Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~Klan Wody~. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~Klan Wody~. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lipca 2017

Od Crass c.d Rhaegara

Pustka. Dawno w niej nie byłam. Miejsce, gdzie działo się wszystko i nic za razem. Komnata pełna luster. Niektórych poobijanych, niektórych nowych niczym wzięte z fabryki. W sumie było ich 12. Pierwsze 5 było o moim starym życiu. Starym moim obliczu i starym świecie, które do dzisiaj nazywam piekłem. Podeszłam do jednego z nich.
- Dawaj, to tylko mały, nic nie znaczący szczeniak. - moja opiekunka, kiedy uczyła mnie zabijania bez litości. Za każdy zadawany ból, dostałam jedzenie, za brak okazywania bólu, dostawałam tortury i brak pożywienia, może dlatego jestem tak wychudzona. Ledwo wzięłam wdech, patrząc w dalszą przeszłość.
- Crass, zabij! Zabij go! - wadera mnie motywowała, kiedy zabijałam jednego z jej sługusów. Spojrzałam na swoje pazury. Ostre, długie i twarde. Osobiście mi je piłowała. Chciała, żebym zabijała wszystko, co mi stanie na drodze. W końcu ostatnie z luster. Kiedy pierwszy i ostatni raz posmakowałam wilczego mięsa. Rzuciło mną z przerażenia na te wspomnienie. Byłam maszyną, mająca za zadanie zabić. Miałam być marionetką.
- I wciąż nią jesteś. - za mną stanęłam ja. Cała we krwi, ranach z psychicznym uśmiechem. Jej czarny wzrok i krew, kapiąca po karku, plecach. Staliśmy naprzeciw siebie. Po jej stronie był popękana i zniszczona Pustka, a za mną było biało.
- Mylisz s--
- Dzisiaj zabiłaś ponad 17 potworów, bez litości i jakiegokolwiek pohamowania. Jej głos, szrostki, przerażający. Czułam jakby przez żyły leciała śmierć.
- To ty zabiłaś.
- Ja jestem Tobą.
- Nie prawda!
- Co nas różni? To Ciebie torturowali, ja jestem tylko efektem szkolenia. Zaprzestałaś terapię w kiepskim momencie.
- O czym ty... - przybliżyła do mnie lustro, kiedy prawie cała wataha próbowała mi pomóc z moim przerażającym wychowaniem. Każdy psycholog, lekarz i sam Alfa, dający mi miłość, której nie miałam...
- Miłość jest silniejsza nawet ode mnie. Przez to, że uciekłaś, ja mogę od nowa wrócić na twoje miejsce.
- Nie! Nie pozwolę ci na to!
- Jesteśmy tym samym, Crashen. Nie pojmujesz? To tylko kwestia czasu, kiedy oddasz się ponownie tym torturom - w tym momencie zaczęłam słyszeć moje wszystkie piski, kiedy byłam szczeniakiem. Położyłam uszy, próbując przestać słuchać tego bólu.
- PRZESTAŃ!
- W końcu się poddasz, a ja będę pierwszą osobą, która zabije wszystkie Alfy z tej watahy! - Pustka zaczęła pękać.

****

Obudziłam się cała we łzach. Mój wzrok, czarny, wrócił do złotego koloru. Mrugnęłam oczami, przyzwyczajając się do światła.
- Dzień dobry - usłyszałam głos wadery. Gwałtownie się podniosłam, czując od razu ból w miejscach starych blizn - spokojnie, jesteś w Klanie Wody. Alfa Cię tutaj przyniósł.
- ... - położyłam się znowu. Ta patrzyła na mnie z zaciekawieniem.
- Mogę Cię o coś spytać.
- Tak.
- Skąd tamte blizny? Niektóre się pootwierały. - patrzyła na mnie, oczekując na odpowiedź. Wzięłam głęboki wdech.
- Wypadek, szkoda gadać - Skłamałam. Nie chciałam, by ktoś wiedział o mojej mrocznej przeszłości. Powoli się podniosłam.
- Jedzenie czeka już - wskazała mi łapą inne miejsce. Powoli zaczęłam kuleć w stronę tamtego pomieszczenia. Usiadłam, zaczynając jeść. Towarzyszył mi jakiś basior, siedzący daleko ode mnie. Po chwili usłyszałam kroki. Spojrzałam w tamtą stronę, zauważając Rhaegara. Natychmiast odwróciłam wzrok.
- Mógłbyś na chwilę nas zostawić samych? - spytał Alfa, patrząc na siedzącego w kącie basiora.
- Oczywiście - bez zaprzeczenia wyszedł z jaskini.
- Jak się czujesz? - skierował pytanie w moją stronę. Milczałam, nie patrząc na niego. W uszach słyszałam tylko psychiczny śmiech. Własny, psychiczny śmiech. Zamknęłam oczy.
- Crashen?
- Wszystko gra - odpowiedziałam cichym tonem. Skończyłam jeść i złapałam zębami za jeden z opatrunków.
- Zabraniam. - mimo jego rozkazu, pociągnęłam za niego i zerwałam. W tych mejscach, krew była zaschnięta, a moje futro było praktycznie ciemno krwiste. Połyskujące, fioletowe futro, zastąpiła krew i to wiele krwi, nie tylko mojej. Spojrzałam na basiora i go wyminęłam. Ten nadepnął na mój ogon. Zatrzymałam się. Podszedł tak, że mógł spojrzeć na mój pysk. Odwróciłam wzrok. Nie mogłam już patrzeć. Nie chce go skrzywdzić, nie chce nikogo zabijać... Ale chyba od tego nigdy nie ucieknę. Wysunęłam głowę do góry i poszłam do jednego z źródeł. Basior szedł za mną, jakby mnie asekurował. Spojrzałam na wodę i weszłam do niej. Od razu krew rozeszła się po tafli wodnej. Zanurzyłam się i zamknęłam oczy. Widziałam wszystko, co zrobiłam... Jak w łapie trzymałam jeszcze przez krótką chwilę bijące serce. Skrzepnięta krew szybko się rozpłynęła w wodzie, uwalniając kolory mojego futra. Wynurzyłam się, spoglądając na Alfę. Dopiero wtedy zobaczyłam, że jest ranny. Wynurzyłam się z wody, a futro, które aktualnie było mokre, odsłoniło moje blizny po wielokrotnym biciu. Wynurzając się, pociągnęłam za sobą strumień wodny. Sama się zmieniłam w wodę i zaczęłam go otaczać wodą. Ten jakby próbował się wydostać z mojego łańcucha, ale mu nie wyszło. Przycisnęłam lekko wodę do jego ciała, lecząc je. Wiem, że jestem osłabiona i nie powinnam tego robić, ale Alfa jest ważniejszy od Omegi. Zmieniłam się w fizyczną formę i opuściłam wodę.
- Tylko tyle mogłam zrobić w ramach tego, co zrobiłam... - opuściłam uszy i głowę - zrozumiem, jak będziesz się bać o swoich z klanu i będziesz mi kazać odejść. W końcu, kto by chciał mieć Maszynę w swoim klanie...

<Rhaegar? Pisałam to na telefonie, więc jak będą błędy, to przepraszam>

sobota, 8 lipca 2017

Od Neona c.d Rheagera

Noc na terenie klanu wody w końcu przyniosła mi upragniony odpoczynek bez obaw, że coś w nocy mnie ubije, bądź nie zaskoczy jakaś fatalna pogoda. Brakowało mi tego. Przez cały ten czas spałem pod gołym niebem, bądź jakichś szczelinach w drzewach. Nie zagłębiałem się do jaskiń ze względu na to, że mogły być już zamieszkane.
-Propozycja jest naprawdę kusząca. Przystanę na nią, gdyż spełniam warunek dotyczący żywiołu moich mocy. - skinąłem lekko głowę w podzięce. Miałem tu zapewnione wszystko ,czego mi brakowało. Jaskinie, jedzenie, z którym się męczyłem, gdyż polowanie nie było moją mocną stroną, no i oczywiście zajęcie. Nuda jest męcząca...nawet bardziej niż posiadanie wymagającego stanowiska.
- Myślę, że jaskinia, w której spędziłeś noc będzie dla ciebie odpowiednia, w sprawię stanowiska mogę dać ci jeszcze czas do jutra, byś zapoznał się z terenem oraz ofertami. - Nie przerywałem basiorowi. Miałem przynajmniej chwile na obmyślenie sensownej odpowiedzi.
-Myślę, że nadałbym się na strażnika. W poprzednim stadzie czasami siedziałem pod opuszczoną świątynią, gdyż często była rabowana. Moje światło, jak i moc wody skutecznie odstraszało potencjalnych złodziei - nie licząc rzecz jasna braku chwili wytchnienia, o którym nie wspomniałem....i za szybko pewnie nie dowiedzą się o tym.
Prócz przedstawionego powodu, miałem jeszcze inne niż odpoczynek, a jednoczesne brak nudy. Pilnowanie świątyni jest łatwe, jeśli całą swoją uwagę poświęca się na otoczeniu. Szum pobliskich strumieni, szelest liści, inne stworzenia dookoła. To wszystko wtedy wydaje się majestatyczne. Wystarczy to przeżyć.
-Zgoda.... Zaprowadzę cię do świątyni Water... pozostaje jeszcze -
- Ranga, prawda? - Przerwałem mu nim przysłowiowo ugryzłem się w język. Zepsułem, co z resztą było widać po spojrzeniu Alfy. Położyłem uszy po sobie — Przepraszam....
<Rheager? Ah te wybitne opo z mojej strony... xvx >

Od Rhaegara c.d Crass

Ciemność. Tkwiła w niej okropna ciemność, która przed chwilą wypłynęła, zalewając niemal cały las w Klanie Everything. Las wyglądał tak, jakby padał deszcz, deszcz krwi. Cała trawa, krzaki, drzewa i kamienie były pełne ciemnej, powoli zastygającej krwi. Ostry, drażniący mój nos zapach trupów sprawiał, że nie czułem już zupełnie nic oprócz tego. Nie czułem zapachu drzew, wody czy też powoli zamykających się kwiatów. Czułem jedynie krew. Wadera zachwiała się na swoich chudych łapach, a kiedy jej oczy wywróciły się na drugą stronę, upadła nieprzytomna na uwaloną od posoki trawę. Przekręciłem nieco łeb, przyglądając się teraz jej spokojnemu obliczu. W międzyczasie usłyszałem w krzakach skrzek jednego z tych stworów, był przerażony. Nie chcąc zbytnio zawracać nim sobie głowy, w dalszym ciągu patrząc na waderę potraktowałem go wodnistym biczem. Schyliłem się, wsadzając pysk pod bok wadery, chwilę po tym jakoś udało mi się załadować ją na swój grzbiet. Po tym całym zamieszaniu w lesie raczej nic już na nas nie wyskoczy, dlatego nie musiałem się o nic już martwić. Ruszyłem prosto w kierunku plaży, z waderą na swoich plecach. Potrzebowała pomocy medyka. Mógłbym pomóc jej sam, ale powierzę to zadanie Daenerys, jest w końcu najlepszym lekarzem w naszym Klanie.
~
 - Doprawdy... nie poznaję Cię wręcz Alfo! - Daenerys warknęła na mnie (ja również nie poznaję owej wadery, gdzie moja spokojna Dany...) - Jak mogłeś dopuścić, żeby wróciła tutaj w takim stanie. Gdybyś jeszcze Ty tak wyglądał... wyglądasz jakbyś po prostu wpadł w jakiś krzak i tyle!
 - Bardzo ostry krzak - powiedziałem z uśmiechem. - Co z nią?
 - Ma wysoką temperaturę - stanęła obok niej zmieniając okład na jej czole - Oraz wiele poważnych ran... ale wyliże się.
 - Dobrze... - przytaknąłem - zatem pozostawiam ją w Twoich łapach.
 - A Ty? Ciebie jeszcze nie opatrzyłam, a Invocto jest teraz zajęty, a naszej znachorce podobno dzisiaj lepiej nie zawracać głowy.
 - Mi nic nie jest - westchnąłem - mam dużo spraw do załatwienia teraz, a Twoje leczenie mnie to tylko strata czasu.
 - Rhaegar... dawniej powiedziałbyś mi o wszystkim co Cię trapi... nie chodzi mi tylko o te rany, o ogólne sprawy w Klanie.
 - Dobrze powiedziane. Dawniej Dany, dawniej.
~
 Noc w Klanie była ciężka. Nikt co prawda nie wiedział o tym co dokładnie się stało, ale każdy martwił się o waderę. Tak martwili się, nawet jeśli była jedyną omegą w Klanie. Właśnie to rozróżniało też nasz Klan, od innych Klanów. Nawet pomimo czyjejś niższej rangi, wszyscy byli dla siebie jak rodzina. A wiadomo, każda strata kogoś z rodziny jest bolesna dla całej grupy.
 Z samego ranka udałem się do lecznicy, żeby zorientować się jak wygląda stan wadery. Jakże wielce byłem zdumiony, kiedy zastałem przebudzoną już waderę, która właśnie spożywała śniadanie. Kiedy tylko mnie zobaczyła, od razu spuściła wzrok. W pobliżu nigdzie nie było Daenerys, zamiast niej w kącie siedział Invocto, jak zwykle czymś zajęty.
 - Mógłbyś nas na chwilę zostawić samych? - zapytałem basiora chociaż w tym pytaniu dało się wyczuć również nutę rozkazu.
 - Oczywiście - rzekł a następnie wyszedł z jaskini.
 - Jak się czujesz? - kiedy zniknął zwróciłem się z takim pytaniem do wadery jakby nic się wczoraj nie wydarzyło specjalnego.

(Crass?)

Od Crass c.d Rhaegara

Momentalnie, kiedy skoczyły na mnie dwa, dziwnej budowie, stwory, gwałtownie ich odepchnęłam, tworząc wokół siebie wodną otoczkę. Miałam chwilę, by odetchnąć na chociaż moment. W Pewnym momencie odwróciłam gwałtownie głowę w stronę mojego Alfy. Był wielokrotnie atakowany przez te stwory. Przez moją nieuwagę, kolejne stwory na mnie skoczyły. Jeden zrobił mi ranę na karku. Wtedy miałam wrażenie, że stanął czas. Krew spływała po moim karku jak zmętniała woda. Widziałam przed sobą od nowa całą naukę, kiedy byłam młodsza. Kiedy mnie uczyli zabijać bez litości, kiedy mnie torturowali za to, że ja nie torturowałam innych. Kiedy mnie uczyli, jak być maszyną do zabijania...
- Krew... - Szepnęłam, spoglądając na ranę. Zacisnęłam oczy, razem z pyskiem, a stwory na mnie skoczyły, bardziej mnie raniąc. Słyszałam w głowie śmiech tamtej ja... Mojej Natury, mojego stwora.. Nie mogę się poddać, nie mogę jej...
Krew...
Pamiętaj zadanie...
Morderco...
ŚMIERĆ!

Gwałtownie ryknęłam wściekła, oddając się mojemu prawdziwemu obliczu. Podniosłam się, odpychając stwory od siebie swoim ogonem. Po moim karku leciała krew, tak samo jak na plecach i łapach. Straciłam resztki rozumu, towarzyszył mi tylko gniew i żądza krwi. Skoczyłam na dwójkę tych stworów i zabiłam bez litościwie, jednemu wbijając się w kark. Ten pisnął, umierając. Wtedy wszystkie stwory zwróciły wzrok na mnie.
Opanuj się... Nie jesteś potworem... Nie... JESTEŚ MORDERCĄ!
Ryknęłam na nich ostrzegawczo. Moje oczy zmieniły kolor na czarny niczym smoła. Pomiędzy mną leżały martwe truchła tego, co zostało po ich towarzyszach, a na moim pysku leciała ich krew. Stanęłam ostrzegawczo i się najeżyłam, rycząc niczym lew w ich stronę. Uderzyłam łapami o ziemię, a Rhaegar się podniósł. Ukazywałam swoje kły w ich stronę, nie chciałam żadnego oszczędzić, jestem maszyną, ja zabijam, po co w ogóle się cackać?! Nie jestem ich mamusią! HAHAHA!
Stwory gwałtownie pobiegły w moją stronę, tak samo jak ja pobiegłam na nich. Gdy na mnie skoczyli, jednego, który leciał centralnie na mnie, ugryzłam w kark i się z nim obróciłam, skręcając mu kark i powalając na ziemię, a tamtych odepchnęłam swoim długim ogonem. Wyrwałam z monstrum jego mięśnie i skórę, wyrzucając na bok. Gdy poczułam jak kolejni na mnie skaczą, powaliłam dwóch na ziemię, a paru objęłam ogonem, by się wgryzali w moje futro. Wbiłam swoje pazury w krtań, by umarli. Nie cackam się, krew jest genialna, po co w ogóle żyją inne stworzenia?! Czemu ich tak nie wybić?! Zachowuję jak maszyna do zabijania, lata wszędzie krew, tryska na lewo i prawo, a ja mam z tego ubaw! Co z tego, że to wygląda strasznie?! Rzuciłam kolejnymi o drzewa, nie okazując żadnemu litości. Wnet poczułam, jak ktoś mi się wgryza w kark. Warknęłam, patrząc na kolejnego idiotę, który odwarzył mi się zadać cios. Zmieniłam się w wodę i podskoczyłam wysoko do góry, uderzając go o ziemię, a potem złamałam mu katk, rozszarpując jego ciało. Spojrzałam na pozostałą piątkę. Byli w pozycjach obronnych.
- Śmierdzicie jak tchórze... - warknęłam w ich stronę. Mój głos, melodyjny i miły, zmienił się w chropowaty i przerażający. Zrobiłam za ciemnymi istotami wodną barierę. Ryknęłam w ich stronę i skoczyłam na nich. Pierwszego zabiłam, wbijając pazury w serce, wyrywając je z jego klatki piersiowej, drugiego zagryzłam na śmierć. Pozostała trójka patrzyła na mnie, już przerażonym wzrokiem. Spojrzałam na nich z psychicznym uśmiechem. Po moim pysku leciała krew. Ich krew. Smaczna, słodka krew. Dwóm wyrwałam krtań, a ostatniemu kazałam patrzeć na to, co zrobiłam z jego towarzyszami.
- Widzisz? To się dzieje z tymi, którzy staną mi na drodze... - szepnęłam w jego stronę - zapamiętaj ten widok, bo to ostatni, jaki ujrzysz... - Ugryzłam jego pysk i zgniotłam go, wbijając pazury w jego serce. Woda opadła, a ja byłam cała w ranach i we krwi. Warczałam, a po chwili spojrzałam na mniej poranionego ode mnie basiora. Jak stałam w pozycji gotowej do ataku, rozluźniłam się, prostując się.
WYSTARCZY!
Poczułam jak moja psychika walczy ze mną, by nie zabić jego. Jego krew byłaby taka pyszna, ale... Czemu nie mam niepohamowanej agresji, by go zabić i skosztować jego śmierci? Spojrzałam na niego. Byłam poraniona praktycznie wszędzie, krew leciała mi z pyska, ale nie wiedziałam, czy to była moja, czy tych stworów. Po chwili podeszłam do niego i stanęłam tak samo jak on, kiedy pierwszy raz się widzieliśmy. Jak dumny i pewny siebie Alfa. Krew leciała po moim ciele, a ja mimo to, stałam. Basior patrzył na mnie z zainteresowaniem. Poczułam jak adrenalina spada z mojego ciała. Widziałam za basiorem siebie, gotową do jego zamordowania. Opadłam bez sił na ziemię, tracąc przytomność.

<Rhaegar? Właśnie zobaczyłeś jej prawdziwe oblicze, gratki!>

Od Rhaegara c.d Crass

  Wadera wydawała się dziwnie spięta, co nie umknęło mojej uwadze. Postanowiłem to jednak zignorować, to był jej pierwszy poważny dzień, więc to mogło tłumaczyć jej zachowanie. Chociaż moim obowiązkiem było dowiadywanie się co dzieje się z moimi ''podopiecznymi'' czasami wolałem nie mieszać się w ich prywatne sprawy, jeśli tylko by chcieli, zawsze mogą z czymś do mnie przyjść. I oni wszyscy chyba bardzo dobrze o tym wiedzieli, a przynajmniej taką miałem nadzieję. Stałem tak przez chwilę na plaży, dłubiąc łapą w piasku, musiałem jeszcze raz na spokojnie wymyślić przebieg całej naszej rozmowy, obmyślić niespodziewane obroty akcji. Zapasowe odpowiedzi... to nie było wcale takie łatwe. W dodatku musiałem prędko poznać tok myślenia nowej Alfy. Z tego co wiedziałem, młoda Alfa pragnęła utrzymać dobre stosunki z każdym z Klanów i nie dopuścić do konfliktów pomiędzy innymi Klanami. Ciekawiła mnie, czy dysponowałaby wystarczającą siłą, gdyby przykładowo Klan Powietrza rozpoczął wojnę z Klanem Ziemi, oczywiście jest to tylko przykład. W rzeczywistości nie wiedziałem jak wyglądają stosunki tych dwóch Klanów i dopóki mój Klan nie będzie w to zamieszany, mogą się nawet wymordować.
 - To co teraz robimy? - zapytała wadera nieco zdezorientowana.
 - Teraz? Wybacz... zamyśliłem się. Teraz zmierzamy do głównej części Klanu, czyli do jaskini Alfy. Nie będziesz miała dużo do roboty, będziesz siedziała przed wejściem razem z obrońcą Alfy Klanu Everything i w razie potrzeby, której nie przewiduję, przyjdziesz mi z odsieczą. Nic trudnego prawda? - zapytałem uśmiechając się.
 - Nie - wadera pokręciła łbem.
 Chyba byliśmy już na wszystko przygotowani, więc spokojnym krokiem ruszyliśmy przed siebie. Kiedyś już tutaj byłem, chociaż dawno temu więc może nie będziemy mieli problemów z trafieniem do wyznaczonego miejsca. Najwyżej nieco się spóźnimy, Alfa raczej nie narzekałaby za bardzo skoro pragnie utrzymać ze mną ''przyjazne stosunki''.
  Było dokładnie tak jak sobie zaplanowałem. Crass siedziała przed jaskinią z jakimś innym wilkiem, a ja siedziałem naprzeciwko jasnej, młodej wadery. Swoim młodzieńczym wyglądem przypominała nieco mnie. Chociaż była Alfą, w moich oczach nadal była niedoświadczonym podlotem.
 - Rozumiem, co zamierzasz mi przekazać, ale Klan Wody nie jest jeszcze gotowy na zawarcie sojuszu z Twoim Klanem. - powiedziałem w końcu wstając.
 - Nie rozumiem... to dobra propozycja - wadera trochę zszokowana spojrzała na mnie.
 - Nie, to ja nie rozumiem do czego dążysz Rhiali - westchnąłem - Niektórych rzeczy nie da się już po prostu zmienić. Żegnaj Alfo Klanu Everything.
 Po tych słowach opuściłem jej jaskinię, pozostawiając jej bez odpowiedzi. W dalszym ciągu nasze Klany były neutralne w stosunku do siebie. Nie podobał mi się pomysł sprzymierzenia wszystkich Klanów, od wielu pokoleń pewne rzeczy były zakorzenione w zachowaniach Klanów, jedni ufają sobie bardziej, drudzy mniej. Ta mała wadera nie zmieni wszystkiego z dnia na dzień... a już na pewno ja nie zamierzam jej tego wszystkiego ułatwiać.
 - Już wszystko załatwione Crass - uśmiechnąłem się do wadery odrzucając całą moją powagę która jeszcze przed chwilą wręcz ciążyła na mnie. - Wracamy już do Klanu... niestety zajęło to więcej czasu niż przewidywałem i zaczyna się już ściemniać... miej się na baczności.
 - Oczywiście - wadera przytaknęła.
 Z początku naszego powrotu do Klanu Wody było spokojnie, zarówno ja jak i wadera, szliśmy w kompletnej ciszy. W pewnym momencie ta cisza tak mną zawładnęła, że przestałem wiedzieć się w ogóle dzieje wokół mnie. Szedłem automatycznie w stronę plaży, w ogóle się nie rozglądając. Gdyby nie czujna wadera, byłbym teraz banalnym celem dla byle jakiego, nawet i śmiesznego przeciwnika.
 - Coś tutaj jest... - niespokojny głos wadery wyrwał mnie z tego dziwnego stanu.
 - Bardzo możliwe... kto wie jakie rzeczy się tutaj uchowały w tych lasach - warknąłem patrząc przed siebie.
 Szliśmy dosyć blisko siebie, wyczekując aż tajemnicza zgraja (dało się wyczuć całkiem sporą liczbę obcych) wykona pierwszy ruch. Kiedy zdawałoby się, że jesteśmy już sami, dziwne, czarne maziste stwory wyskoczyły na nas. Jeden wgryzł mi się w kark, drugi w łapę natomiast trzeci przymierzał się do skoku na moje odsłonięte w tym momencie gardło. Kątem oka zauważyłem tylko, że wadera była w podobnej sytuacji. Za nami było jeszcze przynajmniej kilkanaście tych stworów, które w razie czego mogły pomóc swoim pobratymcom. W momencie, kiedy trzeci z atakujących mnie odbił się od ziemi i otwierając swój zaśliniony pysk, aktywowałem swoją barierę. Ciemna ''gwiazdka'' na moim czole błysnęła i w tym momencie trzy stwory odleciały parę metrów dalej, uderzając z ogromną siłą o drzewa, tracąc przy tym przytomność. Niestety nie uwolniłem się na długo od atakujących, bo po chwili jeszcze większa zgraja przyczepiła się do nas. Zajęty całą chmarą wrogów, nie widziałem jak radzi sobie wadera, chociaż miałem nadzieję, że nic jej się nie stało...

(Crass? Patrz, Rodżer się martwi XDD)

czwartek, 6 lipca 2017

Od Rhaegara c.d Neona

Postawa zupełnie obcego mnie zaskoczyła i to w całkiem pozytywny sposób, na całe jego szczęście. Basior swoim wyglądem przypominał mnie, oczywiście nie pod względem budowy ciała i tego typu cech. Chodziło mi bardziej o świecące się futro, chociaż mój blask był znaczniej dyskretniejszy w porównaniu do tej chodzącej pochodni. Zanim na dobre postawił swoje łapy na terenie mojego Klanu, ja już od przynajmniej piętnastu minut widziałem jak się zbliża. Jego oczy, w praktycznie identycznym kolorze jak moje, nagle zetknęły się z moimi. Wilk w końcu się wyprostował, stojąc w całkowitej ciszy.
 - Pewnie jesteś zmęczony swoją długą wędrówką - powiedziałem jakoś niespecjalnie tym przejęty - jeśli tylko się zgodzisz, Klan Wody pragnie zaoferować Ci dzisiejszej nocy nocleg oraz wyżywienie. Oczywiście wynieść będziesz musiał się przed jutrzejszym zachodem słońca... no chyba, że... - spojrzałem na niego mrużąc oczy.
 - Hmm? - wilk przekrzywił lekko swój świecący się łebek.
No tak, wilk nie był stąd dlatego mógł się nie domyślać o co może mi chodzić. Uśmiechnąłem się sam do siebie, chociaż w tych ciemnościach (nawet jeśli las oświetlałem i ja i basior) prawdopodobnie było to całkowicie niewidoczne.
 - Widzisz, oprócz Klanu Wody znajdują się jeszcze 4 inne Klany. Ognia, Ziemi, Powietrza i Everything. Do tych pierwszych, tak samo jak tutaj mogą dołączyć wilki z określonym żywiołem, ten ostatni... jest wręcz istną mieszaną. Jak nie trudno Ci się domyślić, posiadając żywioł wody, mógłbyś tutaj zostać nie tylko do jutra, ale na tak długo jak tylko byś chciał... Ale pozostawię Ci tę kwestię do przemyślenia. Daenerys!
Zza krzaków wyszła śnieżnobiała wadera, stała za nami od jakichś dwóch minut, co najwidoczniej umknęło uwadze basiora, był zbyt skupiony na naszej rozmowie. Średniego wzrostu wadera stanęła obok nas, przyglądając się nowemu przybyszowi, była wyraźnie zaciekawiona. Zapewne gdybym za chwilę czegoś od niej nie chciał, wadera, słynna ze swojego entuzjazmu i chęcią zaprzyjaźnienia się z każdym, zalałaby wilka falą miłych słów, uśmiechów i pytań.
- Czy mogłabyś... - tutaj zawahałem się, basior widząc to szybko pospieszył mi z pomocą.
- Neon.
- Dokładnie tak. Czy mogłabyś zaprowadzić Neona do jakiejś wolnej jaskini i załatwić mu coś do zjedzenia? Musi być głodny. - powiedziałem z błyskiem w oczach.
 - Oczywiście - wadera przytaknęła. - Jestem Daenerys, miło mi Cię poznać. Chodź za mną, zaprowadzę Cię.
Zaraz po tym wilki ruszyły w kierunku wilczych jaskiń. Przez chwilę patrzyłem jeszcze jak znikają w zaroślach a razem z tym blask wilka. Dopiero kiedy zdawałem już się być sam w lesie, ruszyłem dalej na zwiad. Nie mieliśmy żadnego wilka w Klanie, który mógłby pełnić taką rolę, dlatego to mi przypadał ten przywilej. Oczywiście było też dużo innych stanowisk, które musiałem wykonywać tylko ja, dlatego czasami zdarzało się, że nie spałem po 2-3 dni. A funkcjonowałem tylko i wyłącznie dzięki runom, które były chociażby w małym stopniu zniwelować moje zmęczenie. Chociaż nijak nie równało się to z prawdziwym, dobrym snem.
 Dosłownie po dwudziestu minutach takiego chodzenia w końcu nie wytrzymałem, przystanąłem przywołując dwa duchy prosto z moich złotych kluczy. Już po chwili stała obok mnie niska wadera Panna, oraz przepiękny sporych rozmiarów smok.
- Virgo. Północne tereny wyspy.
Wadera przytaknęła.
- Ryu. Południowe tereny wyspy.
Smok również przytaknął, pochylając swój różowy łeb znacznie niżej niż wadera. Zaraz po tym duchy zniknęły, zwalniając mnie przy tym z mojego nocnego obowiązku. Mogłem teraz w spokoju udać się do swojej jaskini, gdzie po raz pierwszy od długiego czasu prześpię prawdopodobnie całą noc.
~
Wstałem dosyć późno, zdecydowanie za późno jak na Alfę. Jak poparzony wstałem, zrywając się na równe łapy. Chociaż pospałbym z godzinę lub dwie, musiałem udawać wilka pełnego sił oraz zapału do pracy. Naprawdę, bycie Alfą to jeden wielki teatr, wyuczone zachowanie, plan dnia... to jak ubieranie różnych masek, w zależnie od sytuacji przywdziewamy zupełnie inną, chociaż może być ona w rzeczywistości sprzeczna z naszym prawdziwym charakterem.
 - Rhaegar! - usłyszałem doskonale znajomy mi głos.
Odwróciłem się w stronę uśmiechniętej wadery, obok niej stał Neon, najwyraźniej spędził noc całkiem dobrze, ponieważ wydawał się wypoczęty. Podszedłem do nich całkiem szybkim krokiem, kiwając łbem na znak powitania.
 - I jak? Przemyślałeś moją propozycję dotyczącą dołączenia do nas? - skierowałem swoje pytanie do basiora, który teraz w ogóle nie przypominał wilka z wczorajszej nocy... nie rzucał się w oczy.

(Neon? Sorka, że tak słabo XD)

Od Crass c.d Rhaegara

Spojrzałam na basiora. Pierwsze zlecenie, to może być ciekawe...
- Zrozumiałam - ukłoniłam się i ruszyłam za basiorem. Ten spojrzał na mnie kątem oka.
- Potrzebujesz czegoś?
- Nie. - odpowiedziałam krótko. Zrozumiałam, że nie ma ochoty na rozmowę, więc zmieniłam się w wodę i poszłam pozwiedzać tereny. Tereny były... No cudne. Nie można było, nie poczuć pozytywnej energii z tego miejsca. Dodatkowo, mamy całą wyspę dla siebie. Podeszłam na granice wyspy i weszłam do wody. Póki mogłam, zanurkowałam i spojrzałam na piękno toni oceanu. Uśmiechnęłam się na ten widok i zamknęłam oczy, siadając na dnie.
- Wciąż uważasz, że mnie schowasz, Crass? - otworzyłam oczy, a prze de mną stałam ja. Cała we krwi, psychicznym uśmiechem... Cofnęłam się.
- N-Nie... Jesteś wytworem mojej wyobraźni! Ty... Ty nie istniejesz!
- Tak sądzisz? - wadera się zaśmiała i zmieniła się w potwora... W monstrum, widzące tylko śmierć. Skoczyła na mnie, a ja gwałtownie odskoczyłam. Wyskoczyłam z wody i zaczęłam dyszeć, przerażona. Zaczął mi się mieszać obraz. Co jakiś czas widziałam wszystko na czerwono. Warknęłam, machając głową.
- Spokojnie, spokojnie. Nic się nie dzieję, nic się nie dzieję... - Bałam się wielu rzeczy, aktualnie bałam się zbyt wiele... Że strace kontrolę nad sobą, że kogoś przypadkowo zabiję, że nigdy nie będę mogła żyć normalnie. Te wszystkie rzeczy od urodzenia mnie gnębią. Byłam wychowywana jako maszyna... Do zabijania. Zacisnęłam oczy z których zaczęły lecieć łzy.
- Nie, NIE DAM SIĘ! - nikt nie wie tak naprawdę, że byłam mordercą, że nigdy nie umiałam być dobra... Dopiero wtedy mi pomogli. Kiedy mnie znaleźli. Tam też czułam strach, ale nie wiem czego się bałam. Może bałam się, że oni mnie zabiją? Lub, że ja ich zabiję... Czułam jak wydobywa się ze mnie wściekły ryk, ledwo go tłumiłam w sobie. Walczyłam sama ze sobą. Moja natura, pragnie wolności, ale wiem, że nie mogę jej dać.
- ZABIJ ICH CRASHEN! ZABIJ ICH, A POCZUJESZ SMAK WOLNOŚCI! - usłyszałam w głowie krzyki wadery, które mnie zmuszały do walki. Ugięłam się, próbując o tym nie myśleć. Przypomniała mi się tamta wataha...
- Zostaw mnie... - mój głos lekko zaczął się zniekształcać. Przypomniał mi się moment, gdy Alfa mnie wziął pod swoje skrzydło i przytulił z zaufaniem. Otworzyłam gwałtownie oczy. Widziałam przed sobą tą scenę. Kiedy mój przyszywany ojciec mnie oddawał czułością. Rozluźniłam się, upadając na ziemię. Dyszałam, bałam się... Udało mi się, ale jak znowu będę musiała walczyć i mi się nie uda...? Podniosłam się, idąc w stronę swojej jaskini. Zapadła noc, mój ogon wydłużył się do wielkiej długości. Weszłam do jaskini i położyłam się na nim, zasypiając.

****

Obudziłam się dosyć wcześnie. Siedziałam przed jaskinią Alfy, czekając, aż wyruszymy. Leżałam na swoim ogonie, patrząc w ziemię. Jestem niebezpieczna, czemu chciałam zostać obrońcą Alfy...? Może w głębi duszy chce... NIE! nie ma mowy, nie zrobię tego, nie zabiję go, dopilnuje siebie, by tego nie zrobić. Spojrzałam w górę. Powoli wschodziło słońce. Podniosłam się, a z promieniami słońca, moj ogon wracał do normalnej długości. Dałam głowę do góry, dając się ponieść wiatrowi. Gdy usłyszałam chodzenie, stanęłam normalnie. Rhaegar spojrzał na mnie kątem oka.
- Widzę, że nie próżnujesz...
- Zawsze mam tak, że budzę się wcześnie. Akurat moim zadaniem jest to, by być wcześniej na nogach - odpowiedziałam. Ten zaczął iść. Poszłam za nim. Dzisiaj musiałam przy nim być przy tej obradzie z Klanem Everything. Zrobiłam wodną jakby łódź, by móc szybciej na niej przepłynąć. Ten na mnie spojrzał i wszedł do łodzi. Usiadłam za nim i popłynęliśmy na daną wyspę. Nie mogłam się rozkojarzać, ale mogłam pomyśleć nad tym wszystkim. Moja Natura, chce, bym się poddała jej znowu, żeby mogła siać zniszczenie... Dzięki niej mam doświadczenie bojowe, ale i agresję, której nie umiem kontrolować...
- Wszystko w porządku, Crass? - basior spytał, patrząc na mnie. Spojrzałam na niego.
- Czemu pytasz?
- Wydajesz się niedostępna.
- Nic mi nie jest, Sir - odpowiedziałam, przyspieszając łódź. Zamknęłam oczy, skupiając się tylko na łodzi. Woda nie dawała oporu, więc szybko dotarliśmy na miejsce. Alfę puściłam pierwszą, a ja wyszłam za nim. Wzięłam głęboki wdech. Pora na formalności...

<Rhaegar?>

Od Neona

Błękitne promienie księżyca w pełni przedzierały się przez korony drzew tutejszego lasu. Był to prawdopodobnie 29 dzień mojej wędrówki, a raczej od wyrzucenia mnie z rodzinnego stada. Nadal nie mogłem pojąć jednej ważnej rzeczy...dlaczego tak po prostu mnie nie zabili? Pozbyliby się problemu, a ja nie musiałbym żyć z hańbą ...chyba że to miała być moja kara za nie podołanie przeznaczeniu. Nie wiem co o tym myśleć... przecież dorównanie ojcowi...wielkiemu bohaterowi stada... nie jest takie trudne z jego genami. Choć tak szczerze robiło mi się nie dobrze na samą myśl o nim, a wokół mojego ciała zaczynały się unosić drobne krople wody, które przez światło wydobywające się z mojego futra zaczęły się mienić na odcienie jaskrawego niebieskiego i fioletowego. Jak ja tego nienawidziłem. Wszyscy zazwyczaj się zachwycali tym widokiem. Twierdzili, że jest piękny...niezwykły. Dla mnie był jedynie utrapieniem. Nie mogłem wychodzić na nocne polowania, gdyż widać mnie było nawet z odległości paru kilometrów... przecież takie światła rzadko występują naturalnie, więc ciężko było to zwalić na coś innego niż mnie. Powoli stawiałem każdy krok starając się zrobić jak najmniej hałasu. Drzewa i krzaki po części mnie kryły przed oczami innych stworzeń, lecz mimo to wolałem zachować ostrożność. Czułem tu obecność wilka...a nawet paru. Pewnie znajdowałem się na terenie jakiejś watahy, a to mogło oznaczań niezbyt miłe spotkania. Kierowałem się w stronę strumienia, które wypatrzyłem z górki niedaleko. Płynął on spokojnie w stronę jeziorka, gdzie zamierzałem się zatrzymać. Obecność wody sprawiała, że czułem się bezpieczniejszy. Wolałem mieć jakąś metody obrony, a w ostateczności ataku, choć w prawdzie wodę mogłem ze wszystkiego wyciągnąć.
Droga normalnym krokiem zajęła mi może z kilka minut. Nie wyczuwałem w pobliżu nic wrogiego, więc spokojnie położyłem się na brzegu pozwalając moim łapom zanurzyć się chłodnej cieczy. Kochałem to uczucie jak nic innego. Nie wiedząc, po jakim czasie i w jaki sposób wsunąłem cię cały w tafle wody...mogło to zapewne wyglądać jakby coś mnie do niej wciągało...choć może to czyste pragnienie? Wynurzyłem się na 6 metrów od brzegu. Woda wokół mnie zaczęła się mienić, a ja czułem się w końcu spełniony....do czasu, kiedy ktoś nie przerwał mi tego błogiego uczucia swoim warczeniem. Powoli odkręciłem się w stronę odgłosu wydawanego przez stojącego na brzegu wilka. Jedynie jego futro zwróciło moją szczególną uwagę przez wzór przypominający rozgwieżdżone nocne niebo...i dziwo te "gwiazdki" delikatnie świeciły, lecz nie tak bardzo, jak moje wzory. Czując na sobie jego wkurzone ja i ostrzegawcze spojrzenie powoli zacząłem płynąc do brzegu gdzie wyszedłem zachowując bezpieczną odległość. Nie potrzebowałem się wytrzepać, by pozbyć się z futra nadmiaru wody, ta sama ściekała w szybkim tempie, choć włosie nie pokrywał tłuszcz ani nic innego.
- Jestem tu osobą pozytywnie nastawioną....nie mam złych zamiarów — powiedziałem spokojnie, a mój głos wydawał się iść z wiatrem, który zaczął delikatnie wiać.
-Dlaczego wkroczyłeś na teren mojego klanu — poczułem ciarki na grzbiecie, gdy do mnie przemówił. Głos miał dostojny tak jak i wygląd. Sądząc też po jego wypowiedzi mogłem stwierdzić, że jest tu alfą. Sam nie wiedziałem, czy to dobrze, czy nie...musiałem dobrze to rozegrać, by nie dostać kłami po karku.
- Pochodzę o oddalonego na wschód watahy, jednak nie tam było moje miejsce. Wędruje szukając ukojenia — położyłem uszy i delikatnie się schyliłem by nie dać wrażenia, że traktuje go jako równego sobie. W mojej watasze mógłbym za to dostać chłostę, jak i nie lochy. - Jestem tu sam, nie musisz się obawiać ataku.

<Rhaegar ? Jak nie będziesz miał sił ze mną pisać, to możesz komuś to oddać >

środa, 5 lipca 2017

Od Rhaegara c.d Gleny

Przytaknąłem i ruszyłem prowadząc waderę w stronę plaży. Zastanawiało mnie jak w ogóle tutaj dotarła, fakt, że do Klanu Everything nie było daleko bo może 3 kilometry (żeby dopłynąć do Klanu Wody z Klanu Ziemi trzeba przejść przez Klan Everything nie, wcale nie patrzyłam na mapkę bo sama nie ogarniam xd). Chociaż z drugiej strony... mogła się wspomóc swoim żywiołem, nie będę może wnikał w jej umiejętności, ponieważ nic mi do tego, nie jestem jej Alfą. Waderą wraz se swoim cennym dobytkiem szła raczej zadowolona przez las, a przynajmniej tak mi się zdawało czując jej znacznie spokojniejszą aurę niż na samym początku naszego spotkania. Idąc tak, kilkukrotnie byłem w stanie wyczuć obecność jakichś wilków ze swojego Klanu. Nikt nie podszedł, po prostu przez chwilę przypatrywali się nieznajomej waderze, po czym odbiegali aby zająć się dalej swoimi sprawami. Kiedy dotarliśmy już na plażę, zaczynało robić się coraz chłodniej, nawet ja na myśl wchodzenia do tak zimnej wody nie byłem jakoś specjalnie zadowolony. Spojrzałem wyczekująco na waderę, wchodząc tylko jakieś 2 metry wgłąb morza. Uczyniła to samo, chociaż już nie z takim entuzjazmem jak do tej pory. Mruknąłem coś pod nosem i wielka fala natychmiast uniosła mnie i waderę, z ogromną prędkością mknąc do w stronę Klanu Everyting. Dosłownie po niecałej minucie delikatnie wylądowaliśmy na lądzie, otrzepując się z wody. Odwróciłem się ukradkiem, żeby sprawdzić czy wadera przypadkiem nie zgubiła niczego po drodze. Niezdara. Mruknąłem jeszcze raz i z wody wyleciało kilka sztuk babki lancetowatej. Wadera pospiesznie je podniosła i ruszyła dalej, teraz jedynie pozostaje do przejścia cały Klan Everything i wadera będzie już w domu.
~
Bardziej niż bezpieczne przejście przez Klan Everything nocą, zszokowało mnie takie powitanie w Klanie Ziemi. Ledwie przekroczyłem tylko granicę pomiędzy Klanem białej wadery a mojej kuzynki i od razu zostałem ''miło przywitany''. Ze stoickim spokojem spoglądałem na białego wilka o czerwonej końcówce ogona, oraz czerwonych wzorach które zdobiły jego łeb. Jego srebrzyste spojrzenie, wydawało się nieobecne, chociaż wilk z pewnością mi się przeglądał i nie był w zbyt dobrym nastroju. Nie przejawiał szczególna agresją, po prostu musiał być to ruch ostrzegawczy, spojrzałem na basiora wydając przy tym pomruk niezadowolenia. Dawno mnie tutaj nie było, co mogło tłumaczyć niewiedzę owego wilka w kwestii tego, co właśnie przed chwilą zrobił. W końcu nikt o zdrowych zmysłach nie warknąłby na Alfę Klanu, a już na pewno nie na taką Alfę, która któregoś dnia będzie chciała może stworzyć sojusz z Klanem Ziemi (jak dotąd to właśnie z tym Klanem mieliśmy najlepsze stosunki).
 - Czyżby Elayne wprowadziła nową metodę witania przybyszów z innych Klanów? - zapytałem unosząc łapę, z nudów zacząłem bawić się małymi strużkami wody, które krążyły wokół niej.

(Kayn?)

Nowy wilk w Klanie Wody - Neon!

Neon Genesis (po prostu Neon) 
Strażnik świątyni, zwykły członek 

poniedziałek, 3 lipca 2017

Nowy wilk w Klanie Wody - Rigel!

Art własny

Rigel
Strażniczka, zwykła członkini

Od Rhaegara c.d Crass

Spojrzałem na waderę, która w dalszym ciągu była skłoniona. Trwało to już zdecydowanie zbyt długo. Odchrząknąłem, dając jej tym samym znać, że mogłaby się wreszcie wyprostować, bo nie mam dalszej ochoty na oglądanie jej grzbietu. Złotooka wadera prędko spuściła wzrok po napotkaniu mojego chłodnego spojrzenia. Przyjąć ją? Dawniej, kiedy Klan Wody wręcz przepełniał się wilkami, możliwe, żebym się zastanawiał. Jednak nie teraz, po kolejnej stracie ogromnej ilości członków.
 - Crashen...
 - Wystarczy Crass - przerwała mi jednak za chwilę ugryzła się w język - wybacz...
 - Crass - niechętnie się poprawiłem - Sądzę, że będziesz mile widziana w naszym Klanie - nagle zmieniłem całkowicie swoją postawę w stosunku do owej wadery. Nie było to jakoś specjalnie, bardziej odruchowo. Czy tego chciałem czy nie, miałem już wyuczone zachowania. Chłodny dla obcych, natomiast dla swoich troskliwy, chociaż potrafiący sprowadzić kogoś do pionu. - Jednak zanim zostaniesz prawowitą członkinią, trzeba załatwić parę sprawy.
 - To znaczy jakich?
Spojrzałem na nią nieco zdziwiony, nie wie? No cóż... czyli jednak spędzę troszkę więcej czasu niż zamierzałem na wprowadzenie nowego członka.
 - To znaczy ustalić Twoją rangę, miejsce zamieszkania oraz to co najważniejsze, stanowisko.
Wadera jakby się zamyśliła, fakt zazwyczaj to właśnie to przychodzi innym z największym trudem. Wybranie misji, która będzie Cię obowiązywała do końca swojego życia w tym Klanie. Chociaż Crass zdecydowała się dosyć szybko, zupełnie tak, jakby to co chciała wybrać od zawsze było czymś w rodzaju jej szczenięcego marzenia, które może spełnić właśnie w tej chwili. Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć, zza koron drzew przepłynęły pierwsze promienie słońca, delikatnie rozświetlając ciemny las. Ogon wadery prawie natychmiast przybrał ''normalny'' rozmiar. Nawet pomimo skrócenia, nadal był dłuższy od ogona przeciętnego wilka.
 - Jeśli nie byłby to żaden problem... chciałabym zostać obrońcą Alf.
 - Ach tak? - uśmiechnąłem się - dobrze... więc będziesz musiała mieć jaskinię stosunkowo blisko mnie, mam nadzieję, że nie będzie to problemem a co do Twojej rangi...
Przyjrzałem się waderze, która wydawać by się mogła spokojna, co z resztą mógł też świadczyć charakter jaki do tej pory zdążyła coś przedstawić. Ale było w niej coś nie tak... w jej wnętrzu tkwiło coś złego, wręcz niekontrolowanego. Nie jestem jeszcze do końca pewien tego wszystkiego, ale chyba wymaga ''specjalnego'' nadzoru, oraz nieco innego traktowania, żeby się przekonać kim ona tak naprawdę jest.
 - Omega - powiedziałem w końcu kończąc rozmowę.
Poprosiłem jakiegoś przechodzącego obok wilka, żeby wskazał Crass jej jaskinię oraz zapoznał z terenami. Nie wiem nawet kto to był, może Bastion? Albo Bastiom... Nie mam zielonego pojęcia którego z bliźniaków zmusiłem do tego zajęcia, nie przyjrzałem się oczom. Sam natomiast skierowałem się do swojej jaskini, jednak kiedy tylko zauważyłem te wszystkie niewypełnione papierki warknąłem. Zmiotłem wszystko na bok ogonem i stanąłem przed gołą ścianą, po chwili opierając się o nią czołem. Chłód bijący od kamienia był przyjemny w ten upalny, letni dzień a to dopiero początek... z godziny na godzinę będzie coraz cieplej.
~
Słońce już powoli zaczynało zachodzić, kiedy większość wilków wracała do swoich jaskiń, żeby wreszcie trochę odpocząć. Siedziałem na jednym z drzew, obserwując każdego kolejno wracającego wilka. Kiedy wreszcie dostrzegłem Crass, zeskoczyłem lądując tuż obok niej.
 - I jak pierwszy dzień w Klanie? - zapytałem z czystej ciekawości.
 - Całkiem dobrze.
 - Jako, że był to Twój pierwszy dzień tutaj, miałaś dużo wolnego czasu... ale od jutra Twój dzień będzie wyglądał nieco inaczej. Wybieram się do Klanu Everything na drobną rozmowę z Alfą, jako mój obrońca musisz iść ze mną. - powiedziałem nieco markotnie ponieważ nie było to w rzeczywistości konieczne, ale tak już nakazywał zwyczaj. Co prawda lasy Klanu Everything potrafią być bardzo niebezpieczne, ale nie powinno być żadnych problemów z tym...

(Crass? Boże wyszłam z wprawy pisania opowiadań przepraszam XDDD)

Od Rhaegara c.d Gleny

 Spokojny szum wiatru dobiegający zza morza dobiegł do moich uszu, sprawiając, że mimowolnie nieco się podniosłem. Było jeszcze dosyć wcześnie, więc prawdopodobnie byłem już jedynym wilkiem który nie śpi. Leniwie wstałem, przeciągając się jak kot i głośno ziewając. Byłem głodny oraz spragniony. Powoli wygramoliłem się ze swojej jaskini, kierując się następnie w kierunku lasu. Przez chwilę szedłem rozglądając się w około w poszukiwaniu jakiegoś strumyka, kiedy w końcu na niego natrafiłem przystanąłem żeby się napić. Nie minęła chwila kiedy kolejny podmuch wiatru przyniósł za sobą nowy, ciekawy zapach. Zwierzyna? Nie, to nie było to. Zaciągnąłem się jeszcze raz i z lekkim niezadowoleniem stwierdziłem, że był to wilk, wilk od którego nie było czuć ani grama żywiołu wody. Pachniał natomiast jak mokra, dopiero co rozkopana ziemia. Nie musiałem zgadywać, żeby wiedzieć, że musiał być to ktoś z Klanu mojej kuzynki Elayne. Właśnie dlatego postanowiłem załatwić to raczej na spokojnie niż przelewając krew i wyrzucać owego delikwenta poza granice mojego Klanu. A muszę przyznać, że widok szybko odpływające wilka w stronę ''stałego'' lądu bywa naprawdę zabawny. Wilk nie był daleko, może trzydzieści, czterdzieści metrów dalej? Dlatego zbytnio się nie spieszyłem, przecież i tak mi nigdzie nie ucieknie. Nie zależało mi jakoś specjalnie na ukrywaniu swojej obecności, to też ów wilk szybko zorientował się, że coś jest nie tak. Poczułem jak atmosfera staje się napięta słysząc cichy warkot postaci, która znajdowała się teraz po drugiej stronie krzaków. Wziąłem krótki rozbieg, a następnie z gracją godnej długonogiej łani przeskoczyłem krzak, miękko lądując na swoich ciemnych, kropkowanych łapach. Spojrzałem tajemniczo na niższą i o wiele drobniejszą waderę, która na mój widok zjeżyła się jeszcze bardziej. Ze stoickim spokojem podszedłem do niej, przyglądając się uważnie każdemu jej ruchowi, nawet temu najmniejszemu. Jednak moją uwagę zwróciły też zioła które wadera miała obok siebie, czy nie występują one w większości Klanów?
 - Ciekawa zdobycz - powiedziałem po chwili siadając na trawie, wadera widząc moją pozycję z której ciężko będzie mi ją błyskawicznie zaatakować, nieco rozluźniła swoje mięśnie, już po chwili przyjmując normalną postawę. - Pamiętaj jednak, że nie jesteś na swoich terenach i takie spacery mogły się skończyć zupełnie inaczej. Na przyszłość pomów o tym ze swoją Alfą, która przekaże wszystko mi. Pozwalam Ci dokończyć zbiory, bezpiecznego powrotu - powiedziałem praktycznie od niechcenia.
 - Dobrze, daj mi dziesięć minut. - powiedziała wadera zbierając to co do tej pory zdążyła zebrać.
Westchnąłem trochę zażenowany swoją dzisiejsza dobrocią, żebym tylko ja był na co dzień tak miły dla obcych...
 - Jak Ci na imię?
 - Glena - wadera odpowiedziała w dalszym ciągu stojąc Tobie - A Tobie? - kiedy w końcu odwróciła się i rzuciła mi krótkie spojrzenie swoich żółtych oczu nie było widać w tym raczej zainteresowania, po prostu chciała być raczej uprzejma.
 - Rhaegar - prędko odpowiedziałem przez chwilę się zamyślając spoglądaj w błękitne niebo, zupełnie jak morze... - wiesz, jeśli byś pozwoliła, to pokazałbym Ci coś znacznie lepszego od tej babki lancetowatej.
 - Znasz się na roślinach?
 - Możesz w to nie uwierzyć, jednak Alfy muszą mieć przynajmniej podstawowe pojęcie na temat wszystkiego - westchnąłem - Nie będę czekał całego dnia, idziesz czy nie?
Wadera niechętnie, jednak w końcu ruszyła za mną trzymając się na pewien dystans. Zignorowałem ten brak zaufania w stosunku do mnie. Stąd do Świątyni było parę minut drogi, więc jak nie trudno zgadnąć, przez cały ten czas szliśmy w kompletnej ciszy. Dopiero kiedy znaleźliśmy się na miejscu, wadera od razu odżyła na widok świecących się, niebieskich kwiatów. Mieniły się jak kryształy, chociaż były one zdecydowanie kwiatami, w dodatku posiadały niesamowite zdolności regenerujące.
 - Rosną tylko w tym miejscu, jeśli chcesz możesz kilka zebrać. Ale nie więcej niż... 3
 - 5
 - 4 - o dziwo się zaśmiałem.

(Glena?)

Od Crass do Rhaegara

Skoczyłam na gałąź drzewa, by wejść wyżej i wyżej i wyżej, aż do korony drzew. Musiałam się rozejrzeć. Byłam w... Lesie. Nie wiem, gdzie konkretnie, ale w lesie, tyle mi powinno wystarczyć. Objęłam ogon wokół jednej z gałęzi i zawisłam do góry nogami niczym nietoperz. Muszę pomyśleć, jak znaleźć jakieś miejsce na nockę... Zsunęłam się na gałąź niżej i Położyłam się na niej. Noc powoli zapadała, więc musiałam szybko znaleźć jakieś miejsce na noc. Podniosłam się i zeskoczyłam z drzewa. Gdy wzniósł się księżyc, mój ogon znowu się wydłużył. Skuliłam go i się na nim położyłam. Lubiłam się w niego wtulać, był strasznie miękki. Zamknęłam oczy i zasnęłam, nie patrząc na to, gdzie śpię. Po chwili, albo i nie chwili, usłyszałam warczenie. Gwałtownie się podniosłam i zaczęłam się rozglądać, czujna.
- Nie przyszłam, by was zabić... - rozglądałam się, żeby móc odeprzeć atak.
- W takim razie, kim jesteś i co robisz na terenach Klanu Wody? - warkot ustał, a zza krzaków wyszedł dumnie stojący basior. Zwinęłam ogon, by nie był tak długi i zaczęłam mu się przyglądać. Milczałam, nie chcąc go zdenerwować. Ten wziął głęboki wdech.
- Do jakiego klanu należysz?
- Klanu? - spytałam, patrząc na niego. Ten podszedł do mnie, a ja się oddaliłam, by zatrzymać bezpieczną odległość. Ten wyglądał, jakby miał mnie zaatakować, więc szybko stworzyłam nad sobą wodną barierę. Ten stanął normalnie, a ja opuściłam barierę.
- Wadera wody... - podszedł do mnie i zaczął mi się bardziej przyglądać, a ja mogłam patrzeć na jego futro i wyraz pyska. Jego chodzenie, było powolne z gracją, jakby tańczył, a nie chodził. Spojrzał na mnie kątem oka.
- Naturalna długość?
- Tylko w nocy - odpowiedziałam szybko. Ten spojrzał na mnie. Widać było, że był zaciekawiony, a może to tylko mi się to wydaję? Cofnęłam się, czując, że jest za blisko.
- Gdybym miał Cię zabić, już dawno bym to zrobił. - odpowiedział krótko. Stanęłam normalnie i zaczęłam rozmyślać. W sumie ma rację... Zamknęłam oczy i podniosłam ponownie pysk, by patrzeć na jego posturę. Zaskakiwało mnie to, jak chodzi i to z jaką gracją. Spojrzałam na niego i zdałam sobie sprawę, że jest Alfą. Tylko Alfa tak chodzi.
- Jestem Rhaegar. Alfa Klanu Wody, a ty?
- Jestem Crashen, ale mówią mi Crass - ukłoniłam się, okazując mu szacunek. Wiedziałam, że Alfie trzeba pokazywać, jak się go szanuję - Jesteś Alfą, prawda?
- Owszem.
- To będzie dla mnie zaszczyt, jakbyś mi pozwolił do was dołączyć. Aktualnie jestem podróżnikiem - wciąż byłam w pozycji ukłonu w jego stronę.

<Rhaegar? Hehe :3>

Nowy wilk w Klanie Wody - Crashen!

Night of the Hunter. by Safiru
Safiru

Crashen
Obrończyni Alf, Omega