Chwyciłam Liroya i razem z Scherlockiem zaczęliśmy iść w stronę watahy.Udawałam że rana nic mi nie robi i że żaden opatrunek nie jest mi potrzebny.Liroy szedł obok mnie i wpatrywał się w ziemię.
- Liroy,co ty taki smutny jesteś?-zapytałam się go z uśmiechem.
- Masz rodziców?Opiekunów? - zapytałscherlock.
- Ja..... - zląkł się.
Popatrzyłam na niego pogodnym wzrokiem.
- Mój tata.....był tam - odparł i popatrzył mi w oczy.
Jego tata był.....tym czymś ?!Zdrętwiałam a moją twarz pokrył wzrok zdumienia.
Musimy mu pomóc,musimy pomóc ojcu tego szczeniaka.Ja nie mogę się nim opiekować,Scherlock pewnie też nie.Popatrzyłam przelotnie na Scherlocka i na Liroya.
- A chciałbyś wrócić do ojca?
- Chciałbym,ale on jest wilkołakiem i nie chce na mnie spojrzeć - popatrzył w ziemię smutny.
- Pomożemy twojemu tacie,obiecuje - posłałam młodemu uśmiech i popatrzyłam na Sherlocka.
,,I co teraz? " - to przesłałam basiorowi patrząc na niego,i domyślił się o co chodzi.
- Liroy.....eeee - popatrzył na mnie jakbym była ostatnią deską ratunku.
- Liroy zostaniesz na jakiś czas u mnie.... - sapłam ciężko i odwróciłam wzrok.
Sherlock zdziwiony ale zadowolony szedł dalej,ja natomiast patrzyłam na niego wzrokiem ,,udało Ci się".
Scherlock ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz