Nie mogę jej powiedzieć jak było naprawdę, ona by tego zrozumiała. Jest za mała, poza tym nawet jeśli, to nie chcę, żeby ona o tym wiedziała.
-Po prostu od momentu kiedy się urodziłem, on ze mną był. Nawet jeśli o tym nie wiedziałem, on dawał mi siłę. Dlatego nie można go lekceważyć, nie potrafię nad nim zapanować...
-Dziwne, dajesz się mu wykorzystywać jak małe dziecko? - przekrzywiła łeb
-Nie - zaśmiałem się - To on raczej jest takim małym dzieckiem, pomimo tego, że jest dorosły... nie potrafi zrozumieć tego świata, powiedzmy... że nie jest przyzwyczajony do tego miejsca, urodził się gdzie indziej. Dlatego nie obwiniaj go o wszystko, on ma taką naturę i tyle, nie zmienisz go.
Shinda przytaknęła a ja pogłaskałem ją po łbie. Zastanowiłem się chwilę, co by tu porobić. Skoro jestem niańką, to wypadałoby już się nią zająć. Może po prostu jakiś spacer? Nie pytając nawet się wadery, ruszyłem w stronę Świątyni. Tam opowiedziałem jej o obrzędach i uroczystościach obchodzonych w naszym Klanie. Opowiedziałem jej również historię tego Klanu, co trwało bardzo długo jednak ona okazała się bardzo dobrym słuchaczem. Skoro ona tutaj już należy, powinna znać losy tego miejsca. Bardzo ją to wszystko ciekawiło i sama dopytywała się głębszych szczegółów, miała chyba także dosyć dobrą pamięć do zapamiętywania. Cieszyło mnie to, ponieważ lubiłem mieć do czynienia z mądrymi i wyrozumiałymi wilkami.
-Chyba nadeszła już pora kolacji... obiad niestety przegapiliśmy - westchnąłem - masz jakieś pomysły, co chcesz zjeść?
-Zabierz mnie do spiżarni, sama sobie wybiorę!
-A nie wolisz pójść na polowanie i się pouczyć tego trochę?
-Jestem za bardzo na to zmęczona - udała omdlenie
Westchnąłem i ruszyłem do wyjścia, ona od razu pomknęła za mną ze śmiechem. Kiedy tylko dotarliśmy do spiżarni ona się wszystkiemu przyglądała.
-A to? Co to jest?
-Krab - skrzywiłem się
(Shinda?)
sobota, 17 stycznia 2015
Od Akumy CD Firefox
Spojrzałem na swój opatrunek, w sumie mógłbym to uleczyć znakiem, ale zauważyliby, że jest coś ze mną nie tak. Nie chciałem, żeby każdy wiedział o mojej nietypowej naturze. Spojrzałem na Nathaniel`a i skinąłem do niego łbem, w formie podziękowania. Ten uśmiechnął się, a ja to zignorowałem. Spojrzałem na Firefox. Ona również spoglądała na mnie, czegoś ode mnie chciała?
-Nie będzie Ci tak ciężko łazić po całym Klanie? A właściwie, to skakać?
-Mogę lewitować - zademonstrowałem jej - W ten sposób dotrę wszędzie, bez zbędnego kicania - westchnąłem - Za tą łapę, to Cię kiedyś zabiję... naprawdę
-Czekam - zaśmiała się
Przewróciłem oczyma, jednak lekki cień uśmiechu zagościł na moim pyszczku. Spojrzałem na nią kontem oka, dziwne, normalnie to bym już kogoś takiego rozszarpał. A nie miałem jakiejś specjalnej ochoty robić tego jej. Naprawdę denerwował mnie ten fakt, nie może być, że mięknę... to by było straszne.
-Możesz mi w ogóle powiedzieć, co Ci przyszło do łba, z dawaniem mnie na drzewo? - prychnęła
-To samo, co Tobie skakanie na mnie z tego drzewa. Mogłaś mnie nawet zabić, dobrze, że zamiast karku skręciłem sobie łapę - westchnąłem - Zawsze się tak rzucasz na nowo poznanych?
(Firefox?)
-Nie będzie Ci tak ciężko łazić po całym Klanie? A właściwie, to skakać?
-Mogę lewitować - zademonstrowałem jej - W ten sposób dotrę wszędzie, bez zbędnego kicania - westchnąłem - Za tą łapę, to Cię kiedyś zabiję... naprawdę
-Czekam - zaśmiała się
Przewróciłem oczyma, jednak lekki cień uśmiechu zagościł na moim pyszczku. Spojrzałem na nią kontem oka, dziwne, normalnie to bym już kogoś takiego rozszarpał. A nie miałem jakiejś specjalnej ochoty robić tego jej. Naprawdę denerwował mnie ten fakt, nie może być, że mięknę... to by było straszne.
-Możesz mi w ogóle powiedzieć, co Ci przyszło do łba, z dawaniem mnie na drzewo? - prychnęła
-To samo, co Tobie skakanie na mnie z tego drzewa. Mogłaś mnie nawet zabić, dobrze, że zamiast karku skręciłem sobie łapę - westchnąłem - Zawsze się tak rzucasz na nowo poznanych?
(Firefox?)
Od Yuwy
Ruszyłam przez zamrożoną polanę. Dotknęłam rozgrzaną łapą białego puchu. Zaczął parować, topić się i zamieniać w lód. Odskoczyłam uradowana. Rozgrzałam wszystkie cztery łapy i zaczęłam skakać sobie zostawiać ślady. Wyglądałam przy tym jak sarna. W pewnym momencie przewaliłam się na śniegu i zaczęłam robić anioły. Wstałam i posypałam po sobie jeszcze trochę śniegu, żeby wyglądać jeszcze zabawniej. Ruszyłam dumnie w stronę Klanu Powietrza. Strażnicy, którzy pilnowali granic nawet nie próbowali mnie powstrzymać. Patrzeli tylko zdziwieni jak truchtam w stronę Gór Wiatru. Nagle naprzeciw wyszedł mi wilk.
- Co ty tu robisz? - spytał
- Idę do Gór Wiatru, a później na Latające Skały.
- Hm... Dość ciekawy kamuflaż - zauważył z uśmiechem
- Dobra to wydasz mnie czy idziesz ze mną? - spytałam wilka patrząc prosto w jego niebiesko - brązowe oczy.
<Octavio?>
- Co ty tu robisz? - spytał
- Idę do Gór Wiatru, a później na Latające Skały.
- Hm... Dość ciekawy kamuflaż - zauważył z uśmiechem
- Dobra to wydasz mnie czy idziesz ze mną? - spytałam wilka patrząc prosto w jego niebiesko - brązowe oczy.
<Octavio?>
Od Mozilli CD Ronina
-Jeśli możesz-uśmiechnęłam się.
Ronin wydawał sie byc teraz dla mnie trochę milszy a wcześniej był taki oschły.
Odprowadził mnie na plaże. Był piękny zachód słońca. Wpatrywałam się chwile w basiora.
-Dzięki Ronin. Stąd trafie do klanu wody-powiedziałam przyjaźnie a Ronin odszedł. Zaczęłam wpatrywać się w wode i wskoczyłam do niej i już po kilku minutach byłam w klanie. Otrzepałam sierść z wody i pobiegłam do jaskini. Zrobiło się ciemno. Położyłam się na kanapie i poszłam spać.
----------Następnego dnia--------
Obudziłam się około godziny 8.00.Wyszłam na polowanie. Upolowałam dużego jelenia i zjadłam ze smakiem.
"Co by teraz porobić"-pomyślałam, przechadzając się.
"Już wiem! Pójde do klanu Ziemii"-i pobiegłam.
Przepłynęłam przez morze i wyszłam na brzeg. Na plaży u memu zdzwieniu leżał Ronin!?
Ronin?ten cholerny brak weny!
Ronin wydawał sie byc teraz dla mnie trochę milszy a wcześniej był taki oschły.
Odprowadził mnie na plaże. Był piękny zachód słońca. Wpatrywałam się chwile w basiora.
-Dzięki Ronin. Stąd trafie do klanu wody-powiedziałam przyjaźnie a Ronin odszedł. Zaczęłam wpatrywać się w wode i wskoczyłam do niej i już po kilku minutach byłam w klanie. Otrzepałam sierść z wody i pobiegłam do jaskini. Zrobiło się ciemno. Położyłam się na kanapie i poszłam spać.
----------Następnego dnia--------
Obudziłam się około godziny 8.00.Wyszłam na polowanie. Upolowałam dużego jelenia i zjadłam ze smakiem.
"Co by teraz porobić"-pomyślałam, przechadzając się.
"Już wiem! Pójde do klanu Ziemii"-i pobiegłam.
Przepłynęłam przez morze i wyszłam na brzeg. Na plaży u memu zdzwieniu leżał Ronin!?
Ronin?ten cholerny brak weny!
Od Livrey CD Hitachiego
To jego ziewanie, nie wiem czy udawane czy prawdziwe, zaraziło mnie i sama po chwili ziewnęłam przeciągając się.
- Mam wymyślić coś ciekawego? - spytałam - Na pewno to ja mam coś wymyślić? - Hitachi kiwnął łbem, czekając na moje propozycje
Niech pomyślę, hmm. Łapą zaczęłam zataczać kręgi w śniegu, rozglądając się przy tym wokół. Co by tu zrobić ... no co.
- Ziemia do Liv - wykrzyknął mi do ucha, na co ja przywaliłam mu łbem w jego łepetynę a ten wywalił się na śnieg
- Gdy myślę nie wydzieraj się - prychnęłam po czym biorąc śnieg do łapy wpakowałam go Hitachiemu do buzi, gdy miał ją otwartą jeszcze żeby na mnie krzyknąć
Jednak i ja musiałam dostać śniegiem, bo na mnie napluł.
- To twoje "coś ciekawego"?! - wypluł resztki śniegu i położył się na śniegu
- Nie - westchnęłam - Chodź to może coś wymyślę - pacnęłam go w głowę
Ten niechętnie podniósł się ze śniegu i zaczął wolno iść za mną. Śnieg jest wszędzie, wszędzie! Dość miałam tego śniegu, niech już będzie wiosna. Skocznie szłam przed siebie, natomiast mój przyjaciel wlókł się po śniegu jak jakiś starzec. No był starcem, kiedyś go tak przecież nazwałam hihi. Zjechałam z górki tuż na brzeg jeziora, który był pokryty lodem. Postawiłam łapy powoli na lodzie i już miałam zacząć jeździć, gdy zostałam złapana za ogon. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam jak Hitachi trzyma mnie zębami za mój biedny ogon. Upadłam plackiem na lód i zostałam wyciągnięta na stały ląd.
- Pamiętasz? Lód się zarwał, a ty wylądowałaś pod wodą - skarcił mnie, a ja zaczęłam głaskać swój obolały ogon
- Tak - prychnęłam i wstałam - Ty teraz coś proponuj - westchnęłam
(Hitachi?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)