Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klan Ziemi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klan Ziemi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 czerwca 2015

Od Miru CD Hikari

Spojrzałam na waderę przerażonym wzrokiem, jak się tutaj znalazłam? Sama nie wiem, pamiętam tylko to, że położyłam się spać w swojej jaskini... miałam dziwny sen a potem obudziłam się tutaj. W Klanie Wody, topiąc się. Gdyby nie ta wadera, nie wiem co bym zrobiła. Umiem pływać, ale ta woda była dziwna. Tak jakby starała się mnie wciągnąć pod swoją lazurową powierzchnię. Wadera przyjrzała mi się badawczym wzrokiem, dokładnie lustrując moje marne poczynania. Nie zamierzałam jej odpowiadać, chciałam jak najszybciej ulotnić się z tego miejsca. Ono było przerażające, im dłużej tutaj stałam tym moja obawa wzrastała. Miałam wrażenie, że ten kamienny grunt zaraz zawali się pod moimi łapami i tym razem obie wpadniemy w objęcia wody.
 - Żyjesz ty jeszcze? - zapytała skacząc przede mnie
Spojrzałam w dwukolorowe oczy wadery i momentalnie zamarłam. Źrenica jej niebieskiego oka zmniejszyła się i wszystko wokół mnie momentalnie się zatrzymało. Zamknęłam szybko oczy i kiedy je ponownie otworzyłam wszystko, prócz mnie i oczu tej wadery było szare. Poruszyłam się niespokojnie, a kiedy to zrobiłam poczułam dziwny ucisk w klatce piersiowej. Złapałam się za gardło wbijając lekko pazury w swoje gardło, zachłysnęłam się powietrzem upadając na miękki mech. Przez chwilę tarzałam się tak po ziemi aż nie wleciałam z powrotem do wody. Krzyknęłam przebierając przeraźliwie łapami w wodzie, jakby to miało mnie jakoś uratować. Niewidzialna siła wciągała mnie coraz głębiej i głębiej aż wreszcie pochłonęła na dobre.
- Co ty tam robiłaś? - Hikaru przekręciła łeb wpatrując się we mnie intensywnie tymi swoimi oczkami.
Pisnęłam nie rozumiejąc co się ze mną dzieje, czemu nagle wróciliśmy do punktu wyjścia? Przecież utonęłam...
 - Ja... czym ty jesteś? - zapytałam przerażona.
Wadera jakby nie rozumiejąc mojego pytania zrobiła dziwną minę, czy ona na pewno jest normalnym wilkiem? A może to ja jestem jakaś dziwna, pokręciłam łbem a z moich oczu zaczęły cieknąć łzy. Kiedy wilczyca dotknęła mojego ramienia żeby mnie uspokoić, krzyknęłam głośno odpychając ją od siebie. W efekcie to ja poleciałam do tyłu, uderzając łbem o kamienie. Zdołałam tylko posłać waderze puste spojrzenie po czym zemdlałam.

(Hikari? Przepraszam za to, że tak długo i beznadziejnie)

środa, 10 czerwca 2015

Od Hikari do Miru

Gorące promienie słoneczne nieznośnie prażyły moje futro i chodź było śnieżnobiałe, miałam wrażenie, że za moment się roztopię. Wylegiwałam się na brzegu krystalicznie czystego jeziorka. Zmrużyłam powieki. Powoli zapadałam w drzemkę...
ŁUP!
Przez ułamek sekundy czułam na grzbiecie czyjeś łapy, które po chwili, wrzuciły mnie na głębinę lodowatej wody. Przez chwilę miałam wrażenie, że się topię, lecz po prostu byłam zbyt oszołomiona aby zaczerpnąć oddech. Zorientowałam się i w miarę szybkim tempie wypłynęłam na powierzchnię. Na moim poprzednim miejscu leżał Thunder, uśmiechając się złośliwie. Zawarczałam na niego, a on w odwecie, również wyszczerzył kły. Wydostałam się na powierzchnię, a w moich żyłach pulsował gniew. Otrzepałam futro i pomyślałam gdzie indziej można spokojnie poleżeć.
Ruszyłam w stronę malutkich gór, gdyż pamiętałam, iż znajduje się tam malutki staw. Byłam u celu, chciałam się położyć, zapaść w sen, lecz nagle poczułam nieznajomy zapach. Pomyślałam sobie w duchu "Olej, zapomnij" i nadal kontynuowałam wysiłki odpoczynku. Zapach stawał się silniejszy, aż wreszcie zza tafli wody wyłoniła się jakaś wadera. Wytrzeszczyłam ślepia, byłam kompletnie zdezorientowana. Wilczyca zdawała się być wycieńczona oraz ledwo udawało się jej złapać oddech. "Kurczę, ona się topi!"- przeleciała mi przez łeb myśli. Weszłam do wody, podpłynęłam do niej i po chwili razem dyszałyśmy na brzegu.
-Kim jesteś?- zapytałam bez ogródek.
-Eee- widać było, że się wahała - Miru. A ty?
-Hikari- krótko, zwięźle i na temat - Co ty tam robiłaś?

< Miru? R.I.P Wena >

Od Miru C.D Deus'a


Spojrzałam kątem oka na wysokiego basiora o szmaragdowym futrze. Odnosił się do mnie w taki sposób, jakbym to ja byłz tutaj obca. No ale cóż, był tutaj pierwszy raz więc nie dziwię mu się, że nie wiedział o istnieniu Klanów. Właśnie, powinnam go chyba pogonić skoro wlazł na "mój teren". Jednak jakoś średnio mnie to obchodziło, nie wyprawiał jak na razie żadnych kłopotów więc mogłam znieść jego obecność.
 — A ty co taka nieobecna? – zapytał po chwili siadając obok mnie. Znowu jest za blisko…
Spojrzałam w taflę niespokojnej wody, z początku unikając rozmowy. Nie miałam jakoś dzisiaj na to wszystko nastroju. Zresztą ja od jakiegoś czasu już taka jestem, przestałam być wesoła i miła. Zrobiłam się ponura jak Hitachi. Ostatecznie jednak, czyli po kilku minutach spojrzałam na basiora. Unikanie go byłoby z mojej strony bardzo niegrzeczne.
 — Nie jestem nieobecna, po prostu nie mam z Tobą o czym rozmawiać. Nie znam Cię… wiesz, że jesteś na terenie watahy?
Zielonofutry jakby się zdziwił, czyli jednak nie wiedział? Albo był po prostu bardzo dobrym aktorem.
 — Po twojej minie wnioskuję, że o tym nie wiedziałeś. Tak, jesteś na terenie Klanu Ziemi. Jeśli więc masz wrogie zamiary, radziłabym Ci szybko stąd zmykać. – uśmiechnęłam się pod nosem
 — Czy ja wyglądam na kogoś niebezpiecznego? – zapytał lekko prychając
Przyjrzałam mu się. Nie wiem czy na takiego wyglądał, ale był z pewnością ode mnie silniejszy. A przynajmniej jeśli chodzi o umiejętności fizyczne. Z magicznymi niekoniecznie, chociaż kto wie jakie on tam moce sobie posiada.
 — Tak – odpowiedziałam jednak w formie żartu, ciekawe czy go załapie. – Wyglądasz jakbyś miał mnie zagryźć, tu i teraz.
 — Naprawdę? – obruszył się.
Zaśmiałam się cicho uderzając ogonem o malutki strumyczek. Woda ochlapała i mnie i jego.
 — Żartowałam, z pozoru wyglądasz dosyć przyjaźnie ale nie czytam Ci w myślach i nie wiem jakie masz zamiary – wstałam z trawy otrzepując się. – zapytam z ciekawości jak Cię zwą?
 — Deus, a Ciebie?
 — Miru… Deus zadam jeszcze jedno pytanie, należysz do jakiegoś stada? – kiedy basior pokręcił łbem brnęłam dalej – To dobrze, jeśli wejdziesz na nasze terytorium niezaproszony czeka Cię przymusowe dołączenie… jako Omega.
Kiedy zobaczyłam minę basiora, omało nie wybuchnęłam śmiechem. Jednak postarałam się o to, żeby nadal patrzeć mu w oczy z obojętnością. Przytaknęłam podchodząc do niego jeszcze bliżej tak, że ogarłam się bokiem o jego bok.
 — Znowu żartowałam – szepnęłam mu na ucho po czym nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.

(Deus? Brak weny XD)


od Sunny do Deus'a

- Nie jestem przyzwyczajona do gadania z kimś....o swoich życiwych sprawach-odparłam,nie chciałam być niemiła.Może i niekiedy przesadzał ale nie był wcale zły.
- Mi możesz powiedzieć -odparł zachecająco.
- Nie....lubię Cię, ale nie mam narazie zaufania do nikogo.....przepraszam - posmutniałam,właśnie ukazała się moja słaba strona.
- Rozumiem - odparł z uśmiechem.
Poczułam,że mogę mu zaufać....ale moim rodzicom też ufałam i co z tego wyszło?
Siedziałam przed wejściem do jaskini i spoglądałam na spadające krople deszczu.Byłam przygnębiona.
- Co tak siedzisz? - zapytał.
- A nic,myślę sobie - odparłam delikatnie unosząc kąciki ust.
Po paru godzinach,burza szalała nadal i nastał zmrok.Ja jak głupia,nadal siedziałam przy wejściu i patrzyłam,jak uderzają o ziemię błyskawice.Deus znowu podszedł do mnie.
- Idziesz spać? -zapytał.
- Niewiem.... - patrzyłam w mrok.
Ten popatrzył na mnie niewinnie i lekko się przysunął.
Deus ?

od Deus'a cd Sunny

Sunny chyba się trochę zdenerwowała. Może nawet tak bardzo trochę.
- Nie. - szepnąłem. Złapałem ją delikatnie zębami za kark przewracają na ziemię. - Na pierwszej randce od razu ze sztyletem? Oj nieładnie, nieładnie.- wytrąciłem jej z łapy sztylet, który poleciał kilka metrów dalej. Na niebie zebrały się ciemne chmury.
- Złaź. - powiedziała poirytowana. Grzecznie odszedłem i spojrzałem w niebo.
- Lepiej się schowajmy, bo zaraz będzie nieźle lać. - powiedziałem odwracając łeb w jej stronę. Wadera zaprowadziła nas do najbliższej jaskini. Była dość mała, ale bardzo przyjemna. Położyłem się w kącie bacznie obserwując Sunny. Samica usiadła tuż przy wejściu, patrzyła przed siebie.
- Co tam takiego ciekawego widzisz? - spytałem układając głowę wygodnie na łapach. Wadera szybko odwróciła głowę w moją stronę.
- Co mówiłeś? - powiedziała patrząc na mnie zaciekawiona. Wstałem i podszedłem do niej. Zaczęło już padać.
- Nie widać ani centymetra jasnego nieba, chyba długo popada. Być może będziemy musieli zostać tu na noc. - spojrzałem na nią wymownym wzrokiem.
- Chciałbyś! - krzyknęła i wstała, machnęła mi ogonem przed nosem i poszła w głąb jaskini. Spojrzałem na nią pogodnym wzrokiem.
- Nie jesteś głodna? - spytałem podchodząc.
- Nie bardzo. - położyłem się obok niej. Zaczęło się już ściemniać.
- Właściwie to z jakiego klanu jesteś, bo nie spytałem. - patrzyłem na krople deszczu obijające się o liście drzew.
- Ognia, na którego właśnie terenie jesteś. - bardzo delikatnie się uśmiechnęła.
- Masz tu jakiś przyjaciół? - spytałem zaciekawiony. - Bo ja w sumie u siebie nikogo nie znam. - Sunny spojrzała smętnie w dal. Szybko zauważyłem to, że posmutniała. Usiadłem.
- Eh... sama nie wiem. - odpowiedziała wzdychając.
- Oj o co chodzi? - trąciłem ją głową patrząc zaciekawiony w jej błękitne ślepia.

<Sunny?>

wtorek, 9 czerwca 2015

od Sunny cd Deus'a

Poczułam się nieswojo.Obcy basior leżał na mnie jak jakiś pedałek...
Użyłam całej swojej siły aby go zepchnąć...co prawda zleciał ze mnie, ale zanim zdążyłam wstać, znów widziałam jego pysk na moim ramieniu.
- Masz zamiar tak leżeć? - zapytałam zdenerwowana.
- A mam, nie wygodnie Ci? - zapytał rozbawiony wtulając się w moje futro.
- Wiesz co możesz się odwrócić, niewygodnie mi - odparłam z chytrym uśmieszkiem.
Basior popatrzył na mnie jakby czegoś oczekiwał. Kiedy był na jednym boku, ja odepchnęłam się od ziemi i szybko stanęłam na nogi.
- Koniec tego przytulania - odparłam z drwiącym uśmiechem.
- Nie podobało Ci się? - zapytał rozśmieszony.
- Haha, podobało mi się, nie powiem, ale sorki, jeszcze za wcześnie - odparłam pierwszy raz się śmiejąc.
Ten popatrzył na mnie pogodnymi oczami. Podszedł do mnie i był coraz bliżej aż podszedł za blisko. Wyciągnęłam łapę i delikatnie odsunęłam go kładąc łapę na jego torsie.
- Takie zabawy nie ze mną koleżko.
Ten nie dawał za wygraną. W końcu nie wytrzymałam i wyciągnęłam sztylet.
Podłożyłam mu go pod gardło.
- Koniec ? Nie rozumiesz ? - szepnęłam do jego ucha.
Deus ?

od Deus'a cd Sunny

W sumie to nie znam za dobrze tych terenów, nawet nie wiem gdzie zalazłem. Wadera szła ze dwa metry ode mnie.
- A co ty taka dzika? - spojrzałem w jej stronę. Błękitne ślepia samicy spojrzały na mnie dość obojętnym wzrokiem. Odwróciłem głowę. Szliśmy w ciszy dobre 20 minut. Sunny rozglądała się, zahaczając o mnie wzrokiem.
- Jeśli masz zamiar tak zaczynać każdą znajomość to życzę powodzenia. - stanąłem. Wadera spojrzała na mnie dość zdziwiona. Chyba oczekiwała spaceru spędzonego w tej irytującej ciszy. Stanęła naprzeciwko mnie wciąż nic nie mówiąc. Wiatr zawiał mocniej. Usiadłem i przekrzywiłem głowę w prawą stronę. - Haluu? - mruknąłem patrząc na Sunny.
- Z jakiego jesteś klanu? - spytała już trochę luźniej.
- Eee... ziemi? Ta, Klan Ziemi. - odpowiedziałem przyglądając się uważnie samicy. Mruknęła coś pod nosem i odwróciła głowę w drugą stronę.
- Ładna dzisiaj pogoda, co? - spojrzała z powrotem na mnie. Wstałem.
- O pogodzie chcesz teraz rozmawiać? Wiesz, jesteśmy tu sami... - podszedłem do niej. Nachyliłem się delikatnie i dotknąłem swoim nosem jej. Sunny odsunęła się i spojrzała na mnie zakłopotana. Popchnąłem ją tak, że upadła plecami na ziemię. Stanąłem nad nią. atrzyła tylko na mnie przerażona. Nachyliłem się do jej szyi.
- Zostaw mnie! - krzyknęła zamykając oczy. Westchnąłem i położyłem się na niej. Ułożyłem się wygodnie przygniatając ją całą c=swoim ciałem.
- Dobranoc. - mruknąłem i zamknąłem oczy.
- Jakie dobranoc?! Poza tym jest środek dnia! - krzyknęła poddenerwowana próbując mnie zrzucić. Na marne.

<Sunny?>

poniedziałek, 8 czerwca 2015

od Sunny do Deus'a

Biegłam przed siebie. Słońce strasznie grzało, sapałam. Nie mam znajomych, nie mam przyjaciół.
Nikt nie chciał nawiązać przyjaźni ze mną. Tak wiem, jestem szorstka i niemiła no ale taki mój charakter.
Upadłam na kamień, w takim słońcu nie da się biegać. Zamknęłam oczy....nagle obudził mnie szelest. Natychmiast wstałam i popatrzyłam w stronę odgłosów. Naprzeciwko mnie stał basior. Patrzył zdziwionymi oczami, jakby ducha zobaczył.
- Co? Nigdy wadery nie widziałeś? - zapytałam.
Ten delikatnie się zmieszał ale odpowiedział.
- Widziałem, i to nieraz.
Haha, jakby to było jakieś wytłumaczenie. Patrzyłam na niego obojętnym wzrokiem, jak to ja. Jednak ten nie zwracał na oczy uwagi.
- Nazywam się Deus a ty? - zapytał.
- Sunny - odparłam.
- Chcesz się przejść? - popatrzył na mnie.
- Mogę - stanęłam obok niego z odpowiednią odległością.

<Deus ?>

Od Deus`a

Wiatr wieje dzisiaj potwornie mocno, jak ja go nie cierpię. Idę powoli przed siebie, brzuch gra mi marsza powitalnego. Przydałoby się coś zjeść, już od pięciu dni nie miałem nic na języku. Idąc lasem zamyślony wszedłem w coś mokrego. Spojrzałem pod nogi, przepływał tędy strumyk. Nachyliłem się nad nim i zamoczyłem suchy język. Przyjemnie zimna woda powoli ochładza moje ciało. Mamy dzisiaj zimniejszy dzień, niż zwykle. Usiadłem obok wody przypatrując się nurtowi. Nie był zbyt szybki, ale też niezbyt wolny. Taki w sam raz na strumyk. Zamknąłem oczy i odpłynąłem we własnych myślach. Z 'transu' wyrwał mnie cichuteńki szmer. Nadstawiłem uszy, a z krzaków niepewnie wybiegł zajączek. No nie powiem, los mi dzisiaj wyjątkowo sprzyja. Wstałem i opuściłem nisko głowę i zacząłem iść w stronę zwierzaka. Szedłem jak najciszej, żeby tylko obiad nie uciekł mi koło nosa. Gdy byłem wystarczająco blisko skoczyłem łapiąc zająca. Zjadłem go dość szybko, po czym wróciłem na poprzednie miejsce. Oparłem się plecami o drzewo i ponownie zamknąłem oczy. Zasnąłem.
Uchyliłem powoli jedno oko, a potem drugie. Wyciągnąłem się i podszedłem do strumyka. Był wieczór. Nie ma już wiatru, jest teraz dosyć cicho. Słychać tylko szmer płynącej wody i śpiew ptaków ukrytych w koronach drzew. Niespodziewanie z krzaków wyszedł niski wilk z czerwonymi włosami. Zdziwił się na mój widok.
- A co taka ładna panienka robi tu sama o tej porze? - powiedziałem podchodząc do niej.
- Raczej ja powinnam spytać co ty tu robisz. - odpowiedziała patrząc na mnie tajemniczym wzrokiem.
- Siedzę, nie widać? - byłem już tak blisko, że spokojnie dotknąłbym jej czubkiem nosa.

< Miru? >

Nowy wilk w Klanie Ziemi!

ZuLei1010
Deus
Obrońca Alf

piątek, 5 czerwca 2015

Od Kayame CD Kanbana


Przyjrzałam się basiorowi podejrzliwie.
- Mówisz, że nie masz mocy? Ciekawe, jak tu się dostałeś
- Przepłynąłem
- Taaa, na pewno. Na pewno przepłynąłeś morze…
- Tratwą. Da się. Inaczej by mnie tu nie było– powiedział, patrząc mi prosto w oczy. Mimo tego widać było, że się nieco stresował
- Kłamiesz – warknęłam, przybierając pozycję bojową.
W sekundę później coś gwałtownie rzuciło mną do tyłu. Jakieś zaklęcie? Jedno jest pewne. To, że nie powinnam być wobec niego taka pobłażliwa.
I to, że nikt nie będzie mną poniewierać. I że w takich sytuacjach wstyd mam gdzieś.
Toteż natychmiast moje ciało ogarnął mrok.
I znów byłam gotowa do walki. Tym razem w gadziej postaci.
I co z tego, że moja magia bojowa była na poziomie zerowym. Dalej byłam smokiem z kłami, pazurami i tym wszystkim. I co z tego, że nie wyglądałam jakoś groźnie. Byłam dwa razy od niego większa. I miałam skrzydła.
Nie myśląc zbytnio przygwoździłam go do ziemi. Co on sobie myślał? Wszedł na teren obcego klanu i jeszcze myśli, że nic mu nie można zrobić? Gdyby nie jakaś powalona dyplomacja – już by dawno nie żył. A ja taplałabym się w jego krwi, czekając na moich smoczych braci, którzy z chęcią by ją wychłeptali i wyjedli świeże mięso. A potem użyli jego nędzne truchło do rytuałów, aby jego dusza nie zaznała spokoju po śmierci. Kochałam smoczy punkt myślenia, tą zwierzęcą brutalność, która była we mnie od początku mojego istnienia.
Poczułam przeszywający ból w prawej łapie. Zacisnęłam zęby, złapałam go drugą i trzasnęłam o ziemię. Ból wyparował. Stałam teraz nad nim. Był nieprzytomny, całkowicie zdany na moją łaskę. O bogowie, jak daleko się posunę w swoich czynach? Muszę uspokoić swoją żądzę. Mogę przecież doprowadzić do wojny. Złapałam go delikatnie w łapy i wzbiłam się w powietrze. Potrzebuję teraz uspokajającej aury mojego legowiska ukrytego w wysokich górach.

<Kanban? Z buta wjeżdżam!>

czwartek, 4 czerwca 2015

od Corse cd Sarana

Saran leniwym krokiem odchodził w kierunku drzw, jednak za nim zniknął za krzewami, zatrzymałam go, niepewna, dlaczego to robię.
- Stój - powiedziałam, a on wykonał polecenie, zerkając na mnie przez ramię ze złośliwym uśmieszkiem. - Kłamiesz - stwierdziłam, a on całkowicie się odwrócił.
- Dlaczego tak uważasz? - zmarszczył czoło spoglądając na niebo. - Naprawdę powinnaś wejść do jaskini. Może cię porazić piorun. To całkowicie prawdopodobne, skoro stoisz na tak... przeklętej ziemi - wydawało mi się, że w jego oczach zabłysły jakieś rozbawione ogniki. To dodało mi tylko pewności, iż nie mówi prawdy.
- Gdyby to była prawda, dlaczego miałabym mieć tutaj dom? Moja jaskinia jest przecież tylko kilka metrów od tego miejsca! - oburzyłam się. - Nawet jeśli... Nawet jeśli prawdą jest, że krążą takie pogłoski, uważam, że to tylko głupie bajki. Demony nie istnieją.
Przez jego twarz przemknął cień albo mi się to tylko wydawało. Zamrugałam, lecz wyglądał całkiem normalnie. Jego oczy nie wyrażały zbyt wiele emocji.
- Skoro tak uważasz - mruknął tylko. Już się nie uśmiechał, a w jego oczach zobaczyłam coś, co sama często widziałam, patrząc we własne odbicie. To było coś, co oznaczało, że widział i przeżył więcej, niż by chciał. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale w jednej chwili zrobiło mi się go żal.
- Przepraszam - odezwałam się cicho. - Nie zamierzałam cię w jakimś stopniu urazić... Ale w jednym masz rację - starałam się uśmiechnąć. - Zaraz kompletnie przemokniemy - wskazałam głową na moją jaskinię. - Może wejdziesz do środka? Co prawda, nie mam tak za bardzo urządzonych pomieszczeń, ale wydaje się być przytulna.

Saran?

od Sarana cd Corse

- Saran, gamma – przedstawiłem się.
Popatrzyła się na mnie ze zdziwieniem.
- To w Klanie Ziemi są gammy? Nikt mi o nich nie mówił…
- Jestem z Klanu Wody. Tu – jak sama stwierdziłaś – nie ma gamm.
- A co tu robisz? Jak tu trafiłeś?
- Chodzę. Nie jesteśmy w stanie wojny, więc mogę tu być. A wodę przepłynąłem, z moim żywiołem nie trwa to zbyt długo.
Dalej łypała na mnie spod oka. Chyba nie wiedziała, czy mi zaufać. Ta ostrożność właśnie jest dobra, nie można ufać każdemu. Nie wyglądała na młodą, głupiutką waderkę. Raczej na kogoś, kto wiele widział i wiele przeżył.
- Dobra, nie musisz mi jakoś szczególnie ufać. Ale zaraz będzie lało i wypadałoby się gdzieś schronić
- Skąd wiesz?
- Bo chmury na to wskazują – jak na potwierdzenie moich słów na ziemię spadło parę kropel
- Ale z cukru nie jestem, mogę tu zostać
- Twoja sprawa. Tyle, że to będzie prawdziwa ulewa, oberwanie chmury, nie byle co. I prawdopodobnie do tego będzie burza
- Nie boję się burzy – spojrzała na mnie wyniośle
- Nie musisz się bać. Ale na twoim miejscu poszukałbym schronienia. Chyba, że chcesz się poważnie zaziębić i przemoczyć
- Nie jesteś moją niańką
- Nie jestem. Tylko ci dobrze radzę. A teraz żegnam. Powodzenia w szukaniu legowiska, jeśli zmienisz zdanie. Nie wydaję mi się, żebyś zbyt dobrze znała te tereny.
- CO?
- Stoisz w miejscu uważanym za przeklęte. Wieki temu siadł tu wielki i potężny demon. Krążą pogłoski, że ta ziemia wchłonęła część jego mocy i bycie tu przynosi nieszczęście – powiedziałem, odchodząc w stronę najbliższego legowiska
- Stój – usłyszałem
<Corse?>

od Corse

Niewiele pamiętam z tamtego dnia. Miewam jednak czasami przebłyski przeszłości, której tak naprawdę nie powinnam znać. Może to dar od Boga. Wiedzieć coś, czego nie powinno się wiedzieć. Bo wtedy nawet przecież jeszcze się nie urodziłam.
Ale pamiętam twarz swojej matki. Być może widziałam ją przez parę sekund, lecz wolę wierzyć, że to tylko jawa. Ponieważ była zbyt piękna, miała zbyt dobrą twarz. Nie mogła być tą waderą, która zostawiła mnie w nocy, w środku lasu.
Miewam czasami sny o tym, jak ta wadera spotyka mojego ojca, basiora również idealnego. Razem są szczęśliwi, kochają się. Są również prawi i sprawiedliwi. Dlatego też ta para zostaje w końcu odznaczona jako Bety swojej watahy. A potem wspaniała wadera zachodzi w ciążę i rodzę się ja.
Ale ona wcale mnie nie chce.
Płacze, mówi swojemu mężowi, że to musi być pomyłka. Sądzi, że jestem nieidealna, jak oni. Może oni chcieli syna? Tak to pewnie to. Wpadłam na ten pomysł już za pierwszym razem, gdy przyśnił mi się ten sen.
I potem zdarza się nieuchronne. Zostawia mnie samą w lesie. Widzę nas sobą księżyc i gwiazdy. I korony drzew, które wyglądają przerażająco w mroku. Czuję, że wszystko chce mnie zabić.
A potem zawsze się budziłam. Tak było i tym razem.

Otworzyłam szeroko oczy, starając się skupić na czymś wzrok, ponieważ jeszcze nie otrząsnęłam się całkowicie z mojego snu. A ten sen, jak zawsze, był wizją mojej przeszłości, której tak nienawidzę. A owa wizja boli tak, że nie mogłam oddychać.
Wciągnęłam kilka razy powietrze i wstałam. Przez chwilę nie rozumiałam, gdzie jestem, lecz w końcu przypomniałam sobie wszystko z poprzedniego dnia.
Trafiłam na tereny Wilczych Klanów. Nigdy wcześniej o nich nie słyszałam, ja jednak wydają się tak wielkie, jakby stanowiły nową planetę. Pomyślałam, że mogłabym tu spróbować jeszcze raz. Mogłabym nawiązać nowe znajomości. Lecz już nigdy nie będę tą samą waderą. Nie po tym, co zrobił mi Ajaccio.
Gdy tylko o nim pomyślałam, mocno zacisnęłąm kły. Podły z niego był wilk. Podlejszy chyba, niż moi rodzice, którzy zostawili mnie sama w lesie. Dlaczego wtedy po prostu nie rzuciłam się na niego i nie wbiłam mu zębów w krtań? - pomyślałam, marszcząc czoło. Od tego wydarzenia minął już rok, choć w wilczych latach mógł być liczony jako parę lat. Ajaccio był teraz dla mnie tylko odległym wspomnieniem. Wtedy nie zabiłam go, ponieważ jeszcze go kochałam. Teraz nie czułam już do niego nic poza nienawiścią i żalem, za to, że złamał mi serce.
Wyszłam z jaskini, która została mi wczoraj wieczorem przydzielona. Nie miałam zbytnio czasu, by ją pozwiedzać, ponieważ byłam tak zmęczona, że od razu padłam na podłogę i zasnęłam. A ona była piękna. Z zewnątrz porośnięta zielonym bluszczem, a wewnątrz panował niepowtarzalny klimat, którego nie potrafiłam opisać zwykłymi słowami. Mieściła się z brzegu lasu, tuż obok wielkiego klifu, z którego jeśli bym spadła, na pewno bym tego nie przeżyła.
Podeszłam do krawędzi klifu i spojrzałam w dół. Alfa wytłumaczyła mi wczoraj dokładnie, czym są Wilcze Klany i na co się dzielą oraz, gdzie są granice owych klanów. Wiedziałam, ze tam, na dole, mieszczą się tereny Klanu Powietrza. Stwierdziłam to po kilku wilkach unoszących się w powietrzu, choć nie wszyscy mieli skrzydła.
Ja wybrałam Klan Ziemi, ponieważ taki był mój żywioł. Co prawda, mogłam również dołączyc do Klanów Everything lub Mysterious Thoughts, lecz już nauczyłam się, że w mieszanych watahach nie spotka mnie nic dobrego. Chciałam być między swoimi. Między wilkami o żywiole ziemi. Ale równocześnie wątpiłam, że udałoby mi się nawiązać kontakt z kimkolwiek. Po tym wszystkim, co mnie spotkało, nie byłam najbardziej towarzyską osobą na świecie.
Nagle krzaki za mną zaszeleściły, a ja odwróciłam się gwałtownie, starając się zachować równowagę, ponieważ dosłownie balansowałam na krawędzi.
- To nie najlepszy pomysł, żeby skakać - odezwał się wilk. - Mogłabyś, no wiesz... Zabić się.
- Nie zamierzałam skakać - mimowolnie prychnęłam i odsunęłam się od krawędzi. - Podziwiałam widoki.
- Ach, tak? - wilk sceptycznie uniósł brwi. - Jesteś nowa, prawda? Jak ci na imię?
Przez chwilę zastanawiałam się, czy warto ufać temu wilkowi. Pojawił się tu z nikąd, zapytał się mnie o imię, a ja przecież nie wiedziałam nic o nim. Jednak postanowiłam odpuścić sobie moje rozważania, że mógł być jakimś masowym mordercą lub oszustem, jak Ajaccio. Nie każdy jest jak on, powiedziałam sobie w myślach.
- Corse - rzuciłam krótko w jego stronę, unosząc dumnie głowę. - A ty?

Jakiś radośny ktoś odpisze? ^^

środa, 3 czerwca 2015

Nowy wilk w Klanie Ziemi!

DolphyDolphiana
Corse
Zwykły Członek
Szpieg

środa, 29 kwietnia 2015

Jesień!

Z drzew powoli zaczynają opadać liście, temperatura powoli spada a dnie stają się coraz krótsze. Deszcz pada niemal nieustannie, raz na czas sobie odpuszczając.
Dodatkowo wilki postarzają się teraz o rok [proszę Alf o nie postarzanie wilków ze swoich Klanów, zajmę się tym sama]



~Reita.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Od Marona cd historii Kilan, Jane

Ocknąłem się leżąc na boku w jaskini. Pierwsze, co do mnie dotarło, to mój zwariowany sen. Kilan, tunele, wisior… Ciekawe, czy rzeczywiście w Klanie Ziemi jest wadera o takim imieniu. Już miałem się podnieść, kiedy nade mną pochyliła się moja wilczyca ze snu.
-Maron, nic ci nie jest?- spytała się speszona, jej nos był kilka centymetrów od mojego.
-Mam tylko mentlik w głowie…- a więc jednak to działo się naprawdę –Dziękuję ci, że mnie stamtąd wyciągnęłaś i przywlokłaś tutaj.
Na jej pyszczku widniało kilka świeżych zadrapań. Pewnie musiała się nieźle namęczyć, żeby mnie tu przytargać. Miałem ochotę ją przytulić, ale słowne podziękowania muszą starczyć.
-Nie ma sprawy- bąknęła i spuściła wzrok – Co tak naprawdę się tam stało? Co stało się z tobą?
-Ja… Nie jestem pewien- bałem się prawdy –Chyba miałem jakieś omamy.
-Medalion nie jest przewidzeniem. Mogę go obejrzeć?
-Śmiało- zgodziłem się, choć coś mi mówiło, że to nie jest dobry pomysł.
Pochyliłem pysk, i jeszcze raz uważnie się przyjrzałem mojej nowej ozdobie. Na cienkim czarnym łańcuszku zawieszony był owalny kamień, gładko oszlifowany. Teraz niemalże czarny, gdzie niegdzie błyskał czerwienią. Kilan usiadła naprzeciwko mnie i uważnie się mu przypatrywała. Po chwili podniosła łapę i dotknęła klejnotu.
-Ała!- krzyknęła i cofnęła łapę –Parzy!
Wisior jakby obudził się ze snu. Poczułem jak łańcuszek ściślej oplata mi szyje, a kamień cały rozjarzył się szkarłatem.
„Witaj Maronie”- usłyszałem głos w swojej głowie. Głos medalionu. Głos Eri.
Kilan dostrzegła, że coś jest ze mną nie tak. Otworzyła pyszczek, aby coś powiedzieć, lecz ja nietaktownie weszłam jej w słowo.
-Dziękuję za mile spędzony czas, i za to co dla mnie zrobiłaś. Jestem świadom, że nie każdy by się na to zdobył. Nie zapomnę o tobie i mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
Kilan lekko się zarumieniła.
-Idź prosto na zachód. Trafisz na kilka ścieżek, prowadzących do Klanu Ognia- odwróciła wzrok.
Przyglądałem się jej przez kilka chwil, chcąc jak najlepiej ja zapamiętać. Przytaknąłem i ruszyłem w drogę do domu.
~
-Kogo my tu mamy…- usłyszałem jadowity głos Solitaire –Za gorąco ci ptaszku w naszym gnieździe, że wyfrunąłeś do obcej watahy?
Spiorunowałem ją tylko spojrzeniem. Musiałem wszystko dokładnie przemyśleć, zastanowić się, co dalej. Nie miałem czasu na użeranie się z nią. Jej rana się zagoiła, żal został, nienawiść wzrosła.
-Nie będę się przed tobą spowiadał- starałem się zachować swoje uczucia w ryzach- Wiesz, kto się tu zna na leczeniu?
-Wreszcie się połapałeś, że masz w mózgownicy nasrane? Muszę cię rozczarować, ale na terapię już za późno- uśmiechnęła się wrednie –Tak czy inaczej, w naszym klanie nie ma obecnie ani lekarza, ani znachora.
Kiwnąłem sztywno głową, nie trudząc się nawet na ripostę. Chciałem już odejść, gdy…
-Maronie, nie pochwaliłeś się swoją nową biżuterią- nie odrywała swoich błękitnych oczu od klejnotu –Cóż za manifestacja męskości!
Stłumiłem warknięcie, rodzące się w moim gardle.
„Oj tak, TAK!”- Eri przemawiała mi w głowie z lubością –„Złość, nienawiść, mmm… Czyli to, co lubię najbardziej.”
Tym razem oprócz głosu, wyraźnego, choć nadal cichego, poczułem emocje. I wcale mi się one nie spodobały.
-Co jest? Zabrakło języka w gębie? A zawsze taki najmądrzejszy…- droczyła się ze mną Soli.
-Wiesz gdzie jest alfa?- zapytałem tylko, siląc się na uprzejmy ton.
-Jeśli liczysz, że cię czegoś nauczy, to się mylisz. Głupim się trzeba urodzić.
Tym razem nie zdołałem powstrzymać warknięcia. Był niczym odległy grzmot. Uderzyłem waderę w szczękę, przewracając ją na plecy, po czym uniemożliwiłem jej wstanie, przygniatając ją swoim ciężarem.
-Gdzie. Jest. Alfa.- wycedziłem przez zaciśnięte szczęki, opierając się pokusie rozszarpania jej tchawicy, poczucia smaku jej krwi, widoku jej wijącej się w agonii… Siarczysty policzek przywrócił mnie do rzeczywistości.
-Odbiło Ci?!- Solitaire zrzuciła mnie z siebie- Dark jest w swojej jaskini, jak już u niego będziesz, to przekaż mu kilka słów ode mnie!
Odwróciłem się, ścigany przez najdziwniejszą wiązankę przekleństw, jaką w życiu słyszałem.
~
Zanim wszedłem do Darness’a, przysiadłem na skraju łąki, aby wszystko sobie poukładać w głowie. Jestem chory. I to poważnie. Może ten medalion jest zatruty? Wszystko się zaczęło, kiedy go zdobyłem.
-Nie kochanieńki, wszystko zaczęło się duuużo wcześnie- Eri szeptała mi w myślach.
Nie. Nie Eri. Głos. Głos który stworzył mój własny, chory umysł.
-To jak wyjaśnisz to, że odezwałam się do Ciebie już na plaży?
Słuszna uwaga. Cholernie przebiegły mój ten mózg. Może tylko mi się zdawało, że to działo się na plaży? Może wirus który trawi mój umysł zmienia mi wspomnienia? Usłyszałem prychnięcie w mojej głowie. Poczułem jej zniecierpliwienie.
-Dlaczego sam mnie nie spytasz, kim jestem?
Zignorowałem pytanie. Nie. Nie będę rozmawiał sam ze sobą. Muszę zapytać Darka o jakiś dobrych lekarzy. Oni to wyjaśnią. Na pewno się to da wyjaśnić. Wyjaśnić i wyleczyć.
~
Dark uważnie mnie wysłuchał, choć nie zdradziłem mu wiele. Póki nie dowiem się, co mi do lega, nie będę niczego rozgłaszał. Posłał mnie do Yuwy. Znała się na ziołolecznictwie, lecz to chyba nie wystarczy. Wspomniał, że w Klanie Ziemi jest zarówno lekarka jak i szamanka.
Pogoda wyraźnie się popsuła. Z nieba lały się strumienie deszczu i nawet korony drzew nie stanowiły przed nimi ochrony. Po chwili byłem cały mokry. Moje futro lekko parowało. Szedłem w zamyśleniu, próbując zagłuszyć, opanować głos w mojej głowie. Z transu wyrwała mnie Jane. Była… osobliwa, pod względem wyglądu. Czerwone futro w czarne pręgi i smocze skrzydła oraz złote oczy najbardziej przykuwały uwagę.
Spytała mnie, o co mi chodzi. Nie zwróciła uwagi na medalion połyskujący na mojej piersi. Powiedzieć jej? Raczej nie. Może by tak delikatne kłamstwo? Albo po prostu krótkie warknięcie. Z Solitaire zaskoczenie mi pomogło, może z nią też? Pewnie dałbym radę ją uśmiercić jednym sprawnym ruchem…
-Maron? Co z tobą?- wadera wyrwała mnie z zamyślenia.
-Sądzę, że powinnaś już iść- odparłem przerażony tym, co chciałem jej zrobić. Tym, co czułem.
-No co ty, dotrzymam ci towarzystwa- odparła niby beztrosko, ale czułem, że się trochę niepokoi –To dokąd tak zmierzasz?
-Do Klanu Ziemi- odparłem krótko. Nie chciałem być niemiły dla Jane, ale miałem nadzieję, że jeśli potraktuję ją szorstko, to odejdzie. Pod cienką taflą spokoju i normalności czułem kotłowaninę złych emocji, które do tej pory czułem raz, patrząc na ojca.
-Aha. A po co?- drążyła temat.
W mojej chorej głowie znów obudziły się mroczny szept.
-Do znachora.
-Słuchaj, nadal zamierzasz tak mówić pół słówkami?- zapytała spokojnie.
-Tak.
Westchnęła i zamilkła, ale nadal szła ze mną krok w krok.
<Jane?>

sobota, 18 kwietnia 2015

Od Terry CD Twilight'a

- Ja Ciebie też, ty mój księciu - zachichotałam.
Objeli się jeszcze mocniej, ale tak by nie uszkodzić szczeniąt.
- Już jutro poród, już nie mogę się doczekać ! - zaśmiałam się.
- Ja także, to będzie cudowne - uśmiechnął się.
- Zrobić Ci herbatę ? - zapytałam wstając.
- Nie, ja zrobię - pocałował mnie i poszedł.
Ja położyłam się i czekałam default smiley xd
Twil ? Nie wiem

sobota, 11 kwietnia 2015

Nowy wilk w Klanie Ziemi!

Kayama 
Zwykły Członek 
Lekarka

piątek, 10 kwietnia 2015

Od Miru CD Nightfury

  Ciężko oddychając cała drżałam i posapywałam. Mój oddech był jak jedno wielkie charczenie, w pysku czułam smak krwi, do tego z każdą sekundą robiło mi się coraz słabiej i coraz trudniej było mi oddychać. Kątem oka spojrzałam na waderę z długimi skrzydłami i ciemnym futrem. Nie znałam jej, czemu mnie uratowała? Nie była zobowiązana do tego, skoro nie należy do innego Klanu. A jednak jej za to dziękuję, chociaż w prawdzie nadal mogę umrzeć. Muszę jak najszybciej wrócić do siebie... Des... ona mi pomoże, muszę iść do samicy Alfa. Wykorzystałam całą resztę swoich i tak marnych sił, żeby się dźwignąć jednak kiedy prawie już stałam na wyprostowanych łapach, straciłam równowagę i walnęłam pyskiem o ziemię. Zawyłam z bólu, ból był tak niewyobrażalnie wielki... czułam jakby mi ktoś rozrywał czaszkę i wbijał sztylet w sam środek mózgu.
- Błagam... - wyszeptałam tak cicho, że ledwo sama siebie usłyszałam, wadera nachyliła się w moją stronę i zmarszczyła nos, dając mi do zrozumienia, że mam powtórzyć - proszę... uratuj mnie - wychlipałam zaciskając swoje łapy na jej łapię, z początku był to silny uścisk, tak że skrzydlata wilczyca aż się skrzywiła, jednak w końcu zelżał i moje łapy opadły na błoto, ciemność ogarnęła całe pole widzenia.
  Musiałam kilka razy zamrugać oczyma, żeby obraz zrobił się bardziej wyraźny. Łeb nadal mnie bolał, jednak ból w klatce piersiowej definitywnie był teraz mniejszy. Poznawałam to miejsce, szpitalna jaskinia w moim Klanie? Czyli jednak wadera mi pomogła, rozejrzałam się niespokojnie a kiedy ją zobaczyłam, uśmiechnęłam się szeroko. Co prawda nie widziała mnie, ponieważ najzwyczajniej w świecie gapiła się w ścianę, chyba nie za bardzo chciało jej się tutaj siedzieć. Jednak musiała, w końcu przekroczyła granicę. Będzie dobrze, jak opuści to terytorium bez żadnej dyskusji. Może mój brat będzie dzisiaj łaskawy i nic nie zrobi tej waderze, w końcu mnie uratowała.
- Hej - szepnęłam a ona nagle spojrzała w moim kierunku - Dziękuję
- Jasne... Podobno już nic Ci nie będzie
- Musiałam wyglądać okropnie, jak jakiś szaszłyk Skond Miru wie co to szaszłyk? Nie pytajcie Reity. - zaśmiałam się
- No może tak troszkę - wilczyca wzruszyła ramionami
- Jestem Miru - wyciągnęłam w jej stronę drżącą łapę - A ty?

(Nightfury?)