Uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem chichotać ale po chwili przestałem bo wadera znowu zaczęła się głupio pytać o co mi chodzi.
-Zacytuję pewnego smoka - odchrząknąłem - ,,odpieprza ci palma kiedy w grę wchodzi Water,, - zacząłem się znowu śmiać
Wadera popatrzyła się na mnie dziwnie i przystanęła, zrobiłem to samo.
-Czemu za mną leziesz? - zapytała
-Bo mi się nudzi, gdybyś ty musiała przesiedzieć pierdyliard lat w ukryciu, sama jak paluszek to by ci się też nudziło - zbliżyłem się do jej pyska niebezpiecznie blisko
-Dobrze...to idź do Nicklasea! Ale nie musisz łazić za mną!- krzyknęła zdenerwowana
-Dobrze - uniosłem łapy ku górze - jeśli tak sobie rzyczysz
Po tych sowach spokojnie odszedłem nie oglądając się za siebie, udałem się za świątynie obok której między krzakami była dziura. Znowu muszę iść na dietę bo ledwo się wcisnąłem tam...Chociaż ze mnie sama skóra i kości to jakoś muszę się w końcu dostać do swojego domu. Spojrzałem tęsknie na jedzenie...nie, przez 3 dni nic nie będę jadł. Bo naprawdę nie wejdę. Jaskinia była obszerna i z pewnością jej wnętrze było bogatsze od jaskini Alf a nawet niektórych pomieszczeń w Świątyni. Posprzątałem kilka rzeczy i położyłem się do spania, przed snem rzuciłem czar który miał chronić granice Klanu przed ludźmi żeby nie odkryli tej wyspy.
<Następnego ranka>
Biegłem plażą, bolały mnie już łapy ponieważ biegałem już tak od 2 w nocy a teraz była już 6 rano. Przystanąłem przy kamieniu, obok niego była malutka kałuża ze stopniałego śniegu, napiłem się trochę zimnej wody i spojrzałem za siebie. Znowu ona. Szła na plażę, jeszcze mnie nie widziała...
(Seber?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz