Czułam się niewiarygodnie
głupio w stosunku do Alkiva, więc nie śmiałam nawet go zatrzymać. To
było dla mnie niestosowne? Tak, tak, wiem. Kto normalny puszcza SWOJEGO
alfę w ulewę i dużą burzę, ale… Nie, moje resztki godności nie pozwoliły
mi na zostawienie go w środku lasu, by biegł gdzieś po skałach, wodach
czy Bóg wie po czym. Po krótkim zastanowieniu, wybiegłam jak głupia ze
swojej jaskini i całkiem zwinnie dogoniłam samca, który otworzył oczy
szeroko. No chyba nie spodziewał się, że go złapię z powrotem.
-Ha,ha.. –
Uśmiechnęłam się. – Tak jakby… - Poczułam się naprawdę głupio. Na
początku go podświadomie wygoniłam, a teraz lecę do niego jak głupia. –
Wiesz.. – Liczyłam na to, że wymyślę dobrą wymówkę. Usłyszałam cichy
grzmot i wpadł mi do głowy plan. – Ech…
- Tak? – Spojrzał na mnie zaniepokojony.
- Wiesz…
Przepraszam, że cię… wygoniłam? – Poczułam jak zalewa mnie rumieniec,
ale i tak nie miałam nic do stracenia. – I.. proszę cię… zostań? –
Spojrzałam mu w oczy. – Boję się głośnych dźwięków, burzy. Jeszcze padnę
na zawał. Proszę..? – Pociągnęłam basiora z powrotem do jaskini, a ten
usiadł naprzeciwko mnie i patrzył się z uwagą.
- Mam coś na pysku? – Spytałam się
- Perfidny
uśmieszek. – Odpowiedział chichocząc. Tak, powinnam opanować swoje
emocje. Nie, nie dałam rady. Tak, musiał domyślić się o co mi chodzi. I
tak, jest mi strasznie wstyd.
- Wiesz..
- Przestać cały czas „wieszować”.
-Wieszować? –
Zaśmiałam się. A Alkivo zmierzył mnie wzrokiem. – Przepraszam. –
Ukłoniłam się. Po raz pierwszy zauważyłam, że samiec użył swojej władzy.
- Nic się nie stało. Więc?
- Więc? Co?
- Po co tu jestem? – Zapytał się podejrzliwie. – Duma nie pozwoliła Ci mnie wywalić? A może liczysz na gorący romans?
- Ależ… -
Starałam się ominąć przenikliwy wzrok sama, ale na nadaremno. – Tak, to
pierwsze… - Uśmiechnęłam się po chwili z dużą satysfakcją. – Ale ta
druga opcja brzmi całkiem dobrze.
- Też tak uważam. - Jego wyraz twarzy zmienił się na szczerze zachęcający.
<Alkivo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz