Tylko na to czekałem. Idealnie słoneczny dzień. Już od samej pobudki wiedziałem co będę robić - wylegiwać się na gorących kamieniach jak jakaś jaszczurka po zimie. Niestety ledwo wyszedłem z wygodnego legowiska, a już zasypała mnie masa spraw, z czego większość była papierkowa. Naprawdę nie lubię siedzieć przy nich, a co dopiero w taki ładny dzień. Co gorsza jak tylko kończyłem jedną sprawę to znajdowały się dwie nowe. I tak przez cały dzień. Zmęczony tą robotą padłem jak trup na legowisko późno w nocy. Nie zdążyłem nawet wychylić nosa z Sythe. Ostatnio coraz częściej miewałem koszmary, ale niestety nie były one byle jakie, lecz związane z moją przeszłością. Tej nocy śniło mi się spotkanie z Kilan. Jednak nie była to ta sama wilczyca. Miała rozdwojenie jaźni i to bardzo wyraźne. Raz była tą „dawną”, a chwilę potem delikatną waderą z silną amnezją. Sam nie wiem czemu, lecz ostatnio niezwykle często jest ona głównym bohaterem moich snów. Czyżby coś miało się wydarzyć? Nie wyspałem się, obudziłem się jeszcze przed wschodem słońca, a przypominam, że nie położyłem się zbyt wcześnie. Byłem wykończony, ale mimo wszystko coś nie pozwalało mi ponownie zasnąć. Niechętnie podniosłem się z legowiska i jako pierwszy wyszedłem z Sythe. Pokierowałem się w stronę Klanu Ziemi. Latem dużo łatwej zwierzyny pałęta się na granicy, więc może złapię jakieś lekkie śniadanie. Niestety zamiast płochliwych zająców moją uwagę przykuł basior pałętający się przy granicy. Kto normalny wstaje o takiej godzinie, żeby wyjść na spacer? No chyba, że wraca z wesela to zrozumiem.
(Lysander? Nie wiedziałam co odpisać :c)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz