niedziela, 9 lipca 2017

Od Crass c.d Rhaegara

Pustka. Dawno w niej nie byłam. Miejsce, gdzie działo się wszystko i nic za razem. Komnata pełna luster. Niektórych poobijanych, niektórych nowych niczym wzięte z fabryki. W sumie było ich 12. Pierwsze 5 było o moim starym życiu. Starym moim obliczu i starym świecie, które do dzisiaj nazywam piekłem. Podeszłam do jednego z nich.
- Dawaj, to tylko mały, nic nie znaczący szczeniak. - moja opiekunka, kiedy uczyła mnie zabijania bez litości. Za każdy zadawany ból, dostałam jedzenie, za brak okazywania bólu, dostawałam tortury i brak pożywienia, może dlatego jestem tak wychudzona. Ledwo wzięłam wdech, patrząc w dalszą przeszłość.
- Crass, zabij! Zabij go! - wadera mnie motywowała, kiedy zabijałam jednego z jej sługusów. Spojrzałam na swoje pazury. Ostre, długie i twarde. Osobiście mi je piłowała. Chciała, żebym zabijała wszystko, co mi stanie na drodze. W końcu ostatnie z luster. Kiedy pierwszy i ostatni raz posmakowałam wilczego mięsa. Rzuciło mną z przerażenia na te wspomnienie. Byłam maszyną, mająca za zadanie zabić. Miałam być marionetką.
- I wciąż nią jesteś. - za mną stanęłam ja. Cała we krwi, ranach z psychicznym uśmiechem. Jej czarny wzrok i krew, kapiąca po karku, plecach. Staliśmy naprzeciw siebie. Po jej stronie był popękana i zniszczona Pustka, a za mną było biało.
- Mylisz s--
- Dzisiaj zabiłaś ponad 17 potworów, bez litości i jakiegokolwiek pohamowania. Jej głos, szrostki, przerażający. Czułam jakby przez żyły leciała śmierć.
- To ty zabiłaś.
- Ja jestem Tobą.
- Nie prawda!
- Co nas różni? To Ciebie torturowali, ja jestem tylko efektem szkolenia. Zaprzestałaś terapię w kiepskim momencie.
- O czym ty... - przybliżyła do mnie lustro, kiedy prawie cała wataha próbowała mi pomóc z moim przerażającym wychowaniem. Każdy psycholog, lekarz i sam Alfa, dający mi miłość, której nie miałam...
- Miłość jest silniejsza nawet ode mnie. Przez to, że uciekłaś, ja mogę od nowa wrócić na twoje miejsce.
- Nie! Nie pozwolę ci na to!
- Jesteśmy tym samym, Crashen. Nie pojmujesz? To tylko kwestia czasu, kiedy oddasz się ponownie tym torturom - w tym momencie zaczęłam słyszeć moje wszystkie piski, kiedy byłam szczeniakiem. Położyłam uszy, próbując przestać słuchać tego bólu.
- PRZESTAŃ!
- W końcu się poddasz, a ja będę pierwszą osobą, która zabije wszystkie Alfy z tej watahy! - Pustka zaczęła pękać.

****

Obudziłam się cała we łzach. Mój wzrok, czarny, wrócił do złotego koloru. Mrugnęłam oczami, przyzwyczajając się do światła.
- Dzień dobry - usłyszałam głos wadery. Gwałtownie się podniosłam, czując od razu ból w miejscach starych blizn - spokojnie, jesteś w Klanie Wody. Alfa Cię tutaj przyniósł.
- ... - położyłam się znowu. Ta patrzyła na mnie z zaciekawieniem.
- Mogę Cię o coś spytać.
- Tak.
- Skąd tamte blizny? Niektóre się pootwierały. - patrzyła na mnie, oczekując na odpowiedź. Wzięłam głęboki wdech.
- Wypadek, szkoda gadać - Skłamałam. Nie chciałam, by ktoś wiedział o mojej mrocznej przeszłości. Powoli się podniosłam.
- Jedzenie czeka już - wskazała mi łapą inne miejsce. Powoli zaczęłam kuleć w stronę tamtego pomieszczenia. Usiadłam, zaczynając jeść. Towarzyszył mi jakiś basior, siedzący daleko ode mnie. Po chwili usłyszałam kroki. Spojrzałam w tamtą stronę, zauważając Rhaegara. Natychmiast odwróciłam wzrok.
- Mógłbyś na chwilę nas zostawić samych? - spytał Alfa, patrząc na siedzącego w kącie basiora.
- Oczywiście - bez zaprzeczenia wyszedł z jaskini.
- Jak się czujesz? - skierował pytanie w moją stronę. Milczałam, nie patrząc na niego. W uszach słyszałam tylko psychiczny śmiech. Własny, psychiczny śmiech. Zamknęłam oczy.
- Crashen?
- Wszystko gra - odpowiedziałam cichym tonem. Skończyłam jeść i złapałam zębami za jeden z opatrunków.
- Zabraniam. - mimo jego rozkazu, pociągnęłam za niego i zerwałam. W tych mejscach, krew była zaschnięta, a moje futro było praktycznie ciemno krwiste. Połyskujące, fioletowe futro, zastąpiła krew i to wiele krwi, nie tylko mojej. Spojrzałam na basiora i go wyminęłam. Ten nadepnął na mój ogon. Zatrzymałam się. Podszedł tak, że mógł spojrzeć na mój pysk. Odwróciłam wzrok. Nie mogłam już patrzeć. Nie chce go skrzywdzić, nie chce nikogo zabijać... Ale chyba od tego nigdy nie ucieknę. Wysunęłam głowę do góry i poszłam do jednego z źródeł. Basior szedł za mną, jakby mnie asekurował. Spojrzałam na wodę i weszłam do niej. Od razu krew rozeszła się po tafli wodnej. Zanurzyłam się i zamknęłam oczy. Widziałam wszystko, co zrobiłam... Jak w łapie trzymałam jeszcze przez krótką chwilę bijące serce. Skrzepnięta krew szybko się rozpłynęła w wodzie, uwalniając kolory mojego futra. Wynurzyłam się, spoglądając na Alfę. Dopiero wtedy zobaczyłam, że jest ranny. Wynurzyłam się z wody, a futro, które aktualnie było mokre, odsłoniło moje blizny po wielokrotnym biciu. Wynurzając się, pociągnęłam za sobą strumień wodny. Sama się zmieniłam w wodę i zaczęłam go otaczać wodą. Ten jakby próbował się wydostać z mojego łańcucha, ale mu nie wyszło. Przycisnęłam lekko wodę do jego ciała, lecząc je. Wiem, że jestem osłabiona i nie powinnam tego robić, ale Alfa jest ważniejszy od Omegi. Zmieniłam się w fizyczną formę i opuściłam wodę.
- Tylko tyle mogłam zrobić w ramach tego, co zrobiłam... - opuściłam uszy i głowę - zrozumiem, jak będziesz się bać o swoich z klanu i będziesz mi kazać odejść. W końcu, kto by chciał mieć Maszynę w swoim klanie...

<Rhaegar? Pisałam to na telefonie, więc jak będą błędy, to przepraszam>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz