"Czy to jet mój nowy dom? A może kolejne miejsce któremu przyniosę ból, cierpienie i śmierć? " starałem się odgonić te myli od siebie. Koniec, końców udało się. Zamknąłem oczy, wciągnąłem powietrze przez nozdrza i wypuściłem je szybko przez pysk. Niechętnie przekręciłem się i wstałem ociężale. Powolnym krokiem ruszyłem nad wodospad. Po drodze mijałem liczne stworzenia, nie zwracałem na nie najmniejszej uwagi.
Na miejscu panowała zupełna cisza i spokój. Zlustrowałem uważnie kamienne wzgórza z których spływała woda. Wspiąłem się ostrożnie na samą górę. Skały były mokre co dawało dodatkowe utrudnienia. Nie poddałem się jednak. Na samej górze usiadłem, zacząłem przyglądać się księżycowi wychodzącemu zza chmur. Minęło kilka sekund i pojawił się w całości. Znów zamknąłem oczy i dałem ponieść się chwili... Zacząłem wyć.
Nie spodziewałem się, że ktoś mi odpowie. Tak więc położyłem się wygodnie, łeb oparłem na łapach. Kilka chwil później zauważyłem w dole jak coś porusza się w krzakach. Wstałem błyskawicznie, z wytężoną uwagą patrzyłem w dół i czekałem na to co ma nastąpić.
Ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz