Niewiele pamiętam z tamtego dnia. Miewam jednak czasami przebłyski przeszłości, której tak naprawdę nie powinnam znać. Może to dar od Boga. Wiedzieć coś, czego nie powinno się wiedzieć. Bo wtedy nawet przecież jeszcze się nie urodziłam.
Ale pamiętam twarz swojej matki. Być może widziałam ją przez parę sekund, lecz wolę wierzyć, że to tylko jawa. Ponieważ była zbyt piękna, miała zbyt dobrą twarz. Nie mogła być tą waderą, która zostawiła mnie w nocy, w środku lasu.
Miewam czasami sny o tym, jak ta wadera spotyka mojego ojca, basiora również idealnego. Razem są szczęśliwi, kochają się. Są również prawi i sprawiedliwi. Dlatego też ta para zostaje w końcu odznaczona jako Bety swojej watahy. A potem wspaniała wadera zachodzi w ciążę i rodzę się ja.
Ale ona wcale mnie nie chce.
Płacze, mówi swojemu mężowi, że to musi być pomyłka. Sądzi, że jestem nieidealna, jak oni. Może oni chcieli syna? Tak to pewnie to. Wpadłam na ten pomysł już za pierwszym razem, gdy przyśnił mi się ten sen.
I potem zdarza się nieuchronne. Zostawia mnie samą w lesie. Widzę nas sobą księżyc i gwiazdy. I korony drzew, które wyglądają przerażająco w mroku. Czuję, że wszystko chce mnie zabić.
A potem zawsze się budziłam. Tak było i tym razem.
Otworzyłam szeroko oczy, starając się skupić na czymś wzrok, ponieważ jeszcze nie otrząsnęłam się całkowicie z mojego snu. A ten sen, jak zawsze, był wizją mojej przeszłości, której tak nienawidzę. A owa wizja boli tak, że nie mogłam oddychać.
Wciągnęłam kilka razy powietrze i wstałam. Przez chwilę nie rozumiałam, gdzie jestem, lecz w końcu przypomniałam sobie wszystko z poprzedniego dnia.
Trafiłam na tereny Wilczych Klanów. Nigdy wcześniej o nich nie słyszałam, ja jednak wydają się tak wielkie, jakby stanowiły nową planetę. Pomyślałam, że mogłabym tu spróbować jeszcze raz. Mogłabym nawiązać nowe znajomości. Lecz już nigdy nie będę tą samą waderą. Nie po tym, co zrobił mi Ajaccio.
Gdy tylko o nim pomyślałam, mocno zacisnęłąm kły. Podły z niego był wilk. Podlejszy chyba, niż moi rodzice, którzy zostawili mnie sama w lesie. Dlaczego wtedy po prostu nie rzuciłam się na niego i nie wbiłam mu zębów w krtań? - pomyślałam, marszcząc czoło. Od tego wydarzenia minął już rok, choć w wilczych latach mógł być liczony jako parę lat. Ajaccio był teraz dla mnie tylko odległym wspomnieniem. Wtedy nie zabiłam go, ponieważ jeszcze go kochałam. Teraz nie czułam już do niego nic poza nienawiścią i żalem, za to, że złamał mi serce.
Wyszłam z jaskini, która została mi wczoraj wieczorem przydzielona. Nie miałam zbytnio czasu, by ją pozwiedzać, ponieważ byłam tak zmęczona, że od razu padłam na podłogę i zasnęłam. A ona była piękna. Z zewnątrz porośnięta zielonym bluszczem, a wewnątrz panował niepowtarzalny klimat, którego nie potrafiłam opisać zwykłymi słowami. Mieściła się z brzegu lasu, tuż obok wielkiego klifu, z którego jeśli bym spadła, na pewno bym tego nie przeżyła.
Podeszłam do krawędzi klifu i spojrzałam w dół. Alfa wytłumaczyła mi wczoraj dokładnie, czym są Wilcze Klany i na co się dzielą oraz, gdzie są granice owych klanów. Wiedziałam, ze tam, na dole, mieszczą się tereny Klanu Powietrza. Stwierdziłam to po kilku wilkach unoszących się w powietrzu, choć nie wszyscy mieli skrzydła.
Ja wybrałam Klan Ziemi, ponieważ taki był mój żywioł. Co prawda, mogłam również dołączyc do Klanów Everything lub Mysterious Thoughts, lecz już nauczyłam się, że w mieszanych watahach nie spotka mnie nic dobrego. Chciałam być między swoimi. Między wilkami o żywiole ziemi. Ale równocześnie wątpiłam, że udałoby mi się nawiązać kontakt z kimkolwiek. Po tym wszystkim, co mnie spotkało, nie byłam najbardziej towarzyską osobą na świecie.
Nagle krzaki za mną zaszeleściły, a ja odwróciłam się gwałtownie, starając się zachować równowagę, ponieważ dosłownie balansowałam na krawędzi.
- To nie najlepszy pomysł, żeby skakać - odezwał się wilk. - Mogłabyś, no wiesz... Zabić się.
- Nie zamierzałam skakać - mimowolnie prychnęłam i odsunęłam się od krawędzi. - Podziwiałam widoki.
- Ach, tak? - wilk sceptycznie uniósł brwi. - Jesteś nowa, prawda? Jak ci na imię?
Przez chwilę zastanawiałam się, czy warto ufać temu wilkowi. Pojawił się tu z nikąd, zapytał się mnie o imię, a ja przecież nie wiedziałam nic o nim. Jednak postanowiłam odpuścić sobie moje rozważania, że mógł być jakimś masowym mordercą lub oszustem, jak Ajaccio. Nie każdy jest jak on, powiedziałam sobie w myślach.
- Corse - rzuciłam krótko w jego stronę, unosząc dumnie głowę. - A ty?
Jakiś radośny ktoś odpisze? ^^