Jadłam spokojnie powoli żując każdy kęs.
Wydawało mi się, że coś za mną przemknęło,jednak nie zwracałam na to specjalnie uwagi.Bacznie patrzyłam na Scherlocka który wydawał się lekko zdenerwowany.Popatrzył na mnie i delikatnie się uśmiechnął ukrywając burzące się w nim uczucia.
Udawałam że nie widzę, i spuściłam wzrok na sarnę. Nagle usłyszałam szelest. Błyskawicznie się podniosłam i popatrzyłam za siebie.Stała za mną wielka tygrysica.
Zawarczałam groźnie i szeptem powiedziałam.
- Scherlock, widzisz to?
- Tak, młoda tygrysica....i coś jeszcze? - przypatrzyłam się uważnie na te słowa.
Za nią stało małe,głodne tygrysiątko.
- Może damy im pojeść? - zapytałam i delikatnie,powoli odsunęłam się od zdobyczy.
Jednak tygrysica nie chciała jeść,warknęła i szeroko otwarła pysk ukazując przed nami swoje wielkie zęby.
- Nie możemy jej zabić, ma młode bez niej nie przeżyje - odparłam patrząc na tygrysa.
Ucieczka nie wchodzi w grę, może i jesteśmy szybcy ale rozdrażniona tygrysica zaatakuje nas bez zastanowienia.
Wyciągnęłam sztylet i trzymałam go mocno w łapie.Planowałam ruchy które nie zadadzą śmiertelnych ciosów.
Scherlock?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz