Ostatnio zacząłem czuć się lepiej, ale mocno mi się pogorszyło gdy dowiedziałem się że Rosmin wróciła. Ona żyła? Po prostu udawała swoją smierć? Tak załatwia problemy? To w takim razie na darmo David umarł, mógłby nadal żyć...nie, muszę się do niej przejść i to załatwić. Udałem się do jej jaskinii, własnie ją sprzątała.
-Desoto? To naprawdę ty? Nie musisz wparowywać jak burza - uśmiechnęła się - dziwię się przyszedłeś ty pierwszy a nie mama i tata..
-Nie zgrywaj się! Dobrze wiesz co się stało! - krzyknąłem tak że Rosmin aż się skóliła
-Ale co się stało? Oni są ranni?
-Oni nie żyją!
-Co? Jak to? Nie! - zaczęła płakać - nie wierzę!
-Przez to że udawałaś swoją głupią śmierć, ojciec popełnił samobójstwo rzucając się z klifu, natomiast mama umarła niedawno śmiercią naturalną...Jak możesz się tutaj pokazywać!?
-Teraz ty jesteś Alfą tak?
-Nie...mój syn
-Masz dzieci? - otarła łzy - gratuluję
Zacząłem na nią wrzeszczeć dy do jaskini wlazła Demanii zwabiona tymi wrzaskami, było wczas i większośc wilków jeszcze spało dlatego można było po niej poznać że wstała niedawno.
-Czego się tak drzesz? - ziewnęła - Rosmin? - przetarła mocno oczy - zdawało mi się że widzę Rosmin...
-niestety nie przewidziało ci się..
-Czyli sądzisz że lepiej by było gdybym miała nadal być martwa?!
-Co to znaczy nadal? - prychnąłem
(Rosmin?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz