środa, 13 lipca 2016

Od Kitsune do Caleb

Moje skrzydło na szczęście się już wyleczyło. Postanowiłam się zdrzemnac w swojej chłodnej jaskini w końcu na zewnątrz było 45℃. Dość szybko zamknęłam, sniła mi się jakaś świątynia otoczona wodą i niebieski smok oraz wodne postacie, słyszałam głos karzacy mi tam iść. Gdy tylko wstałam poszłam się dowiedzieć gdzie mogę znaleść owe miejsce. Gdy dowiedziałam się gdzie jest podebne miejsce od razu ruszyłam w tamtym kierunku. Gdy dotarłam na miejsce było już ciemno słyszałam piękny spiew. Nagle robłysły trzy złote światełka, które pokazywały mi drogę. Ruszyłam za nimi w pewnym momencie znalazły się pod wodą, zanurkowałam za nimi pod wodą było słychać jagby dźwięk dzwonków. Po paru minutach spędzonych pod wodą wyszłam na brzek rozejrzałam się do okoła.
-Jaskinia?
Usłyszałam głośne chrapanie poszłam w jego stronę i ujrzałam smoka mniej więcej wyglądał tak:

Smoczysko otworzyło oczy i od razu mnie zaówarzył, cofnełam się do tyłu dwa kroki. Smok się podniusł, był ogromny a nawet nie stał na prostych łapach.
-Co tu robisz?
-E...em....
Nie chciało nic mi przejść przez gardło.
-Wysłowisz się?!
-Przyprowadził mnie śpiew i trzy światełka.
-Hm...
Smok podejrzanie na mnie spojrzał po czym podszedł do mnie i pyskiem przygniutł mnie do ściany. Skrzydła mi się wyprostowały a przodnie łapy miała na górnej części jego pyska. Smok spojrzał mi w oczy, w jego oczach był dziwny błysk jak i ból, po chwili zobaczyłam niewielki skrawek jego wspomnień. Po chwili smok mnie puścił, wyladowałam na ziemi.
-Nie kłamiesz.
Spojrzałam na niego.
-Zostałaś zaproszona... Idź ta droga a dojdziesz do celu.
Powiedział po czym zasną, a ja ruszyłam dana drogą. Po chwili wyszłam przejściem w jednym z korytarzy do świątyni Water, świątynia wyglądała przepięknie. Podziwiając malowidła na ścianach nie zaówarzyłam kiedy podszedł do mnie ktoś.
(Caleb?)

poniedziałek, 11 lipca 2016

Od Juni: Poszukiwania cz.1

-Dziękuję.- odpowiedziałam szybko i zabrałam się do jedzenia. Tak dobrego posiłku nie jadłam od pożaru. Delektowałam się każdym najmniejszym kawałeczkiem dziczyzny. Wadera przyglądała mi się, gdy pochłaniałam potrawę, lecz gdy tylko zauważyła, że to widzę zmieniła wyraz twarzy i poprawiła postawę.
-Gdy skończysz możesz odpocząć tam na tym posłaniu.- skinęła głową w kierunku legowiska.- Jutro jeśli znajdę trochę czasu, oprowadzę Cię po naszych terenach.
-Nie trzeba. Myślę, że sobie poradzę.- odpowiedziałam przełknąwszy kolejny kawałek dziczyzny.- Mam bardzo dobrą orientację w terenie. Poza tym, gdy ja będę zwiedzać, ty będziesz miała więcej czasu dla siebie.
Wadera spojrzała na mnie podejrzliwie, ale nie odezwała się, dopóki nie skończyłam jeść. Gdy szłam spać rzuciła jedynie:
-Tylko pamiętaj, że nie możesz jeszcze się zbytnio wysilać. Wciąż jesteś ranna.
I odeszła.
Położyłam się na posłaniu i syknęłam z bólu. Faktycznie byłam cała poobijana. Przewróciłam się na drugi bok i wyjrzałam za okno. Zaszło słońce. Trzeba się ruszyć, bo gdy tylko wzejdzie księżyc, stanę się ponownie Acrux’em, a to mój największy koszmar. Mój i wilków, które kiedykolwiek spotkały mnie nocą.
Wstałam z posłania i wymknęłam się na zewnątrz. Weszłam po schodach i moim oczom ukazało się wielkie drzewo. Rosło ono w centralnym miejscu placu na którym byłam. Nie miałam niestety czasu, aby bliżej mu się przyjrzeć. Księżyc zaraz miał zacząć swoją majestatyczną podróż po widnokręgu. Biegłam przez tereny klanu. Szukałam miejsca, do którego nikt się nie zapuści i w którym spokojnie będę mogła siedzieć przez całe noce. Nagle natrafiłam na sporych rozmiarów budynek z dużą ilością wież i murem. Znajdował się na skraju góry. Zbudowany był z pięknego białego kamienia. Postanowiłam wejść do środka.
C.D.N.

niedziela, 10 lipca 2016

sobota, 9 lipca 2016

Nowy wilk w Klanie Wody!


Hioshiru
Kronos
Wojownik, zwykły członek

poniedziałek, 4 lipca 2016

Od Sinon CD Junien

Dzień był wyjątkowo upalny. Nawiedził mnie brak ochoty wyściubiania nosa z jaskini z powodu palącego słońca. Wiedziałam jednak, że nie wytrzymam długo w czterech ścianach. Wykurzona na zewnątrz, wybrałam się nad jedną z pobliskich rzek. Pierwszy raz żałuje, że mam tak grube futro. Nawet to że jest białe mnie nie ratuje. Chciałam znaleźć ochłodę w tworzącej się starorzecze. Ostatnio było dość burzliwie, więc woda była chłodna. Moje plany pokrzyżował wilk. Konkretniej nieprzytomna wadera. Jej stan dość marny. Widać że jest wycieńczona i musiała stracić kontakt walcząc z życiodajnym żywiołem. Podeszłam do niej i użyłam swoich zdolności by wypluła wodę z płuc. Zakaszlała i spojrzała na mnie błękitnymi oczami. Światło słońca ją oślepiło przez co przymknęła je z powrotem. Rozłożyłam skrzydło by ją osłonić.
- W porządku? - zapytałam bez emocji.
Skinęła głową.
- Dziękuję za pomoc... - czekałam aż podam jej jedno istotne słowo.
- Sinon - dokończyłam szybko.
Wstała chwiejnie. Zauważyłam że trudno jej ustać.
- Chodź. Zaprowadzę cię do swojej jaskini, byś odpoczęła i od razu cię opatrzę.
Objęłam ją skrzydłem.
- Nie trzeba. Nic mi nie jest to tylko draśnięcie. - uśmiechnęła się.
Pokręciłam łbem.
- Daj spokój. Obie wiemy, że to nieprawda. - Mój ton głosu wyraźnie wskazywał by przestała robić z siebie wesołka. - Jak się zwiesz?
- Junien.
Przytaknęłam.
- Posłuchaj Junien. Znajdujesz się teraz na terenie Wilczych Klanów a dokładniej na terenie klanu Evrything do którego należę. Sama zadecydujesz czy chcesz dołączyć. Jak na razie będziesz traktowana jako gość.
- Rozumiem.
Cała drogę nie odzywaliśmy się, ale nie było miedzy nami napięcia. Może to przeze mnie, nie jestem kontaktowa, wole być cicho.
Zaprowadziłam ją do kwatery i odstąpiłam posłanie. Poszłam po apteczkę i staranie obmywałam rany. Wadera drgnęła i syknęła z bólu.
- Wybacz.
Miałam specjalną maść leczniczą, którą delikatnie nasmarowałam poważniejsze obrażenia i zabandażowałam.
- Odpoczywaj Junien. Zaraz przyniosę coś do jedzenia.
Pobiegłam do spiżarni i wzięłam większą partię dziczyzny. Wróciłam i podzieliłam ją między nas.
- Proszę. Smacznego.
<Junien? Miałam czekać aż wrócisz, alee...>