Biegłam przed siebie. Słońce strasznie grzało, sapałam. Nie mam znajomych, nie mam przyjaciół.
Nikt nie chciał nawiązać przyjaźni ze mną. Tak wiem, jestem szorstka i niemiła no ale taki mój charakter.
Upadłam na kamień, w takim słońcu nie da się biegać. Zamknęłam oczy....nagle obudził mnie szelest. Natychmiast wstałam i popatrzyłam w stronę odgłosów. Naprzeciwko mnie stał basior. Patrzył zdziwionymi oczami, jakby ducha zobaczył.
- Co? Nigdy wadery nie widziałeś? - zapytałam.
Ten delikatnie się zmieszał ale odpowiedział.
- Widziałem, i to nieraz.
Haha, jakby to było jakieś wytłumaczenie. Patrzyłam na niego obojętnym wzrokiem, jak to ja. Jednak ten nie zwracał na oczy uwagi.
- Nazywam się Deus a ty? - zapytał.
- Sunny - odparłam.
- Chcesz się przejść? - popatrzył na mnie.
- Mogę - stanęłam obok niego z odpowiednią odległością.
<Deus ?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz