Tylko na to czekałem. Idealnie słoneczny dzień. Już od samej pobudki wiedziałem co będę robić - wylegiwać się na gorących kamieniach jak jakaś jaszczurka po zimie. Niestety ledwo wyszedłem z wygodnego legowiska, a już zasypała mnie masa spraw, z czego większość była papierkowa. Naprawdę nie lubię siedzieć przy nich, a co dopiero w taki ładny dzień. Co gorsza jak tylko kończyłem jedną sprawę to znajdowały się dwie nowe. I tak przez cały dzień. Zmęczony tą robotą padłem jak trup na legowisko późno w nocy. Nie zdążyłem nawet wychylić nosa z Sythe. Ostatnio coraz częściej miewałem koszmary, ale niestety nie były one byle jakie, lecz związane z moją przeszłością. Tej nocy śniło mi się spotkanie z Kilan. Jednak nie była to ta sama wilczyca. Miała rozdwojenie jaźni i to bardzo wyraźne. Raz była tą „dawną”, a chwilę potem delikatną waderą z silną amnezją. Sam nie wiem czemu, lecz ostatnio niezwykle często jest ona głównym bohaterem moich snów. Czyżby coś miało się wydarzyć? Nie wyspałem się, obudziłem się jeszcze przed wschodem słońca, a przypominam, że nie położyłem się zbyt wcześnie. Byłem wykończony, ale mimo wszystko coś nie pozwalało mi ponownie zasnąć. Niechętnie podniosłem się z legowiska i jako pierwszy wyszedłem z Sythe. Pokierowałem się w stronę Klanu Ziemi. Latem dużo łatwej zwierzyny pałęta się na granicy, więc może złapię jakieś lekkie śniadanie. Niestety zamiast płochliwych zająców moją uwagę przykuł basior pałętający się przy granicy. Kto normalny wstaje o takiej godzinie, żeby wyjść na spacer? No chyba, że wraca z wesela to zrozumiem.
(Lysander? Nie wiedziałam co odpisać :c)
niedziela, 5 czerwca 2016
Od Artiego c.d Darkness'a do Breeze
Basior prędko wsadził mnie na swój grzbiet, nawet nie do końca pytając się o moje zdanie. Trudno mi określić fakt, którego się właśnie dowiedziałem: zabranie mnie do wodnistych jest raczej karą, czy wyróżnieniem? Z jednej strony zawiniłem, ponieważ dałem uciec waderze. Czy tym posunięciem zamierza mi o tym dobitnie przypomnieć? Teraz mogę żywić tylko głęboką nadzieję, że podczas zwiadów nie spotkam wodnistej. Sam nie wiem, jak może postąpić: wydać mnie innym, że nie mam żywiołu wody, czy może zachowa się zupełnie inaczej.
Z drugiej strony po co zabierałby mnie ze sobą? Bo nie chciał mnie zostawić? Raczej nie chodzi tu o kwestię zaufania, ponieważ z pewnością go nie ukazałem swoim wyczynkiem. Byłem gotowy na karę w postaci rangi, czy jakiegoś zhańbienia w postaci ostatniej porcji mięsa po polowaniu. Nic takiego jeszcze nie nastąpiło. Byłem po prostu pewny, że zostanę za to ukarany. Tymczasem właśnie wraz z Alfą ognistych lecę na ziemię wodnistą w poszukiwaniu informacji.
- Uważaj, wylądujemy w północnej części Jeziorka – wskazał łbem w stronę wód stojących niemal na skraju lasu. – Mała część wodnistych się tam zapuszcza, dlatego będzie mniejsze prawdopodobieństwo, że zostaniemy zauważeni.
Spojrzałem w stronę wskazaną przez Darknessa. Było to porośnięte trzcinami, liliami oraz drzewami wodnymi miejsce, gdzie aktualnie nie przesiadywały żadne wilki. Na północy istniało ciemniejsze miejsce, gdzie drzewa rosły między sobą walcząc o dostęp do światła. Wyglądało to zarazem mrocznie, jak i ciekawie.
Basior gwałtownie zmienił kierunek na pionowy, celując prosto w wyznaczone miejsce. Zamknąłem oczy i odwróciłem łeb, aby wiatr zbyt bardzo nie muskał mojego pyska. Nie lubię tego uczucia, czuję się wtedy jakby jakiś smok zionął w moją stronę, odchylając całą skórę z mojego pyska. Okropne.
Zanim się obejrzałem, Darkness stał po łapy w jeziornych mułach. Woda w północnej części była brudna, zanieczyszczona i porośnięta różnymi rodzajami korzeni i wodnych roślin. Zjechałem z potężnego basiora, zamaczając się po sam brzuch w wodzie.
Nie powiem, że akurat to miejsce przyprawia mnie o wstręt. Jestem ognistym, dlatego naturalne jest to, że nie przepadam za wodą. Mogę do niej wchodzić, chlapię się jak inni, jednak niezaprzeczalnym faktem jest to, że po prostu jest to dla mnie dyskomfort oraz w pewnym sensie odraza. W wodzie czuję się pokonany, nie mogę zebrać żadnych ognistych mocy, ponieważ mi to i tak nic nie da. Niebezpiecznie jest więc przebywać w towarzystwie ognistych.
Szczęście, że nie ma z nami Headlessa. Wojownik zapewne odpoczywa w Sythe, czego w obecnej sytuacji mogę mu nieźle pozazdrościć. Mimo tego upór oraz konfliktowość basiora mogłoby być dla nas zgubne. Nie daj Boże wdarłby się w jakąś walkę i wkrótce mogłyby wyjść z tego nieprzyjemności.
- Idąc na wschód, dojdziesz do Treno, gdzie na pewno spotkasz wodnistych. Zwykle tam przesiadują długie godziny. Jeżeli jednak nie znajdziesz tam nikogo, na północ od Treno dojdziesz do Jaskiń – zwrócił się do mnie alfa, wpatrując się we mnie swoimi wściekle czerwonymi ślepiami – Ja idę do Rhaegara.
Skończył ozięble. Widocznie nie podobał mu się wyczynek, że Woda wysłała na jego ziemię szpiega. Z pewnością zamierza mnie wykorzystać do tego, aby on posunął się do tego samego.
- Czego mam się dowiedzieć? – zapytałem. Basior niechętnie znów na mnie spojrzał. Zwróciłem całą swoją uwagę ku niemu.
- Dowiedz się wszystkiego, co się da. Wybieraj informacje, które będą dla ciebie ważne. Które mogą być potrzebne dla ognistych – odwrócił łeb, rozłożył skrzydła – Nie zawiedź naszych wilków. Nie każ mi znów zwracać na siebie uwagi.
Wzbił się w powietrze, zostawiając mnie samego. No cóż, trzeba zacząć wypełniać powierzone zadanie, czy tego chcę czy nie. Wolę nie myśleć już, jak mógłbym się wywinąć z obecnej sytuacji. Już i tak nieźle wszystko pokręciłem, trudno mi się samemu połapać. Mam tylko nadzieję, że Darkness o mnie nie zapomni i nie będę musiał przepływać całego oceanu na swoje tereny.
Ruszyłem na wschód, tak jak mnie poinstruował. Teraz muszę zdać się tylko na jego łaskę. Chociaż nie powiem, nie wydaje mi się, żeby pragnął mojej śmierci. W każdym razie nie wyglądał na tego złego i okrutnego alfę. Bardziej był ignorantem oraz arogantem, który praktycznie nie ma kontaktu ze swoją watahą.
Ale kto wie, może za każdym razem nas wszystkich śledzi, a my tego nie wiemy? Ciekawe. Teraz wiem, że po prostu będę się musiał pilnować, co mówię oraz co robię na terenie ognistych. Na pewno będę na wszystko teraz patrzył inaczej niż zwykle. A przynajmniej w otoczeniu ognistych.
Otrzepałem się z wody, która już na brzegu była naprawdę tak czysta, że można było się w niej przejrzeć. Niezwykle urodzajne wody w tym klanie. Wszystko wygląda na ożywione i żywe, bez żadnego porównania z moimi terenami.
Ogień jest suchy, przepełniony niekiedy parą i dymem. Przyroda raczej jest martwa, niż żywa, a niekiedy brakuje nam wody do picia. Chociaż trudno jest narzekać, tutaj zapewne jest zbyt wilgotno oraz urodzajnie. Nie mógłbym żyć w takim miejscu, po prostu nie są to moje klimaty.
Darkness mnie nie okłamał. Wkrótce moim oczom ukazała się przepiękna wodna dolina, w której przesiadywało teraz kilka wilków z klanu, głównie wadery. Nie rozglądałem się jednak, aby nie zdradzić swojej tożsamości. Oglądając nowe otoczenie, od razu można zidentyfikować wilka niepochodzącego z tych terenów. Oznacza to bowiem nieprzyzwyczajenie się do owego widoku, dlatego też nie powinienem tak robić. Tak samo dyskretnie obejrzałem się po wilkach i po obecnej sytuacji.
Moim oczom ukazała się szara wodnista, która teraz samotnie podchodziła do swoich znajomych. Usiadła przy nich i zaczęła rozmawiać. Podchodziłem do towarzystwa powoli, wciąż obmyślając, co teraz mogę zrobić. Do nikogo nie podejdę, nie porozmawiam. Wodnista w Klanie wody miała idealną sytuację, aby wtopić się w tłum. Tutaj żadnej sytuacji nie było. Znów powoli odwróciłem wzrok w stronę wilków, tasując każdego wzrokiem.
Szara wadera spojrzała na mnie. Nasze spojrzenia się spotkały.
(Bee? Boże, nie bij za to opowiadanie. Wiem, że wyszło strasznie :C)
Z drugiej strony po co zabierałby mnie ze sobą? Bo nie chciał mnie zostawić? Raczej nie chodzi tu o kwestię zaufania, ponieważ z pewnością go nie ukazałem swoim wyczynkiem. Byłem gotowy na karę w postaci rangi, czy jakiegoś zhańbienia w postaci ostatniej porcji mięsa po polowaniu. Nic takiego jeszcze nie nastąpiło. Byłem po prostu pewny, że zostanę za to ukarany. Tymczasem właśnie wraz z Alfą ognistych lecę na ziemię wodnistą w poszukiwaniu informacji.
- Uważaj, wylądujemy w północnej części Jeziorka – wskazał łbem w stronę wód stojących niemal na skraju lasu. – Mała część wodnistych się tam zapuszcza, dlatego będzie mniejsze prawdopodobieństwo, że zostaniemy zauważeni.
Spojrzałem w stronę wskazaną przez Darknessa. Było to porośnięte trzcinami, liliami oraz drzewami wodnymi miejsce, gdzie aktualnie nie przesiadywały żadne wilki. Na północy istniało ciemniejsze miejsce, gdzie drzewa rosły między sobą walcząc o dostęp do światła. Wyglądało to zarazem mrocznie, jak i ciekawie.
Basior gwałtownie zmienił kierunek na pionowy, celując prosto w wyznaczone miejsce. Zamknąłem oczy i odwróciłem łeb, aby wiatr zbyt bardzo nie muskał mojego pyska. Nie lubię tego uczucia, czuję się wtedy jakby jakiś smok zionął w moją stronę, odchylając całą skórę z mojego pyska. Okropne.
Zanim się obejrzałem, Darkness stał po łapy w jeziornych mułach. Woda w północnej części była brudna, zanieczyszczona i porośnięta różnymi rodzajami korzeni i wodnych roślin. Zjechałem z potężnego basiora, zamaczając się po sam brzuch w wodzie.
Nie powiem, że akurat to miejsce przyprawia mnie o wstręt. Jestem ognistym, dlatego naturalne jest to, że nie przepadam za wodą. Mogę do niej wchodzić, chlapię się jak inni, jednak niezaprzeczalnym faktem jest to, że po prostu jest to dla mnie dyskomfort oraz w pewnym sensie odraza. W wodzie czuję się pokonany, nie mogę zebrać żadnych ognistych mocy, ponieważ mi to i tak nic nie da. Niebezpiecznie jest więc przebywać w towarzystwie ognistych.
Szczęście, że nie ma z nami Headlessa. Wojownik zapewne odpoczywa w Sythe, czego w obecnej sytuacji mogę mu nieźle pozazdrościć. Mimo tego upór oraz konfliktowość basiora mogłoby być dla nas zgubne. Nie daj Boże wdarłby się w jakąś walkę i wkrótce mogłyby wyjść z tego nieprzyjemności.
- Idąc na wschód, dojdziesz do Treno, gdzie na pewno spotkasz wodnistych. Zwykle tam przesiadują długie godziny. Jeżeli jednak nie znajdziesz tam nikogo, na północ od Treno dojdziesz do Jaskiń – zwrócił się do mnie alfa, wpatrując się we mnie swoimi wściekle czerwonymi ślepiami – Ja idę do Rhaegara.
Skończył ozięble. Widocznie nie podobał mu się wyczynek, że Woda wysłała na jego ziemię szpiega. Z pewnością zamierza mnie wykorzystać do tego, aby on posunął się do tego samego.
- Czego mam się dowiedzieć? – zapytałem. Basior niechętnie znów na mnie spojrzał. Zwróciłem całą swoją uwagę ku niemu.
- Dowiedz się wszystkiego, co się da. Wybieraj informacje, które będą dla ciebie ważne. Które mogą być potrzebne dla ognistych – odwrócił łeb, rozłożył skrzydła – Nie zawiedź naszych wilków. Nie każ mi znów zwracać na siebie uwagi.
Wzbił się w powietrze, zostawiając mnie samego. No cóż, trzeba zacząć wypełniać powierzone zadanie, czy tego chcę czy nie. Wolę nie myśleć już, jak mógłbym się wywinąć z obecnej sytuacji. Już i tak nieźle wszystko pokręciłem, trudno mi się samemu połapać. Mam tylko nadzieję, że Darkness o mnie nie zapomni i nie będę musiał przepływać całego oceanu na swoje tereny.
Ruszyłem na wschód, tak jak mnie poinstruował. Teraz muszę zdać się tylko na jego łaskę. Chociaż nie powiem, nie wydaje mi się, żeby pragnął mojej śmierci. W każdym razie nie wyglądał na tego złego i okrutnego alfę. Bardziej był ignorantem oraz arogantem, który praktycznie nie ma kontaktu ze swoją watahą.
Ale kto wie, może za każdym razem nas wszystkich śledzi, a my tego nie wiemy? Ciekawe. Teraz wiem, że po prostu będę się musiał pilnować, co mówię oraz co robię na terenie ognistych. Na pewno będę na wszystko teraz patrzył inaczej niż zwykle. A przynajmniej w otoczeniu ognistych.
Otrzepałem się z wody, która już na brzegu była naprawdę tak czysta, że można było się w niej przejrzeć. Niezwykle urodzajne wody w tym klanie. Wszystko wygląda na ożywione i żywe, bez żadnego porównania z moimi terenami.
Ogień jest suchy, przepełniony niekiedy parą i dymem. Przyroda raczej jest martwa, niż żywa, a niekiedy brakuje nam wody do picia. Chociaż trudno jest narzekać, tutaj zapewne jest zbyt wilgotno oraz urodzajnie. Nie mógłbym żyć w takim miejscu, po prostu nie są to moje klimaty.
Darkness mnie nie okłamał. Wkrótce moim oczom ukazała się przepiękna wodna dolina, w której przesiadywało teraz kilka wilków z klanu, głównie wadery. Nie rozglądałem się jednak, aby nie zdradzić swojej tożsamości. Oglądając nowe otoczenie, od razu można zidentyfikować wilka niepochodzącego z tych terenów. Oznacza to bowiem nieprzyzwyczajenie się do owego widoku, dlatego też nie powinienem tak robić. Tak samo dyskretnie obejrzałem się po wilkach i po obecnej sytuacji.
Moim oczom ukazała się szara wodnista, która teraz samotnie podchodziła do swoich znajomych. Usiadła przy nich i zaczęła rozmawiać. Podchodziłem do towarzystwa powoli, wciąż obmyślając, co teraz mogę zrobić. Do nikogo nie podejdę, nie porozmawiam. Wodnista w Klanie wody miała idealną sytuację, aby wtopić się w tłum. Tutaj żadnej sytuacji nie było. Znów powoli odwróciłem wzrok w stronę wilków, tasując każdego wzrokiem.
Szara wadera spojrzała na mnie. Nasze spojrzenia się spotkały.
(Bee? Boże, nie bij za to opowiadanie. Wiem, że wyszło strasznie :C)
Od Sombre c.d Victorii
Spojrzałam na wysuszone pnie, które gałęziami były skierowane w stronę kamiennej płyty. Nie jestem jakiś kotem, żeby wspinać się po drzewach ale nie miałem wyjścia. Nie czekając na waderę wskoczyłem na pień przeskakując po gałęziach, aż wylądowałem na kamieniach. Odwróciłem by zobaczyć jak sobie radzi wadera, gdy usłyszałem "Chodź". Przez chwilę wpatrywałem się to w gałęzie to na waderę zastanawiając się jak ona tak szybko tu weszła i była dobry kawał drogi przede mną. Zrównałem krok z Panią Jeleń, która szła w ciszy, nie było sensu zaczynać na siłę rozmowę. Doszliśmy już do granicy klanów, jednak wilczyca cały czas szła przed siebie nie oglądając się za siebie. Przystanąłem zaskoczony, sądziłem że teraz pożegna się i zawróci, jednak ta cały czas szła dalej. Dopiero przystanęła wtedy kiedy przestała słyszeć odgłos moich kroków. Odwróciła się i spojrzała na mnie pytająco.
- Czemu tak stoisz? Nie miałeś wracać do klanu?
- Już wiem gdzie jestem, nie potrzebuję dalszego przewodnictwa - odpowiedziałem podchodząc powoli do wadery, wyminąłem ją i skinąłem w podzięce głową
Usłyszałem parsknięcie ze strony wadery, cóż ją takiego rozbawiło?
- Już zostałeś odprowadzony. Przecież wilki mogą swobodnie przemierzać tereny klanów, mimo że nie należą do żadnego z nich. A więc powłóczę się trochę i zaraz wracam do siebie - powiedziawszy to udała się na wschód. Sam ruszyłem w kierunku Skythingu bo cóż innego miałem do roboty? Mogłem tak samo się powłóczyć jak Jeleń, jednak zaraz bym usłyszał, że jestem jakimś stalkerem. Westchnąłem odpędzając te myśli, nie poszedłbym za nią, tylko w przeciwną stronę jak teraz. Obejrzałem się za siebie, wadera zniknęła już dawno za wzgórzami, tak samo jak słońce za górami a jego miejsce zajął księżyc. Przez polanę szybko znalazłem się w lesie, a z lasu idąc zboczem gór szybko dotarłem do Wielkiego Drzewa. Pozostało tylko wejść do jaskini, ułożyć się na legowisku i zapaść w sen.
- Jeleń! - zawołałem zdając sobie sprawę, że to moja znajoma z wczoraj - Czyżby zabrakło pożywienia na waszej ognistej ziemi?
- Ten jeleń jest mój, goniłam go całą drogę od Klanu Ognia! To twoja wina, że teraz uciekł...
- Skoro tak zależało ci na złapaniu jelenia, to czemu dalej go nie gonisz? - spytałem, po czym ruszyłem za jeleniem zostawiając waderę z tyłu
Teraz jeleń znajduję się na terenach mojego klanu i nie pozwolę na to by ktoś inny niż jeden z moich członków klanu go złapał.
[Victoria?]
- Czemu tak stoisz? Nie miałeś wracać do klanu?
- Już wiem gdzie jestem, nie potrzebuję dalszego przewodnictwa - odpowiedziałem podchodząc powoli do wadery, wyminąłem ją i skinąłem w podzięce głową
Usłyszałem parsknięcie ze strony wadery, cóż ją takiego rozbawiło?
- Już zostałeś odprowadzony. Przecież wilki mogą swobodnie przemierzać tereny klanów, mimo że nie należą do żadnego z nich. A więc powłóczę się trochę i zaraz wracam do siebie - powiedziawszy to udała się na wschód. Sam ruszyłem w kierunku Skythingu bo cóż innego miałem do roboty? Mogłem tak samo się powłóczyć jak Jeleń, jednak zaraz bym usłyszał, że jestem jakimś stalkerem. Westchnąłem odpędzając te myśli, nie poszedłbym za nią, tylko w przeciwną stronę jak teraz. Obejrzałem się za siebie, wadera zniknęła już dawno za wzgórzami, tak samo jak słońce za górami a jego miejsce zajął księżyc. Przez polanę szybko znalazłem się w lesie, a z lasu idąc zboczem gór szybko dotarłem do Wielkiego Drzewa. Pozostało tylko wejść do jaskini, ułożyć się na legowisku i zapaść w sen.
~*~
Dziś postanowiłem sam zapolować. Reszta klanu, która pełniła rolę dostarczycieli jedzenia udała się na północ. Wraz z wiosną łanie wydały młode, a te już na pewno trochę dorosły więc można liczyć na pełną spiżarnie. Chodziłem w kółko z nosem przy ziemi tropiąc zwierzynę, aż wreszcie znalazłem swoją ofiarę. Duży jeleń jak gdyby nic skubał trawkę schowany za pniami drzew. Schowałem się między zarośla, które praktycznie całego mnie zakrywały. Na dodatek powiew wiatru mi sprzyjał, więc jeleń nie mógł wyczuć mojego zapachu. W momencie który uważałem za odpowiedni, wyskoczyłem z zarośli znajdując się koło jelenia, lecz ten w ułamek sekundy przede mną odbiegł. Odwróciłem się w stronę przeciwną do której odbiegł jeleń powoli, jednak na tyle szybko zareagowałem że zdążyłem uchylić głowę zanim coś, a raczej ktoś mógł mi ją oderwać. Brązowy wilk przeskoczył nade mną lądując kawałek za mną. Przestał gonić jelenia znajdując sobie inne zajęcia, a tym zajęciem było mordowanie mnie wzrokiem.- Jeleń! - zawołałem zdając sobie sprawę, że to moja znajoma z wczoraj - Czyżby zabrakło pożywienia na waszej ognistej ziemi?
- Ten jeleń jest mój, goniłam go całą drogę od Klanu Ognia! To twoja wina, że teraz uciekł...
- Skoro tak zależało ci na złapaniu jelenia, to czemu dalej go nie gonisz? - spytałem, po czym ruszyłem za jeleniem zostawiając waderę z tyłu
Teraz jeleń znajduję się na terenach mojego klanu i nie pozwolę na to by ktoś inny niż jeden z moich członków klanu go złapał.
[Victoria?]
Od Douglas'a
"-Nie chcę Cię tu więcej widzieć! Magia w watasze to zły znak!-wrzasnął za mną Fire, mój ojciec, który właśnie wyrzucił mnie z watahy.
-Ku*wa! Nie podobam Ci się? Wracaj do swoich cho*ernie słitaśnych wader!-odpyskowałem mu. "Niech się odpie*doli" pomyślałem. Zamieniłem się w vernida. Zatapiałem prawą łapę w jego ciele, później mojej "matki", i rodzeństwu. Triumfalnie oblizałem pazur, który ubrudził się od krwi. Lewą łapę, przedzierając się pazurami prze klatkę piersiową mojego ojca. On jeszcze żył. Wyrwałem mu serce, a następnie je ugryzłem. Wyplułem to na jego pysk. Vernidzimi zębami, rozszarpałem jego pozostałości. Cała wataha się na mnie patrzyła.
-Co się patrzycie, krzywe ryje?
Wziąłem głęboki oddech, i wysunąłem pazury, grożąc innym wilkom. Tylnymi łapami, przekopałem ziemię, zakrywając ciała mojej rodziny. Usłyszałem strzał, i okrzyki... "
Obudziłem się zlany potem. Znowu ten sen, wspomnienia, rodzina... Brr.. Wyszedłem z dziury, którą zrobiłem. To było moje kolejne lokum tymczasowe. Zamieniłem się w wilka, i rozprostowałem kości.
Za sobą usłyszałem jakieś kroki.
-Kim jesteś?-zapytałem, z uniesioną lewą "brwią".
-Ja?-powiedział, chyba męski głos.
Zadrżałem. On był obcy, silniejszy... Chyba.
-Ty...- powiedziałem przyciszonym głosem, kładąc uszy przy sobie.
-Jestem Sombre, alfa jednego z Klanów. Wilczych klanów.- zaśmiał się nerwowo, podchodząc bliżej. Też wyglądał na spiętego, i nieśmiałego.- A Ty.. Kim jesteś?
Przełknąłem ślinę. Głęboko westchnąłem, i otrząsłem się.
-Jestem Douglas...- powiedziałem szybko, unikając jego spojrzenia.- Ty.. Nie zrobisz mi krzywdy?
(Sombre?)
-Ku*wa! Nie podobam Ci się? Wracaj do swoich cho*ernie słitaśnych wader!-odpyskowałem mu. "Niech się odpie*doli" pomyślałem. Zamieniłem się w vernida. Zatapiałem prawą łapę w jego ciele, później mojej "matki", i rodzeństwu. Triumfalnie oblizałem pazur, który ubrudził się od krwi. Lewą łapę, przedzierając się pazurami prze klatkę piersiową mojego ojca. On jeszcze żył. Wyrwałem mu serce, a następnie je ugryzłem. Wyplułem to na jego pysk. Vernidzimi zębami, rozszarpałem jego pozostałości. Cała wataha się na mnie patrzyła.
-Co się patrzycie, krzywe ryje?
Wziąłem głęboki oddech, i wysunąłem pazury, grożąc innym wilkom. Tylnymi łapami, przekopałem ziemię, zakrywając ciała mojej rodziny. Usłyszałem strzał, i okrzyki... "
Obudziłem się zlany potem. Znowu ten sen, wspomnienia, rodzina... Brr.. Wyszedłem z dziury, którą zrobiłem. To było moje kolejne lokum tymczasowe. Zamieniłem się w wilka, i rozprostowałem kości.
Za sobą usłyszałem jakieś kroki.
-Kim jesteś?-zapytałem, z uniesioną lewą "brwią".
-Ja?-powiedział, chyba męski głos.
Zadrżałem. On był obcy, silniejszy... Chyba.
-Ty...- powiedziałem przyciszonym głosem, kładąc uszy przy sobie.
-Jestem Sombre, alfa jednego z Klanów. Wilczych klanów.- zaśmiał się nerwowo, podchodząc bliżej. Też wyglądał na spiętego, i nieśmiałego.- A Ty.. Kim jesteś?
Przełknąłem ślinę. Głęboko westchnąłem, i otrząsłem się.
-Jestem Douglas...- powiedziałem szybko, unikając jego spojrzenia.- Ty.. Nie zrobisz mi krzywdy?
(Sombre?)
Od Darkness'a c.d Artiego
Lato, lato, lato. Oj moje kochane lato. Co może być lepsze od letniego skwaru na pustyni w samo południe? Cóż.. pewnie wiele rzeczy. W każdym razie jak zwykle bawiłem się w kotka i myszkę z moimi członkami. Tak na rozprostowanie mojego cielska po ochłodzeniu klimatu. (czyt. temperatura obniżyła do coś koło 18 stopni) Podobno momentami mieliśmy srogą zimę i dlatego wyjątkowo aż tak spadła nam temperatura. Poprosiłem, oczywiście w moim mniemaniu, Artiego aby sprowadził do mnie szpiega. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym to ja ich nie szpiegował podczas wykonywania tego zadania. Cały czas sprytnie ukrywałem się gdzie tylko się dało. Nie wiem co temu Headlessowi wpadło do łba, żeby od tak walczyć na poważnie. W ogóle jakim cudem on przegrał? Patałach jeden. To stawia nas w fatalnej pozycji. Muszę ściągnąć Zefira na trenera, bo inaczej te wilczki nie poradzą sobie nawet na lekkiej bitewce. Póki co będę musiał go zastąpić, ale Headlessa i Artiego osobiście dopilnuje i stworze im osobny trening. Chociaż coś czuje, że byłego trenera trzeba będzie posłać na emeryturę. Cóż jak trzeba to trzeba. Te nieudolne, prowizoryczne opatrunki wręcz wypełniły mnie współczuciem dla Headlessa. Musiałem w końcu wkroczyć bo nam się wykrwawi biedulek.
- Co wy nawyprawialiście… - westchnąłem podchodząc bliżej
Widziałem w oczach Artiego brak jakiejkolwiek emocji, zapewne zastanawiał się czy Headless go wyda. Szkoda tylko, że nie ma z czego, bo ja wiem o wszystkim i widziałem jak pomagał szpiegowi. U la la.. Taki wszechwidzący Darkness. Kazałem odsunąć się Artiemu, a naszego przyszłego emeryta sam wziąłem na plecy.
- Zabiorę go do Sythe i opatrzę. Ty masz jak najszybciej się tam dostać i u mnie stawić. - powiedziałem, po czym szybkim ruchem rozłożystych skrzydeł wzbiłem się w powietrze
Nim się obejrzeliśmy byliśmy już w kanionie. Od razu zaprowadziłem go do jego jaskini i opatrzyłem głębokie rany. Powiem szczerze bez szycia się nie obeszło. Ledwo skończyłem, a usłyszałem jak ktoś przechodzi schodami na wyższe piętro. Zostawiłem mumio-Headlessa samego i udałem się za odgłosem kroków ku górze. Po drodze na chwile przystanąłem by coś sprawdzić, a basior w tym czasie wszedł na samą górę. Gdy ja także tam dotarłem dostrzegłem uchylone drzwi do mojego pokoju, a za nimi krzątał się Arti. Wszedłem cicho, a kiedy mnie zauważył usiadł cierpliwie na miejscu.
- Czemu jej nie przyprowadziłeś? - spytałem zasłaniając okna ciemnymi, grubymi zasłonami
- Wywinęła się z zasadzki i uciekła - stwierdził twardym wzrokiem patrząc przez siebie
Zasłoniłem ostatnią roletę i zdmuchnąłem ogień z pobliskiej latarenki.
- Spójrz mi w oczy - powiedziałem do odwróconego tyłem wilka
Basior niechętnie odwrócił się i przyjrzał się moim emanującym czerwienią gałkom ocznym, pazurom oraz sierści.
- Łżesz - pociągnąłem głośno wściekłym tonem
Och jakie to zabawne. Ciekawe tylko czy skłamie czy przyzna, że Headless go wydał. Nie musiałem długo czekać na odpowiedź.
- Wydał mnie? - zapytał patrząc bardziej obok mnie
- Skądże. Dotrzymał słowa jak na wspólnika przystało - w moich oczach coś zabłysło
- To skąd o tym wiesz? I co dokładnie wiesz? - dopytał z lekką zwątpienia w głosie
- Widziałem wszystko na własne oczy. Śledziłem Cię przez cały ten czas. Słaby ten szpieg skoro nawet mnie nie zauważył, ale mimo wszystko skopała tyłek naszemu Headlessowi.
Wilk jakby niedowierzając umilkł odwracając wzrok.
- Dobra mniejsza z tym - równo z końcem tej wypowiedzi wszystkie latarenki, świece i tym podobne zapaliły się jasnym płomieniem - Trzeba załatwić parę spraw w Klanie Wody. Pakuj manatki, idziesz ze mną.
- A co ja mam tam robić? - zapytał przecierając oczy od tej nagłej jasności
- W sumie nie wiem, ale nie chce mi się tam iść/lecieć samemu. - odparłem zamyślony
Chwilę później już wyruszaliśmy. Wziąłem Artiego na grzbiet i szybko się wznieśliśmy. Po drodze opowiedziałem mu cały plan działania. Z grubsza chodziło w nim o to, że na terenie Klanu Wody rozdzielimy się, ja pójdę do alfy, a on na zwiady.
(Arti? Macie marudy niecierpliwe xd)
- Co wy nawyprawialiście… - westchnąłem podchodząc bliżej
Widziałem w oczach Artiego brak jakiejkolwiek emocji, zapewne zastanawiał się czy Headless go wyda. Szkoda tylko, że nie ma z czego, bo ja wiem o wszystkim i widziałem jak pomagał szpiegowi. U la la.. Taki wszechwidzący Darkness. Kazałem odsunąć się Artiemu, a naszego przyszłego emeryta sam wziąłem na plecy.
- Zabiorę go do Sythe i opatrzę. Ty masz jak najszybciej się tam dostać i u mnie stawić. - powiedziałem, po czym szybkim ruchem rozłożystych skrzydeł wzbiłem się w powietrze
Nim się obejrzeliśmy byliśmy już w kanionie. Od razu zaprowadziłem go do jego jaskini i opatrzyłem głębokie rany. Powiem szczerze bez szycia się nie obeszło. Ledwo skończyłem, a usłyszałem jak ktoś przechodzi schodami na wyższe piętro. Zostawiłem mumio-Headlessa samego i udałem się za odgłosem kroków ku górze. Po drodze na chwile przystanąłem by coś sprawdzić, a basior w tym czasie wszedł na samą górę. Gdy ja także tam dotarłem dostrzegłem uchylone drzwi do mojego pokoju, a za nimi krzątał się Arti. Wszedłem cicho, a kiedy mnie zauważył usiadł cierpliwie na miejscu.
- Czemu jej nie przyprowadziłeś? - spytałem zasłaniając okna ciemnymi, grubymi zasłonami
- Wywinęła się z zasadzki i uciekła - stwierdził twardym wzrokiem patrząc przez siebie
Zasłoniłem ostatnią roletę i zdmuchnąłem ogień z pobliskiej latarenki.
- Spójrz mi w oczy - powiedziałem do odwróconego tyłem wilka
Basior niechętnie odwrócił się i przyjrzał się moim emanującym czerwienią gałkom ocznym, pazurom oraz sierści.
- Łżesz - pociągnąłem głośno wściekłym tonem
Och jakie to zabawne. Ciekawe tylko czy skłamie czy przyzna, że Headless go wydał. Nie musiałem długo czekać na odpowiedź.
- Wydał mnie? - zapytał patrząc bardziej obok mnie
- Skądże. Dotrzymał słowa jak na wspólnika przystało - w moich oczach coś zabłysło
- To skąd o tym wiesz? I co dokładnie wiesz? - dopytał z lekką zwątpienia w głosie
- Widziałem wszystko na własne oczy. Śledziłem Cię przez cały ten czas. Słaby ten szpieg skoro nawet mnie nie zauważył, ale mimo wszystko skopała tyłek naszemu Headlessowi.
Wilk jakby niedowierzając umilkł odwracając wzrok.
- Dobra mniejsza z tym - równo z końcem tej wypowiedzi wszystkie latarenki, świece i tym podobne zapaliły się jasnym płomieniem - Trzeba załatwić parę spraw w Klanie Wody. Pakuj manatki, idziesz ze mną.
- A co ja mam tam robić? - zapytał przecierając oczy od tej nagłej jasności
- W sumie nie wiem, ale nie chce mi się tam iść/lecieć samemu. - odparłem zamyślony
Chwilę później już wyruszaliśmy. Wziąłem Artiego na grzbiet i szybko się wznieśliśmy. Po drodze opowiedziałem mu cały plan działania. Z grubsza chodziło w nim o to, że na terenie Klanu Wody rozdzielimy się, ja pójdę do alfy, a on na zwiady.
(Arti? Macie marudy niecierpliwe xd)
Subskrybuj:
Posty (Atom)