Wszystko było zniszczone, to wstrętne coś niszczyło lasy a do tego porwało mnie, Shanti, Nicklasea i mojego brata. Chciało mi się płakać na myśl o tym że nie wiadomo gdzie on zostawił...ciało Shanti. Zbieraliśmy jak zwykle suchutkie gałązki i niektóre rzeczy aby je uratować gdy usłyszeliśmy hałas, uniosłam głowę i w tym momencie coś o mnie uderzyło powalając mnie na ziemię. Otworzyłam szeroko oczy i zobaczyłam nad sobą przerażoną Taravię.
-Taravia!? Co ty tu...
-Cicho - przytkała mi łapą pysk - on tu jest...ten smok - wskazała głową w stronę smoka wspinającego się na skałę
-Taravia! - Nicklase podbiegł do niej i ją przytulił dzięki czemu mogłam już oddychać, niestety głupiutki Nicklase narobił tyle hałasu że zwrócił uwagę smoka
Smok zaryczał i zeskoczył ze skały zmierzając w naszym kierunku, z przerażeniem wpatrywałam się w jego pysk i szereg ostrych zębów.
-Zefir! Chodź tu! - krzyknęła Taravia
Zefir? On tu był? Zrobiło mi się lżej ale nadal się bałam, że coś mu się stanie. Podbiegł do nas wpatrując się we mnie, miałam ochotę go pocałować, rzucić mu się na szyję ale to nie był czas ani moment. Spojrzał się wrogo na smoka, natomiast ten uśmiechnął się wrednie a z jego pyska spłynęła zielona maź. Nim się zorientowałam smok uniósł łapę uzbrojoną w ostre pazury i zamachnął się nią na nas. Cios odparował Desoto ale skończył z krwawym rozcięciem na udzie.
-Uważajcie! - krzyknął Zefir - w jego pazurach i kłach płynie rżący jad!
-Taravia! - złapałam ją za ramię - wiesz co masz robić?
Wadera uśmiechnęła się łobuzersko i łypnęła groźnie na smoka, wyjęła ze swojej torby kamień z Klanu Nocy po czym torbę cisnęła kilka metrów dalej. W jednym momencie kamyk stał się środkiem tarczy z wyrytymi insygniami Moon. Taravia głośno zawyła i rzuciła się w stronę smoka, chroniąc się tarczą odporną na ataki smoka.
-Zefir - wyszeptałam - proszę...uważaj, nie wybaczę sobie jeśli coś ci się stanie - łza spłynęła mi po policzku
-Demanii...-powiedział - ja...
-DEMANII SZYBKO! - krzyknął Nicklase - Pomóż nam!
Nicklase podtrzymywał rannego Desota a Taravia skakała z miejsca na miejsce ochraniając ich tarczą
-Dmi! YKO! - krzyknęła niewyraźnie gdyż uchwyt od tarczy trzymała w pysku
Wyciągnęłam z ziemi ogromny ostry kryształ i pobiegłam pomóc Taravi, Zefir wzbił się w powietrze i zaczął atakować smoka z powietrza. Po chwili dołączył do niego Nicklase zamieniając się na zmianę z wilka Wody w wilka Ognia ciskając różnymi mocami. Zagapiłam się zbytnio na to jak Zefir walczył, był niesamowity, znał wszystkie ruchy przeciwnika, chciałabym być taka jak on...nagle chrzęstnęło coś w mojej szczęce i upadłam na ziemię. Spojrzałam co się stało i z przerażeniem stwierdziłam że smok miał mnie za chwilę połknąć. Nie wiedziałam co robić więc wyrzuciłam kryształ trafiając go w oko, smok zawył z bólu, z oka zaczęła cieknąć mu ciemno- czerwona krew.
-Zginiesz marnie...
Warknęłam i teleportowałam się na jego kark po czym przywołałam kolejny diament tym razem tak wielki że gdy wybiłam go w kark smoka spadłam z niego i z łoskotem uderzyłam o ziemię.
<Jakiś czas później>
Otworzyłam oczy, nad sobą zobaczyłam Reneesmee ze łzami w oczach oraz resztę załogi szpitala stojących za nią.
-Rene? - wychrypiałam
-Cicho..nie przemęczaj się, masz w sobie dużo jadu, musisz odpoczywać. Prawdę mówiąc - przygryzła wargę - ledwo żyjesz. Tak samo jest z Desotem, nie jest już zdolny do bycia Alfą, Taravia już nią nie jest gdyż była na czas tymczasowy..więc prawdopodobnie to Nicklase nią zostanie.
-Pogratuluj mu...
-Oczywiście - uśmiechnęła się
Kiedy wszyscy zostawili mnie samą zasnęłam, jednak po chwili otworzyłam oczy bo ktoś wszedł do jaskini. Spojrzałam w tamtą stronę i dostrzegłam Zefira. Uśmiechnęłam się, od razu poczułam się lepiej gdy go zobaczyłam.
(Zefir?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz