niedziela, 5 czerwca 2016

Od Sombre c.d Victorii

Spojrzałam na wysuszone pnie, które gałęziami były skierowane w stronę kamiennej płyty. Nie jestem jakiś kotem, żeby wspinać się po drzewach ale nie miałem wyjścia. Nie czekając na waderę wskoczyłem na pień przeskakując po gałęziach, aż wylądowałem na kamieniach. Odwróciłem by zobaczyć jak sobie radzi wadera, gdy usłyszałem "Chodź". Przez chwilę wpatrywałem się to w gałęzie to na waderę zastanawiając się jak ona tak szybko tu weszła i była dobry kawał drogi przede mną. Zrównałem krok z Panią Jeleń, która szła w ciszy, nie było sensu zaczynać na siłę rozmowę. Doszliśmy już do granicy klanów, jednak wilczyca cały czas szła przed siebie nie oglądając się za siebie. Przystanąłem zaskoczony, sądziłem że teraz pożegna się i zawróci, jednak ta cały czas szła dalej. Dopiero przystanęła wtedy kiedy przestała słyszeć odgłos moich kroków. Odwróciła się i spojrzała na mnie pytająco.
- Czemu tak stoisz? Nie miałeś wracać do klanu?
- Już wiem gdzie jestem, nie potrzebuję dalszego przewodnictwa - odpowiedziałem podchodząc powoli do wadery, wyminąłem ją i skinąłem w podzięce głową
Usłyszałem parsknięcie ze strony wadery, cóż ją takiego rozbawiło?
- Już zostałeś odprowadzony. Przecież wilki mogą swobodnie przemierzać tereny klanów, mimo że nie należą do żadnego z nich. A więc powłóczę się trochę i zaraz wracam do siebie - powiedziawszy to udała się na wschód. Sam ruszyłem w kierunku Skythingu bo cóż innego miałem do roboty? Mogłem tak samo się powłóczyć jak Jeleń, jednak zaraz bym usłyszał, że jestem jakimś stalkerem. Westchnąłem odpędzając te myśli, nie poszedłbym za nią, tylko w przeciwną stronę jak teraz. Obejrzałem się za siebie, wadera zniknęła już dawno za wzgórzami, tak samo jak słońce za górami a jego miejsce zajął księżyc. Przez polanę szybko znalazłem się w lesie, a z lasu idąc zboczem gór szybko dotarłem do Wielkiego Drzewa. Pozostało tylko wejść do jaskini, ułożyć się na legowisku i zapaść w sen.
~*~
Dziś postanowiłem sam zapolować. Reszta klanu, która pełniła rolę dostarczycieli jedzenia udała się na północ. Wraz z wiosną łanie wydały młode, a te już na pewno trochę dorosły więc można liczyć na pełną spiżarnie. Chodziłem w kółko z nosem przy ziemi tropiąc zwierzynę, aż wreszcie znalazłem swoją ofiarę. Duży jeleń jak gdyby nic skubał trawkę schowany za pniami drzew. Schowałem się między zarośla, które praktycznie całego mnie zakrywały. Na dodatek powiew wiatru mi sprzyjał, więc jeleń nie mógł wyczuć mojego zapachu. W momencie który uważałem za odpowiedni, wyskoczyłem z zarośli znajdując się koło jelenia, lecz ten w ułamek sekundy przede mną odbiegł. Odwróciłem się w stronę przeciwną do której odbiegł jeleń powoli, jednak na tyle szybko zareagowałem że zdążyłem uchylić głowę zanim coś, a raczej ktoś mógł mi ją oderwać. Brązowy wilk przeskoczył nade mną lądując kawałek za mną. Przestał gonić jelenia znajdując sobie inne zajęcia, a tym zajęciem było mordowanie mnie wzrokiem.
- Jeleń! - zawołałem zdając sobie sprawę, że to moja znajoma z wczoraj - Czyżby zabrakło pożywienia na waszej ognistej ziemi?
- Ten jeleń jest mój, goniłam go całą drogę od Klanu Ognia! To twoja wina, że teraz uciekł...
- Skoro tak zależało ci na złapaniu jelenia, to czemu dalej go nie gonisz? - spytałem, po czym ruszyłem za jeleniem zostawiając waderę z tyłu
Teraz jeleń znajduję się na terenach mojego klanu i nie pozwolę na to by ktoś inny niż jeden z moich członków klanu go złapał.

[Victoria?]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz