niedziela, 19 czerwca 2016

Od Junien do Sinon


Niezbyt długo nacieszyłam się wolnością. Wilki zaczęły mnie ścigać. Widziałam ich ślepia, doganiali mnie. Niektórzy byli na tyle szybcy, że dosięgali mnie i ranili pazurami. W końcu jeden z nich skoczył na mnie i wbił się kłami w mój kłąb. Upadłam na ziemię. Wilki otoczyły mnie ciasnym półkolem. Z jednej strony byli oni, a z drugiej strony urwisko. Zaczęłam z nimi walczyć, nie miałam wyboru. Wyjęłam miecz, który zawsze miałam przy sobie i rozpoczęła się bitwa. Nacierali na mnie ze wszystkich stron. Błyskały pazury i kły. Byli to specjalnie wyszkoleni wojownicy i mordercy. Każdy z nich pragną mnie zabić, za to co zrobiłam tej nocy. Jednak żaden z nich nie był tak silny jak ja, była ulubienica ich przywódcy. Odpierałam ich ataki przez dość długi czas. Dzięki nocy i mojej drugiej postaci nie mogłam zasnąć. Była to też idealna pora, ponieważ oni byli zmęczeni i najprawdopodobniej wyrwani ze snu. Przybywało ich coraz więcej. Nacierali coraz mocniej. Cały ciało miałam poranione, a moje futro miejscami z czerni zmieniło się na czerwień od krwi. Cofnęłam się o krok. Kilka kamyków spadło z urwiska. Stałam dosłownie na skraju przepaści. Odwróciłam na chwilę wzrok, aby ocenić odległość od ziemi. To był mój największy błąd. Jeden z wilków korzystając z mej nieuwagi zepchną mnie w przepaść. Uderzyłam w taflę wody. Okazało się, że pod klifem płynęła rzeka. Jej prąd był niezwykle wartki. Zakręciło mi się w głowie. Zobaczyłam ciemność. Nurt poniósł mnie dalej. Następne co pamiętam to jakiś biały wilk i oślepiające światło dnia.

[Sinon?]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz