sobota, 2 sierpnia 2014

Wysiwetlenia!

 1 sierpnia 2014 (wczoraj) mielismy ...

1375 wyświetleń!

Oby tak dalej, niech więcej osób wbija i dołącza <3
I chyba to największa liczba wyświetleń (być mozw była i większa, ale się cieszmy xD)

piątek, 1 sierpnia 2014

od Seber cd Nirrith'a

Nirrith był wystarczająco podły, by wyrwać mnie z mego smacznego snu. Spojrzałam na niego jeszcze nieprzytomnie, starając się przypomnieć wczorajszy wieczór. Mózg nie chciał się mnie jednak słuchać, więc niestety nie udało mi utożsamić białego samca z miękkim i ciepłym czymś, które ukoiło mnie do snu.
Zanim oprzytomniałam, podskakiwałam na mocnych plecach basiora, wieziona przez dzikie pola. Na dworze było całkiem ciemno i w sumie nie wiedziałam o co chodzi.
Może to jaki bandyta, a nie Nirrith?
Oj, idiotko.
Oprzytomniałam na końcu szaleńczego galopu, gdy zsunęłam się z jego pleców. Ledwo złapałam równowagę i usiadłam niedaleko urwiska.
-Seber, patrz. - samiec szturchnął mnie łapą i wskazałem na wschodzące słońce. - Piękne...Chciałem ci to pokazać.
Najpierw skierowałam spojrzenie na horyzont, ale zaraz potem na Nirritha.
Zamrugałam oczkami.
To jakiś żart?
- Chciałeś mi pokazać? - odparłam lekko zachrypłym głosem, z naciskiem szczególnie na drugie słowo.
- Tobie. - kiwnął lekko głową, a na jego pysku pojawił się uśmiech.
Już ja znam te jego uśmiechy.
- Bardzo... ładnie. - powiedziałam niezgrabnie, czując leciutki rumieniec na twarzy. 
Dopiero teraz, po dłuższej obserwacji, doszłam do wniosku, że żółte tęczówki Nirritha są całkiem niebrzydkie. Powiedziałabym nawet, że śliczne. 
Odwróciłam od niego wzrok dopiero wtedy, gdy spotkały się nasze spojrzenia. Odrzuciłam grzywę z oczu i zwróciłam głowę w stronę pięknego wschodu.
Widoczek był naprawdę bardzo przyjemny. Tarcza słońca, jeszcze pomarańczowa, tańczyła wśród fioletowych i pomarańczowych chmurek.
Siedzieliśmy jeszcze chwilkę w milczeniu, napawając się pięknem okoliczności.
- Dobrze, pora na jakieś śniadanko. - przytomnym już głosem przerwałam milczenie.
- Ja już jadłem. - odparł, patrząc na mnie chytrze.
- Jadłeś? - podniosłam brwi w zdziwieniu.
- Yhym.
Wzruszyłam lekko ramionami.
- To pójdę sama. 
Obróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę lasu. Spacerkiem zajęło mi to chwilkę, aż w końcu doszłam do zagajnika i zagłębiłam się w gąszczu drzew. Rozglądałam się wokół i węszyłam, ale nic nie mogłam wytropić. Może mam katar?
Nie, to nie katar.
A więc co?
Chwilę jeszcze błądziłam nosem po wilgotnej ziemi, aż w końcu wpadłam na trop. Przetruchtałam kawałek, aż w końcu zza zieleni wyłonił się całkiem zgrabny zadek. Bez namysłu skoczyłam ku niemu i w ostatniej chwili spostrzegłam, że jest on biały. 
Co!?
- Ałaa!!! - wilk wrzasnął, gdy wbiłam pazury w jego tylną krągłość. Wierzgnął nogami, a ja odleciałam w bok.
- Oszalałaś?! - krzyknął zdenerwowany samiec. Złapałam ostrość i dostrzegłam stojącego przede mną Nirrith'a ze skrzywionym pyskiem.
- Co ty tu robisz?! - prędko oprzytomniałam - przecież tu był jeleń... a ty zostałeś...
- Jeleń! - basior wzniósł oczy ku górze - dobrze się czujesz?!
- Nie... nie zupełnie. - zamrugałam i usiadłam na ziemi.
Właściwie to czułam się doskonale.
- To po prostu pomyłka, wybacz mi. - wzruszyłam ramionami. - ale co ty tu robiłeś?
- Pomyślałem, że nie poradzisz sobie z polowaniem, więc ruszyłem za tobą w las. - odparł, podnosząc jedną brew.
- Nie poradzę sobie, jeszcze czego. - mruknęłam i podniosłam wzrok na samca.
Wymieniliśmy spojrzenia, a basior parsknął chichotem.
- O cóż ci znów chodzi... - westchnęłam - chodź, pomożesz mi upolować coś.
- Czyli jednak sobie nie poradzisz...
Och, jak my uwielbiamy się droczyć!
Zaczailiśmy się w krzakach, bowiem szybko dostrzegliśmy zwierzynę. Tym razem był to autentyczny jeleń.
- Patrz i się ucz. - szepnął do mnie i wyskoczył z krzaków. Wybiegłam od razu za nim, a na trawie leżał martwy zwierz. Obok oczywiście stał Nirrith.
- Dobrze wiesz, jak zabłysnąć. - mruknęłam i przystąpiłam do jedzenia. 
Samiec natomiast usiadł obok mnie i wyraźnie przyglądał się mojemu niecodziennemu ogonowi.
Skończyłam jedzenie, zostawiając jeszcze dużo mięsa. Wiedziałam, że się nie zmarnuje.
- Idziemy dalej? - powiedziałam beznamiętnie i nie czekając na odpowiedź ruszyłam przed siebie.
Tak minął nam kawałek dnia. Włóczyliśmy się tu i tam, co chwila docinając sobie, albo gderając pod nosem. A bywały momenty, gdy szliśmy w całkowitym milczeniu, każdy pochłonięty swoimi myślami.
Około południa zatrzymaliśmy się koło wodopoju.
Nirrith wygodnie ułożył się na trawie pod drzewem, bowiem słońce paliło dość mocno. Ja natomiast podeszłam do sadzawki zanurzyłam przednie łapy dla ochłody, a potem pysk by się napić, w wodzie. Zimna, przyjemna ciecz dała mi chwilę ochłody.
Liście zaszeleściły.
Nastawiłam uszy, gdy usłyszałam w oddali rozmowę.
- Został tylko on. Nikt inny nie mógł tego zrobić. - to był mocny baryton, lekko zachrypnięty.
- Oczywiście, bo kto? Mamy tu innych takich specjalistów? - teraz z lekka inny głos, brzmiący szyderczo.
- Tylko go znajdę, tego Nirritha, czy jak mu tam... Nogi z dupy... - rozmowa się urwała.
Te słowa wystarczyły, by serce podeszło mi do gardła. W ostatnim głosie usłyszałam alfę naszego klanu.
Kroki stawały się coraz donośniejsze. 
- Nirr... chodź szybko! - podbiegłam do samca i poderwałam go do góry.
- O co chodzi, pali się? - spytał nostalgicznym głosem, otwierając powieki.
- Gorzej. Chodź, bo będzie źle... - ciągnęłam go za łapę, a on stał jak uparty. Wpatrywał się we mnie tylko tymi swoimi żółtymi ślepiami, z tępym wyrazem twarzy.
Ale było już za późno.
Zza krzaków wylazło czterech basiorów.
Mako i trzech jego kolegów. Wyglądali na strażników.
- O, proszę proszę, kogo my tu mamy? - uśmiechnął się chytro jeden z nich. 
Nirrith, cofnął się, obnażając kły.
- Seber? - Mako zwrócił się do mnie. - co ty tu robisz... z nim?
- Kto to jest? - samiec szepnął mi do ucha.
- Ach, czyżbyś nie poznawał swojego Alfy, bracie? - Mako uśmiechnął się sztucznie do białego basiora.
Trzech jego kolegów wyraźnie się do czegoś przygotowywało. 
-  Czego wy chcecie? - syknęłam tym razem ja.
- My... a nic. - wychrypiał jeden ze strażników. 
Wszyscy trzej, synchronicznie wyskoczyli ku Nirrithowi, powalając go na ziemię. Związali mu szybko łapy, obezwładnili i przygnietli do podłoża.
Stałam jak wryta, panika we mnie rosła.
- Mako, o ... o co chodzi? - spytałam na skraju irytacji. Ten posłał mi wrogie spojrzenie.
- Musi zapłacić, za to co zrobił. - rzucił słowa w przestrzeń, wpatrując się w dal. 
- Ale... ja nic nie rozumiem! - krzyknęłam histeryczynym głosem.
Miałam wrażenie, że jako jedyna z tego towarzystwa jestem niepoinformowana o zaistniałej sytuacji.
Skoczyłam ku śmierdzącej bandzie. Nirrith szarpał się niesamowicie, na co strażnicy odpowiedzieli mocnymi ciosami i kopniakami.
- Nie róbcie mu krzywdy! - krzyknęłam, odrzucając jednego z nich w bok i podbiegłam do samca leżącego na ziemi.
- Nirr.. o co chodzi? - spytałam szeptem, czując piekące łzy pod powiekami. 
Basior posłał mi tylko pełne bólu spojrzenie. Jakby żegnał mnie ostatni raz.
Strażnik odepchnął mnie.
- Spokojnie, skarbie. Jak kocha to wróci. - zaszydził jeden z nich i razem z kolegami unieśli białego samca na plecach. 
Nie miałam sił im nawet powiedzieć kim jestem.
Nie miałam sił im wygarnąć i dokopać porządnie.
Mako ruszył pierwszy w głąb lasu. 
Zanim karawana ruszyła, zdążyłam podbiec do Nirritha.
Nie myśląc wiele, dałam mu soczystego buziaka, prosto w usta. 
Wilk podniósł tylko brwi, a potem unieszkodliwiony ciosem w głowę przez jednego ze strażników zamknął powieki. Ruszyli wgłąb lasu.
Zostałam sama przy wodopoju.
Mała łza spłynęła mi po policzku, gdy odprowadzałam wzrokiem karawanę.
A potem zniknęła mi z oczu.

  <Nirrith?>

od Alkiva cd Sheeny

Wadera nadal jeszcze mokra od deszczu siedziała naprzeciwko mnie i wpatrywała się we mnie swymi całkiem błękitnymi tęczówkami.
- Powiem ci, że zbrzydło mi to siedzenie w jaskini. Może wyjdziemy na zewnątrz? Życie stygnie... - powiedziałem, przekręcając głowę w bok.
- Ale burza. - rzekła cicho, z nutką lęku w głosie.
- Burza nic nie szkodzi. Jesteś ze mną, nic ci się nie stanie. - spojrzałem na nią wzrokiem zapewniającym.
Zanim zdążyła odpowiedzieć wyszedłem na zewnątrz, gdzie od razu zaatakowały mnie porządne strugi deszczu.
- Skoro nie bałaś się po mnie biec, teraz też nie powinno być tak źle! - zakrzyknąłem do niej, gdy ujrzałem jej pyszczek pełen obaw wystający zza skały.
Samica postawiła kilka kroków w błocie. W przypływie odwagi podreptała w moją stronę.
- A więc chodźmy.
- Gdzie? - Sheena podniosła jedną brew w zdziwieniu.
- Na spacerek.
- Spacerek?
- Aha. - kiwnąłem głową.
Zamrugała oczkami.
- Dobrze. - padła krótka odpowiedź. Samica ruszyła przed siebie, a ja za nią.
Szedłem lekkim krokiem, co chwila spoglądając w niebo. Co głośniejszy pomruk burzy wadera zbliżała się do mnie, ostrożnie rozglądając się wokoło.
Koniec końców, druga burza w tym dniu zakończyła się.
Obydwu z nas kiszki grały marsza, więc wspólnie upolowaliśmy wielkiego jelenia. Szybko go skonsumowaliśmy, resztki zostawiając dla innych.
Oblizałem pyszczek i podniosłem wzrok na waderę, która uważnie śledziła poruszające się krzaki. Rzuciłem okiem na zarośla i stwierdziłem pod nosem, że to wiatr.
Jednak się myliłem.

<Sheena? Wybacz, że krótkie i nudne ale za huy nie mam weny. .-. >

od Nirrith'a cd Seber

Nie doczekałem się odpowiedzi na moje pytanie. To pozostawiało mi sądzić że nic się nie wydarzyło. Cały czas bacznym wzrokiem obserwowałem złotą waderę. Była bardzo ciekawą przedstawicielką płci pięknej, ale to nie odnosiło sie do jej porażającego wyglądu. Ona jest wyjątkowa. Fakt, każdy jest na swój sposób unikatem. Ale ona miała coś w sobie. Coś niezwykłego co utwierdzało mnie w przekonaniu że jest...aniołem?
Zwróciłem oczy ku ognisku, obserwując lawirujące w powietrzu płomienie. Ich radosny trzask przerywał głuchą ciszę jaką wieczór nas postanowił obdarzyć. Cały czas myślałem o niefortunnym "wypadku" pod wzgórzem. Źle się zakocha...ZACHOWAŁEM? Powinien ją przeprosić? Czemu zadaje sobie te głupie pytania?
Było, minęło. No co zrobisz, nic nie zrobisz. Każdy popełnia błędy. Spojrzałem po raz kolejny na modre, smutne oczy wilczycy. Zamartwiała mnie. Nie żeby mi zależało, tylko...no. Szkoda było tak na nią patrzeć. Ewidentnie coś ją męczyło, coś ciężkiego leżało na kruchym sercu.
Ogień powoli dogasał, tworząc pomarańczową łunę. Przysiadłem się bliżej krawędzi jaskini, by mieć względny obraz całego terenu. Kiwnąłem lekko głową, kiedy Seber oznajmiła czas spoczynku dla niej. Po chwili gdy się położyła sam głęboko ziewnąłem, ukazując szereg zakrwawionych zębów. Przetarłem oczy łapą, by choć na chwilę odrzucić męczące zmęczenie. Ten dzień był pełen wrażeń.
Wstałem z siadu i poczłapałem do kąta jaskini, gdzie leżała Aurum Pave. Spojrzałem na nią z cieniem uśmiechu, po czym wślizgnąłem się na jej miejsce. Zapewne już spała.
-Pysznie. - wyszeptałem jej do ucha, a jej ciało przeszedł lekki dreszcz.
Przytuliłem się do niej i musnąłem nosem jej pysk.
Bo mogę.
---
W nocy nie mogłem spać, cały czas myślałem o zachowaniu Seber i moim pod wzgórzem. Martwiłem się o to, że mogłem ją jakoś urazić.
Wstałem mniej więcej o styku księżyca z horyzontem. Poszedłem na małe polowanie i po kilku minutach wróciłem z małym królikiem w zębach. Zeżarłem go w całości, nawet nie zostawiając kawałka dla wadery. W końcu jak będzie głodna, to sobie upoluje.
W drodze powrotnej do jaskini, moje myśli obrały inny tor. Męczyło mnie to, czy Alfa zwoła poszukiwania mające na celu odnalezienie mordercy Arii...To by było zagrożenie dla mnie, jak i złotej wilczycy.
Prawdopodobnie jak mnie znajdą, zawieszą jak przestępce. Którym zresztą byłem.
W jaskini panował przyjemny chłód, zmieszany z poranną mgłą. Niebo było jeszcze czarne, ale mimo tego nic mnie nie powstrzymało do obudzenia Seber.
-E, wstawaj. Nie ma całego dnia. - szturchnąłem ją łapą a potem...potem cmoknąłem w czoło.
A co! Niech się dzieje co chce. Niech sobie coś myśli, niech ma nadzieję.
Wadera nie była skora do współpracy, więc tak jak przy przeskakiwaniu rozpadliny, wziąłem ją na plecy i pognałem przez pola.
Kropelki rosy radośnie odbijały się od moich łap, lecąc do góry i spadając jak deszcz, przynosząc orzeźwienie. Nim dotarłem do celu, jakim był nadmorski klif byłem cały mokry. Posadziłem jescze nie do końca kontaktującą Seber obok siebie. Wpatrywałem się z wyczekiwaniem w dal, patrząc na szare niebo, które powoli u horyzontu się rozjaśniało i zanosiło różową łuną.
-Seber, patrz. - szturchnąłem ją łapą i wskazałem na wschodzące słońce. - Piękne...Chciałem ci to pokazać.

(Seber? )

Nowa wadera - Ayumi


Ayumi/Klan Everything

od Sheeny cd Alkiva

Czułam się niewiarygodnie głupio w stosunku do Alkiva, więc nie śmiałam nawet go zatrzymać. To było dla mnie niestosowne? Tak, tak, wiem. Kto normalny puszcza SWOJEGO alfę w ulewę i dużą burzę, ale… Nie, moje resztki godności nie pozwoliły mi na zostawienie go w środku lasu, by biegł gdzieś po skałach, wodach czy Bóg wie po czym. Po krótkim zastanowieniu, wybiegłam jak głupia ze swojej jaskini i całkiem zwinnie dogoniłam samca, który otworzył oczy szeroko. No chyba nie spodziewał się, że go złapię z powrotem.
-Ha,ha.. – Uśmiechnęłam się. – Tak jakby… - Poczułam się naprawdę głupio. Na początku go podświadomie wygoniłam, a teraz lecę do niego jak głupia. – Wiesz.. – Liczyłam na to, że wymyślę dobrą wymówkę. Usłyszałam cichy grzmot i wpadł mi do głowy plan. – Ech…
- Tak? – Spojrzał na mnie zaniepokojony.
- Wiesz… Przepraszam, że cię… wygoniłam? – Poczułam jak zalewa mnie rumieniec, ale i tak nie miałam nic do stracenia. – I.. proszę cię… zostań? – Spojrzałam mu w oczy. – Boję się głośnych dźwięków, burzy. Jeszcze padnę na zawał. Proszę..? – Pociągnęłam basiora z powrotem do jaskini, a ten usiadł naprzeciwko mnie i patrzył się z uwagą.
- Mam coś na pysku? – Spytałam się
- Perfidny uśmieszek. – Odpowiedział chichocząc. Tak, powinnam opanować swoje emocje. Nie, nie dałam rady. Tak, musiał domyślić się o co mi chodzi. I tak, jest mi strasznie wstyd.
- Wiesz..
- Przestać cały czas „wieszować”.
-Wieszować? – Zaśmiałam się. A Alkivo zmierzył mnie wzrokiem. – Przepraszam. – Ukłoniłam się. Po raz pierwszy zauważyłam, że samiec użył swojej władzy.
- Nic się nie stało. Więc?
- Więc? Co?
- Po co tu jestem? – Zapytał się podejrzliwie. – Duma nie pozwoliła Ci mnie wywalić? A może liczysz na gorący romans?
- Ależ… - Starałam się ominąć przenikliwy wzrok sama, ale na nadaremno. – Tak, to pierwsze… - Uśmiechnęłam się po chwili z dużą satysfakcją. – Ale ta druga opcja brzmi całkiem dobrze.
- Też tak uważam. - Jego wyraz twarzy zmienił się na szczerze zachęcający.
Oboje się zaśmialiśmy, jednak po chwili stałam się poważna i spojrzałam w oczy samca. Tak, naprawdę cudowne ślepia… Szybko jednak odwróciłam głowę, bo wiedziałam, że mogę zrobić coś głupiego. Po chwili usłyszałam cichy oddech samca.

<Alkivo?>