niedziela, 5 czerwca 2016

Od Ares'a

- Pieski, idziemy na polowanie. - usłyszałem chytry głos naszego właściciela, który uśmiechał się od ucha do ucha i obrzucał nas morderczym spojrzeniem. Wraz z Owczarkiem Anatolijskim poderwaliśmy się w trawy, wskakując na przyczepę naszego pojazdu. Spojrzałem z uśmiechem na - naszego pana - Eryka. Przywiózł nas do lasu. Wyczuliśmy natychmiast zapach jakiś psów; było ich aż 8.
- U, będzie pyszna kolacja! - zachichotał Anatolian, spoglądając na mnie głupawym spojrzeniem. Pognaliśmy w stronę zapachów psów. Zauważyliśmy dorodnego psa Collie, który szedł wraz z Golden Retriever'em, a przed nimi biegło 6 maluchów. Słodko. Przytaknęliśmy łbami wraz z Rambem, Rzucając się na Collie'go. Ja zająłem się matką szczeniaków. Niestety, uciekła. Pobiegliśmy w głąb lasu, czekając na przyjście pozostałych. Są! Rzuciłem się na szczeniaki, a mój towarzysz na Goldenkę. Po chwili wszyscy byli martwi. Zaśmialiśmy się, a wtedy Anatolian popchnął mnie w celu zabawy. Niestety, nie zatrzymałem się. Mimo próby, zjeżdżałem nadal w dół. Wbiłem pazury w ziemię. Zamknąłem ślepia. Warknąłem.
- Pomocy! - krzyknąłem przez zaciśnięte kły. Wtedy przestałem zjeżdżać, trafiając prosto pod łapy złotego psa. Ten objął mnie dziwnawym spojrzeniem, pomagając mi wstać. Znałem go.... a przynajmniej tak mi się wydawało. Mina psa mówiła sama za siebie. Znałem go.
- Ares? - usłyszałem z jego pyska. Podniosłem pytająco brew, przytakując łbem. Kiwnąłem łbem na znak, aby szedł za mną. Wtedy ujrzał dramat; całą rodzinę, którą zabiliśmy. Udawałem że widzę to pierwszy raz na oczy. - Kian... Elizabeth.... Yato... Alex.... Megami.... Lara... Nie... - w jego ślepiach tańcowały krople łez. Przytulił się do mojego ramienia. - Ares... zostaniesz Alfą. Przejmiesz moją sforę. - oznajmił.
~*~
Minęło kilka godzin od tego zdarzenia. Jack był już w miarę na siłach, dlatego postanowił pokazać mi jaskinię Alf. Była... na prawdę piękna. Poznałem także jego partnerkę i szczenięta. Wszystko było na prawdę super... Wtedy podeszliśmy do jakiegoś psa (lub suczki).
- Aresie, Ciebie oprowadzi ten oto pies. - oznajmił Jack.
Gdy tylko ujrzałem kto ma mnie oprowadzić, uciekłem. Biegłem długo, aż nie napotkałem się na Darkness'a. Pozwolił mi zostać.
- Oprowadź go. - powiedział wilk, wychodząc z jaskini i zostawiając mnie z kimś.

(Ktoś, kto mnie oprowadzi? ^^)

Nowy basior w Klanie Ognia!

BlueShineWolf
Ares
Wojownik

Od Flo

Biegłam sprintem przez las,ciemny a zarazem jasny, blaskiem świeciły liście i trawy szepczących coś cicho drzew,po prostu magia, las ziemia i rośliny to jedyne co kochałam, goniąc małą sarenkę, w końcu ją dogoniłam i ukąsiłam w lewą nogę, sarna zaczęła kuleć, ale nadal biegła walcząc o życie, kolejny cios, tym razem w prawą nogę, sarna się przeturlała do przodu, po czym skoczyłam na nią i leciutko złapałam za szyje, tak aby jej nie udusić do końca, sarna wierzgała więc obgryzałam jej mięso po kolei, ze wszystkich kopytek. W końcu z całej siły zdusiłam jej szyje- padła bez oznak życia, zaczęłam ją pożerać, najpierw odrywałam kawałki mięsa z kości, a później dostałam się do jej wnętrza, zjadłam serce i całą resztę. Przespałam się chwile i ruszyłam w dalszą podróż,cała brudna w ociekającej krwi, sroki skrzeczały na gałęziach a cały las spowiła mgła, rosa delikatnie gilgotała mnie w opuszki łap, po lesie krążyły magiczne pyłki wydając ciche nocne odgłosy dostępne tylko dla wilczych uszu. Nagle zauważyłam jakiegoś wilka... warknęłam na niego\nią i popatrzyłam prosto w oczy zakradając się, lecz wilk nie chciał walczyć? Ani uciekać? Stał spokojnie próbując nie wdać się w bójkę, chciałam go ominąć, lecz coś mnie przy nim\niej zatrzymało
-Witam... chrząknełam nieśmiało jednocześnie cicho powarkując.

**Jakiś wilk który przyjmie mię do klanu?**

Nowy wilk w Klanie Ziemi!

 

FLO
Hierarchia: Omega
Klan Ziemi

sobota, 4 czerwca 2016

Od Artiego cd. Breeze do Darkness'a

Nie ukrywam, że byłem zdziwiony postawą wadery. Nie spodziewałem się, że tak szybko ustąpi i pójdzie w swoją stronę, zostawiając mnie wraz z basiorem, który teraz płytko oddychał, a na jego brzuchu wędrowały w górę i dół liście przyklejone do sierści. Musiał stracić mnóstwo krwi, lecz mimo to nadal żył. Trzeba przyznać, że jest to twardy osobnik, który się łatwo nie poddaje. Chociażby dlatego zachowuję wobec wojownika ogromny dystans i szacunek.
Długo myślałem, co teraz zrobię. Nie brałem pod uwagę tego, że wodnista wróci w swoje strony. Planowałem rozwiązanie mając pod ręką oba ranne wilki. Jednak biorąc pod uwagę owe sytuacje, bardzo ułatwia mi to sprawę. Teraz po prostu należy udać się do alfy i uznać, że wadera uciekła. Nikt nie będzie z tego zadowolony: ja dostanę zapewne nauczkę, Headless będzie wściekły, że „dałem się wykiwać” towarzyszce, a Darkness… trudno powiedzieć. Nigdy nie zagłębiałem się w jego charakter, ale myślę, że nie mając przy sobie wadery oleje całą sytuację. Widziała co widziała, dostała nauczkę od Headlessa, zwiała i rozpowie wodnistym informacje, które zebrała.
Informacje… to znaczy jakie? Co może być potrzebne dla Klanu o przeciwnym żywiole? Jedynie to, że nasz alfa jest arogancki, a wilki wśród których żyję są chorobliwie złośliwe, ale bardzo towarzyskie i wpierające. Mimo wszystko nie opuściłbym tego Klanu. Trudno mi powiedzieć, co mnie tu trzyma. Podejrzewam, że jest to po prostu atmosfera, którą trudno będzie mi opuścić, jeżeli zaszłaby taka okoliczność. Oni dali mi mój dom, który nie jest idealny, ale po prostu jest. To o wiele lepsze niż błąkanie się po ziemiach niczyich.
W tym momencie basior poruszył łbem oraz wydał z siebie głuchy jęk. Spojrzałem w jego stronę z zaciekawieniem, obserwując jego poczynania. Początkowo samiec leżał spokojnie, jednak z upływem czasu robił coraz to pewniejsze ruchy. Dziwne, że jeszcze mnie nie zauważył. Wybąkał kilka razy coś pod nosem, a wtedy zrobiło mi się szkoda wojownika. Przykro jest patrzeć na tego siłacza, całkowicie opadniętego z sił i próbującego zrobić najmniejszy ruch. Wstałem prędko, idąc na pomoc basiorowi i przytrzymując jego łeb. Wkrótce po tym wspólnymi siłami wciągnęliśmy basiora na łapy, które były niemal pod każdym kątem pokryte krwią cieknącą z brzucha. Teraz krwotok ustał.
- Dziękuję za pomoc – powiedział niechętnie basior, łypiąc wzrokiem w moją stronę. Kiwnąłem głową na znak, że przyjąłem jego wdzięczność.
- Trzeba zmienić opatrunek. Niedługo liście przylepią się do rany, a wtedy może wdać się zakażenie – powiedziałem obojętnie patrząc na reakcję wojownika. Ten kiwnął lekko głową na znak zrozumienia. Bardzo ciekawy jest fakt, że przyjął to do wiadomości. Spodziewałem się raczej oporu oraz pierwszego zasadniczego pytania „Gdzie wodnista?”. Nie nastąpiło to jednak, a ja nie będę na razie o tym przypominał basiorowi. Nie w tym stanie, bo jeszcze nie przeżyje pod nagłą presją jaka go dopadnie po informacji, że wadera „uciekła”.
Ruszyłem po resztę liści, które zostały na polanie. Po deszczu będą trochę namoczone. Bardzo mi to sprzyja, ponieważ będzie mniejsze prawdopodobieństwo, że liście przykleją się do rany, odrywając za sobą utworzony strup, co spowoduje dalszy upływ krwi. Wtedy byłoby naprawdę niedobrze.
Liście były bardzo charakterystyczne. Wyglądały jak liście narkotyczne, z tym, że jego brzegi nie były ostre, ale gładkie i z pewnością grubsze, ponieważ zawierały aloes pod właściwym liściem. Roślina nadzwyczaj przydatna w owych warunkach. Jednak trudno jest nałożyć liść na swoje rany, chodzi tu o higienę. Aloes bardzo łatwo się zmywa i może być pociągnięty w nieodpowiednim miejscu, a wtedy sierść się klei i wygląda na nieschludną. Headless ma to szczęście, że nie zostawiłem go na pastwę losu i nie musi sobie radzić sam w obecnym stanie.
Wkrótce byłem znów w tymczasowej jamie, gdzie Headless stawiał pojedyncze kroki, próbując przyzwyczaić się do bólu. Kiedy mnie zauważył, podniósł delikatnie łeb i postawił uczy. Kiedy zorientował się, że to jednak ja, znów wrócił do swojej czynności.
- Połóż się – był to raczej rozkaz, niż informacja. Rzuciłem liście na ziemię i wyzywająco spojrzałem na basiora.
- Dopiero wstałem – odpowiedział marszcząc brwi w gniewie.
- Nie będę ci się patrzył na jaja zakładając opatrunek – powiedziałem. Rzeczywiście tak było: rana znajdowała się nie na boku, lecz bardziej ku środkowi. Nie zamierzałem wtrącać się w czyjeś gamety. Wilk ustąpił zakłopotany i powoli klapnął na ziemię wydając z siebie jęk rozkoszy. Widocznie poczuł ulgę, znów leżąc.
Przystąpiłem do akcji. Nie zajmuje dużo czasu wtarcie liścia w ranę, ale jednak też nie tak mało. Jestem akurat w tej czynności najbardziej biegły w medycynie, więc nie powinno mi to sprawić większego problemu.
- Gdzie szpieg? – zapytał cicho basior, wciąż patrząc na wprost siebie. Spojrzałem chwilę na niego po czym znów skupiłem się na ranie.
- Uciekła rano – powiedziałem, jakby nie było to nic wielkiego. W sumie sam mógł dojść do tego, że miała bardzo dogodną sytuację do ucieczki, bo przecież nie mógł wiedzieć, że nie spałem. Wojownik tylko odetchnął głęboko i znów pogrążył się w myślach.
- Darkness zapewne niedługo będzie patrolował te okolice – powiedział – Poniesiesz konsekwencje.
- Tak bywa w życiu. Jak się coś robi nie tak, jak należy, trzeba za to zapłacić. Tym razem myślę, że słono za to zapłacę. Żyje się dalej – powiedziałem bezbarwnie. Była to prawda, bo co gorszego może mnie spotkać jak zmiana rangi na omegę? Myślę, że jestem zbyt inteligentny na tą rangę, więc szybko się do niej przyzwyczaję. Nikt nie będzie wiedział, że pomogłem waderze uciec, więc większość wilków po prostu będzie mnie traktowała jak dawniej. Z kości da się przeżyć, a z resztą nie ma drugiego atakującego w klanie, więc to jasne że ja będę dobijał zwierzynę. A wtedy uda mi się nawet złapać trochę mięsa.
- Wiesz co? – zaczął wojownik – Szkoda mi cię. Życie przed tobą, skończysz jak gówniarz. Wyglądałeś, jakbyś polubił tą waderę, zamiast oddawać ją w ręce Darknessa.
Skrzywiłem się na te słowa. Były bardzo dobitne, sądząc po ich znaczeniu. Wodnista była tak bardzo zawzięta, uparta i działająca na nerwy, że to się we łbie nie mieści. Po prostu nie. A jednak coś mnie kierowało, że postanowiłem jej pomóc. Nie podlega dyskusji jednak fakt, że bardzo mocno mnie wkurzyła swoim zachowaniem. Przynajmniej na koniec mnie posłuchała.
- Było mi jej po prostu szkoda. Prędzej czy później, zaprowadziłbym ją do Darknessa – skłamałem, prawie kończąc opatrunek.
- Nie kłam. Byłem za wami do momentu, kiedy wadera się nie wróciła, by pójść po karę do alfy.
Te słowa były jak cios. Nie potrafiłem ich przetrawić. Wojownik wiedział o moich zamiarach, a jednak nie rzuca się na mnie, aby mnie zabić. Nie poleciał do alfy w chwili, gdy się o tym dowiedział. Poczułem głęboką wdzięczność do basiora, mimo że może mnie wydać Darknessowi, kiedy wrócimy.
Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć Headlessowi, usłyszeliśmy szelest i głębokie lądowanie. Momentalnie wiatr zawiał w naszą stronę, zdmuchując resztki zużytych roślin.
Jak to się mówi, o wilku mowa. Przede mną stanął olbrzymi basior z wściekle czerwonymi ślepiami i czarną jak noc sierścią.

(Darkness? Przepraszam, brak weny oraz bardzo spieszyłam się z tym opkiem :c)

piątek, 3 czerwca 2016

Wróciłam :3

Fil aka szpieg aka Alfa Klanu Ognia powraca do żywych! Krótko mówiąc wreszcie mam czas zająć się ukochanym WK :3 (Możecie już do mnie pisać i wysyłać mi opowiadania oraz formularze.)

~Wasza Fil