Ciemność. Tkwiła w niej okropna ciemność, która przed chwilą wypłynęła, zalewając niemal cały las w Klanie Everything. Las wyglądał tak, jakby padał deszcz, deszcz krwi. Cała trawa, krzaki, drzewa i kamienie były pełne ciemnej, powoli zastygającej krwi. Ostry, drażniący mój nos zapach trupów sprawiał, że nie czułem już zupełnie nic oprócz tego. Nie czułem zapachu drzew, wody czy też powoli zamykających się kwiatów. Czułem jedynie krew. Wadera zachwiała się na swoich chudych łapach, a kiedy jej oczy wywróciły się na drugą stronę, upadła nieprzytomna na uwaloną od posoki trawę. Przekręciłem nieco łeb, przyglądając się teraz jej spokojnemu obliczu. W międzyczasie usłyszałem w krzakach skrzek jednego z tych stworów, był przerażony. Nie chcąc zbytnio zawracać nim sobie głowy, w dalszym ciągu patrząc na waderę potraktowałem go wodnistym biczem. Schyliłem się, wsadzając pysk pod bok wadery, chwilę po tym jakoś udało mi się załadować ją na swój grzbiet. Po tym całym zamieszaniu w lesie raczej nic już na nas nie wyskoczy, dlatego nie musiałem się o nic już martwić. Ruszyłem prosto w kierunku plaży, z waderą na swoich plecach. Potrzebowała pomocy medyka. Mógłbym pomóc jej sam, ale powierzę to zadanie Daenerys, jest w końcu najlepszym lekarzem w naszym Klanie.
~
- Doprawdy... nie poznaję Cię wręcz Alfo! - Daenerys warknęła na mnie (ja również nie poznaję owej wadery, gdzie moja spokojna Dany...) - Jak mogłeś dopuścić, żeby wróciła tutaj w takim stanie. Gdybyś jeszcze Ty tak wyglądał... wyglądasz jakbyś po prostu wpadł w jakiś krzak i tyle!
- Bardzo ostry krzak - powiedziałem z uśmiechem. - Co z nią?
- Ma wysoką temperaturę - stanęła obok niej zmieniając okład na jej czole - Oraz wiele poważnych ran... ale wyliże się.
- Dobrze... - przytaknąłem - zatem pozostawiam ją w Twoich łapach.
- A Ty? Ciebie jeszcze nie opatrzyłam, a Invocto jest teraz zajęty, a naszej znachorce podobno dzisiaj lepiej nie zawracać głowy.
- Mi nic nie jest - westchnąłem - mam dużo spraw do załatwienia teraz, a Twoje leczenie mnie to tylko strata czasu.
- Rhaegar... dawniej powiedziałbyś mi o wszystkim co Cię trapi... nie chodzi mi tylko o te rany, o ogólne sprawy w Klanie.
- Dobrze powiedziane. Dawniej Dany, dawniej.
~
Noc w Klanie była ciężka. Nikt co prawda nie wiedział o tym co dokładnie się stało, ale każdy martwił się o waderę. Tak martwili się, nawet jeśli była jedyną omegą w Klanie. Właśnie to rozróżniało też nasz Klan, od innych Klanów. Nawet pomimo czyjejś niższej rangi, wszyscy byli dla siebie jak rodzina. A wiadomo, każda strata kogoś z rodziny jest bolesna dla całej grupy.
Z samego ranka udałem się do lecznicy, żeby zorientować się jak wygląda stan wadery. Jakże wielce byłem zdumiony, kiedy zastałem przebudzoną już waderę, która właśnie spożywała śniadanie. Kiedy tylko mnie zobaczyła, od razu spuściła wzrok. W pobliżu nigdzie nie było Daenerys, zamiast niej w kącie siedział Invocto, jak zwykle czymś zajęty.
- Mógłbyś nas na chwilę zostawić samych? - zapytałem basiora chociaż w tym pytaniu dało się wyczuć również nutę rozkazu.
- Oczywiście - rzekł a następnie wyszedł z jaskini.
- Jak się czujesz? - kiedy zniknął zwróciłem się z takim pytaniem do wadery jakby nic się wczoraj nie wydarzyło specjalnego.
(Crass?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz