Zanim cokolwiek zrobiłam, zasnęłam na grzbiecie wilka. Moje oczy kleiły się. Położyłam głowę w szorstkiej sierści opiekuna i uśmiechnęłam się leciutko. Do głowy wpadł mi sen, niczym huragan. Była noc, wszędzie leżał śnieg, tak śnieg. Otworzyłam oczy. Byłam w jaskini, takiej dużej jaskini. Odwróciłam głowę za siebie.Ktoś mnie zawołał. Zdziwiłam się. Wstałam, z niewyraźnym grymasem.
- Słoneczko, wstawaj! - obok mnie pojawiła się wysoka, czarna lwica. Miała piękne niebieskie oczy. Na sobie miała też różne białe znaki. Rozciągałam się i spojrzałam kątem oka na otoczenie. Po lewej stronie leżało łoże, a na nim leżała trójka szczeniaków w moim wieku. Jeden z nich podbiegł do mnie.
- Dopiero się obudziłaś Gremos?- spytał się i zamerdał ogonem. Do jaskini wszedł duży, czarny basior. Był całkowicie podobny do Kida, jednak wydawało mi się że to całkiem inna osoba. Wszedł i usiadł przy mnie.
- No kochanie, idziemy uczyć się polować tak jak obiecałaś mi. - wstał i złapał mnie za kark. W sumie, niepotrzebnie ale dalej nie wiedziałam co się dzieje. Gdy tylko znalazłam się w progu jaskini, poczułam na sobie ten leciutki i chłodny wiatr. Był bardzo przyjemny. Zauważyłam że wszystko to należy do klanu wody. Byłam zdziwiona, ale nie miałam czasu na szukanie wytłumaczeń. Basior położył mnie na kamieniu i kazał wypatrywać zwierzyny. No jasne, że sama dam sobie rade. Jednak nie udało mi się. Tak więc, basior uczył mnie.
*PÓŹNIEJ*
- Tato....- uśmiechnęłam się pod nosem. Nagle wszystko się rozmazało.
Ziewnęłam, było już jasno. Chyba ranek. Otworzyłam swe klejące ślepia. Usiadłam i wypatrywałam gdzie jestem. Tak, byłam na terenach klanu wody w jaskini mojego ojca. Chyba...Dalej nic nie wiedziałam, nie mogłam tego pojąć. Jednak uśmiechnęłam się pod nosem i wypatrywałam Kida. Zobaczyłam go, wiec się do niego zakradłam. Zrobiłam tzry kroki, i skok! Wylądowałam na grzbiecie czarnego basiora. Przednie łapy dotykały jego głowy.
- Cześć Tatooo!!!- krzyknęłam radośnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz