Spojrzałem na swój opatrunek, w sumie mógłbym to uleczyć znakiem, ale zauważyliby, że jest coś ze mną nie tak. Nie chciałem, żeby każdy wiedział o mojej nietypowej naturze. Spojrzałem na Nathaniel`a i skinąłem do niego łbem, w formie podziękowania. Ten uśmiechnął się, a ja to zignorowałem. Spojrzałem na Firefox. Ona również spoglądała na mnie, czegoś ode mnie chciała?
-Nie będzie Ci tak ciężko łazić po całym Klanie? A właściwie, to skakać?
-Mogę lewitować - zademonstrowałem jej - W ten sposób dotrę wszędzie, bez zbędnego kicania - westchnąłem - Za tą łapę, to Cię kiedyś zabiję... naprawdę
-Czekam - zaśmiała się
Przewróciłem oczyma, jednak lekki cień uśmiechu zagościł na moim pyszczku. Spojrzałem na nią kontem oka, dziwne, normalnie to bym już kogoś takiego rozszarpał. A nie miałem jakiejś specjalnej ochoty robić tego jej. Naprawdę denerwował mnie ten fakt, nie może być, że mięknę... to by było straszne.
-Możesz mi w ogóle powiedzieć, co Ci przyszło do łba, z dawaniem mnie na drzewo? - prychnęła
-To samo, co Tobie skakanie na mnie z tego drzewa. Mogłaś mnie nawet zabić, dobrze, że zamiast karku skręciłem sobie łapę - westchnąłem - Zawsze się tak rzucasz na nowo poznanych?
(Firefox?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz