Nie doczekałem się odpowiedzi na moje pytanie. To pozostawiało mi sądzić
że nic się nie wydarzyło. Cały czas bacznym wzrokiem obserwowałem złotą
waderę. Była bardzo ciekawą przedstawicielką płci pięknej, ale to nie
odnosiło sie do jej porażającego wyglądu. Ona jest wyjątkowa. Fakt,
każdy jest na swój sposób unikatem. Ale ona miała coś w sobie. Coś
niezwykłego co utwierdzało mnie w przekonaniu że jest...aniołem?
Zwróciłem oczy ku ognisku, obserwując lawirujące w powietrzu płomienie.
Ich radosny trzask przerywał głuchą ciszę jaką wieczór nas postanowił
obdarzyć. Cały czas myślałem o niefortunnym "wypadku" pod wzgórzem. Źle
się zakocha...ZACHOWAŁEM? Powinien ją przeprosić? Czemu zadaje sobie te
głupie pytania?
Było, minęło. No co zrobisz, nic nie zrobisz. Każdy popełnia błędy.
Spojrzałem po raz kolejny na modre, smutne oczy wilczycy. Zamartwiała
mnie. Nie żeby mi zależało, tylko...no. Szkoda było tak na nią patrzeć.
Ewidentnie coś ją męczyło, coś ciężkiego leżało na kruchym sercu.
Ogień powoli dogasał, tworząc pomarańczową łunę. Przysiadłem się bliżej
krawędzi jaskini, by mieć względny obraz całego terenu. Kiwnąłem lekko
głową, kiedy Seber oznajmiła czas spoczynku dla niej. Po chwili gdy się
położyła sam głęboko ziewnąłem, ukazując szereg zakrwawionych zębów.
Przetarłem oczy łapą, by choć na chwilę odrzucić męczące zmęczenie. Ten
dzień był pełen wrażeń.
Wstałem z siadu i poczłapałem do kąta jaskini, gdzie leżała Aurum Pave.
Spojrzałem na nią z cieniem uśmiechu, po czym wślizgnąłem się na jej
miejsce. Zapewne już spała.
-Pysznie. - wyszeptałem jej do ucha, a jej ciało przeszedł lekki dreszcz.
Przytuliłem się do niej i musnąłem nosem jej pysk.
Bo mogę.
---
W nocy nie mogłem spać, cały czas myślałem o zachowaniu Seber i moim pod
wzgórzem. Martwiłem się o to, że mogłem ją jakoś urazić.
Wstałem mniej więcej o styku księżyca z horyzontem. Poszedłem na małe
polowanie i po kilku minutach wróciłem z małym królikiem w zębach.
Zeżarłem go w całości, nawet nie zostawiając kawałka dla wadery. W końcu
jak będzie głodna, to sobie upoluje.
W drodze powrotnej do jaskini, moje myśli obrały inny tor. Męczyło mnie
to, czy Alfa zwoła poszukiwania mające na celu odnalezienie mordercy
Arii...To by było zagrożenie dla mnie, jak i złotej wilczycy.
Prawdopodobnie jak mnie znajdą, zawieszą jak przestępce. Którym zresztą byłem.
W jaskini panował przyjemny chłód, zmieszany z poranną mgłą. Niebo było
jeszcze czarne, ale mimo tego nic mnie nie powstrzymało do obudzenia
Seber.
-E, wstawaj. Nie ma całego dnia. - szturchnąłem ją łapą a potem...potem cmoknąłem w czoło.
A co! Niech się dzieje co chce. Niech sobie coś myśli, niech ma nadzieję.
Wadera nie była skora do współpracy, więc tak jak przy przeskakiwaniu rozpadliny, wziąłem ją na plecy i pognałem przez pola.
Kropelki rosy radośnie odbijały się od moich łap, lecąc do góry i
spadając jak deszcz, przynosząc orzeźwienie. Nim dotarłem do celu, jakim
był nadmorski klif byłem cały mokry. Posadziłem jescze nie do końca
kontaktującą Seber obok siebie. Wpatrywałem się z wyczekiwaniem w dal,
patrząc na szare niebo, które powoli u horyzontu się rozjaśniało i
zanosiło różową łuną.
-Seber, patrz. - szturchnąłem ją łapą i wskazałem na wschodzące słońce. - Piękne...Chciałem ci to pokazać.
(Seber? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz