piątek, 28 lutego 2014
Od Zuko cd historii Mako
czwartek, 27 lutego 2014
Od Arren'a CD historii Loren
- Za szybko? - Posmutniała.
- Posłuchaj. Nie powiedziałem "nie".... Daj mi to jeszcze przemyśleć. Spotkajmy się tutaj o 22:00. Ok?
- No dobra... - Powiedziała smętnie i odeszła.
Zrobiło mi się jej żal. Przez kilka godzin chodziłem po klanie i myślałem. Gdy było za dziesięć 22:00 podjąłem decyzję. Udałem się do altanki. Po kilku minutach przyszła Loren. Usiadła obok mnie. Widać że była smutna. Nie patrzyła na mnie. Ująłem ją za podbródek.
- Teraz nie będziesz na mnie patrzeć? - Uśmiechnąłem się.
Pocałowałem ją.
- T - t - to znaczy że....? - Zapytała.
Pokiwałem głową a ta dosłownie się na mnie rzuciła.
Loren? ;P
środa, 26 lutego 2014
Od Loren
- Cześć - powiedziałam
- O cześć, ty jesteś Loren, tak?
- Tak - uśmiechnęłam się i zatrzepotałam swoimi rzęsami - Co teraz robisz?
- A wybierałem się na małą wyprawę, może zechcesz ze mną iść?
- Z wielką chęcią - powiedziałam
Basior ruszył pierwszy, a ja szłam za nim. Był najprzystojniejszym basiorem jakiego widziałam. Udaliśmy się do wilczej altanki. Tam z basiorem rozmawiałam przez cały czas.
- Arren, chcę abyś wiedział, że jestem w tobie zakochana i chciałabym być z tobą - powiedziałam i spojrzałam się na nigo
Arren dokończ
wtorek, 25 lutego 2014
Od Mako CD historii Zuko
- Boisz się ognia? - spytałem
I tak nie miałem pomysłu na jakieś inne pytanie.
- No ... sama nie wiem - powiedziała i spojrzała się na mnie - Chyba nie
Później każdy każdemu zadawał pytania. Następnie udaliśmy się nad jezioro. Szczeniaki z Klanu Wody popisywały się umjętnościami, zauważyłem że z Klanu Everything kilka szczeniaków również podbiegło do reszty. Ja również wszedłem do wody i wywołałem błękitny ogień na mojej łapie, położyłem go na wodzie, tak, że nie mógł zgaść, ani nikogo oparzyć. "Wskoczył" na liść lili wodnej. Wpatrywałem się w to jawisko, gdy nagle byłem pod wodą. Wyskoczyłem z wody na płycizne i spojrzałem się zezłoszczony na resztę.
- Nie umiesz pływać? - spytał Sehan i się zaśmiał
- Nie spodziewałem się, że wyląduje pod wodą! - krzyknąłem i zezłoszczony skierowałem w niego ogień, a ten ochronił się wodą, którą cisnął we mnie
Odskoczyłem.
- Ej przestańcie! - krzyknął Leon
- On zaczął! - spojrzałem się na Leon'a, przy czym dostałem czymś w rodzaju wodnego bicza, ale tylko mnie to odepchnęło
Zuko
niedziela, 23 lutego 2014
Od Desota " Podróż u kresu" cz. 1
CDN
Od Zuko cd historii Mako
-Skąd jesteście?
-Z Klanu Wody - odpowiedziałam ja, ponieważ moja siostra była płochliwa - A ty?
-Z Klanu Everything, moją mamą jest Alfa - wypiął dumnie pierś - a wy, jakiej jesteście ''rangi''
-Alfa Klanu Wody to nasz wujek - wtrącił się mój brat - więc jeśli nie chcesz oberwać od niego to lepiej je nie podrywaj
Kilka wilczków zaczęło się śmiać, natomiast ja przewróciłam oczyma i warknęłam na brata rzucając się na niego. Zdezorientowany runął na ziemię, zaczęłam warczeć na niego pokazując kto tu rządzi. Wszystkie wadery podbiegły do mnie śmiejąc się z Sehana. Natomiast basiory podeszły do niego mówiąc ''zrobiła to nie fair''. Uśmiechnęłam się do basiora do którego jeden wilk zwrócił się Mako. Mako? Ciekawe imię. Gdy wszyscy się uspokoili usiedzliśmy w kółku i zaczęliśmy rozmawiać. Kilka wilków wpadło na pomysł w grę ''Pytanie lub wyzwanie'' zgodziliśmy się. Pierwsza zaczęła Yuko, wypadło na to że ma zapytać mnie więc się zaśmiałam.
-A więc Zuko, jaki kolor wolisz, żółty czy niebieski
-Zdecydowanie niebieski - odpowiedziałam
Graliśmy tak jeszcze dłuzszy czas, dużo było przy tym radochy. Aż tu nagle wypadło na to że ten basior o imieniu Mako ma mi zadać pytanie. Zaciekawiło mnie o co on też może mnie spytać.
(Mako? xd)
Od Zefira cd historii Demanii
- Jak się tutaj dostałaś, przecież Desoto… - powiedziałem, lecz wadera mi przerwała
- Nicklase pomógł mi uciec, a Szere pomógł ciebie znaleźć - powiedziała powoli przestając płakać
Otarłem jej oczy z łez i delikatnie ją przytuliłem.
- Musimy się stąd jak najszybciej wydostać. W każdym momencie mogą nas znaleźć strażnicy - powiedział Szere i zbliżył się do nas
- To się pospieszmy… mam już serdecznie dość tej wody - powiedziałem wyjmując łapę z pod wody
Wadera tylko cicho się zaśmiała, a smok zaczął się rozglądać po korytarzach.
- Jak na razie jest czysto. Idziemy - oznajmił smok, a my dołączyliśmy do niego
Musieliśmy iść gdyż smok nie uniósłby nas obojgu. Powoli kroczyliśmy na przód, a Szere cały czas się bacznie rozglądał. Wadera po chwili zaczęła mocno utykać od ran, więc gad zabrał ją na swój grzbiet. Staraliśmy się iść jak najciszej się dało choć brodząc w tej wodzie było to trudne zadanie. Kiedy byliśmy już prawie przy wyjściu do lochów wszedł jakiś wilk. Udało nam się schować za jedną ze ścian, ale gdy ten już prawie przeszedł obok nas wadera odetchnęła z ulgą. Wilk to usłyszał i od razu się cofnął. Zaczął warczeć i w tym samym momencie zauważyli nas inni strażnicy. Kilka wilków zbiegło w góry i zablokowało wyjście. Zaczęliśmy szybko uciekać przez jedyny nie zablokowany korytarz. Smok z waderą na plecach wyprzedził mnie i wręcz leciał nad ziemią. Jakimś dziwnym trafem w tamtej części lochów nie było już wody tylko bruk okryty mchem. Starałem się ich nie zgubić gdy nagle grunt pod moimi łapami się rozpadł, a ja spadłem na piętro niżej. Usłyszałem głośny krzyk Demanii, jednak smok ją uciszył, po czym zauważyłem jak sprawnie przeskoczył nad szczeliną, w którą wpadłem i przeleciał nad wilkami. Miałem nadzieje, że uda im się uciec. Po chwili usłyszałem ciche powarkiwanie z jednego końca korytarza. Był to jeden ze strażników. Zacząłem biec w przeciwną stronę. Po dłuższej chwili uciekania woda znowu zalewała korytarze, lecz tym razem była o wiele głębsza. Zacząłem szybko płynąć przed siebie, gdyż moje skrzydło zostało złamane podczas upadku. Myślałem, a raczej wiedziałem, że strażnik na pewno mnie dogoni, ponieważ woda to nie jest mój żywioł. Po jakimś czasie takiego płynięcia natknąłem się na ścianę. Rozglądałem się zdezorientowany w poszukiwaniu jakiegokolwiek wyjścia, jednak na daremno. Kiedy odwróciłem się w stronę, z której przypłynąłem zauważyłem tamtego wilka. Zanurkowałem w mętnej wodzie z nadzieją, że pod wodą będzie jakieś przejście. Chwile machałem łapami w wodzie w tę i we w tę, kiedy nagle zauważyłem jakąś dziurę w ścianie, a raczej wyczułem ją łapami. Szybko tam wpłynąłem, ale kiedy już byłem po drugiej stronie ściana się zawaliła blokując drogę wilkowi, ale także mi wyjście. Powoli zacząłem wypływać na powierzchnie, gdyż tlen w moich płucach już się kończył. Kiedy wziąłem już oddech powietrza miałem gdzieś w sobie nadzieje, że będzie to świeże powietrze, lecz zawiodłem się, gdyż powietrze tam było jeszcze bardziej duszne niż w korytarzach lochów. Powoli wychyliłem łeb nad wodę. Moim oczom ukazał się widok gwiazd i księżyca. Po chwili zauważyłem, że widziałem tylko dzięki szklanej kopule, która górowała nad jakimś lasem. Kiedy zacząłem się rozglądać wokół siebie zobaczyłem coś w stylu jakiegoś przejścia na drugim końcu pomieszczenia gdzie wody już nie było. Podpłynąłem tam ostrożnie. To miejsce nie wydawało mi się na całkiem opuszczone. Udało mi się wyjść z wody, gdy poczułem jakiś dziwny zapach. Sam nie potrafię go opisać. Przypominał on trochę zapach studzienki w tamtym ukrytym mieście. Na końcu korytarza świeciła żółto-zielona łuna i to właśnie stamtąd pochodził ten dziwny zapach. Możliwe, że to ciekawość lub sama wiedza, że nie ma z tamtego pomieszczenia innego wyjścia skusiła mnie do ruszenia przez tunel. W pewnej chwili usłyszałem jakiś cichy hałas, który jak się okazał był krokami jakiegoś człowieka. To był staruszek z pomarszczoną twarzą i z białymi źrenicami. Wyglądało na to, że to tylko jakiś ślepy starzec z siwymi włosami i w białym, aptekarskim fartuchu. Po chwili ten człowiek ziewną i przeszedł do innego pomieszczenia. Usłyszałem zgrzyt starego łóżka i chrapanie. Postanowiłem wyjść z tunelu i rozejrzeć się. Wszędzie było pełno półek z książkami. Zacząłem je przeglądać. Po chwili w moje łapy trafiło kilka nawet dobrych rękopisów. Nieopodal leżała jakaś pusta torba, więc korzystając z okazji wziąłem ją i schowałem do niej kilka książek, które z pewnością przydadzą się Demanii i innym wilkom. Kiedy już zabrałem ze sobą wszystkie interesujące mnie pisma udałem się sprawdzić co to za dziwne światło, a raczej łuna cały czas się wydobywała z sąsiedniego pomieszczenia. Zbliżyłem się tam i powoli wsunąłem łeb przez drzwi. Na środku sali stała jakaś szklana kolumna, która świeciła lekko na zielono. Zaciekawiony zbliżyłem się do tego otwierając przy okazji drzwi na oścież. W tej szklanej kolumnie coś pływało. Przyciski przy tej kolumnie, a raczej inkubatorze świeciły się jaskrawo żółtym kolorem. Tym czymś co pływało w wodzie okazał się wilk. Zacząłem mu się z zaciekawieniem przyglądać. Była to wadera o szarym kolorze futra. Jej ogon, łapy i pysk były jaskrawo zielone. Wszędzie miała rurki, które chyba pełniły funkcje zewnętrznych żył, lecz zamiast krwi przez nie płynęło to samo co znajdowało się w tym zbiorniku. Na jej szyi znajdował się naszyjnik z małą probówką, w której także znajdowała się ta sama substancja. Jej pysk wydawał się być zdeformowany, więc mu przyglądałem się dłuższą chwilę. Nagle wadera otworzyła jaskrawo zielone oczy, a ja odskoczyłem przerażony. Nie spodziewałem się, że ten wilk żyje i byłem wręcz pewien, że jest kompletnie martwa. Zaczęła przyglądać mi się z zaciekawieniem. Było to dla mnie dość dziwne, więc starałem się unikać jej wzroku. Chciałem wyjść z tamtego pomieszczenia i oddalić się od tego dziwnego miejsca. Jednak kiedy byłem już przy drzwiach usłyszałem jakiś odgłos, który powodował wilk. Odwróciłem się w jej stronę i zobaczyłem, że wadera jest wściekła i próbuje wydostać się ze zbiornika. Nie miałem zielonego pojęcia co ją tak mogło wkurzyć. Po chwili wybiła w szkle dziurę wielkości pazura przez którą zaczęła wypływać dziwna substancja. Wilk, jednak nie zaprzestał i po dłuższej chwili szamotania się w zbiorniku udało mu się wybić dziurę na tyle dużą, że mógł się przez nią przecisnąć. Dziwna substancja, która emanowała jaskrawo zielonym kolorem szybko zbliżała się do moich łap. Na moje nieszczęście staruszek usłyszał ten cały hałas rozbijanego szkła, więc już po chwili poderwał się z łóżka i zaczął zmierzać w moim kierunku. Długim susem skoczyłem w stronę jedynych nie zakluczonych drzwi. Na szczęście to właśnie one prowadziły na zewnątrz. Rozejrzałem się wokół siebie i zobaczyłem tereny, które znałem dość dobrze. To były obrzeża Klanu Mysterious Thoughts. Wziąłem głęboki oddech. Głęboki oddech zimnego i świeżego powietrza, którego tak bardzo mi brakowało. Wszędzie leżał biały puch i wiał lekki, lecz lodowaty wiatr. Właśnie wstawało słońce. Był to bardzo piękny widok. Cóż dużo się zmieniło podczas mojego pobytu w lochach. Długo, jednak nie mogłem przyglądać się pięknu tego zimowego krajobrazu, gdyż po chwili ta (najprawdopodobniej) radioaktywna wadera wyskoczyła z pomieszczenia i już szykowała się do ataku. Ledwo ją zauważyłem i już zacząłem uciekać. Moje skrzydło jednak nadal było złamane, więc musiałem biec. Wadera była niezwykle szybka, lecz po dłuższym dystansie zauważyłem, że w rurkach, które wystawały z jej skóry kończyła się ta substancja. Z dala cały czas było można dosłyszeć głos staruszka, który wołał waderę jakąś dziwną nazwą. Zgadywałem, że była to liczba i skrót od nazwy tego eksperymentu. Nagle wilk padł na ziemie martwy. Z jej rurek, a zarazem także żył ulotniła się cała substancja. To zmutowane stworzenie zaczęło się prawie natychmiast od śmierci roztapiać… rozpływać… sam nie wiem jak to dokładnie nazwać. Jej ciało zaczęło wtapiać się w śnieg, a ten z kolei przejął neonowo-zielony kolor. Postanowiłem jak najszybciej oddalić się od tamtego miejsca. Dopiero, kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi znalazłem się przy morzu, które dzieliło mnie od terenów Klanu Wody. Niestety gruby lód pokrywał tylko wybrzeże, a większość morza była nadal w stanie ciekłym. Nie mogłem latać, więc jedynym rozwiązaniem, aby dostać się do Demanii było przepłynięcie tej lodowatej wody. To płynięcie trwało naprawdę bardzo długo. W połowie dystansu byłem już prawie, że zamarznięty na kość, a moje łapy już powoli odmawiały posłuszeństwa. Nie dość, że byłem już wystarczająco wymęczony po tej całej akcji w lochach to teraz to płynięcie. Jedyne co trzymało mnie wtedy przy życiu była myśl, że gdzieś tam znajdę moją ukochaną zgubę. Kiedy było już około 4 w nocy udało mi się dobić do plaży, która znajdowała się najbliżej jaskini wadery. Wymęczony i zamarznięty wyszedłem na ląd, po czym powlokłem łapami w stronę jaskini wadery. O świcie byłem już pod jej jaskinią. Po drodze jak zawsze musiałem parę razy przystawać, aby uniknąć spotkania z jakimś innym wilkiem. Powoli wejrzałem do jaskini. Moim oczom ukazała się moja droga Demanii. Już bez siniaków i z tylko kilkoma małymi zadrapaniami. Tak bardzo się cieszyłem, że jest cała i zdrowa. Z jej oczu płynęły co jakiś czas pojedyncze łzy, a obok niej siedział Szere i pocieszał ją. Miałem nadzieje, że nie przejmie się ona za bardzo moimi ranami i złamanym skrzydłem. Powolnym krokiem i z uśmiechem na pysku wszedłem do jej jaskini i ukłoniłem im się nisko.
(Demanii? Przepraszałam, że musiałaś tak długo czekać)
Od Layli do Dragona
Leżałam sobie w jaskini i przyszedł Dragon.
- Czeeeeśććć.. - Powiedziałam.
- Co się stało?
- Żle się czuję.
Wstałam i miałam pół przymknięte oczy.
- Nie wyglądasz najlepiej.
- Odpocznij sobie a ja coś upoluje -Uśmiechnął się basior.
- Dobrze.
Padnełam na ziemię ciężko oddychając - Wszystko mnie boli.
Po 10 min Dragon przyszedł.
- Proszę. Przyniosłem tobie 2 zające.
- Dziękuje.
- A ty...? Nic dla siebie ni upolowałeś? - Spytałam.
- Nie jestem głodny.
Zaczęłam jeść.
Dragon?
Od Avon-Quest 4
-Avon...
Głos był taki...nietypowy.Zamarłam,Ale mimo to czułam dziwny spokój.
-Tak?
-Odwróć się.
Spełniłam groźbę.Z nieba w czymś jak fioletowym dymie zstąpił...wilczy bóg.Oparłam się plecami o skałę bardziej zdziwiona niż przerażona.
-Galaxy...
-Tak.
Powiedział.
-Mam dla ciebie zadanie.
-Jakie?
-W nasze strony zbliżają się ludzie i myśliwi.Mogą znaleźć tu wszystkich.Będą chcieli zabić.Musisz odciągnąć ich jak najdalej z stąd.Zmylić.Jeśli wykonasz zadanie dostaniesz nagrodę.Zrobisz to dla klanu?
-Oczywiście. Zgadzam się.
-Wiedziałem że mogę na ciebie liczyć.
Odwrócił się i znowu z tą dziwną mgłą wbiegł na kilka niewidzialnych stopni i rozpłyną się w powietrzu.Zerwałam się i pobiegłam szukać tych ludzi.To nie było łatwe zasapałam się biegając poza terenami watahy.Szłam powoli bo usłyszałam trzeszczenie i coś jak uciszanie się nawzajem.Zobaczyłam pięcioro ludzi.Dwoje miało strzelby,a jeden pistolet. Faceci stali z przodu po bokach, dziewczyny w środku i z tyłu jakiś chłopak się kręcił.Jak ja mam ich odciągnąć?Zamyślił.am się.Zaszłam ich od tyłu.
-A mówiłeś że tu jest tyle wilków że polowanie się uda i co lipa.
-Nie.Muszą tu być.Są tu. wiem to.Przestań marudzić.Płoszysz zwierzynę.
Szczeknęłam.Usłyszeli i odwrócili się gwałtownie.
-Wiedziałem...Kici kici futszaku...
Zaczęłam powoli biec.Pojękiwałam,szczekałam,powarkiwałam,Strzelałam gałęziami.Usłyszałam strzał.Pudło.Chłopak zalką i zaczął za mną biec.Z całą resztą bandy.Oddali kilka strzałów.Dostałam w ramię.Wrzasnęłam.
-Hah,dostał.Bierzemy go!
Próbowałam biec szybciej.Rana się zagoiła,a kula upadła na trawę. Gonili mnie tak parę kilometrów.Nie chcieli zrezygnować.Wiedziałam że muszę ich przestraszyć żeby uciekli gdzie pieprz rośnie.Zaczęłam tworzyć iluzje.Wilki,kruki duchy ,cienie itp.
-Gdzie on jest?
-co to za głosy?Patrz.
Przerażona wpatrywała się w iluzje.
-Zabijemy go.
Unieśli broń i strzelali w niego,ale jemu nic się nie stało.Podchodził coraz bliżej ich.Warczał.Na ramieniu iluzji usiadł sztuczny kruk o krwisto czerwonych oczach.Dziewczyny wrzasnęły i zaczęły uciekać.Faceci za nimi.Wsiedli do samochodu.Kruk skoczył im na maskę a z oczy kapały mu czerwone łzy.
-Łaaaaaaa
Wcisnęli pedał gazu i pognali aż się kurzyło.Uśmiechnęłam się zadowolona z siebie.Już tu nie wrócą i nikt nie uwierzy co widzieli.
Wróciłam na tereny mojej watahy.Przede mną znowu pojawił się Galaxy.
-Wykonałam zadanie.
-Oto twoja nagroda.......
Od Carlosa-c.d Still Loving
-Nie jesteśmy parą...jeszcze-dodałem ciszej.-Ale dzięki.
Szczeniak zrobił zaciekawioną minę.
-A będziecie?
Zerknąłem na Still Loving.Czy będziemy razem?Była ładna.Nie, nie ładna piękna.
-Być może.
<Still Loving?>
sobota, 22 lutego 2014
Od Arashi cd historii Carstaira
W pewnym momęcie gdy chciałam rzucić śnieżką w Carstaira potknęłam się i upadłam na niego. Zaczeliśmy się wygłupiać na śniegu. Gdy już przestaliśmy, leżeliśmy jak dwie małpki na plecach śmiejąc się jak dałny (xD)
-Wiesz zimno mi się zrobiło chyba już pójdę do domu..-powiedział basior wstając.
-A .. może wspólna herbatka u mnie ?-zaproponowałam otrzepując futerko ze śniegu.
-...hmm..
-No zgudź się ..
-No okey-uśmiehnął się a ja odwzajemniłam uśniech. Gdy dotarliśmy do mojej jaskini, Carstair usiadł w fotelu, a ja zaparzyłam herbate.
-Prosze-podałam mu herate i zaczeliśmy rozmawiać..Rozamwialiśmy o wszystkim i o niczym.
Wkońcu zrobiło się późno więc Carstair poszedł do swojej jaskini. Połozyłam sie spać. Następnego dnia obudził mnie śpiew ptaków... ten klany był... szalony xd..
Wyszłam z jaskini i poszłam coś upolować. Po drodze spotkałam Carstaira.
(Carstair?)
Od Mako
- Będę później, idę zwiedzać! - krzyknąłem i dalej biegłem
Skakałem po skałach i co jakiś czas strzelałem ogniem. Widać ten żywioł będzie w naszej rodzinie dziedziczny, chodź słyszałem, że pra pra pra babcia miała żywioł wody. No trudno. Widziałem grupkę szczeniaków siedzącą na trawie, o czymś gadały. Wziąłem rozbieg i skoczyłem nad nimi, machnąłem łapą i tuż za nią pojawił się płomień ognia. Skoczyłem na łapy i się odwróciłem. Szóstka szczeniaków stała i patrzyła się na mnie ze zderwowaniem.
- Oszalałeś?! - krzyknął eee mój kuzyn czy ktoś tam z rodziny, wiem tylko tyle, że jego ojcem był Sombre, czyli brat mojego pra pra dziadka
- Wyluzuj! - zawołałem i się uśmiechnąłem
Po chwili zgromadziło się na polanie więcej szczeniaków z różnych klanów. Widać chciały zwiedzać tereny i aż tu przyszły. Wszystkich razem nas było szesnaścioro. Czułem się, że tylko ja mam żywioł ognia, no bo z Klanu Wody wszystkie szczeniaki na pewno miały żywioł wody, a reszta z mojego klanu nie fascynowała się ogniem. Westchnąłem i usiadłem na kamieniu.
Jeden z 15 szczeniaków dokończ ...
Od Lucyfera - Cd historii Dhirena
piątek, 21 lutego 2014
Od Carstaira cd historii Arashi
-Arashi?
-Co? - zapytała wadera z szerokim uśmiechu na pyszczku
-Masz ochotę coś przegryźć? Tak się składa że wczoraj znalazłem dziwną polankę na której rosną poziomki
-O tej porze roku? Przecież mamy zimę - wadera zdziwiła się
-Wiesz, mieszkamy w końcu w Klanie Ziemi. Tutaj wszystko związane z przyrodą jest możliwe - zaśmiałem się
Wadera wzruszyła ramionami, fakt nasz klan był dość dziwny, na przykład kolorowe listki w zimie. Czasami się tak zdarzało, chociaż śniegu i tak było pełno. Zaprowadziłem waderę w stronę nowo odkrytej mi polanki. Gdy tylko ją ujrzeliśmy wszystko wyglądało tak magicznie, pełno kwiatów, roślin oraz poziomek których było mnóstwo. Jak oszalały rzuciłem się na krzaki i zacząłem wyjadać przyszne owoce. Arashi zrobiła to samo. Po chwili byliśmy objedzeni po uszy poziomkami.
-Ale pyszne - powiedziałem - zjadłbym jeszcze
-Zjadłeś prawie całą łąkę - zaśmiała się
-To mało
-Może jak dla ciebie - dalej się śmiała
Uśmiechnąłem się, gdy wadera tak leżała opalając się w słoncu ja wziąłem snieżkę i rzuciłem nią w waderę trafiając w brzuch. Wadera pisnęła po czym spojrzała na mnie oburzona.
-No chodź, trzeba spalić te kalorie - zaśmiałem się
(Arashi?)
WK
czwartek, 20 lutego 2014
Od Tauriel CD historii Nicklasea
- Zgadnij... - odparł basior.
- Mniejsza z tym, musimy zdążyć zanim się ściemni. - mówiłam rozglądając się.
Dotarliśmy na miejsce. Przed nami stało ogromne drzewo bez liści. Na opoko unosiła się pomarańczowa mgła, a na szczycie rośliny widać było złote jabłko.
- To tutaj? - zapytał Nicklase patrząc to na mnie, to na Fuka.
Pokiwałam lekko głową.
- A czy to jest niebezpieczne? - zapytał Fuko.
- Powinieneś wiedzieć. - odparłam. - Nie możemy tam teraz wejść. Jutro rano może coś zdziałamy. Ja będę stała na straży. Jeśli mam zginąć - to tylko ja.
< Nickalse? Nie miałam pomysłu >
od Alkiva cd Sheriss
- Uda nam się - uśmiechnęła się wadera. Widziałem w jej oczach wielką nadzieję i to mnie bardzo pokrzepiło.
- Droga chyba nie jest daleka, przecież cały czas byliśmy na terenach watahy - powiedziałem z namysłem.
- Może tutaj - Sheriss wskazała na drogę prowadzącą do lasu.
Zwróciliśmy się z tę stronę.
Szliśmy długo. Cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się z nadzieją, że zaraz dojdziemy.
Instynkt mi jednak podpowiadał, że jesteśmy coraz bliżej jakiegoś miejsca, które głęboko zapadło w moim sercu.
Błądziliśmy cały dzień. Robiło się już ciemno.
Nagle z krzaków ku nam wyskoczył jakiś wilk. Wyglądał mi bardzo znajomo.
- Alkivo? - wykrzyknął. Szybko przypomniała mi się jego twarz.
To był Dante, to był mój Dante.
- Gdzie ty.. - zacząłem
- A gdzie ty? - objął mnie mocno - gdzie ty byłeś przez te 6 lat?!
- To skomplikowane. - odpowiedziałem cicho - co ty tu robisz?
- Mieszkam - odpowiedział - plemię przeniosło się o kilka kilometrów za wodospadem.
Kiwnąłem głową.
- To blisko? - spytałem
- Tak. 20 minut drogi - uśmiechnął się - a to kto? - wskazał na Sheriss
- Moja.. przyjaciółka - powiedziałem z uśmiechem
- Dante - podał jej łapę - a ty?
- Sheriss - uśmiechnęła się nieśmiało
- Zgubiliśmy się - rzekłem poirytowany - możemy przenocować kilka nocy?
- Jasne, chodźcie - powiedział z uśmiechem.
Dante zaprowadził nas do plemienia, do przytulnej jaskini na skraju skały.
- Tutaj będziecie spać - uśmiechnął się
- Dziękuję... - powiedziałem do niego, tak dużo dla nas zrobił
- A ja muszę iść. Spokojnej nocy i do jutra! - pomachał nam łapą na pożegnanie i poszedł.
Spojrzałem na lekko wystraszoną waderę.
Usiedliśmy na kamieniu i rozpaliliśmy ognisko.
- To był Dante, mój przyjaciel. Kiedy jeszcze mieszkałem w tym plemieniu... - zawiesiłem głos na wspomnienie mojego zmarłego właściciela
<Sheriss?>
Od Still Loving cd historii Carlosa
-Nic nie szkodzi.Miło mi-powiedziałam i podałam mu łapę.
-Może gdzieś się przejdziemy-spytał.
-Jasne-powiedziałam.Poszliśmy na polanę.Zobaczyłam tam grupke szczeniaków.
-Co tutaj robicie same?-spytał Carlos.
-Bawimy się-odpowiedział jeden ze szczeniaków.
-Dobrze.-powiedziałam.
-Bawcie się dalej-powiedział Carlos.
-Jesteście parą?Bo dobrze razem wyglądacie-spytała mała waderka.
(Carlos?)
Od Arashi cd historii Carstaira
Razem z basiorem poszliśmy upolować coś pysznego. Zobaczyłam smakowitego jelenia więc postanowiłam go gonić. Carstair zaczął za mną biec i po chwili rzucił się na jelenia. Wychamowałam i gdy stałam już przy zwierzu jeleń nie żył a basior stał i z uśmiechem patrzał na mnie.
-Swietnie polujesz ..-uśmiechnęłam się
-Dziękuje za to ty jestes bardzo szybka..
-dziękuje ale chodźmy już coś zjeść..-razem z carstair'em wziełam jelenia w pysk i poszliśmy usiąść pod drzewo. Tam zaczeliśmy jeść.
-mmm pyszne -jadłam mięso gdy kawałek mi wypadł z pyszczka. Zaśmiałam się i wytarłam łapą pysk.
Gdy już zjedliśmy "śniadanie" leżałam nażarta pod drzewem a obok leżał Carstair. Był naprawde sympatyczny. Naprawde fajnie mi się spędzało z nim czas. Ale niestety taki los że musiałam już wracać do domu. Pożegnałam się z basiorem i wróciłam do mojej jaskini. Położyłam się na łoże i zasnęłam .. Po dłuższym spaniu obudził mnie pukanie do jaskini. Wstałam i ocierając oczy zobaczyłam że to Carstair przyszedł .. Zaprosiłam go do środka i usiadłam na łożu.
-hej co cię tu sprowadza..?
-wiesz ide na spacer może chciała byś mi towarzyszyć..?
-Wiesz .. dopiero wstałam ..ale ....z chęcią ..-uśmiechnęłam się i poszliśmy się przejść.
Szliśmy lasem i podziwialiśmy piękne kolorowe liśćie .
(Carstair .?)
wtorek, 18 lutego 2014
od Look'a cd historii Shanti
Od Carlosa-c.d Still Loving
-Kim jesteś?-warknąłem.Zdziwiło mnie trochę własne zachowanie.
-St......Still Loving cz...ło..członkini klanu Everyn...thing-powiedziała przestraszona.
Zamrugałem. Wadera przestraszyła się mnie?Nie chciałem żeby ktoś się mnie bał.No baz przesady,nie jestem taki.
-Przepraszam.Za to ze warknąłem.Jestem Carlos.
Uśmiechnąłem się lekko.
<Skill Loving>
Od Avon-c.d Delgada
-Ładne imię.
Uśmiechnęłam się do czarno szarego basiora.
-Dziękuję.
-Z jakiego klanu jesteś?
-Z Evething.A ty?
-Także.
Delgado był przystojny i w ogóle ładny."Podoba mi się" zauważyłam trochę zdziwiona.Cieszyłam się w duchu że nie czyta mi w myślach.
<Delgado?>
:(
Vertek ;c
Od Nicklasea cd historii Kory
-Przepraszam, stało się coś? - zapytałem
Wilk warknął po czym skoczył w moją stronę, nie wiedziałem o co chodzi więc z łatwością dałem się unieszkodliwić. W tym momencie obudziłem Korę która zaczęła krzyczeć robiąc niesamowity hałas na cały Klan. Warknąłem i rzuciłem się na napastnika. Wczepiłem mu się kłami w kark, natomiast on mocno przejechał pazurami po moim brzuchu prawie go rozpruwając. Zaskomlałem. Najwidoczniej jego pazury miały jad bo wsyzstko zaczęło się rozmywać przed moimi oczami. Zdążyłem tylko wyszeptać imię szczeniaka i zemdlałem.
(Kora?)
poniedziałek, 17 lutego 2014
Wybiło 10 lat ...
Od Sayny c.d Sadness'a
- Chyba wolę pozwiedzać. Mogę spać gdziekolwiek więc jaskinia może zaczekać - odkrzyknęłam
Basior spojrzał na mnie i po chwili wylądował
- No dobrze. Myślę, że piechotą będę mógł dokładniej pokazać Ci tutejsze tereny - stwierdził z uśmiechem
Basior pokazał mi wszystkie tereny gdy w końcu doszliśmy do ostatniego miejsca
- A to jest polana zakochanych - powiedział wskazując łapą na piękną łąkę przed nami
Poczułam się trochę zmieszana...
Sadness c: ? Tak, tak musiałam XD
Od Sadness'a c.d Sayny
- Z tymi ograniczeniami to żartowałem, ale i tak trzeba uważać jak się lata, każdy wilk w klanie powietrza ma skrzydła albo moc pozwalającą mu na latanie. - uśmiechnąłem się. - Chętnie Cię oprowadzę ! W drogę !
Rozprostowałem skrzydła i uniosłem się trochę.
- Po prostu leć za mną, okej ? Może najpierw pokażę Ci nasze jaskinie i jak do nich trafić, nie jest to proste ponieważ znajdują się górach bardzo podobnych do siebie.
Lecieliśmy przez kilka minut, kiedy na horyzoncie ukazała się nam góra wskazałem na nią łapą.
- Chcesz pozwiedzać czy wybrać sobie jaskinię ? - krzyknąłem do niej.
Sayna ? :* <Sorki, że tak krótko>
Od Sayny c.d Sadness'a
- Sama bym sobie poradziła, ale dzięki za troskę - mruknęłam patrząc na łapę
- Jako alfa troszczę się o każdego członka - odparł z uśmiechem
- Super, czyli jestem już w klanie - powiedziałam beznamiętnie i dodałam po chwili już z lekkim uśmiechem - Może pokażesz mi tutejsze tereny i przedstawisz wasze zasady ruchu na głównych trasach lotu i ograniczenia prędkości?
od Sheriss cd Alkiva
- Avi, nic ci nie jest!
- No pewnie, że nic. A co takiemu basiorowi jak mi może się stać?
No to prawda. Nie potrzebnie się martwiłam.
- A ty jesteś cała? - spytał troskliwie
- nic mi nie jest. Kto to był? ten... Nick.- mówiąc to czułam małą odrazę. Właściwie się jeszcze nie znaliśmy a już go nie lubiłam.
- Nick? To Nicklese, alfa Klanu Wody.
"Kto takiemu idiocie dał władze" pomyślałam.
Ruszyliśmy już do domu.Zaczął padać śnieg, który przemienił się w straszną śnieżycę. Wiatr huczał nieprzyjemnie, zasypując drogę powrotną. Przez straszną zawieję ujrzałam w oddali jaskinie, która mogła się okazać jedynym schronieniem. Dobiegliśmy do niej i bezsilnie upadliśmy na twarde podłoże. Avi zajął się rozpaleniem ogniska, a ja patrzyłam przerażona na śnieżyce.
- Nigdy nie widziałam czegoś takiego...
- Przyzwyczaj się, na tych terenach to normalne.- powiedział spoglądając na tlący się ogień.
- Na jak długo nam starczy opał?- spytałam zaniepokojona.
- Na całą noc, rankiem musimy sobie jakoś poradzić. Śnieżyca prędko nie ustąpi...
- No to jesteśmy na siebie skazani.- powiedziałam.
Wilk spojrzał na mnie ignorująco i położył się przy ognisku.
- Idę przeszukać jaskinię, może znajdę coś ciekawego.
Nie czekając na odpowiedź ruszyłam w stronę ciemnej jaskini. Rozpaliłam małą, świetlistą kulę ognia i szłam wzdłuż długiego korytarza. na początku droga była nieprzyjemna, kilka wąskich alejek które praktycznie miały same zakręty. Droga się skończyła, jednak na końcu widziałam mały potoczek. Wzięłam trochę wody i zawróciłam.
Kiedy dotarłam z powrotem wejście do jaskini było już prawie całkowicie zasypane. Utknęliśmy tu na dobre. Avi jeszcze spał, ognisko wygasło. Rozpaliłam je raz jeszcze a butelke z wodą położyłam obok basiora. Przysiadłam by ogrzać łapy. Wkońcu zasnęłam i ja...
Obudziło mnie straszne zimno. Avi już nie spał, krążył w kółko zdenerwowany.
- O, wstałaś już.
- no tak..
- opał się skończył, mamy nie wiele wody, a jedzenia w ogóle. jesteśmy w wielkiej kropce, co teraz? Zdechniemy tu, ku*wa...
- Daj spokój, musi być jakieś wyjście...
- przeszukałaś jaskinie, ale nic nie znalazłaś.
- Może i nie, ale jest jeszcze inne wyjście... musisz mi pomóc. Chodź!
pobiegliśmy w miejsce strumyka wody.
- Miałam rację, zobacz, wypływa z wysokiej półki skalnej, o tam- pokazałam łapą na początek strumienia.
- No dobra, wystarczy się tam TYLKO dostać. może mi powiesz co zamierzasz zrobić?
- Ja tam latać umiem, przy okazji pomogę i tobie.
Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech. W sercu poczułam gorący żar, a moje oczy zaświeciły się ogniem. pojawiły się płonące skrzydła.
Podałam wilkowi łapę i wzbiłam się wysoko. miękko wylądowałam na półce skalnej. Spojrzałam przed siebie. Z granicy skały wydobywało się światło i chłód powietrza. W skale był otwór, przez który mogliśmy wyjść.
- Jesteśmy uratowani!- krzyknęłam wesoło i pobiegłam do wyjścia. Basior spojrzał z niedowierzaniem jednak po chwili i on się uśmiechnął.
Bezpiecznie wyszliśmy z jaskini. Śnieżyca ustała, pozostawiając po sobie liczne szkody. Wciąż pozostało nam jeszcze dotrzeć do naszego klanu.
<Avi? >
niedziela, 16 lutego 2014
Od Sadness'a c.d Sayny
Podałem jej łapę i pomogłem jej wstać.
- Uważaj następny raz jak latasz, na terenach naszego klanu, jest ograniczenie prędkości, na głównych trasach lotu, za dużo wilków tutaj ma skrzydła by mogły latać sobie tak szybko jak chcą. - zażartowałem sobie. Spojrzała na mnie zdziwiona.
- Klanu ? To tutaj jest jakaś wataha ?
- Tak, Klan Powietrza.
- Em, no bo ja właśnie, szukam ... jakiejś, oczywiście mam żywioł powietrza. Czy zaprowadził byś mnie do alfy ? - uśmiechnęła się nieśmiało.
- Nie trzeba, już tutaj jest, i nie ma przeszkód, możesz dołączyć - wyszczerzyłem się. Wadera trochę spoważniała. Chciała poruszyć się z miejsca, jednak z jej łapą było coś nie tak.
- Chyba powinienem Cię zaprowadzić, do Skaili albo Inki. Mają medyczne wykształcenie. Dasz radę latać prawda ... ? Ach zapomniałem zapytać, jak masz na imię, ja nazywam się Sadness.
- Chyba to ja powinnam się przedstawić, nazywam się Sayna.
- W takim razie Sayano, lecimy. - powiedziałem i wzbiłem się w powietrze.
Zaprowadziłem waderę do medyczki i poczekałem chwilę aż zakończy się badanie.
W końcu Sayna wyszła z jaskini medyczki.
Sayna ?
Od Minki CD historii Amir'a
Weszłam do sypialni i nakryłam się kołdrą. Zasnęłam po paru minutach.
--- Około 2 tygodnie później ---
Leżałam na sofie i czytałam książkę. Amir uparł się że zrobi obiad. Jakbym ja nie mogła już nic zrobić. Ale dobra rozumiem go. Denerwuje się.
- Czy naprawdę ty musisz robić obiad? - Zapytałam gdy poczułam dym.
- Tak. Ty musisz odpoczywać. - Odpowiedział kaszląc.
Przekręciłam oczami i wróciłam do czytania.
Amir xD dokończ
Od Still Loving cd historii Carlos'a
-Kim jesteś?-warknął.
-St......Still Loving cz...ło..członkini klanu Everyn...thing-powiedziałam przestraszona.
(Carlos)
Od Delgada
-Hej,jestem Delgado a ty?-zapytałem
-Avon.
-Piękne imię.
Od Carlos'a
<Ktoś dokończy?>
Od Avon - CD. historii Ari
-Być może...
Czyż bym słyszała w jej głosie powątpiewanie? Weszłam do jaskini a za mną Aria.Carlos leżał rozciągnięty w salonie.
-A ty jeszcze śpisz?Leniwy jesteś.Wiesz o tym?
Spojrzał na mnie jednym okiem.
-Wyjątkowo dzisiaj.
Przeciągną się.
-Wyjątkowo?Ciekawe.
-Och,serio mówię.
-Wiem,ty jesteś chodzące serio.Uśmiechną się lekko,ale nic nie powiedział.
<Aria?dokończysz?>
Od Niki- CD historii Netlavena
-Kto by pomyślał, że jeszcze się spotkamy...
Nie wirzyłam w to, co się stało! Zaledwie kilka dni temu o Nim myślałam, a teraz..!
-Kiedy dołączyłeś?- spytałam- skąd Ty się tu w ógle wziąłeś? A wtedy, jak..
-Nika!- powiedział z uśmiechem Net i zatkał mi łapą usta- powoli, mamy czas.
Odwzajemniłam uśmiech. Tak dawno go nei widziałam, tak dużo pytań chciałam mu zadać i z Nim prozmawiać.
-Najpierw Ty mi powiedź, co to właściwie za miejsce?
Chwilę się zawahałam. Od czego zacząć..?
Później opowiadałam mu o klanie, wilkach, co jakis czas wtrącając coś o Alkivie.
-Kto to właściwie jest?- spytał jakiś przygaszony
-Samiec alfa tego klanu. Wspaniały basior, chyba...- zaczęłam
-Tak, tak... mam do Ciebie sprawę..
<Net>
od Netlaven'a do Niki
Nie interesowało mnie to. Jeśli będą chcieli, poznają mnie lepiej. Jeśli nie- przeżyje.
Spacerowałem po lesie, kiedy usłyszałem znajomy głos. Po chwili niedaleko mnie spacerowała kawowo - rudą waderę. Zamarłem.
-Nika... - szepnąłem, a kiedy się upewniłem, dodałem głośniej- Nika! To Ty!
Wadera odwróciła się i również zamarła. Podbiegłem do niej radośnie.
-Nika! Nawet nie wiesz, jak się cieszę!- powiedziałem i przytuliłem ją
<Nika>
Od Suzy "Koniec"
Od Arren'a CD historii Ari
Teraz nie panowałem nad swoim ciałem. Zacząłem warczeć i się szarpać. Wyrwałem kajdany ze ściany i zacząłem biec. Nie wiedziałem gdzie niosą mnie moje łapy. Wtedy zrozumiałem że do jaskini mojej siostry. Chciałem go powstrzymać ale nie potrafiłem. Gdy wbiegłem do jaskini zobaczyłem Arię zwiniętą w ciasny kłębek. Trzęsła się. Z mojego ciała zaczął jakby "parować" czarny dym. Odzyskałem nad sobą kontrolę i podbiegłem do Ari.
- Co się dzieje?! - Zapytałem.
Nie byłem już wcale na nią zły. Demon zniknął. Przynajmniej na razie...
- N - n - nie wiem. - Wydukała.
Szybko wziąłem ją na plecy i zaniosłem do szpitala.
Aria? ;3
Od Vegas CD historii Sombre'a
Od Sombre'a - CD. historii Vegas
- Nie wiem więcej ... - westchnęła - Sama tego dokońca nie roumiem
- A ja nic z tego nie rozumiem - powiedziałem i podałem jej herbatę
Napiła się jej kilka łyków i położyła na stole. Dzień dobiegał końca. Zmęczony usnąłem na kanapie.
Vegas, sorka, źe krótko, ale rozpisz sie żebym miała duzo weny xD
sobota, 15 lutego 2014
Od Sayny do Sadness'a
Nowa Wadera w Klanie Powietrza
Sayna
Hierarchia: Zwykły członek
Stanowisko: Atakująca
Klan: Powietrza
~
Płeć: Wadera
Wiek: 2 lata
Właściciel: nikes
Od Shanti cd historii Look`a
-Chcesz mnie tam uwięzić? I to w walentynki? - zapytałam z łobuzerskim usmieszkiem
-Jak że bym śmiał - powiedział pomagając mi wstać - chodź, jeszcze się przeziębisz
-Ja i przeziębienie? Nie żartuj sobie
-Wolę nie ryzykować - uśmiechnął się
-Ale ty dzisiaj jesteś dla mnie miły - zaśmiałam się
Look spojrzał na mnie lekko obrażonym wzrokiem ale po chwili się uśmiechnął i znowu mnie pocałował, wziął mnie za łapę i zaczęliśmy iść w kierunku lasku. Wszystko tam było teraz takie piękne. Zimna dodała urok całemu Klanowi.
(Look?)
Od Dhirena cd historii Lucyfera
od Look'a cd Shanti
Od Vegas CD historii Sombre'a
Od Sombre'a - CD historii Vegas
- Nic ci nie jest? - spytałem Vegas
Była wystraszona, wtuliła się we mnie i zaczęła płakać. Wtedy zauważyłem ranę na jej boku i plecach. Wziąłem ją i pobiegłem z nią do szpitala.
- Sombre nic mi nie jest ... - mówiła
Ale te rany z krwią były straszne. Zauważyłem jakąś waderę, która była lekarką i szła z jakimiś lekarstwami. Położyłem Vegas na jednym z łóżek.
- Ona pilnie potrezbuje pomocy! - krzyknąłem
Layla podeszła do Vegas i jej się przypatrzyła. Po chwili kazała mi wyjść, chodź się zapierałem i tak musiałem. Czekałem na zewnątrz. Zauważyłem, że biorą ją gdzieś indziej.
- Może mi ktoś powiedzieć co jej jest?! - krzyknąłem
- Te rany można tylko dostać od silnego zaklęcia ... szamanki się nią teraz zajmują, jest przytomna i jak na razie jej stan jest stabilny
Westchnąłem lekko z ulgą, ale nadal się o nią martwiłem. Wreszcie mogłem się z nią zobaczyć.
Vegas dokończ
Od Vegas "Co się dzieje?!"
piątek, 14 lutego 2014
Walentynki!
Od Niki- CD historii Alkivo
-Oj, sorry- powiedziałam widząc, że cały śnieg ze mnie spadł na Niego
Basior otrzepał sie i spojrzał na mnie przyjaźnie.
-Też wolę zostać w swoim kolorze- powiedział.
-Chyba trzeba będzie tu trochę zostać..- mruknęłam patrząc na zewnątrz- śnieżyca
Avi wyjrzał i zaraz kiwnął głową.
-Emanetiś du shar szhef- szepnęłam, a pod moimi łapami powstało niewielkie ognisko. Avi spojrzał na mnie zdziwiony, ale po chwili zrozumiał.
Od jakiejś godziny czekaliśmy na zmianę pogody. Daremnie.
-Boje się o Klan...- mruknął Alkivo- Jeśli ktoś go zaatakuje... jest w sumie bez obrony
-Jest nas niewiele, ale za to nasze wilki to nie byle kto. Dadzą radę- powiedziałam i uśmiechnęłam się- nie martw się, to nic nie da. Śnieg to jednak śnieg, a takiej śnieżycy nic nie powstrzyma.
Alkivo wydawał się taki... odległy i zamyślony. Nie chciał rozmawiać. Postanowiłam, ze nie będę naciskać, jeśli bedzie chciał, sam powie. Ja również sie zamyśliłam. Myślałam o mojej starej watasze. O bracie, rodzinie.. o Netlavenie, chodź ten basior już dawno powinien zniknąć z mojej pamięci.
Na dworze coś jakby spadło. Oboje jednocześnie unieśliśmy głowy. Alkivo warknął nerwowo.
-Wiesz, o co chodzi, prawda?- spytałam
<Alkivo >
Przepraszam
Dobra, nieważne po prostu zostaję i koniec.
od Alkiva cd Niki
Poślizgnąłem się na wilgotnych źdźbłach i upadłem jak długi.
Podbiegła do mnie Niki, śmiejąc się jak szalona.
- Jeszcze zobaczymy! - mruknąłem do niej z uśmieszkiem. Obkrążyłem ją dookoła i złapałem za łapę.
Pobiegła szybko za mną z uśmiechem.
*Kilka tygodni później - zima*
Na horyzoncie kłębiły się szare chmury. Wiatr zawiał mocniej. Śnieżyca?
- Lepiej się zbierajmy - powiedziałem do wadery.
- Przecież dopiero co wyszliśmy! - zaśmiała się
Nie chcę wyjść na nudziarza, no przecież!
Pognaliśmy nad jeziorko i wskoczyliśmy do lodowatej wody.
Całe moje ciało przeszyło tysiące małych igiełek.
Obydwoje w tym samym momencie krzyknęliśmy z bólu i parsknęliśmy ze śmiechem.
- Ewakuacja! - powiedziałem i wyskoczyłem na brzeg.
W tym samym momencie z nieba zaczął padać śnieg. Biały puch sypał tak mocno, że po chwili byliśmy cali biali.
<Niki?>
od Alkiva cd historii Keti
czwartek, 13 lutego 2014
Od Alkiva cd Sherris
Te dwa całusy średnio mi leżały. Znaliśmy się zaledwie kilka dni. Wpatrywałem się w jej roześmiany i szczęśliwy pyszczek i pomyślałem, że tego nie można stracić.
Cofnąłem czas.
Znowu staliśmy przed moją jaskinią. Uśmiechnąłem się nerwowo.
Żeby znowu tego nie zrobiła, drugi raz czasoprzestrzeni nie będę naginać.
Odsunąłem się lekko.
- To do jutra, mam nadzieję - rzekłem posyłając jeszcze jeden uśmiech.
- Do jutra - powiedziała cicho. Jednak bez roześmianego pyszczka.
Odwróciłem się i pośpiesznie i wszedłem do jaskini.
Czułem wyrzuty sumienia.
Wiem, że wadera nie pamiętała o całusie, ani nie zdawała sobie sprawy z tego, że cofnąłem czas. Ewentualnie odczuła lekkie deja vu
Jednak mnie męczyło to wspomnienie.
Sheriss wydawała się naprawdę przyjacielską waderą i zapowiadała się bardzo interesująca znajomość.
Nie mogłem pozwolić na zniszczenie tej szansy.
Opałem na łoże i zamknąłem oczy.
***
Brnęliśmy przez zaspy śnieżne i bryły lodu, prosto nad jezioro. Śmialiśmy się o gadaliśmy.
- Sheriss? - zwróciłem głowę w jej stronę
- Hym? - odparła uśmiechając się.
W tym momencie przed nami wyskoczył biały wilk.
- To znowu ty... - warknął
Poznałem go od razu.
- Znowu, coś nie tak? - spytałem z grymasem na twarzy.
Wadera cofnęła się za mnie.
- Ile razy ci mówiłem, żebyś nie wtrącał się w nasze tereny? - Nicklase poszedł bliżej
- Chyba znam granice własnego klanu. Owszem, nie jestem na terenie własnego klanu, ale wasz teren zaczyna się od linii drzew lasu zachodniego. To miejsce jest niczyje. - stwierdziłem
- Czyżby?! - krzyknął uniesiony i rzucił się na mnie z pazurami.
Przetoczyłem się w bok, ciągnąc za sobą basiora. Wtopił podzury w moje plecy. Jęknąłem przeraźliwie, próbując zrzucić z siebie basiora.
Przywalony ciałem Nick'a spojrzałem na puste miejsce, gdzie stała przed chwilą Sheriss.
Szybko zrobiłem małą kulę wody, która odetpchnęła Nick'a
Rozwścieńczony wstał.
- Tak pogrywasz?! Ja też tak potrafię! - zachowywał się całkiem jak nastolatek wprowadzony z równowagi.
- Dawaj misiu - zaśmiałem się krótko, ale nie szyderczo.
Nick wziął rozbieg i sformował falę. Szybko wytworzyłem ścianę dźwiękową i woda odbiła się od niej, uderzając basiora.
Uniósł w powietrze i spuscił na mnie wodną kulę. Znalazłem się w środku niej, turbowany i uderzany że wszystkich stron przez wodę.
Walczyłem ze strumieniami.
Nick miał całkowicie dobrą taktykę. Nie mogłem pozwolić mu na dłuższy triumf.
Rozdarłem wodną kulę i spadłem z wysokości kilku metrów na ziemię. Spadło na mnie miliony kropel z rozpadającej się kuli.
- Niezłe lądowanie - szydził Nick
Z zacięta miną wstałem.
Miałem dość tego kretyna. Wypuściłem strumień wody i zamroziłem go.
Słup lodu poleciał poziomo i mocno uderzył w basiora.
Wcale nie byłem zadowolony, możliwe, że podłużna bryła złamała mu kości.
Poszedłem do niego. Nie ruszał się, ale oddychał.
- Następnym razem nie prowokuj, bo czepiasz się wszystkiego. Wybacz, ale ja się tylko broniłem.
Spojrzałem na niego z politowaniem, odwróciłem i ruszyłem w przeciwna stronę. Szybko oddaliłem się od bluzgającego i wrzeszczącego Nick'a.
Tylko gdzie poszła Sheriss?
<Sher, gdzie jesteś?>
Od Sheriss cd historii Alkiva
Tej nocy nie pozwoliłam sobie zasnąć. Obserwowałam powolne płatki śniegu, które noszone przez wiatr lądowały miękko na ziemi. Światło księżyca sprawiało, że błyszczały jak gwiazdy. Przysiadłam na brzegu jaskini rozmyślając, a zimno wcale mi nie przeszkadzało. Wkońcu i ja usnęłam.
Rankiem obudziło mnie chłód. Wstałam otrzepując się z resztek śniegu, który mnie w nocy przysypał. Było już popołudnie. Zjadłam coś ma szybko, po czym pobiegłam do jaskini alfy. Właśnie nad czymś dumał.
- Dzień dobry!- podbiegłam do basiora z szerokim uśmiechem.
- Sherri! Jak miło cię widzieć.
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej
- Idziemy zapolować?
- Dobra, prowadź.
Pobiegliśmy do lasku i udało nam się wystropić całkiem sporą sarnę. Odcieliśmy jej drogę i zabiliśmy. Dla wilka nic nowego...
Sarna wystarczyła na obiad.
- Co dalej?- spytałam.
- Chodź nad jezioro, kiedy jest zamarznięte można się na nim dobrze bawić.
poślizgaliśmy się, jak szczeniaki, ale przyznam że bawiłam się świetnie.
Zabawę przerwało nam wycie obcego wilka.
- Dobra wracajmy, to pewnie z innej watahy... Może zrobić się niebezpiecznie.
Wróciliśmy ponownie o zachodzie słońca. Znowu zaczął padać zimny, kryształowy śnieg. Na koniec tego dnia ucałowałam Avi'ego u policzek.
<Avi? Co ty na to? c: >
Od Alkiva cd Sheriss
Wróciliśmy w całkiem dobrym humorze. Odprowadziłem ją do jaskini i sam wróciłem do siebie.
Przysiadłem na moim posłaniu i wyjąłem spod kamiennej półki mały notes.
To chyba dzisiaj.
Zamknąłem oczy i ujrzałem obraz mojego przyjaciela. Przycisnąłem głowę do poduszki.
Wstałem i rozpaliłem ogień, jednocześnie wyglądając na zewnątrz. Noc była bezchmurna i piękna.
Uśmiechnąłem się sam do siebie, oparłem głowę na kupce siana i wyciągnąłem łapy do ognia. W mojej jaskini stopniowo robiło się zimno. Mroźne powietrze wnikało do jaskini mieszając się z ciepłym, co dało dość dziwny efekt.
Po jakimś czasie jednak księżyc przysłoniły chmury i zaczął padać śnieg.
Skrzyżowałem łapy i podłożyłem pod głowę.
Zasnąłem, sam nie wiedziałem kiedy.
<Sheriss, a co u ciebie?>
Od Ari. - CD historii Avon
- Cii ... to tylko zły sen - powiedziałam i ją przytuliłam
Avon się we mnie wtuliła, przestała płakać. Carlos spał w salonie, widać wieczore jeszcze coś robił i tam zasnął.
- A gdzie Carlos? - spytała
- W salonie, nic mu nie jest - powiedziałam i pogłaskałam ją - Możesz zasnąć
- Ale ja nie chce ... nie mogę - powiedziała
Chwilę z nią tak posiedziałam, aż sama zasnęła. Położyłam ją w salonie obok Carlos'a. Słodko wyglądali jak spali ;3 Sama jednak wyszłam na zewnątrz. Udałam się na cmentarz. Stanęłam przed grobem rodzinnym, usiadłam. Westchnęłam kłęboko. Nie znałam żadnego mego przodka, ani babci oraz dziadka ani dalszej rodziny. Tylko mama i tata ... oraz brat, który wpada w szał i chciał mnie zabić. Co to za życie?! Nieliczne osoby mnie rozumiały, chciałam się stąd wyrwać. Udałam się do lasu. Schowany łuk w starym pniu wyjęłam oraz kołczan. Kołczan był na moich plecach, łuk jakoś się trzymał. Udałam się na tereny Klanu Powietrza, tam mogłam liczyć na jakieś duże zwierzę. Jednak była pustka ... w moim klanie również brakowało zwierzyny, mało udawało się upolować duże zwierzę, a zazwyczaj wilki, które coś upolowały brały to dla siebie. Nie udane polowanie ... zaczęłam wracać do swojej jaskini. Zostawiłam szczeniaką wiadomość, że zaraz wrócę. Gdy wróciłam - świtało - Avon stała w wejściu od jaskini i mnie wypatrywała. Gdy mnie zbaczyła podbiegła.
- Ktoś tu był ... - powiedziała - Mówił coś, ale cicho, szeptał
- A widziałaś kto to? - zapytałam i zaczełam się rozglądać
- Chyba to był basior, miał masywny i hrapliwy głos - spojrzała się na mnie - Czy to mógłbyć mój tata?
- Nie wiem ... - westchnęłam
Avon dokończ
środa, 12 lutego 2014
Postarzanie!
Od Avon - CD historii Ari
Wróciliśmy do jaskini. Bylam tak zmęczona ZE położyłam sie na łóżku i zasnęłam. Śnił mi sie Wielki las, OBOK Mnie Stal Carlos.Spojrzał na Mnie, rzucił po przodu i znikną. Zaczęłam go szukac wołałam go IW ogóle, ale go NIE było.Po Prostu znikną.Zajrzałem Za jeden z. krzaków ... Obudziłam sie i wciągnęłam haustem powietrze.
-Carlos!
<Aria.Zły Sen>
Od Lessy
- Chodz, moze osiądziemy na tamtej Polanie? - Przytaknęłam i ruszyłam ZA towarzyszką. Po wylądowaniu, postanowiłam Troche rozejrzeć sie po okolicy.
- Saph przejdę sie troche ok? Niedługo wracam. - Oznajmiłam i ruszyłam przed siebie. Zamknęłam Oczy i zaczęłam nucić SWOJĄ ulubiona piosenkę:
NIM SIE spostrzegłam uderzyłam w kogos upadając Przy Tym.
- P. .. przepraszam ... - Powiedziałam zawsydzona.
<Innym? ^ ^>
