, gdy skończyliśmy musieliśmy coś wymyśleć. Przecież taka waderka nie uniesie takie rozbudowane basiorsko jakim jestem ja. Hm...
-Dobra, Tempso. Ja odpuszczę sobię lot i przejdziemy się, ok?
-Uwierz mi bardzo to odpowiada, he..he.....
Szliśmy tak śmiejąc się, czasem wzruszając. Opowiadaliśmy o swoim życiu, o sobie. Wreszcie! Doszliśmy do polany.
-Rzeczywiście. Śmieszne te jelenie. Mają takie przygłupawe mordki.
-Mówiłam! Hahah, teraz idziemy polować.- krzyknęła Izaline i pobiegła od tyłu do najbliższego jelenia. Wskoczyła na niego, wbiła pazury w szyję i zaczeła szarpać ostro i energicznie. Przeraziłem się. Miałem inne metody polowania, no ale.. Nic. Idę zapolować. Bałem się, to moje pierwse polowanie w nowym klanie. A co jeśli upokorzę się przed tak cudowną waderą?
Zacząłem biec w strone jelenia. Moja głowa prostopadle padała do żeber zwierzęcia. Przyspieszyłem i zepchnąłem go na skały. Zwierze pocierpiało, wykrwawiło się aż zdechło. Izaline zaczęła jeść swojego od razu. Ja zjadłem tylko trochę, resztę zaniosłem do jaskini. Odprowadziłem Izaline i poszedłem zjeść swoje obiado-śniadanie bez towarzyszki. Potem poszedłem się zdrzemnąć. Myślałem o panience, myślałem. o naszych relacjach, aż w końcu zasnąłem.

(Izaline?) .

czwartek, 26 marca 2015

Od Jane do Yuwy

Przechadzałam się dziś po Sythe. Byłam nowa, więc chciałam poznać tereny klanu. Parę wilków kręciło się w okolicy. Część z nich już poznałam, ale nie miałam do czasu, by poznać wszystkich. Właśnie chciałam opuścić Sythe i już przygotowywałam się do lotu, by zbadać tereny klanu z góry. Już prawie rozłożyłam skrzydła, aż nagle usłyszałam za sobą wołanie.
- Poczekaj! - zawołała jakaś wadera, biegnąca w moją stronę.
Po chwili zdyszana stała już koło mnie. Tej wilczycy jeszcze nie zdążyłam poznać, ale kojarzyłam ją z widzenia. Wyglądała na dość młodą, a przynajmniej tak się zachowywała. Miała szare futro i lekko pomarańczowe włosy. Na łapach miała bransolety i obrożę z ćwiekami, w uszach kolczyki, a na szyi wisiała jej jakaś buteleczka.
- Cześć! Słyszałam, że jesteś nowa w naszym klanie. Jestem Yuwa, a ty? - powiedziała tak szybko, że ledwo dało się zrozumieć.
- Jane. - odpowiedziałam spokojnie.
- Pewnie wybierasz się teraz pozwiedzać nasze tereny?
- Tak, chciałam najpierw zobaczyć ja z góry.
- Aha, mogłabym cię oprowadzić...
- Dobra. - ucieszyłam się z nowej znajomości. "Może nie będę tu taka samotna?" pomyślałam.
Wyruszyłyśmy pieszo na wschód. Najpierw Yuwa pokazała mi (z daleka) wulkan, a potem oprowadziła po innych miejscach. Zajęło nam to trochę czasu, ale w końcu poznałam wszystkie tereny Klanu Ognia. Późnym popołudniem byłyśmy już w Sythe, a gdy tylko się zbliżyłyśmy na przeciw wybiegła nam White Winged.
- Widziałyście może gdzieś po drodze Zuko?
- Nie - odpowiedziała Yuwa. - A co?
- Zniknął. Nie ma go już od wczoraj, a w innych klanach do nie widzieli.
- Może zaszył się gdzieś na terenie naszego klanu? - spytałam, zaciekawiona całym wydarzeniem.
- Nie, szukamy go już od czasu jak rano poszłyście na przechadzkę.
- Możemy pomóc w poszukiwaniach. - powiedziałam - Nie Yuwa?
- Jasne. - odpowiedziała. Widać było, że ją także zaciekawiło to zniknięcie.
(Yuwa?)

Od Marona cd historii Solitaire

Siedziałem na stoku wulkanu, obserwując tereny Klanu. Potrzebowałem dużo czasu, aby się uspokoić. Solitaire budziła we mnie wszystko, co najgorsze. Przy niej byłem impulsywny, porywczy i lekkomyślny… Jak mój brat. Jeszcze mocniej się zasępiłem. Reakcja wadery na mój żarcik (który miał rozładować atmosferę a doprowadził do wybuchu wilczycy) ukazała jej całkiem nowe oblicze. Sądziłem że jest pozbawiona skrupułów, trochę jak cyborg. Ale ona okazała się tylko chamska. Jakieś uczucia tam miała.
Co teraz miałem zrobić? Należałoby sprostować sytuację…
Ale na razie wolałbym jej więcej na oczy nie widzieć. Może wybiorę się na krajoznawczą wycieczkę? To dobry pomysł, ruch zawsze mnie uspokajał…
<To na razie koniec>

Od Solitarie cd historii Sarana

-Zuko, NIEE!- krzyczałam w niebogłosy, wykonując dzikie ruchy aby złagodzić atak basiora na Sarana.
Zuko skoczył na niego, przygniótł go i wyglądał jakby miał ochotę go zabić. Skoczyłam na niego i sturlaliśmy się oboje z pagórka. Pare szwów mi puściło. Piekło cholernie, nie można było wytrzymać. Broniłam... no właśnie kogo? broniłam obcego, wroga, z którym powinnam walczyć a nie bronić go. Czemu to zrobiłam? Nie wiem.
-CO ROBISZ! JUŻ BYM GO MIAŁ!- Zuko darł się na mnie niesamowicie.
-Po co?! Przyszedł porozmawiać! Idź już! Nawet nie waż się komuś o tym mówić, bo będzie z tobą źle.
Zuko odszedł truchtając. Ja weszłam z powrotem na górę.
-Nic ci nie jest?- zapytałam Sarana, chodź wiedziałam że to on powinnien zadać to pytanie. Nie zdążył jeszcze przyjrzeć się rozlazłej ranie, ja powiedziałam:
-To, to.. to nic takiego, oprócz tego żę to strasznie piecze.
-Powinnaś iść do medyka. Macie takiego?
-U nas zajmuje się tym szaman. Ale ona kazała mi na nie uważać, więc wolę tam nie iść.
Patrzyłam się prosto w oczy basiora. Zastanawiało mnie co on tu robi. Musiałam spytać.
-Po co tu przyszedłeś? Skoro nic ci nie jest, wracaj do swoich.
<Saran?>

środa, 25 marca 2015

Od Marona cd historii Inafa

Przyjrzałem się sceptycznie wilkowi leżącemu pod rozłożystymi konarami dębu. Był bury, z brązowymi i białymi akcentami, oraz niezwykle zielonymi oczami. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, lecz mimo zdrowego wyglądu widać było, że ma swoje lata. Między przednimi łapami trzymał… kamień. Kiedy się do niego zbliżałem, wyglądał jakby mówił coś do niego.
No dobraaa… stary jest nieźle szurnięty.
-Ekhm.. witaj, na imię mi Maron, mogę Ci w czymś pomóc? Zgubiłeś się?
Basior patrzył się na mnie wrogo i przewrócił oczami. Spojrzał się na swój kamień i zaczął coś do niego szemrać. Po chwili wwiercił we mnie swój wzrok, uniósł wysoko łeb i powiedział snobistycznym głosem;
-Tak.
Westchnąłem. To będzie ciężka rozmowa. Przez chwilę rozważałem zostawienie wilka samemu sobie, ale byłaby ta forma ucieczki. Poza tym, to byłoby niehonorowe, zostawiać tego świrusa samego. Nie wiadomo, co by wymyślił.
-Hmm… co mogę dla ciebie zrobić?- starałem się, aby w moim głosie brzmiała uprzejmość.
-Pomóż zdobyć mi chwilę spokoju, najlepiej odchodząc stąd w podskokach- stary patrzył się na mnie kpiąco zadowolony z tego, jaką ripostą mnie uraczył.
Wariat. Aby prowokować młodszego i silniejszego wilka od siebie? Kto wie? Może uciekł jakiejś rodzinie spod opieki? Raczej za nim nie tęsknią. Ale miałbym wyrzuty sumienia, zostawiając go tu samego. Wziąłem głęboki wdech i mimo jego wyraźnej niechęci spytałem się przyjaźnie;
-Jak Ci na imię?- nie chciałem ciągle tytułować go w myślach per Stary.
-Za moich czasów młodzież okazywała starszym dużo więcej szacunku- zaczął znowu zrzędzić.
Z trudem opanowałem westchnienie irytacji.
-Ale jeśli już musisz wiedzieć- spojrzał na mnie wyniośle –mam na imię Inaf.
-A więc, szanowny Inafie. Znajdujesz się na terenie Klanu Ognia. Jeśli przyszedłeś tu tylko po to, by korzystać za darmo z przywilejów tej ziemi, lub aby doprowadzić do białej gorączki co po niektóre wilki, to „odejdź stąd w podskokach”. Więc jak? W swojej wspaniałomyślności spotkasz się z naszym alfą, czy odejdziesz zadzierając nosa?
<Inaf?>

Od Jane

Dzień nie był akurat zbyt pogodny. Szłam właśnie wzdłuż granicy lasu, gdy zauważyłam, że zanosi się na deszcz. Nie zaskoczyło mnie to. Już od rana wiedziałam, że dziś na pewno będzie padać. A to, ile czasu będę sucha, było tylko kwestią paru godzin. Nie zniechęciła mnie ta pogoda, gdyż wiedziałam, że i tak nie znalazłabym żadnego schronienia. Wędrowałam więc dalej. Po pewnym czasie zaczęło lekko kropić. Na razie małe kropelki spływały mi po nosie. Na razie. Dobrze wiedziałam, że to nie będzie taka sobie mała mżawka. W końcu lunął deszcz. Od razu cała przemokłam, chociaż próbowałam się osłonić skrzydłami. Czasem mogły się jednak na coś zdać. Dotychczas tylko raz musiałam użyć ich do tego celu, do jakiego były tak naprawdę przeznaczone. Ciągle czułam się z nimi nieswojo. Weszłam w końcu do lasu, chociaż wolałam isć polanką. W ostatniej watasze, w której byłam, jakiś miły basior powiedział mi, że na wschód od nich znajduje się jakiaś inna sfora wilków. Poszłam, więc w tamtym kierunku, ponieważ tam nie chcieli mnie przyjąć, gdyż nie byłam "zwykłym" wilkiem. Jak można w ogóle tak robić? Nie przyjąć samotnej wadery tylko z powodu jej inności? Ale każdy ma swoje powody... Jakoś nie każdego można przekonać, że wilk o czerwonym futrze, złotych oczach i złotym nosie, długich wystających zębach, kolcach na głowie, łańcuchu u szyi i kajdanach, a na dodatek smoczych skrzydłach okaże się przyjazny i nikogo nie zrani. Dla wszystkich innych to nie było zwykłe. Ale kończąc rozczulanie się nad sobą i wracając do tematu: Nie chciałam schodzić z polanki, ponieważ miałam nadzieję, że stamtąd szybciej ujrzę domniemaną watahę. Ale nie chciałam też moknąć na otwartej przestrzeni. To drugie jednak zwyciężyło. Może i nawet lepiej... Teraz szłam więc lasem. Panowała kompletna cisza. Ptaki gdzieś się schowały i było słychać tylko lekki szum deszczu. Po niezbyt długiej wędrówce las się skończył, a przed nim rozpościerało się morze. Niedaleko od brzegu zobaczyłam jakieś wysepki. Po drodze nie natknęłam się na żadną watahę. Czy to możliwe, że jej nie zauważyłam albo jakoś ominęłam? A może to na tych wysepkach mieszkały wilki? Ten pomysł wydał mi się idiotyczny, bo jak niby mogłyby się tam w ogóle dostać. Zrezygnowana, poszłam znaleźć sobie jakieś miejsce do przenocowania, gdyż zaczęło się już ściemniać. Wróciłam do lasu i zaczęłam szukać czegoś, co nadawałoby się na legowisko. Gdy błądziłam tak po lesie, usłyszałam jakiś dźwięk, który nie był szumem deszczu. Dobiegał z pewnej ogległości. Poszłam w jego kierunku i wkrótce po tym poczułam jakiś zapach. Był to zapach innego wilka. Ucieszyłam się, że może to jest ta poszukiwana przeze mnie wataha. Po chwili ujrzałam już całego wilka. Była to młodybasior. On także zauważył mnie i przyglądał się mi. Ale spostrzegłam coś jeszcze. Nie był to zwykły wilk. Gdy zbliżyłam się jeszcze bardziej mogłam już dobrze rozpoznać, że ma on brązową sierść i... I tak jak ja ma skrzydła na grzbiecie. Ale były to bardziej ptasie skrzydła niż smocze.
- Cześć. - powiedziałam.
- Witaj. - odpowiedział basior.- Nazywam się Kyle, a ty?
- Ja jestem Jane. Pododbno, gdzieś tu niedaleko ma się znajdować jakaś wataha. Należysz do niej?
- Nie. Moja wataha znajduje się trochę dalej stąd, bardziej na wschód. Ale chyba wiem, o jaką może ci chodzić. Tylko, że już trochę ją minęłaś.
- Naprawdę? - powiedziałam zrezygnowana i spojrzałam za siebie.
- Niestety tak. Zgaduję, że nie jesteś stąd?
- Tak. Jestem, można powiedzieć, wędrownym wilkiem. Jak na razie nie spotkałam nikogo, kto chciałby mnie przyjąć do watahy...
- To pewnie dlatego, że szukałaś w niewłaściwym miejscu. - przerwał i rozejrzał się - Niedługo muszę już wracać. Masz gdzie przenocować?
- No... Jak coś znajdę to będę miała. - powiedziałam z ironią.
- Dosyć możliwe, że znam watahę, w której byłabyś mile widziana.
- Tak?! - ucieszyłam się. - A gdzie ona jest?
- Poczekaj chwilę. Mówiłem, że to możliwe, ale to zależy od twoich zdolności. Wiedzę, że nie jesteś zwykłym wilkiem, więc pewnie masz jakieś moce.
- Tak.
- Jeśli mogę spytać. Jakie to moce?
- Chyba moje główne zdolności to rzucanie płonącymi kulami i spalanie na odległość, ale niezbyt umiem się nimi posługiwać, bo dotychczas korzystałam z nich tylko raz.
- Mhm... - zamyślił się. - Czyli teraz jestem pewny, że powinnaś należeć do Klanu Ognia.
- Serio?! - znowu się ucieszyłam - A gdzie jest ta wataha?
- Tam na tych wyspach. Musimy kawałek podlecieć.
Podeszliśmy do jeziora i wzbiliśmy się w powietrze. Kyle po drodze wytłumaczył mi podział na klany. Lecieliśmy wysoko nad wodą. Nad nami świecił księżyc, była akurat pełnia, a w tafli jeziora odbijało się jego światło. Po pewnym czasie lecieliśmy już nad lądem, a po chwili zniżyliśmy lot i wylądowaliśmy na małej polance. Było już dosyć ciemo, ale w oddali dało się ujrzeć małe światełka.
- Tu niestety muszę cię zostawić. Jest już trochę późno i muszę wracać do swojego stada.
- Więc nie należysz do Klanu Ognia?
- Nie. Ja akurat jestem z Klanu Powietrza. Idź w stronę tych światełek, a potem pójdź do największej z jaskiń. Tam mieszka samiec alfa, Darkness.
Dalej przemieszczałam się już pieszo. Droga jednak nie okazała się taka długa i po pewnym czasie wkroczyłam na mały plac, przy którym były wejścia do jaskiń. Zatrzymałam się, zgodnie ze wskazówkami, przy największej z nich.
- Halo?! - zawołałam do środka.
- Czego chcesz? - spytał ktoś z wnętrza ponurym głosem.
- Czy trafiłam do przywódcy klanu?
- Tak, to ja - powiedział basior.
Z jaskini wyłonił się potężny basior o czarnej sierści i wielkich skrzydłach. Jego pazury i oczy świeciły czerwoną aurą.
- Jestem Jane i dość długo szukałam jakiejś watahy, która chciałaby mnie przyjąć. Kyle z Klanu Powietrza powiedział, że pewnie mogłabym zostać tu przyjęta.
Poczułam na sobie ciężkie spojrzenie Darkness'a. Przeszyło mnie ono na wylot. Chwilę tak stał i badał mnie wzrokiem, aż w końcu powiedział:
- Masz moce związane z żywiołem ognia? - spytał, chociaż bardziej brzmało to jak stwierdzenie.
- Tak.
 - Więc możesz zostać.

Od Kyle'a C.D. Darkness'a


Szczerze?
 Nawet polubiłem tego basiora chodź, z początku wziąłem go za wroga. Czasem ze mnie jest taki głupek, że aż boli. Jednak teraz moim największym zmartwieniem nie jest moja lekkomyślność, lecz jak potraktuje mnie alfa? Czy w ogóle mnie przyjmie?
 Niepewnie stanąłem przed grotą, po czym na jednym wdechu wszedłem.
 ***
 Nie było tragedii, basior zadawał mi podstawowe pytania typu jak mam na imię itp. Moją uwagę jednak przykuło zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: „ NIE WCHODŹ NA TERENY INNYCH WATAH, BO TO MOŻE SIĘ ŹLE DLA CIEBIE SKOŃCZYĆ”. W sumie go nie rozumiałem, bo ej przecież poznałem alfę ognia i jakoś się na mnie nie rzucił, to raczej ja na niego. Odprowadził mnie tu, ale to z drugiej strony tłumaczy jego „zakaz” przychodzenia tutaj. Ja szczerze nie jestem fanem wojen i podziałów, chociaż z drugiej strony rozumiem fakt, iż woda i ogień się nie lubią, ale przeciwieństwa się przyciągają a co ja się będę odzywać, specjalistą nie jestem.
 Teraz wypadałoby zapoznać się z nowymi terenami i ogarnąć granice. Ruszyłem na północ w stronę plaży, bo w sumie jestem ciekaw jak wyglądają inne wyspy, bo podczas lotu się im nie przyglądałem. Wzbiłem się w powietrze i spokojnym lotem leciałem, widząc z góry lasy i wzgórza. Gdy nagle dostrzegłem mojego nowo poznanego kolegę – Darkness’a. Sądziłem, że już odleciał, bo w końcu sam stwierdził, że nie jest mile widziany. A co gdybym go trochę podszedł? Chytrze się uśmiechnąłem i cichym trzepotaniem skrzydeł zleciałem na gałąź i czekałem, aby na niego naskoczyć. Gdy się bardziej przychylił, wtedy skoczyłem. I hyc złapał mnie za kark i odrzucił. Nie powiem trochę zabolało i nawet czułem, że trochę mnie zadrapał, ale sam się o to prosiłem.
- Co ty wyprawiasz?! – powiedział odrobinkę zły - mogłem ci coś zrobić.
- Oj tam, weź się uspokój, chciałem cię przestraszyć, ale mnie ubiegłeś – odpowiedziałem podnosząc się i siadając przed basiorem.
- Zmieniając temat, jak ci poszło? – spytał już spokojniej.
- Rozmowa wstępna z alfą? – spytałem twierdząco – nie było tragedii wypytywał się o dane i podkreśli mi wyraźnie, że mam uważać na wilki z innych watah.
- To dość skomplikowane, później ci wyjaśnię a jakie stanowisko obrałeś?
- Eee nic specjalnego, zostałem szpiegiem, bo gdy wspominałem o tym, że latam całkiem całkiem to zaproponował mi, a że ja jakoś specjalnie nie widziałem siebie w roli wojownika czy kogoś tam to wziąłem to.
- A jeśli dane mi widzieć to, czemu nie chciałeś zostać wojownikiem? – spytał wyraźnie zaciekawiony – widziałem jak latasz a tacy jak ty to całkiem niezły as w rękawie.
- Niby tak, ale ja szczerze nie widzę siebie spadającego z nieba i szpikujący swoimi kolcami innych, z resztą pewna bliska mi osoba powiedziała mi kiedyś, że nie mógłbym zostać wojownikiem, bo gryzę jak szczenię – zaśmiałem się, chodź trochę mnie zabolał fakt, iż powołałem na przykład swojego nieżyjącego brata.
- Rozumiem, to jedyne, czego mogę ci życzyć to szczęścia i abyś się czuł tu dobrze – chciał już wstać i odlecieć, ale stanąłem przed nim.
- A czy mogę mieć jeszcze jedną prośbę, pokazałbyś mi pozostałe klany i ich tereny chce po prostu wiedzieć co gdzie jest.
 < Darkness? >

Od Izaline CD Tempsent`a

  Wyjść na spacer? A czemu by nie, chyba nie mam jutro nic do roboty. Przytaknęłam po czym uśmiechnęłam się do basiora, rozmawialiśmy jeszcze przez kilka minut. Pokazałam mu jego jaskinię, po czym sama udałam się do siebie. W sumie to ten dzień był bardzo miły, poznałam dzisiaj aż dwóch nowych członków. Z tego co wiedziałam, był jeszcze trzeci ale jakoś jak na razie nie miałam okazji z nim rozmawiać. Widziałam go jedynie z daleka, same basiory heh. Usiadłam w progu swojej jaskini, pominę już chyba dzisiaj kolację, jestem na to wszystko za bardzo zmęczona...
  Kiedy rano wstałam, promienie słońca raziły mnie w oczy. Zaskomlałam cicho po czym zasłaniając oczy łapą wyszłam na zewnątrz, jestem tak strasznie głodna... Udałam się do lasu, może znajdę coś małego bo na dużą sarnę to naprawdę nie mam teraz siły. Przez jakieś kilka minut tak błądziłam po lesie, jeszcze nie do końca rozbudzona.
-A gdzie to się łazi o takiej godzinie? - usłyszałam rozbawiony głos
Zdziwiona spojrzałam w prawo i od razu mimowolnie się uśmiechnęłam, na widok Tempsent`a. Pomachałam do niego łapą a wtedy basior do mnie podszedł.
-No więc... co robisz?
-Idę na polowanie, wczoraj już nie miałam na to wszystko siły - przyznałam
-Jeśli chcesz, możemy na coś zapolować razem - wzruszył ramionami
-Wiesz... nie chcę Ci zabierać jedzenia, naprawdę poradzę sobie sama - uśmiechnęłam się
-Przecież widzę, że ledwo stoisz na łapach, spałaś ty coś w ogóle?
-Tak, robię się chyba strasznym śpiochem - zaśmiałam się - A na co masz tak konkretnie ochotę.
-Nie wiem...
-Pokażę Ci pewną polankę, na której są dziwne jelenie, mają dodatkową parę rogów a ich mięso jest przepyszne... tylko to kawałek drogi stąd - westchnęłam - z 20 minut lotu, chce Ci się lecieć? Bo mi jak coś owszem - merdnęłam ogonkiem

(Tempsent?)

Od Darkness'a cd historii Kyle'a

Jakoś gdy zostałem alfą wszyscy zaczęli na mnie wpadać, a w większości nowi. Paru dołączyło do naszego klanu, a innych musiałem zaprowadzać do reszty alf. Ten basior zaliczał się do tych innych. Było widać, że nieźle lata. Przyspieszał, zwalniał i podwyższał lub obniżał lot. Zauważyłem jak przygląda mi się z zaciekawieniem. Wyglądałem jakoś dziwnie? Chociaż w sumie.. miałem tak masywne i rozłożyste skrzydła jakbym mógł latać wyżej od nieba. Westchnąłem tylko spoglądając na niego kątem oka.
- Może polecimy szybciej? - zapytał już się przygotowując
- Nie specjalnie to widzę - odparłem lekko zirytowany
Dobrze, że jak na razie nie wiedział o moich „świetnych” zdolnościach do latania. Spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem, ale ostatecznie zamilkł. W sumie skoro już z nim przebywam to może opłaca się go ciut poznać? Jego pierwsze wrażenie nie wyszło mu za dobrze z tego co pamiętam.
- Jak zgaduje twoją mocną stroną jest władanie powietrzem? - zapytałem, a raczej stwierdziłem
Kyle potaknął, po czym zwrócił się do mnie.
- A ty panujesz nad tutejszym ogniem? - zapytał wskazując łapą na tereny naszego klanu pode mną
- Tak, długo tak latasz? - zapytałem z zaciekawieniem przyglądając się jego skrzydłom
Basior zaczął opowiadać o różnych metodach, sztuczkach i tym podobnych. Musiał się na tym nieźle znać. Może mnie czegoś poduczy? Sam cudem unoszę się w powietrzu. Lekko zamachałem piórami i momentalnie straciłem równowagę. Wylądowałem na koronie jednego z drzew w klanie ziemi. Kyle podleciał do mnie lądując obok.
- Nic Ci ni jest? - zapytał podając mu łapę
- Chyba.. nie - odparłem przyglądając się sobie
Pomógł mi wstać i zeszliśmy na ziemię. Wolałem chodzić niż szybować. To było dużo, ale to dużo bezpieczniejsze. Wilk chyba wiedział o co mi chodzi i podążył za mną. Do następnej granicy nie było daleko, a przecież nie wzlecimy w tym gąszczu drzew prawda? Szliśmy w ciszy, gdy zauważyłem przed nami stado jeleni. Zatrzymałem go łapą i zakradłem się do nich.
- Rozruszamy je trochę? - zaproponowałem chytrze się uśmiechając
- Niech będzie - odwzajemnił uśmiech i ruszył pierwszy
Przyglądałem mu się z zaciekawieniem. Świetny lotnik i nieźle się skrada.. jako szpieg będę miał ładną konkurencje. Spokojnie podążyłem za nim. Chociaż w sumie, dam mu trochę fory. Niech się zabawi. Skoczył w ich stronę, a spłoszone zwierzęta zaczęły taranować krzaki, gdy nagle zawróciły i pobiegły w naszą stronę. Spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo i wskoczyliśmy na pierwsze lepsze drzewa. Musiało to wyglądać bardzo zabawnie. Po chwili zwierzyna odbiegła, a my zaczęliśmy się śmiać. Fajny z niego znajomy. Przeszliśmy na najbliższą łąkę i rozłożyliśmy skrzydła. Teraz już tylko prosto do klanu powietrza. Droga minęła nam szybciej niż myślałem. Po parudziesięciu minutach zaleźliśmy się na plaży tego klanu. Wszystko tam było takie.. dziwne. Westchnąłem i zacząłem iść przodem.
- Gdzie idziemy? - zapytał podbiegając do mnie
- Zaprowadzę Cię pod jaskinię alfy. Tam się dogadacie - odparłem wskazując na wzgórze, które znajdowało się niedaleko nas
- Też pójdziesz z nią porozmawiać? - dopytał rozglądając się
- Nie jestem tu zbyt mile widziany, więc odejdę od was. - odparłem, a po chwili namysłu dodałem - Ale jak zechcesz to możesz mnie odwiedzać, będzie mi miło utrzymywać z tobą kontakt - lekko się uśmiechnąłem
Rozstaliśmy się na granicy lasu i łąk. Wskazałem Kyle’mu odpowiednią jaskinię, a sam się oddaliłem. Nie zamierzałem stąd odlatywać. Może trochę po szpieguje jak to mam w zwyczaju… Zobaczymy jak mu się tu powiedzie.
(Kyle?)

Od Kilan cd historii Marona

Spojrzałam przed siebie lekko zmieszana. Co mogę powiedzieć o sobie? Jeszcze niedawno nie pamiętałam kompletnie nic, a teraz..
- Em… obudziłam się na plaży w moim klanie. Całkiem sama i nic nie wiedziałam. Nic poza moim imieniem. Poznałam mojego.. - zawahałam się na chwilkę - przyjaciela, który pomógł mi tu przetrwać i większej mierze dzięki niemu odzyskałam pamięć. A tak poza tym to nie mam więcej do opowiedzenia - powiedziałam cicho odwracając głowę
Nie lubiłam takich tematów. Westchnęłam spoglądając na wilka kątem oka. Z pyska wystawała mu para ostrych kłów, które ciekawie kontrastowały z czerwonymi oczami. Przypominał mi mojego przyjaciela. Uśmiechnęłam się pod nosem. Maron zauważył to i także się uśmiechnął. Jednak nadal ciekawiło mnie jedno.
- Po co za mną pobiegłeś? - zapytałam trochę spokojniej
- Chciałem Cię poznać - odparł po chwili namysłu
Przytaknęłam. Nie specjalnie było o czym rozmawiać. Basior zaczął wypytywać mnie o jakieś nieistotne rzeczy, a gdy w końcu zrozumiał, że mnie to krępuje zamilkł. Szliśmy wsłuchując się w szum drzew. Było tutaj tak przyjemnie ciepło. Podniosłam lekko głowę czując powiew wiatru na moim futrze. Nagle poczułam na sobie wzrok Marona. Wzdrygnęłam się opuszczając głowę. Chyba mi się przyglądał. Odsunęłam się trochę, gdy poczułam jak ziemia pode mną się ugina. To było strasznie dziwne uczucie, nie wiedziałam czy to coś dzieje się ze mną czy otoczeniem. Wtem zapadłam się pod ziemię. Myślałam, że zemdlałam dopóki nie usłyszałam jego głosu. Wołał mnie z góry. Oparłam się łapami o ścianę spoglądając w górę. Kręcił się wokół wnęki.
- Kilan! - zawołał nachylając się przy tym zsuwając trochę ziemi
Pisach wleciał mi do oczu, a ja odskoczyłam nerwowo je przecierając.
- Jestem tu - powiedziałam na tyle głośno ile umiałam
- Nic Ci nie jest? - zapytał schylając się jeszcze bardziej
- Nie, ale.. - chciałam coś powiedzieć, lecz mi przerwano
Wilk zsunął się do dziury razem z masą ziemi. Cudem mnie to nie zmiażdżyło. Wyszłam spod gruzów spoglądając na niego. Wyglądał dosyć dobrze, więc wychodzi na to, że tylko ja oberwałam. Poza lekkimi ranami nic mi nie było. Westchnęłam, a on zeskoczył do mnie.
- Teraz już tak, ale to nic - wymusiłam uśmiech przyglądając się mu - A tobie?
- Na szczęście nic - odparł rozglądają się - gdzie my jesteśmy?
- Nie wiem, ale to chyba jakiś korytarz - wskazałam na dalszą część pomieszczenia
Przytaknął i bez namysłu ruszyliśmy dalej. Nie było innej drogi niż ta. Szliśmy bardzo długo, a korytarz jakby się wyciągał. Liczne zakręty i skrzyżowania. Błądziliśmy jak w labiryncie. Czułam się coraz gorzej. Brak świeżego powietrza i ta dobijająca wilgoć w podziemiach wykańczała mnie. Wreszcie nie wytrzymałam.
- Ja tak nie mogę - wydyszałam i położyłam się na ziemi
Basior zatrzymał się i usiadł obok mnie.
- Chodź, już niedaleko - spróbował mnie pocieszyć
- Mówisz tak od kilku godzin. Ja po prostu nie daję rady - wyszeptałam przymykając oczy
Potrzebuję odpoczynku. Leżałam tak chwilę, gdy poczułam jak coś razi mnie po oczach. Światło. Z końca korytarza pokazało się światło. Maron wstał energicznie biegnąc w tamtym kierunku. Wołał mnie, lecz nie miałam już ani odrobiny siły. Po chwili wrócił do mnie.
- Kilan wstań, możemy wyjść - powiedział lekko szturchając mnie pyskiem
Nie odpowiedziałam. Otworzyłam oczy przepełnione zmęczeniem i spoglądnęłam na niego. Nasze spojrzenia się spotkały. Chyba zrozumiał, że nigdzie nie idę. Zaczął kręcić się z lewej do prawej, gdy nagle poczułam jak mnie chwyta. Wciągnął mnie sobie na plecy i ruszył do przodu. Resztkami sił złapałam się jego długiej sierści by przypadkiem nie spaść. Z każdą sekundą wracały mi siły. Świeże powietrze. Otworzyłam oczy szeroko tak żeby zobaczyć co jest przed nami. Po krótkiej chwili znaleźliśmy się na plaży. Morska bryza i promienie zachodzącego słońca obudziły mnie. Zeskoczyłam z wilka i uśmiechnęłam się ciepło. Teraz już mniej się go bałam. Pomógł mi. Maron odwzajemnił gest, po czym zaczął coś opowiadać. Usiedliśmy oglądając zachód, a musze powiedzieć, że bardzo miło się go słuchało. Nagle wilk zamilkł.
- Chodźmy na północ - powiedział głuchym głosem, po czym wstał i ruszył na przód
Zdziwiłam się, ale grzecznie poszłam za nim. Kierował się w najgłębszą puszczę mojego klanu, ale ni byłam w stanie go zatrzymać. Zachowywał się jak zahipnotyzowany.
(Maron? Weź napisz co tam chciałaś)

Od Sarana do Solitaire

Wędrowałem po terenach Klanu Ognia… To miejsce przypominało mi mój dom, a ja za nim tęskniłem… Poza tym tylko tu można spotkać wilki, które mogłyby być od biedy moim dawnym stadem. W zasadzie mogłem zostać tu, ale znowu czułbym się obco. Tym bardziej, że moje zdolności to pewnie w tym klanie pryszcz… Nagle spostrzegłem jakąś szaro- białą, leżącą waderę. I w zasadzie wszystko było by w porządku, gdyby nie mnóstwo szwów. Zakląłem w myślach. Zbliżyłem się do niej – może potrzebuje jakiejś pomocy?
- Hej – powiedziałem
- Przysyła cię tu ten dupek Maron? – warknęła
- Eeeee? Kto? W każdym razie nie…
- Chociaż tyle
- Coś ci zrobił? Coś poważnego?
-Zależy, czy według ciebie wpychanie wilków na wkurzonego niedźwiedzia jest normalne.
- Och.
- No właśnie. Och. Co za ćwok…
- Jesteś na niego zła?
- A nie widać? – burknęła
W sumie to jej się nie dziwię…
- Jak się nazywasz? – spytałem
- Solitaire. Z Klanu Ognia. Jesteś nowy? Nie widziałam cię nigdy…
- Nie, nie… Jestem Saran. Z Klanu Wody
Popatrzyła się na mnie z rozszerzonymi oczami.
- No, dalej. Wykończ mnie. Nie mam z tobą szans
- COOOOOOOO? Czemu mam cię niby zabijać?
- Skończ z tymi gierkami. Wykonuj polecenie tego twojego alfy
- Ja naprawdę nie wiem o co chodzi. Nie lubisz go?
- Nie, baranie. Mój klan i twój jest w stanie wojny. Rozumiesz?
- Rozumiem… Ale dlaczego?
- A skąd ja mam to wiedzieć?
-Nie wiem…
-To świetnie. A teraz wracaj w podskokach do swojego raczkującego klaniku. I ciesz, że jeszcze żyjesz. No, już – zmykaj. Masz ostatnią szansę.
- Nie sadzę – usłyszałem jakiś basowy pomruk za mną
TRZASK
<Solitaire?>

wtorek, 24 marca 2015

Od Solitaire cd historii Marona

Po tygodniu mogłam czołgać się od jaskini na dwór bez bólu. Gorzej z innymi czynnościami. Spałam na podłodze bo nie mogłam wskoczyć na łoże. Szwy ciągnęły niesamowicie. Od sytuacji w jaskini White unikałam Marona jak tylko mogłam. Jeśli widziałam cień nadchodzącego wilka, od razu chowałam się aby tylko go nie spotkać.
No i niestety ten piękny tydzień minął.
Postanowiłam pójść nad rzekę, porządnie napić się wody z czystego strumienia. Lubiłam tam chodzić, odprężałam się i czułam się spokojniejsza.
Niestety, błogi spokój minął gdy przyszedł ON.
Piłam sobie wodę, gdy nagle poczułam że ktoś za mną stoi, odruchowo nastawiłam się do ataku najbardziej jak potrafiłam. Oczywiście z ograniczeniem żeby nie popsuć szwów. Gdy się odwróciłam zobaczyłam wilka. Szaro-czarnego wilka z czerownymi ślepiami. Ślepiami które rozpoznałabym 10 kilometrów stąd.
Wstałam.
Spojrzałam mu prosto w oczy i spytałam;
-Czego ty znowu ode mnie chcesz?- nie potrafiłam normalnie mu tego powiedzieć. Głos co chwilę mi się załamywał. Bolała mnie nie tylko rana, ale i serce.
-Chciałem się tylko zapytać czy nadal jestem w klubie polowania na jelonka Bambi.
Patrzyłam się na niego z pogardą. Jeśli go to bawi, to proszę. Niech się śmieje. Ja zdobędę władzę, wtedy zobaczymy jaka będzie to przezabawna komedia.
-Bawi cię to?! Bawi cię to, że teraz żeby przejść na strumyk muszę męczyć się pół dnia, gdy wcześniej zajmowało mi to ułamek sekundy? Bawi cię to że cierpię przy zakładaniu szwów? Bawi cię moja rana? Bawi cię w ogóle ta sytuacja? Proszę bardzo! Może wepchnij mnie pod kolejnego niedźwiedzia! BĘDZIE WSPANIAŁA ZABAWA!
Odeszłam. Nie mogłam się więcej na niego patrzeć. Po prostu poszłam w strone Sythe. Teraz nie wiem co zrobię, nie wiem co będzie dalej.

<Maron?>

Od Akame cd historii Darkness'a

Krew. Krew zalewała mi pysk i wszystko. I w dodatku byłam kompletnie ślepa. Podłoga jak na złość była metalowa... Tylko tego mi brakowało. Na szczęście tu był ten basior - Darkness. Wszystko mnie bolało, ale starałam się tego nie pokazywać...
- Poczekaj chwilę... - powiedziałam
Ziemia. Kawałek ziemi. Tylko tyle potrzeba mi do szczęścia... Nagle poczułam przeszywający ból w głowie. Szlag. Musiałam się o coś uderzyć...
Basior podbiegł do mnie - usłyszałam jego kroki.
- Nic ci nie jest?
- Chyba nie...
- Widzisz w ciemności?
- Nie. Jestem ślepa - powiedziałam zgodnie z prawdą.
Zamyślił się.
- Złapiesz mnie za ogon, dobrze?
- Oczywiście
Wędrowaliśmy chwilę w ciemności. Zupełnie sami. Słyszałam tylko nasze kroki. Nic więcej. To było okropne...
- STÓJ! -krzyknął basior
Posłusznie się zatrzymałam.
- Coś się stało? - spytałam
- Drzwi
Przyłożyłam do nich ucho... To mogły być tylko jedne istoty. Ludzie. Ludzkie kroki. Dłoń sięgająca do klamki...
- PADNIJ - ryknęłam, zanim w moją łapę wbiła się strzałka z środkiem usypiającym.
Ostatnie, co pamiętałam, to widok ludzi krępujących szamoczącego się Darknessa.
<Darkness?>

Lato!

Tak jak w tytule, słońce świeci coraz mocniej, wszystkie jest już w pełni rozkwitu. Wilki po całym dniu ciężkiej pracy zbierają się nad rzeką, aby się w niej ochłodzić. 
~
Chodź, usiądź w cieniu wilku. Bo czy podczas tej letniej podróży, uda Ci się jeszcze znaleźć spokojną ostoję? 


''Bo nig­dy nie jest tak, jak w baj­kach. W życiu na­wet Czer­wo­ny Kap­tu­rek może za­kochać się w Wilku..'' 

Od Darkness'a do Akame

Wszystko mnie bolało… Czułem się tak jakby zdarto ze mnie skórę i na nowo ją przyszyto. Uchyliłem delikatnie powieki. Mój nos był przesiąknięty odorem starej krwi, kwasu i czegoś jeszcze. Coś jakby.. zapach innego wilka. Wokół mnie panowała kompletna ciemność. Nie widziałem czubka własnego nosa, a co dopiero miejsca, w którym byłem. Nagle poczułem ruch. Coś leżało przy moich plecach. Nie byłem wstanie się ruszyć, ale po paru minutach jakimś cudem cierpienie minęło. Czułem się tak jak zawsze. No dobra może przesadzam, strasznie bolała mnie głowa, ale poza tym było w miarę dobrze. Westchnąłem ciężko i z trudem przewróciłem się na drugi bok. Wadera.. Śnieżnobiała wadera leżała naprzeciw mnie. Też nie wyglądała za dobrze. Mimo iż jej futro było czyste pod nią i zresztą też pode mną znajdowała się kałuża krwi. Niespokojnie podniosłem się na łapy. Lekko polizałem roztwór w którym tak leżeliśmy. Skrzywiłem się czując jej metaliczny smak. Ludzka krew. Ale co to za miejsce. Puste, mokre i ciemne. Spojrzałem na waderę. Przyglądałem się jej tak, gdy wtem otworzyła oczy. Przetarła je spokojnie, ale gdy mnie spostrzegła odskoczyła jak poparzona.
- Kim ty jesteś? - zapytała gwałtownie, po czym rozejrzała się - I co to jest za miejsce?
- Nie wiem.. - wyszeptałem spuszczając wzrok
Zrobiłem dwa kroki w jej stronę, ale gdy przyległa do ściany zatrzymałem się.
- Spokojnie nic Ci nie zrobię. Jestem Darkness - powiedziałem cieplejszym głosem
- Akame - odparła cicho rozluźniając się
Normalnie nie byłbym taki potulny, ale że jesteśmy tu sami i nie wiemy o co chodzi to lepiej trzymać się razem. Usiadłem naprzeciw niej, a ona zrobiła to samo. Przyłożyłem mokrą łapę do łba. Przez ten ból nie odczuwałem już nawet tego smrodu. Jedynym plusem było to, że zaczynałem powoli widzieć to pomieszczenie. W sumie nie dziwię się jej. Budzisz się w ciemności, a jakiś wilk o czerwonych ślepiach stoi obok ciebie i się przygląda. Ech… to chyba nie był zbyt dobry początek znajomości.
(Akame? Chciałaś na szybko to masz xd)

Od Akame CD Hitachi`ego

Niewiele brakowało. Niewiele brakowało, a basior już na początku dowiedział się o mym kalectwie. Naprawdę BARDZO niewiele brakowało. Muszę pamiętać o tym felernym mruganiu…
- Muszę się zastanowić… - stwierdziłam
Musiałam się dowiedzieć nieco więcej o basiorze. Zwykle zaczynałam od rozpoznania żywiołu. Każdy wilk, nawet ten nie magiczny ma swój żywioł. I ten żywioł w dużym stopniu wpływa na zachowanie. Nieco mocniej wcisnęłam łapę w glebę. Wibracje stały się o wiele bardziej wyraźne. Skupiłam się na temperaturze ciała wilka. Basior był zbyt ciepły na żywioł Wody i zbyt zimny na żywioł Ognia… Pozostawało więc Powietrze i Ziemia. Zwiększyłam nacisk na łapę nie zważając na boleśnie raniące małe kamyki. Tym razem skoncentrowałam się na lewej, przedniej łapie wilka. Z doświadczenia wiedziałam, że wilki władające Powietrzem mają nieco inaczej zbudowane kości – podobne do tych, jakie mają ptaki. Nie zauważyłam nic takiego – basior był więc z żywiołu Ziemi. Objęłam wibracjami całą jego posturę. Wysoki, chudy… Miał dziwne uszy. Nie takie wilcze… Bardziej… Psie? Nie potrafiłam rozpoznać koloru jego futra, ale w myślach widziałam go jako białego wilka, z szarymi i czarnym akcentami, o pięknych zielonych oczach z grzywką. Z taką wiedzą byłam gotowa na rozmowę.
- Czy zawsze kiedy myślisz – nie mrugasz? – zapytał nieco zdziwiony
Akame, myśl, bo zaraz znowu wszystko wyjdzie na jaw…
- Eeeee…Tak… To… Eeeee…Rodzinne – wydukałam
Pokiwał ze zrozumieniem.
- Jestem Akame. Odeszłam z poprzedniego klanu i szukam nowego…
- To akurat dobrze się składa. Jestem Hitachi, brat alfy Klanu Ziemi
Brat alfy? Odruchowo zrobiłam krok do tyłu…
I na to moje wibracje nie mogły nic poradzić…
ŁUP.
Nieco niepewnie stanęłam na nogi. Znalazłam się w jakiejś dziurze. Bardzo głębokiej…
-HITACHI! – zawołałam
Cisza
- HITACHI!
Nagle ziemia pod moimi nogami zaczęła się trząść. Po chwili uniosła się w górę, a przede mną stanął rozeźlony basior.
- CZY TY JESTEŚ ŚLEPA?! – ryknął – Mogłaś sobie coś zrobić! Naprawdę nie zauważyłaś tego wielkiego, czerwonego znaku x? Przecież się ciągle na niego patrzyłaś… W sumie to raczej moja wina… To ja powinienem zasypać dół wcześniej… Ale wydawało mi się, że nikt tego nie przeoczy - dodał już nieco spokojniej
Wybuchnełam płaczem. W zasadzie nie miałam pojęcia dlaczego…
- Tak cię uraziłem? Przepraszam…
- To nie o to chodzi…
- Potłukłaś się?
- Nie
- Więc?
- Przypomniałeś mi, że jestem ślepa…
- Och…
<Hitachi? W ramach bonusiku: Ty według Akame: http://i1252.photobucket.com/albums/hh579/jool11/Hitachi_zpstb3qztd5.jpg I jak ona cię widzi: http://www.7b.org/images/1_snoopyDawggie_5xxIR%20image.gif >

poniedziałek, 23 marca 2015

od Tempsent'a cd historii Izaline

Ta wadera naprawdę była ładna. Jeszcze nawet wyzwała mnie na pojedynek! Chyba się polubimy. Lubię kobiety które wiedzą o jest na rzeczy, które mają podobny gust do mojego.
-Kto jest alphą? Jest przyjaznym wilkiem czy nie koniecznie?
- Hm.. Alfa to Kiyoteru. Jest dość przyjazny i miły. Jeśli mu nie podpadniesz, polubicie się.- ona miała taki cudowny miękki, przyjazny głos. Oczy jej lśniły jak dwie gwiazdy. Poruszała się z gracją. Już ją uwielbiałem.
Powoli dochodziliśmy do miejsca. Serce zaczęło mi mocniej bić. Czy alpha będzie chciała mnie przyjąć? Czy w ogóle mi się tu ułoży? Nie znałem odpowiedzi na żadne z tych pytań.
-A ty... Jaką rolę chciałbyś sprawować?- zapytała, posyłając mi lekki uśmiech.
-Hmm.. Bardzo lubię dzieci więc sprawdziłbym się w roli nauczyciela, ale miałem ojca- był świetnym strategiem polowań, a ja odziedziczyłem tę umiejętność po nim. Więc chyba powiem Kiyoteru tak: Zostanę strategiem, przywódcą polowań ale mogę przyuczać dzieciaki. Taka opcja będzie najlepsza.
Gdy doszliśmy do miejsca, Izaline została przed jaskinią. Widocznie nie chciała się mieszać. To dobrze.
Przede mną stanął wilk. Był to śnieżnobiały wilk.
Gdy skończyłem opowiadać mu o swojej osobie, przydzielił mi stanowisko. Potem wyszedłem do Izaline i zapytałem czy nie zechciałaby jutro ze mną wyjść na spacer. Zgodziła się. Poznam okolicę i przy okazji piękną waderę.

<Izaline?>

Od Izaline CD Tempsent`a

Zamrugałam oczyma nie do końca wiedząc o co temu wilkowi chodzi. Co z nim było tak w sumie, nie tak? ''Piękna Pani''? Musiałam odchrząknąć, żeby pozbyć się odruchu śmiechu. Przez chwilę jeszcze się tak przypatrywałam basiorowi o szarym futrze i dosyć urokliwych, błękitnych oczach. Po chwili z uśmiechem na pysku obwieściłam mu, że zaprowadzę go do swojego ''szefuncia''. Ponieważ chciałam się dowiedzieć z kim mam do czynienia zaczęłam wilkowi zadawać pytania, niektóre ważniejsze a drugie nie. Dowiedziałam się o wilku tylko tyle, jak miał na imię i jakie wcześniej miał życie. Odwdzięczyłam mu się również tym samym, a kiedy zapytałam się co go interesuję na chwilę przystanął.
-Myślę, że walki - odpowiedział po chwili zastanowienia
Walki? Na samo to słowo aż mi oczy błysnęły, zagrodziłam basiorowi dalszą drogę i spojrzałam mu w oczy co było dosyć trudne, przy moim wzroście. Po kilku sekundach aż mnie rozbolał kark.
-Coś się stało?
-Zmierz się ze mną - powiedziałam z uśmiechem
-Że co!? Nie chcę Cię zabić...
-Nie jestem aż tak słaba - puściłam mu oczko - Poza tym kto tu mówi o zabijaniu - przywołałam swoje skrzydła po czym machnęłam nimi tak że wilk wylądował metr dalej
Pokazałam mu język i cicho się zaśmiałam, miała to być właściwie taka bardziej pokazówka naszych umiejętności. W sumie ostatecznie było to jakby bardziej zabawą aniżeli prawdziwą walką. Po jakichś piętnastu minutach postanowiliśmy uznać ją za remis. Basior miał całkiem dobrze rozwinięte umiejętności w dodatku myślał całkiem logicznie i już po chwili wyłapywał większość moich ruchów.
-No nie powiem myślałam, że będzie gorzej - zaśmiałam się - To teraz możemy już spokojnie iść do Alfy - uśmiechnęłam się do basiora

(Tempsent? Lekki brak pomysłu xD)

Od Izaline CD Predizione`a

Historia basiora mnie naprawdę poruszyła, może i rozumiem to iż lud mógł się zbuntować jednak żeby pozbawiać szczeniaka skrzydeł i zrzucać go z wodospadu? Przecież był dzieckiem... nie potrafię tego zrozumieć. Chociaż co w tym dziwnego, każda wataha rządziła się swoim własnym prawem a ja od tak dawna nie wysunęłam nosa poza granice Klanu Powietrza. Nie powiem mu nic o tym bo podejrzewam, że jest to dla niego dosyć przykre doświadczenie. Tak wracając do jego prośby z przedstawieniem Alfy... Kiyoteru się ucieszy. Jeszcze niedawno byliśmy sami a teraz mieliśmy szansę stać się bardzo silnym Klanem.
-Tak się tylko upewnię, masz żywioł powietrza, prawda? - wskoczyłam na jakąś powaloną i w dodatku spróchniałą kłodę ponieważ niebezpiecznie zatrzeszczała.
-Tak - przytaknął z lekkim cieniem uśmiechu
Odwzajemniłam uśmiech lądując na bezpiecznym gruncie, przeskakując przez dosyć spore [a przynajmniej dla mnie] kępy trawy co jakiś czas oglądając się, czy Predizione za mną nadal idzie. Nie byłoby za fajnie gdyby już pierwszego dnia zgubił się na tych terenach. Jeszcze tak przez kilka minut sobie pohasaliśmy kiedy to wreszcie stanęliśmy przed jaskinią Alfy. Ja jak to ja, weszłam tam bez pytania więc wilk zrobił to samo. Daję niesamowity przykład.
-Kiyo, jesteś? - zapytałam i wcale nie musiałam długo czekać na odpowiedź - przepraszam, że nachodzę mam tu kandydata na członka - wskazałam łbem na basiora
Zaciekawiony Alfa podszedł do nowo poznanego mi wilka po czym zaczął prowadzić z nim ożywioną rozmowę. Bez słowa wyszłam z jaskini i usiadłam przed nią, nie będę się mieszać w to o czym rozmawiają. To nie moja sprawa i tyle. Po może dziesięciu minutach, wyszedł z niej basior o ciemnym futrze z uśmiechem.
-Zgaduję, że Ci się poszczęściło - wstałam merdając ogonem
-Tak
-Może dasz się przy okazji oprowadzić no chyba, że zamierzasz zobaczyć swoją jaskinię i sobie odpocząć, chyba jesteś po dosyć długiej wędrówce, co?

(Predizione?)

Od Kate CD Ao

Nawet dość miły był ten cały Beta, jednak przez to jego bycie miłym zaczęłam robić się nerwowa. Przestępowała z łapy na łapę, co musiało w moim wykonaniu wyglądać przekomicznie. Może on tylko teraz próbował być miły? Wydałam z siebie wymuszony krótki śmiech i rozglądałam się w koło. Wilk znów uniósł brew do góry, a ja przestałam pajacować. Stojąc jak słup rozchyliłam pyszczek, by coś powiedzieć, gdy teraz całkowicie mnie zatkało.
- Wszystko dobrze? - spytał przekrzywiając głowę
- T...tak - wydukałam
Chwilę zajęło mi za panowanie nad sobą, aż wreszcie byłam zdolna normalnie mówić. Opuściłam głowę w dół.
- Przepraszam za zaprzątanie głowy - powiedziałam, jeszcze niżej opuszczając głowę
Zrobiłam z siebie jeszcze większą wariatkę niż jestem. Obróciłam się do wilka tyłem i powoli zaczęłam schodzić z kamieni. Zasady to zasady. Jednak czułam ból. Ao chyba najwyraźniej nie przeszkadzało to, że jestem Omegą, ale innym wilkom tak. Oddaliłam się w stronę lasu mając nadzieję, że już całkowicie zniknęłam z zasięgu jego wzroku. Gdyby były tutaj inne wilki hierarchii takiej jak ja na pewno nie czułabym się samotna. Praktycznie cały dzień spędziłam chodząc między klifami chodząc w kółko. Raz czy dwa zaliczyłam jakiś upadek. No i kolejny tym razem z dość wysoka. Leżałam na piasku przygwożdżona do niego, gdy nagle tuż przed moim pyskiem pojawiły się łapy. Podniosłam oczy do góry by móc dokładniej przyjrzeć się osobnikowi stojącemu przede mną. O to pan Beta. Nie podnosząc się zaczęłam sunąć ogonem po piasku merdając.
- Potrzebujesz pomocy? - spytałam wreszcie podnosząc się i otrzepując z nadmiaru piasku - Zgubiłeś się ... co ja gadam - ugryzłam się w język i przewróciłam oczyma - Uważaj bo jak ktoś zobaczy, że zadajesz się ze mną to też staniesz się Omegą - warknęłam obkręcając się w drugą stronę
- Widzę, że jesteś w trudnej sytuacji ...
- Ja w trudnej?! - odwróciłam się z powrotem do niego ukazując kły - A ty jakbyś się czuł gdyby każdy mówił na twój temat nie miłe rzeczy prosto w twarz? Szczerze to mi to nie przeszkadza - zaczęłam się kręcić w kółko, aż wreszcie padłam na piasek - Dobra! Przeszkadza mi to! - zasłoniłam pysk łapami i zaczęłam w myślach na siebie buczeć

< Ao? Pfy, pociesz - zabierz na lody lub galaretkę >

Od Tempsent'a

-I oto jestem. Idę po jakiejś głupiej żwirowej drodze, z głupimi żwirowymi kamyczkami, w okół mnie tylko żwirowe... nie, głupie nie żwirowe drzewa. Tempsent. Tak się nazywam. Głupie imię, naprawde głupie. Będę się przedstawiał Tempso. Nie będę naginał prawdy, ale nie będę też za bardzo szczery- bez przesady. Teraz wkraczam na głupią leśną drogę. Dużo się nie zmieniło. Oprócz tego że jest jakoś wietrzniej. Będzie ostry wiatr dzisiaj. Będzie zabawnie! Jestem na czyimś terenie. Trudno, idę dalej- miałem znaleźć inne wilki więc muszę szukać.- nagle ujrzałem wilka. Najprawdopodobniej była to wadera. Podtruchtałem do niej, przyjrzałem się jej pięknym oczom i powiedziałem:
-Witaj. Nazywam się Tempsen... Znaczy się.. Tempso! Tak, jestem Tempso. Przybyłem tu, aby znaleźć inne wilki. Posiadam moce związane z powietrzem. Mogłabyś jako piękna pani, oprowadzić mnie, lub zaprowadzić do szefunia tej oto posiadłości?

<Izaline? Ja wiem- moje opki to jakaś masakra >.< >

Od Kyle'a

Leciałem dość wysoko, świat pode mną wydawał się taki mały. To jest to, co kocham w lataniu, można wszystko widzieć z góry i mieć naprawdę nieziemskie widoki a przede wszystkim dostrzec przeciwnika z daleka, ale mniejsza o to. Moją sierść głaskał ciepły wiosenny zefir. Akurat słońce było na samym środku nieba, więc dość łatwo zgadnąć, jaka jest pora dnia – południe.
Chodź byłem przyzwyczajony do długich lotów to jednak powoli zaczynałem odczuwać efekty uboczne długiego lotu, mianowicie pobolewające skrzydła. Wzrokiem zacząłem szukać jakiegoś w miarę wygodnego i bezpiecznego miejsca na chwilowy postój. Po paru minutach dojrzałem dość odludną, ale wysoką skałę. Sprawnie wylądowałem i dopiero wtedy poczułem, że powietrze tutaj jest jakby bardziej suchsze. Kiedy się rozejrzałem zobaczyłem, że w oddali jest jakiś wulkan i ogóle w okolicy było dość sporo lawy?
-Tutaj raczej nie ma nikogo, w sumie, kto by wytrzymał w takich warunkach? – Rozmyślałem.
Zaciekawiony wstałem i poszedłem zbadać otaczający mnie teren. Nic nie mogłem w ogóle wyczuć gdyż to gorące powietrze strasznie mi to utrudniało. Ciekawość jednak wzięła górę i ruszyłem dalej przed siebie.
W sumie tułałem się po okolicy jeszcze przez jakiś czas, gdy nagle poczułem jak wiatr się zmienił. Dzięki zaburzeniom w ruchu powietrza ( nawet tak gorącego) wyczułem, że ktoś mnie śledzi, ale nie odwracałem się po prostu zacząłem iść trochę szybciej aż w końcu przerodziło się to w bieg. Kątem oka widziałem jak słońce chowa się za horyzont. I wtedy straciłem grunt pod łapami. Wpadłem do jakiegoś wąwozui równy, gdy słońce na wpół zaszło to w tym samym momencie poczułem jak ziemia lekko drży. Gdy podniosłem łeb ujrzałem przed sobą stado jeleni, które wcale nie zwracało uwagi na to, że leże na ich trasie. Szybko wstałem i zacząłem uciekać. Chciałem się wzbić w powietrze, ale to nie było proste jednak koniec końców podskoczyłem i zacząłem machać nimi aż w końcu się wzbiłem. Kiedy byłem już na odpowiedniej wysokości skręciłem i poleciałem na drugi jakby brzeg wąwozu. Wylądowałem i usiadłem oraz patrzyłem jak to stado nadal mknie. Dziwne, że nawet nie zwróciły na mnie uwagi. Siedziałem jeszcze chwile, gdy nagle poczułem za sobą kogoś, obróciłem się i ujrzałem wilka, który również miał skrzydła. Wyczułem jednak, że chyba nie jestem mile widziany więc użyłem wiatru i sypnąłem mu suchą ziemią w oczy. Nie wiem czy trafiłem czy nie po prostu zacząłem biec. Jednak nie musiałem długo czekać aż mnie przybił do ziemi. Ja naprawdę nie chciałem walczyć ale może go wnerwiłem moim odruchem.
- Posłuchaj ja nie chce walczyć ani nie mam żadnych złych zamiarów – wyjaśniałem spokojnie.
- Właśnie widziałem sypnąłeś mi w oczu – odpowiedział obojętnie.
- No wybacz, ale trochę się przestraszyłem a z resztą co ja będę owijał w bawełnę – w tym samym momencie rozwinąłem skrzydła i udało mi się go z siebie zrzucić, wstałem i obróciłem się do niego pyskiem.
On wstał, ale nadal był spokojny. Ja go widziałem trochę rozmazanego, prawdopodobnie tutejsze suche powietrze mi szkodzi. Usiadłem niepewnie i spojrzałem się w niebo.
- Posłuchaj nie chce walczyć, szukam watahy a tutaj jest dla mnie zbyt ciepło może wiesz gdzie jest jakaś wataha? – spytałem.
- Wiem, sam jestem alfą jednej jest ich kilka. Jesteś na terenach Klanu Ognia a są jeszcze Klan Wody, Klan Ziemi, Klan Powietrza, Klan Everything i Klan Mysterious Thoughts.
- Są tu wilki, które władają powietrzem? – Spytałem ponownie.
- Tak, podejrzewam, że chciałbyś się tam udać, co?
- No pewnie, ale cóż nie znam tych terenów, więc czy byś mógł mnie zaprowadzić do alfy?
Wilk przytaknął, od razu ruszyliśmy.
- A mam pytanie drogi nieznajomy jak masz na imię, bo mnie zwą Kyle a ciebie? – spytałem uśmiechając się.
- Darkness – odpowiedział obojętnie.
Wyczułem, ze nie jest zbyt rozmowny, dlatego nie naciskałem.
< Darkness? >

Od Predizione

Wczoraj skończyłem dwa lata i wciąż nie znalazłem żadnej watahy. Teraz to moje jedyne marzenie.Znaleźć swoje miejsce na ziemi. Znajduję się teraz w terenach górzystych. Znowu wspinaczka. Jak ja tego nienawidzę. Coś słyszę. Jakąś umierającą zwierzynę. Ktoś ją zabija. Pobiegłem do miejsca z którego dobiegałe te dźwięki. Stała tam piękna wadera rozkoszująca się smakiem surowego mięsa. Podejść do niej? Tak. Podszedłem i powiedziałem
-Cześć jestem Predizione.-Jestem zaśmiały. Chyba dlatego, że od roku z nikim nie gadałem.
-Ja jestem Izaline. Należę do klanu powietrza. Chcesz dołączyć?-Nie wierzę. Moje marzenie urodzinowe właśnie się spełnia
-Pewnie że chcę. Błąkam się po lasach od roku
-Acha...Opowiedz swoją historię.
Opowiedziałem jej wszystko. Od urodzenia, aż po to spotkanie.
-...no i tak się tu znalazłem. A ty?- Już otworzyła pysk aby coś powiedzieć, ale jej przerwałem.
-Poczekaj. Mogę cię dotknąć?
-Nie zboczeńcu! Odejdź!
-Poczekaj-chciałem ją uspokoić- mogę odczytać twoją historię za pomocą dotyku.
-Nie. Nie chcę. Wolę ci sama to opowiedzieć.
-Dobrze -Nie lubię się sprzeciwiać w takich sprawach. Ona miała prawo tego nie chcieć.-opowiadaj.
-To się stało...-uważnie słuchałem aż do końca
-I tak się to skończyło.
-Czy mogłabyś mnie zaprowadzić do alfy.
-Okej. Po drodze cię oprowadzę.
-Dobra

<Izaline?>

Nowi członkowie Klanu Powietrza

Predizione
Zwykły członek
Atakujący
 
 
 Tempsent
 Zwykły członek
Przywódca polowań
 
Kyle
Zwykły członek
Szpieg