Zagłębiłem się w jaskinię. Wędrowałem po niej chyba przez jakieś parę
godzin. To był jeden wielki labirynt. Nie dość, że było ciemno jak w
grobie to jeszcze strasznie wilgotno. Musiałem więc chodzić na oślep i
uważać, żeby nie wpaść w jakieś podziemne jeziorko. Już dawno straciłem
orientację i zgubiłem ślady, które były widoczne na początku groty, i
które wskazywały na istnienie tu jakiegoś życia. Kiedy chciałem sobie
zrobić przerwę żeby odpocząć usłyszałem jakiś dziwny dźwięk dochodzący z
boku. Było to jakby ciche szmeranie. Od razu udałem się w tamtą stronę,
uważnie nasłuchując. Coś poruszało się w tamtym miejscu, ale wyraźnie
się nie ukrywało, bo po chwili usłyszałem cichą rozmowę. Od razu
poznałem ten głos.
- Sunny! - krzyknąłem i pobiegłem w tamtą stronę.
Sunny ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz