Siedziałem w swojej jaskini już dłuższy czas. Nic się nie
działo, więc też nie miałem najmniejszego powodu by wychodzić, ale jednak z
każdym dniem coraz bardziej mnie to niepokoiło. Wszystko jakby obumarło. Zero wilków…
Nikogo już nie było słychać nawet w innych klanach. Ostatnio opanowałem
podstawowe latanie. Takie nudy, to czemu by tej ciszy nie przerwać wiecznym
obijaniem się o ziemię? Zawsze trochę zwierzynę spłoszę i się obudzi, że nadal
coś tu żyje. Wyszedłem z jaskini, a promienie słońca nagrzewały powoli moje czarne
futro. Wspiąłem się na wejście groty i wyprostowałem tak, aby zobaczyć nawet te
dalsze tereny. Pustka. Nagle dostrzegłem coś większego na łące. Rozpostarłem
skrzydła i dosyć niezdarnie poszybowałem w jej kierunku. W sumie niby od zawsze
tak bardzo nienawidziłem skrzydeł, a tak naprawdę były w miarę pomocne. Gdybym
umiał latać trochę sprawniej to zapewne nie było by mnie w ogóle słychać. No,
ale i oczywiście dużo szybciej się na nich podróżowało. Upadłem w wysoką trawę
i cicho zakradłem się w stronę tej postaci. Wychyliłem lekko łeb spoza trawy i…
królik. Wielki, zmutowany, biały, królik. Chyba serio już mi pada na łeb z tej
samotności. Bez najmniejszego celu udałem się na najbliższy większy kamień.
Zaczynałem powoli odczuwać samotność i smutek z tego powodu. Leżałem na nim
sporo czasu myśląc o przeszłości. W życiu bym nie pomyślał, że coś takiego mnie
ruszy. Po dłuższej chwili usiadłem i zacząłem nasłuchiwać. Cisza. Kompleta
cisza. A nie jednak nie! Usłyszałem jakieś cichutkie wycie na granicy trzech klanów.
Przez chwilę siedziałem tak w bezruchu, żeby upewnić się czy to nie zwidy, ale ktoś
naprawdę tam wył. Nie zwlekając wzbiłem się w powietrze prawie spadając na
ziemię i jak najszybciej pokierowałem się w tamtą stronę. Kiedy byłem kilkanaście
metrów przed tym miejscem wycie ucichło. Zauważyłem tylko zanikającą sylwetkę w
gęstym lesie. Wylądowałem w miarę cicho na ziemi, gdy nagle usłyszałem
niespokojny oddech z innego miejsca lasu. Kiedy wilk zrozumiał, że go widzę delikatnie
wynurzył pysk. Był taki bardziej.. hm.. waderzy.
- Kim jesteś? - zapytałem zbliżając się do wadery
(Emily? Co ty na to? xd )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz