Stoczyłam się z półki skalnej, szybko rozpościerając skrzydła. Jednak spotkanie z ziemią było zbyt bliskie, bym mogła odlecieć. Uderzyłam plecami o kamienie, cicho krzycząc i pozbawiając swe płuca jakiegokolwiek dostępu do powietrza. Nie miałam jednak czasu na złapanie porządnego oddechu, szybko zerwałam się na równe łapy i pobiegłam chwiejnym krokiem przed siebie. Zabiłam. Zabiłam. Zabiłam a teraz muszę uciekać przed tymi, którzy pragną się zemścić. Mieli zbyt dokładnych wypatrujących i zbyt wiele wilków, które były gotowe puścić się za mną w pościg. Uciekałam już od dwóch dni, jednak oni nadal mnie gonili, co jakiś czas słyszałam ich za sobą. Uciekałam już tak długo, że nawet nie wiedziałam gdzie dokładnie jestem. Oni chyba też nigdy nie zapędzali się tak daleko, ale co się dziwić, zabiłam ich Alfę. Mój łeb musiał zostać w najlepszym przypadku nabity nad wejściem do jaskini obecnych Alf. Wybiegłam z lasu, teraz będąc na lekko zamglonej polanie. Wcześniej musiało tutaj padać, ponieważ trawa była wilgotna. Ruszyłam w miarę pewnym krokiem przed siebie, byłam wyczerpana tą dwudniową ucieczką w takim stopniu, że nie zwracałam już nawet uwagi na to co mnie otacza. Zobaczyłam jedynie jakieś dziwne ruiny, które mogły być dla mnie tymczasowym schronieniem. Tak więc bez zastanowienia, pobiegłam w tamtym kierunku ile sił w wątłych łapach. Zatrzymałam się dopiero w środku, poniszczone mury skrywały w sobie niezliczoną liczbę tajemnic, a ja uwielbiałam tajemnice. Wpatrywałam się w wyblakłe ściany, kiedy ktoś dotknął mojego ramienia. Odskoczyłam jak poparzona, biorąc kilka gwałtownych wdechów, żeby się uspokoić. Uspokoiłam się dopiero kiedy zauważyłam, że ów basior nie jest z tych, którzy mnie gonią. Jednak mimo wszystko nastroszyłam się i głośno warknęłam, dając mu do zrozumienia, że jestem gotowa do ataku w razie czego.
- Spokojnie, spokojnie... nic Ci nie chcę zrobić. Wyglądałaś na zgubioną... - powiedział ciemny basior jakby na usprawiedliwienie.
Wyprostowałam się, przypatrując mu się z zaciekawieniem. Faktycznie, byłam zagubiona ale aż tak dobrze było to po mnie widać? Obeszłam basiora dookoła, dokładnie mu się przyglądając, jego posturze, oceniając jego możliwości.
- Gdzie jestem? - zapytałam wreszcie
- Na terenie Klanu Ziemi.
- Klanu Ziemi? - zdziwiłam się, nigdy nie słyszałam o takim dziwnym, odległym miejscu.
- Coś taka zdziwiona? No nic, jestem Lysander, a ty?
- Sansa... - odpowiedziałam mało pewnie.
(Lysiek?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz