Leciałam właśnie ze wschodnich terenów, gdzie byłam na rozmowach dyplomatycznych z Alfami tamtejszych watah. Rozmowy były ciężkie, ze względu na to, że dalej grożą nam atakiem, a za powód stawiają sobie to, że im się naraziliśmy. Ale jak, skoro z mojego klanu mało kto tam leci ze względu na odległość, a inne klany nie mają skrzydeł, by latać? Chyba że Everything, ale zaprzeczyli. Raczej więcej wilków stamtąd przylatuje. Tamtejsze watahy nie znają podziału tych wysp na klany, co jest dosyć istotnym niedopatrzeniem. Przez to nie tyle zaatakują Klan Powietrza, co inne klany również, choćby przez pomyłkę. Ja raczej nie powiedziałam nic takiego, a Kiyoteru tym bardziej, chociaż konflikt zaczął się wtedy, gdy on był przy władzy. Opowiadał mi przecież o wszystkim... A nawet nie powiedzieli, że chodzi im o tereny, chociaż było to w miarę oczywiste. W sumie od zawsze byli jacyś nieufni, z tego co słyszałam – przynajmniej ci, którzy sprawiają tyle problemów.
Nad klanem było deszczowo, chociaż na tej wysokości nie było chmur. Temperatura była niska, a wiatr – tu spokojny, poniżej chmur pewnie wiało mocno. Zniżyłam się poniżej poziomu chmur poprzez nurkowanie, po czym szybko wzniosłam się z powrotem. Rzeczywiście było wietrznie, a deszcz oceniłabym jako niewielki. Jeszcze dało się w miarę spokojnie wylądować. Już chciałam zakręcać, kiedy ujrzałam jakiś mały obiekt na niebie, jednak był on mało widoczny, więc go zignorowałam. Po paru sekundach obiekt stał się bardziej widoczny i okazało się, że jest to wilk. Chciałam go wyminąć, ale leciałam o wiele za szybko, by tego dokonać. Skończyło się to zderzeniem czołowym z wilkiem. Trochę to bolało, ale następstwa mogły być o wiele gorsze, ponieważ spadaliśmy z dość sporej wysokości. Byłam przerażona i nie wiedziałam co robić, a basior podleciał powoli do mnie po tym, jak ustabilizował swój lot. Przeprosił mnie, a wtedy się opanowałam, skierowałam nos w dół, po czym rozwinęłam skrzydła. Już byłam 300 m nad ziemią, gdy udało mi się złapać trochę siły nośnej i polecieć już spokojnie z niewielką prędkością, podczas gdy nieznajomy mi wilk leciał koło mnie.
- Nic ci nie jest? – wtedy zapytałam.
- Nie, to nic takiego… - odpowiedział.
- Lepiej polećmy do medyczki… - powiedziałam. – To może być coś poważnego…
Następnie prowadziłam go do medyczki, co potrwało kilkanaście minut z tego miejsca. Po wylądowaniu przyszła Hikari.
- Dzień dobry Amai
- Dobry, dobry – uśmiechnęłam się lekko.
- Coś się stało? – spytała.
- Przylatujemy z wypadku – odpowiedział jej basior.
- Już się wami zajmuję – powiedziała, po czym nas dobrze przebadała.
Po tym stwierdziła tylko, że nic poważnego się nie stało, a ewentualne guzy znikną po krótkim czasie. Podała tylko coś przeciwbólowego, a następnie puściła nas.
- Bardzo ci przeszkodziłam…? – spytałam trochę przepraszającym głosem. – Rzadko kiedy nie zauważam innych wilków podczas lotu…
Nad klanem było deszczowo, chociaż na tej wysokości nie było chmur. Temperatura była niska, a wiatr – tu spokojny, poniżej chmur pewnie wiało mocno. Zniżyłam się poniżej poziomu chmur poprzez nurkowanie, po czym szybko wzniosłam się z powrotem. Rzeczywiście było wietrznie, a deszcz oceniłabym jako niewielki. Jeszcze dało się w miarę spokojnie wylądować. Już chciałam zakręcać, kiedy ujrzałam jakiś mały obiekt na niebie, jednak był on mało widoczny, więc go zignorowałam. Po paru sekundach obiekt stał się bardziej widoczny i okazało się, że jest to wilk. Chciałam go wyminąć, ale leciałam o wiele za szybko, by tego dokonać. Skończyło się to zderzeniem czołowym z wilkiem. Trochę to bolało, ale następstwa mogły być o wiele gorsze, ponieważ spadaliśmy z dość sporej wysokości. Byłam przerażona i nie wiedziałam co robić, a basior podleciał powoli do mnie po tym, jak ustabilizował swój lot. Przeprosił mnie, a wtedy się opanowałam, skierowałam nos w dół, po czym rozwinęłam skrzydła. Już byłam 300 m nad ziemią, gdy udało mi się złapać trochę siły nośnej i polecieć już spokojnie z niewielką prędkością, podczas gdy nieznajomy mi wilk leciał koło mnie.
- Nic ci nie jest? – wtedy zapytałam.
- Nie, to nic takiego… - odpowiedział.
- Lepiej polećmy do medyczki… - powiedziałam. – To może być coś poważnego…
Następnie prowadziłam go do medyczki, co potrwało kilkanaście minut z tego miejsca. Po wylądowaniu przyszła Hikari.
- Dzień dobry Amai
- Dobry, dobry – uśmiechnęłam się lekko.
- Coś się stało? – spytała.
- Przylatujemy z wypadku – odpowiedział jej basior.
- Już się wami zajmuję – powiedziała, po czym nas dobrze przebadała.
Po tym stwierdziła tylko, że nic poważnego się nie stało, a ewentualne guzy znikną po krótkim czasie. Podała tylko coś przeciwbólowego, a następnie puściła nas.
- Bardzo ci przeszkodziłam…? – spytałam trochę przepraszającym głosem. – Rzadko kiedy nie zauważam innych wilków podczas lotu…
<Shiro? Wybacz że nie jest dobre… >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz