Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klan Everything. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klan Everything. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 czerwca 2015

Od Kanbana CD Kayame [+16… niby]


Jest źle, bardzo, ale to bardzo źle. Nie spodziewałem się walczyć ze smokiem, przecież to cholerni mistrzowie magii! Chociaż ten smok nie wydawał się być jakiś szczególnie silny, musiał być jeszcze bardzo młody jak na smoka. Dzięki znakom, udało mi się utrzymać jakoś podświadomość zaraz po tym jak zemdlałem. Nie czułem teraz nic, byłem w stanie jedynie myśleć. Znając smoki, teraz zaniesie mnie do swojej jaskinii gdzie następnie rozłupie moje kości oraz pożywi się moim mięstem. Nie naje się, jestem kościsty. Kiedy chciałem wpłynąć do jej umysłu, natrafiłem na dosyć cienką zasłonę, tak jak myślałem, to amatorka. Mógłbym przeniknąć do jej myśli i nie zostać nawet zauważonym. Jednak czemu mam czytać jej w myślach? Na pewno są tam rzeczy, o których nikt nie powinien wiedzieć, ale z drugiej strony dzięki namieszaniu jej we łbie, mogę się uratować. Narzucić fałszywe odczucia, wprowadzić ją w nagłą panikę. Mogę jej nawet wpoić, że jest kozą. Natychmiast przestałaby latać (jeśli oczywiścke teraz to robi, a pewnie tak) i spadłaby w dół rozstrzaskując się. Chętnie bym skorzystał z tego planu, jednak jestem teraz nieprzytomny i sam nie mogę wpłynąć na swój własny stan, nie uratowałbym się. Nagle zacząłem być wypychany z własnego umysłu, czyżbym się budził? Najwyraźniej tak bo nagle zacząć mnie boleć łeb, nieźle musiała mną pieprznąć o ziemię. Otworzyłem oczy a kiedy tylko zamrugałem powiekami, spostrzegłem, że wszystko jest zamazane i boli mnie górna powierzchnia gałek ocznych. Z ogromną determinacją podniosłem się i prawie od razu tego pożałowałem. Ból głowy nasilił się kilkakrotnie a w dodatku wystąpiły także zawroty głowy. Zatoczyłem się, a następnie zwymiotowałem na chłodną i nierówną powierzchnię jaskini.
- Nabrudziłeś mi tu… - usłyszałem gruby, niski głos który z pewnością należał do tego smoka.
- Pierdol się… - byłem teraz w tak opłakanym stanie, że nie zastanawiając się dwa razy, przeklnąłem, co nie było do mnie podobne.
- Odważny, zważywszy na to, że prawie Cię zabiłam.
- Nie za bardzo się przeliczyłaś w tym momencie? Taki smok jak ty, za cholere by mnie nie zabił. Nadal mogę walczyć! - warknąłem prostując się.
Smoczyca prychnęła, mrużąc ślipia. Poirytowany jej dumnym zachowaniem, oraz tym że mnie tu przytargała wywołałem niewidzialny znak. A przynajmniej dla jej ślepych na magię oczu. Na kogoś tak parszywego jak ona, nie powinienem nawet myśleć o wykorzystaniu tak silnego znaku. To znaczy… nie wyczerpię tej umiejętności, ale ona nie zasługuje, żeby go zaznać. Mimo wszystko, ta umiejętność pomoże mi w uświadomieniu jej kto tutaj rządzi. Moje oczy błysnęły na moment jasnym błekitem. Trwało to tylko przez ułamek sekundy tak więc jedynie bystre oczy mogły to dostrzec. O dziwo jej to się udało… Niesamowicie podniecony tym faktem (nie w tym sensie zboczuszki) uśmiechnąłem się szeroko i uniosłem łapę do góry. No nie, zamieniam się w Akumę z tym popisywaniem się. Jednak nadal starałem się wyglądać jak nabradziej psychodelicznie, wyszczerzyłem kły w swym szaleńczyn uśmiechu a następnie wskazałem łapą na smoczycę. Ta momentalnie otworzyła szerzej oczy które w pełni wyrażały ogromny ból. Jej potężne łapy, które podtrzymywały całe jej cielsko, nagle się ugięły. Pysk rozwarł się w niemym krzyku natomiast zarówno ogon jak i skrzydła zaczęły mocno walić o podłożę. Uwielbiałem używać znaku bólu, zawierał w sobie przynajmniej dziesięć różnych sposobów tortur. Odczucie jakie musiała odczuwać smoczyca, musiało być okropne. Musiała czuć jakby ktoś przypalał jej kończyny, rozciągał jej ciało do granic możliwości, wydłubywał oczy, wbijał igły w jej grubą skórę, odcinał kawałki ciał w jak najcieńcze plasterki tak, żeby cierpiała jak najdłużej. Nie mogło również zabraknąć wylewania na nią rżących substancji. A to wszystko i wiele więcej, mogło się poczuć dzięki jednemu znakowi. Znak sam w sobie trwał może przez dwie minuty, jednak jego skutek mógł trwać nawet do pięciu godzin. Oczywiście potem ciało było obolałe przez jakiś tydzień, ale znacznie mniej. Całe szczęście, że z bólu nie była w stanie wydać z siebie najmniejszego dźwięku, inaczej ogłuchłbym od jej wrzasków.

(Kayama? Pisiont Twarzy Kanbana)

Od Kanbana


Uniknąłem śmiertelnego ciosu demona, klnąc pod nosem. Sam również potraktowałem go znakiem, na chwilę wytrącając go z równowagi. Nie miałem ochoty spędzać kolejnego dnia na walce z Akumą. Powoli stawało się to już nudne i natrętne z jego strony. Ale weź wytłumacz demonowi tak istotną rzecz, no nie da się. A przynajmniej ja nie potrafię tego robić. Zanim mgiełka spowodowana poprzednim wybuchem się ulotniła, skoczyłem w krzaki i już mnie nie było. Doskonale byłem świadom swego zachowania oraz nagannego zachowania, ulatnianie się z pola bitwy nie jest najbardziej rycerskim wyczynem mojego życia. W sumie nie ma co rozpaczać, nie jestem rycerzem a zwykłym wilkiem. No może pomijając tylko moje moce, tak to wyglądam całkiem zwyczajnie. Jak wrócę na tereny Klanu, dostanie mi się w łeb. Wypatrujący nie powinienopuszczać stanowiska, nie mówiąc już o wkraczaniu na terytorium innego Klanu. Chociaż wejście na tereny Klanu Ziemi nie powinno być chyba taką zbrodnią. Słońce dawno już zaszło, więc może nawet nie zostanę zauważony? Chociaż jakoś slecjalnie na to nie liczę. Przynajmniej mam pewność, że ta mała cząstka mnie tutaj nie wejdzie. Nadal nie potrafiłem zrozumieć, jak ktoś taki jak on mógł zostać Betą? Panna Alfa chyba musiała nie wiedzieć o jego prawdziwej naturze, przecież on jest w stanie wymordować cały Klan, gdyby tylko miał takową zachciankę. Jednak z drugiej strony… nieszczęścia tego Klanu całkowicie mnie nie obchodzą. Nigdy nie czułem się z nim jakoś szczególnie związany, od zawsze byłem wyrzutkiem, tym niechcianym. Może moja nieobecność, wyjdzie im nawet na dobre? I tak nikt nie będzie tęsknił, to zupełnie bez znaczenie czy odejdę. I tak chyba zrobię, na pewien czas pozostanę wilkiem bez Klanu. Zadowolony ze swojego jakżde cudownego planu, ruszyłem wzdłóż gęstego lasu. Te tereny są dosyć spore, a mi już się kleją oczy od kolejnej zarwanej nocy. Szybko znalazłem jakąś norę, w której co prawda było niesamowice ciasno, ale ciepło. Zamaskowałem znakiem swoją obecność i położyłem się spać. Nie pospałem jednak długo, po może trzech, czterech godzinach zbudziła mnie jakaś poświata. Zamrugałem sennie oczyma, lekko je mrużąc od światła dobiegającego z zewnątrz. Ale przecież nadal była noc, więc o co chodzi? Zaintrygowany tym nie codziennym  zjawiskiem wypełzłem na zewnątrz, z trudem wychodząc z tej ciasnej przestrzeni. Kiedy tylko wyszedłem, w oddali dostrzegłem sylwetkę wilka. O rozwianym, ciemnym futrze które lekko połyskiwało w ciemności. Wilk, wyczuwając nagłe pojawienie się mojej obecności, odwrócił łeb w moim kierunku. Zamarłem, jego oczy świeciły się intensywnie na biało, niczym dwa reflektory. Instynkowie przysłoniłem sobie łapą oczy, cofając się trochę do tyłu. Kiedy wilk warknął, usłyszałem nieco delikatniejszy odgłoś niż gdyby zrobił to basior, czyli to wadera?
- Co ty tutaj robisz? I z jakiego jesteś Klanu? - podeszła do mnie, tak… to na pewno wadera.
- Spaceruję. Poza tym jakim żywiołem Ci pachnę? - przekręciłem łeb z lekkim cieniem uśmiechu na pysku.
- Żadnym - przyznała mrużąc oczy, wreszcie mogłem jakoś normalnie na nią spojrzeć przez chwilę..
- No widzisz, nie mam mocy tak jak wy… daj mi spokój - skłamałem, nie chciało mi się z nią po prostu wdawać w potyczkę.

(Kayama?)

środa, 13 maja 2015

Nowy wilk w Klanie Everything!

Waru [jap. zło]
Obrończyni Alf

sobota, 9 maja 2015

Od Jojo

Szedłem wzdłuż rzeki nie wiedząc dokąd dojdę. Nagle poczułem straszny głód. Akurat zmierzałem w stronę polany, na której z pewnością będą pasły się zwierzęta, więc postanowiłem coś upolować. Zaledwie kilka kroków dalej stało stado jeleni. Szczęście mi dopisywało. Starając się ich nie spłoszyć przeczołgałem się w stronę krzaków. Chowając się za nimi obserwowałem. Nagle wypatrzyłem stojącą nieco dalej od reszty sarnę. Na moje szczęście miała skaleczoną przednią nogę, więc z pewnością nie ucieknie szybko. Gdy właśnie wyskakiwałem z zarośli stado rozproszyło się, a ja nie wiele rozumiejąc rozglądałem się za moją sarną. Zauważyłem ją. Jakiś wilk przegryzał jej krtań.
- Hej. Ja ją chciałem zjeść! -krzyknąłem. Nie byłem wściekły i miałem nadzieję, że podzieli się ze mną.
- Możemy zjeść we dwójkę.
Zaczęliśmy odrywać mięso od kości. Było pyszne. Gdy skończyliśmy wilk spytał.
- Jak się nazywasz?
- Jojo, a ty?
- Ja na razie pozostanę nieznajomym.
- Acha. Więc Nieznajomy co sprowadza cię do tego lasu?
- Co mnie tu sprowadza? Raczej co CIEBIE tu niesie? To tereny watahy do której należę.
- Yhy..
- Wiesz może byś dołączył?
- Jasne.
Wilk przedstawił mi, że muszę wybrać klan do którego dołączę. Bez dłuższego namysłu wybrałem;
- Everything
Wilk uśmiechnął się szeroko. Od razu zrozumiałem, że do tego klanu należał także on.
<Nieznajomy?>

Witamy w klanie Everything nowego członka!



 Jojo
Zwykły członek

środa, 29 kwietnia 2015

Jesień!

Z drzew powoli zaczynają opadać liście, temperatura powoli spada a dnie stają się coraz krótsze. Deszcz pada niemal nieustannie, raz na czas sobie odpuszczając.
Dodatkowo wilki postarzają się teraz o rok [proszę Alf o nie postarzanie wilków ze swoich Klanów, zajmę się tym sama]



~Reita.

sobota, 18 kwietnia 2015

Nowy szczeniak w Klanie Everything!

com_xxcrowfeatherxx by azzai

Silyen
Zwykły Członek

Od Twilight'a CD Terry

Po chwili trzymał gorący napar w łapach. Zaniosłem go do wadery.
- Proszę.
Powiedział podając go. Upiła łyczek.
- Miłe zaskoczenie. Robisz coraz lepszą herbatę.
Wydał nieelegancki dźwięk, który był po prostu powstrzymaniem śmiechu.
 Gdy odstawili już puste kubki, przytulił Terre do siebie, tak, że jej głowa była na jego torsie, a on oplatał ją łapami.
_______________

Słońce weszło na horyzont, grając promieniami po pyszczkach. Basior spał jak zabity, w głębokim śnie.
- Twilight!
Zerwał się tak gwałtownie, że spadł z łóżka, uderzając o drawniany blat. Nie przejął się tym i już stał po chwili na szeroko rozstawionych łapach, gotowy na wszystko.
- Już?
Uniósł brew widząc jej rozbawienie.
- Niee... ale radziłabym być w pogotowiu. Czuję,że już niedaleko. Nie mogłam cię obudzić.
Jęknął i rozłożył się na miękkich futrach.
- Nie strasz mnie tak więcej.
Pocałował ją w czubek głowy.
Leżeli tak dobre kilka godzin.
- Kochanie...?
Jego wzrok, powędrował w jej stronę.
- Tak?
To spojrzenie powiedziało wszystko. Użył mocy i prze teleportował się do czegoś w sensie szpitala. Złapał kogoś pierwszego z brzegu.
- Porodówka.
Wilk zamrugał.
- Ee... Zam mną.
Wziął ją na łapy.
- Mogę iść sama!
Pokręcił głową.
- Nie możesz. Mógłbym cię nosić tak przez całą wieczność.
Położył ją delikatnie na pryczy, gdzie kazali mu lekarze.
- Czy chcesz być przy niej?
Nawet nie zaszczycił spojrzeniem rozmówczyni.
- Tak. - odparł z całą pewnością.
________

Przytuliłem trzy maleństwa. gdy tylko je pogłaskałem momentalnie się uspokoiły. Jeden z nich parskną uroczo. A raczej jedna.
- Cordinel.
Uśmiechnąłem się. Najpiękniejsza chwila w życiu.
Terra?

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Od Terry do Twilight'a

- O czyli już wiesz ? - zaśmiałam się z pełnym uśmiechem.
- Tak - zaśmiał się pogodnie.
- Dobrze i synek i córka, a imię dla drugiego synka ? Może Feliks ? - zaśmiałam się i go pocałowałam.
Poród miał być już za dwa dni, już nie mogłam się doczekać.
- Hahaha czyli jeszcze trzeci ? - pocałował mnie z entuzjazmem.
- Jasne, a idziemy teraz do jaskini ? - uśmiechnęłam się.
Twil puścił do mnie oczko, wziął mnie pod ramię i razem wróciliśmy do jaskini.
Tam położyłam się i dalej rozmawialiśmy,.
- To co, wiesz że już za dwa dni poród ? - uśmiechnęłam się.
- Co ?! - krzyknął.
- Ale spokojnie, nic się nie dzieje - zaśmiałam się i położyłam się obok niego i pocałowałam go.
(Twillight?)

niedziela, 5 kwietnia 2015

Od Twilight'a CD Terry

Przytulił ją mocno do siebie. Całował za uchem i wzdłuż szczęki. Nachylił się w stronę dużego brzucha ukochanej i przyłożył do niego ucho. Uśmiechnął się promiennie. Nie mugł uwierzyć, że czuje jak się ruszają jego dzieci.
- Będziesz doskonałą matką - wyszeptał i pocałował brzuch.
- A ty ojcem. - odparła.
Spojrzał na nią wzrokiem pełnym czułości i miłości. Złoczył ze sobą ich usta w delikatnym, pełnym tęsknoty, troski i desperacji pocałunku. Wydał z siebie cichy pomruk zadowolenia Martwił się o nią. A to już za dwa dni. Tylko dwa dni. Nagle sobie coś uświadomił.
- Pójdziemy do... lekarza? Na USG... czy coś?
Spojrzała na mnie.
-A chciałbyś?
- Oczywiście.
Pocałował ją w nosek.
- Jest wcześnie, więc może jeszcze dzisiaj? Przyznam, że nie mogę się doczekać. - ostatnie słowa wręcz wymruczał.
Zachichotała.
- No dobrze.
Zaprowadził ją do Tiki która sprawnie przeprowadziła badanie. Jeszcze lepiej - dała im zdjęcia i pozwoliła aby basior był przy swojej partnerce. Faktycznie były trzy. Dwa samczyki i samiczka. Gdy wracali byli jeszcze bardziej szczęśliwi.
Połorzyli się na swoim dużym łóżku. Zamknął ją spowrotem w swoich objęciach.
- Kocham cię moja księżniczko.

Terra?

środa, 1 kwietnia 2015

Od Nity do Emily

Zanim dołączyłam do watahy, dnie poświęcałam na znalezienie pożywienia, czystej wody i schronienia. Moim celem było dotarcie tutaj. Poznanie wilków, takich jak ja. No, może nie całkiem… A teraz? Jaki jest mój cel? Odpowiedź wręcz bije w oczy – skrzydła. Nadal nie zdecydowałam się na wyprawę do Lasu okalającego góry Nekromanty. Na początku nie miałam wątpliwości, że jedynym moim zadaniem jest odnalezienie wilka imieniem Fatum. Ale… Im więcej czytałam na ten temat, tym większe wątpliwości mnie dręczyły. W końcu postanowiłam, że najpierw doprowadzę klinikę do idealnego stanu, a potem wyruszę w pogoni za marzeniami.
Pierwszym krokiem, było uzupełnienie zapasu ziół w klinice. W tym celu musiałam udać się na wyspę, będącą terytorium klanów Ognia, Ziemi i Everything. Podróż nie stanowiłaby problemu, gdybym miała skrzydła… Westchnęłam poirytowana. Trzeba znaleźć inny sposób, aby się tam przedostać.
-Idę do biblioteki pogmerać w księgach- poinformowałam orlicę, która wzruszyła skrzydłami i odleciała w góry. Zastanawiałam się, czemu poświęca tak wiele czasu. Zwiedza? Poluje? Daleko się zapuszcza? Upomniałam się w myślach. Od dawna nie jest małym pisklakiem, które muszę chronić.
Przeglądałam tytuły książek, pergaminów, plików notatek, w poszukiwaniu wskazówki, w jaki sposób mogę przedostać się na środkową wyspę. Odkąd Izaline nauczyła mnie czytać (co okazało się łatwiejsze niż myślałam) uzyskałam dostęp do ogromnego źródła informacji. Kiedy byłam pokryta kurzem od koniuszków pazurów aż po czubki uszu wreszcie trafiłam na coś interesującego. Czytałam zafascynowana i znowu poczułam przypływ ekscytacji, tak samo jak było z tym manuskryptem… Ale tym razem nie pozwolę ogarnąć się wątpliwością. Rozradowana spojrzałam na sufit pokryty malowidłami i uśmiechnęłam się sama do siebie. Czas na przygodę.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
Ro przyglądał mi się zaintrygowana. Czułam jej spojrzenie na karku, mimo że od drzewa na którym przycupnęła dzieliło mnie wiele metrów. Stałam zanurzona po same barki w chłodnej morskiej wodzie. Tuż przede mną płycizna gwałtownie się urywała. Wiedziałam, że to co robię zakrawa o szaleństwo, ale spróbować nie zaszkodzi. No, chyba że się utopię, to będzie kicha. Czekałam i czekałam, uważnie penetrując wzrokiem powierzchnię morza.
Usłyszałam podekscytowany krzyk Ro. Ja również je widziałam. Wracały z zatoki na wschodnie morze. Westchnęłam i skupiłam się z całych sił. Jak ja to robiłam z orlicą? Komunikacja z nią zawsze była taka naturalna. Powinnam była wcześniej to poćwiczyć. Mówi się trudno. Wysłałam od siebie impuls, nie skierowany do żadnego konkretnego odbiorcy. Nie uformowałam również składnego zdania. Po prostu… przywitałam się ze wszystkim co żyło w oceanie.
Przez chwilę zastanawiałam się, czy czegoś sobie nie uroiłam, ale po chwili przede mną pojawili się moi przyszli wspólnicy – delfiny.
Wpatrywały się we mnie małymi bystrymi oczkami. Ich stado składało się z siedmiu członków. Witałam się z każdym z nich. Byliśmy sobą równie zafascynowani. Oni moją sierścią, ja ich gładką skórą. Oni moimi łapami, ja ich płetwami. Po kilku minutach nie miałam problemu z rozmawianiem z nimi. Stało się to równie proste jak rozmowa z innym wilkiem, czy Ro. Tyle że nie wydawaliśmy z siebie dźwięków. Komunikowaliśmy się poprzez przesyłanie sobie myśli. Wyjaśniłam, w czym mam problem i o jaką pomoc proszę. Ku mojemu zdziwieniu, po chwili namysłu z radością przystąpili do jego realizacji.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
-JUUUU-HUUU!!!
Nie mogłam powstrzymać rozradowanego wycia. Z góry zawtórowała mi Ro, a wokół mnie co chwila wyskakiwał spośród fal delfin, który bawił się równie dobrze co ja.
Stałam na grzbiecie dwóch morskich ssaków, płynących tuż pod powierzchnią wody. Na początku nie obyło się bez upadków w morską toń, ale po kilku próbach nauczyłam się łapać równowagę, a one utrzymywać równe, nie za szybkie tempo. Co jakiś czas robiliśmy postój, aby delfiny mogły się zamienić. Nie dlatego, że były zmęczone, inne też chciały się pobawić z tym dziwolągiem, czyli mną.
Podróż upłynęła nam bardzo szybko. Delfiny zostawiły mnie tuż przy płyciźnie, dalej nie mogły płynąć. Z żalem się z nimi pożegnałam. Były takie ciekawskie, radosne, beztroskie. Nie potrafiłam wymienić na głos imion poszczególnych osobników, w naszym języku jest to chyba niemożliwe, ale poczułam emocjonalną więź z całą grupą. Miałam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.
Po wyjściu na brzeg otrzepałam się z resztek wody. Rowan wyrzuciła na plażę jutowy worek, w którym miałam zamiar schować znalezione rośliny. Wzięłam go w pysk, a Ro zmęczona lataniem, przysiadła mi na grzbiecie.
Tereny tej watahy były pełne życia. Gdy tylko zeszłyśmy z piasku im głębiej w las wchodziłam, tym więcej leczniczych roślin znajdywałam; dzięgiela litwora, wołowe ziele, omana wielkiego, rutę zwyczajną, rutwicę lekarską… Zanim nastała północ worek był pełen. Teraz należało jak najszybciej przetransportować zioła do kliniki, gdzie będę mogła jak najlepiej je zakonserwować.
Głośno ziewnęłam. Trzeba przeczekać gdzieś do świtu, aby delfiny znowu zabrały mnie na drugi brzeg. Nie zaszkodzi się zdrzemnąć. Wybrałam stare drzewo, położone niedaleko plaży i zasnęłam po krótkiej chwili.
Gdy tylko się przebudziłam, zrozumiałam, że zaspałam. Słońce dawno już wstało, a delfiny były daleko stąd. Ale to nie promienie mnie wyrwały ze snu. Nade mną stała czerwono oka wadera o szarym futrze. Z głowy wyrastały jej skrzydła. Przeklęte skrzydła! Wszyscy je mają oprócz mnie!
Podniosłam się, już całkowicie rozbudzona i nie zważając na podejrzliwą minę wilczycy przywitałam się raźnie.
-Witaj, pochodzę z Klanu Powietrza, a na imię mi Nita. A Ciebie, jak zwą?
<Emily?>

niedziela, 29 marca 2015

Odchodzą!

Klan Wody

Mozilla

Yooka

Klan Everything

Firefox

Klan Ognia

White Winged by 1skylight1
White Winged

czwartek, 12 marca 2015

Od Akumy CD Firefox

Zapach krwi. Kiedy tylko zapach ten słodkawej krwi dotarł do moich nozdrzy, zaczynałem nad sobą tracić panowanie. Jednak kiedy tylko usłyszałem ten delikatny głos wadery, potrząsnąłem łbem przywracając się do ''normalnego stanu''. Chociaż nie wiem, czy ja mogę się określić w taki sposób, być normalnym.
-Niby po co miałbym Cię śledzić? - prychnąłem - ''Mały'' Klan, ''mało'' miejsca to było do przewidzenia, że mogę Cię tu spotkać na polowaniu - prychnąłem
-Może i tak - wadera zaśmiała się cicho
A tej czego do śmiechu? Nie lubię, kiedy ktoś się ze mnie śmieje. Jednak nie porachuję jej kości, byłoby nudno. A tak to przynajmniej mam co robić, Kanban już nie daje mi tyle rozrywki co kiedyś.
-Nad czym tak sobie dumasz? - wadera podeszła do mnie, nachylając się tak, żeby spojrzeć mi w oczy pod dosyć dziwnym kontem.
-A czy to istotne? - odsunąłem ją lekko łapą zanosząc się śmiechem
Firefox wzruszyła ramionami, machając tym swoim ogromnym ogonem.

(Firefox? Wena osłabła)

Od Kanban`a CD Yooki

Cóż za dziwna wadera, żeby przecież trafić na tereny tego Klanu, trzeba przejść przez ocean. Ale to już jej w sumie mówiłem, ona naprawdę jest dziwna... Pokręciłem łbem lekko zmieszany, a wadera wzruszyła ramionami delektując się swoim posiłkiem, upolowanym na terenie Klanu Everything jak zgaduję. Westchnąłem zastanawiając się, za ile minut wadera znowu poprosi mnie o to, żebym ją odprowadził. Co za sierota, drugi raz z rzędu się zgubić i to w tym samym miejscu.
-Moja Alfa chyba nie będzie tym zachwycona...
-Przecież mamy sojusz - powiedziała kończąc jeść
-I tu masz szczęście - uśmiechnąłem się lekko jednak już po chwili mój uśmiech zniknął, zastąpiłem go swoją maską obojętności.
Nagle jakby ignorując waderę, po prostu ruszyłem przed siebie, a dlaczego by nie? Przez chwilę nawet myślałem, że Yooka postanowiła mi dać spokój, ale myliłem się i to bardzo. Wadera skoczyła na mnie, prawie że powalając mnie na ziemię. Burknąłem znowu ją wymijając, miałem dzisiaj kilka spraw do załatwienia. A mianowicie patrol obok jeziora, ostatnio coś sporo wilków przybyło do obcych Klanów, nie wiadomo jak może się to skończyć dla tego Klanu, który w ostatnich czasach osłabł. Zresztą jak każdy Klan...
-Coś ty dzisiaj taki?
-Ja? Zawsze taki jestem - odpowiedziałem wpatrując się w korony drzew
-Co będziesz robił?
-Pilnować.
-No to idę z Tobą - merdnęła swoim ogonem
A niech sobie robi co chce, ruszyłem dalej zagłębiając się w swój własny świat.

(Yooka?)

wtorek, 3 marca 2015

Od Firefox CD Akumy

-Hm....Może czasami-zaśmiałam się i spojrzałam na Akume.
Ten lekko się tak jakby uśmiechnął (ale wyglądało to raczej troszkę przerażająco). Wyszliśmy ze szpitala i rzekłam do Akumy:
-To cześć-machnęłam łapą na pożegnanie i poszłam w swoją strone.
"Nie taki zły ten Akuma"-pomyślałam po chwili, jednak za bardzo miły i towarzyski to on nie był. Zaburczało mi w brzuchu, więc udałam się na małe polowanko. Zaczaiłam się na spora sarne a moja błękitne oczy aż zaiskrzyły. Chwila nieuwagi sarny i.......rzuciłam się na nią. Rozszarpałam jej szyje a później poszło już łatwiutko. Po chwili zajadałam już pyszny obiad. Nagle usłyszałam coś w krzakach. Oderwałam wzrok od mięsa i z podejrzliwym wyrazem twarzy podeszłam do krzaków.
-Co ty tu robisz?Śledzisz mnie?-spytałam Akume który już wstał i otrzepał się z trawy.
Akuma?

sobota, 28 lutego 2015

Od Twilighta CD Terry

Przyśpieszył kroku, tropiąc waderę. Znalazł się na terenie jej klanu. Ślady prowadziły do mrocznej Puszczy. Zmarszczył brwi i bez lęku,pewnie ruszył przed siebie. Długo pędził truchtem,aż zobaczył ją w końcu w samym środku puszczy.Odetchną z ulgą.
- Terra... - zdołał powiedzieć nim zamarł.
Nie mógł zrobić kroku w jej stronę,gdy zobaczył kto stał za nią. A raczej nad nią na drzewie, skryty w cieniu. Elipsar uśmiechną się do mnie i wyszedł na przeciw.
-Witaj.
Zawarczałem głośno i rzuciłem w jego stronę. Przyszpiliłem go mocno do ziemi. Usłyszałem swoje imię,jednak nawet nie zwróciłem na to uwagi. Za bardzo byłem zajęty teraz.
- Wrócisz ze mną choćbym miał zaciągnąć cię tam siłą. - oznajmił.
Zaśmiałem się i wyszeptałem mu prosto do ucha.
 - Spróbuj więc to zrobić.
Gwałtownym ruchem zrzucił mnie z siebie. Zachwiałem się, jednak nie upadłem. Obserwowałem każdy jego ruch.
-  Nie chcesz być razem ze swoimi braćmi? Wolisz tą... - machnął łapą w stronę zaniepokojonej Terry.
- Owszem.
Zacisną usta w wąską kreskę.
- Masz jeszcze szansę. Masz wybór.
Podszedłem bliżej,wpatryjąc się prosto w oczy brata. Tak blisko, że niemal stykaliśmy się nosami.
- Miłość odbiera możliwość wyboru.
Powiedziałem i uderzyłem go. Wyłorzył się,ale przeturlał i wstał.
- A ty pragniesz tego czego nie możesz mieć. Zazdrościsz, bo ja spełniłem to "niebezpieczne" marzenie, którego ty bałeś się od początku.
Zaśmiał się.
-Twilight...
Powoli podchodził w stronę ukochanej.
-Jestem tu kochanie.
Musną ustami jej wargi. I już chciał zmierzyć się z Elipsarem.
-Nie.. -złapała go - Widziałam twoją śmierć Twilight. Twoją i...
Odwrucił się przodem do brata i zawarczał.
- Jak śmiesz!
Zrobił dumną minę.
- Przekazałem jej przyszłość.
- Przekazałeś jej kłamstwo. Nie możesz mnie zabić, ale ja ciebie mogę. I dobrze o tym wiesz.
Zaczęli się okrążać.
- Mogę zamordować twoje dzieci. Które w tej chwili rozwijają się w niej.
Poczuł szok. Tak szybko? Miał teraz następny powód by nie dać się zabić i chronić rodzinę. Rzucili się na siebie gryząc się zaciekle. Złotooki zawsze był od nich silniejszy i bardziej utalentowany. Po chwili zaciskał szczęki na szyi przeciwnika. I tak dawna rodzina stała się wrogami. Poczuł że czar rzucony na Terre zelrzał.
-Stój!
Nie posłuchał. Ktoś po popchną. Kłapną zębami w jego stronę. Zauwarzył białego basiora o czarnych błyszczących skrzydłach i ciemnej grzywcę.
- Przestań. Odpuść. Zabiorę go.  I znikniemy raz na zawsze.
Powiedział to śmiertelnie poważnie. Bianco fiamma notte. Zazywali go w skrócie po prostu Notte. Nieznacznie skinął głową w jego  stronę.
- Ave aque vale. Bracie.
Mrugną w stronę Terry.
- Wójek was kiedyś odwiedzi.
Czar minął i partnerka mogła już być sobą. Wstać i podbiec do niego. Bracia odlecieli w jasność dnia. Przytulił ją.
-Nic nam nie grozi kochanie. -Tulił ją do siebie po czym dodał. - Córka Cordinel a synek... może Dante? Albo Alex?
Chciał ją odciągnąć od ponurych myśli.
<Terra? Ja chcę córeczkę i synka! xD Co najmniej dwoje. >

czwartek, 19 lutego 2015

Od Darkness'a cd historii Emily

Nowa alfa? W sumie ostatnio był niezły zamęt w tym klanie. Podniosłem wzrok na waderę. Nie wyglądała jak typowa alfa. Bardziej jak omega, ale to nie moja sprawa. Przyglądałem się jej tak dłuższą chwilę, ale ona nie zamierzała jakoś się ruszyć. Stała w miejscu z opuszczoną głową patrząc na swoje łapy. Szczerze mówiąc zaciekawiła mnie. Nie zachowywała się jak na alfę przystało. Była inna. Całkiem nowa i niezwykła. Zrobiłem parę kroków w jej stronę, ale ta nadal nawet nie drgnęła. Dopiero, gdy pomachałem jej łapą prze oczyma ocknęła się i podniosła łebek. Trochę jej zajmie poznanie wrogów i przyjaciół klanu. No, ale jak na razie się na to nie zapowiadało. Dziwne, że nie zapytała od razu o klan. Nie wyglądałem jak jeden z nich chociaż po tej całej „przemianie” zrobiłem się chyba ciut mniej straszny. Spojrzałem jej w oczy z zaciekawieniem. Też były czerwone, ale nie wyglądała z nimi przerażająco, a raczej były zaakcentowaniem jej nietypowego wyglądu.
- To raczej Ciebie coś trapi, a niżeli mnie - odpowiedziałem chłodnym głosem
Wadera wyprostowała się i spojrzała na mnie. Była niewiele niższa ode mnie, ale nie odczuwałem tego zbytnio. Nie widywałem jej tutaj wcześniej.
- I jak się sprawujesz jako alfa? - zapytałem z udawanym zaciekawieniem w głosie
- Wydaje mi się, że dobrze - odpowiedziała miłym tonem
Czułem od niej także żywioł ognia. Staliśmy tak chwilę w ciszy. Żaden wilk nie pomagał jej w polowaniu, jakieś to dziwne jak na mój gust, ale nigdy nie rozumiałem mieszanych klanów.
- Kim jesteś? - przerwała powtarzając pytanie
- Darkness - westchnąłem, a moje oczy zabłysnęły intensywniejszą czerwienią
Zauważyłem, że nie cofnęła się ani nic w ten deseń. Może się z nią dogadam. W sumie dobrze by było chociaż trochę znać alfę sąsiedniego klanu. Po jakimś czasie w lesie za nami zaczynały hałasować wilki płosząc zwierzęta. Zaproponowałem waderze żebyśmy spotkali się na granicy trzech klanów jutro o wschodzie. Jako nowa alfa będzie miała dużo nauki, ale raczej nie będą jej wyrywać z łóżka o tej godzinie, żeby się wszystkiego dowiedziała. Niepewnie zgodziła się, a potem zawróciła do lasu. Natomiast ja pospiesznie wróciłem do mojej jaskini. Byłem ciekaw tej całej Emily. Nie spotkałem jeszcze w swojej historii za wiele takich wilków. Wyróżniała się wyglądem i usposobieniem w tłumie. Byliśmy pod tym względem podobni, ale jednocześnie kompletnie odwrotni. Chciałem móc wreszcie wymienić z kimś kilka zdań. Nie miałem już nikogo do rozmowy, gdyż Descartes zniknęła jakiś czas temu. Bez niej nie miałem sensu nadal tu być. Jedyne co mnie tu trzymało to starzy przyjaciele, wszyscy zostaliśmy rozsypani po klanach. Od jednego z nich dowiedziałem się, że Descartes żyje teraz w Klanie Ziemi i trzyma się z alfą. Kiedyś jeszcze miałem nadzieje, że ją zobaczę, ale z czasem minęło mi. Za długo siedziałem przy granicy czekając na nią. Może Emily pomoże mi w jakiś sposób się jeszcze uratować? Kto to wie. Siedziałem, a raczej leżałem w swojej jaskini tak myśląc o wszystkim, że nawet nie zauważyłem, kiedy nadeszła noc, a ja zasnąłem. Obudziłem się w środku nocy zlany zimnym potem. Chyba musiałem mieć jakiś niezły koszmar. Nie pamiętałem o czym był ani jaki. Nerwowo podniosłem się i wyszedłem z jaskini. W nocy było dosyć zimno, ale niespecjalnie mi to przeszkadzało. Był to dobry moment, żeby trochę pochodzić po obcych klanach. W późnych godzinach większość strażników dosłownie spała na warcie, więc nie trudno było się obok nich prześlizgnąć. Znałem już chyba każdy klan na pamięć. Każdy kamień, pagórek czy dolinę. Nie znałem tylko tamtejszych wilków. Spacerowałem sobie dosyć długo po klanach. Kiedy akurat zbliżał się wschód słońca znajdowałem się na terenach klanu Emily. Wartownicy nadal spali, więc nie spieszyłem się do mojego klanu. Nagle zauważyłem waderę wychodzącą z jaskini. Teraz przynajmniej będę wiedział, gdzie mieszka. Podążałem za nią cały czas ukrywając się w zaroślach. Wreszcie, gdy było już widać styk klanów byłam wystarczająco blisko. Wyszedłem z krzaków i po cichu zbliżyłem się do niej od tyłu.
- O, idziesz się ze mną spotkać - niespodziewanie powiedziałem, a wadera podskoczyła jak poparzona
Wyszczerzyła kły i zaczęła warczeć, ale ja tylko porozumiewawczo spojrzałem jej w oczy i lekko uniosłem kąciki ust. Po chwili stanęła na równe nogi i się zaśmiała.
- Co ty tu robisz? - zapytała ze śmiechem
- Macie trochę przy śpiących strażników - odpowiedziałem pokazując jej śpiące wilki przy granicy
Cicho się zaśmialiśmy i wybraliśmy się na krótki spacer po jej klanie. Śmiesznie wychodziło, gdy ona oprowadzała mnie pokazując miejsca, a ja mówiłem ich wszystkie nazwy jakbym tu należał. Dosyć miło mi się z nią rozmawiało. Usiedliśmy na łące rozmawiając. Powoli robiło się już późno. Miałem zamiar udać do swojego klanu, gdy zauważyłem jakiegoś wilka nieopodal nas. Coś czułem, że nie jestem tu mile widziany, a tym bardziej przy alfie.
(Emily? Poratujesz go? xd )

Nieobecność

Niestety moja wspaniałomyślna mama kazała mi zmniejszyć mi czas siedzenia na internacie, żebym nie zajmowała się durnotami i przygotowała do egzaminów w następnym tygodniu. Dlatego też jestem zmuszona powiedzieć, że będę nieobecna do marca.
~~Zira~~ 
( Wilki z KE : Zarianna, Felix, Twilight )

wtorek, 17 lutego 2015

Od Emily cd Darknessa

Po tym wszystkim co wydarzyło się dzisiejszego dnia musiałam wrócić do swojej groty. Bez większego namysłu położyłam się w niej wygodnie i już chciałam zamknąć oczy, gdy jedna myśl przywróciła mnie na nogi. Była to mianowicie kartka, którą dostałam od Valerii aby się przygotować do koronacji na alfę. Szybko wstałam, otrzepałam swoje futro z pyłu i sięgnęłam po zwitek papieru. Tej nocy nikt kto miał jaskinię wokół mnie nie mógł spać spokojnie gdyż ja jak mantrę powtarzałam ciągle jedną wiadomość. Wejścia i przemówienia nauczyłam się na pamięć ale jak wyszło potem większość dodałam od siebie. Moją głowę pochłaniały teraz setki wyników tego co by się stało, gdybym źle wypadła na własnym przemówieniu. W moim umyśle pojawiła się również taka myśl, że jak moje przemówienie będzie złe alfy innych klanów uznają mnie za słabą przywódczynie i podbiją nasz klan, a wilki zabiją lub wezmą za jeńców. Martwiło mnie to tak, że przez cały wieczór i noc nie mogłam zmrużyć oka. Zrobiłam to dopiero nad ranem i przespałam potem całe przedpołudnie. Kiedy była jedynasta ktoś do mnie zapukał, a ja wystrzeliłam z łóżka. Szybko doprowadziłam się do stanu używalności i otworzyłam drzwi. W drzwiach ujrzałam waderę nie znaną mi z imienia ale widzianą tu bardzo wiele razy. Jak szybko się domyśliłam wadera wzięła sobie za zadanie przygotowanie mnie do koronacji. Szybko pomknęłam za nią i choć nienawidzę się przebierać pozwoliłam jej na wszystko. Potem miałam jeszcze krótką lekcję dykcji i chwilę dla siebie nim usłyszałam werble. Zostałam odprowadzona przez parę innych wilków weszłam na przód i z dumnie podniesioną głową i uśmiechem na twarzy mówiłam o moich postanowieniach i wszystkim tym co mówi się na takich sytacjach. Większość rzeczy powiedziałam od serca, a nie z kartki. Kiedy zeszłam alfy klanów i wilki mówiły, że świetnie wypadłam choć część z nich uśmiechała się do mnie złowieszczo i patrzyła kpiąco. Wydawało mi się, że było nas mniej niż zwykle i trochę mnie to zaniepokoiło. Po wymianie zdań z wilkami i ich podarkami postanowiłam ruszyć do lasu i według starego zwyczaju upolować coś dla klanu. Biegłam przez dłuszy czas ale zdołałam upolować tylko sześć saren i jednego jelenia. Może to oznacza, że będę złą alfą ? Chwilowo nie przejęłam się tym i nadal biegłam pozostawiając martwą zwierzynę, którą postanowiłam ofiarować wilkom za sobą. Nagle mój nos wyczuł silny zapach dużego łosia. Postanowiłam jak prawdziwy drapieżnik udać się za zapachem i upolować go. Po dłuższej chwili wędrowania nic się nie zmieniało i już chciałam sobie odpuścić gdy naglę usłyszałam wilczy głos. Zostawiłam chwilowo łosia w spokoju i udałam się w stronę z której dochodził głos.
- Kim jesteś? - zapytałam gdy ujrzałam wilka wśród kępy traw.
- Przed chwilą pytałem o to samo...-
Wilk odpowiedział patrząc na mnie z lekka dziwnie.
- Uh...Ja jestem od dzisiaj alfą klanu Everything ale mów mi Emily.
Spojrzałam na wilka i czekałam na jego wyjaśnienia lecz on tylko opuścił głowę i jeździł pazurem po ziemi.
- Jak chcesz to możesz mi powiedzieć co cię trapi. Jakbyś miał jakieś wątpliwości to mówię Ci, że i tak nie mam tutaj wielu przyjaciół, którym mogłabym coś powiedzieć- spojrzałam na wilka. Nie wiedziałam czy mi odpowie czy nie. W sumie sama nie wiem czy jakbym była nim to czy bym zaufała osobie, która pojawia się znikąd. Nie- wiem, że napewno bym jej nie zaufała. Nagle zdałam sobię sprawę, że jestem waderą która przełożyła zainteresowanie się problemami wilków nad uczenie się kartki. Nie liczyłam już na odpowiedź, a po chwili sama samoistnie zaczęłam jeździć pazurem po ziemo.
( Darkness? Przepraszam za to opowiadanie pisane na szybko na telefonie. )

Od Emily cd Ao

Biegłam po lesie z zamiarem upolowania czegoś kiedy strasznie rozbolała mnie głowa. Pomyślałam, że to może być wina chłodnego powietrza i połączonego z nim biegu tak więc przystanęłam na chwilę. Kiedy myślałam, że ból minął i pora ruszać dalej usłyszałam w głowie głos, który dziwnie zabrzmiał z środka mnie. Wiedziałam jednak, że nie był to mój głos ale nie mogłam go też rozpoznać. Mówił, że jestem potrzebna u alfy klanu Valerii. Zdziwiłam się tą wiadomością. Nawet przez chwilę wątpiłam w jej słuszność po czym moja ciekawość kazała mi zawrócić i rzeczywiście spotkać się z Valerią. Szybko pomknęłam prostą ścieżką po czym zawróciłam do siedziby alfy. Nie wiedziałam czy to co usłyszałam nie było wybrykiem mojego umysłu tak więc przez chwilę zastanawiałam się czy słusznie jest zapukać. Nie wiem czy to było rozsądne z mojej strony czy nie ale zapukałam. Drzwi otworzyła mi Valeria uśmiechając się do mnie miło. Po czym powiedziała :
- Witaj Emily. Masz ochotę wstąpić i napić się herbaty ?
Zdziwiło mnie to trochę ale bez odpowiedzi weszłam. Ukłoniłam się wilczycy po czym kiedy wskazała mi miejsce usiadłam. Rozglądałam się wokoło po jej grocie. Widniały na niej zdjęcia wszystkich alf i rodziny alf Klanu Everything. W ścianie był jednak wbity dodatkowy gwóźdź znajdujący się po zdjęciu Valerii. Nie wiedziałam po co tam jest, aż usłyszałam słowa Valerii :
- Droga Emily. Nie wiem czy mnie zrozumiesz ale jestem młodą waderą, która ciągle szuka przygód. Siedzenie tutaj w jednym miejscu i pilnowanie klanu znudziło mnie. Uważam, że powinnam znaleźć zastępcę...- tutaj wadera urwała patrząc na mnie.
- Myślę, że ty się nadasz i dlatego tu ciebie zaprosiłam. Jutro rano jak zaplanowałam odbędzie się ceremonia koronacji. Dekorację są już wykonywane przez wilki. O nic się nie martw tylko odpowiednio się przygotuj-tu wadera podała mi kartkę na której miałam wypisany cały plan od A do Z.
- Dziękuję bardzo- powiedziałam oszołomiona.
- Nie dziękuj ponieważ od dawna wiedziałam, że będziesz dobrą kandydatką na moją następczynię.- Wadera odprowadziła mnie do drzwi i uścisnęła moją łapę. Wychodząc szybko robiłam serię wdechów i wydechów aby nie stracić przytomności. Aby lepiej wszystko zrozumieć postanowiłam pobiec na szczyt góry między klanami. Kiedy tam dotarłam zauważyłam, że jest tam inny wilk. Wbiegając rozpoznałam w wilku Ao i przywitałam się z nim. Kiedy zapytał co tam w klanie wydawało mi się, że wiedział o moim zostaniu alfą. Postanowiłam się go zapytać :
-Skąd wiesz, że zostałam alfą ?
Wilk uśmiechnął się.
-Pamiętasz jak zaprowadzałaś mnie do Valerii ?
Pokiwałam głową.
- Wtedy ona zaczęła mi opowiadać o losach klanu i o losach całej watahy. Miałem się potem z tobą spotkać aby Ci o wszystkim opowiedzieć. Wiesz przecież, że nie dzieje się tu najlepiej.
- W zasadzie to mało wiem o Wilczych Klanach po okresie wielkiego wybuchu. Jakbyś chciał to mógłbyś mi potem opowiedziedzieć. Jakbym wiedziała więcej byłabym na pewno lepszą alfą.-
Uśmiechnęłam się do niego po czym pobiegłam w dół.
-A no i miło by było jak byś przyszedł jutro na koronację. -
Nie wiedziałam czy wilk mnie usłyszał ale miałam taką nadzieje. Obecność znajomego wilka pomogłaby mi przy przemówieniu.
( Jak chcesz to możesz dokończyć Ao. c: )