środa, 29 czerwca 2016

Od Ketris do Yonggân i Sombre

Przeciągałam się rozkosznie w jaskini,kiedy już się rozciągnęłam wyszłam z jaskini i się potknęłam o własne łapy
Niezdara ze mnie- uśmiechnęłam się sama do siebie
Do głowy przyszedł mi genialny pomysł żeby poćwiczyć równowagę i skupienie.
W końcu doszłam tam gdzie dojść miałam i poszłam do jeziora niepewnym krokiem weszłam do jeziora wpadłam do niego,zamknęłam oczy i starałam się sobie przypomnieć jak to mama mówiła że trzeba to robić.
W końcu po pięciu minutach stałam ( dosłownie) na wodzie i wokół mnie kręciły się kule z wody otworzyłam oczy i kiedy to zobaczyłam byłam z siebie dumna znów zamknęłam oczy z równowagi mnie wyprowadziła kłótnia pomiędzy wilkami jeden głos był mi bardzo dobrze znany,tak to nasz " kochany" samiec alfa Sombre. Wyszłam niechętnie z jeziora i poszłam w stronę głosów kiedy podeszłam to mnie chyba usłyszeli bo odwrócili wzrok w moją stronę,zapanowała grobowa cisza.
Jesteś mokra- Sombre
No co ty nie powiesz- powiedziałam ze znudzeniem w głosie
Otrzepałam się a cała woda poleciała na Sombre a Lilia wodna z mojej głowy na neznajomą waderę.
Może pójdziemy na polowanie?- zapytałam kiedy Sombre był już suchy a nieznajoma wadera pozbyła się lili z głowy
Spoko- nieznajoma wadera
Mi pasuje- Sombre
I wszyscy się rzuciliśmy w las biegłam na przedzie gdy nagle się potknęłam i zaczęłam spadać z klifu do jeziora,spadając uderzyłam w kamień, ostatnią rzeczą jaką zobaczyłam to jak nieznajoma wadera podbiegła a za nią przybiegł Sombre

(Sombree,Yonggân?)

niedziela, 26 czerwca 2016

od Breeze cd Artiego

Kiedy mój wzrok napotkał niebieskie spojrzenie ciemnego wilka ukrytego w zaroślach, musiałam kilka razy zamrugać, by uwierzyć własnemu zmysłowi wzroku. Wilczyca siedząca obok mnie wyraźnie zauważyła moje wzmożone zainteresowanie krzakami.
- Bee, co jest? - Filia spojrzała na mnie ciekawie, a ja szybko powróciłam swoim zaskoczonym wzrokiem na jej pysk. Biała wadera odwróciła się w stronę mojego wcześniejszego spojrzenia.
- Nic, miałam tylko wrażenie... - urwałam, kiedy ponownie obróciła się w moją stronę. Po niecałej sekundzie wertowania jej myśli doszłam do tego, że nic specjalnego tam nie zobaczyła. - Już nic.
Wilczyca uśmiechnęła się powierzchownie i wróciła do wcześniej rozpoczętej myśli o metodzie wychowywania szczeniąt na skrupulatnych wojowników, a mi nie pozostało nic innego, jak jej słuchać. Nie było to jednak to samo słuchanie, które było przed momentem, gdy ciemny wilk pojawił się pomiędzy zaroślami. Byłam naprawdę ciekawa, co robił na terenach wody. Nie znałam nawet jego imienia, a jego obecność w tym momencie mocno mnie intrygowała. Chciałam, wręcz pragnęłam spojrzeć w miejsce, gdzie stał. Mimo, że tego nie zrobiłam, wciąż miałam wrażenie, że tam tkwił i bacznie obserwował wszystko, co działo się w dolinie. I właśnie to mnie zaniepokoiło. Zdecydowałam, że nie będę zwlekać z podjęciem działania. Musiałam to jak najszybciej wyjaśnić.
- Filia, muszę lecieć. - Przerwałam jej w pół zdania - Przypomniało mi się, że miałam po południu wpaść do Animy.
Nie było w tym zdaniu ani grama prawdy. Jednak nie znaczyło to wcale, że wymyśliłam pierwszą lepszą bajkę - faktycznie bywałam czasem u starej wilczycy, wyręczając ją najzwyklejszych sprawach - przynoszeniu jedzenia, ziół, sprzątaniu, czy czytaniu grubych ksiąg na głos. Teraz zdecydowałam się odebrać z tego trochę korzyści. Na dodatek w słusznej sprawie, więc miałam tylko nadzieję, że Bogowie nie będą mieli mi tego kłamstwa za złe.
- Jasne, pozdrów ją ode mnie.
No proszę, poszło szybciej, niż sądziłam. Uśmiechnęłam się do niej na pożegnanie i ruszyłam w górę doliny, prosto w stronę zarośli, gdzie przed chwilą stał czarny samiec. Właśnie, przed chwilą, bo chyba zdecydował się zmyć.
Szybko przecisnęłam się przez krzaki i wyszłam prosto na leśną ścieżkę wydeptaną wśród wysokich iglaków. Rozglądnęłam się badawczym wzrokiem, dostrzegając gdzieś na końcu szlaku ciemną sylwetkę. Czym prędzej ruszyłam przed siebie pośpiesznym krokiem, by ani na chwilę nie stracić czarnego wilka z oczu.
Trwało to dobre dwa kwadranse, nim czarny wilk czmychnął w polanę i znikł mi całkowicie z oczu. Zdawałam sobie sprawę, że mógł mi już całkiem uciec wgłąb lasu, mimo tego dalej szłam przed siebie. Kiedy przekroczyłam granicę wysokich drzew, a moje łapy dotknęły miękkiej trawy zamiast ściółki usłanej zielonymi igłami, spotkała mnie miła niespodzianka. Czarny wilk spokojnie sączył wodę z małego źródełka, a gdy tylko wkroczyłam na polanę, obrócił czujnie głowę w moją stronę.
Nastąpiła chwila zupełnej ciszy, podczas której znać dawała o sobie tylko szumiąca woda, lekko powiewający wiatr i świergocące ptaki, usadowione gdzieś na czubkach iglastych drzew.
Wilk wcale nie wydawał się być spłoszony moją obecnością. Z każdą sekundą, podczas której mierzyliśmy się ostrożnymi spojrzeniami, przekonywałam się do myśli, że dobrze wiedział o tym, że za nim idę. Próbowałam wejść chociaż do powierzchownej warstwy jego umysłu i odczytać cokolwiek, jednak czułam, że samiec skutecznie odpiera moją przedzierającą wolę.
- Teraz przyszła twoja kolej na szpiegowanie, tak? - spytałam z nutką niezadowolenia, świdrując go spojrzeniem, z którego nic sobie nie robił.
<Artie? Nie bij ok>

Witam, witam.


Ostatnio pełno tutaj lenistwa, nieobecności i w ogóle. Ja wiem, że to był koniec roku i że teraz gdzieś wyjeżdżacie ale 1 post tygodniowo to nie jest wiele. Nawet te 200 wyrazów z telefonu, dacie radę wierzę w was. Dlatego mam nadzieję, że od dzisiaj znowu systematycznie piszemy posty i klikamy w Armentum! ;3 
Swoją drogą, jeśli już jsteśmy w tematyce wakacji. To udanego, słonecznego wypoczynku, pochwalcie się w komentarzach gdzie to jedziecie w tym roku! 

Od Yǒnggǎn Do Sombre

Słońce mocno świeciło i temperaura była coraz cieplejsza. Leżałam u progu jaskini patrząc na wchodzące słońce. Rozjaśniło swoimi promieniami pnie drzew, docierając w końcu do mojej jaskini, którą wręcz przeszyły na wylot. Patrzyłam na to bezsensownym spojrzeniem. Jakoś ostatnio byłam przygnębiona, sama nie wiem dlaczego.
Przeciagnęłam się w końcu z myślą iż nie można tak wylegiwać się cały dzień, praca czeka. Muszę wypełnić swoje obowiązki.
Ziewnęłam jeszcze, chuchając na nie ogrzane powietrze, po czym wyszłam ze swojej jamy drepcząc w stronę polany, na której teraz odbywały się polowania. Praca czeka, ale trudno ją wykonywać z pustym brzuchem. Trzeba coś przekąsić.
Ruszyłam swoim małym torem przeszkód w celu rozgrzania się trochę. Przeskoczyłam pień powalonego drzewa, aby później zanurkowałam pod innym wyrastającym nieco ponad ziemię. Później po prostu mijałam drzewa rosnące bliżej siebie, utrudniając sobie trochę bieg. Tak dotarłam do miejsca łowów, szczerze mówiąc trochę dalej niż zwykle, gdzie bez zatrzymania rzuciłam się na stado saren. Upatrzyłam sobie tą mniejszą, bardziej bezbronną i wyskoczyłam na nią z wysokiej trawy, wbijając swoje pazury w grzbiet i bok, a później kły w szyję, gdzie mocno zacisnęłam szczęki. Aby nie cierpiała. Nie lubię znęcać się nad swoimi zsobyczami, wolę by nie cierpiały i ginęły od razu, tak jak ona teraz.
- Ej, to była moja zdobycz! - usłyszałam nagle za sobą, kiedy zwierzę padło na ziemię.
- He? Serio? No to teraz ma jeszcze jednego właściciela. - odparłam nieco ironicznie, ale ze spokojem. Już miałam odwrócić się w stronę niezbyt znanego mi jeszcze głosu, ale ten ,,ktoś'' był tak sprytny, że zdążył na mnie wskoczyć tak że po chwili leżałam na ziemi.
Teraz mogłam przyjrzeć się posiadaczowi głosu. Był to potężny basior, będący zapewne większy ode mnie o conajmniej połowę głowy. Nie zaskoczyło mnie to, wiedziałam że nic mi nie może zrobić, tak przypuszczałam. Właściwie... Właśnie po tej myśli zdałam sobie sprawę że nie wiem z jakiego on może być klanu.
Uśmiechnęłam się do niego niewinnie, cały czas patrząc w oczy.
- Chyba że nie chcesz się dzielić. - wstrząsnęłam ramionami jakoś zbytnio nie mogąc się ruszyć, przez ciężar jaki na mnie właśnie spoczywał. Basior westchnął i pokręcił pyskiem na boki, po chwili odwzajemniając delikatny uśmiech. Zszedł ze mnie, dokładnie się przyglądając.
- Jak się nazywasz? - zapytałam ciekawskim tonem, podnosząc się i otrzepując futro. Zarzuciłam gęstą grzywą na bok i już po chwili stałam wyprostowana naprzeciw niego.
- Też mógłbym o to zapytać, podczas gdy jesteś na moich terenach. - odparł spoglądając na mnie. Na jego terenach... no... może troszkę się za daleko zapuściłam z tą rozgrzewką...
Odchrząknęłam.
- Twoje tereny? Wybacz, nie zwróciłam uwagi. W takim razie zwą mnie Yǒnggǎn. - wyjaśniłam w odpowiedzi.

( Sombre? )

Od Noxa do Rose

Jestem tu nowy, nikt mnie nie zna. Mogę zacząć wszystko od początku. Mogę być kim chcę... Nikt nie musi przecież wiedzieć o mojej przeszłości. Coś mi się zdaje, że wilki stąd nie chciałyby się zadawać z wilkiem stworzonym przez ludzi. Wystarczy, że widzą jak wyglądam... Staram się unikać miejsc, gdzie mogą być wilki, chociaż chciałbym z kimś porozmawiać... Tak dawno tego nie robiłem. Ale przecież kto by chciał rozmawiać z czymś, co wygląda jak ja?
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, więc przyspieszyłem kroku. Idę w stronę wąwozu. Podobno codziennie wieczorem przebiegają tamtędy sarny i jelenie. Dużo sarn i jeleni. W laboratorium nie było takich rzeczy. Nie było tam nawet lasu... ale za to miałem tam moją jedyną przyjaciółkę. Spędzałem z Lailen cały mój czas... a później nas rozdzielili. Ciekawe co u niej? Fajnie, jakby ona też była wilkiem ognia i dołączyłaby do klanu, w którym jestem. Pomarzyć zawsze można.
Usiadłem nad brzegiem wąwozu, chwilę później moim oczom ukazały się tysiące pędzących zwierząt. Niesamowity widok. Będę musiał kiedyś z nimi pobiec, przecież jedną z moich mocy jest szybkość większa niż u innych wilków. Dzięki niej jeszcze żyję. Dzięki niej uciekłem z wojska po kilku dniach od przyjazdu do tego miejsca...
Kiedy świat zaczęły pokrywać cienie, które za dnia chowały się ze strachu przed słońcem chciałem już wrócić do Sythe. Nie chciało mi się spać, ale co innego mógłbym zrobić? Odwróciłem się powoli i już miałem wracać, kiedy zobaczyłem żółto-czarną waderę z mojego klanu. Siedziała przy kanionie i chyba o czymś myślała. Widziałem ją już dzisiaj parę razy. Wadera chyba zauważyła, że się jej przyglądam, bo z ciekawością na mnie spojrzała.
- Nie chciałem ci przeszkadzać – wyjąkałem bo nic lepszego nie mogłem wymyślić. - Już i tak miałem wracać...
- Nie przeszkadzasz – powiedziała śmiało wadera. - Jesteś nowy? Nie widziałam cię wcześniej.
- Tak – odparłem. - Tak w ogóle mów mi Nox.
- Jestem Rose – uśmiechnęła się wadera.
- Ładne imię – uśmiechnąłem się nieświadomy tego, co mówię.
- Dzięki.
Nie wiem czemu, ale wydawało mi się przez chwilę, że mógłbym jej zaufać. Przecież chciałem mieć jakiegoś przyjaciela, a Rose była pierwszym wilkiem, z którym rozmawiałem tak zupełnie normalnie od bardzo długiego czasu. Ale coś mnie blokowało, myśl, że jednak jej przeszkadzam, że jestem tu zbędny. Powinienem był trzymać język za zębami i się nie odzywać. Nie patrzeć.
„Nie powinno cię tu być” - powiedział głos w mojej głowie.
- Długo jesteś w Klanie Ognia? - wypaliłem.

<Sory, że takie beznadziejne opowiadanie, dopiero zaczynam pisać>

Nowy basior w Klanie Ognia!

Whiluna
Nox BlackFire
Wojownik

Wróciła

Trish z Klanu Ognia kończy wolne i może już odpisywać na opowiadania :3
~ Wasza Fil

sobota, 25 czerwca 2016

Niebecność!

Junien [Junien] nie będzie dostępna od 26 czerwca do 9 lipca.

Od Kitsune do Rux

Drakoness zabrał mnie do medyka , który mnie opatrzył. Podczas gdy Miri zajmowała ,to odpowiedziałam wszystko alfie. Gdy skończyłam Drakoness wyszedł i gdzieś poleciał.
-Kitsune...
Spojrzałam na wadare.
- Nie będziesz mogła latać przez dwa tygodnie.
-No dobrze.
Wszszlam stamtąd i poszłam na tenczowe jezioro polorzylam się na trawie i wpatrwalam się w piękną wodę.
**
Obudziłam się,nawet niewiem kiedy zamknęłam. Podniosłam się z ziemi po czym ruszyłam przed siebie, w oddali widziałam sylwetki trzech wilków, ale byłam zbyt zmęczona by do nich pujsc. Położyłam się na polanie i zssnełam. Obudziłam się następnego dnia. Promienie słońca delikatnie gladzily mój pyszczek. Poszłam do lasu, złapałam jakiegoś zająca i wzięłam się za jedzenie gdy stąd ni zowąd wyskoczyła złota wadara i przygwozdziła mnie do podłoża. Po zapachu poznałam ze jest ognistą, dziewczyna warczała na mnie.
-Coś ty za jedną!?
-spokojnie, przecież jesteśmy z tej samej watahy, prawda?
Dziewczyna przyjrzala mi się, po czym zeszła ze mnie.
-Przepraszam, jestem Lux.
-Kitsun.
Dziewczyna przygladała się moim rana.
-Co ci się stało?
-Eee..No... Wdałam się w bójke z silniejszym i spadłam z klifu.
Powiedziałam zaklopotana.
-Rozumie.
Odparła wadara. Zaczęliśmy tak iść przed siebie bez żadnego celu. W pewnym momencie pod łapami zaczesla się ziemia i się otworzyłam tuż podnami, wpadliśmy do środka. Gdy się ocknełam lerzelismy w jakimś tunelu, a diura do której wpadliśmy znikła. Obudziłam Rux i zaczęliśmy szukać wyjścia.
(Przepraszam za błędy i w ogóle ale pisze lewą rękę bo prawa nam niesprawna)

piątek, 24 czerwca 2016

Nieobecność

Trish z Klanu Ognia będzie nieobecna koło tygodnia.
~ Wasza Fil

Od Artiego cd. Trish

- Artie mam pytanie… Jakim cudem nic ci się nie stało, gdy na ciebie wpadłam? Przecież każdy wilk, którego dotknę ma później bardzo mocne oparzenia, a ty nic... – zapytała nagle wadera, przerywając swoje barwne opisy szczenięcych lat. Były naprawdę ciekawe, więc byłem zawiedziony kiedy przestała o nich opowiadać. Pytanie nieco mnie zdziwiło, ale nie na tyle, abym nie znał na nie odpowiedzi.
- Czary! – powiedziałem, po czym spojrzałem w gwiazdy – Bo widzisz, jestem takim ‘medżik’ wilkiem, który wywołuje uśmiech u wielu wader poprawiając im tym samym humor oraz stosunek do siebie.
Spojrzałem kątem oka na waderę, która teraz się serdecznie zaśmiała na te słowa, a ja zagadkowo na nią patrzyłem, lekko podnosząc kąciki ust.
- No dobrze, a tak na serio? – powiedziała, gdy się opanowała, nadal z wielkim uśmiechem malującym się na jej pysku. Tym razem to ona spojrzała na mnie z ciekawością, czekając na odpowiedź. Westchnąłem i wzruszyłem ramionami.
- Nie wiem. Być może jest to spowodowane tym, że jako ognisty nie odczuwam oparzeń. Moje moce są powiązane z żywiołem ognia. Nie jest to zależne ode mnie – powiedziałem do wadery, tym razem bardzo poważnie. Rozmowa zaczynała się bardzo miło, dlatego przyjemnie się rozmawiało z nową towarzyszką, która była w stosunku do mnie w porządku. Nieczęsto zdarzają się takie duszyczki.
- Naprawdę? Ja również mam żywioł ognia – powiedziała zdziwiona – Dlatego między innymi wszystkich parzę…
- Nie chciałabyś dołączyć do watahy? – zapytałem od razu, praktycznie nie patrząc na słowa. Dopiero po tym zorientowałem się, co przed chwilą powiedziałem. Uważnie spojrzałem na Trish.

(Trish? Krótkie, ale zbieram wenę 8) )

niedziela, 19 czerwca 2016

Od Junien do Sinon


Niezbyt długo nacieszyłam się wolnością. Wilki zaczęły mnie ścigać. Widziałam ich ślepia, doganiali mnie. Niektórzy byli na tyle szybcy, że dosięgali mnie i ranili pazurami. W końcu jeden z nich skoczył na mnie i wbił się kłami w mój kłąb. Upadłam na ziemię. Wilki otoczyły mnie ciasnym półkolem. Z jednej strony byli oni, a z drugiej strony urwisko. Zaczęłam z nimi walczyć, nie miałam wyboru. Wyjęłam miecz, który zawsze miałam przy sobie i rozpoczęła się bitwa. Nacierali na mnie ze wszystkich stron. Błyskały pazury i kły. Byli to specjalnie wyszkoleni wojownicy i mordercy. Każdy z nich pragną mnie zabić, za to co zrobiłam tej nocy. Jednak żaden z nich nie był tak silny jak ja, była ulubienica ich przywódcy. Odpierałam ich ataki przez dość długi czas. Dzięki nocy i mojej drugiej postaci nie mogłam zasnąć. Była to też idealna pora, ponieważ oni byli zmęczeni i najprawdopodobniej wyrwani ze snu. Przybywało ich coraz więcej. Nacierali coraz mocniej. Cały ciało miałam poranione, a moje futro miejscami z czerni zmieniło się na czerwień od krwi. Cofnęłam się o krok. Kilka kamyków spadło z urwiska. Stałam dosłownie na skraju przepaści. Odwróciłam na chwilę wzrok, aby ocenić odległość od ziemi. To był mój największy błąd. Jeden z wilków korzystając z mej nieuwagi zepchną mnie w przepaść. Uderzyłam w taflę wody. Okazało się, że pod klifem płynęła rzeka. Jej prąd był niezwykle wartki. Zakręciło mi się w głowie. Zobaczyłam ciemność. Nurt poniósł mnie dalej. Następne co pamiętam to jakiś biały wilk i oślepiające światło dnia.

[Sinon?]

Nowa wilczyca w Klanie Everything - Junien!

Junien
Obrończyni Alf

[ma dwa zdjęcia bo zmienia jej się z dnia na noc kolor futerka :v ~Piki]

Od Amai C.D. Shiro

Leciałam właśnie ze wschodnich terenów, gdzie byłam na rozmowach dyplomatycznych z Alfami tamtejszych watah. Rozmowy były ciężkie, ze względu na to, że dalej grożą nam atakiem, a za powód stawiają sobie to, że im się naraziliśmy. Ale jak, skoro z mojego klanu mało kto tam leci ze względu na odległość, a inne klany nie mają skrzydeł, by latać? Chyba że Everything, ale zaprzeczyli. Raczej więcej wilków stamtąd przylatuje. Tamtejsze watahy nie znają podziału tych wysp na klany, co jest dosyć istotnym niedopatrzeniem. Przez to nie tyle zaatakują Klan Powietrza, co inne klany również, choćby przez pomyłkę. Ja raczej nie powiedziałam nic takiego, a Kiyoteru tym bardziej, chociaż konflikt zaczął się wtedy, gdy on był przy władzy. Opowiadał mi przecież o wszystkim... A nawet nie powiedzieli, że chodzi im o tereny, chociaż było to w miarę oczywiste. W sumie od zawsze byli jacyś nieufni, z tego co słyszałam – przynajmniej ci, którzy sprawiają tyle problemów.
Nad klanem było deszczowo, chociaż na tej wysokości nie było chmur. Temperatura była niska, a wiatr – tu spokojny, poniżej chmur pewnie wiało mocno. Zniżyłam się poniżej poziomu chmur poprzez nurkowanie, po czym szybko wzniosłam się z powrotem. Rzeczywiście było wietrznie, a deszcz oceniłabym jako niewielki. Jeszcze dało się w miarę spokojnie wylądować. Już chciałam zakręcać, kiedy ujrzałam jakiś mały obiekt na niebie, jednak był on mało widoczny, więc go zignorowałam. Po paru sekundach obiekt stał się bardziej widoczny i okazało się, że jest to wilk. Chciałam go wyminąć, ale leciałam o wiele za szybko, by tego dokonać. Skończyło się to zderzeniem czołowym z wilkiem. Trochę to bolało, ale następstwa mogły być o wiele gorsze, ponieważ spadaliśmy z dość sporej wysokości. Byłam przerażona i nie wiedziałam co robić, a basior podleciał powoli do mnie po tym, jak ustabilizował swój lot. Przeprosił mnie, a wtedy się opanowałam, skierowałam nos w dół, po czym rozwinęłam skrzydła. Już byłam 300 m nad ziemią, gdy udało mi się złapać trochę siły nośnej i polecieć już spokojnie z niewielką prędkością, podczas gdy nieznajomy mi wilk leciał koło mnie.
- Nic ci nie jest? – wtedy zapytałam.
- Nie, to nic takiego… - odpowiedział.
- Lepiej polećmy do medyczki… - powiedziałam. – To może być coś poważnego…
Następnie prowadziłam go do medyczki, co potrwało kilkanaście minut z tego miejsca. Po wylądowaniu przyszła Hikari.
- Dzień dobry Amai
- Dobry, dobry – uśmiechnęłam się lekko.
- Coś się stało? – spytała.
- Przylatujemy z wypadku – odpowiedział jej basior.
- Już się wami zajmuję – powiedziała, po czym nas dobrze przebadała.
Po tym stwierdziła tylko, że nic poważnego się nie stało, a ewentualne guzy znikną po krótkim czasie. Podała tylko coś przeciwbólowego, a następnie puściła nas.
- Bardzo ci przeszkodziłam…? – spytałam trochę przepraszającym głosem. – Rzadko kiedy nie zauważam innych wilków podczas lotu…

<Shiro? Wybacz że nie jest dobre… >

sobota, 18 czerwca 2016

Od Caleb`a c.d Rhaegara

Jak przez mgłę słyszałem czyjeś głosy. Dwa wilki? Chyba basiory… ja to mam szczęście do kłopotów. Przecież tyle razy mi powtarzano, że podczas burzy należy wiać gdziekolwiek, byle nie pod drzewa i wysokie miejsca. Jestem idiotą….Moją ostrożność tym razem mnie zawiodła przez potrzebę schronienia się.
Powoli zaczynałem czuć moje ciało w tym potworny ból pleców. Nie ma bata…ze wstaniem –nie wspominając o chodzeniu- będzie problem. Obym niczego nie połamał, choć… nie takie rzeczy się przeżyło i wyszło z tego żywo. Los jeszcze pewnie będzie chciał się ze mną pobawić nie raz patrząc i śmiejąc się z mojego cierpienia czy bólu….Inni nazwą to szczęściem, ja zwę to „to nie jeszcze czas na śmierć”. Dziwne prawda?
Do moich uszu dotarł odgłos oddalających się kroków. Zostałem sam? Nie… jeden jeszcze został, bo chyba zbliżył się do miejsca, gdzie leżałem. Zmusiłem moje biedne, obolałe i ospałe mięśnie, które chyba mnie nie lubiły do współpracy. Z cichym jękiem otworzyłem oczy, do których od razu dobiło wkurzające światło. Może nie było mocne, ale i tak bolało, jakbym zanurzył je w słonej wodzie. Nic przyjemnego. Zmrużyłem je czekając, aż obraz łaskawie mi się scali z roztrojonych czy rozdwojonych sylwetek jednego wilka. Wpatrywał się we mnie uważnie, ze spokojem, ale i nutką surowości. Miałem wrażenie, że jego oczy przeszywają moją dusze na wylot, co nie było miłym doznaniem. Czułem się skrępowany, jakbym był przyparty do ściany przez niedźwiedzia, czy inne duże zwierzę, które chce mnie zjeść na przystawkę. Nawet nie zwróciłem uwagi, że się wyłączyłem wpatrzony w jego ślepia.
Z zamyślenia wyrwał mnie jego ruch. Obszedł moje moje posłanie, a ja nie miałem zbytnio jak powędrować po nim wzrokiem. Mój biedny kark.
- Kim jesteś i czemu wkroczyłeś na tereny klanu – Jego głos był przesiąknięty jadem…a przynajmniej tak mi się wydawało. Miałem ochotę się po prosu zwinąć w kulkę.
-J…ja – mój cichy głos mimowolnie się łamał, mimo iż starałem się brzmieć spokojnie. – Ja tylko się zgubiłem podczas burzy. N…nie wiedziałem gdzie biegnę – przeszedłem do szeptu. Naprawdę zacząłem się bać, że coś źle powiem i oberwę. Nie chciałem oberwać…to boli… i jeszcze te obrażenia z ….Właśnie…. Z czego? Jedyne, co pamiętam to, to, że zobaczyłem małą norę pod drzewem, podszedłem tam i koniec. Huk i ciemność. Trafił we mnie piorun? To dość mało prawdopodobne, bo bym pewnie nie żył. Pewnie mnie ogłuszyło przez silne uderzenie pioruna w pobliżu i przywaliłem w coś grzbietem. Tak…to maiłoby sens.
Wilk wrócił na miejsce, w którym mogłem go widzieć nie wykręcając zbytnio karku. Nie spuszczał ze mnie wzroku, za to ja spojrzałem gdzieś w bok na ścianę. Trudno było mi znieść te spojrzenie.
-Bardzo przepraszam za kłopot…-wydusiłem jeszcze z siebie przerywając tą niezręczną cisze.
<Rhaegar?>

piątek, 17 czerwca 2016

Od Shiro


Wiatr w czuprynie, delikatne ruchy skrzydłami i te świeże powietrze ponad miękkimi chmurami. Czego chcieć więcej w takie słoneczne dni jak te? Znaczy… dla mnie słoneczne, bo chyba pode mną kropi jakiś deszcz sądząc po ciemnawych chmurach. Kochałem takie widoki, czułem się wolny, choć długo w takim stanie nie daje rady. Temperatura strasznie spada, i choć moje futro jest grube to nie wyrabiam. Nie chciałem wracać na powierzchnie, choć przydałoby się. Od ponad roku szukam domu, a taka samotnia nie jest dla mnie. Brak mi moich dzieciaków… tak dawno ich nie widziałem. Zastanawiałem się nie raz, kto zajął moje miejsce, jako opiekuna, czy mają dobrze tam, na jakie wilki wyrosły. Takie piękne czasy mnie opuściły.
 Zacząłem powoli wytracać wysokość muskając łapami powierzchnię chmur szukając miejsca, gdzie było naj mniej wilgoci. Mokre pióra to nic dobrego na tej wysokości. Jak zamarzną to kaput, a ja chce jeszcze pożyć na tym świecie.
 Wszędzie było strasznie mokro. Więc zacząłem myśleć ile wytrzymam jeszcze w tym zimnie. Może z dziesięć minut…może mniej, a może więcej. Nigdy nic nie wiem. Wtem coś dość szybko przemknęło mi przed nosem. Mógłbym to nazwać kremową kometą, albo meteorytem. Powiodłem za tym wzrokiem, co skończyło się wpadnięciem w jakieś wybrzuszenie na chmurze. Szybko z tego wyleciałem i z ciekawości poleciałem za tajemniczym obiektem. W prawdzie nie jestem zbyt szybki na prostych odcinkach, ale chociaż nie zgubiłem cosia z oczu…no do czasu, gdy nie zanurkował. Zrobiłem to samo w tym samym miejscu, co chyba było złym pomysłem, gdyż nim się zanurzyłem w chmurze śledzony przeze mnie obiekt wyleciał i zderzył się ze mną czołowo. Straciłem na chwilę kontrole nad lotem, co skutkowało dziwnymi wywijasami i panicznym machaniem skrzydłami.
 Do moich uszu doszedł czyjś cichy głos. Spojrzałem w tamtą stronę i zobaczyłem waderę o futrze w kolorze beżu czy kremowego. Trzymała się łapami za czoło i mocno zaciskała oczy. Chyba trochę za mocno się zderzyliśmy. Będzie guz…i to w wielkości jabłka.
 Podleciałem ostrożnie okrążając ją.
-Ja bardzo przepraszam…moja wina – uśmiechnąłem się delikatni, ale czule, gdyż to mi najlepiej wychodzi i w owej sytuacji chyba najlepiej się nadaje.
 <Przepraszam, że tak kiepsko Amai, ale jest już późno, a mi się czas kończył ;-; i nie umiem zaczynać ….>

czwartek, 16 czerwca 2016

Nowy członek Klanu Powietrza!

art wykonany przez Hioshiru

Shiro
Omega (?)
Nauczyciel podstaw

Nieobecność

Howard z Klanu Powietrza będzie nieobecna do 21 czerwca.

wtorek, 14 czerwca 2016

Nieobecność

Douglas z Klanu Everything będzie teraz rzadziej odpisywał niż zazwyczaj.
~ Fil

Nieobecności!

Arti i Kitsune nie będą mogły odpisywać aż do 21.06
~ Fil aka Darkness

Od Victorii c.d Sombre do Elayne

Moim skromnym zdaniem, ten basior za dużo sobie pozwalał. Rozumiem wysoką rangę i szacunek, lecz nie chciałam pozwolić by moje starania nad upolowaniem zwierzyny poszły na marne. Poza tym, że moje skrzydło było unieruchomione, mogłam pozwolić sobie tylko na bieg pieszy.
Już od samego początku starałam się wykazać w mym klanie. Udało mi się pomóc niejakiej Lorraine, która goniąc za zającem, potknęła się o wystającą gałąź i upadła, powodując zwichnięcie łapy. Mała ilość maści z korzenia Mandragory i magia ognia wystarczyła, by mogła całkowicie się wyleczyć. Usłyszałam tylko ,, Dzięki. " od wadery, po czym wybiegła w pośpiechu z mojej ,, kliniki ". Tylko tyle? Rozumiem, że to w końcu nic wielkiego, ale gdyby nie moja osoba ta wilczyca mogłaby cierpieć o wiele gorzej! Pomyślałam. że to może wina mojego braku kondycji w polowaniu i spędzaniu czasu w towarzystwie jest tego powodem, więc postanowiłam podjąć się zadania, i wyruszyłam na łowy o świcie.
~
-Ta zwierzyna należy do mnie! -krzyknęłam, próbując dogonić basiora, lecz nic to nie dało. Był o wiele dalej ode mnie, a widząc plamy krwi na ziemi należące do jelenia, stwierdziłam, że zapewne niedługo przestanie biec. Ten ciągły bieg strasznie mnie zmęczył. Zaczęłam ciężko dyszeć, lecz nie poddawałam się i ciągle biegłam. Nagle poczułam ból łap, i zanim się zorientowałam, leżałam już na ziemi.
~
- Hej! Nic Ci nie jest?? Obudź się!
- C.. co .. - stała nade mną wadera. Nigdy jej nie widziałam, i nie wydawało mi się, by była z mojego klanu.
- Dobrze się czujesz? Wyglądasz jakbyś miała zaraz zwymiotować - powiedziała, i nagle za moimi plecami urosły pręty roślin, które uniosły mnie w górę.
-Auu... źle to wygląda -powiedział nieznany basior, który nagle pojawił się obok wadery.
- Hej ! Jak masz na imię? Ile widzisz łap ?? - powiedziała, wymachując mi łapą przed oczami.
- Eee... jedną .. -powiedziałam półprzytomna, i usiadłam na ziemi.

Elayne?

Nieobecność

Breeze z KW będzie nieobecna do końca tygodnia (19 czerwca).

~Lorem vel Xili aka Pika

Nowa wilczyca w Klanie Everything - Ketris!

Ketris
Morderczyni

poniedziałek, 13 czerwca 2016

niedziela, 12 czerwca 2016

Nieobecność!

Serenity z Klanu Ognia nie będzie mogła odpisywać na opowiadania do 17.06.

~Fil aka Darkness

Od Amai C.D. Howarda

Patrząc na Hikari i Howarda robiło mi się ciepło na sercu, chociaż zdrowy rozsądek wyraźnie kazał mi ich rozdzielić. Nie wiedziałam teraz co mam robić – czy zostawić go z nią, co byłoby zgodne z moimi uczuciami, czy rozdzielić ich i znaleźć Howardowi inny dom, co byłoby zgodne z zasadami klanu, ale zostawiłoby w moim płacie czołowym, hipokampie i pozostałych miejscach mojego mózgowia serię impulsów, które niektórzy nazywają „wyrzutami sumienia”. Nie chciałam tego przeżywać, ale chciałam też przestrzegać praw spisanych przez pierwsze Alfy tego klanu. To było okropne uczucie – bardzo się wahałam. Raz chciałam zostawić go z Hikari, a sekundę później chciałam go komuś przekazać. Myślałam też o innych rozwiązaniach, ale były one tak okrutne, że nie wiedziałam, jak mogły przyjść mi do głowy. Na szczęście nie pojawiały się tak często…
- Przepraszam... – powiedziałam odchodząc od nich.
- Amai… proszę… - cicho szepnęła Hikari, a ja odwróciłam wzrok i ze spuszczonym łebkiem odeszłam od nich.
Podejmowanie decyzji było najgorszym obowiązkiem, jaki miałam. Nie chciałam przy tym męczyć bogów, którzy na pewno nie chcieliby być męczeni pytaniami dotyczącymi tak przyziemnych spraw. Ale nie mogę podjąć tej decyzji. Za każdym razem czuję, że podejmę akurat tą złą decyzję z dwóch możliwych. Po chwili podeszła do mnie Hikari.
-Amai…?
- Nie, nie mogę Hikari… Zostań z nim… chociaż dopóki nie podejmę decyzji… - powiedziałam z łamiącym się głosem i szybko odeszłam.
Czym prędzej poszłam od nich, by mnie nie widzieli, jak płaczę. Po prostu ta decyzja mnie przerastała, a każda chwila, gdy o tym myślałam, rozszarpywała mi serce.

<Howard?>

Od Howarda cd Aresa

Darkness rzucił swoje polecenie do wiatru, nie patrząc się nawet za siebie. Czułem się tym lekko urażony.
Obserwowałem owego wilka, który stał przede mną. Nie wyglądał jak typowy wilk. Miał zwyczajną masę, podobną do większości, potężne łapy i dobrą postawę. Mimo to nie sprawiał wrażenia 'tego dzikiego'. Po prostu miał coś w sobie, co nie pozwoliło mi go do końca zaakceptować jako rasowego wilka.
Kiwnąłem łbem do Darknessa, który nawet nie zaszczycił mnie spojrzeniem, po czym odleciał pozostawiając mnie z prawdopodobnie ognistym towarzyszem. Delikatnie się uśmiechnąłem, zaczynając rozmowę:
- Nie pochodzę z tego Klanu. Mimo to, mogę ci szczerze powiedzieć, że tereny tutaj są przepiękne i z pewnością ci się spodobają - skierowałem łeb w stronę widoku, jaki aktualnie zastaliśmy: zachód słońca w okolicach Starego Portu. - Mam na imię Howard.
- Ares - wilk spojrzał na mnie niepewnie, zapewne oceniając mój wiek.
- Nie jestem dorosły - wyprostowałem się, dorównując wzrostem wilczurowi oraz poprzedzając jego pytanie.
- Ah... W porządku.
- Idąc w stronę północną, a później skręcając na wschód dotrzemy do Starego Portu - poinformowałem Aresa - To budowla, którą tutaj widać.
Wilk kiwnął głową, a ja ruszyłem na północ.
Przybyłem tutaj wraz z Hikari, która chciała spotkać się z Lorraine, opiekunką do szczeniąt. Z tego co się dowiedziałem, jest to jej dobra koleżanka, dlatego nie miałem nic przeciwko temu. Naturalnie wzięła mnie ze sobą, co w niczym mi nie przeszkadza. Jest to wspaniała okazja, aby dokładniej poznać ognistych. Mają tu bardzo ładne widoki, które z pewnością różnią się od tych w Klanie Powietrza.
Po kilku minutach zza linii horyzontu wyłaniały się pierwsze drzewa Lasu. Uznałem to za dobrą okazję do rozpoczęcia jakiejkolwiek wymiany zdań, zanim oboje się do siebie zniechęcimy. Niewątpliwie spacer bez choćby najmniejszego słowa nie ma większego sensu. Stanąłem, by móc zrównać się z czerwonym wilczurem.
- Zbliżamy się do Lasu. Jest on głównie miejscem narad, polowań i spotkań członków Klanu. Natomiast jego głębia jest mniej przyjazna niż część zewnętrzna, ale o tym nic więcej nie mogę powiedzieć. Tej części jeszcze nie zwiedziłem.
Spojrzałem na wilka, któremu teraz na psyku wymalowała się żądza przygody, determinacja i odwaga.

(Ares? Takie sobie to opo, ale mam nadzieję że nie zniechęciłam cię do pisania z Howardem xd)

Od Trish cd. Artie

Artie był bardzo miły. Szkoda, że nie mogę mu się dokładniej przyjrzeć. Nie chcę używać mojej mocy teraz. Dlaczego tak trudno mi ją opanować? Odważyłam się mu przyjrzeć dokładniej. Tylko chwilę patrzyłam mu prosto w oczy, ale zaraz spuściłam wzrok.
- Też ze wschodu- po raz pierwszy od dawna uśmiechnęłam się do kogoś.- Jednak mam nadzieję, że nie spotkałeś miejsca, gdzie się urodziłam... Przynajmniej nie wtedy, gdy to się stało... Mieliśmy wspaniałe tereny. Łąki, na których było niezliczenie wiele różnorodnych kwiatów. Wysokie góry, na które prawie każdy bał się wejść- tu cicho się zaśmiałam. Wspomnienia tych pięknych miejsc wywoływały u mnie uśmiech.- Każdy oprócz mnie. Nie raz specjalnie tam wchodziłam jako szczeniak, żeby ktoś dał mi spokój. Zatrzymywałam się wtedy u wielu wspaniałych źródeł. Mieliśmy dostęp do ogromnego morza, gdzie z przyjaciółkami zbierałam bursztyny i wodorosty dla szamanki. Przez nasze tereny przepływały dwie rzeki. Uwielbiałam tam chodzić i skakać po kamieniach. Nasze jaskinie były ogromne. Moja wataha uwielbiała je stroić na najróżniejsze sposoby. Najczęściej powiązane z żywiołami. No i oczywiście trzy lasy. To od jednego z nich wszystko się zaczęło...- ściszałam z każdym słowem głos.
Artie był wyraźnie ciekawy. Jednak ja nie wiedziałam, czy chcę o tym opowiadać. Wszystkie wydarzenia przeleciały mi przed oczami. Spojrzałam basiorowi prosto w oczy. Nie czytam w myślach ani nic? Chyba po raz pierwszy. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało.
- Artie mam pytanie...- spojrzał na mnie pytająco, więc kontynuowałam.- jakim cudem nic ci się nie stało, gdy na ciebie wpadłam? Przecież każdy wilk, którego dotknę ma później bardzo mocne oparzenia, a ty nic...
(Artie?)

Od Artiego cd. Trish

Ciemna wadera sprawiała wrażenie przestraszonej, być może trochę  zdziwionej zaistniałą sytuacją. Chcąc nie chcąc, samica szybko znikła mi z oczu swoim nagłym wycofaniem pod ukryciem nocy. Muszę przyznać, że była kruczoczarna niczym noc, przez co trudno było złapać ją wzrokiem.
Cóż mam do stracenia? Nieczęsto zdarza mi się widywać towarzystwo w okolicach Starego Portu, a muszę przyznać, że jest to wspaniałe miejsce. Wprost przepiękne, ale niebezpieczne. A przynajmniej tak mówią, jednak ja wciąż się muszę gdzieś wepchnąć. Moja natura nie pozwala na odsunięcie takiej okazji do zwiedzania. Mimo to, nigdy nie dopadły mnie żadne stwory, o których wyobraźnia daje znać. Niekiedy nawet zdarzało mi się zobaczyć poruszające się po piasku delikatne statki, płynące do światła latarni.
Poszedłem za waderą, mając nadzieję, że ta będzie miała ochotę na rozmowę. Nic przy tym nie stracę, a nawet mogę zyskać nową towarzyszkę na wyprawy. Być może bratnia dusza? Uśmiechnąłem się w duchu na tę myśl, potrzebowałem towarzystwa. Ona mogła mi je zapewnić.
Dotarłem do samicy, która siedziała na dachu Starego Portu wpatrując się w gwiazdy. Muszę przyznać, że w tym miejscu można było naprawdę zobaczyć wiele wspaniałych rzeczy. Popatrzyłem na waderę z ciekawością, stanąwszy. Po zbadaniu sytuacji znów ruszyłem w jej stronę, siadając obok niej. Wziąłem głęboki wdech, po czym wypuściłem powietrze. Dzisiaj księżyc był naprawdę okazały.
- Nie powiedziałaś mi swojego imienia - zacząłem, wciąż wpatrując się w ciemne niebo. Wadera kątem oka spojrzała na mnie, po czym znów odwróciła wzrok.
- Trish - odpowiedziała - Naprawdę przepraszam, nie chciałam...
- Eh - zrobiłem kółka oczami, ukazując znudzenie i być może lekkie zirytowanie. W rzeczywistości wciąż byłem ciekawy nowej osoby - Daj spokój. Nic się nie stało. Artie jestem.
Tym razem spojrzałem na waderę z serdecznością.
- Wiem - powiedziała szybko, po czym zacisnęła swoje szczęki. Mój pysk wykrzywił grymas zdziwienia.
- Skąd? - zapytałem zaskoczony. Po chwili lekko mnie oswiecilo - Poznaliśmy się już kiedyś?
- Nie, nie! To tylko... przejęzyczenie - szybko odpowiedziała, jakby bała się tego, że odkryję jakąś tajemnicę. Niewątpliwie ją miała, aczkolwiek nie bardzo mnie to interesowało. Po prostu to jej sprawa, jakoś nie mam ochoty wtrącać się w czyjeś problemy.
Wyruszyłem więc ramionami i znów odwróciłem wzrok na gwiazdy.
- Jak długo należysz już do tego Klanu?
- Niedługo. Wprawdzie dopiero kilka miesięcy temu pierwszy raz stanąłem na tych ziemiach. Wcześniej należałem do Wschodniej Watahy.
- To... Gdzieś niedaleko?
Uśmiechnąłem się do siebie.
- To całkiem pół roku drogi na wschód. Więc raczej powrót tam mi nie grozi - odpowiedziałem - A ty, skąd pochodzisz?

(Trish?)

sobota, 11 czerwca 2016

Od Trish do Artie

Dzisiaj przeszłam spory kawał drogi. Polubiłam już niektóre wilki... Choć znam je jedynie z wyglądu i tego co wyczytam z ich myśli. Wiem, że to nie fair wobec niech... Tylko jak to powstrzymać? Tak bardzo się przyzwyczaiłam do tej umiejętności... Podniosłam głowę i spojrzałam w niebo. Śliczna gwieździsta noc i pełnia. Starałam się dzisiaj unikać lasu. Mogłam go niechcący podpalić. Już mi wystarczy, że wypalam dziury w trawie. Jakby ktoś mnie szukał w dzień idealnie by trafił. Zobaczyłam Stary port. Jeszcze tutaj nie byłam. Weszłam na most i szłam przed siebie. Rozglądałam się zaciekawiona, gdy na kogoś wpadłam. Szybko wstałam i nie patrząc na wilka odsunęłam się kilka kroków.
- Przepraszam, nic ci się nie stało? Zagapiłam się...
- Nic. Kim jesteś? Rzadko kogoś tutaj spotykam.
- Trish. Jeśli ci przeszkadzam to już idę dalej...
Poszłam przed siebie przechodząc obok wilka. Już wiedziałam kim on jest. Głupia moc! Czułam na sobie spojrzenie zaskoczonego Artiego. Zastanawiałam się, dlaczego nic mu się nie stało? Starałam się nie czytać mu w myślach, więc jedyne co odczytałam to jego imię. Idzie mi coraz lepiej. Usiadłam na najwyższym punkcie Starego portu i patrzyłam w gwiazdy. Nagle ktoś za mną stanął. Atrie? Po co? Trish nie czytaj w myślach! Cały czas patrzyłam w księżyc. Pełnia jest niesamowita...
(Artie?)

Nowa wadera w Klanie Ognia!

Hioshiru
Trish
Atakująca

Od Elayne c.d Flo

    Stałam przed okropnie wyglądającą waderą - zaschnięta krew na futrze nie wyglądała pięknie. Jednak zaciekawiło mnie to, że gdybym zrobiła niewłaściwy ruch ona od razu by się na mnie rzuciła. Ja jednak nie miałam ochoty wszczynać żadnej walki przed poznaniem przybysza. Kiedy nieznajoma zorientowała się, że nie mam złych zamiarów schowała kły i przywitała się, ale cały czas była gotowa do skoku.
    - Witaj. Mogłabym wiedzieć kim jesteś? - na przełamanie lodów posłałam jej nieznaczny uśmiech.
    Wadera poruszyła się niespokojnie, najwyraźniej nie spodziewała się takiej uprzejmości z mojej strony jednak ja nie zraziłam się tym. Przez chwilę widziałam w jej oczach zdezorientowanie, za co przybiłam sobie mentalną piątkę, ale po chwili jej ślepia znów błysnęły tą przerażającą pewnością siebie. Przygotowałam się na pewną z jej strony ripostę albo inny tekst gaszący mnie.
    - Raczej wątpię byś była godna mojej osoby. - uśmiechnęła się sarkastycznie i z satysfakcją z mojej najwyraźniej zdziwionej miny.
    Nie byłam dłużna.
    - Uważam, że to ty nie jesteś godna nawet stawiać łapy na tych terenach. Tak się składa, że jesteś na mojej ziemi i nie mam zamiaru cię tu dłużej widzieć. - wyszczerzyłam kły, ta wymiana złośliwości zaczęła mi się podobać. O nie, nie mogę stać się wredną suczą. - Jednak jeśli ładnie poprosisz możesz zostać tu jako Omega, bo nawet bez umiejętności czytania w myślach widzę, że masz moc ziemi. W końcu inaczej nie przeszłabyś przez tamtą część lasu. - wskazałam łbem drzewa za waderą.

<Flo? Przepraszam, jakieś słabe wyszło>

Od Chantal c.d Sombre

- Z wielką chęcią. - z ochoczym uśmiechem odpowiedziałam wilkowi na co ten skinął głową i momentalnie udał się do wnętrza budynku.
Odprowadziłam go wzrokiem, ale po chwili przeciągnęłam się i sama podążyłam w tę stronę.
***
Spojrzałam na Ericę, a potem na Sombre. Pokiwałam porozumiewawczo głową do obojga i uśmiechnęłam się pod nosem. Raz, dwa, trzy! Ja i Alfa wyprysnęliśmy z zarośli, które do tej pory służyły nam za kryjówkę. Zaganialiśmy 2 łanie i dosyć starego, a przy tym dorodnego jelenia w stronę Erici, która była w pogotowiu po naszej lewej. Zwierzęta zaczęły bieg ledwie kilkanaście milisekund po nas, ale to wystarczyło, żebyśmy zaszli je z obu stron. Zobaczyłam, że jedna z łań lekko wysuwa się naprzód i szykuje się do skrętu, lecz uniemożliwiłam jej to ogniem, którym zagrodziłam jej drogę, a zarazem wystarszyłam jeszcze bardziej. Ale cofnęła się dzięki temu. Nigdy nie lubiłam używać magii podczas polowań, ale czasem było to dużo bardziej opłacalne, na przykład w tego typu sytuacji.
Kiedy byliśmy już na tyle blisko, że Erica niemalże skakała na jedno ze stworzeń, uprzednio wystraszona przeze mnie łania skoczyła w moją stronę, zawadzając tylną kończyną o moją głowę. Wtem złapałam ją zębami za nogę, którą mnie trącnęła. Szarpnęłam. Upadła na ziemię, ciągnąc mnie za sobą. Miotała się jeszcze przez chwilę, kopiąc mnie resztą kończyn, dopóki nie zadałam jej na tyle poważnych ran pazurami, aż jej żywot się zakończył.
Przy tym wszystkim zapomniałam o swoich towarzyszach. Wstałam obolała i rozejrzałam się. Erica zajęła się drugą łanią, a Sombre jeleniem. Oboje patrzyli na mnie, jakby stała przed nimi najgorsza mara. A ja tylko uśmiechnęłam się krzywo, jak gdyby nigdy nic.
- Wszystko fajnie, ale... Jak my je teraz przeniesiemy? - pytanie padło z ust wilczycy.
Sombre spojrzał na naszą zdobycz. A ja już miałam pomysł. Wysłałam falę w poszukiwaniu pobliskich smoków. Może jakieś tu były.
Okazało się, że owszem. Niedaleko był jakiś młodzik. Zagadałam z nim i z wielką łaską uznał, że nam pomoże. Że też u nich wiek nastoletni był nad wyraz długi. Utrapienie.
<Sombre?>

Od Rhaegara c.d Caleb`a

 Pogoda dzisiaj była naprawdę paskudna. Nie pamiętam kiedy ostatnio oberwanie chmury na tych terenach było tak ogromne. Normalnie, powstrzymałbym tak natarczywą ulewę, jednak ta była zbyt wielka i zużyłaby zbyt wiele mojej mocy, która równie dobrze może mi się dzisiaj przydać w czymś innym. Wszystko legło jednak w gruzach, kiedy niebo przeszyła pierwsza błyskawica, niecałą sekundę później usłyszałem ogromny grzmot. Super, jesteśmy w samym centrum zamieszania.
 - Rhaegarze... - do jaskini wszedł Bastion, wysoki, skrzydlaty basior o fioletowych oczach - Zdawało mi się, że kogoś widziałem, jednak zniknął mi z oczu, proszę o wybaczenie.
 - Kogoś? - spojrzałem na basiora zaciekawionym spojrzeniem - To nie był nikt z tego Klanu?
 - Ani z tego, ani z jakiegokolwiek innego, nie wyglądał na tutejszego.
 Wilk który nie był stąd... odłożyłem stary zwój na półkę i wziąłem klucze w pysk. Wyminąłem Strażnika bez słowa i pobiegłem przed siebie. W taką pogodę, wilk nie prędko opuści Klan, więc nie powinienem mieć zbytniego problemu, ze znalezieniem tego wilka. Właściwie to głupio postąpiłem, bo nawet nie zapytałem się Bastionu gdzie go widział... no trudno, jakoś to będzie, tylko jeden wilk panicznie ucieka przed burzą.
 Byłem już przemarznięty i zmachany, kiedy natrafiłem na pierwsze ślady obecności wilka. Basior... najpewniej trzy... nie, dwuletni. Odcisk jednak świadczył o tym, że wilk był niespotykanie lekki, jak szczeniaczek. Zaciekawiony jeszcze bardziej, przyspieszyłem przeskakując przez powalony pień drzewa, cały czas wpadając w ogromne kałuże. Czułem, że jestem już blisko... dokładnie w tym momencie piorun trzasnął w drzewo parę metrów dalej, na chwilę pozbawiając mnie słuchu. Kiedy w głowie przestało mi już szumieć, podniosłem się z zabłoconego podłoża, jednak zbyt szybko bo zakręciło mi się we łbie. Spojrzałem ukradkiem na połamane drzewo i w tym samym momencie dostrzegłem owego wilka przywalonego przez ogromną gałąź. Chyba już nie żył, albo był w krytycznym stanie. Szybko podszedłem do niego, zatrzymując się jednak dwa metry przed ciałem, przyglądając się mu... żył.
 - Bramo Smoka, otwórz się! Ryu! - klucz błysnął i po chwili ukazał się przede mną ogromny, różowawy smok.
 Smok który już zdążył się zrobić mokry, otrzepał się a z jego ciała zleciało mnóstwo płatków wiśni.
 - Tak Panie? - zakręcił swoją kulą w łapach.
 - Trochę nietypowa prośba, jednak tylko ty możesz mi w tym pomóc... przeniósłbyś tego wilka do lecznicy, tylko błagam... nie połam go.
 - Twoja wypowiedź mnie rani... - smok zmrużył oczy jednak wykonał polecenie.
Delikatnie odgarnął ogonem gałąź i podniósł wilka tak, że jego ułożenie zbytnio się nie zmieniło. Po chwili duch zniknął z basiorem, aha... ale mnie to już nie łaska była zabrać? No nic, ruszyłem w drogę powrotną, prosto do lecznicy. Invocto ostatnio miał wystarczająco dużo do roboty, a teraz jeszcze przysłaliśmy mu nieznanego wilka, no biedny... Ignorując jego przemęczone spojrzenie, podszedłem do niego.
 - I jak? Wyliże się z tego? - zapytałem
 - Pewnie tak... nie wygląda, ale jest naprawdę silny - basior przyznał z lekkim uznaniem.
Przytaknąłem, spoglądając na nieprzytomnego basiora o ciemnym futrze i całkiem sporych skrzydłach jak na jego malutki wzrost.

(Caleb? żyj lel) 

piątek, 10 czerwca 2016

Od Howarda do Amai

- Howie, nie przesadzaj – powiedziała zirytowana wadera, kiedy znów zacząłem się wiercić podczas układania kosmyków sierści. Hikari znów zaczęła mnie targać za moje piękne futro, robiąc z niego jakąś maszkaradę na nie wiadomo jakie przedstawienie.
- Czy to wszystko konieczne? Przecież nic wielkiego się nie dzieje – powiedziałem do wadery, krzywiąc się przy tym nieznacznie. Wciąż nie rozumiałem, dlaczego to robimy: od kiedy pamiętam wychowuję się w otoczeniu medyczki z Klanu Powietrza, na tym terenie. Znam wszystkie miejsca niemal jak swoją jaskinię, wciąż odkrywając nowe otoczenia. Nie wierzę, że członkowie watahy mnie nie znają, ani chociażby nie kojarzą z widzenia. Wyrwałem się z łap rodzicielki, psując właśnie ułożoną sierść – Moim zdaniem przesadzasz. Dlaczego właściwie tam idziemy?
Hikari uśmiechnęła się sama do siebie, spoglądając na mnie z wyższością. Coś, jakby myślała nad moim zachowaniem. Byłem wciąż niepewny, dlaczego tam idziemy. Ona nic mi nie wytłumaczyła, a przy tym wszystkim najwyraźniej uznała, że wiadomość „Idziemy do Alfy Klanu” mi wystarczy. O nie, czemu ona się tak bardzo myli? Z jakiego powodu nie chce mi nic więcej wytłumaczyć?
- Po prostu muszę cię zaprezentować w Klanie, jako mojego podopiecznego – odpowiedziała, cierpliwie na mnie spoglądając. Przekręciłem oczami, dając jej do zrozumienia, że taka odpowiedź nie daje mi jasnej oceny sytuacji, ani satysfakcji z otrzymanej informacji. Wyraźnie widziałem, że jest zdenerwowana, a na upór nie chce mi powiedzieć z jakiego powodu.
- Po co? Czy oni nie wiedzą, że urodziłem się w tym Klanie? – nalegałem. Tyle pytań bez odpowiedzi nadal krąży po mojej głowie, a ja nadal nie mogę ich ogarnąć. Nikt po prostu nie chce mi na nie odpowiedzieć, powodując tym samym kolejne pytania.
- Dowiesz się w swoim czasie – odpowiedziała, po czym po raz kolejny pogłaskała mnie po łbie i ruszyła na północ – Ruszaj się, Howie, bo się spóźnimy.
***
Niedługo później dotarliśmy do pałacu Sky’a, co oczywiście nie było dla mnie wielkim odkryciem. Już wiele razy przemykałem tymi korytarzami. Żądza zwiedzenia tego budynku była wprost nieosiągalna, więc miałem już okazję nacieszyć się pięknem tej świątyni, która rzeczywiście zasługuje na zachwyt.
- Zaprowadzę ciebie do pomieszczenia, gdzie na mnie poczekasz. Rozumiemy się? – powiedziała przyjaźnie, po czym na mnie spojrzała. Kiwnąłem głową, na znak, że rozumiem i dostosuję się do jej życzenia. Bo w sumie, czemu nie? Skoro zaciągnęła mnie do tej Świątyni, nie będę robił niepotrzebnych szopek.
Weszliśmy do budynku, gdzie zaprowadziła mnie do pewnej małej salki. Nie było w niej nic niezwykłego, żadnego śladu życia. Hikari mrugnęła do mnie, po czym dumnie wyszła z pomieszczenia zostawiając mnie samego.
Usiadłem na środku. Pozostaje mi czekać, aż moja podopieczna wróci. Sala była delikatna, bogato zdobiona freskami oraz płaskimi rzeźbami. Środek był trzymany przez wielkie dwa filary, zrobione z Górskich Kamieni. Całe pomieszczenie było wyrzeźbione w białym marmurze, które sprawiało wrażenie delikatnego i wietrznego zakątka.
Podszedłem do jednej ze ścian, obserwując płaskorzeźby. Na jednej ze ścian były przedstawione dwa szczeniaki, bawiące się z wiatrem przemijającym między ich łapami. Jeden z nich był oporny, ponieważ usiadł i zaparł się łapami. Wiatr roztrzepał jego bujną sierść, chcąc go popchnąć do przodu. Drugi z wilków posiadał skrzydła. Był w pozycji odbijania się od podłoża i lecącego z wiatrem. Jego tylne łapy odrywały się od ziemi, ciągnięte wraz z wiatrem. Skrzywiłem się na ten widok.
Dotychczas z wilków które spotkałem, jedyny nie miałem skrzydeł. Wszyscy z żywiołem powietrza są skrzydlastymi. Czy to ja jestem przedstawiony na tej rzeźbie? Sky, co zamierzasz mi przekazać?
Wzruszyłem ramionami, po czym odwróciłem się i ruszyłem w stronę korytarza. Nie miałem już ochoty przebywać w tym pokoju. Chwilę później usłyszałem jakiś dźwięk. Ruszyłem w jego stronę, a byłem na tyle blisko, że odróżniałem poszczególne słowa.
- Proszę, Pani, pozwól mu zostać ze mną! Mam pojęcie o szczeniakach, wiem, jak trzeba się z nim obchodzić i zajmować! Zrobię wszystko, co będę mogła! – zawołała zrozpaczona wadera, która z każdym kolejnym słowem traciła nadzieję. Można to prędzej nazwać szeptem, niż kompletnym głosem, jakby bali się, że ktoś może ją usłyszeć.
Zaraz po tym odpowiedział jej jakiś inny głos, który zabrzmiał pewniej, niż poprzedni. Przysunąłem się prędzej do ściany, chcąc zaobserwować rozmówców. Jak najciszej zbliżałem się do kąta, zza którego mógłbym spokojnie zaobserwować wilki.
Dlaczego to robiłem? Nie wiem. Po prostu kogoś mi ten głos przypominał, nie umiem tego powiedzieć. Nie znam na to uczucie jednoznacznej odpowiedzi. Po prostu musiałem to zrobić, musiałem zobaczyć, kto z kim rozmawia. To coś mną kierowało.
Tak! Udało się. Teraz wystarczy wyczuć moment, kiedy nie będą patrzeć. Powoli wysnąłem łeb zza ściany i serce we mnie zamarło.
Moim oczom ukazała się Hikari wraz z inną, kremową waderą. Obie skrzydlaste rozmawiały między sobą, a z daleka można było poczuć dystans między dwoma postaciami. Niepewnie wyszedłem naprzeciw dwóch wilczyc, stojąc w wejściu do sali.
-Hikari, on nie jest twoim synem. Doskonale wiesz, że nie masz żadnego prawa się nim opiekować, powinnaś od razu to skończyć i oddać go pod opiekę do mnie, a wtedy znaleźlibyśmy dla niego odpowiednią… - przerwała, gdyż Hikari spojrzała w moją stronę i zaraz po tym rzuciła się do mnie. Stanąłem na środku przejścia, wciąż uważnie obserwując rozwój wypadków.
Czyli… rozmawiali o mnie? Dlaczego? Kim była wadera, z którą rozmawiała?
Spojrzałem znów na kremową, uskrzydloną waderę, wpatrującą się teraz we mnie i Hikari, która tutaj podbiegła. Wciąż coś do mnie mówiła, ale ja skupiłem się na samicy będącej na tym samym miejscu co wcześniej. Teraz zacisnęła szczęki, po czym odwróciła wzrok, spoglądając w okno ukazujące krajobraz Gór Wiatru.

(Amai?)

Od Sansy c.d Lysandra

  Stoczyłam się z półki skalnej, szybko rozpościerając skrzydła. Jednak spotkanie z ziemią było zbyt bliskie, bym mogła odlecieć. Uderzyłam plecami o kamienie, cicho krzycząc i pozbawiając swe płuca jakiegokolwiek dostępu do powietrza. Nie miałam jednak czasu na złapanie porządnego oddechu, szybko zerwałam się na równe łapy i pobiegłam chwiejnym krokiem przed siebie. Zabiłam. Zabiłam. Zabiłam a teraz muszę uciekać przed tymi, którzy pragną się zemścić. Mieli zbyt dokładnych wypatrujących i zbyt wiele wilków, które były gotowe puścić się za mną w pościg. Uciekałam już od dwóch dni, jednak oni nadal mnie gonili, co jakiś czas słyszałam ich za sobą. Uciekałam już tak długo, że nawet nie wiedziałam gdzie dokładnie jestem. Oni chyba też nigdy nie zapędzali się tak daleko, ale co się dziwić, zabiłam ich Alfę. Mój łeb musiał zostać w najlepszym przypadku nabity nad wejściem do jaskini obecnych Alf. Wybiegłam z lasu, teraz będąc na lekko zamglonej polanie. Wcześniej musiało tutaj padać, ponieważ trawa była wilgotna. Ruszyłam w miarę pewnym krokiem przed siebie, byłam wyczerpana tą dwudniową ucieczką w takim stopniu, że nie zwracałam już nawet uwagi na to co mnie otacza. Zobaczyłam jedynie jakieś dziwne ruiny, które mogły być dla mnie tymczasowym schronieniem. Tak więc bez zastanowienia, pobiegłam w tamtym kierunku ile sił w wątłych łapach. Zatrzymałam się dopiero w środku, poniszczone mury skrywały w sobie niezliczoną liczbę tajemnic, a ja uwielbiałam tajemnice. Wpatrywałam się w wyblakłe ściany, kiedy ktoś dotknął mojego ramienia. Odskoczyłam jak poparzona, biorąc kilka gwałtownych wdechów, żeby się uspokoić. Uspokoiłam się dopiero kiedy zauważyłam, że ów basior nie jest z tych, którzy mnie gonią. Jednak mimo wszystko nastroszyłam się i głośno warknęłam, dając mu do zrozumienia, że jestem gotowa do ataku w razie czego.
 - Spokojnie, spokojnie... nic Ci nie chcę zrobić. Wyglądałaś na zgubioną... - powiedział ciemny basior jakby na usprawiedliwienie.
Wyprostowałam się, przypatrując mu się z zaciekawieniem. Faktycznie, byłam zagubiona ale aż tak dobrze było to po mnie widać? Obeszłam basiora dookoła, dokładnie mu się przyglądając, jego posturze, oceniając jego możliwości.
 - Gdzie jestem? - zapytałam wreszcie
 - Na terenie Klanu Ziemi.
 - Klanu Ziemi? - zdziwiłam się, nigdy nie słyszałam o takim dziwnym, odległym miejscu.
 - Coś taka zdziwiona? No nic, jestem Lysander, a ty?
 - Sansa... - odpowiedziałam mało pewnie.

(Lysiek?)

Od Rhaegara c.d Darkness`a

Zastanowiłem się chwilę, czy znam jeszcze jakieś Alfy… w sumie to dzisiaj poznałem Darkness`a, Alfę Klanu Ognia, a tak poza tym znałem jeszcze moją kuzynkę Elayne, z Klanu Ziemi. Nie znałem ani Alfy Klanu Everything a tym bardziej Powietrza.
 - Jedynie Ciebie oraz Alfę Klanu Ziemi – nie dodałem tego, że jestem z nią spokrewniony – A ty? W sumie interesuje mnie to, jakimi wilkami jest Alfa Klanu Everything i Klanu Ziemi.
 - Niestety muszę Cię zasmucić, jednak nie dane mi było poznać Alfy Klanu Powietrza, Ziemi… również nie znam, ale znam jednak Alfę Klanu Everything. Sombre… Jaki jest Sombre – basior się zamyślił, marszcząc swoje czoło – Ciężko jest określić tego basiora w jednym zdaniu. Raczej cichy, woli Cię słuchać niż mówić, więc ciężko z nim nawiązać dobry kontakt.
 - Czyli coś podobnego do Ciebie? – zapytałem ze spokojem.
Basior tak jakoś dziwnie się uśmiechnął, w zrozumiały najpewniej tylko dla niego samego sposób. W tym wilku było coś dziwnego, coś innego… nie muszę być jakoś super wybitnie spostrzegawczy, żeby się zorientować, że basior nieco ukrywa swoją prawdziwą naturę i mnie oszukuje. Nie mam mu jednak tego za złe, jest Alfą, tak samo jak ja, w tej kwestii rozumiem go jak nikt inny.
 - No nic, pozwolisz teraz, że zostawię Cię samego? Muszę zająć się pewną sprawą, wrócę pewniej za jakieś dwie godziny, jeśli chcesz... możesz w tym czasie pospacerować się po mych wodnistych ziemiach. Nie sądzę jednak, żeby przypadły Ci one do gustu... więc możesz sobie tutaj posiedzieć. - uśmiechnąłem się delikatnie pospiesznie wychodząc ze swojej jaskini, zostawiając w niej wilka.
 Deszcz padał z taką siłą, że już po chwili byłem cały przemoczony, deszcz jednak nie przeszkadzał mi w zupełności. Wręcz przeciwnie, dodawał mi sił do tego, żeby podążać dalej. A owym dalszym miejscem, była świątynia. Dzisiaj odbywało się mini spotkanie, na którym obecnych były jedynie pięć wilków.. Ja, Rozsena czyli Strażniczka Świątyni, drugi Strażnik Caleb który równocześnie był Samcem Gamma, Samica Beta Breeze no i na samym końcu Anima czyli najstarsza wadera w całym naszym Klanie. Przyszedłem jak zwykle ostatni, spotykając się z pogardliwymi, błękitnymi oczyma Rozseny.
 - Wybaczcie za spóźnienie - rzuciłem szybko siadając naprzeciwko ślepej wadery.
 - Zanim zaczniemy nasze obrady... - zaczęła nieco skrzekliwym, zachrypłym głosem - Może nasz Cesarz Samotnej Wyspy... wytłumaczy nam obecność Płomienistego Księcia?
 - To nic istotnego dla Ciebie Znachorko - burknąłem - Wilk korzysta jedynie z naszej Klanowej gościny, obecna pogoda utrudnia mu podróż.
 - Jednak jego obecność... kłóci się z naszą historią - zaczęła Rozsena, jak zwykle spokojnym głosem.
 - Rozumiem, jednak twój ton wnioskuje, że masz jakąś propozycję. Mów,
 - Czy nie można by po raz pierwszy w historii Klanów... mieć sojusz z Klanem Ognia? - zapytał Caleb.

 Ich pomysł, nieco mnie obruszył. Sojusz z Klanem Ognia? Nie przepadaliśmy za sobą, a to, że byliśmy w stosunku do siebie neutralni, było przymusem. Gdyby przyszło co do czego, najchętniej wymordowalibyśmy się w mojej jaskini. Zanim jednak wydarłem się na zgromadzonych, dokładnie to sobie przemyślałem. W sumie przyniosłoby to pewne korzyści... czemu nie, jednak jak zaproponować to basiorowi? Nie wyglądała na jakiegoś specjalnie chętnego do takich spraw. Ale możliwe, że źle o nim pomyślałem. 
 Bez słów wstałem od towarzystwa, kierując się w stronę wyjścia. Chyba jednak przyjdę nieco wcześniej niż wspomniałem basiorowi, myślę że się nie obrazi. A nawet jeśli, propozycja którą mu przedstawię, powinna go zatkać. Będąc już w pobliżu swojej jaskini, chyba po raz pierwszy w swoim życiu zacząłem się czuć tak niepewnie. Właśnie jak na złość, w takich chwilach musiał wyskoczyć jeden z duchów i na złość musiała to być ta dożarta Panna. Niska wadera, zaczęła krążyć wokół mnie głośno się śmiejąc. Kiedy przystanęła, jej grzywka opadła nieco na jedno z oczu. Teraz patrzyła się na mnie swoim niebieskim oczkiem, z szerokim uśmieszkiem.
 - Czyżbyś miał jakiś problem? - zapytała
 - Po co głupio się pytasz... przecież wiesz - odwróciłem łeb starając się nie zarazić jej głupotą.
 - Nie martw się - podskoczyła - Ja Ci pomogę!
 Po tych słowach puściła się biegiem w kierunku mojej jaskini, zostawiając za sobą mnóstwo rozrzuconego błota. Pokręciłem łbem zrezygnowany i delikatnym kłusem ruszyłem do siebie. Kiedy znalazłem się już w środku, zobaczyłem Darkness`a wręcz przygniecionego do ściany przez niziutką waderę która zaczęła mu już opowiadać jakąś historię.
 - Wracaj - warknąłem po czym wadera z głośnym piskiem rozpłynęła się w powietrzu. - Wybacz mi za nią...

(Darkness? Nie wiedziałam jak to zakończyć... teraz ty się męcz xdd <3)

czwartek, 9 czerwca 2016

Od Lux c.d Amai

Byłam lekko zaniepokojona gdyż ujrzałam nowe pomieszczenie jak i nieznajomy pyszczek. Przedstawiła się z przyjaznym uśmiechem, od razu zrobiło mi się raźniej. Wiedziałam iż nie będzie chciała mnie skrzywdzić, i tak bym nie zawahała się obronić. Zaciekawiło mnie słowa "klan ognia"
-W klanie Ognia? - spytałam
-Owszem, widzisz. Pewnego dnia... - bla bla bla skróćmy to - (...) i tak powstało pięć klanów. - w kończyła, nie mowie żen ie słuchałam.
-Ouch, to cudownie. Ale czy ja tu pasuje? - zapytałam lekko nieśmiała
-W sumie nie odrzucamy. - oznajmiła. Ja potrząsam troszkę główką.
-Jesteś Alfą? - dopytałam, zapewne mówiła wcześniej ale nie usłyszałam.
-Nie, Alfą klanu ognia jest basior o nazwie Darkness- wyjaśniła
-Gdzie mogę go znaleźć? - spytałam pod jarana aż zamerdałam ogonkiem.
-A chcesz dołączyć? - dopytała.
-A czemu by nie. Bardzo chętnie. - uśmiechnęłam sie.
-No dobrze, zaprowadzę cię. - oznajmiła, pogoda się poprawiła co bardzo mnie ucieszyło. Chmury były ale jaśniej sie wydawało. Chwile drogi i ku moim oczom ukazał się ciemny basior ze aby go całego obczaić musiałam przymrużyć oczy, za ciemno było, dopiero gdy samiec wyżeł ukazał się w prawdziwym świetle, od razu oczy mi się otworzyły razem z pyszczkiem. Stałam tak wryta...
Darkness?

Od Darkness'a do Sombre

O dłuższego czasu nie mogę zapomnieć o tej akcji z kanibalami. Cały czas wydaje mi się, że to była Kilan. Przez całe swoje życie nie widziałem drugiej takiej wadery, ale mimo wszystko coś mi w niej nie pasuje. Walczyła tak jakby znała każdy następny ruch przeciwnika i odrzucała zasady grawitacji. Tak dobra nie była nawet przed naszą rozłąką. W dodatku ostatnio kiedy ją spotkałem miała ostrą amnezję i panikowała na odgłos wiewiórki w krzakach. Czy to naprawdę ona? Była uderzająco podobna i miała identyczny, delikatny głos. Sam już nie wiem co o tym myśleć. Czy to była nasza Kilan? Ech.. nie wiem już co o tym myśleć. Mając nadzieje, że zauważę coś ciekawego poza klanami udałem się na tereny kanibali. Powoli zapadał zmierzch, czyli czas kiedy połowa z tych dziwacznych wilków idzie spać, a reszta wyrusza na polowania. Taki zabawny cykl. Jedni idą spać, a inni na nich polować. Krótko mówiąc - jeśli przeżyjesz noc w dzień najesz się do syta. Jednak dzisiaj było niezmiernie spokojnie. Nie dostrzegłem żadnych strużek dymu ani grupki polujących wilków. Czasem tylko słyszałem pohukiwanie sowy lub kumkanie żab w stawach. Noce były już ciepłe, ale często burzliwe i wilgotne. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że na terenach Klanu Ognia deszcz to ewenement na kilka pokoleń, a chłodną wodę znajdziesz tylko w małych, na wpół wyschniętych źródełkach w najgłębszych ruinach czy grotach. Pomimo iż jestem wilkiem ognia to lubię od czasu do czasu wyruszyć poza klany i poznać nieznane. Te tereny są bardzo niestabilne. Co po chwilę są tu wojny, a w dalszych partiach (ale to naprawdę dalekich) można spotkać pojedyncze ludzkie domki. Na szczęście przeważnie są one opuszczone lub zamieszkane przez starych pustelników, o których śmierć zapomniała. Mijałem kolejne wzgórza i doliny, by w końcu dotrzeć do jednego z bardziej niezwykłych miejsc w tych okolicach. Niewielkiego jeziora, które wbrew pozorom jest bardzo głębokie. Woda w nim jest klarowna jak szkło przez co niejeden śmiałek stracił tu życie. Piasek porastają krzewy i drzewa, więc jeśli ktoś się zagapi może wpaść do jeziora myśląc, że cały czas znajduje się w gęstym lesie. Zaraz przy nim znajduje się niewielka góra, z której spływa kilka mniejszych jak i większych wodospadów. Ale jedna rzecz jest tutaj nietypowa. Na samym dnie osiedliły się świecące w ciemnościach glony. Sprawia to, że w dzień może i jest to zwyczajna sadzawka, lecz po zmierzchu oświetla ona delikatnie niebiesko-turkusową poświatą okoliczne drzewa. Byłem przekonany, iż jestem kompletnie sam, więc wylądowałem na samym brzegu, gdy wtem ujrzałem coś po drugiej stronie jeziorka. Tyłem do mnie pływał jakiś basior. Mimo iż ciężko było mi go rozpoznać czułem, że na pewno nie należy do tych pokręconych wilków. Szybkim susem ukryłem się w zaroślach, po czym zbliżyłem się do niego. Hm… ta ciemna sierść, dwukolorowe oczy. Skąd ja go znam… A no tak to Sombre, tylko co on tu robi o tej porze? Może porąbało go w tym samym stopniu co mnie. No nie ukrywam byłoby ciekawie. Nie mam tylko pewności czy on nadal mnie pamięta.
- No no no… Kogo my tu mamy, Sombre? A może lepiej Alfo Klanu Everything? Co ty tutaj porabiasz o tej porze? - zapytałem ironicznym tonem z rozbawionym uśmiechem siadając na brzegu i maczając łapę w letniej wodzie
(Sombre?)

Sojusz! + drobna informacja

Od dzisiaj mamy sojusz z blogiem który posiada fajną muzyczkę! Tym blogiem jest Stado Platynowego Pazura - ciekawa nazwa swoją drogą ;3

A teraz drobna informacja, odnośnie tego co tutaj się dzieje w postach. Wraz z Nat, stwierdziłyśmy, że na pewien czas, pisanie odpowiadań do super popularnej postaci imieniem ''Ktoś'' będzie zabronione. ''Ktoś'' jest tak rozchwytywany, że był zmuszony do odwołania wziąć urlopik :/ 
A tak już poważnie. Na takie posty praktycznie nikt nie odpisuje, a jak da się komuś do dokończenia, to taki ktoś musi odpisać. Jak nie wiecie z kim na sam początek zacząć... to dajcie posta do dokończenia Alfie ;) Potem możecie najwyżej dać do dokończenia komuś innemu...

Podsumujmy ten piękny post!
Mamy fajny sojusz a dodatkowo wprowadzona została nowa zasada odnośnie tajemniczego ''Ktosia''. No nic, miłego dnia, wieczorku, nocy życzy wam administracja Wilczych Klanów! <333

Nowe szczenię w Klanie Powietrza!

art wykonany przez azzai
Howard
Zwykły członek
Za młody

Od Rhaegara c.d Yǒnggǎn

 Zamyśliłem się, ''obowiązki Alfy'' coś tam niby było, ale od czego mam swoich zastępców? Jak raz nie poukładam ksiąg w swojej jaskini i nie opierdzielę jakiegoś ze swoich Duchów, to chyba nic się nie stanie, prawda? Przewróciłem się na bok, po chwili wstając.
 - Obowiązki mogą zaczekać moja droga, idziesz? - zapytałem przekręcając łeb
 - Nie musisz nawet pytać, chodźmy! - powiedziała biegnąć przed siebie, po chwili jednak się zatrzymała - dokąd zmierzamy? 
 - Zobaczysz - uśmiechnąłem się.
 Słońce co prawda prawie już zaszło i mogliśmy się spóźnić, musiałem jednak tam pójść, z czystej ciekawości. Poza tym wędrówka tam była niebezpieczna z wielu powodów. Po pierwsze, był to teren Klanu Ognia, a chyba lepiej, żebym się tam nie pokazywał... a po drugie, zwierzyny było tam tak dużo, że mogła nas stratować. No ale jak to się mówi, bez ryzyka nie ma zabawy. Szybko przeszliśmy z Klanu Ziemi do Klanu Ognia, co chyba średnio przypadło do gustu Yǒnggǎn ale nic nie powiedziała. Droga do wąwozu nie była w całe taka trudna, wręcz przeciwnie, nietypowe, delikatne wzniesienia jak na te tereny, były bardzo proste do przebycia. A widok który rozciągał się tam w dole był przepiękny. Pomarańczowa, sucha od słońca trawa delikatnie drapała w łapy, ale specjalnie nie przeszkadzało mi to, nawet jeśli żyłem w zupełnie przeciwnym środowisku. W wąwozie o dziwo nie było ani śladu zwierzyny, oraz unoszącego się w powietrzu pyłu, co mogło świadczyć tylko o tym, że jakimś cudem zwierzęta się spóźniają. Wolę nie wiedzieć, co było przyczyną zatrzymania tak ogromnego stada. Zbliżyłem się do krawędzi wąwozu, spoglądając w dół.
 - Rhaegar, nawet mi nie mów, że zamierzasz tam wskoczyć. To samobójstwo, wiesz o tym...
 - Wiem, ale przecież ze mną nic Ci się nie stanie - puściłem jej oczko następnie wskakując do wnętrza wąwozu.
 Wylądowałem z lekkim stęknięciem, jednak mogłem zejść nieco niżej, wysoko tam było. Nie musiałem długo czekać na waderę, która wylądowała obok mnie odrzucając swoje falowane włosy do tyłu.
 - A co jeśli dzisiaj się nie zjawią? Będziesz czekał całą noc? 
 - Muszą przyjść, to jest wyryte w ich naturze - uśmiechnąłem się siadając, jak mam czekać to nie będę przynajmniej stał.
 Wadera usiadła obok mnie i tak przez jakieś dziesięć minut czekaliśmy w kompletnej ciszy. Faktycznie już zaczynałem powątpiewać w to, że którykolwiek ze zwierząt tędy przebiegnie, i to właśnie w tej chwili, ziemia zaczęła drżeć. Szybko zerwaliśmy się na równe łapy, kiedy pierwsze jelenie i sarny wyłoniły się zza rogu, zaczęliśmy powoli biec. Wskoczyliśmy na małą półkę skalną, przepuszczając pierwszą zwierzynę wolno, wyczekując tej osłabionej. Skoczenie teraz, skończyłoby się dla nas śmiercią, dlatego czekaliśmy bacznie obserwując. Po pięciu minutach, kiedy skupisko zaczęło się rozrzedzać, zauważyliśmy nieco wolniej biegnące sarny.
 - Teraz! - powiedziałem i skoczyłem w dół lądując parę centymetrów od kopyt biegnącego zwierzęcia.
 Wycofałem się w bok, dalej biegnąć. Kątem oka zobaczyłem, że wadera również zeskoczyła, jednak nie widziałem jej w tym całym kłębowisku. Ugryzłem jakiegoś jelenia w zad, jednak zaraz zsunąłem się z niego, unikając poroży jednego ze zwierząt. Cholera gdzie jest Yǒnggǎn... Zacząłem teraz biec pod prąd, co chwile uskakując w bok uciekającej zwierzynie. W tym tłoku ciężko było jednak biec, więc po chwili wpadłem na jakaś drobną sarnę, zwalając ją z nóg. Oboje przeturlaliśmy się w bok, ja jednak pozbierałem się szybciej i skorzystałem z tej okazji, wbijając w kły w odsłoniętą szyję mojej ofiary. Sarna wierzgnęła parę razy smukłymi kończynami, po czym umarła. Zostawiłem ciało, które nie zniknie przecież od tak i wyruszyłem w dalsze poszukiwania wadery.
 - Yǒnggǎn! - starałem się przekrzyczeć panujący wokół mnie harmider, jednak mój własny głos ginął w tym tłumie. - Yǒnggǎn! Yǒnggǎn!?
 Nie mogłem jej znaleźć, po prostu nie mogłem. Wdrapałem się na skałę, próbując ją zauważyć właśnie stąd. Zobaczyłem tylko tyle, że stado zaczynało się kończyć, jeszcze tylko parę sekund i znikną. Jednak nawet w momencie kiedy w wąwozie zrobiło się już prawie pusto, nie zauważyłem wadery.
 - Yǒnggǎn? - teraz już nawet nie krzyczałem, mówiłem cicho zaskoczony tym, że nie zdołałem jej upilnować. - Yǒnggǎn?
 Nie wiem kiedy, ale jeśli minęłaby jeszcze minuta, najpewniej zszedłbym na zawał. Wadera mi tylko pomogła przyśpieszyć ten proces, kiedy skoczyła mi na plecy, omal nie krzyknąłem, nie zrobiłem tego tylko dlatego, że byłem tak bardzo zaskoczony. Wilczyca wręcz nie mogła opanować swojego śmiechu, ostatecznie sama się wywróciła z tego śmiechu.
 - Głupia... myślałem, że Cię stratowały...
 - Mnie? Prędzej powiedziałabym to o Tobie - zaśmiała się - Swoją drogą i ty i ja powaliliśmy zwierza, to jak, jemy?
Podniosłem łeb, faktycznie Yǒnggǎn również udało się coś złapać. Uśmiechnąłem się dopiero teraz odczuwając jak bardzo jestem po tej przygodzie głodny.

(Yǒnggǎn? Tak sorka, że nic nie pisałam tak długo XD) 

Nowy wilk w Klanie Powietrza!


art wykonany przez MischievousRaven

Sansa
zwykły członek
Morderczyni


Od Caleb`a

Deszcz przez mój szybki bieg boleśnie wpadać mi do oczu sprawiając, ze co chwile musiałem odwracać głowę w bok by chodź trochę uśmierzyć cierpieniu. Długo jednak to nie trwało, gdyż mogłem w każdej chwili stracić drogę z widoku i zgubić się.
Bałem się.
Było mi zimno.
Czułem jak tracę siły, ale mim to łapy nadal niosły mnie dalej i dalej, ale gdzie? Nawet ja sam tego nie wiem. Może los da mi do schronienia jakąś prostą jaskinie, dziurawy pień lub prostą norę, byle bym mógł ukryć się przed tym urwaniem chmury oraz piorunami trafiającymi co chwila w drzewa niedaleko mnie. Czy natura chciała mnie zabić? A może to karma za to, że zabiłem tego biednego pająka? Wystraszył mnie i tyle....to było nie chcący.
Kolejny grzmot sprawił, że jeszcze bardziej przyspieszyłem o ile to możliwe, jednak wytraciłem prędkość zaczepiając łapą o wystający korzeń. Przeleciałem trochę co i tak skończyło się przywaleniem pyskiem w mokrą ziemie zmieszaną z igliwiem i liśćmi. Byłem niezdarny i dobrze to wiedziałem. Wszyscy mi to wypominali. "Życiowa pokraka", "ciężar stada", "ktoś kto jest życiowym zerem". Zawsze to samo i jeszcze wiele innych. To była moja codzienność za dawnych lat. Ach... no może jakieś parę miesięcy temu, przecież stary nie jestem a mowie jak takie dziadki opowiadające czasy swoich szczenięcych lat.
Podnosząc się z cichym syknięciem podniosłem się. Wyplułem to co mi wpadło do pyska i rozejrzałem się spod oklapłej grzywki. Na nic mi to skoro i tak nie wiem gdzie jestem, a wokół rosną jedynie drzewa i nic więcej.
A jednak....
Było tam jedno drzewo z dziurą od korzeniami. Może To głupi pomysł bv tam się schować podczas takiej ulewy, ale jakoś dam rade. Podszedłem tam żwawym krokiem lecz, gdy miałem się wcisnąć do nowej kryjówki usłyszałem w silny grom nad moją głową, błysk a później jedynie odgłos łamiącej się gałęzi i ból przez który ciemność spowiła moje pole widzenia.
<Ktoś, coś? Haru powraca do gry =3= >

Nowy wilk w Klanie Wody!

The wounded eagle by Hioshiru
Hioshiru

Caleb
Strażnik Świątyni, Gamma

Od Artiego cd. Loki'ego

Dzisiejsza noc była tak gwiaździsta i bezchmurna, że doskonale można było zobaczyć niezwykłe konstelacje, łączące się w przestrzeni. Była po prostu piękna, całymi godzinami można było wpatrywać się w gwiazdy.
Nie mogłem zasnąć. Zasadniczy problem, przez który właściwie większość wilków odzywa się w nocy. Prawdą jest, że czasami po prostu czuje się potrzebę tego odezwania się, wyciągnięcia z siebie wszystkich swoich smutków i zażaleń. Niemniej jednak nie zdarza się to często. Sam z siebie rzadko czuję taką potrzebę...
Jak to się mówi, o wilku mowa. Moje rozmyślania przerwał długi i sycący odgłos drugiego osobnika. Głos ten był gruby, sprawiał wrażenie szukającego odpowiedzi na własne pytania składane księżycowi. Szczęście, że księżyc nie potrafi mówić.
Wstałem, wziąłem głęboki wdech. Odpowiedziałem na wołanie, po czym ruszyłem w stronę głosu. Nie spieszyłem się zbytnio. Wycie rozlegało się w północnej części, więc w moich okolicach.
Znów zawylem, słysząc odpowiedź. Byłem blisko, naprzeciwko skarpy. Właśnie na niej musiał być mój konwerastor. Żwawo skoczyłem na kamienie, odbijając się od ziemi. Chwilę później byłem na skarpie, gdzie srebrna postać wciąż wpatrywała się w gwieździste niebo. Delikatnie podszedłem do owego wilka, po czym usiadłem obok niego.
- Widzę, że nie tylko ty nie wiesz co że sobą zrobić w nocy - zacząłem, patrząc przed siebie. Wilk uważnie na mnie spojrzał, po czym wziął głęboki oddech i znów położył łeb na łapach, wpatrując się w dal.
- Bywa. Co tutaj robisz? - zapytał bezbarwnie. Tym razem to ja wziąłem oddech, chcąc wyrzucić z siebie wszystkie emocje dotychczasowych dni.
Nie jestem tu długo, a wraz ze swoją alfą jestem w konflikcie, jak mozna tak powiedzieć. Pomogłem uciec szpiegowi Klanie Wody, przez co zapewne wyjdą jeszcze kolejne problemy. Wciąż jednak trzeba żyć dalej, bez względu na to czy ma się tego dość, czy nie.
- Siedzę - odpowiedziałem zarazem delikatnie, jak i wyzywająco.

(Co za gówno opowiadanie xd Ale mam nadzieję że nie będziesz zbyt zniesmaczony, Loki)

środa, 8 czerwca 2016

Od Sombre c.d Douglas'a

Pytanie wilka, wręcz mnie zaskoczyło. Czemu miałbym robić mu krzywdę? Nie ukradł niczego, nie zrobił krzywdy wilkowi z klanu. Milczałem wpatrując się w niego ciągle zaskoczony pytaniem.
- Nie...skąd ten pomysł - uśmiechnąłem się, a raczej wykrzywiłem pysk w dziwny sposób. Wilk ponownie spojrzał na mnie - Szukasz tutaj czegoś?
- Nie... - odparł krótko, po czym szybko dodał - Właściwie to szukam watahy lub czegoś w tym rodzaju
Przekrzywiłem głowę wpatrzony przez cały czas wilka, oczywiście nie z powodu zauroczenia nim tylko próby stwierdzenia z wyglądu jego żywiołu, chociaż mógł mi powiedzieć. Przydałby się wilk z żywiołem ziemi, wtedy klan posiadał by wilki ze wszystkimi żywiołami. Ja posiadam żywioł wody tak samo jak Erica, Chantal ognia, a Sinon jak przystało na wilka ze skrzydłami powietrza. Spoglądając na czarne futro basiora pierwsze co przyszło mi do głowy to ogień lub woda.
- Mogę wiedzieć jaki masz żywioł? Jeśli chcesz dołączyć do mojego klany to obojętne jaki masz, ale mógłbym wiedzieć? - spytałem
- Powietrza - no i tu wilk mnie zaskoczył
Zawsze wyobrażenie wilka który ma żywioł powietrza to wilk ze skrzydłami, a tu proszę. Przytaknąłem głową, po czym dałem znak żeby wilk udał się za mną. Znajdował się blisko granicy z Klanem Ognia, więc trochę drogi nas czeka zanim wrócimy do Skything.
- W Klanie wszystkie wilki mają jakieś żywioły? - spytał w czasie drogi, na co kiwnąłem na tak - A oprócz Klanu Everything są jakieś inne klany?
- Klan Wody, Ognia, Powietrza i Ziemi. Tylko, że do nich mogą dołączyć wilki tylko z tymi żywiołami, które widnieją w nazwie. A do mojego mogą dołączyć wilki z dowolnym żywiołem...O już jesteśmy na miejscu. To Skything - powiedziałem odsłaniając widok z góry na Skything - Główne centrum klanu. To jak? Zechcesz dołączyć? - spytałem z nadzieją w oczach, na co kiwnął głową - To teraz powiedz jakie byś chciał stanowisko?

<Douglas?>

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Od Lysandra

Obudziłem się przed wschodem słońca, dni mijały powoli i ciągnęły się, jakby trwały wieczność. Wpatrywałem się w rozciągający krajobraz widoczny zza oknem.
Od dołączenia siedziałem u siebie unikając kontaktu z innymi, pożywienie spożywałem w nocy, kiedy wszyscy siedzieli u siebie. Zastanawiające, czy ktoś w ogóle wie, że tu jestem? Mogłem dziś chociaż zagadać do kogokolwiek ale brakowało mi jednego. Nikt mnie nie zna, nie uznają mnie za osobę wartą uwagi. Warto by było kogoś poznać, na sam początek spróbować ze słabszym ogniwem. Bynajmniej lepiej położonym ode mnie. [...] Niepewnie uchyliłem drzwi i rozglądnęłam się po ciągnącym terenie. Postawiłem lewą łapę, nie było tak źle - dalej poszło bez problemu. Jednak nie zatrzymywałem się co krok, biegiem znalazłam się przed źródłem wody. Zaczerpnąłem powietrza do otuchy i poszłam przed siebie, szukając kogokolwiek. Zmieniałem obiektyw. Prawdopodobnie znalazłem się na poligonie, nie znałam do końca terenów, ale słyszałem że miejsce jest piękne, zapierające dech w piersiach - podobne były i moje wrażenia. Usiadłem na najwyższym kamieniu, jaki był w zasięgu mojej łapy. Wdrapałem się na niego, kładąc się spuszczając luźno łapy. W bieżącej chwili usłyszałem ciche "cześć'' raptem za moimi plecami. W pierwszej chwili nie zareagowałem, nie mogłem zawieść samego siebie i z siłą wstałam i zajrzałem za siebie.
- Hej. - odpowiedziałem donośnym głosem, przygryzając dolną wargę.

Ktoś chętny?

Od Lysandra

Deszczowy dzień. Krople wody kapały z krańców liści wiszących na drzewie. Było chłodno i mokro. Wystawiłem nos na deszcz. Kilka kropel zdążyło na niego spaść, zanim go schowałem z powrotem pod ''skrzydła'' drzew. Zaśmiałem się i wyskoczyłem pewnie na deszcz. Zacząłem biec i bawić się równocześnie z kroplami deszczu. Znienacka przede mną przebiegła mdła postać. Oczywiście, że był to pies, skromniej samica. Zastanawiałem się, czy tak samo jak ja wykorzystuje chwilę słabości pogody i daje się ponieść wyobraźni. Zrobiłem ostry zakręt w jej stronę i prędko pognałem za ową postacią. Samica przystała, co dodawało mi szans szybszego dobiegnięcia do niej. Deszcz zaczął padać nieregularnie, z czego rozpętała się mocna ulewa z porywistym wiatrem. Nawet nie zdążyłem zagadać, w dodatku nie wiem czy mnie zauważyła. Zaobserwowałem że zaczęła uciekać w stronę zamku, również nie chciałem zostać do końca zlany więc podążyłem jej tropem. Łapki odbijały się w błocie, także nawet gdybym nie patrzył na przód z łatwością trafiłbym do domu. [...] Wykrakałem. Samica nie zdała się na siebie, ani ja na nią. Zabłądziliśmy z jej winy. Nie miałem zamiaru podejść do niej i wytykać jej to prosto w twarz, bo gdybym się nie mieszał w jej trop, byłbym dawno w komnacie. Zaszedłem ją od tyłu, klepiąc po lewym ramieniu. Wystraszona odwróciła się gwałtownie, biorąc głębokie oddechy co sekundę.

Jakaś wadera?

Nowa wadera w Klanie Ognia!

Plaguedog
Rose
Wojowniczka

niedziela, 5 czerwca 2016

Od Darkness'a c.d Lysandera

Tylko na to czekałem. Idealnie słoneczny dzień. Już od samej pobudki wiedziałem co będę robić - wylegiwać się na gorących kamieniach jak jakaś jaszczurka po zimie. Niestety ledwo wyszedłem z wygodnego legowiska, a już zasypała mnie masa spraw, z czego większość była papierkowa. Naprawdę nie lubię siedzieć przy nich, a co dopiero w taki ładny dzień. Co gorsza jak tylko kończyłem jedną sprawę to znajdowały się dwie nowe. I tak przez cały dzień. Zmęczony tą robotą padłem jak trup na legowisko późno w nocy. Nie zdążyłem nawet wychylić nosa z Sythe. Ostatnio coraz częściej miewałem koszmary, ale niestety nie były one byle jakie, lecz związane z moją przeszłością. Tej nocy śniło mi się spotkanie z Kilan. Jednak nie była to ta sama wilczyca. Miała rozdwojenie jaźni i to bardzo wyraźne. Raz była tą „dawną”, a chwilę potem delikatną waderą z silną amnezją. Sam nie wiem czemu, lecz ostatnio niezwykle często jest ona głównym bohaterem moich snów. Czyżby coś miało się wydarzyć? Nie wyspałem się, obudziłem się jeszcze przed wschodem słońca, a przypominam, że nie położyłem się zbyt wcześnie. Byłem wykończony, ale mimo wszystko coś nie pozwalało mi ponownie zasnąć. Niechętnie podniosłem się z legowiska i jako pierwszy wyszedłem z Sythe. Pokierowałem się w stronę Klanu Ziemi. Latem dużo łatwej zwierzyny pałęta się na granicy, więc może złapię jakieś lekkie śniadanie. Niestety zamiast płochliwych zająców moją uwagę przykuł basior pałętający się przy granicy. Kto normalny wstaje o takiej godzinie, żeby wyjść na spacer? No chyba, że wraca z wesela to zrozumiem.
(Lysander? Nie wiedziałam co odpisać :c)

Od Artiego c.d Darkness'a do Breeze

Basior prędko wsadził mnie na swój grzbiet, nawet nie do końca pytając się o moje zdanie. Trudno mi określić fakt, którego się właśnie dowiedziałem: zabranie mnie do wodnistych jest raczej karą, czy wyróżnieniem? Z jednej strony zawiniłem, ponieważ dałem uciec waderze. Czy tym posunięciem zamierza mi o tym dobitnie przypomnieć? Teraz mogę żywić tylko głęboką nadzieję, że podczas zwiadów nie spotkam wodnistej. Sam nie wiem, jak może postąpić: wydać mnie innym, że nie mam żywiołu wody, czy może zachowa się zupełnie inaczej.
Z drugiej strony po co zabierałby mnie ze sobą? Bo nie chciał mnie zostawić? Raczej nie chodzi tu o kwestię zaufania, ponieważ z pewnością go nie ukazałem swoim wyczynkiem. Byłem gotowy na karę w postaci rangi, czy jakiegoś zhańbienia w postaci ostatniej porcji mięsa po polowaniu. Nic takiego jeszcze nie nastąpiło. Byłem po prostu pewny, że zostanę za to ukarany. Tymczasem właśnie wraz z Alfą ognistych lecę na ziemię wodnistą w poszukiwaniu informacji.
- Uważaj, wylądujemy w północnej części Jeziorka – wskazał łbem w stronę wód stojących niemal na skraju lasu. – Mała część wodnistych się tam zapuszcza, dlatego będzie mniejsze prawdopodobieństwo, że zostaniemy zauważeni.
Spojrzałem w stronę wskazaną przez Darknessa. Było to porośnięte trzcinami, liliami oraz drzewami wodnymi miejsce, gdzie aktualnie nie przesiadywały żadne wilki. Na północy istniało ciemniejsze miejsce, gdzie drzewa rosły między sobą walcząc o dostęp do światła. Wyglądało to zarazem mrocznie, jak i ciekawie.
Basior gwałtownie zmienił kierunek na pionowy, celując prosto w wyznaczone miejsce. Zamknąłem oczy i odwróciłem łeb, aby wiatr zbyt bardzo nie muskał mojego pyska. Nie lubię tego uczucia, czuję się wtedy jakby jakiś smok zionął w moją stronę, odchylając całą skórę z mojego pyska. Okropne.
Zanim się obejrzałem, Darkness stał po łapy w jeziornych mułach. Woda w północnej części była brudna, zanieczyszczona i porośnięta różnymi rodzajami korzeni i wodnych roślin. Zjechałem z potężnego basiora, zamaczając się po sam brzuch w wodzie.
Nie powiem, że akurat to miejsce przyprawia mnie o wstręt. Jestem ognistym, dlatego naturalne jest to, że nie przepadam za wodą. Mogę do niej wchodzić, chlapię się jak inni, jednak niezaprzeczalnym faktem jest to, że po prostu jest to dla mnie dyskomfort oraz w pewnym sensie odraza. W wodzie czuję się pokonany, nie mogę zebrać żadnych ognistych mocy, ponieważ mi to i tak nic nie da. Niebezpiecznie jest więc przebywać w towarzystwie ognistych.
Szczęście, że nie ma z nami Headlessa. Wojownik zapewne odpoczywa w Sythe, czego w obecnej sytuacji mogę mu nieźle pozazdrościć. Mimo tego upór oraz konfliktowość basiora mogłoby być dla nas zgubne. Nie daj Boże wdarłby się w jakąś walkę i wkrótce mogłyby wyjść z tego nieprzyjemności.
- Idąc na wschód, dojdziesz do Treno, gdzie na pewno spotkasz wodnistych. Zwykle tam przesiadują długie godziny. Jeżeli jednak nie znajdziesz tam nikogo, na północ od Treno dojdziesz do Jaskiń – zwrócił się do mnie alfa, wpatrując się we mnie swoimi wściekle czerwonymi ślepiami – Ja idę do Rhaegara.
Skończył ozięble. Widocznie nie podobał mu się wyczynek, że Woda wysłała na jego ziemię szpiega. Z pewnością zamierza mnie wykorzystać do tego, aby on posunął się do tego samego.
- Czego mam się dowiedzieć? – zapytałem. Basior niechętnie znów na mnie spojrzał. Zwróciłem całą swoją uwagę ku niemu.
- Dowiedz się wszystkiego, co się da. Wybieraj informacje, które będą dla ciebie ważne. Które mogą być potrzebne dla ognistych – odwrócił łeb, rozłożył skrzydła – Nie zawiedź naszych wilków. Nie każ mi znów zwracać na siebie uwagi.
Wzbił się w powietrze, zostawiając mnie samego. No cóż, trzeba zacząć wypełniać powierzone zadanie, czy tego chcę czy nie. Wolę nie myśleć już, jak mógłbym się wywinąć z obecnej sytuacji. Już i tak nieźle wszystko pokręciłem, trudno mi się samemu połapać. Mam tylko nadzieję, że Darkness o mnie nie zapomni i nie będę musiał przepływać całego oceanu na swoje tereny.
Ruszyłem na wschód, tak jak mnie poinstruował. Teraz muszę zdać się tylko na jego łaskę. Chociaż nie powiem, nie wydaje mi się, żeby pragnął mojej śmierci. W każdym razie nie wyglądał na tego złego i okrutnego alfę. Bardziej był ignorantem oraz arogantem, który praktycznie nie ma kontaktu ze swoją watahą.
Ale kto wie, może za każdym razem nas wszystkich śledzi, a my tego nie wiemy? Ciekawe. Teraz wiem, że po prostu będę się musiał pilnować, co mówię oraz co robię na terenie ognistych. Na pewno będę na wszystko teraz patrzył inaczej niż zwykle. A przynajmniej w otoczeniu ognistych.
Otrzepałem się z wody, która już na brzegu była naprawdę tak czysta, że można było się w niej przejrzeć. Niezwykle urodzajne wody w tym klanie. Wszystko wygląda na ożywione i żywe, bez żadnego porównania z moimi terenami.
Ogień jest suchy, przepełniony niekiedy parą i dymem. Przyroda raczej jest martwa, niż żywa, a niekiedy brakuje nam wody do picia. Chociaż trudno jest narzekać, tutaj zapewne jest zbyt wilgotno oraz urodzajnie. Nie mógłbym żyć w takim miejscu, po prostu nie są to moje klimaty.
Darkness mnie nie okłamał. Wkrótce moim oczom ukazała się przepiękna wodna dolina, w której przesiadywało teraz kilka wilków z klanu, głównie wadery. Nie rozglądałem się jednak, aby nie zdradzić swojej tożsamości. Oglądając nowe otoczenie, od razu można zidentyfikować wilka niepochodzącego z tych terenów. Oznacza to bowiem nieprzyzwyczajenie się do owego widoku, dlatego też nie powinienem tak robić. Tak samo dyskretnie obejrzałem się po wilkach i po obecnej sytuacji.
Moim oczom ukazała się szara wodnista, która teraz samotnie podchodziła do swoich znajomych. Usiadła przy nich i zaczęła rozmawiać. Podchodziłem do towarzystwa powoli, wciąż obmyślając, co teraz mogę zrobić. Do nikogo nie podejdę, nie porozmawiam. Wodnista w Klanie wody miała idealną sytuację, aby wtopić się w tłum. Tutaj żadnej sytuacji nie było. Znów powoli odwróciłem wzrok w stronę wilków, tasując każdego wzrokiem.
Szara wadera spojrzała na mnie. Nasze spojrzenia się spotkały.

(Bee? Boże, nie bij za to opowiadanie. Wiem, że wyszło strasznie :C)

Od Sombre c.d Victorii

Spojrzałam na wysuszone pnie, które gałęziami były skierowane w stronę kamiennej płyty. Nie jestem jakiś kotem, żeby wspinać się po drzewach ale nie miałem wyjścia. Nie czekając na waderę wskoczyłem na pień przeskakując po gałęziach, aż wylądowałem na kamieniach. Odwróciłem by zobaczyć jak sobie radzi wadera, gdy usłyszałem "Chodź". Przez chwilę wpatrywałem się to w gałęzie to na waderę zastanawiając się jak ona tak szybko tu weszła i była dobry kawał drogi przede mną. Zrównałem krok z Panią Jeleń, która szła w ciszy, nie było sensu zaczynać na siłę rozmowę. Doszliśmy już do granicy klanów, jednak wilczyca cały czas szła przed siebie nie oglądając się za siebie. Przystanąłem zaskoczony, sądziłem że teraz pożegna się i zawróci, jednak ta cały czas szła dalej. Dopiero przystanęła wtedy kiedy przestała słyszeć odgłos moich kroków. Odwróciła się i spojrzała na mnie pytająco.
- Czemu tak stoisz? Nie miałeś wracać do klanu?
- Już wiem gdzie jestem, nie potrzebuję dalszego przewodnictwa - odpowiedziałem podchodząc powoli do wadery, wyminąłem ją i skinąłem w podzięce głową
Usłyszałem parsknięcie ze strony wadery, cóż ją takiego rozbawiło?
- Już zostałeś odprowadzony. Przecież wilki mogą swobodnie przemierzać tereny klanów, mimo że nie należą do żadnego z nich. A więc powłóczę się trochę i zaraz wracam do siebie - powiedziawszy to udała się na wschód. Sam ruszyłem w kierunku Skythingu bo cóż innego miałem do roboty? Mogłem tak samo się powłóczyć jak Jeleń, jednak zaraz bym usłyszał, że jestem jakimś stalkerem. Westchnąłem odpędzając te myśli, nie poszedłbym za nią, tylko w przeciwną stronę jak teraz. Obejrzałem się za siebie, wadera zniknęła już dawno za wzgórzami, tak samo jak słońce za górami a jego miejsce zajął księżyc. Przez polanę szybko znalazłem się w lesie, a z lasu idąc zboczem gór szybko dotarłem do Wielkiego Drzewa. Pozostało tylko wejść do jaskini, ułożyć się na legowisku i zapaść w sen.
~*~
Dziś postanowiłem sam zapolować. Reszta klanu, która pełniła rolę dostarczycieli jedzenia udała się na północ. Wraz z wiosną łanie wydały młode, a te już na pewno trochę dorosły więc można liczyć na pełną spiżarnie. Chodziłem w kółko z nosem przy ziemi tropiąc zwierzynę, aż wreszcie znalazłem swoją ofiarę. Duży jeleń jak gdyby nic skubał trawkę schowany za pniami drzew. Schowałem się między zarośla, które praktycznie całego mnie zakrywały. Na dodatek powiew wiatru mi sprzyjał, więc jeleń nie mógł wyczuć mojego zapachu. W momencie który uważałem za odpowiedni, wyskoczyłem z zarośli znajdując się koło jelenia, lecz ten w ułamek sekundy przede mną odbiegł. Odwróciłem się w stronę przeciwną do której odbiegł jeleń powoli, jednak na tyle szybko zareagowałem że zdążyłem uchylić głowę zanim coś, a raczej ktoś mógł mi ją oderwać. Brązowy wilk przeskoczył nade mną lądując kawałek za mną. Przestał gonić jelenia znajdując sobie inne zajęcia, a tym zajęciem było mordowanie mnie wzrokiem.
- Jeleń! - zawołałem zdając sobie sprawę, że to moja znajoma z wczoraj - Czyżby zabrakło pożywienia na waszej ognistej ziemi?
- Ten jeleń jest mój, goniłam go całą drogę od Klanu Ognia! To twoja wina, że teraz uciekł...
- Skoro tak zależało ci na złapaniu jelenia, to czemu dalej go nie gonisz? - spytałem, po czym ruszyłem za jeleniem zostawiając waderę z tyłu
Teraz jeleń znajduję się na terenach mojego klanu i nie pozwolę na to by ktoś inny niż jeden z moich członków klanu go złapał.

[Victoria?]

Od Douglas'a

"-Nie chcę Cię tu więcej widzieć! Magia w watasze to zły znak!-wrzasnął za mną Fire, mój ojciec, który właśnie wyrzucił mnie z watahy.
-Ku*wa! Nie podobam Ci się? Wracaj do swoich cho*ernie słitaśnych wader!-odpyskowałem mu. "Niech się odpie*doli" pomyślałem. Zamieniłem się w vernida. Zatapiałem prawą łapę w jego ciele, później mojej "matki", i rodzeństwu. Triumfalnie oblizałem pazur, który ubrudził się od krwi. Lewą łapę, przedzierając się pazurami prze klatkę piersiową mojego ojca. On jeszcze żył. Wyrwałem mu serce, a następnie je ugryzłem. Wyplułem to na jego pysk. Vernidzimi zębami, rozszarpałem jego pozostałości. Cała wataha się na mnie patrzyła.
-Co się patrzycie, krzywe ryje?
Wziąłem głęboki oddech, i wysunąłem pazury, grożąc innym wilkom. Tylnymi łapami, przekopałem ziemię, zakrywając ciała mojej rodziny. Usłyszałem strzał, i okrzyki... "
Obudziłem się zlany potem. Znowu ten sen, wspomnienia, rodzina... Brr.. Wyszedłem z dziury, którą zrobiłem. To było moje kolejne lokum tymczasowe. Zamieniłem się w wilka, i rozprostowałem kości.
Za sobą usłyszałem jakieś kroki.
-Kim jesteś?-zapytałem, z uniesioną lewą "brwią".
-Ja?-powiedział, chyba męski głos.
Zadrżałem. On był obcy, silniejszy... Chyba.
-Ty...- powiedziałem przyciszonym głosem, kładąc uszy przy sobie.
-Jestem Sombre, alfa jednego z Klanów. Wilczych klanów.- zaśmiał się nerwowo, podchodząc bliżej. Też wyglądał na spiętego, i nieśmiałego.- A Ty.. Kim jesteś?
Przełknąłem ślinę. Głęboko westchnąłem, i otrząsłem się.
-Jestem Douglas...- powiedziałem szybko, unikając jego spojrzenia.- Ty.. Nie zrobisz mi krzywdy?
(Sombre?)

Nowy wilk w Klanie Everything - Douglas!

Douglas
Opiekun dla szczeniąt

Od Darkness'a c.d Artiego

Lato, lato, lato. Oj moje kochane lato. Co może być lepsze od letniego skwaru na pustyni w samo południe? Cóż.. pewnie wiele rzeczy. W każdym razie jak zwykle bawiłem się w kotka i myszkę z moimi członkami. Tak na rozprostowanie mojego cielska po ochłodzeniu klimatu. (czyt. temperatura obniżyła do coś koło 18 stopni) Podobno momentami mieliśmy srogą zimę i dlatego wyjątkowo aż tak spadła nam temperatura. Poprosiłem, oczywiście w moim mniemaniu, Artiego aby sprowadził do mnie szpiega. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym to ja ich nie szpiegował podczas wykonywania tego zadania. Cały czas sprytnie ukrywałem się gdzie tylko się dało. Nie wiem co temu Headlessowi wpadło do łba, żeby od tak walczyć na poważnie. W ogóle jakim cudem on przegrał? Patałach jeden. To stawia nas w fatalnej pozycji. Muszę ściągnąć Zefira na trenera, bo inaczej te wilczki nie poradzą sobie nawet na lekkiej bitewce. Póki co będę musiał go zastąpić, ale Headlessa i Artiego osobiście dopilnuje i stworze im osobny trening. Chociaż coś czuje, że byłego trenera trzeba będzie posłać na emeryturę. Cóż jak trzeba to trzeba. Te nieudolne, prowizoryczne opatrunki wręcz wypełniły mnie współczuciem dla Headlessa. Musiałem w końcu wkroczyć bo nam się wykrwawi biedulek.
- Co wy nawyprawialiście… - westchnąłem podchodząc bliżej
Widziałem w oczach Artiego brak jakiejkolwiek emocji, zapewne zastanawiał się czy Headless go wyda. Szkoda tylko, że nie ma z czego, bo ja wiem o wszystkim i widziałem jak pomagał szpiegowi. U la la.. Taki wszechwidzący Darkness. Kazałem odsunąć się Artiemu, a naszego przyszłego emeryta sam wziąłem na plecy.
- Zabiorę go do Sythe i opatrzę. Ty masz jak najszybciej się tam dostać i u mnie stawić. - powiedziałem, po czym szybkim ruchem rozłożystych skrzydeł wzbiłem się w powietrze
Nim się obejrzeliśmy byliśmy już w kanionie. Od razu zaprowadziłem go do jego jaskini i opatrzyłem głębokie rany. Powiem szczerze bez szycia się nie obeszło. Ledwo skończyłem, a usłyszałem jak ktoś przechodzi schodami na wyższe piętro. Zostawiłem mumio-Headlessa samego i udałem się za odgłosem kroków ku górze. Po drodze na chwile przystanąłem by coś sprawdzić, a basior w tym czasie wszedł na samą górę. Gdy ja także tam dotarłem dostrzegłem uchylone drzwi do mojego pokoju, a za nimi krzątał się Arti. Wszedłem cicho, a kiedy mnie zauważył usiadł cierpliwie na miejscu.
- Czemu jej nie przyprowadziłeś? - spytałem zasłaniając okna ciemnymi, grubymi zasłonami
- Wywinęła się z zasadzki i uciekła - stwierdził twardym wzrokiem patrząc przez siebie
Zasłoniłem ostatnią roletę i zdmuchnąłem ogień z pobliskiej latarenki.
- Spójrz mi w oczy - powiedziałem do odwróconego tyłem wilka
Basior niechętnie odwrócił się i przyjrzał się moim emanującym czerwienią gałkom ocznym, pazurom oraz sierści.
- Łżesz - pociągnąłem głośno wściekłym tonem
Och jakie to zabawne. Ciekawe tylko czy skłamie czy przyzna, że Headless go wydał. Nie musiałem długo czekać na odpowiedź.
- Wydał mnie? - zapytał patrząc bardziej obok mnie
- Skądże. Dotrzymał słowa jak na wspólnika przystało - w moich oczach coś zabłysło
- To skąd o tym wiesz? I co dokładnie wiesz? - dopytał z lekką zwątpienia w głosie
- Widziałem wszystko na własne oczy. Śledziłem Cię przez cały ten czas. Słaby ten szpieg skoro nawet mnie nie zauważył, ale mimo wszystko skopała tyłek naszemu Headlessowi.
Wilk jakby niedowierzając umilkł odwracając wzrok.
- Dobra mniejsza z tym - równo z końcem tej wypowiedzi wszystkie latarenki, świece i tym podobne zapaliły się jasnym płomieniem - Trzeba załatwić parę spraw w Klanie Wody. Pakuj manatki, idziesz ze mną.
- A co ja mam tam robić? - zapytał przecierając oczy od tej nagłej jasności
- W sumie nie wiem, ale nie chce mi się tam iść/lecieć samemu. - odparłem zamyślony
Chwilę później już wyruszaliśmy. Wziąłem Artiego na grzbiet i szybko się wznieśliśmy. Po drodze opowiedziałem mu cały plan działania. Z grubsza chodziło w nim o to, że na terenie Klanu Wody rozdzielimy się, ja pójdę do alfy, a on na zwiady.
(Arti? Macie marudy niecierpliwe xd)