Nie ukrywam, że byłem zdziwiony postawą wadery. Nie spodziewałem się, że tak szybko ustąpi i pójdzie w swoją stronę, zostawiając mnie wraz z basiorem, który teraz płytko oddychał, a na jego brzuchu wędrowały w górę i dół liście przyklejone do sierści. Musiał stracić mnóstwo krwi, lecz mimo to nadal żył. Trzeba przyznać, że jest to twardy osobnik, który się łatwo nie poddaje. Chociażby dlatego zachowuję wobec wojownika ogromny dystans i szacunek.
Długo myślałem, co teraz zrobię. Nie brałem pod uwagę tego, że wodnista wróci w swoje strony. Planowałem rozwiązanie mając pod ręką oba ranne wilki. Jednak biorąc pod uwagę owe sytuacje, bardzo ułatwia mi to sprawę. Teraz po prostu należy udać się do alfy i uznać, że wadera uciekła. Nikt nie będzie z tego zadowolony: ja dostanę zapewne nauczkę, Headless będzie wściekły, że „dałem się wykiwać” towarzyszce, a Darkness… trudno powiedzieć. Nigdy nie zagłębiałem się w jego charakter, ale myślę, że nie mając przy sobie wadery oleje całą sytuację. Widziała co widziała, dostała nauczkę od Headlessa, zwiała i rozpowie wodnistym informacje, które zebrała.
Informacje… to znaczy jakie? Co może być potrzebne dla Klanu o przeciwnym żywiole? Jedynie to, że nasz alfa jest arogancki, a wilki wśród których żyję są chorobliwie złośliwe, ale bardzo towarzyskie i wpierające. Mimo wszystko nie opuściłbym tego Klanu. Trudno mi powiedzieć, co mnie tu trzyma. Podejrzewam, że jest to po prostu atmosfera, którą trudno będzie mi opuścić, jeżeli zaszłaby taka okoliczność. Oni dali mi mój dom, który nie jest idealny, ale po prostu jest. To o wiele lepsze niż błąkanie się po ziemiach niczyich.
W tym momencie basior poruszył łbem oraz wydał z siebie głuchy jęk. Spojrzałem w jego stronę z zaciekawieniem, obserwując jego poczynania. Początkowo samiec leżał spokojnie, jednak z upływem czasu robił coraz to pewniejsze ruchy. Dziwne, że jeszcze mnie nie zauważył. Wybąkał kilka razy coś pod nosem, a wtedy zrobiło mi się szkoda wojownika. Przykro jest patrzeć na tego siłacza, całkowicie opadniętego z sił i próbującego zrobić najmniejszy ruch. Wstałem prędko, idąc na pomoc basiorowi i przytrzymując jego łeb. Wkrótce po tym wspólnymi siłami wciągnęliśmy basiora na łapy, które były niemal pod każdym kątem pokryte krwią cieknącą z brzucha. Teraz krwotok ustał.
- Dziękuję za pomoc – powiedział niechętnie basior, łypiąc wzrokiem w moją stronę. Kiwnąłem głową na znak, że przyjąłem jego wdzięczność.
- Trzeba zmienić opatrunek. Niedługo liście przylepią się do rany, a wtedy może wdać się zakażenie – powiedziałem obojętnie patrząc na reakcję wojownika. Ten kiwnął lekko głową na znak zrozumienia. Bardzo ciekawy jest fakt, że przyjął to do wiadomości. Spodziewałem się raczej oporu oraz pierwszego zasadniczego pytania „Gdzie wodnista?”. Nie nastąpiło to jednak, a ja nie będę na razie o tym przypominał basiorowi. Nie w tym stanie, bo jeszcze nie przeżyje pod nagłą presją jaka go dopadnie po informacji, że wadera „uciekła”.
Ruszyłem po resztę liści, które zostały na polanie. Po deszczu będą trochę namoczone. Bardzo mi to sprzyja, ponieważ będzie mniejsze prawdopodobieństwo, że liście przykleją się do rany, odrywając za sobą utworzony strup, co spowoduje dalszy upływ krwi. Wtedy byłoby naprawdę niedobrze.
Liście były bardzo charakterystyczne. Wyglądały jak liście narkotyczne, z tym, że jego brzegi nie były ostre, ale gładkie i z pewnością grubsze, ponieważ zawierały aloes pod właściwym liściem. Roślina nadzwyczaj przydatna w owych warunkach. Jednak trudno jest nałożyć liść na swoje rany, chodzi tu o higienę. Aloes bardzo łatwo się zmywa i może być pociągnięty w nieodpowiednim miejscu, a wtedy sierść się klei i wygląda na nieschludną. Headless ma to szczęście, że nie zostawiłem go na pastwę losu i nie musi sobie radzić sam w obecnym stanie.
Wkrótce byłem znów w tymczasowej jamie, gdzie Headless stawiał pojedyncze kroki, próbując przyzwyczaić się do bólu. Kiedy mnie zauważył, podniósł delikatnie łeb i postawił uczy. Kiedy zorientował się, że to jednak ja, znów wrócił do swojej czynności.
- Połóż się – był to raczej rozkaz, niż informacja. Rzuciłem liście na ziemię i wyzywająco spojrzałem na basiora.
- Dopiero wstałem – odpowiedział marszcząc brwi w gniewie.
- Nie będę ci się patrzył na jaja zakładając opatrunek – powiedziałem. Rzeczywiście tak było: rana znajdowała się nie na boku, lecz bardziej ku środkowi. Nie zamierzałem wtrącać się w czyjeś gamety. Wilk ustąpił zakłopotany i powoli klapnął na ziemię wydając z siebie jęk rozkoszy. Widocznie poczuł ulgę, znów leżąc.
Przystąpiłem do akcji. Nie zajmuje dużo czasu wtarcie liścia w ranę, ale jednak też nie tak mało. Jestem akurat w tej czynności najbardziej biegły w medycynie, więc nie powinno mi to sprawić większego problemu.
- Gdzie szpieg? – zapytał cicho basior, wciąż patrząc na wprost siebie. Spojrzałem chwilę na niego po czym znów skupiłem się na ranie.
- Uciekła rano – powiedziałem, jakby nie było to nic wielkiego. W sumie sam mógł dojść do tego, że miała bardzo dogodną sytuację do ucieczki, bo przecież nie mógł wiedzieć, że nie spałem. Wojownik tylko odetchnął głęboko i znów pogrążył się w myślach.
- Darkness zapewne niedługo będzie patrolował te okolice – powiedział – Poniesiesz konsekwencje.
- Tak bywa w życiu. Jak się coś robi nie tak, jak należy, trzeba za to zapłacić. Tym razem myślę, że słono za to zapłacę. Żyje się dalej – powiedziałem bezbarwnie. Była to prawda, bo co gorszego może mnie spotkać jak zmiana rangi na omegę? Myślę, że jestem zbyt inteligentny na tą rangę, więc szybko się do niej przyzwyczaję. Nikt nie będzie wiedział, że pomogłem waderze uciec, więc większość wilków po prostu będzie mnie traktowała jak dawniej. Z kości da się przeżyć, a z resztą nie ma drugiego atakującego w klanie, więc to jasne że ja będę dobijał zwierzynę. A wtedy uda mi się nawet złapać trochę mięsa.
- Wiesz co? – zaczął wojownik – Szkoda mi cię. Życie przed tobą, skończysz jak gówniarz. Wyglądałeś, jakbyś polubił tą waderę, zamiast oddawać ją w ręce Darknessa.
Skrzywiłem się na te słowa. Były bardzo dobitne, sądząc po ich znaczeniu. Wodnista była tak bardzo zawzięta, uparta i działająca na nerwy, że to się we łbie nie mieści. Po prostu nie. A jednak coś mnie kierowało, że postanowiłem jej pomóc. Nie podlega dyskusji jednak fakt, że bardzo mocno mnie wkurzyła swoim zachowaniem. Przynajmniej na koniec mnie posłuchała.
- Było mi jej po prostu szkoda. Prędzej czy później, zaprowadziłbym ją do Darknessa – skłamałem, prawie kończąc opatrunek.
- Nie kłam. Byłem za wami do momentu, kiedy wadera się nie wróciła, by pójść po karę do alfy.
Te słowa były jak cios. Nie potrafiłem ich przetrawić. Wojownik wiedział o moich zamiarach, a jednak nie rzuca się na mnie, aby mnie zabić. Nie poleciał do alfy w chwili, gdy się o tym dowiedział. Poczułem głęboką wdzięczność do basiora, mimo że może mnie wydać Darknessowi, kiedy wrócimy.
Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć Headlessowi, usłyszeliśmy szelest i głębokie lądowanie. Momentalnie wiatr zawiał w naszą stronę, zdmuchując resztki zużytych roślin.
Jak to się mówi, o wilku mowa. Przede mną stanął olbrzymi basior z wściekle czerwonymi ślepiami i czarną jak noc sierścią.
(Darkness? Przepraszam, brak weny oraz bardzo spieszyłam się z tym opkiem :c)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz