Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~Klan Powietrza~. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~Klan Powietrza~. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 lipca 2017

Od Amai c.d. Sansy

Dzisiaj musiałam wstać wcześnie rano - miałam sprawdzić, czy w klanie jest wszystko w porządku. Terenów było sporo, więc miałam nadzieję, że wszystko wszędzie będzie w porządku. 
Najpierw spróbowałam wznieść się w powietrze, jednak dzisiaj wiatr nie pozwalał na wzniesienie się. Próbowałam wiele razy, jednak nie było łatwo, udało się dopiero za piątym razem. Nawet teraz nie było za łatwo, co chwilę były turbulencje, wiatr co chwilę zmieniał kierunek, nie wspominając o porywach. Przy szybkim locie nie ma to może wielkiego znaczenia, ale wolne latanie nie było bezpieczne, przez co wolałam wylądować. Na szczęście byłam na polanie, dzięki czemu lądowanie było mniej ryzykowne. Już prawie stanęłam na ziemi, kiedy wiatr mnie uniósł do góry i straciłam równowagę. Tak wylądowałam na ziemi, tylko trochę w niekonwencjonalny sposób. Wtedy musiałam przejść przez cały klan, co zajęłoby mi troszkę dłużej. Jednak trzeba było to zrobić. 

***
Jednak skończyłam wcześniej niż się spodziewałam, nigdzie nie trzeba było nic robić. No, prawie... była jedna rzecz, która mnie niepokoiła już od tygodnia. Widziałam od zachodu coś podejrzanego, wyglądało to trochę jak łódki albo tratwy, które z każdym dniem były coraz bliżej. Mówiłam o tym już Sansie wczoraj, jednak rano jej nie było. Nawet sama o tym zapomniałam... Wtedy zaczęłam jej szukać. Na szczęście wiatr się uspokoił, więc mogłam bezpiecznie latać. Wzniosłam się w powietrze i zaczęłam lecieć szukając niej. Trwało to trochę, ale gdy w końcu ją znalazłam, wylądowałam w pobliżu i podeszłam do niej. 
- Sansa... - powiedziałam. 
- Och... ja zapomniałam. Tak mi głupio teraz - zaśmiała się trochę nerwowo. 
- Nie szkodzi, też zapomniałam - uśmiechnęłam się lekko do niej. - Muszę ci o czymś powiedzieć... Albo lepiej pokażę ci... Wybacz mi że przerywam twoje zajęcia, ale myślę, że to ważne...
Po tym obydwie wzniosłyśmy się w powietrze i zaprowadziłam waderę do miejsca, które mnie tak niepokoiło. Odległość tamtych łódek określałam na mniej więcej 30 kilometrów, co znaczyło, że najwcześniej jutro już tutaj będą. Wylądowałyśmy na plaży najbliżej tamtego miejsca.
- Sansa, co o tym myślisz...? - zapytałam, próbując ukryć swój niepokój.

<Sansa? Też coś z pomysłem u mnie nie bardzo>

sobota, 8 lipca 2017

Od Sansy

 Wylądowałam na jednej z latających skał, składając swoje różnobarwne skrzydła. Ta skała była stosunkowo mała w porównaniu do sąsiadujących jej ''wysepek''. Spoglądając w dół, zastanawiałam się, czy gdybym tak przypadkowo zleciała i nie miała skrzydeł, to czy byłoby co zbierać. Pewnie nie, uznano by mnie za jakąś mokrą czerwoną plamę z piórami oraz sierścią i zaraz po tym zostawiono. Wychyliłam się jeszcze raz i w tym momencie coś z ogromną prędkością przeleciało obok mnie. Wystarczyło jedno machnięcie owych potężnych skrzydeł, żebym straciła równowagę i poleciała w dół. Spadając przez chwilę przyglądałam się odlatującym gryfom, niemal zapominając o własnych skrzydłach. Na chwilę przed upadkiem rozwinęłam je i zaczęłam zwalniać. Bezpieczną prędkość uzyskałam może dwa metry nad ziemią, dlatego zrobiłam fikołka w powietrzu i kiedy postawiłam tylko łapy na ziemi, w tej samej sekundzie odbiłam się mknąć teraz w kierunku gryfów. Byłam ciekawa co spowodowało tak nagłe przemieszczenie się tych stworzeń, zazwyczaj siedziały w ''swoich'' górach i zlatywały na dół w nocy, żeby unikać jakichkolwiek konfliktów z nami. Gryfy wyraźnie przed czymś uciekały, dlatego w ostatniej chwili zamiast podążać za nimi poleciałam w miejsce z którego uciekły.
 Góra na której zazwyczaj zamieszkiwały wilki, była w tym momencie oblegana przez małego, złotego smoka. Kojarzyłam go, nie był wrogo nastawiony do nikogo. Właściwie był jeszcze dzieciakiem, dlatego wszystko co robił, było jednym wielkim młodzieńczy wybrykiem. Tym razem musiało paść na gniazdo gryfów.
 - Sansa! - zawył radośnie ''mały'' smok trzęsąc swoim grubym, potężnym ogonem. - Chciałem tylko się z nimi pobawić a one pouciekały...
 - Valaur... mówiłam Ci coś ostatnio na ten temat. Niedaleko stąd jest smocza gromada, myślę, że powinieneś się do nich podłączyć, za jakiś czas odlatują i nie wiadomo kiedy zjawią się tutaj następnym razem...
 - Więcej zabawy jest tutaj - buchnął małą ilością ognia i odleciał urażony tym, że znowu chcę się go pozbyć.
 Westchnęłam siadając na malutkiej półce skalnej. Raczej było już po całej sprawie, ponieważ w przeciągu dziesięciu minut zaczęły się tutaj zlatywać gryfy, dlatego dla własnego bezpieczeństwa wolałam się ewakuować stamtąd. Ponieważ zbliżało się nieubłaganie do zachodu słońca, postanowiłam powoli wrócić do głównej części Klanu Powietrza, czyli do samego serca naszej wilczej gromadki. W Klanie łącznie ze mną było jedynie 7 wilków, więc z pewnością nie mogliśmy się nazwać ogromnym Klanem... jednak nie zmieniało to faktu, że było tutaj przytulnie i wszystko pracowało jak należy. Ledwie przekroczyłam granicę Klanu, kiedy zostałam ''zaatakowana'' przez Miko.
 - Jak ja Cię dawno nie widziałam moja droga - zawiesiła mi się na szyi.
 - Fuuuj, w czym się dzisiaj wytarzałaś - prychnęłam starając się uwolnić spod jej ciężaru.
 - No wiesz co! Nikt już chyba w tym Klanie nie szanuje mojej poważnej pracy jaką jest zielarstwo!
 - Oczywiście... - westchnęłam kiedy tylko odsunęłam się już od niej, jednak po chwili zaczęłyśmy się razem śmiać.
 - Sansa... - usłyszałam głos swojej Alfy.
Odwróciłam się żeby za chwilę zetknąć się z bystrym spojrzeniem oczu Amai. Nagle przypomniałam sobie, że miałam z samego rana stawić się u niej, ponieważ miała mi coś do powiedzenia. Zamiast tego, ja od rana błąkałam się po terenach Klanu, szukając wrażeń.
 - Och... ja zapomniałam. Tak mi głupio teraz - zaśmiałam się nerwowo unikając jej wzroku.

(Amai? Super ambitne opo :'))))) Nie pytaj się co jej miała powiedzieć, bo nie wiem XD Ale możesz mnie wysłać na jakąś misję czy coś na drugi koniec świata dudududud)