poniedziałek, 3 lipca 2017

Od Gleny do Rhaegara

Błąkałam się niedaleko Leśnego Strumyka. Dzień niedawno rozpoczął się, wraz z ćwierkaniem ptaków. Rozglądałam się za jakimiś ziołami do leków dla członków mojego klanu. Wszystko było spokojne, nie zmącone żadnym hałasem. Cudowna atmosfera, zwłaszcza dla mnie. Nagle, gdy przechodziłam przez bardziej zadrzewione tereny coś wpadło mi w oko. Tym czymś było ziele. Podeszłam w miejsce gdzie ono rosło. Roślina miała szerokie liście - dla innych wilków może to być następna trawa z wielu, ale ja poznałam ją od razu. Była to babka lancetowata. Zerwałam parę liści i zwróciłam się w stronę mojego obecnego miejsca zamieszkania, nie będę przecież niosła przez resztę spaceru tej rośliny. Nie było to daleko, ale droga zajmowała około dziesięć minut. Spacerowałam spokojnym, wolnym krokiem. Nic mnie przecież nie goniło. W między czasie zaczęłam rozmyślać o różnych rzeczach. Jedną z nich była myśl o tym, czy kogoś tutaj spotkam. Nie mówię, że chciałam koniecznie kogoś teraz poznać, ale było by miło. Nie mam po prostu nic przeciwko poznawaniu nowych wilków. Albo ich polubię, albo i nie.
Gdy już była kilka metrów od mojego celu usłyszałam coś. Kroki czterech łap. Stanęłam w bezruchu. Nasłuchiwałam. Chodził niedaleko mnie. Zaczęłam węszyć. Nie znałam jego zapachu. A niech to... To mógł być ktokolwiek. Na wszelki wypadek napięłam się, w razie gdyby osobnik byłby nastawiony na mnie agresywnie. W tedy będę gotowa do ataku.

Rhaegar?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz