Zapach krwi. Kiedy tylko zapach ten słodkawej krwi dotarł do moich nozdrzy, zaczynałem nad sobą tracić panowanie. Jednak kiedy tylko usłyszałem ten delikatny głos wadery, potrząsnąłem łbem przywracając się do ''normalnego stanu''. Chociaż nie wiem, czy ja mogę się określić w taki sposób, być normalnym.
-Niby po co miałbym Cię śledzić? - prychnąłem - ''Mały'' Klan, ''mało'' miejsca to było do przewidzenia, że mogę Cię tu spotkać na polowaniu - prychnąłem
-Może i tak - wadera zaśmiała się cicho
A tej czego do śmiechu? Nie lubię, kiedy ktoś się ze mnie śmieje. Jednak nie porachuję jej kości, byłoby nudno. A tak to przynajmniej mam co robić, Kanban już nie daje mi tyle rozrywki co kiedyś.
-Nad czym tak sobie dumasz? - wadera podeszła do mnie, nachylając się tak, żeby spojrzeć mi w oczy pod dosyć dziwnym kontem.
-A czy to istotne? - odsunąłem ją lekko łapą zanosząc się śmiechem
Firefox wzruszyła ramionami, machając tym swoim ogromnym ogonem.
(Firefox? Wena osłabła)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz