Stawiam kolejne łapy na mokrym jeszcze śniegu, który przylepia się do moich łap, przez co moja podroż jest utrudniona. Jest mi coraz ciężej, a śnieżyca postanawia nie ustawać. Idę pod wiatr czując, jak każdy płatek śniegu wchodzi pod moje futro, mrożąc mnie żywcem. Jednak idę dalej, byle by się nie zatrzymać, a gorzej, żeby nie zawrócić. Muszę iść przed siebie. Po chwili widzę światło. Ale nie światło takie, które widzą umierający. To bardziej... pociąg! Za nim dźwięk lokomotywy przedrze się wpierw przez śnieg, a następnie moje uszy, zeskakuję z torów, na jakich stałem. Gdy maszyna przejeżdża obok mnie, tracę równowagę przez wicher stworzony przez nią. Pędziła jak oszalała, a ja trafiłem na śliski śnieg. Nie mam kiedy wbić pazurów w lód, gdyż za nim się obejrzę, zaczynam się toczyć, niczym mała biała kulka śniegu z górki. Świat wiruję. Nie mogę się zatrzymać, aż w końcu na mojej drodze stoi drzewo. A dalej las. Nie mam szans się zatrzymać, więc czekam na zderzenie.
A w rzeczywistości gdy otwieram oczy, wybudzam się ze snu, gdzie na samym końcu miałem bolesne zderzenie z drzewem, którego oczywiście nie czułam. Gdy wracam do normalnego świata, zdaje sobie sprawę, że zrobiłem sobie drzemkę w południe pod cieniem drzewa.
Podniosłem głowę i się rozejrzałem. Zero żywej duszy, jakby wszyscy się stąd ulotnili. Po za jedną czarną postacią. Niestety nie mogłem jej rozróżnić, bo mój wzrok nie przystosował się do światła słonecznego i odmówił posłuszeństwa. Dlatego też chciałem po prostu podejść bliżej tego kogoś, niestety gdy wstałem i zrobiłem pierwszy krok, poślizgnąłem się na liściach i na błocie. Najpierw wywróciłem się do przodu, potem do tyłu próbując złapać równowagę, ale zamiast tego spadłem na brzuch i zacząłem jechać tyłem na dół. Po paru sekundach uderzyłem w kogoś, a następnie oboje wylądowaliśmy w wodzie.
Piękne pierwsze spotkanie.
Jak najszybciej wyszedłem z wody, która mi nie służyła, a następnie wzrokiem zacząłem szukać mej ofiary. Kiedy ją wychwyciłem, pomogłem wilczycy.
- Przepraszam cię panienko. To było nie zamierzone – wytłumaczyłem się.
<Crashen lub Rigel? Możecie obie odpisać, nie mogłam się zdecydować>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~Klan Everything. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~Klan Everything. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 10 sierpnia 2017
poniedziałek, 11 lipca 2016
Od Juni: Poszukiwania cz.1
-Dziękuję.- odpowiedziałam szybko i zabrałam się do jedzenia. Tak dobrego posiłku nie jadłam od pożaru. Delektowałam się każdym najmniejszym kawałeczkiem dziczyzny. Wadera przyglądała mi się, gdy pochłaniałam potrawę, lecz gdy tylko zauważyła, że to widzę zmieniła wyraz twarzy i poprawiła postawę.
-Gdy skończysz możesz odpocząć tam na tym posłaniu.- skinęła głową w kierunku legowiska.- Jutro jeśli znajdę trochę czasu, oprowadzę Cię po naszych terenach.
-Nie trzeba. Myślę, że sobie poradzę.- odpowiedziałam przełknąwszy kolejny kawałek dziczyzny.- Mam bardzo dobrą orientację w terenie. Poza tym, gdy ja będę zwiedzać, ty będziesz miała więcej czasu dla siebie.
Wadera spojrzała na mnie podejrzliwie, ale nie odezwała się, dopóki nie skończyłam jeść. Gdy szłam spać rzuciła jedynie:
-Tylko pamiętaj, że nie możesz jeszcze się zbytnio wysilać. Wciąż jesteś ranna.
I odeszła.
Położyłam się na posłaniu i syknęłam z bólu. Faktycznie byłam cała poobijana. Przewróciłam się na drugi bok i wyjrzałam za okno. Zaszło słońce. Trzeba się ruszyć, bo gdy tylko wzejdzie księżyc, stanę się ponownie Acrux’em, a to mój największy koszmar. Mój i wilków, które kiedykolwiek spotkały mnie nocą.
Wstałam z posłania i wymknęłam się na zewnątrz. Weszłam po schodach i moim oczom ukazało się wielkie drzewo. Rosło ono w centralnym miejscu placu na którym byłam. Nie miałam niestety czasu, aby bliżej mu się przyjrzeć. Księżyc zaraz miał zacząć swoją majestatyczną podróż po widnokręgu. Biegłam przez tereny klanu. Szukałam miejsca, do którego nikt się nie zapuści i w którym spokojnie będę mogła siedzieć przez całe noce. Nagle natrafiłam na sporych rozmiarów budynek z dużą ilością wież i murem. Znajdował się na skraju góry. Zbudowany był z pięknego białego kamienia. Postanowiłam wejść do środka.
C.D.N.
-Gdy skończysz możesz odpocząć tam na tym posłaniu.- skinęła głową w kierunku legowiska.- Jutro jeśli znajdę trochę czasu, oprowadzę Cię po naszych terenach.
-Nie trzeba. Myślę, że sobie poradzę.- odpowiedziałam przełknąwszy kolejny kawałek dziczyzny.- Mam bardzo dobrą orientację w terenie. Poza tym, gdy ja będę zwiedzać, ty będziesz miała więcej czasu dla siebie.
Wadera spojrzała na mnie podejrzliwie, ale nie odezwała się, dopóki nie skończyłam jeść. Gdy szłam spać rzuciła jedynie:
-Tylko pamiętaj, że nie możesz jeszcze się zbytnio wysilać. Wciąż jesteś ranna.
I odeszła.
Położyłam się na posłaniu i syknęłam z bólu. Faktycznie byłam cała poobijana. Przewróciłam się na drugi bok i wyjrzałam za okno. Zaszło słońce. Trzeba się ruszyć, bo gdy tylko wzejdzie księżyc, stanę się ponownie Acrux’em, a to mój największy koszmar. Mój i wilków, które kiedykolwiek spotkały mnie nocą.
Wstałam z posłania i wymknęłam się na zewnątrz. Weszłam po schodach i moim oczom ukazało się wielkie drzewo. Rosło ono w centralnym miejscu placu na którym byłam. Nie miałam niestety czasu, aby bliżej mu się przyjrzeć. Księżyc zaraz miał zacząć swoją majestatyczną podróż po widnokręgu. Biegłam przez tereny klanu. Szukałam miejsca, do którego nikt się nie zapuści i w którym spokojnie będę mogła siedzieć przez całe noce. Nagle natrafiłam na sporych rozmiarów budynek z dużą ilością wież i murem. Znajdował się na skraju góry. Zbudowany był z pięknego białego kamienia. Postanowiłam wejść do środka.
C.D.N.
niedziela, 10 lipca 2016
poniedziałek, 4 lipca 2016
Od Sinon CD Junien
Dzień był wyjątkowo upalny. Nawiedził mnie brak ochoty wyściubiania nosa z jaskini z powodu palącego słońca. Wiedziałam jednak, że nie wytrzymam długo w czterech ścianach. Wykurzona na zewnątrz, wybrałam się nad jedną z pobliskich rzek. Pierwszy raz żałuje, że mam tak grube futro. Nawet to że jest białe mnie nie ratuje. Chciałam znaleźć ochłodę w tworzącej się starorzecze. Ostatnio było dość burzliwie, więc woda była chłodna. Moje plany pokrzyżował wilk. Konkretniej nieprzytomna wadera. Jej stan dość marny. Widać że jest wycieńczona i musiała stracić kontakt walcząc z życiodajnym żywiołem. Podeszłam do niej i użyłam swoich zdolności by wypluła wodę z płuc. Zakaszlała i spojrzała na mnie błękitnymi oczami. Światło słońca ją oślepiło przez co przymknęła je z powrotem. Rozłożyłam skrzydło by ją osłonić.
- W porządku? - zapytałam bez emocji.
Skinęła głową.
- Dziękuję za pomoc... - czekałam aż podam jej jedno istotne słowo.
- Sinon - dokończyłam szybko.
Wstała chwiejnie. Zauważyłam że trudno jej ustać.
- Chodź. Zaprowadzę cię do swojej jaskini, byś odpoczęła i od razu cię opatrzę.
Objęłam ją skrzydłem.
- Nie trzeba. Nic mi nie jest to tylko draśnięcie. - uśmiechnęła się.
Pokręciłam łbem.
- Daj spokój. Obie wiemy, że to nieprawda. - Mój ton głosu wyraźnie wskazywał by przestała robić z siebie wesołka. - Jak się zwiesz?
- Junien.
Przytaknęłam.
- Posłuchaj Junien. Znajdujesz się teraz na terenie Wilczych Klanów a dokładniej na terenie klanu Evrything do którego należę. Sama zadecydujesz czy chcesz dołączyć. Jak na razie będziesz traktowana jako gość.
- Rozumiem.
Cała drogę nie odzywaliśmy się, ale nie było miedzy nami napięcia. Może to przeze mnie, nie jestem kontaktowa, wole być cicho.
Zaprowadziłam ją do kwatery i odstąpiłam posłanie. Poszłam po apteczkę i staranie obmywałam rany. Wadera drgnęła i syknęła z bólu.
- Wybacz.
Miałam specjalną maść leczniczą, którą delikatnie nasmarowałam poważniejsze obrażenia i zabandażowałam.
- Odpoczywaj Junien. Zaraz przyniosę coś do jedzenia.
Pobiegłam do spiżarni i wzięłam większą partię dziczyzny. Wróciłam i podzieliłam ją między nas.
- Proszę. Smacznego.
<Junien? Miałam czekać aż wrócisz, alee...>
- W porządku? - zapytałam bez emocji.
Skinęła głową.
- Dziękuję za pomoc... - czekałam aż podam jej jedno istotne słowo.
- Sinon - dokończyłam szybko.
Wstała chwiejnie. Zauważyłam że trudno jej ustać.
- Chodź. Zaprowadzę cię do swojej jaskini, byś odpoczęła i od razu cię opatrzę.
Objęłam ją skrzydłem.
- Nie trzeba. Nic mi nie jest to tylko draśnięcie. - uśmiechnęła się.
Pokręciłam łbem.
- Daj spokój. Obie wiemy, że to nieprawda. - Mój ton głosu wyraźnie wskazywał by przestała robić z siebie wesołka. - Jak się zwiesz?
- Junien.
Przytaknęłam.
- Posłuchaj Junien. Znajdujesz się teraz na terenie Wilczych Klanów a dokładniej na terenie klanu Evrything do którego należę. Sama zadecydujesz czy chcesz dołączyć. Jak na razie będziesz traktowana jako gość.
- Rozumiem.
Cała drogę nie odzywaliśmy się, ale nie było miedzy nami napięcia. Może to przeze mnie, nie jestem kontaktowa, wole być cicho.
Zaprowadziłam ją do kwatery i odstąpiłam posłanie. Poszłam po apteczkę i staranie obmywałam rany. Wadera drgnęła i syknęła z bólu.
- Wybacz.
Miałam specjalną maść leczniczą, którą delikatnie nasmarowałam poważniejsze obrażenia i zabandażowałam.
- Odpoczywaj Junien. Zaraz przyniosę coś do jedzenia.
Pobiegłam do spiżarni i wzięłam większą partię dziczyzny. Wróciłam i podzieliłam ją między nas.
- Proszę. Smacznego.
<Junien? Miałam czekać aż wrócisz, alee...>
środa, 29 czerwca 2016
Od Ketris do Yonggân i Sombre
Przeciągałam się rozkosznie w jaskini,kiedy już się rozciągnęłam wyszłam z jaskini i się potknęłam o własne łapy
Niezdara ze mnie- uśmiechnęłam się sama do siebie
Do głowy przyszedł mi genialny pomysł żeby poćwiczyć równowagę i skupienie.
W końcu doszłam tam gdzie dojść miałam i poszłam do jeziora niepewnym krokiem weszłam do jeziora wpadłam do niego,zamknęłam oczy i starałam się sobie przypomnieć jak to mama mówiła że trzeba to robić.
W końcu po pięciu minutach stałam ( dosłownie) na wodzie i wokół mnie kręciły się kule z wody otworzyłam oczy i kiedy to zobaczyłam byłam z siebie dumna znów zamknęłam oczy z równowagi mnie wyprowadziła kłótnia pomiędzy wilkami jeden głos był mi bardzo dobrze znany,tak to nasz " kochany" samiec alfa Sombre. Wyszłam niechętnie z jeziora i poszłam w stronę głosów kiedy podeszłam to mnie chyba usłyszeli bo odwrócili wzrok w moją stronę,zapanowała grobowa cisza.
Jesteś mokra- Sombre
No co ty nie powiesz- powiedziałam ze znudzeniem w głosie
Otrzepałam się a cała woda poleciała na Sombre a Lilia wodna z mojej głowy na neznajomą waderę.
Może pójdziemy na polowanie?- zapytałam kiedy Sombre był już suchy a nieznajoma wadera pozbyła się lili z głowy
Spoko- nieznajoma wadera
Mi pasuje- Sombre
I wszyscy się rzuciliśmy w las biegłam na przedzie gdy nagle się potknęłam i zaczęłam spadać z klifu do jeziora,spadając uderzyłam w kamień, ostatnią rzeczą jaką zobaczyłam to jak nieznajoma wadera podbiegła a za nią przybiegł Sombre
(Sombree,Yonggân?)
Niezdara ze mnie- uśmiechnęłam się sama do siebie
Do głowy przyszedł mi genialny pomysł żeby poćwiczyć równowagę i skupienie.
W końcu doszłam tam gdzie dojść miałam i poszłam do jeziora niepewnym krokiem weszłam do jeziora wpadłam do niego,zamknęłam oczy i starałam się sobie przypomnieć jak to mama mówiła że trzeba to robić.
W końcu po pięciu minutach stałam ( dosłownie) na wodzie i wokół mnie kręciły się kule z wody otworzyłam oczy i kiedy to zobaczyłam byłam z siebie dumna znów zamknęłam oczy z równowagi mnie wyprowadziła kłótnia pomiędzy wilkami jeden głos był mi bardzo dobrze znany,tak to nasz " kochany" samiec alfa Sombre. Wyszłam niechętnie z jeziora i poszłam w stronę głosów kiedy podeszłam to mnie chyba usłyszeli bo odwrócili wzrok w moją stronę,zapanowała grobowa cisza.
Jesteś mokra- Sombre
No co ty nie powiesz- powiedziałam ze znudzeniem w głosie
Otrzepałam się a cała woda poleciała na Sombre a Lilia wodna z mojej głowy na neznajomą waderę.
Może pójdziemy na polowanie?- zapytałam kiedy Sombre był już suchy a nieznajoma wadera pozbyła się lili z głowy
Spoko- nieznajoma wadera
Mi pasuje- Sombre
I wszyscy się rzuciliśmy w las biegłam na przedzie gdy nagle się potknęłam i zaczęłam spadać z klifu do jeziora,spadając uderzyłam w kamień, ostatnią rzeczą jaką zobaczyłam to jak nieznajoma wadera podbiegła a za nią przybiegł Sombre
(Sombree,Yonggân?)
niedziela, 19 czerwca 2016
Od Junien do Sinon
Niezbyt długo nacieszyłam się wolnością. Wilki zaczęły mnie ścigać. Widziałam ich ślepia, doganiali mnie. Niektórzy byli na tyle szybcy, że dosięgali mnie i ranili pazurami. W końcu jeden z nich skoczył na mnie i wbił się kłami w mój kłąb. Upadłam na ziemię. Wilki otoczyły mnie ciasnym półkolem. Z jednej strony byli oni, a z drugiej strony urwisko. Zaczęłam z nimi walczyć, nie miałam wyboru. Wyjęłam miecz, który zawsze miałam przy sobie i rozpoczęła się bitwa. Nacierali na mnie ze wszystkich stron. Błyskały pazury i kły. Byli to specjalnie wyszkoleni wojownicy i mordercy. Każdy z nich pragną mnie zabić, za to co zrobiłam tej nocy. Jednak żaden z nich nie był tak silny jak ja, była ulubienica ich przywódcy. Odpierałam ich ataki przez dość długi czas. Dzięki nocy i mojej drugiej postaci nie mogłam zasnąć. Była to też idealna pora, ponieważ oni byli zmęczeni i najprawdopodobniej wyrwani ze snu. Przybywało ich coraz więcej. Nacierali coraz mocniej. Cały ciało miałam poranione, a moje futro miejscami z czerni zmieniło się na czerwień od krwi. Cofnęłam się o krok. Kilka kamyków spadło z urwiska. Stałam dosłownie na skraju przepaści. Odwróciłam na chwilę wzrok, aby ocenić odległość od ziemi. To był mój największy błąd. Jeden z wilków korzystając z mej nieuwagi zepchną mnie w przepaść. Uderzyłam w taflę wody. Okazało się, że pod klifem płynęła rzeka. Jej prąd był niezwykle wartki. Zakręciło mi się w głowie. Zobaczyłam ciemność. Nurt poniósł mnie dalej. Następne co pamiętam to jakiś biały wilk i oślepiające światło dnia.
[Sinon?]
Nowa wilczyca w Klanie Everything - Junien!
Junien
Obrończyni Alf
[ma dwa zdjęcia bo zmienia jej się z dnia na noc kolor futerka :v ~Piki]
wtorek, 14 czerwca 2016
sobota, 11 czerwca 2016
Od Chantal c.d Sombre
- Z wielką chęcią. - z ochoczym uśmiechem odpowiedziałam wilkowi na co ten skinął głową i momentalnie udał się do wnętrza budynku.
Odprowadziłam go wzrokiem, ale po chwili przeciągnęłam się i sama podążyłam w tę stronę.
***
Spojrzałam na Ericę, a potem na Sombre. Pokiwałam porozumiewawczo głową do obojga i uśmiechnęłam się pod nosem. Raz, dwa, trzy! Ja i Alfa wyprysnęliśmy z zarośli, które do tej pory służyły nam za kryjówkę. Zaganialiśmy 2 łanie i dosyć starego, a przy tym dorodnego jelenia w stronę Erici, która była w pogotowiu po naszej lewej. Zwierzęta zaczęły bieg ledwie kilkanaście milisekund po nas, ale to wystarczyło, żebyśmy zaszli je z obu stron. Zobaczyłam, że jedna z łań lekko wysuwa się naprzód i szykuje się do skrętu, lecz uniemożliwiłam jej to ogniem, którym zagrodziłam jej drogę, a zarazem wystarszyłam jeszcze bardziej. Ale cofnęła się dzięki temu. Nigdy nie lubiłam używać magii podczas polowań, ale czasem było to dużo bardziej opłacalne, na przykład w tego typu sytuacji.
Kiedy byliśmy już na tyle blisko, że Erica niemalże skakała na jedno ze stworzeń, uprzednio wystraszona przeze mnie łania skoczyła w moją stronę, zawadzając tylną kończyną o moją głowę. Wtem złapałam ją zębami za nogę, którą mnie trącnęła. Szarpnęłam. Upadła na ziemię, ciągnąc mnie za sobą. Miotała się jeszcze przez chwilę, kopiąc mnie resztą kończyn, dopóki nie zadałam jej na tyle poważnych ran pazurami, aż jej żywot się zakończył.
Przy tym wszystkim zapomniałam o swoich towarzyszach. Wstałam obolała i rozejrzałam się. Erica zajęła się drugą łanią, a Sombre jeleniem. Oboje patrzyli na mnie, jakby stała przed nimi najgorsza mara. A ja tylko uśmiechnęłam się krzywo, jak gdyby nigdy nic.
- Wszystko fajnie, ale... Jak my je teraz przeniesiemy? - pytanie padło z ust wilczycy.
Sombre spojrzał na naszą zdobycz. A ja już miałam pomysł. Wysłałam falę w poszukiwaniu pobliskich smoków. Może jakieś tu były.
Okazało się, że owszem. Niedaleko był jakiś młodzik. Zagadałam z nim i z wielką łaską uznał, że nam pomoże. Że też u nich wiek nastoletni był nad wyraz długi. Utrapienie.
<Sombre?>
Odprowadziłam go wzrokiem, ale po chwili przeciągnęłam się i sama podążyłam w tę stronę.
***
Spojrzałam na Ericę, a potem na Sombre. Pokiwałam porozumiewawczo głową do obojga i uśmiechnęłam się pod nosem. Raz, dwa, trzy! Ja i Alfa wyprysnęliśmy z zarośli, które do tej pory służyły nam za kryjówkę. Zaganialiśmy 2 łanie i dosyć starego, a przy tym dorodnego jelenia w stronę Erici, która była w pogotowiu po naszej lewej. Zwierzęta zaczęły bieg ledwie kilkanaście milisekund po nas, ale to wystarczyło, żebyśmy zaszli je z obu stron. Zobaczyłam, że jedna z łań lekko wysuwa się naprzód i szykuje się do skrętu, lecz uniemożliwiłam jej to ogniem, którym zagrodziłam jej drogę, a zarazem wystarszyłam jeszcze bardziej. Ale cofnęła się dzięki temu. Nigdy nie lubiłam używać magii podczas polowań, ale czasem było to dużo bardziej opłacalne, na przykład w tego typu sytuacji.
Kiedy byliśmy już na tyle blisko, że Erica niemalże skakała na jedno ze stworzeń, uprzednio wystraszona przeze mnie łania skoczyła w moją stronę, zawadzając tylną kończyną o moją głowę. Wtem złapałam ją zębami za nogę, którą mnie trącnęła. Szarpnęłam. Upadła na ziemię, ciągnąc mnie za sobą. Miotała się jeszcze przez chwilę, kopiąc mnie resztą kończyn, dopóki nie zadałam jej na tyle poważnych ran pazurami, aż jej żywot się zakończył.
Przy tym wszystkim zapomniałam o swoich towarzyszach. Wstałam obolała i rozejrzałam się. Erica zajęła się drugą łanią, a Sombre jeleniem. Oboje patrzyli na mnie, jakby stała przed nimi najgorsza mara. A ja tylko uśmiechnęłam się krzywo, jak gdyby nigdy nic.
- Wszystko fajnie, ale... Jak my je teraz przeniesiemy? - pytanie padło z ust wilczycy.
Sombre spojrzał na naszą zdobycz. A ja już miałam pomysł. Wysłałam falę w poszukiwaniu pobliskich smoków. Może jakieś tu były.
Okazało się, że owszem. Niedaleko był jakiś młodzik. Zagadałam z nim i z wielką łaską uznał, że nam pomoże. Że też u nich wiek nastoletni był nad wyraz długi. Utrapienie.
<Sombre?>
środa, 8 czerwca 2016
Od Sombre c.d Douglas'a
Pytanie wilka, wręcz mnie zaskoczyło. Czemu miałbym robić mu krzywdę? Nie ukradł niczego, nie zrobił krzywdy wilkowi z klanu. Milczałem wpatrując się w niego ciągle zaskoczony pytaniem.
- Nie...skąd ten pomysł - uśmiechnąłem się, a raczej wykrzywiłem pysk w dziwny sposób. Wilk ponownie spojrzał na mnie - Szukasz tutaj czegoś?
- Nie... - odparł krótko, po czym szybko dodał - Właściwie to szukam watahy lub czegoś w tym rodzaju
Przekrzywiłem głowę wpatrzony przez cały czas wilka, oczywiście nie z powodu zauroczenia nim tylko próby stwierdzenia z wyglądu jego żywiołu, chociaż mógł mi powiedzieć. Przydałby się wilk z żywiołem ziemi, wtedy klan posiadał by wilki ze wszystkimi żywiołami. Ja posiadam żywioł wody tak samo jak Erica, Chantal ognia, a Sinon jak przystało na wilka ze skrzydłami powietrza. Spoglądając na czarne futro basiora pierwsze co przyszło mi do głowy to ogień lub woda.
- Mogę wiedzieć jaki masz żywioł? Jeśli chcesz dołączyć do mojego klany to obojętne jaki masz, ale mógłbym wiedzieć? - spytałem
- Powietrza - no i tu wilk mnie zaskoczył
Zawsze wyobrażenie wilka który ma żywioł powietrza to wilk ze skrzydłami, a tu proszę. Przytaknąłem głową, po czym dałem znak żeby wilk udał się za mną. Znajdował się blisko granicy z Klanem Ognia, więc trochę drogi nas czeka zanim wrócimy do Skything.
- W Klanie wszystkie wilki mają jakieś żywioły? - spytał w czasie drogi, na co kiwnąłem na tak - A oprócz Klanu Everything są jakieś inne klany?
- Klan Wody, Ognia, Powietrza i Ziemi. Tylko, że do nich mogą dołączyć wilki tylko z tymi żywiołami, które widnieją w nazwie. A do mojego mogą dołączyć wilki z dowolnym żywiołem...O już jesteśmy na miejscu. To Skything - powiedziałem odsłaniając widok z góry na Skything - Główne centrum klanu. To jak? Zechcesz dołączyć? - spytałem z nadzieją w oczach, na co kiwnął głową - To teraz powiedz jakie byś chciał stanowisko?
<Douglas?>
- Nie...skąd ten pomysł - uśmiechnąłem się, a raczej wykrzywiłem pysk w dziwny sposób. Wilk ponownie spojrzał na mnie - Szukasz tutaj czegoś?
- Nie... - odparł krótko, po czym szybko dodał - Właściwie to szukam watahy lub czegoś w tym rodzaju
Przekrzywiłem głowę wpatrzony przez cały czas wilka, oczywiście nie z powodu zauroczenia nim tylko próby stwierdzenia z wyglądu jego żywiołu, chociaż mógł mi powiedzieć. Przydałby się wilk z żywiołem ziemi, wtedy klan posiadał by wilki ze wszystkimi żywiołami. Ja posiadam żywioł wody tak samo jak Erica, Chantal ognia, a Sinon jak przystało na wilka ze skrzydłami powietrza. Spoglądając na czarne futro basiora pierwsze co przyszło mi do głowy to ogień lub woda.
- Mogę wiedzieć jaki masz żywioł? Jeśli chcesz dołączyć do mojego klany to obojętne jaki masz, ale mógłbym wiedzieć? - spytałem
- Powietrza - no i tu wilk mnie zaskoczył
Zawsze wyobrażenie wilka który ma żywioł powietrza to wilk ze skrzydłami, a tu proszę. Przytaknąłem głową, po czym dałem znak żeby wilk udał się za mną. Znajdował się blisko granicy z Klanem Ognia, więc trochę drogi nas czeka zanim wrócimy do Skything.
- W Klanie wszystkie wilki mają jakieś żywioły? - spytał w czasie drogi, na co kiwnąłem na tak - A oprócz Klanu Everything są jakieś inne klany?
- Klan Wody, Ognia, Powietrza i Ziemi. Tylko, że do nich mogą dołączyć wilki tylko z tymi żywiołami, które widnieją w nazwie. A do mojego mogą dołączyć wilki z dowolnym żywiołem...O już jesteśmy na miejscu. To Skything - powiedziałem odsłaniając widok z góry na Skything - Główne centrum klanu. To jak? Zechcesz dołączyć? - spytałem z nadzieją w oczach, na co kiwnął głową - To teraz powiedz jakie byś chciał stanowisko?
<Douglas?>
niedziela, 5 czerwca 2016
Od Sombre c.d Victorii
Spojrzałam na wysuszone pnie, które gałęziami były skierowane w stronę kamiennej płyty. Nie jestem jakiś kotem, żeby wspinać się po drzewach ale nie miałem wyjścia. Nie czekając na waderę wskoczyłem na pień przeskakując po gałęziach, aż wylądowałem na kamieniach. Odwróciłem by zobaczyć jak sobie radzi wadera, gdy usłyszałem "Chodź". Przez chwilę wpatrywałem się to w gałęzie to na waderę zastanawiając się jak ona tak szybko tu weszła i była dobry kawał drogi przede mną. Zrównałem krok z Panią Jeleń, która szła w ciszy, nie było sensu zaczynać na siłę rozmowę. Doszliśmy już do granicy klanów, jednak wilczyca cały czas szła przed siebie nie oglądając się za siebie. Przystanąłem zaskoczony, sądziłem że teraz pożegna się i zawróci, jednak ta cały czas szła dalej. Dopiero przystanęła wtedy kiedy przestała słyszeć odgłos moich kroków. Odwróciła się i spojrzała na mnie pytająco.
- Czemu tak stoisz? Nie miałeś wracać do klanu?
- Już wiem gdzie jestem, nie potrzebuję dalszego przewodnictwa - odpowiedziałem podchodząc powoli do wadery, wyminąłem ją i skinąłem w podzięce głową
Usłyszałem parsknięcie ze strony wadery, cóż ją takiego rozbawiło?
- Już zostałeś odprowadzony. Przecież wilki mogą swobodnie przemierzać tereny klanów, mimo że nie należą do żadnego z nich. A więc powłóczę się trochę i zaraz wracam do siebie - powiedziawszy to udała się na wschód. Sam ruszyłem w kierunku Skythingu bo cóż innego miałem do roboty? Mogłem tak samo się powłóczyć jak Jeleń, jednak zaraz bym usłyszał, że jestem jakimś stalkerem. Westchnąłem odpędzając te myśli, nie poszedłbym za nią, tylko w przeciwną stronę jak teraz. Obejrzałem się za siebie, wadera zniknęła już dawno za wzgórzami, tak samo jak słońce za górami a jego miejsce zajął księżyc. Przez polanę szybko znalazłem się w lesie, a z lasu idąc zboczem gór szybko dotarłem do Wielkiego Drzewa. Pozostało tylko wejść do jaskini, ułożyć się na legowisku i zapaść w sen.
- Jeleń! - zawołałem zdając sobie sprawę, że to moja znajoma z wczoraj - Czyżby zabrakło pożywienia na waszej ognistej ziemi?
- Ten jeleń jest mój, goniłam go całą drogę od Klanu Ognia! To twoja wina, że teraz uciekł...
- Skoro tak zależało ci na złapaniu jelenia, to czemu dalej go nie gonisz? - spytałem, po czym ruszyłem za jeleniem zostawiając waderę z tyłu
Teraz jeleń znajduję się na terenach mojego klanu i nie pozwolę na to by ktoś inny niż jeden z moich członków klanu go złapał.
[Victoria?]
- Czemu tak stoisz? Nie miałeś wracać do klanu?
- Już wiem gdzie jestem, nie potrzebuję dalszego przewodnictwa - odpowiedziałem podchodząc powoli do wadery, wyminąłem ją i skinąłem w podzięce głową
Usłyszałem parsknięcie ze strony wadery, cóż ją takiego rozbawiło?
- Już zostałeś odprowadzony. Przecież wilki mogą swobodnie przemierzać tereny klanów, mimo że nie należą do żadnego z nich. A więc powłóczę się trochę i zaraz wracam do siebie - powiedziawszy to udała się na wschód. Sam ruszyłem w kierunku Skythingu bo cóż innego miałem do roboty? Mogłem tak samo się powłóczyć jak Jeleń, jednak zaraz bym usłyszał, że jestem jakimś stalkerem. Westchnąłem odpędzając te myśli, nie poszedłbym za nią, tylko w przeciwną stronę jak teraz. Obejrzałem się za siebie, wadera zniknęła już dawno za wzgórzami, tak samo jak słońce za górami a jego miejsce zajął księżyc. Przez polanę szybko znalazłem się w lesie, a z lasu idąc zboczem gór szybko dotarłem do Wielkiego Drzewa. Pozostało tylko wejść do jaskini, ułożyć się na legowisku i zapaść w sen.
~*~
Dziś postanowiłem sam zapolować. Reszta klanu, która pełniła rolę dostarczycieli jedzenia udała się na północ. Wraz z wiosną łanie wydały młode, a te już na pewno trochę dorosły więc można liczyć na pełną spiżarnie. Chodziłem w kółko z nosem przy ziemi tropiąc zwierzynę, aż wreszcie znalazłem swoją ofiarę. Duży jeleń jak gdyby nic skubał trawkę schowany za pniami drzew. Schowałem się między zarośla, które praktycznie całego mnie zakrywały. Na dodatek powiew wiatru mi sprzyjał, więc jeleń nie mógł wyczuć mojego zapachu. W momencie który uważałem za odpowiedni, wyskoczyłem z zarośli znajdując się koło jelenia, lecz ten w ułamek sekundy przede mną odbiegł. Odwróciłem się w stronę przeciwną do której odbiegł jeleń powoli, jednak na tyle szybko zareagowałem że zdążyłem uchylić głowę zanim coś, a raczej ktoś mógł mi ją oderwać. Brązowy wilk przeskoczył nade mną lądując kawałek za mną. Przestał gonić jelenia znajdując sobie inne zajęcia, a tym zajęciem było mordowanie mnie wzrokiem.- Jeleń! - zawołałem zdając sobie sprawę, że to moja znajoma z wczoraj - Czyżby zabrakło pożywienia na waszej ognistej ziemi?
- Ten jeleń jest mój, goniłam go całą drogę od Klanu Ognia! To twoja wina, że teraz uciekł...
- Skoro tak zależało ci na złapaniu jelenia, to czemu dalej go nie gonisz? - spytałem, po czym ruszyłem za jeleniem zostawiając waderę z tyłu
Teraz jeleń znajduję się na terenach mojego klanu i nie pozwolę na to by ktoś inny niż jeden z moich członków klanu go złapał.
[Victoria?]
Od Douglas'a
"-Nie chcę Cię tu więcej widzieć! Magia w watasze to zły znak!-wrzasnął za mną Fire, mój ojciec, który właśnie wyrzucił mnie z watahy.
-Ku*wa! Nie podobam Ci się? Wracaj do swoich cho*ernie słitaśnych wader!-odpyskowałem mu. "Niech się odpie*doli" pomyślałem. Zamieniłem się w vernida. Zatapiałem prawą łapę w jego ciele, później mojej "matki", i rodzeństwu. Triumfalnie oblizałem pazur, który ubrudził się od krwi. Lewą łapę, przedzierając się pazurami prze klatkę piersiową mojego ojca. On jeszcze żył. Wyrwałem mu serce, a następnie je ugryzłem. Wyplułem to na jego pysk. Vernidzimi zębami, rozszarpałem jego pozostałości. Cała wataha się na mnie patrzyła.
-Co się patrzycie, krzywe ryje?
Wziąłem głęboki oddech, i wysunąłem pazury, grożąc innym wilkom. Tylnymi łapami, przekopałem ziemię, zakrywając ciała mojej rodziny. Usłyszałem strzał, i okrzyki... "
Obudziłem się zlany potem. Znowu ten sen, wspomnienia, rodzina... Brr.. Wyszedłem z dziury, którą zrobiłem. To było moje kolejne lokum tymczasowe. Zamieniłem się w wilka, i rozprostowałem kości.
Za sobą usłyszałem jakieś kroki.
-Kim jesteś?-zapytałem, z uniesioną lewą "brwią".
-Ja?-powiedział, chyba męski głos.
Zadrżałem. On był obcy, silniejszy... Chyba.
-Ty...- powiedziałem przyciszonym głosem, kładąc uszy przy sobie.
-Jestem Sombre, alfa jednego z Klanów. Wilczych klanów.- zaśmiał się nerwowo, podchodząc bliżej. Też wyglądał na spiętego, i nieśmiałego.- A Ty.. Kim jesteś?
Przełknąłem ślinę. Głęboko westchnąłem, i otrząsłem się.
-Jestem Douglas...- powiedziałem szybko, unikając jego spojrzenia.- Ty.. Nie zrobisz mi krzywdy?
(Sombre?)
-Ku*wa! Nie podobam Ci się? Wracaj do swoich cho*ernie słitaśnych wader!-odpyskowałem mu. "Niech się odpie*doli" pomyślałem. Zamieniłem się w vernida. Zatapiałem prawą łapę w jego ciele, później mojej "matki", i rodzeństwu. Triumfalnie oblizałem pazur, który ubrudził się od krwi. Lewą łapę, przedzierając się pazurami prze klatkę piersiową mojego ojca. On jeszcze żył. Wyrwałem mu serce, a następnie je ugryzłem. Wyplułem to na jego pysk. Vernidzimi zębami, rozszarpałem jego pozostałości. Cała wataha się na mnie patrzyła.
-Co się patrzycie, krzywe ryje?
Wziąłem głęboki oddech, i wysunąłem pazury, grożąc innym wilkom. Tylnymi łapami, przekopałem ziemię, zakrywając ciała mojej rodziny. Usłyszałem strzał, i okrzyki... "
Obudziłem się zlany potem. Znowu ten sen, wspomnienia, rodzina... Brr.. Wyszedłem z dziury, którą zrobiłem. To było moje kolejne lokum tymczasowe. Zamieniłem się w wilka, i rozprostowałem kości.
Za sobą usłyszałem jakieś kroki.
-Kim jesteś?-zapytałem, z uniesioną lewą "brwią".
-Ja?-powiedział, chyba męski głos.
Zadrżałem. On był obcy, silniejszy... Chyba.
-Ty...- powiedziałem przyciszonym głosem, kładąc uszy przy sobie.
-Jestem Sombre, alfa jednego z Klanów. Wilczych klanów.- zaśmiał się nerwowo, podchodząc bliżej. Też wyglądał na spiętego, i nieśmiałego.- A Ty.. Kim jesteś?
Przełknąłem ślinę. Głęboko westchnąłem, i otrząsłem się.
-Jestem Douglas...- powiedziałem szybko, unikając jego spojrzenia.- Ty.. Nie zrobisz mi krzywdy?
(Sombre?)
środa, 1 czerwca 2016
Od Sombre c.d Victorii
Gwałtownie otworzyłem oczy zrywając się na równe nogi. Jednak szybkie wstanie było złym pomysłem, bo po chwili znowu wylądowałem na piasku. Wpatrywałem się w coś co stało przede mną. Brązowe, ma rogi...jeleń? Ale czemu stoi w miejscu i mi się przygląda? Dopiero po chwili, gdy pomrugałem kilka razy zauważyłem, że żadnego jelenia nie ma i nie było, tylko naprzeciw mnie stoi skrzydła wadera mająca na głowie poroża. Dobrze, że nie wymsknęło mi się "idź sobie jeleniu", bo najprawdopodobniej bym ją uraził. Odkaszlałem powoli podnosząc się z piasku czując cały czas wzrok wilczycy na sobie. Gdzie ja jestem? Tereny Klanu Powietrza? Czy raczej może Ognia? Nie potrafiłem sobie przypomnieć skąd się tu wziąłem. Zacząłem czuć się niezręcznie, gdy nieznajoma zaczęła obchodzić mnie w kółko. Wiodłem za nią cały czas wzrokiem, gdy nagle przystanęła i odskoczyła do tyłu patrząc na mnie podejrzliwie.
- Jesteś szpiegiem? Śmierdzisz żywiołem wody...
- Jestem Sombre, Alfa Klanu Everything - powiedziałem odkaszlując wodę, którą się zachłysnąłem - Może byś również się przedstawiła? - po wyglądzie mogłem stwierdzić, że wadera jest ode mnie młodsza o około dwa lata. Na moje pytanie skrzydlata wilczyca podniosła wzrok na mnie oraz również uniosła uszy.
- Co cię do nas sprowadza? - całkowicie zignorowała moje pytanie, co niespecjalnie mi się podobało. Może była głucha na jedno ucho?
- Skoro już jestem na terenach Klanu Ognia, mogłabyś mnie zaprowadzić do Alfy? - spytałem, a wadera potakując głową uniosła się w powietrze po czym machając łapą kazała mi iść za sobą
Biegłem po ziemi, która była wysuszona i na dodatek parzyła mnie w łapy. Zazdrościłem waderze, że nie posiadałem skrzydeł jak ona i nie mogłem się wnieść w górę. Chociaż skrzydła bardziej pasują do wilków z żywiołem powietrza...
- Hę?! - krzyknąłem hamując przy skarpie wpatrzony w waderę, która machała skrzydłami wpatrzona we mnie ze zdziwieniem
- Skoczysz na dół, będziesz szedł po skarpie cały czas prosto, a później kamiennymi schodami znajdziesz się na dole kanionu. Idąc dalej prosto znajdziesz Sythe i tam również znajdziesz Alfe - powiedziała nurkując w dół, a ja niepewnie zeskoczyłem na dół
Jak na razie wszystko z jej instrukcją się zgadzało, aż po chwili byłem na samym dole kanionu. Tu na dole było jeszcze cieplej. Chwilę później znalazłem się przy Sythe i zauważyłem waderę. Machała swoimi skrzydłami unosząc się trochę w górę, a po chwili zniżała się. Wylądowała na ziemi po czym ruszyła do przodu, a ja za nią. Zostałem zaprowadzony do Alfy, który na "dzień dobry" posłał we mnie kulą ognia. Wytłumaczyłem mu, że w razie problemu klan może liczyć na pomoc mojego klanu, jednak podczas wojny z pozostałymi klanami będę mógł obserwować to co się dzieję. Chwilę jeszcze porozmawiałem z Darknessem, nawet zostałem poczęstowany wodą, aż wreszcie skierowałem się w stronę wyjścia żegnając się. Wyszedłem na zewnątrz, po czym zdałem sobie sprawę, że nie pamiętam jak wrócić bo z dwóch stron są dwa wejścia. Po chwili dostrzegłem tą waderę, z wcześniej. Chciałem ją zawołać po imieniu, ale no nie przedstawiła mi się.
- Ej, ty z porożami...jak masz na imię? - zawołałem, a po chwili położyłem po sobie uszy ze wstydu
[Victoria?]
- Jesteś szpiegiem? Śmierdzisz żywiołem wody...
- Jestem Sombre, Alfa Klanu Everything - powiedziałem odkaszlując wodę, którą się zachłysnąłem - Może byś również się przedstawiła? - po wyglądzie mogłem stwierdzić, że wadera jest ode mnie młodsza o około dwa lata. Na moje pytanie skrzydlata wilczyca podniosła wzrok na mnie oraz również uniosła uszy.
- Co cię do nas sprowadza? - całkowicie zignorowała moje pytanie, co niespecjalnie mi się podobało. Może była głucha na jedno ucho?
- Skoro już jestem na terenach Klanu Ognia, mogłabyś mnie zaprowadzić do Alfy? - spytałem, a wadera potakując głową uniosła się w powietrze po czym machając łapą kazała mi iść za sobą
Biegłem po ziemi, która była wysuszona i na dodatek parzyła mnie w łapy. Zazdrościłem waderze, że nie posiadałem skrzydeł jak ona i nie mogłem się wnieść w górę. Chociaż skrzydła bardziej pasują do wilków z żywiołem powietrza...
- Hę?! - krzyknąłem hamując przy skarpie wpatrzony w waderę, która machała skrzydłami wpatrzona we mnie ze zdziwieniem
- Skoczysz na dół, będziesz szedł po skarpie cały czas prosto, a później kamiennymi schodami znajdziesz się na dole kanionu. Idąc dalej prosto znajdziesz Sythe i tam również znajdziesz Alfe - powiedziała nurkując w dół, a ja niepewnie zeskoczyłem na dół
Jak na razie wszystko z jej instrukcją się zgadzało, aż po chwili byłem na samym dole kanionu. Tu na dole było jeszcze cieplej. Chwilę później znalazłem się przy Sythe i zauważyłem waderę. Machała swoimi skrzydłami unosząc się trochę w górę, a po chwili zniżała się. Wylądowała na ziemi po czym ruszyła do przodu, a ja za nią. Zostałem zaprowadzony do Alfy, który na "dzień dobry" posłał we mnie kulą ognia. Wytłumaczyłem mu, że w razie problemu klan może liczyć na pomoc mojego klanu, jednak podczas wojny z pozostałymi klanami będę mógł obserwować to co się dzieję. Chwilę jeszcze porozmawiałem z Darknessem, nawet zostałem poczęstowany wodą, aż wreszcie skierowałem się w stronę wyjścia żegnając się. Wyszedłem na zewnątrz, po czym zdałem sobie sprawę, że nie pamiętam jak wrócić bo z dwóch stron są dwa wejścia. Po chwili dostrzegłem tą waderę, z wcześniej. Chciałem ją zawołać po imieniu, ale no nie przedstawiła mi się.
- Ej, ty z porożami...jak masz na imię? - zawołałem, a po chwili położyłem po sobie uszy ze wstydu
[Victoria?]
wtorek, 31 maja 2016
Od Sinon c.d Erici
Zadałam proste pytanie, a otrzymała groźbę w postaci nakierowanych w moją stronę sopli. Moje skrzydła drgnęły, gotowe do obrony. Co prawda nie było ich wiele i bardzo łatwo mogłam się od nich wymigać, lecz wybrałam inny sposób. Dostrzegłam jedną z jej słabości i to postanowiła wykorzystać. Gwałtownie zwiększyłam przyciąganie ziemskie, przez co wadera nie zdołała ich utrzymać. Wbiły się one na sztorc, głęboko w ziemię.
- Przestań. - powiedziałam zdecydowanym głosem. - Nie chcę z tobą walczyć. Po prostu pytam się, kim jesteś?
Dopiero gdy całkiem odwróciła się w moją stronę, zauważyłam symbol na jej lewym udzie. Sombre. Sombre namalował jej symbol oznaczający, że jest nowa. To stąd ten zapach jagód. Nie miałam się więc czego obawiać.
- Erica...
- Z Klanu Everything. - dokończyłam za nią.
Skinęła głową. Rozluźniłam się i odrzuciłam grzywkę. Skrzydła wygodnie ulokowały się na plecach. Zastanawiałam się czy powinnam... Z resztą dla mnie to nie ma znaczenia.
- Jestem Simon. Z tego samego klanu. Jeśli chcesz - tutaj zerknęłam na topiące się sople. - Mogę ci pomóc, mimo że nie jestem wilkiem wody.
Spojrzałam w stalowoszare oczy biało- czarnej wadery. Nic nie odparła, więc kontynuowałam.
- Masz problem z unoszeniem kilku rzeczy na raz, prawda? - zapytałam, raczej retoryczne.
Skupiłam się na otoczeniu, wytrenowałam tą zdolność na tyle by nie mieć problemu z podniesieniem kilku kilogramowych kamieni. Co prawda wykorzystywałam grawitację, ale do tej czynności również psychokinezę. To wymaga skupienia, ale jest kilka wskazówek dzięki którym nauka jest prostsza. Wiedza to pierwszy stopień do uzyskania porządanego efektu. Wokół mnie można wyczuć buzującą, niewidzialną energię. Wokół mnie zaczęły podnosić się kamienie. Stałam swobodnie, pazury były jednak wbite w ziemię. By urzywać grawitacji trzeba mieć kontakt z podłorzem. W telekinezie nie zawsze potrzebna jest taka postawa.
- Dobrze będzie jeśli spróbujesz to na zawieszonych na zawiedzonych u sufitu kluczach, bądź innych wystarczająco ciężkie przedmioty. Zaczynaj od małej ilości i zwiększaj ją coraz bardziej. Później możesz sprawdzić kładąc je na ziemi i kolejno podnosić zwiększajac ilość.
Patrzyłam na nią ze skrywanął ciekawością. Czy przyjmie radę, czy też ją odrzuci?
Erica? Wybacz że tak długo :c
- Przestań. - powiedziałam zdecydowanym głosem. - Nie chcę z tobą walczyć. Po prostu pytam się, kim jesteś?
Dopiero gdy całkiem odwróciła się w moją stronę, zauważyłam symbol na jej lewym udzie. Sombre. Sombre namalował jej symbol oznaczający, że jest nowa. To stąd ten zapach jagód. Nie miałam się więc czego obawiać.
- Erica...
- Z Klanu Everything. - dokończyłam za nią.
Skinęła głową. Rozluźniłam się i odrzuciłam grzywkę. Skrzydła wygodnie ulokowały się na plecach. Zastanawiałam się czy powinnam... Z resztą dla mnie to nie ma znaczenia.
- Jestem Simon. Z tego samego klanu. Jeśli chcesz - tutaj zerknęłam na topiące się sople. - Mogę ci pomóc, mimo że nie jestem wilkiem wody.
Spojrzałam w stalowoszare oczy biało- czarnej wadery. Nic nie odparła, więc kontynuowałam.
- Masz problem z unoszeniem kilku rzeczy na raz, prawda? - zapytałam, raczej retoryczne.
Skupiłam się na otoczeniu, wytrenowałam tą zdolność na tyle by nie mieć problemu z podniesieniem kilku kilogramowych kamieni. Co prawda wykorzystywałam grawitację, ale do tej czynności również psychokinezę. To wymaga skupienia, ale jest kilka wskazówek dzięki którym nauka jest prostsza. Wiedza to pierwszy stopień do uzyskania porządanego efektu. Wokół mnie można wyczuć buzującą, niewidzialną energię. Wokół mnie zaczęły podnosić się kamienie. Stałam swobodnie, pazury były jednak wbite w ziemię. By urzywać grawitacji trzeba mieć kontakt z podłorzem. W telekinezie nie zawsze potrzebna jest taka postawa.
- Dobrze będzie jeśli spróbujesz to na zawieszonych na zawiedzonych u sufitu kluczach, bądź innych wystarczająco ciężkie przedmioty. Zaczynaj od małej ilości i zwiększaj ją coraz bardziej. Później możesz sprawdzić kładąc je na ziemi i kolejno podnosić zwiększajac ilość.
Patrzyłam na nią ze skrywanął ciekawością. Czy przyjmie radę, czy też ją odrzuci?
Erica? Wybacz że tak długo :c
poniedziałek, 30 maja 2016
Od Sombre c.d Chantal
Stałem przy wejściu do jaskiń, rozglądnąwszy się wokół dostrzegłem Chantal siedzącą tuż przy Wielkim Drzewie. Spojrzała przez chwilę w moją stronę, lecz po chwili ponownie spojrzała w gwieździste niebo. Odwróciłem się udając się na nocny obchód. Pierwsze co zrobiłem to zajrzałem do spiżarni. Powoli zostawało coraz mniej zapasów, wypadałoby je uzupełnić. Udałem się również zmazać z tablicy ze stanowiskami imię Megami. Aż dziwne, że od tak znikła mimo że dołączyła niedawno. Może postanowiła wrócić do rodzinnych stron? Sam nie wiem. Teraz razem ze mną klan liczył trzynaścioro członków, liczba nie była zbyt mała, ale lepiej byłoby mieć więcej wilków w klanie. Również zacząłem rozważać plan podpisania ze wszystkimi klanami sojusz, jednak wówczas gdy dojdzie do wojny komu miałbym pomóc? Moim pierwszym żywiołem jest żywioł wody, więc powinienem pomóc swoim bracią i siostrą. Jednak wtedy też doszłoby do buntu wilków, gdyby woda walczyła z ogniem, wilki ognia stanęły by po stronie swoich braci. A jako, że jestem Alfą klanu do którego mogą dołączyć wilki z różnymi żywiołami powinienem nieść pomoc każdemu. Jak na razie powinienem zostać neutralnie nastawiony do pozostałych klanów, w duchu prosić bogów by nie doszło do wojny między czterema klanami.
Zawróciłem przy zachodniej wieży z powrotem wracając tylko, że tym razem prosto do Skything. Zaryzykowałem biegnąc wąwozem, ale dzięki temu szybciej znalazłem się przy Wielkim Drzewie. Miałem z powrotem zapaść w sen, gdy dostrzegłem Chantal siedzącą cały czas w tym samym miejscu od ponad godziny.
- Czemu nie śpisz? - spytałem podchodząc do wadery
- Miałam zły sen - odpowiedziała bardzo cicho z powrotem kładąc głowę na łapach - Zaraz wrócę do jaskini...A właśnie! Chciałabym dołączyć - powiedziała podnoszą się, na co na moim pysku pojawił się uśmiech
- A o jakim stanowisku myślałaś? - spytałem na co odpowiedziała mi "szpieg"
Pozostało tylko zakończyć proces dołączenia. Znajdując mały krzew jagód przy drzewie zgniotłem je, a ubrudzoną a niebiesko łapą odcisnąłem ostrożnie na jej boku tuż za przednią lewą łapą swoją łapę. Chantal spojrzała zaskoczona, jednak ostatecznie kiwnęła głową. Wytłumaczyłem jej, że to taki symbol który informuje, że wilk należy do Klanu Everything. Symbol dla każdego wilka inaczej wyglądał, jednak zawsze z tej samej rozgniecionej magicznej jagody był.
- Skoro również lepiej się czujesz może pomogłabyś mi i Erice przy polowaniu jutro z rana? - spytałem
[Chantal?]
niedziela, 29 maja 2016
piątek, 27 maja 2016
Od Chantal c.d Sombre
Rozpromieniłam się słysząc swego rodzaju pochwałę. Może naprawdę dołączę do tego klanu? Tereny czarowne, a wilki wydają się w porządku. Może ta samica lekko wycofana, ale to nic. Wnioskuję, że samiec to Alfa, przynajmniej z tonu jakim zwracała się do niego wadera, jak i z samej rozmowy. Zaproponowana mi posada szpiega również mogła być interesującą opcją. Jedyne co mnie z lekka niepokoiło to wspomniane klany. Klan Ziemi, ten na którego terenach byłam... Jest ich więcej? Skąd taki podział? Jakie są stosunki pomiędzy nimi? Przy jakiejś okazji spróbuję dowiedzieć się czegoś od Sombre albo we własnym zakresie.
Na razie podążyłam za basiorem. Kiedy spostrzegł, że nie dotrzymuję mu kroku uspokoił swoje długie nogi i zrównał się ze mną. Drogę pokonaliśmy w ciszy, nie licząc krótkiej rozmowy na temat mojego znalezienia się tutaj. Minęliśmy pojedyncze wilki, z którymi witał się samiec.
W końcu zobaczyłam coś, co zaparło mi dech w piersiach. Ogromne drzewo, a pod nim budowlę. Szliśmy w tę stronę.
- Tu mieszkacie? - spytałam z nieskrywanym zachwytem.
Sombre skinął głową z dumą w oczach.
Po kilku chwilach byliśmy już przed wejście do miejsca, gdzie mogłam odpocząć. Budulec powodował, że wewnątrz było chłodniej niż na dworze, idealne miejsce na upały.
Weszłam do środka i od razu udałam się w stronę posłania. Chciałam spytać jeszcze o tyle rzeczy, ale padałam z nóg.
Posłałam jeszcze basiorowi uśmiech i ułożyłam się na stercie skór.
***
Obudziłam się nad ranem. Noga była już zagojona, a ja wyspana. Chciałam wyjść z budowli. Może coś zwiedzić czy chociażby upolować. Po drodze minął mnie Sombre. Śpieszył się gdzieś, jakby coś się działo. Podążyłam za nim. Zatrzymał się koło Wielkiego Drzewa i z uporem w coś wpatrywał. Przeszłam przed niego.
Mogłabym przysiąc, że to co widzę rozgrywa się w mojej głowie, ale było zbyt realistyczne. Na skraju budowli stał przełożony magów z mojego płomienia. A plac obok Drzewa zawalony był magami. Nie wyglądali na nastawionych na herbatkę i potrawkę z sarny. Zaczęłam przedzierać się przez tłum. Kiedy byłam już na jego czele spojrzałam na starego znajomego. A on spojrzał na mnie z pogardą, odwrócił się i skoczył. Spojrzałam za nim. Wylądował miękko dzięki powietrznej tarczy. Skoczyłam za nim, również udało mi się znaleźć na ziemi bez szwanku. Pobiegłam za dawnym mistrzem, aby po chwili zostać skąpaną w posoce. Kula energii z góry rozpłatała jego ciało. Spojrzałam ku magom. Następny pocisk leciał w moją stronę.
***
Gwałtownie otworzyłam oczy. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Było ciemno, tylko świetliki dawały nikłe światło. Miałam tylko nadzieję, że nie krzyczałam w nocy. Jednak wokół panowała cisza, więc chyba nikogo nie obudziłam. Powoli wstałam i przeciągnęłam się.
Zaczęłam piąć się w górę po schodach. Usiadłam pod Wielkim Drzewem i patrzyłam bez celu w nocne niebo, wsłuchując się w ciszę. Nagle usłyszałam lekki zgrzyt pazurów. Spojrzałam za siebie. Przy wyjściu zobaczyłam Sombre. Mój wyraz twarzy się zmienił, ale sama nie potrafiłam go opisać. Ponownie się odwróciłam, oglądając nocny krajobraz.
<Sombre?>
Na razie podążyłam za basiorem. Kiedy spostrzegł, że nie dotrzymuję mu kroku uspokoił swoje długie nogi i zrównał się ze mną. Drogę pokonaliśmy w ciszy, nie licząc krótkiej rozmowy na temat mojego znalezienia się tutaj. Minęliśmy pojedyncze wilki, z którymi witał się samiec.
W końcu zobaczyłam coś, co zaparło mi dech w piersiach. Ogromne drzewo, a pod nim budowlę. Szliśmy w tę stronę.
- Tu mieszkacie? - spytałam z nieskrywanym zachwytem.
Sombre skinął głową z dumą w oczach.
Po kilku chwilach byliśmy już przed wejście do miejsca, gdzie mogłam odpocząć. Budulec powodował, że wewnątrz było chłodniej niż na dworze, idealne miejsce na upały.
Weszłam do środka i od razu udałam się w stronę posłania. Chciałam spytać jeszcze o tyle rzeczy, ale padałam z nóg.
Posłałam jeszcze basiorowi uśmiech i ułożyłam się na stercie skór.
***
Obudziłam się nad ranem. Noga była już zagojona, a ja wyspana. Chciałam wyjść z budowli. Może coś zwiedzić czy chociażby upolować. Po drodze minął mnie Sombre. Śpieszył się gdzieś, jakby coś się działo. Podążyłam za nim. Zatrzymał się koło Wielkiego Drzewa i z uporem w coś wpatrywał. Przeszłam przed niego.
Mogłabym przysiąc, że to co widzę rozgrywa się w mojej głowie, ale było zbyt realistyczne. Na skraju budowli stał przełożony magów z mojego płomienia. A plac obok Drzewa zawalony był magami. Nie wyglądali na nastawionych na herbatkę i potrawkę z sarny. Zaczęłam przedzierać się przez tłum. Kiedy byłam już na jego czele spojrzałam na starego znajomego. A on spojrzał na mnie z pogardą, odwrócił się i skoczył. Spojrzałam za nim. Wylądował miękko dzięki powietrznej tarczy. Skoczyłam za nim, również udało mi się znaleźć na ziemi bez szwanku. Pobiegłam za dawnym mistrzem, aby po chwili zostać skąpaną w posoce. Kula energii z góry rozpłatała jego ciało. Spojrzałam ku magom. Następny pocisk leciał w moją stronę.
***
Gwałtownie otworzyłam oczy. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Było ciemno, tylko świetliki dawały nikłe światło. Miałam tylko nadzieję, że nie krzyczałam w nocy. Jednak wokół panowała cisza, więc chyba nikogo nie obudziłam. Powoli wstałam i przeciągnęłam się.
Zaczęłam piąć się w górę po schodach. Usiadłam pod Wielkim Drzewem i patrzyłam bez celu w nocne niebo, wsłuchując się w ciszę. Nagle usłyszałam lekki zgrzyt pazurów. Spojrzałam za siebie. Przy wyjściu zobaczyłam Sombre. Mój wyraz twarzy się zmienił, ale sama nie potrafiłam go opisać. Ponownie się odwróciłam, oglądając nocny krajobraz.
<Sombre?>
czwartek, 26 maja 2016
Od Sombre c.d Chantal
Schyliłem głowę w celu napicia się wody, gdy nagle poczułem uderzenie w tylną łapę. Spokojnie przekręciłem głowę do tyłu wpatrując się w wilczycę, która w momencie spotkania naszych oczu odsunęła się do tyłu. W milczeniu wpatrywaliśmy się w siebie stojąc w bezruchu, chyba każde z nas czekała aż drugi wilk zacznie rozmowę. Najwidoczniej trafił swój na swego, bo po minięciu kilku minut nadal nie została stworzona rozmowa. Po zachowaniu wadery mogłem tylko wywnioskować, że czuję się zagubiona jak i jest przyjaznego nastawienia...chociaż pierwsze wrażenie może być mylne.
- Przepraszam...ja już sobie pójdę - w momencie, gdy miałem już coś powiedzieć brązowa wilczyca odwróciła się i zaczęła iść w przeciwną stronę
Przypatrując się jej po chwili dostrzegłem świeżą krew na jej futrze na tylnej łapie. Krew musiała należeć do niej, gdyż kulała więc również musiała zostać ranna. Powoli ruszyłem za waderą, a ta po chwili czując, że ktoś siedzi jej na ogonie odwróciła swoją głowę w moją stronę. Na ten gest przystanąłem przypatrując jej się.
- Mógłbym jakoś pomóc? - spytałem, na co nieznajoma zaprzeczyła głową
- Dam sobie sama radę - mówiąc to zrobiła krok do przodu, tym samym upadając na ziemię
Nie chciałem się naprzykrzać, skoro dała mi do zrozumienia że nie potrzebuję pomocy, ale chyba głupi by nie pomógł. Zbliżyłem się do wadery spoglądając na jej ranę. Nie była zbyt poważna, ale jeśli zostałaby nieopatrzona mogłoby się zrobić jeszcze gorzej. Całe szczęście, że miałem się spotkać tutaj z Berenika. Na pewno będzie czuć się nieswojo widząc nieznajomego wilka.
- Mogę wiedzieć jak ci na imię? Ja jestem Sombre - powiedziałem, na co wadera odpowiedziała krótko "Chantal".
Nie musiałem długo czekać, aż pojawił się nasza znachorka. Całe szczęście, że to dzisiaj z nią miałem rozmawiać a nie z Haltem. Widząc ranną wilczycę pisnęła podbiegając do niej. Od razu próbowała jej jakoś pomóc szperając w torbie z ziołami, która zawsze ze sobą nosi. Berenika położyła na ranie jakieś długaśne liście, mówiąc że dzięki temu Chantal wróci szybciej do zdrowia.
- Naprawdę dziękuję, ale nie trzeba było - brązowa wilczyca lekko się uśmiechnęła kiwnąwszy głową w stronę znachorki
- Ważne byś teraz odpoczęła, nie powinnaś chodzić - poczuła waderę - A właśnie...chciałam poinformować, że kończy mi się zapas lekarstw. Miałam udać się na tereny Klanu Ziemi. - Berenika zwróciła się tym razem do mnie, na co przytaknąłem głową podając jej zawiniętą kartkę.
Uśmiechnęła się i tyle jej widziałem. Z powrotem spojrzałem na Chantal, która podniosła się zerkając na swoją łapę. Rana zmniejszyła swoją objętość, te liście naprawdę przyspieszały gojenie.
- Możesz zatrzymać się na kilka dni w klanie, jak będziesz chciała możesz również dołączyć. Wstyd mi przyznać, ale nawet nie zauważyłem twojej obecności dopóki nie zahaczyłaś o mnie. Byłabyś dobrym szpiegiem... - powiedziałem uśmiechając się - Chodź, pokaże ci jaskinię w której będziesz mogła odpocząć
[Chantal?]
- Przepraszam...ja już sobie pójdę - w momencie, gdy miałem już coś powiedzieć brązowa wilczyca odwróciła się i zaczęła iść w przeciwną stronę
Przypatrując się jej po chwili dostrzegłem świeżą krew na jej futrze na tylnej łapie. Krew musiała należeć do niej, gdyż kulała więc również musiała zostać ranna. Powoli ruszyłem za waderą, a ta po chwili czując, że ktoś siedzi jej na ogonie odwróciła swoją głowę w moją stronę. Na ten gest przystanąłem przypatrując jej się.
- Mógłbym jakoś pomóc? - spytałem, na co nieznajoma zaprzeczyła głową
- Dam sobie sama radę - mówiąc to zrobiła krok do przodu, tym samym upadając na ziemię
Nie chciałem się naprzykrzać, skoro dała mi do zrozumienia że nie potrzebuję pomocy, ale chyba głupi by nie pomógł. Zbliżyłem się do wadery spoglądając na jej ranę. Nie była zbyt poważna, ale jeśli zostałaby nieopatrzona mogłoby się zrobić jeszcze gorzej. Całe szczęście, że miałem się spotkać tutaj z Berenika. Na pewno będzie czuć się nieswojo widząc nieznajomego wilka.
- Mogę wiedzieć jak ci na imię? Ja jestem Sombre - powiedziałem, na co wadera odpowiedziała krótko "Chantal".
Nie musiałem długo czekać, aż pojawił się nasza znachorka. Całe szczęście, że to dzisiaj z nią miałem rozmawiać a nie z Haltem. Widząc ranną wilczycę pisnęła podbiegając do niej. Od razu próbowała jej jakoś pomóc szperając w torbie z ziołami, która zawsze ze sobą nosi. Berenika położyła na ranie jakieś długaśne liście, mówiąc że dzięki temu Chantal wróci szybciej do zdrowia.
- Naprawdę dziękuję, ale nie trzeba było - brązowa wilczyca lekko się uśmiechnęła kiwnąwszy głową w stronę znachorki
- Ważne byś teraz odpoczęła, nie powinnaś chodzić - poczuła waderę - A właśnie...chciałam poinformować, że kończy mi się zapas lekarstw. Miałam udać się na tereny Klanu Ziemi. - Berenika zwróciła się tym razem do mnie, na co przytaknąłem głową podając jej zawiniętą kartkę.
Uśmiechnęła się i tyle jej widziałem. Z powrotem spojrzałem na Chantal, która podniosła się zerkając na swoją łapę. Rana zmniejszyła swoją objętość, te liście naprawdę przyspieszały gojenie.
- Możesz zatrzymać się na kilka dni w klanie, jak będziesz chciała możesz również dołączyć. Wstyd mi przyznać, ale nawet nie zauważyłem twojej obecności dopóki nie zahaczyłaś o mnie. Byłabyś dobrym szpiegiem... - powiedziałem uśmiechając się - Chodź, pokaże ci jaskinię w której będziesz mogła odpocząć
[Chantal?]
środa, 25 maja 2016
Od Erici c.d. Megami do Sinon
Ponownie miałam trudności z zaśnięciem. Czułam się nieswojo, zamknięta w tak ciasnej przestrzeni z obcą mi wilczycą. Musiałam jednak przyznać, że gdybym spała w sąsiedniej jaskini kamienna ściana niewiele by zmieniła. Wsłuchana w jej spokojny oddech zapadłam w końcu w sen.
Obudził mnie stukot jej pazurów. Podniosłam głowę i ziewnęłam głośno, wstając przeciągnęłam się prężąc nogi i grzbiet.
- Dziękuję za przenocowanie- wadera zatrzymała się w progu i zwróciła w moją stronę - Czy sąsiednie lokum jest wolne?
- Tak, jaskinia po lewo nie jest zajęta- odpowiedziała - Tak w ogóle, nazywam się Megami.
- Erica - przedstawiłam się krótko - Czy możesz mi poświęcić jeszcze chwilkę?
Wilczyca potakująco kiwnęła głową.
- Pokaż mi proszę drogę do ołtarza Water i Flasha.
- Nie ma problemu - zgodziła się i spokojnym truchtem poprowadziła mnie na zewnątrz - Masz dwa żywioły?
- Tak, woda i elektryczność, a ty powietrze i… księżyc? - dopytałam się.
- Zgadza się, skąd to wiesz?
- Taki dar. Potrafisz latać?
Zaczęłyśmy rozmawiać o swoich umiejętnościach, a rozmowy starczyło akurat na tyle, aby dotrzeć do świątyni, wbudowanej w górskie zbocze na którym ulokowane było Skything. Megami pożegnała się krótko i zostawiła mnie przed olbrzymim wejściem. Weszłam do środka i przez chwilę mrugałam oczami, starając się przyzwyczaić wzrok do panującego wewnątrz półmroku.
Przede mną ciągnął się długi korytarz, ograniczony rzędem kolumn podtrzymujących wysoki strop. Na jego końcu, w półokrągłym wgłębieniu na postumencie stały rzeźby boga Sun i bogini Moon. Parę przedstawiono w pozycji siedzącej, Suna po prawej, zaś Moon po lewej stronie. Pomniki były ode mnie trzykrotnie większe a artysta (zapewne wilk ziemi) zadbał o każdy szczegół. Oczy i niektóre kosmyki zaakcentowano, w przypadku basiora złotem, a wadery srebrem. Metale błyszczały w półmroku magicznym blaskiem.
Po obu stronach, również w półkolistych ołtarzach, za kolumnami, widniały sylwetki ich ośmiorga dzieci. Kolejno po prawej: Fire, Flash, Times, Galaxy, zaś po lewo od wejścia: Snow, Water, Sky i Gaja.
Podeszłam do położonego najbliżej Boga Piorunów, jego pomnik był mniejszy od tego poświęconego rodzicom, lecz nadal budził podziw. Gdy stałam naprzeciw niego, poczułam bijącą energię. Kierując się podszeptem podświadomości, a nie głosem instynktu, przyłożyłam łapę do postumentu. Nie musiałam aktywować swojej elektrycznej zbroi, sama bliskość wilka o żywiole elektryczności wystarczyła, aby Flash ożył. Rzeźbę otoczyła sieć wyładowań, pioruny otuliły sylwetkę władającymi nimi boga, z którego oczu sypały się iskry. Po chwili całe zjawisko ustało, pozostał jedynie charakterystyczny zapach azotu. Pochyliłam głowę i cicho zmówiłam modlitwę do swojego patrona, w podzięce za to, że jest tu i czuwa. Szybko się przeżegnałam i podbiegłam do Water ciekawa, jakie tajemnice skrywa pomnik Bogini Wody. Tym razem, po dotknięciu z rzeźby zaczęła się sączyć woda, z oczu, uszu, każdego zagłębienia sierści. Gdy wodnisty całun otulił ją całkowicie, woda przestała płynąć i po chwili zniknęła w szczelinach u podstawy pomnika. Z namaszczeniem pochyliłam głowę i jeszcze raz podziękowałam bogini za pomoc w dostaniu się na wyspę klanów.
Podeszłam do każdego ołtarza, ale zimny kamień został niewzruszony. Mogłam się domyślać, jakie rewelacje chowa dla swoich wyznawców Fire, Sky, Snow czy Gaja, ale co do owianych tajemnicą Times i Galaxy… do głowy nie przychodził mi żaden realny pomysł.
Wyszłam ze świątyni na oślepiające światło dnia. Było dość ciepło, a z pewnością cieplej niż w mojej ojczystej ziemi. O tej porze roku śnieg nadal zalega tam grubą pokrywą. Dopiero na początku lata stopnieje, ustępując gwałtownemu i krótkiemu latu.
Powoli zaczął doskwierać mi głód, ale zamiast skierować się w stronę obfitych w zwierzynę lasów, resztę popołudnia poświęciłam przeszukiwaniu górskich zboczy. Chciałam, znaleźć odosobnione miejsce do ćwiczeń, a z doświadczenia wiedziałam, że mogę kogoś niechcący skrzywdzić, jeśli nie będę odpowiednio uważać.
Wybrana przeze mnie ścieżka była wtulona pomiędzy niemal pionowe, nagie zbocza góry. Skryta w ich cieniu, biegłam spokojnie, uważnie nasłuchując i węsząc. Zboczyłam w jeszcze węższą, prawą odnogę, która po kilkunastu metrach przeszła w górską polankę, Przypominała lej o spłaszczonym dnie.Kamienne podłoże gdzieniegdzie pokryte było trawą, z wszystkich stron ograniczały je wzniesienia, z jedną wąską szczeliną, ścieżką, którą tu weszłam. Po jednym ze zboczy spływał wartki strumyk, okrążał polanę i niknął pod ziemią.
- Idealnie - powiedziałam na głos, zadowolona z tak dobrego efektu po krótkich poszukiwaniach. Usiadłam nad brzegiem potoku i zmrużyłam oczy w skupieniu. Próbowałam uformować z wody kulę, ale kontrolowanie cieczy było o wiele trudniejszym zadaniem niż władanie ciałami stałymi. Jasne, mogłam zmienić ją w lodową bryłę, ale całe ćwiczenie straciłoby swój sens.
- Co tutaj robisz? - rzeczowe pytanie zabrzmiało za moimi plecami.
Odwróciłam się gwałtownie, tworząc z wody lodowe sople skierowane na obcą mi waderę. Może i wyglądałoby to groźnie, gdyby połowa z nich nie spadła na ziemię, ale wierzcie mi, kontrolowanie kilku obiektów na raz nie jest takie proste.
<Sinon?>
Obudził mnie stukot jej pazurów. Podniosłam głowę i ziewnęłam głośno, wstając przeciągnęłam się prężąc nogi i grzbiet.
- Dziękuję za przenocowanie- wadera zatrzymała się w progu i zwróciła w moją stronę - Czy sąsiednie lokum jest wolne?
- Tak, jaskinia po lewo nie jest zajęta- odpowiedziała - Tak w ogóle, nazywam się Megami.
- Erica - przedstawiłam się krótko - Czy możesz mi poświęcić jeszcze chwilkę?
Wilczyca potakująco kiwnęła głową.
- Pokaż mi proszę drogę do ołtarza Water i Flasha.
- Nie ma problemu - zgodziła się i spokojnym truchtem poprowadziła mnie na zewnątrz - Masz dwa żywioły?
- Tak, woda i elektryczność, a ty powietrze i… księżyc? - dopytałam się.
- Zgadza się, skąd to wiesz?
- Taki dar. Potrafisz latać?
Zaczęłyśmy rozmawiać o swoich umiejętnościach, a rozmowy starczyło akurat na tyle, aby dotrzeć do świątyni, wbudowanej w górskie zbocze na którym ulokowane było Skything. Megami pożegnała się krótko i zostawiła mnie przed olbrzymim wejściem. Weszłam do środka i przez chwilę mrugałam oczami, starając się przyzwyczaić wzrok do panującego wewnątrz półmroku.
Przede mną ciągnął się długi korytarz, ograniczony rzędem kolumn podtrzymujących wysoki strop. Na jego końcu, w półokrągłym wgłębieniu na postumencie stały rzeźby boga Sun i bogini Moon. Parę przedstawiono w pozycji siedzącej, Suna po prawej, zaś Moon po lewej stronie. Pomniki były ode mnie trzykrotnie większe a artysta (zapewne wilk ziemi) zadbał o każdy szczegół. Oczy i niektóre kosmyki zaakcentowano, w przypadku basiora złotem, a wadery srebrem. Metale błyszczały w półmroku magicznym blaskiem.
Po obu stronach, również w półkolistych ołtarzach, za kolumnami, widniały sylwetki ich ośmiorga dzieci. Kolejno po prawej: Fire, Flash, Times, Galaxy, zaś po lewo od wejścia: Snow, Water, Sky i Gaja.
Podeszłam do położonego najbliżej Boga Piorunów, jego pomnik był mniejszy od tego poświęconego rodzicom, lecz nadal budził podziw. Gdy stałam naprzeciw niego, poczułam bijącą energię. Kierując się podszeptem podświadomości, a nie głosem instynktu, przyłożyłam łapę do postumentu. Nie musiałam aktywować swojej elektrycznej zbroi, sama bliskość wilka o żywiole elektryczności wystarczyła, aby Flash ożył. Rzeźbę otoczyła sieć wyładowań, pioruny otuliły sylwetkę władającymi nimi boga, z którego oczu sypały się iskry. Po chwili całe zjawisko ustało, pozostał jedynie charakterystyczny zapach azotu. Pochyliłam głowę i cicho zmówiłam modlitwę do swojego patrona, w podzięce za to, że jest tu i czuwa. Szybko się przeżegnałam i podbiegłam do Water ciekawa, jakie tajemnice skrywa pomnik Bogini Wody. Tym razem, po dotknięciu z rzeźby zaczęła się sączyć woda, z oczu, uszu, każdego zagłębienia sierści. Gdy wodnisty całun otulił ją całkowicie, woda przestała płynąć i po chwili zniknęła w szczelinach u podstawy pomnika. Z namaszczeniem pochyliłam głowę i jeszcze raz podziękowałam bogini za pomoc w dostaniu się na wyspę klanów.
Podeszłam do każdego ołtarza, ale zimny kamień został niewzruszony. Mogłam się domyślać, jakie rewelacje chowa dla swoich wyznawców Fire, Sky, Snow czy Gaja, ale co do owianych tajemnicą Times i Galaxy… do głowy nie przychodził mi żaden realny pomysł.
Wyszłam ze świątyni na oślepiające światło dnia. Było dość ciepło, a z pewnością cieplej niż w mojej ojczystej ziemi. O tej porze roku śnieg nadal zalega tam grubą pokrywą. Dopiero na początku lata stopnieje, ustępując gwałtownemu i krótkiemu latu.
Powoli zaczął doskwierać mi głód, ale zamiast skierować się w stronę obfitych w zwierzynę lasów, resztę popołudnia poświęciłam przeszukiwaniu górskich zboczy. Chciałam, znaleźć odosobnione miejsce do ćwiczeń, a z doświadczenia wiedziałam, że mogę kogoś niechcący skrzywdzić, jeśli nie będę odpowiednio uważać.
Wybrana przeze mnie ścieżka była wtulona pomiędzy niemal pionowe, nagie zbocza góry. Skryta w ich cieniu, biegłam spokojnie, uważnie nasłuchując i węsząc. Zboczyłam w jeszcze węższą, prawą odnogę, która po kilkunastu metrach przeszła w górską polankę, Przypominała lej o spłaszczonym dnie.Kamienne podłoże gdzieniegdzie pokryte było trawą, z wszystkich stron ograniczały je wzniesienia, z jedną wąską szczeliną, ścieżką, którą tu weszłam. Po jednym ze zboczy spływał wartki strumyk, okrążał polanę i niknął pod ziemią.
- Idealnie - powiedziałam na głos, zadowolona z tak dobrego efektu po krótkich poszukiwaniach. Usiadłam nad brzegiem potoku i zmrużyłam oczy w skupieniu. Próbowałam uformować z wody kulę, ale kontrolowanie cieczy było o wiele trudniejszym zadaniem niż władanie ciałami stałymi. Jasne, mogłam zmienić ją w lodową bryłę, ale całe ćwiczenie straciłoby swój sens.
- Co tutaj robisz? - rzeczowe pytanie zabrzmiało za moimi plecami.
Odwróciłam się gwałtownie, tworząc z wody lodowe sople skierowane na obcą mi waderę. Może i wyglądałoby to groźnie, gdyby połowa z nich nie spadła na ziemię, ale wierzcie mi, kontrolowanie kilku obiektów na raz nie jest takie proste.
<Sinon?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
