- Nie jestem przyzwyczajona do gadania z kimś....o swoich życiwych
sprawach-odparłam,nie chciałam być niemiła.Może i niekiedy przesadzał
ale nie był wcale zły.
- Mi możesz powiedzieć -odparł zachecająco.
- Nie....lubię Cię, ale nie mam narazie zaufania do
nikogo.....przepraszam - posmutniałam,właśnie ukazała się moja słaba
strona.
- Rozumiem - odparł z uśmiechem.
Poczułam,że mogę mu zaufać....ale moim rodzicom też ufałam i co z tego wyszło?
Siedziałam przed wejściem do jaskini i spoglądałam na spadające krople deszczu.Byłam przygnębiona.
- Co tak siedzisz? - zapytał.
- A nic,myślę sobie - odparłam delikatnie unosząc kąciki ust.
Po paru godzinach,burza szalała nadal i nastał zmrok.Ja jak głupia,nadal
siedziałam przy wejściu i patrzyłam,jak uderzają o ziemię
błyskawice.Deus znowu podszedł do mnie.
- Idziesz spać? -zapytał.
- Niewiem.... - patrzyłam w mrok.
Ten popatrzył na mnie niewinnie i lekko się przysunął.
Deus ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz