Obydwoje ruszyliśmy w tym samym momencie odbijając się tylnymi łapami od ziemi. Skoczył na mnie, ale ja zrobiłem szybki unik. Tym samym chciałem go uderzyć tylnymi łapami, jednak on odskoczył. Ruszyłem na niego biegiem, a gdy wylądowałem na nim, chwilę się zataczaliśmy po błocie, aż mnie nie ugryzł w szyję. Cicho zaskowytałem, po czym uderzyłem go pazurami po mordzie, tym samym zostawiając ślad na jego policzku. Puścił mnie, a ja go kopnąłem tylnymi łapami. Uderzył plecami o kamień, jednak się nie poddał. Skoczył na mnie, a ja przyjąłem jego atak. Otwarłem pysk i przejechałem kłami po jego twarzy, odgryzając tym samym część jego ucha. Usłyszałem cichy jęk bólu, a następnie sam go poczułem na przedniej łapie. Wgryzł mi się w nią, a ja byłem zmuszony drugą wydłubać mu oko, a następnie ugryźć go w szyję. Puścił mnie. Chwyciłem go za fraki i rzuciłem nim o drzewo. Usłyszałem chrupnięcie kości. Zacząłem biec za nim, jednak łapa mi w tym przeszkadzała. Wgryzł się głęboko, jeśli nie tknął kości. On sam zaś zaczął uciekać, chociaż z trudem. Przywalił głową o drzewo i teraz biegł, jakby był po alkoholu. Wiedziałem, że to nie był koniec, jednak zaprzestałam wszelkich prób, gdy jego twarz zamieniła się w pysk mojego demona... Zapominam o nim, a świat zamienia się w śnieżny krajobraz.
Stawiam kolejne łapy na mokrym jeszcze śniegu, który przylepia się do moich łap, przez co moja podroż jest utrudniona. Jest mi coraz ciężej, a śnieżyca postanawia nie ustawać. Idę pod wiatr czując, jak każdy płatek śniegu wchodzi pod moje futro, mrożąc mnie żywcem. Jednak idę dalej, byle by się nie zatrzymać, a gorzej, żeby nie zawrócić. Muszę iść przed siebie. Po chwili widzę światło. Ale nie światło takie, które widzą umierający. To bardziej... pociąg! Za nim dźwięk lokomotywy przedrze się wpierw przez śnieg, a następnie moje uszy, zeskakuję z torów, na jakich stałem. Gdy maszyna przejeżdża obok mnie, tracę równowagę przez wicher stworzony przez nią. Pędziła jak oszalała, a ja trafiłem na śliski śnieg. Nie mam kiedy wbić pazurów w lód, gdyż za nim się obejrzę, zaczynam się toczyć, niczym mała biała kulka śniegu z górki. Świat wiruję. Nie mogę się zatrzymać, aż w końcu na mojej drodze stoi drzewo. A dalej las. Nie mam szans się zatrzymać, więc czekam na zderzenie.
A w rzeczywistości gdy otwieram oczy, wybudzam się ze snu, gdzie na samym końcu miałem bolesne zderzenie z drzewem, którego oczywiście nie czułam. Gdy wracam do normalnego świata, zdaje sobie sprawę, że zrobiłem sobie drzemkę w południe pod cieniem drzewa.
Podniosłem głowę i się rozejrzałem. Zero żywej duszy, jakby wszyscy się stąd ulotnili. Po za jedną czarną postacią. Niestety nie mogłem jej rozróżnić, bo mój wzrok nie przystosował się do światła słonecznego i odmówił posłuszeństwa. Dlatego też chciałem po prostu podejść bliżej tego kogoś, niestety gdy wstałem i zrobiłem pierwszy krok, poślizgnąłem się na liściach i na błocie. Najpierw wywróciłem się do przodu, potem do tyłu próbując złapać równowagę, ale zamiast tego spadłem na brzuch i zacząłem jechać tyłem na dół. Po paru sekundach uderzyłem w kogoś, a następnie oboje wylądowaliśmy w wodzie.
Piękne pierwsze spotkanie.
Jak najszybciej wyszedłem z wody, która mi nie służyła, a następnie wzrokiem zacząłem szukać mej ofiary. Kiedy ją wychwyciłem, pomogłem wilczycy.
- Przepraszam cię panienko. To było nie zamierzone – wytłumaczyłem się.
<Rhiali?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~Klan Everything~. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~Klan Everything~. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 9 lipca 2017
czwartek, 6 lipca 2017
Od Rhiali
Leżałam na jednej z gałęzi Wielkiego Drzewa wpatrując się na piękny krajobraz morza. W oddali dało się dostrzec tereny Klanu Wody. U nich pewnie nie jest lepiej, słońce coraz mocniej przygrzewa, a moim pobratymcy pewnie spędzają całe dnie w jeziorach których dużo jest u nich. Westchnęłam machając ogonem, po czym wstałam i przeniosłam się trochę wyżej w koronę drzew chcąc schować się przed gorącym słońcem. Ponownie przycupnęłam tym razem ze zwieszonymi łapami w dół. Ponownie westchnęłam i już miałam zamknąć oczy i oddać się drzemce, gdy z dołu usłyszałam swoje imię. Przekrzywiłam głowę w dół. Gillian stał z opartymi przednimi łapami o pień wpatrując się do góry. Podniosłam się po czym udało mi się w miarę szybko zejść na ziemię. Wylądowałam tuż przy basiorze, który od razu wyprostował się. Skinęłam łbem, żeby zaczął mówić i w tym samym momencie ruszyłam za nim
- Mamy mały problem tuż przy granicy z Klanem Ognia - na moim pysku pojawił się grymas, pewnie znów konflikt o karibu - Ellen wraz z Remim i innymi wybrali się na polowanie, jednak z pewnego powodu zwierzyna zmieniła swój kurs i pobiegła w przeciwnym kierunku prosto do ogniowych...
- Ech ta Ellen nigdy nie potrafi odpuścić - powiedziałam przekręcając oczami
No cóż po raz chyba trzeci idziemy złożyć wizytę naszym sąsiadom i również po raz trzeci będę kazała waderze czasami odpuścić. Klan Everything jest jednych z tych klanów które nie muszą narzekać na brak zwierzyny, chociaż nie zawsze możemy sobie odpuszczać takie sprawy. Wilki ognia z natury to są te narwane, które nie lubią odpuszczać i od razu wszelka kłótnia zamienia się w konflikt. Jak na razie mój cel zachowania pokoju w krainie cały czas się spełnia.
Przeskoczyłam przez leżącą na ziemi kłodę, po czym czym prędzej podbiegłam do gromadki, która powarkiwała na siebie na zmianę. Remi stał z boku z opuszczonymi uszami wpatrując się w Ellen, która trzymała mocno zębami jedną z nóg renifera. Gillian wyminął mnie szybko podbiegając do burej wadery, po czym sam zaczął powarkiwać. Wilki z sąsiedniego klanu nie przejęły się moim przyjściem tak jak za pierwszym razem, jednak opuściły po sobie uszy i na krótko opuściły łby. Wadera przez chwilę wpatrywała się w moją stronę, gdy wreszcie puściła nogę i podeszła do mnie.
- Rhiali! Karibu biegło wzdłuż granicy...te pchlarze czyhały tylko na to, aż przebiegnie prze ich granicę, ale z powrotem wrócił na nasz klan i to ja go powaliłam!
- Nie prawda! - odezwała się pomarańczowa wadera, która wystąpiła na przód - Ty...- wymieniła się spojrzeniami z Ellen i po chwili zaczęły powarkiwać
- DOŚĆ! - krzyknęłam - Znajdujecie się aktualnie na terenie Klanu Everything jako goście, a nie chciałabym żeby nasze stosunki się zmieniły. Karibu znajduje się po naszej stronie, więc tym samym nie widzę dalszej kontynuacji rozmowy. Gillian! Remi! Pomóżcie Ellen z karibu! A wy lepiej wracajcie do siebie... - zwróciłam się do wilków ognia, które prychając pod nosem wycofały się
Podniosłam wzrok na jedno ze wzgórz na którym stał nie kto inny jak Alfa Klanu Ognia. Nawet nie podbiegł wesprzeć swoich towarzyszy tylko przyglądał się wszystkiemu z góry. Przez chwilę wpatrywałam się tak w postać, po czym dołączyłam do reszty wilków. Może wypadałoby odnowić z każdym klanem sojusz...
Darkness? [zróbmy sojusz]
- Mamy mały problem tuż przy granicy z Klanem Ognia - na moim pysku pojawił się grymas, pewnie znów konflikt o karibu - Ellen wraz z Remim i innymi wybrali się na polowanie, jednak z pewnego powodu zwierzyna zmieniła swój kurs i pobiegła w przeciwnym kierunku prosto do ogniowych...
- Ech ta Ellen nigdy nie potrafi odpuścić - powiedziałam przekręcając oczami
No cóż po raz chyba trzeci idziemy złożyć wizytę naszym sąsiadom i również po raz trzeci będę kazała waderze czasami odpuścić. Klan Everything jest jednych z tych klanów które nie muszą narzekać na brak zwierzyny, chociaż nie zawsze możemy sobie odpuszczać takie sprawy. Wilki ognia z natury to są te narwane, które nie lubią odpuszczać i od razu wszelka kłótnia zamienia się w konflikt. Jak na razie mój cel zachowania pokoju w krainie cały czas się spełnia.
Przeskoczyłam przez leżącą na ziemi kłodę, po czym czym prędzej podbiegłam do gromadki, która powarkiwała na siebie na zmianę. Remi stał z boku z opuszczonymi uszami wpatrując się w Ellen, która trzymała mocno zębami jedną z nóg renifera. Gillian wyminął mnie szybko podbiegając do burej wadery, po czym sam zaczął powarkiwać. Wilki z sąsiedniego klanu nie przejęły się moim przyjściem tak jak za pierwszym razem, jednak opuściły po sobie uszy i na krótko opuściły łby. Wadera przez chwilę wpatrywała się w moją stronę, gdy wreszcie puściła nogę i podeszła do mnie.
- Rhiali! Karibu biegło wzdłuż granicy...te pchlarze czyhały tylko na to, aż przebiegnie prze ich granicę, ale z powrotem wrócił na nasz klan i to ja go powaliłam!
- Nie prawda! - odezwała się pomarańczowa wadera, która wystąpiła na przód - Ty...- wymieniła się spojrzeniami z Ellen i po chwili zaczęły powarkiwać
- DOŚĆ! - krzyknęłam - Znajdujecie się aktualnie na terenie Klanu Everything jako goście, a nie chciałabym żeby nasze stosunki się zmieniły. Karibu znajduje się po naszej stronie, więc tym samym nie widzę dalszej kontynuacji rozmowy. Gillian! Remi! Pomóżcie Ellen z karibu! A wy lepiej wracajcie do siebie... - zwróciłam się do wilków ognia, które prychając pod nosem wycofały się
Podniosłam wzrok na jedno ze wzgórz na którym stał nie kto inny jak Alfa Klanu Ognia. Nawet nie podbiegł wesprzeć swoich towarzyszy tylko przyglądał się wszystkiemu z góry. Przez chwilę wpatrywałam się tak w postać, po czym dołączyłam do reszty wilków. Może wypadałoby odnowić z każdym klanem sojusz...
Darkness? [zróbmy sojusz]
Subskrybuj:
Posty (Atom)