piątek, 25 lipca 2014

od Rezi'ego do Naili

Podczas wycieczki po nowym terenie, postanowiłem odwiedzić sobie kilka miejsc, które szczególnie mnie interesowały. Pierwszym punktem był naturalnie Mroczny Las. Stanąłem na rozdrożu i wyczytałem ze znaku, że muszę kierować się na północ. Ruszyłem więc dobrą ścieżką.
Już po kilku minutach drogi, otoczenie zaczęło się zmieniać. Jasny, liściasty las z każdym krokiem był mocniej obrośnięty lianami i mchem. Młode drzewa przeradzały się w stare, powalone pnie i wielkie monumentalne drzewa. Było tu ciemniej, liście wysokich drzew zasłaniały już słoneczne światło. Krajobraz nabierał powoli mrocznego wyrazu. W powietrzu unosiła się lekka mgła.
Przyznam, że nawet mi się tu podobało. Zważając na moją przypadłość, może będę tu spędzał nieszczęsne pełnie. Kto wie?
Z tą myślą wkroczyłem na stary, omszony pień, który stanowił most przez dawne bagno. Tak przynajmniej to wyglądało. Jeden rzut oka mi wystarczył, by stwierdzić, że od tego miejsca muszę się trzymać z daleka. Kto wie, co czyha pod podmokłą trawą i jak głębokie są zarośnięte jeziorka?
Zeskoczyłem z powalonego drzewa i podążyłem wydeptaną ścieżką. Teraz wokół mnie znajdowały się nie tylko drzewa, ale też skały i lniany. Przeczucie mówiło mi, że tu nie ma już nic ciekawego.
Jednak nagle coś przemknęło mi za plecami. Odwróciłem się szybko, no ale nic już nie zdołałem zobaczyć.
Słyszałem wiele na temat legend o tym miejscu. Według nich mieszkają tu pradawne stwory, krążą duchy elfów i innych stworzeń magicznych. Nie do końca w to wierzę, ale też całkowicie nie wykluczam. W takim razie tu chyba nie ma już nic ciekawego. Wykonałem obrót i skierowałem się w stronę, z której przyszedłem. I znów miałem wrażenie, że coś za mną szło. Nagle, poczułem ostry, piekący ból w ogonie. Krzyknąłem i przyśpieszyłem do biegu. Ból rozlewał mi się po całym ciele. Co to było, do jasnej cholery?! Przyśpieszałem coraz bardziej, gdy usłyszałem za sobą świst. Jakby ktoś wdychał powietrze i razem z powietrzem całą materię. Zacząłem dyszeć, a ból nie ustępywał. Wbiegłem chwiejnym krokiem na kłodę. Coś pchnęło mnie z boku. Straciłem równowagę i wpadłem do wody.
- Yh, jeszcze tego brakowało! - krzyknąłem i łapą uderzyłem ze złością w wodę. A raczej błoto zmieszane z glonami. Zapach był nie do zniesienia. Gnijące drzewa i inne rośliny wytwarzały nieznośny odór. O dziwo, ból słabł, aż w końcu nic już nie czułem. Nie czułem nogami dna śmierdzącej sadzawki, ale zdołałem wesprzeć się łapą w wystający konar i wdrapać się ponownie na gruby pień.
Odetchnąłem z ulgą. Otrzepałem się z błota (choć i tak nadal byłem cały brudny) i ruszyłem żwawym krokiem w stronę rozdroża.
Wycieczka do Mrocznego Lasu trochę pokrzyżowała mi plany, więc zamiast nad brzeg morza, zmuszony byłem iść nadl eśny strumyk, by się trochę obmyć ze śmierdzącej mazi.
Po drodze zahaczyłem o wiśniowe źródełko, gdzie najadłem się trochę owoców wiśni i po chwili już byłem na miejscu.
To też było bardzo piękne miejsce. Zacienione, idealne do odpoczynku w lecie.
Wszedłem po kolana do rwącej rzeczki i obmyłem sierść. Przy okazji napiłem się trochę wody i chwilę odpocząłem. Odwróciłem się w stronę lasu i ujrzałem postać. Zdołałem tylko zidentyfikować, że była to wadera.

<Naila?>

Od Juliette CD historii Kanbana

Spojrzałam się na wymijającego mnie wilka. Znałam go z widzenia i chyba wcześniej się raz bawiliśmy jako szczeniaki. Wiem tylko tyle, że miał na imię Kanban. Chwile tak stałam wpatrując się w ego postć w oddali, aż wreszcie zniknął. Czasami się dziwnie zachowywał ... dokońca nie wiem dlaczego. Po chwili wybiegłam z Świątyni i udałam się tropem basiora. Chciałam cegoś o nim się dowiedzieć więcej. Dotarłam nad rzekę, ale wtedy trop zanikł. Stałam tak chwile rozglądając się wokół, aż wreszcie ruszyłam njkrótszą drogą do swojej jaskini. Gdy już miałam zakręcać do wnętrza jaskini, zuwżyłam Kanbana, który sam udawał się do swojej ze spuszczonym łbem. Zaczęłam się skradć  tyłu z innymi jaskiniami i wyskoczyłam przed nim torując mu drogę. Ten odskoczył do tyłu i spojrzał się ze zdziwieniem i pretensjami.
- Coś ty taki jesteś? - spytałam, ale nie doczekałam odpowiedzi - Halo? Kanban ...
- Jestem zwykłym wilkiem - powiedział próbując mnie wyminąć
- Poczekaj - powiedziałam robiąc krok do przodu, a tym samym moj pyszczek znalazł się przed jego. Ten znów cofnął się trochę - Czemu zawsze tak znikasz? Masz jakiś sekret czy coś?
- Eh - westchnął - Nie mam ochoty teraz rozmawiać - wyminął mnie i szybko znalazł się w jaskini
Westchnęłam. "Dziwny on jest" - pomyślałam sobie i odbiegłam odwiedzić ciocię Zuko

Kanban?

czwartek, 24 lipca 2014

Od Kanbana

Kiedy urodziłem się jako jedyny z czwórki rodzeństwa byłem w stanie przeżyć. Reszta była wychudzona i ledwie oddychała, po kilku godzinach całe moje rodzeństwo zmarło. Ja byłem ich przeciwieństwem, wielki i dobrze odżywiony, prawdopodobnie byłem dla nich pasożytem i to z mojej winy umarli. Chociaż lekarze mówią że to przez to że nie wiadomo jakim cudem moja 10 letnia matka zaszła w ciążę. Zaraz po porodzie zmarła z wyczerpania, natomiast mój ojciec zmarł zaledwie 2 dni wcześniej ze starości. Byłem więc pogrobowcem...przez to inne wilki mnie odtrącały. Może niektórzy dorośli się mną zajmowali, ale na dzień czy dwa a potem przejmował ten obowiązek ktoś inny. Ma się tak dziać do póty nie znajdę kogoś kto mnie zechce. Warunkiem jest jednak to że dokąd nie ukończę okresu szczenięcego nie mogę opuścić Klanu Everything więc mój opiekun musi być z tego samego Klanu co ja. Siedziałem w szpitalu na badaniach kontrolnych, na dzień dzisiejszy miałem już 8 miesięcy, więc zakładam że z ciał moich rodziców raczej są już same kości. Spojrzałem na ścianę tej jakże przygnębiającej jaskini po czym zamknąłem oczy.
-Kanban, teraz ty - usłyszałem wołanie jakiegoś wilka
Otworzyłem oczy i ruszyłem w stronę lekarki która czekała na mnie w drzwiach.
Po kilku minutach byłem już po badaniach, nie miałem u kogo się jak na dzień dzisiejszy podziać, wszyscy prawie już mnie mieli na co najmniej tydzień lub dwa podsumowując. A niektórzy po prostu gdy tylko mnie widzieli w swojej jaskini wyrzucali mnie, gdy natomiast wracałem zdarzało się że podtapiano mnie w rzece. Siedziałem na kamieniu przed rzeką i patrzyłem na swoje odbicie. Byłem tutaj traktowany gorzej niż jakakolwiek Omega...Spojrzałem na swoje rozmyte odbicie, zdziwiłem się i dotknąłem łapą swoich oczu, to przez łzy.
-Czyli taka czeka mnie przyszłość? - wychlipałem

<Wiele miesięcy później>

Dzisiaj wybiły mi już 2 lata na karku, prawie byłem już dorosły i dostałem własną jaskinię. Mogłem zgadnąć, że połowa Klanu Everything cieszy się że wreszcie przestanę ich nachodzić. Ostatecznie nie znalazłem rodziny, a ponoć za życia moi rodzice byli bardzo lubiani...A cóż mi było z tego skoro przez te 2 lata ciągle jestem potępiany i samotny. Jak zwykle siedziałem gdzieś zaszyty w lesie, prubując uciec od innych. Nie mogłem się oswoić z myślą że mam już tylko swoją, własną jaskinię, swój własny kąt. Bałem się że gdy tam przyjdę, ktoś tam będzie i mnie znowu stamtąd wygoni. Jednak zanim tam przyjdę muszę iść do Świątyni, dzisiaj mija 2 rok jak moja matka zmarła, niecałe 2 dni temu również byłem w Świątyni z powodu 2 rocznicy śmierci ojca...Zebrałem kilka kwiatków na łące, jednak nie znalazłem pięknych kwiatów tylko powoli już przekwitających. Wyszeptałem jedynie słowo ''odrodzenie'' i przed moimi oczyma pojawił się znak po czym wchłonął w kwiaty które w jednej sekundzie stały się najpiękniejszymi kwiatami, na wszystkich Klanach. Zaniosłem kwiaty do Świątyni, chwilę się pomodliłem i gdy już miałem wychodzić prawie wpadłem na jakiegoś wilka. Wilk okazał się być waderą, i na moje nieszczęście bardzo ładną waderą. Miała białe futro i tak samo białe, bardzo długie włosy. Spojrzała się na mnie zaskoczona, chyba jej imię kojarzyłem..O ile się nie mylę była to Juliette i była w tym samym wieku co ja.
-Przepraszam - powiedziałem po czym wyminąłem ją i wyszedłem ze Świątyni

(Juliette?)

Od Kid`a CD Sakury

-Coś się stało? - zapytała
Spojrzałem na nią lekko zdziwiony.
-Niby co miało się stać? - odpowiedziałem na pytanie, pytaniem.
-Nie, nic - powiedziała zawstydzona
Zaśmiałem się i pokręciłem łbem, po chwili oznajmiłem waderze że przyszła pora na to żeby wybrała sobie jakąś jaskinię. Z jeszcze większym rumieńcem odparła że chce jakąś jaskinię obok mnie, zdziwiłem się, do tej pory powiedzmy że nie miałem sąsiadów. Co nie znaczy że nikt do mnie nie przychodził, bo różne wilki przychodziły bardzo często. Wybrałem miejsce na uboczu, jak najdalej od rodziny i innych wilków, chciałem mieć spokój. Chociaż szczerze, to jakoś bardzo się cieszyłem że Sakura będzie mieszkała blisko mnie, sam nie wiem czemu.
-Chcesz mieć jakąś...bliżej mnie czy trochę dalej? - zapytałem
-Jak chcesz, mi obojętne - powiedziała z lekkim wahaniem
-To wezmę tą która jest najbliżej - powiedziałem z uśmiechem
<5 minut później>
-Nie mówiłeś że ona jest dosłownie NAJBLIŻEJ! - spojrzała na jaskinię której wejście było niecały metr od wejścia do mojej
-No nie mów że wcześniej jej nie widziałaś? - spojrzałem na nią jakby była z kosmosu
-Zamilcz! - powiedziała wchodząc do swojej jaskini - Czy ty nie masz nic do roboty...?
-To znaczy?
-Nie masz żadnych obowiązków Alfy i tak dalej? Bo czuję się jakbym Ci zabierała cały wolny czas... - powiedziała Sakura ze smutkiem w oczach
-Masz rację - odparłem a wadera spojrzała na mnie - zabierasz mi cały wolny czas, ale cieszy mnie to, również mam obowiązki i jestem już spóźniony..ale jeśli chcesz...pójdziesz ze mną do Świątyni na spotkanie Alf Klanów? To jest bardzo kłopotliwe tym bardziej że będzie też Alfa Klanu Ognia..a nasze Klany są prawie że w wojennych stosunkach...
-Naprawdę bym mogła!?
Kiwnąłem łbem z uśmiechem, wadera pisnęła radośnie prawie rzucając mi się na szyję.

(Sakura?)

Od Hany CD historii David'a

Tą pustke w sercu zawsze powodował wcześniej David, a teraz została zapełniona. Byłam dopiero teraz najszcześliwszym wilkiem na świecie. Wreszcie mogłam być z kimś kogo najmocniej kochałam na świecie. Wtuliłam się w futro Davida. Zaczęłam płakać.
- Przepraszam za wszytsko co ci zrobiłam ... wybacz mi proszę. Byłam wtedy taka głupia. Proszę wybacz - powiedziałam ze łzami w oczach
- Spokojnie Hana, nie płacz - pocieszał mnie - Było minęło
Uśmiechnęłam się i spojrzałam mu w oczy. Znów się pocałowaliśmy. Wreszcie mogliśmy byc razem i nikt nam nie mógł w tym przeszkodzić (chyba ...) Czy to możliwe, że nasz miłość była przeznaczeniem i była zpisana w gwiazdach?

David? Brak weny bardzo :c

Od Mako CD historii Zuko

Spoglądałem na Zuko bawiącą się z Ju, tak słodko wyglądały. Mała ją bardzo polubiła. Pozowliłem Zuko nie zajmować się Alfowaniem tylko zajęciem się Juliette. Udałem się sprawdzić stan pożywienia w spiżarni, a był on dobry. Później jeszcze kilka miejsc sprawdziłem, które mogły być niebezpieczne dla wilków i kazałem je innym wilkom jakoś naprawić. Prawie cały dzień zszedł mi na obchodzie, gdy wreszcie wróciłem zastałem Zuko opowiadającą bajke Juli. Stałem tak w przejściu i przysłuchwałem się wszytkiemu, gdy mała mnie zauważyła i zawołała.
- Bajak ciebie również zaciekawiła? - zaśmiała się Zuko
- Tak - uśmiechnąłem się - No i co Juliette, zamęczysz mi Zuko
- Wcale nie - pisnęła mała i podeszła do Zuko
- Heh - uśmiechnąłem się

.........................................................................................................

Minęły dwa dni, Primrose wróciła i wzieła Juliette, które niechętnie chciała wracać do domu.
- Możesz nad odwiedzać kiedy chcesz - zaśmiałem się
- Nawet w porze snu?! - miała w oczach błyszczące gwiazdki
- Pomyśle nad tym - powiedziałem i spojrzałem się na Zuko, która się śmiała
Gdy Prim i Ju wyszła zapadła cisza.
- Mako lubisz szczeniaki? - usłyszałem cichy głos Zuko
Spojrzałem się na nią ze zdziwniemiem.
- Chyba już o tym się przekonałaś - uśmiechnąłem się - Gdybym nie lubiał nie zniósłbym pięciou sekund przebywania Juliette tutaj, a co?

Zuko? (Mako taki głupi, nic nie ogarnia xD)