Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~Klan Powietrza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ~Klan Powietrza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 czerwca 2016

Od Amai C.D. Shiro

Leciałam właśnie ze wschodnich terenów, gdzie byłam na rozmowach dyplomatycznych z Alfami tamtejszych watah. Rozmowy były ciężkie, ze względu na to, że dalej grożą nam atakiem, a za powód stawiają sobie to, że im się naraziliśmy. Ale jak, skoro z mojego klanu mało kto tam leci ze względu na odległość, a inne klany nie mają skrzydeł, by latać? Chyba że Everything, ale zaprzeczyli. Raczej więcej wilków stamtąd przylatuje. Tamtejsze watahy nie znają podziału tych wysp na klany, co jest dosyć istotnym niedopatrzeniem. Przez to nie tyle zaatakują Klan Powietrza, co inne klany również, choćby przez pomyłkę. Ja raczej nie powiedziałam nic takiego, a Kiyoteru tym bardziej, chociaż konflikt zaczął się wtedy, gdy on był przy władzy. Opowiadał mi przecież o wszystkim... A nawet nie powiedzieli, że chodzi im o tereny, chociaż było to w miarę oczywiste. W sumie od zawsze byli jacyś nieufni, z tego co słyszałam – przynajmniej ci, którzy sprawiają tyle problemów.
Nad klanem było deszczowo, chociaż na tej wysokości nie było chmur. Temperatura była niska, a wiatr – tu spokojny, poniżej chmur pewnie wiało mocno. Zniżyłam się poniżej poziomu chmur poprzez nurkowanie, po czym szybko wzniosłam się z powrotem. Rzeczywiście było wietrznie, a deszcz oceniłabym jako niewielki. Jeszcze dało się w miarę spokojnie wylądować. Już chciałam zakręcać, kiedy ujrzałam jakiś mały obiekt na niebie, jednak był on mało widoczny, więc go zignorowałam. Po paru sekundach obiekt stał się bardziej widoczny i okazało się, że jest to wilk. Chciałam go wyminąć, ale leciałam o wiele za szybko, by tego dokonać. Skończyło się to zderzeniem czołowym z wilkiem. Trochę to bolało, ale następstwa mogły być o wiele gorsze, ponieważ spadaliśmy z dość sporej wysokości. Byłam przerażona i nie wiedziałam co robić, a basior podleciał powoli do mnie po tym, jak ustabilizował swój lot. Przeprosił mnie, a wtedy się opanowałam, skierowałam nos w dół, po czym rozwinęłam skrzydła. Już byłam 300 m nad ziemią, gdy udało mi się złapać trochę siły nośnej i polecieć już spokojnie z niewielką prędkością, podczas gdy nieznajomy mi wilk leciał koło mnie.
- Nic ci nie jest? – wtedy zapytałam.
- Nie, to nic takiego… - odpowiedział.
- Lepiej polećmy do medyczki… - powiedziałam. – To może być coś poważnego…
Następnie prowadziłam go do medyczki, co potrwało kilkanaście minut z tego miejsca. Po wylądowaniu przyszła Hikari.
- Dzień dobry Amai
- Dobry, dobry – uśmiechnęłam się lekko.
- Coś się stało? – spytała.
- Przylatujemy z wypadku – odpowiedział jej basior.
- Już się wami zajmuję – powiedziała, po czym nas dobrze przebadała.
Po tym stwierdziła tylko, że nic poważnego się nie stało, a ewentualne guzy znikną po krótkim czasie. Podała tylko coś przeciwbólowego, a następnie puściła nas.
- Bardzo ci przeszkodziłam…? – spytałam trochę przepraszającym głosem. – Rzadko kiedy nie zauważam innych wilków podczas lotu…

<Shiro? Wybacz że nie jest dobre… >

piątek, 17 czerwca 2016

Od Shiro


Wiatr w czuprynie, delikatne ruchy skrzydłami i te świeże powietrze ponad miękkimi chmurami. Czego chcieć więcej w takie słoneczne dni jak te? Znaczy… dla mnie słoneczne, bo chyba pode mną kropi jakiś deszcz sądząc po ciemnawych chmurach. Kochałem takie widoki, czułem się wolny, choć długo w takim stanie nie daje rady. Temperatura strasznie spada, i choć moje futro jest grube to nie wyrabiam. Nie chciałem wracać na powierzchnie, choć przydałoby się. Od ponad roku szukam domu, a taka samotnia nie jest dla mnie. Brak mi moich dzieciaków… tak dawno ich nie widziałem. Zastanawiałem się nie raz, kto zajął moje miejsce, jako opiekuna, czy mają dobrze tam, na jakie wilki wyrosły. Takie piękne czasy mnie opuściły.
 Zacząłem powoli wytracać wysokość muskając łapami powierzchnię chmur szukając miejsca, gdzie było naj mniej wilgoci. Mokre pióra to nic dobrego na tej wysokości. Jak zamarzną to kaput, a ja chce jeszcze pożyć na tym świecie.
 Wszędzie było strasznie mokro. Więc zacząłem myśleć ile wytrzymam jeszcze w tym zimnie. Może z dziesięć minut…może mniej, a może więcej. Nigdy nic nie wiem. Wtem coś dość szybko przemknęło mi przed nosem. Mógłbym to nazwać kremową kometą, albo meteorytem. Powiodłem za tym wzrokiem, co skończyło się wpadnięciem w jakieś wybrzuszenie na chmurze. Szybko z tego wyleciałem i z ciekawości poleciałem za tajemniczym obiektem. W prawdzie nie jestem zbyt szybki na prostych odcinkach, ale chociaż nie zgubiłem cosia z oczu…no do czasu, gdy nie zanurkował. Zrobiłem to samo w tym samym miejscu, co chyba było złym pomysłem, gdyż nim się zanurzyłem w chmurze śledzony przeze mnie obiekt wyleciał i zderzył się ze mną czołowo. Straciłem na chwilę kontrole nad lotem, co skutkowało dziwnymi wywijasami i panicznym machaniem skrzydłami.
 Do moich uszu doszedł czyjś cichy głos. Spojrzałem w tamtą stronę i zobaczyłem waderę o futrze w kolorze beżu czy kremowego. Trzymała się łapami za czoło i mocno zaciskała oczy. Chyba trochę za mocno się zderzyliśmy. Będzie guz…i to w wielkości jabłka.
 Podleciałem ostrożnie okrążając ją.
-Ja bardzo przepraszam…moja wina – uśmiechnąłem się delikatni, ale czule, gdyż to mi najlepiej wychodzi i w owej sytuacji chyba najlepiej się nadaje.
 <Przepraszam, że tak kiepsko Amai, ale jest już późno, a mi się czas kończył ;-; i nie umiem zaczynać ….>

czwartek, 16 czerwca 2016

Nowy członek Klanu Powietrza!

art wykonany przez Hioshiru

Shiro
Omega (?)
Nauczyciel podstaw

Nieobecność

Howard z Klanu Powietrza będzie nieobecna do 21 czerwca.

niedziela, 12 czerwca 2016

Od Amai C.D. Howarda

Patrząc na Hikari i Howarda robiło mi się ciepło na sercu, chociaż zdrowy rozsądek wyraźnie kazał mi ich rozdzielić. Nie wiedziałam teraz co mam robić – czy zostawić go z nią, co byłoby zgodne z moimi uczuciami, czy rozdzielić ich i znaleźć Howardowi inny dom, co byłoby zgodne z zasadami klanu, ale zostawiłoby w moim płacie czołowym, hipokampie i pozostałych miejscach mojego mózgowia serię impulsów, które niektórzy nazywają „wyrzutami sumienia”. Nie chciałam tego przeżywać, ale chciałam też przestrzegać praw spisanych przez pierwsze Alfy tego klanu. To było okropne uczucie – bardzo się wahałam. Raz chciałam zostawić go z Hikari, a sekundę później chciałam go komuś przekazać. Myślałam też o innych rozwiązaniach, ale były one tak okrutne, że nie wiedziałam, jak mogły przyjść mi do głowy. Na szczęście nie pojawiały się tak często…
- Przepraszam... – powiedziałam odchodząc od nich.
- Amai… proszę… - cicho szepnęła Hikari, a ja odwróciłam wzrok i ze spuszczonym łebkiem odeszłam od nich.
Podejmowanie decyzji było najgorszym obowiązkiem, jaki miałam. Nie chciałam przy tym męczyć bogów, którzy na pewno nie chcieliby być męczeni pytaniami dotyczącymi tak przyziemnych spraw. Ale nie mogę podjąć tej decyzji. Za każdym razem czuję, że podejmę akurat tą złą decyzję z dwóch możliwych. Po chwili podeszła do mnie Hikari.
-Amai…?
- Nie, nie mogę Hikari… Zostań z nim… chociaż dopóki nie podejmę decyzji… - powiedziałam z łamiącym się głosem i szybko odeszłam.
Czym prędzej poszłam od nich, by mnie nie widzieli, jak płaczę. Po prostu ta decyzja mnie przerastała, a każda chwila, gdy o tym myślałam, rozszarpywała mi serce.

<Howard?>

Od Howarda cd Aresa

Darkness rzucił swoje polecenie do wiatru, nie patrząc się nawet za siebie. Czułem się tym lekko urażony.
Obserwowałem owego wilka, który stał przede mną. Nie wyglądał jak typowy wilk. Miał zwyczajną masę, podobną do większości, potężne łapy i dobrą postawę. Mimo to nie sprawiał wrażenia 'tego dzikiego'. Po prostu miał coś w sobie, co nie pozwoliło mi go do końca zaakceptować jako rasowego wilka.
Kiwnąłem łbem do Darknessa, który nawet nie zaszczycił mnie spojrzeniem, po czym odleciał pozostawiając mnie z prawdopodobnie ognistym towarzyszem. Delikatnie się uśmiechnąłem, zaczynając rozmowę:
- Nie pochodzę z tego Klanu. Mimo to, mogę ci szczerze powiedzieć, że tereny tutaj są przepiękne i z pewnością ci się spodobają - skierowałem łeb w stronę widoku, jaki aktualnie zastaliśmy: zachód słońca w okolicach Starego Portu. - Mam na imię Howard.
- Ares - wilk spojrzał na mnie niepewnie, zapewne oceniając mój wiek.
- Nie jestem dorosły - wyprostowałem się, dorównując wzrostem wilczurowi oraz poprzedzając jego pytanie.
- Ah... W porządku.
- Idąc w stronę północną, a później skręcając na wschód dotrzemy do Starego Portu - poinformowałem Aresa - To budowla, którą tutaj widać.
Wilk kiwnął głową, a ja ruszyłem na północ.
Przybyłem tutaj wraz z Hikari, która chciała spotkać się z Lorraine, opiekunką do szczeniąt. Z tego co się dowiedziałem, jest to jej dobra koleżanka, dlatego nie miałem nic przeciwko temu. Naturalnie wzięła mnie ze sobą, co w niczym mi nie przeszkadza. Jest to wspaniała okazja, aby dokładniej poznać ognistych. Mają tu bardzo ładne widoki, które z pewnością różnią się od tych w Klanie Powietrza.
Po kilku minutach zza linii horyzontu wyłaniały się pierwsze drzewa Lasu. Uznałem to za dobrą okazję do rozpoczęcia jakiejkolwiek wymiany zdań, zanim oboje się do siebie zniechęcimy. Niewątpliwie spacer bez choćby najmniejszego słowa nie ma większego sensu. Stanąłem, by móc zrównać się z czerwonym wilczurem.
- Zbliżamy się do Lasu. Jest on głównie miejscem narad, polowań i spotkań członków Klanu. Natomiast jego głębia jest mniej przyjazna niż część zewnętrzna, ale o tym nic więcej nie mogę powiedzieć. Tej części jeszcze nie zwiedziłem.
Spojrzałem na wilka, któremu teraz na psyku wymalowała się żądza przygody, determinacja i odwaga.

(Ares? Takie sobie to opo, ale mam nadzieję że nie zniechęciłam cię do pisania z Howardem xd)

piątek, 10 czerwca 2016

Od Howarda do Amai

- Howie, nie przesadzaj – powiedziała zirytowana wadera, kiedy znów zacząłem się wiercić podczas układania kosmyków sierści. Hikari znów zaczęła mnie targać za moje piękne futro, robiąc z niego jakąś maszkaradę na nie wiadomo jakie przedstawienie.
- Czy to wszystko konieczne? Przecież nic wielkiego się nie dzieje – powiedziałem do wadery, krzywiąc się przy tym nieznacznie. Wciąż nie rozumiałem, dlaczego to robimy: od kiedy pamiętam wychowuję się w otoczeniu medyczki z Klanu Powietrza, na tym terenie. Znam wszystkie miejsca niemal jak swoją jaskinię, wciąż odkrywając nowe otoczenia. Nie wierzę, że członkowie watahy mnie nie znają, ani chociażby nie kojarzą z widzenia. Wyrwałem się z łap rodzicielki, psując właśnie ułożoną sierść – Moim zdaniem przesadzasz. Dlaczego właściwie tam idziemy?
Hikari uśmiechnęła się sama do siebie, spoglądając na mnie z wyższością. Coś, jakby myślała nad moim zachowaniem. Byłem wciąż niepewny, dlaczego tam idziemy. Ona nic mi nie wytłumaczyła, a przy tym wszystkim najwyraźniej uznała, że wiadomość „Idziemy do Alfy Klanu” mi wystarczy. O nie, czemu ona się tak bardzo myli? Z jakiego powodu nie chce mi nic więcej wytłumaczyć?
- Po prostu muszę cię zaprezentować w Klanie, jako mojego podopiecznego – odpowiedziała, cierpliwie na mnie spoglądając. Przekręciłem oczami, dając jej do zrozumienia, że taka odpowiedź nie daje mi jasnej oceny sytuacji, ani satysfakcji z otrzymanej informacji. Wyraźnie widziałem, że jest zdenerwowana, a na upór nie chce mi powiedzieć z jakiego powodu.
- Po co? Czy oni nie wiedzą, że urodziłem się w tym Klanie? – nalegałem. Tyle pytań bez odpowiedzi nadal krąży po mojej głowie, a ja nadal nie mogę ich ogarnąć. Nikt po prostu nie chce mi na nie odpowiedzieć, powodując tym samym kolejne pytania.
- Dowiesz się w swoim czasie – odpowiedziała, po czym po raz kolejny pogłaskała mnie po łbie i ruszyła na północ – Ruszaj się, Howie, bo się spóźnimy.
***
Niedługo później dotarliśmy do pałacu Sky’a, co oczywiście nie było dla mnie wielkim odkryciem. Już wiele razy przemykałem tymi korytarzami. Żądza zwiedzenia tego budynku była wprost nieosiągalna, więc miałem już okazję nacieszyć się pięknem tej świątyni, która rzeczywiście zasługuje na zachwyt.
- Zaprowadzę ciebie do pomieszczenia, gdzie na mnie poczekasz. Rozumiemy się? – powiedziała przyjaźnie, po czym na mnie spojrzała. Kiwnąłem głową, na znak, że rozumiem i dostosuję się do jej życzenia. Bo w sumie, czemu nie? Skoro zaciągnęła mnie do tej Świątyni, nie będę robił niepotrzebnych szopek.
Weszliśmy do budynku, gdzie zaprowadziła mnie do pewnej małej salki. Nie było w niej nic niezwykłego, żadnego śladu życia. Hikari mrugnęła do mnie, po czym dumnie wyszła z pomieszczenia zostawiając mnie samego.
Usiadłem na środku. Pozostaje mi czekać, aż moja podopieczna wróci. Sala była delikatna, bogato zdobiona freskami oraz płaskimi rzeźbami. Środek był trzymany przez wielkie dwa filary, zrobione z Górskich Kamieni. Całe pomieszczenie było wyrzeźbione w białym marmurze, które sprawiało wrażenie delikatnego i wietrznego zakątka.
Podszedłem do jednej ze ścian, obserwując płaskorzeźby. Na jednej ze ścian były przedstawione dwa szczeniaki, bawiące się z wiatrem przemijającym między ich łapami. Jeden z nich był oporny, ponieważ usiadł i zaparł się łapami. Wiatr roztrzepał jego bujną sierść, chcąc go popchnąć do przodu. Drugi z wilków posiadał skrzydła. Był w pozycji odbijania się od podłoża i lecącego z wiatrem. Jego tylne łapy odrywały się od ziemi, ciągnięte wraz z wiatrem. Skrzywiłem się na ten widok.
Dotychczas z wilków które spotkałem, jedyny nie miałem skrzydeł. Wszyscy z żywiołem powietrza są skrzydlastymi. Czy to ja jestem przedstawiony na tej rzeźbie? Sky, co zamierzasz mi przekazać?
Wzruszyłem ramionami, po czym odwróciłem się i ruszyłem w stronę korytarza. Nie miałem już ochoty przebywać w tym pokoju. Chwilę później usłyszałem jakiś dźwięk. Ruszyłem w jego stronę, a byłem na tyle blisko, że odróżniałem poszczególne słowa.
- Proszę, Pani, pozwól mu zostać ze mną! Mam pojęcie o szczeniakach, wiem, jak trzeba się z nim obchodzić i zajmować! Zrobię wszystko, co będę mogła! – zawołała zrozpaczona wadera, która z każdym kolejnym słowem traciła nadzieję. Można to prędzej nazwać szeptem, niż kompletnym głosem, jakby bali się, że ktoś może ją usłyszeć.
Zaraz po tym odpowiedział jej jakiś inny głos, który zabrzmiał pewniej, niż poprzedni. Przysunąłem się prędzej do ściany, chcąc zaobserwować rozmówców. Jak najciszej zbliżałem się do kąta, zza którego mógłbym spokojnie zaobserwować wilki.
Dlaczego to robiłem? Nie wiem. Po prostu kogoś mi ten głos przypominał, nie umiem tego powiedzieć. Nie znam na to uczucie jednoznacznej odpowiedzi. Po prostu musiałem to zrobić, musiałem zobaczyć, kto z kim rozmawia. To coś mną kierowało.
Tak! Udało się. Teraz wystarczy wyczuć moment, kiedy nie będą patrzeć. Powoli wysnąłem łeb zza ściany i serce we mnie zamarło.
Moim oczom ukazała się Hikari wraz z inną, kremową waderą. Obie skrzydlaste rozmawiały między sobą, a z daleka można było poczuć dystans między dwoma postaciami. Niepewnie wyszedłem naprzeciw dwóch wilczyc, stojąc w wejściu do sali.
-Hikari, on nie jest twoim synem. Doskonale wiesz, że nie masz żadnego prawa się nim opiekować, powinnaś od razu to skończyć i oddać go pod opiekę do mnie, a wtedy znaleźlibyśmy dla niego odpowiednią… - przerwała, gdyż Hikari spojrzała w moją stronę i zaraz po tym rzuciła się do mnie. Stanąłem na środku przejścia, wciąż uważnie obserwując rozwój wypadków.
Czyli… rozmawiali o mnie? Dlaczego? Kim była wadera, z którą rozmawiała?
Spojrzałem znów na kremową, uskrzydloną waderę, wpatrującą się teraz we mnie i Hikari, która tutaj podbiegła. Wciąż coś do mnie mówiła, ale ja skupiłem się na samicy będącej na tym samym miejscu co wcześniej. Teraz zacisnęła szczęki, po czym odwróciła wzrok, spoglądając w okno ukazujące krajobraz Gór Wiatru.

(Amai?)

Od Sansy c.d Lysandra

  Stoczyłam się z półki skalnej, szybko rozpościerając skrzydła. Jednak spotkanie z ziemią było zbyt bliskie, bym mogła odlecieć. Uderzyłam plecami o kamienie, cicho krzycząc i pozbawiając swe płuca jakiegokolwiek dostępu do powietrza. Nie miałam jednak czasu na złapanie porządnego oddechu, szybko zerwałam się na równe łapy i pobiegłam chwiejnym krokiem przed siebie. Zabiłam. Zabiłam. Zabiłam a teraz muszę uciekać przed tymi, którzy pragną się zemścić. Mieli zbyt dokładnych wypatrujących i zbyt wiele wilków, które były gotowe puścić się za mną w pościg. Uciekałam już od dwóch dni, jednak oni nadal mnie gonili, co jakiś czas słyszałam ich za sobą. Uciekałam już tak długo, że nawet nie wiedziałam gdzie dokładnie jestem. Oni chyba też nigdy nie zapędzali się tak daleko, ale co się dziwić, zabiłam ich Alfę. Mój łeb musiał zostać w najlepszym przypadku nabity nad wejściem do jaskini obecnych Alf. Wybiegłam z lasu, teraz będąc na lekko zamglonej polanie. Wcześniej musiało tutaj padać, ponieważ trawa była wilgotna. Ruszyłam w miarę pewnym krokiem przed siebie, byłam wyczerpana tą dwudniową ucieczką w takim stopniu, że nie zwracałam już nawet uwagi na to co mnie otacza. Zobaczyłam jedynie jakieś dziwne ruiny, które mogły być dla mnie tymczasowym schronieniem. Tak więc bez zastanowienia, pobiegłam w tamtym kierunku ile sił w wątłych łapach. Zatrzymałam się dopiero w środku, poniszczone mury skrywały w sobie niezliczoną liczbę tajemnic, a ja uwielbiałam tajemnice. Wpatrywałam się w wyblakłe ściany, kiedy ktoś dotknął mojego ramienia. Odskoczyłam jak poparzona, biorąc kilka gwałtownych wdechów, żeby się uspokoić. Uspokoiłam się dopiero kiedy zauważyłam, że ów basior nie jest z tych, którzy mnie gonią. Jednak mimo wszystko nastroszyłam się i głośno warknęłam, dając mu do zrozumienia, że jestem gotowa do ataku w razie czego.
 - Spokojnie, spokojnie... nic Ci nie chcę zrobić. Wyglądałaś na zgubioną... - powiedział ciemny basior jakby na usprawiedliwienie.
Wyprostowałam się, przypatrując mu się z zaciekawieniem. Faktycznie, byłam zagubiona ale aż tak dobrze było to po mnie widać? Obeszłam basiora dookoła, dokładnie mu się przyglądając, jego posturze, oceniając jego możliwości.
 - Gdzie jestem? - zapytałam wreszcie
 - Na terenie Klanu Ziemi.
 - Klanu Ziemi? - zdziwiłam się, nigdy nie słyszałam o takim dziwnym, odległym miejscu.
 - Coś taka zdziwiona? No nic, jestem Lysander, a ty?
 - Sansa... - odpowiedziałam mało pewnie.

(Lysiek?)

czwartek, 9 czerwca 2016

Nowe szczenię w Klanie Powietrza!

art wykonany przez azzai
Howard
Zwykły członek
Za młody

Nowy wilk w Klanie Powietrza!


art wykonany przez MischievousRaven

Sansa
zwykły członek
Morderczyni


sobota, 28 maja 2016

Od Loki'ego

Położyłem się na grzbiecie i zacząłem patrzeć na gwiazdy. Wyciszyłem całkowicie swoje myśli. Po prostu leżałem tam i gapiłem się w ciemnogranatowe niebo.
"Czy to jet mój nowy dom? A może kolejne miejsce któremu przyniosę ból, cierpienie i śmierć? " starałem się odgonić te myli od siebie. Koniec, końców udało się. Zamknąłem oczy, wciągnąłem powietrze przez nozdrza i wypuściłem je szybko przez pysk. Niechętnie przekręciłem się i wstałem ociężale. Powolnym krokiem ruszyłem nad wodospad. Po drodze mijałem liczne stworzenia, nie zwracałem na nie najmniejszej uwagi.
Na miejscu panowała zupełna cisza i spokój. Zlustrowałem uważnie kamienne wzgórza z których spływała woda. Wspiąłem się ostrożnie na samą górę. Skały były mokre co dawało dodatkowe utrudnienia. Nie poddałem się jednak. Na samej górze usiadłem, zacząłem przyglądać się księżycowi wychodzącemu zza chmur. Minęło kilka sekund i pojawił się w całości. Znów zamknąłem oczy i dałem ponieść się chwili... Zacząłem wyć.
Nie spodziewałem się, że ktoś mi odpowie. Tak więc położyłem się wygodnie, łeb oparłem na łapach. Kilka chwil później zauważyłem w dole jak coś porusza się w krzakach. Wstałem błyskawicznie, z wytężoną uwagą patrzyłem w dół i czekałem na to co ma nastąpić.

Ktoś?

Od Galaxy

Ze snu wyrwał mnie koszmarny dźwięk, tak to były wilki które koniecznie chciały mnie obudzić. Leniwie wstałam i otworzyłam oczy, postanowiłam coś zjeść. Wyszłam z jaskini i na mojej drodze spotkałam Hikari
Cześć Hikari!- Uśmiechnęłam się.
Cześć Galaxy!-Hikari
Jadłaś już coś?- zapytałam badawczo
Nie może chcesz pójść ze mną?- Hikari
Miałam nadzieję że to powiesz!- krzyknęłam radośnie
Doszłyśmy do lasu po paru minutach upolowałyśmy rodzinę sarn z dwoma młodymi , pożarłyśmy to w pięć minut.
Po niecałej godzine byłyśmy na miejscu. Ktoś zawołał Hikari.
Obowiązki wzywają!-Hikari
I zniknęła w krzakach. Hmm... polecę sobie na wycieczkę!- pomyślałam.Jak pomyślałam tak zrobiłam. Obleciałam cały klan powietrza - znałam każdy zakątek i zakamarek, więc poleciałam do klanu everything. Wylądowałam na lawendowych polach, wydawały się dziwnie znajome.
Dawno się nie widzieliśmy, prawda?- usłyszałam czyjś głoś.

<Do nikogo...>

Od Amai C.D. Lux

Nie jest łatwo być Alfą... W szczególności młodą. Musiałam czym prędzej zacząć się uczyć, aby wiedzieć chociaż co mam robić i kiedy. Nie było nikogo, kto mógłby mnie zastąpić, nie miałam ani brata, ani siostry. Ani tym bardziej nikogo, kto mógłby mi z tym wszystkim pomóc… Ale mniejsza z tym, jakoś sobie z tym radzę.
Wstałam rano wcześnie i dzień zaczęłam od codziennego oblotu nad terenami Klanu Powietrza. Nic ciekawego, dzień jak co dzień… Cały klan dopiero budził się do życia po nocy. Pogoda jednak była niezbyt dobra… Mało brakuje do tego, by się porządnie rozpadało. Po chmurze widać, że będzie przynajmniej ulewa, co spowoduje, że poziom wody w rzekach mógłby wzrosnąć, jeśli potrwałoby to dłużej. Chociaż zwykle ulewy u nas trwają krótko, musiałam przeczekać do jej końca w razie czego. Ostatnio często tu padało, ale według prognozy pogody miało to się zakończyć w ciągu tego tygodnia, najpóźniej za 3 dni. No nic, przeczekałam deszcz i było rzeczywiście tak, jak ostatnio. Po wykonaniu jeszcze kilku czynności związanych z zarządzaniem klanem postanowiłam przelecieć się do innych klanów. Tylko do którego… W klanie Everything byłam wczoraj, w Klanie Wody też niedawno… Może Klan Ognia? Nie byłam tam przynajmniej od 3 miesięcy. Dlaczego nie – nie umiem wyjaśnić. Jeszcze upewniłam się, że wszystko jest w porządku, po czym poszłam na polanę, gdzie zwykle startowałam celem wzniesienia się w powietrze. Jeszcze tylko odpowiednio ustawiłam skrzydła do lotu i się rozpędziłam. Po kilku sekundach już byłam w powietrzu i przyspieszyłam do prędkości ok. 300 węzłów. Skierowałam się na wyspę, gdzie był Klan Ognia, a po niecałych 15 minutach wylądowałam na miejscu. Było tu o wiele cieplej niż u nas, warunki raczej sprzyjały szybowaniu niż lądowaniu ze względu na ogromną ilość kominów powietrznych… Jeśli cała ta część wyspy nie była jednym wielkim kominem, jedynie z niewielkimi przerwami.
Po wylądowaniu uważnie się rozejrzałam, a następnie poszłam się rozejrzeć. W pewnej chwili poczułam, jak coś mnie uderzyło – obejrzałam się i ujrzałam wilka. Wadera, która we mnie uderzyła, padła na ziemię, prawdopodobnie była bardzo zmęczona.
- Wszystko dobrze? – zapytałam patrząc jej w oczy, które same się zamykały. Zabrałabym ją do jaskini, ale miałam ją w swoim klanie, nie tutaj. Została mi magia... Wprawdzie potrzebowałam swojej księgi, ale na szczęście pamiętałam jedno z zaklęć potrzebnych w takiej sytuacji. Po chwili otworzyła oczy, powoli wstała i powiedziała:
- Gdzie jestem? Kim jesteś…? Co się dzieje?
- Jesteś w Klanie Ognia… Przed chwilą we mnie wbiegłaś – spokojnie odpowiedziałam. – Jak się nazywasz?
- Lux… A ty? – po chwili mi odpowiedziała
- Amai, miło mi cię poznać – uśmiechnęłam się przyjaźnie.

<Lux?>


poniedziałek, 23 maja 2016

Nowy wilk w Klanie Powietrza!

art wykonany przez TIFFASHY

Galaxy
Zwykły członek
Strażniczka


...a Len cały szczęśliwy, bo wreszcie ktoś dołączył~

niedziela, 15 maja 2016

Od Loki'ego

Położyłem się na grzbiecie i zacząłem patrzeć na gwiazdy. Wyciszyłem całkowicie swoje myśli. Po prostu leżałem tam i gapiłem się w ciemnogranatowe niebo.
"Czy to jet mój nowy dom? A może kolejne miejsce któremu przyniosę ból, cierpienie i śmierć? " starałem się odgonić te myli od siebie. Koniec, końców udało się. Zamknąłem oczy, wciągnąłem powietrze przez nozdrza i wypuściłem je szybko przez pysk. Niechętnie przekręciłem się i wstałem ociężale. Powolnym krokiem ruszyłem nad wodospad. Po drodze mijałem liczne stworzenia, nie zwracałem na nie najmniejszej uwagi.
Na miejscu panowała zupełna cisza i spokój. Zlustrowałem uważnie kamienne wzgórza z których spływała woda. Wspiąłem się ostrożnie na samą górę. Skały były mokre co dawało dodatkowe utrudnienia. Nie poddałem się jednak. Na samej górze usiadłem, zacząłem przyglądać się księżycowi wychodzącemu zza chmur. Minęło kilka sekund i pojawił się w całości. Znów zamknąłem oczy i dałem ponieść się chwili... Zacząłem wyć.
Nie spodziewałem się, że ktoś mi odpowie. Tak więc położyłem się wygodnie, łeb oparłem na łapach. Kilka chwil później zauważyłem w dole jak coś porusza się w krzakach. Wstałem błyskawicznie, z wytężoną uwagą patrzyłem w dół i czekałem na to co ma nastąpić.

Ktoś?

Nowy wilk w Klanie Powietrza!



Loki
Zwykły członek
Przywódca wojowników