czwartek, 26 grudnia 2013

Od Desota

Ostatnio zacząłem czuć się lepiej, ale mocno mi się pogorszyło gdy dowiedziałem się że Rosmin wróciła. Ona żyła? Po prostu udawała swoją smierć? Tak załatwia problemy? To w takim razie na darmo David umarł, mógłby nadal żyć...nie, muszę się do niej przejść i to załatwić. Udałem się do jej jaskinii, własnie ją sprzątała.
-Desoto? To naprawdę ty? Nie musisz wparowywać jak burza - uśmiechnęła się - dziwię się przyszedłeś ty pierwszy a nie mama i tata..
-Nie zgrywaj się! Dobrze wiesz co się stało! - krzyknąłem tak że Rosmin aż się skóliła
-Ale co się stało? Oni są ranni?
-Oni nie żyją!
-Co? Jak to? Nie! - zaczęła płakać - nie wierzę!
-Przez to że udawałaś swoją głupią śmierć, ojciec popełnił samobójstwo rzucając się z klifu, natomiast mama umarła niedawno śmiercią naturalną...Jak możesz się tutaj pokazywać!?
-Teraz ty jesteś Alfą tak?
-Nie...mój syn
-Masz dzieci? - otarła łzy - gratuluję
Zacząłem na nią wrzeszczeć dy do jaskini wlazła Demanii zwabiona tymi wrzaskami, było wczas i większośc wilków jeszcze spało dlatego można było po niej poznać że wstała niedawno.
-Czego się tak drzesz? - ziewnęła - Rosmin? - przetarła mocno oczy - zdawało mi się że widzę Rosmin...
-niestety nie przewidziało ci się..
-Czyli sądzisz że lepiej by było gdybym miała nadal być martwa?!
-Co to znaczy nadal? - prychnąłem

(Rosmin?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz